Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Magiczne puzzle HP

Kategoria: Inne
Autor: Smierciojadek

Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix użytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej

The House of Gaunt

Kategoria: Recenzje filmów
Autor: Prefix użytkownikaAnastazja Schubert

Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej

HPnet istnieje naprawdę

Kategoria: HPnet
Autor: Prefix użytkownikaAnastazja Schubert

W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Syriusz32

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix użytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej

Historia pod skórą z...

Kategoria: Wywiady
Autor: Prefix użytkownikaAnastazja Schubert

Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

[NZ]Nieoczekiwana p...

Tytuł: Nieoczekiwana pomoc
Seria: Dziki pyłek
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaKlaudia Lind

Dalsze losy bohaterów podążających śladem Tengela Złego...
>> Czytaj Więcej

Dziękuję.

Tytuł: Dziękuję.
Gatunek: Poezja
Autor: Prefix użytkownikaNquus

Lupin szczerze w biegu
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział siódmy

Tytuł: Rozdział siódmy
Seria: Magiczna chwila
Gatunek: Romans
Autor: Prefix użytkownikaPaulaSmith

Gdy zdarza się to, co wydarzyć się musi.
>> Czytaj Więcej

Giętka pamięć

Tytuł: Giętka pamięć
Gatunek: Drabble
Autor: Prefix użytkownikaAnimag37

Czasem trzeba się przebranżowić, by zostać w końcu docenionym.
>> Czytaj Więcej

Nie przejdziesz

Tytuł: Nie przejdziesz
Gatunek: Drabble
Autor: Prefix użytkownikaAnimag37

W dziwnych przyszło nam żyć czasach, dziwnych!
>> Czytaj Więcej

[NZ]Nulla domus, nu...

Tytuł: Nulla domus, nulla praeterita
Seria: Vita Floris
Gatunek: Pierwsze Fan Fiction
Autor: Prefix użytkownikaClaraOswinOswald

Lily Potter wróciła do życia niecałe cztery godziny wcześniej, zdążyła już jednak zasiać niepokój...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Tajne przejście...

Tytuł: Tajne przejście, Neville i Runy
Seria: Dziki pyłek
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaKlaudia Lind

Kto wyruszy do walki z Tengelem Złym?
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 43
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
Łącznie na portalu jest
48,281 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 299
Było: 06.07.2022 21:37:36
Napisanych artykułów: 1,094
Dodanych newsów: 10,532
Zdjęć w galerii: 21,477
Tematów na forum: 3,914
Postów na forum: 319,792
Komentarzy do materiałów: 222,447
Rozdanych pochwał: 3,327
Wlepionych ostrzeżeń: 4,167
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  GRYFFINDOR!

Gryffindor
Punktów: 538
uczniów: 4150
Hufflepuff
Punktów: 505
uczniów: 3821
Ravenclaw
Punktów: 465
uczniów: 4481
Slytherin
Punktów: 170
uczniów: 4120

Ankieta
Nareszcie wakacje! Egzaminy końcowe za Tobą, możesz nareszcie porządnie wypocząć. Co robisz latem?

Przygotowuję się do poprawek egzaminów. Po co komu w ogóle ten OPCM, przecież Voldemorta już nie ma...
11% [2 głosy]

Wyleguję się na plaży. Niczego więcej mi nie trzeba, skoro mogę machnąć różdżką i w mgnieniu oka przywołać do siebie piwo kremowe, a woda w morzu jest przyjemnie ciepła.
28% [5 głosów]

Będę przenosić góry! Albo wdrapywać się na nie. No, chyba że na drodze stanie mi jakaś sklątka tylnowybuchowa. Ją trzeba będzie przenieść.
6% [1 głos]

Zostaję w Hogwarcie. Nigdzie nie jest mi tak dobrze jak w zamku, a latem puste korytarze są najbardziej urokliwe.
11% [2 głosy]

Większość czasu spędzam na Pokątnej. Może i pokoje w Dziurawym Kotle nie są w najwyższym standardzie, ale za to Magiczne Dowcipy Weasleyów są pod ręką.
6% [1 głos]

Spędzam czas na polu namiotowym. Na leśnej polanie urządziliśmy sobie z drużyną boisko do Quidditcha i szykujemy się do zawodów w kolejnym sezonie.
0% [0 głosów]

Nie ma to jak w domu. Nie robię nic konkretnego - czasem gonię gnomy po ogródku, innym razem tylko czytam książki.
39% [7 głosów]

Ogółem głosów: 18
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 12.07.22

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
Gryffindor[P]Natalie Swan ostatnio widziano 07.07.2022 o godzinie 10:43 w Pub pod Trzema Miotłami
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 02.07.2022 o godzinie 23:57 w Hogwart Express
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 30.06.2022 o godzinie 16:10 w V piętro
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 26.06.2022 o godzinie 17:37 w Jezioro
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 15.05.2022 o godzinie 14:08 w Klasa Historii Magii
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 15.04.2022 o godzinie 10:29 w Wielka Sala
[NZ] Magia Przynależności
Severitus | AU 5 tom
Autor: Prefix użytkownikaPhoe
Gatunek: Przygodowe
Ograniczenie wiekowe: +18
Przeczytano 54175 razy.
Rozdziały: [1], [2], [3], [4], [5], [6], [7], [8], [9], [10], [11], [12], [13], [14], [15], [16], [17], [18], [19], [20], [21], [22], [23].
Magia Przynależności 12/?
Severitus | AU 5 tom
Rozdział 12. Bo każdy popełnia błędy



Prawdziwym błędem jest błąd popełnić i nie naprawić go.
— Konfucjusz



Harry nie wiedział, jak długo leżał na twardej podłodze. Czuł się wypompowany, jakby przebiegł milę bez zatrzymania i jednocześnie próbował zrozumieć, co właśnie się wydarzyło. Pod skórą wciąż tliła się wściekłość, jednak powoli gasła, zostawiając przerażającą świadomość, że czeka go tutaj piekło. Jakimś cudem Snape go nie uderzył, ale na pewno nie puści mu dzisiejszego wybuchu płazem. Boże, co go podkusiło? Przecież wiedział, że jest teraz na jego łasce, a na śniadaniu Snape jasno dał mu do zrozumienia, że ukarze go, jeśli będzie nieposłuszny. Harry próbował wyobrazić sobie te wszystkie straszne rzeczy, które mężczyzna może zrobić. Niewiedza nakręcała go jeszcze bardziej, bo Snape nigdy nie wspomniał, jakie będą czekać go kary.

W końcu ostrożnie podniósł się. Prawe ramię bolało niemiłosiernie i Harry podciągnął rękaw koszuli, by je obejrzeć — na gładkiej skórze wyraźnie odznaczał się czerwony ślad palców.

Nie może tu zostać.

Nie miał pojęcia, co robić. Nie miał celu ani planu. Wiedział jedynie, że nie może tu zostać.

Zrobił krok w kierunku tarasu i świat zawirował mu przed oczami. Zachwiał się i musiał przytrzymać się krawędzi stołu, żeby nie upaść. Kiedy obraz ponownie nabrał stałych kształtów, podszedł do szklanych drzwi i wyszedł na zewnątrz. Na bezchmurnym niebie słońce powoli chyliło się ku linii horyzontu, ale wciąż nie straciło ostrości. Harry zamrugał i wziął głęboki oddech w próbie uspokojenia skotłowanych myśli.

Szedł przed siebie jak w amoku. Tylko raz obejrzał się wstecz, bardziej ze strachu, że Snape zobaczy go z okna i przyprowadzi z powrotem. Minął pierwsze drzewa i kamienne ławki, drogę usłaną kocimi łbami, a potem jezioro mieniące się w świetle zachodu oraz leśną ścieżkę. W końcu dotarł do łąki, na której leżały sporej wielkości białe kamienie. Zatrzymał się na krawędzi. To tutaj kończyła się ochrona domu. To tutaj dyrektor nałożył swoje własne bariery, żeby był bezpieczny. Jedna część Harry'ego wiedziała, że postępuje strasznie głupio i lekkomyślnie, ale druga część, ta bardziej gwałtowna, mówiła mu, że każde wyjście jest lepsze niż to, co czekało go tutaj.

Nie zmuszą go do mieszkania ze Snape'em. Mogą go nawet związać i siłą zaciągnąć z powrotem. Wtedy po prostu ucieknie jeszcze raz.

Zrobił krok i przestąpił kamienie.

Przez długi czas wędrował różnymi dróżkami, mijał jary i wzniesienia. Czasami jakiś ptak wzbijał się gwałtownie w powietrze, a niekiedy coś poruszało się w zbożu, i Harry nasłuchiwał, po czasie uświadamiając sobie, że był to tylko wiatr kołyszący kłosami. Wokół niego rozpościerały się nieprzerwane połacie łąk, dzikich pól i lasów, sprawiając, że całe to miejsce wyglądało na bezludne. Wierzył jednak, że w końcu trafi na jakichś czarodziejów. Gdyby tylko znalazł magiczne domostwo, mógłby powiedzieć, że się zgubił, i poprosić o użyczenie kominka. Po dzisiejszej reakcji krawca wątpił, żeby ktokolwiek odmówił mu pomocy. A co do jego rzekomego magicznego wyczerpania, to pieprzyć plan Snape'a, zawsze może twierdzić, że cudownie ozdrowiał. Magia, prawda? Dlatego nie przestawał iść naprzód i nie zwracał uwagi na pulsujący ból głowy ani protesty ciała pragnącego odpoczynku.

Dopiero gdy słońce zaczęło znikać, ujrzał w oddali chatę. Podszedł bliżej, ale rozczarował się. Nikt domu nie zamieszkiwał. Budynek przekrzywił się, jakby jakiś olbrzym przysiadł na jego prawej połowie. Fundamenty zmurszały, nadgryzione zębem czasu. Zielone plamy pleśni oblepiały pokruszony tynk, ginąc w bluszczu i pokrzywach. W okiennicach brakowało wielu szczebelków, ale okropnie brudne szyby, przytrzymywane przez ramy łuszczące się od białej farby, wciąż pozostawały całe.

Harry spojrzał na niebo, które ciemniało z każdą chwilą i nerwowo przygryzł wargę. Powinien przeczekać tu do świtu.

Kilka razy pociągnął mocno za zardzewiałe drzwi, aż ustąpiły. Wszedł do środka, wzbijając pod stopami obłoczki kurzu. Wnętrze okazało się być całkiem znośne — ciepłe i suche, prawdopodobnie od nagrzanych słońcem ścian. W głównym pokoju znalazł kilka półek zżartych przez korniki oraz obdrapany szezlong w kolorze bordo. Przysiadł na jego skraju, kuląc nogi i oplatając kolana ramionami. Zapatrzył się w przestrzeń, wracając myślami do wydarzeń ostatnich dni. Sprawiały wrażenie tak nieprawdopodobnych i odrealnionych, jakby były złym snem albo dotyczyły kogoś obcego. Czasami nie mógł uwierzyć, że to wszystko nie było jedynie wytworem jego umysłu, ale wydarzyło się naprawdę.

Niebo za szybkami zmieniło barwę na granat, wpuszczając do środka blade światło księżyca i Harry stracił rachubę, ile minęło czasu. Czując potworne zmęczenie, zacieśnił uścisk na kolanach i wtulił w nie policzek.

Co ma zrobić rano? Wrócić? Nie może wrócić, ale też nie może tu zostać. A co jeśli go znajdą? Szarpnął mocno za włosy. Zupełnie zapomniał o Knocie, który tak bardzo chciał go adoptować. Jeśli pokaże się w Londynie, wszystko wyjdzie na jaw i wtedy dzisiejsze problemy wypadną blado w porównaniu z tymi, które mogłyby go czekać. O ile oczywiście nie natknie się wcześniej na jakiegoś śmierciożercę.

Miał przesrane. Na całej linii.

Gdyby tylko mniej przypominał siebie, byłby zwykłym dzieciakiem i nikt nie zwróciłby na niego uwagi. Roześmiał się ponuro. Jeszcze wczoraj był tą perspektywą przerażony, a teraz — kiedy było mu to tak bardzo na rękę — skakałby z radości.

A gdyby tak udało mu się dostać prosto do Nory? Przecież od samego początku nie chciał ukrywać prawdy przed ludźmi, których traktował jak rodzinę. Ufał Ronowi i Hermionie. Wiedział, że pomogą mu oraz dotrzymają tajemnicy, choćby od tego zależało ich życie. Ale co będzie, jeśli przyjdzie profesor Dumbledore i zabierze go stamtąd? Albo co gorsza, przyjdzie Snape? Harry zacisnął powieki. Nawet nie chciał sobie tego wyobrażać.

Wtedy — zupełnie niespodziewanie — jego pierś przeszył bolesny skurcz. A potem kolejny. I jeszcze jeden. Przycisnął dłoń do serca. Nie mógł oddychać.

Świat rozpłynął się w ciemności i drżeniu.

Harry upadł na podłogę, a każdy jego nerw zapłonął.



* * *



Snape nie wiedział, co dokładnie wydarzyło się po tym, jak opuścił jadalnię. Nie pamiętał, jak doszedł do swojej sypialni, ani w jaki sposób znalazł się w łazience. Nawet teraz, gdy stał nad umywalką i drżącymi rękoma opłukiwał twarz, nie był pewny, co się stało. W jaki sposób stracił nad tym wszystkim kontrolę?

O mało go nie uderzył. Chciał go uderzyć. Pragnął zrobić nawet więcej niż to.

Ta myśl była przerażająca.

Ponownie opłukał twarz. Następnie zamknął oczy i wziął kilka głębokich wdechów w marnej próbie uspokojenia zszarganych nerwów. W końcu wyprostował się, wrócił do sypialni i usiadł bezwładnie na krześle. Złość powoli wypalała się, pozostawiając po sobie potworne znużenie oraz pustkę. Tym razem czuł to wyraźnie — magię, która wciąż utrzymywała się w chłopcu. Tę samą magię, która za wszelką cenę miała upodobnić go do Jamesa. Ona sięgała do umysłu Severusa, igrając z nim, odbierając trzeźwy osąd, i przez jeden moment był tak cholernie pewny, że stoi przed nim nastoletni James.


Potter leżał tam, bezbronny, ale wciąż butny, szydzący z niego.

Potter stał przed nim, z różdżką w dłoni, a jego twarz wykrzywiła się brzydko w wyrazie złości.

— Co zrobiłeś mojej mamie? — krzyknął Harry. — Zmusiłeś ją, by to zrobiła, czy po prostu ją zgwałciłeś?

— Co zrobiłeś Lily, Snape? — krzyknął James. — Zaszantażowałeś ją, czy po prostu rzuciłeś na nią Imperio?



Wspomnienie zachowania Pottera wciąż miało ostre krawędzie, serce wciąż przyspieszało swój bieg, a krew krążyła szybciej w żyłach. Jednak pomimo tego, że omal nie oberwał w głowę talerzem i rzucono mu w twarz obrzydliwe oskarżenia, nie potrafił się dłużej złościć. Czy nie był pewny, że prędzej zostanie obwiniony o całe zło świata, niż usłyszy „dziękuję” za to wszystko, co ostatnio zrobił? Czy nie spodziewał się, że chłopak może wybuchnąć? Czy nie brał pod uwagę każdej możliwości?

Dzieciak nic nie wiedział o jego relacjach z Lily, a poza tym Severus był jedyną osobą w zasięgu ręki, na której mógł wyładować gniew, jaki kumulował się w nim przez ostatnie dni. Snape podejrzewał, że rozmowa o Dursleyach była tylko czubkiem góry lodowej, zapalnikiem, od którego wszystko potoczyło się niczym kostki domina. Na dodatek świadomie pozbawił Pottera wyimaginowanej kontroli, bo tak po prostu stwierdził zwykły fakt, że był bezsilny i nic nie mógł zrobić.

Snape westchnął. Pamiętał łzy chłopca i to jak kulił się, chwytając za ramię. Jak bardzo go skrzywdził? Czy użył aż tyle siły? Wiedział, że powinien go wyleczyć, a potem… jakoś to wszystko naprawić. Miał jednak wątpliwości, czy potrafił. Był przyzwyczajony do respektu, nawet jeśli podszytego strachem, więc jak teraz ma poradzić sobie ze zbuntowanym i okaleczonym na duszy nastolatkiem?

W końcu zdecydował, że najpierw obaj muszą ochłonąć. Nic dobrego z tego nie wyniknie, jeśli między nimi znowu rozpęta się kłótnia. Przymknął oczy i skoncentrował myśli na swoim oddechu, który powoli wyrównywał się, aż stał się jednostajnym rytmem. Kiedy resztki złości opuściły go, a umysł znów miał cudownie jasny, zwlókł się z krzesła i udał się do sypialni chłopca.

Zapukał do drzwi. Cisza. Zapukał ponownie. Znowu brak odpowiedzi. Nacisnął klamkę.

Pokój był pusty.

— Milly. — Skrzatka pojawiła się przed nim z cichym trzaskiem. — Przyprowadź pana Pottera.

— Tak jest, sir. — Stworzenie ukłoniło się, łopocząc długimi uszami i znikło. Po kilku sekundach pojawiło się ponownie z wyraźnym zdenerwowaniem. — Panicza nie ma, sir. Milly przeszukała całą posiadłość i panicza nigdzie nie ma, sir.

Wnętrzności Severusa skręciły się w ciasny, duszący supeł. Merlinie i wszyscy święci, Czarny Pan grasuje, śmierciożercy i dementorzy na wolności, a dzieciak nawet nie ma różdżki. Albus go zabije, a Lily nigdy nie wybaczy.

— Pomożesz go szukać.

Zacisnąwszy palce na różdżce, aportował się na granicy rezydencji. Słońce powoli znikało za horyzontem i to sprawiło, że serce podskoczyło Severusowi do gardła — myśl, że Potter jest teraz całkowicie sam i bez żadnej ochrony, a wkrótce wszystko pochłonie ciemna noc, była nie do zniesienia. Przecież tu aż roi się od zwodników, trolli, szyszymor, kapp i kelpi…

Bez wahania przeszedł linię wyznaczoną przez białe kamienie i ustawił różdżkę na otwartej dłoni. Mając nadzieję, że chłopak nie zaszedł daleko i uda się go namierzyć w ten prosty sposób, wypowiedział szybko:

Wskaż mi Harry'ego Pottera.

Na szczęście zaklęcie zadziałało. Różdżka obróciła się wokół własnej osi, wskazując wschód.

Nie tracąc czasu, razem z Milly przeczesywał okolicę, to aportując się, to przemierzając drogę pieszo. Kiedy słońce zupełnie zniknęło, a ciemność rozpostarła się nad światem, Severus spojrzał na niebo. Pełna tarcza księżyca świeciła jasno. Wilkołaki, pomyślał w panice, jakby tego było mało, mogą rozszarpać go wilkołaki! Spokojnie, może jeszcze wszystko dobrze się skończy. Potter wciąż pozostawał w zasięgu zaklęcia wskazującego, więc ile może im zająć odnalezienie go? Och, jak tylko dorwie tego durnego dzieciaka i przywlecze do domu, to da mu taki wykład, że chłopak popamięta go do końca życia!

Wkrótce Snape stanął na rozwidleniu ścieżki. Z prawej strony rozpościerał się bór, a na wprost wzgórza. Ponownie rzucił zaklęcie i różdżka zatrzymała się na drodze przed nim. Jednak już po chwili zaczęła kręcić się we wszystkich kierunkach.

Przytknął palce do skroni, na której perliły się krople potu. Albo Potter znalazł się poza zasięgiem, albo działo się coś złego. Severus rozkazał Milly wrócić do Prince Manor i powiadomić o wszystkim Albusa, jeśli w ciągu kwadransa nie wróci z chłopcem. Następnie aportował się o dwie mile. Po ponownym „wskaż mi” różdżka obróciła się szybciej i pewniej, wskazując północny zachód. Potter musiał być blisko. Pamiętając, że niedaleko znajdują się ruiny posiadłości Prewettów, wybrał je jako kolejny punkt aportacyjny.

Jedno spojrzenie na zdeptaną trawę, zgarnięty na bok bluszcz i uchylone frontowe drzwi sprawiło, że jego ciało ogarnęła niesamowita ulga. W tę część okolicy nikt się nie zapuszczał, co oznaczało, że chłopak był tutaj. Severus wyszeptał Lumos i wszedł do brudnego pomieszczenia. Od razu usłyszał świszczący, nierówny oddech.

Potter leżał na ziemi. Jego oczy uciekły w głąb czaszki, palce wygięły się groteskowo, a on sam trząsł się spazmatycznie. Snape poznał to od razu. Atak postcruciatusowy.

Przypadł do chłopca, nie zważając na brud podłogi, i chwycił go w ramiona. Następnie aportował się na granice posiadłości, by po szybkim przestąpieniu kamieni przenieść ich prosto do swojego laboratorium. Milly natychmiast pojawiła się obok i zagarnęła przedmioty znajdujące się na dużym stole. Jedną dłonią przytrzymując głowę chłopca, Severus położył go na blacie i smagnięciem różdżki przywołał potrzebne eliksiry. Pomimo mocnego uścisku Potter przelewał mu się przez ręce. Severus nie chciał rzucać zaklęcia paraliżującego, bo sztuczne unieruchomienie sprawiłoby chłopcu jeszcze większy ból niż ten, który z pewnością już odczuwał, więc przywiązał go, wyczarowując magiczne więzy wokół kostek, nadgarstków i torsu.

— Milly, przytrzymaj mu głowę, nie dam rady napoić go w ten sposób.

Choć skrzatka wpatrywała się w całą scenę z szeroko otwartymi, przestraszonymi oczami, wykonała polecenie bez sprzeciwu. Snape siłą zmusił szczęki Pottera do rozwarcia i wlał najpierw eliksir post-Crucio, a następnie przeciwbólowy oraz na rozluźnienie mięśni. Odłożył puste fiolki i obserwował chłopca.

Początkowo nic się nie zmieniło. Ciało Pottera nadal drgało i łapało płytkie, chrapliwe oddechy. Dopiero po kilku sekundach nagle wygięło się w łuk tak mocno, że sznury napięły się niebezpiecznie. Snape szybko poluzował je, by zbyt mocny nacisk nie wyrządził chłopca krzywdy. Zaciśnięte usta chłopca otworzyły się lekko i wydobył się z nich żałosny skowyt. Kątem oka Severus widział, jak Milly cofa się i kuli z pięściami przyciśniętymi do uszu.

Wtem wszystko ustało. Harry opadł bezwładnie na blat. Jedynym dowodem tego, co przed chwilą się wydarzyło, był ciężki, przyspieszony oddech.

Severus oparł się ciężko na rękach i czekał, aż Potterowi wróci świadomość.



* * *



Harry dryfował. To okropne, rwące uczucie w piersi znikało. Miał wrażenie, jakby morze wyrzuciło jego ciało na brzeg i fale obmywały je, łagodząc wszelki ból. Dryfował. Bez końca. Przypływ, odpływ, przypływ, odpływ… Mógłby tak pozostać już na zawsze.

Powoli kolejne doznania wracały do niego, jakby każdy ze zmysłów włączał się jeden po drugim. Najpierw usłyszał ciche szmery; ktoś coś mówił niskim głosem. Następnie w nozdrza wdarł się ciężki zapach ziemi oraz ziół. W końcu pod plecami poczuł twarde podłoże, a na ciele przygniatający ciężar czegoś krępującego. To ostatnie przestraszyło go, więc otworzył oczy.

Zobaczył kamienny sufit, a przynajmniej tak mu się wydawało — nie miał okularów i choć jego wzrok polepszał się z dnia na dzień, wciąż z oddali wszystko było rozmazane. Harry zamrugał kilkakrotnie, próbując zrozumieć, gdzie się znajduje. Ostatnie co, pamiętał, to ruiny opustoszałego domu…

Nagle wszystkie wspomnienia wróciły do niego z siłą szarżującego byka.

Kłótnia, ucieczka, upadek na podłogę.

Spojrzał w bok. Och nie… Snape stał tuż przy nim i obserwował go wnikliwie. Choć nie wyglądał na wściekłego, Harry drgnął, gdy mężczyzna wyciągnął różdżkę. Snape zamarł, a jego ciemne oczy świdrowały go, jakby chciały wypalić w nim dziurę. Wymruczał zaklęcie i więzy znikły. Tym razem dużo wolniej odłożył różdżkę do kieszeni i schował dłonie w fałdach szaty.

— Czujesz się na siłach, żeby wstać?

Harry nie był pewny, ale spróbował. Podniósł się na łokciu i jego ramiona zadrżały od niechcianego ciężaru. Z trudem podźwignął się do siadu, po czym rozejrzał się wokół. Snape wyjaśnił:

— Jesteśmy w moim laboratorium, w podziemiach Prince Manor.

— Co się stało? C-co to było?

— Czy pani Pomfrey wspominała ci o bólach fantomowych? — Harry skinął głową. — Są nieprzyjemne, ale niegroźne i rzadko występują przy dbaniu o ogólną kondycję psychofizyczną. Jednak przy tak rozległym uszkodzeniu nerwów stres czy nadmierny wysiłek mogą sprawić, że ból fantomowy przybierze ostrzejszą postać, przekształcając się w napad. Magomedycy nazywają to atakiem postcruciatusowym. Jeśli nerwy są zbyt przeciążone, czasowo zaburza się równowaga pomiędzy neuroprzekaźnikami i następują nadmierne wyładowania bioelektryczne. Pierwszym symptomem jest nagły oraz silny ból w miejscu uderzenia klątwy, a następnie gwałtowne drgawki, a niekiedy utrata przytomności. Każdy jeden atak wywołuje regres w leczeniu, wydłużając czas jego trwania, i jest bardzo niebezpieczny, szczególnie gdy osoba nim dotknięta nie otrzyma pomocy.

Połowa z tego, co Snape powiedział, była dla Harry'ego niezrozumiałym naukowym bełkotem, ale ogólny sens wyłapał bez problemu. Przełknął głośno. Nie chciał ponownie być ubezwłasnowolnionym i stracić nadzieję na normalne życie. Nie zniósłby tego.

— Dlatego tak ważne jest, żebyś nie przeciążał swojego organizmu. To, że możesz już chodzić i wykonywać codzienne czynności, nie sprawia, że jesteś zdrowy. Nie bez powodu nadal musisz przyjmować eliksir post-Crucio. — Snape zamilkł na chwilę. — Chodź, zaprowadzę cię do twojego pokoju. Będziesz mógł się położyć.

Mężczyzna wyciągnął rękę, ale nie dotknął go. Po prostu zaoferował ją w razie, gdyby Harry potrzebował pomocy. Okazało się to być słusznym posunięciem, ponieważ jak tylko stanął na nogi, kolana ugięły się pod nim i uczepił się mocno ramienia.

— Będziesz teraz osłabiony, ale to nic niezwykłego. Twój organizm jest wyczerpany zarówno po ciężkim dniu, jak i ataku. Poza tym dałem ci eliksir na rozluźnienie mięśni. Ograniczenie w koordynacji jest jednym z efektów ubocznych.

Snape wyprowadził go z podziemi. Gdy dotarli do sypialni, Harry miał wrażenie, jakby przebiegł maraton i nigdy nie czuł większej wdzięczności na widok łóżka.

Kiedy opadł na miękki materac, westchnął i przymknął powieki.

Łóżko ugięło się lekko. Wróciwszy do rzeczywistości, Harry otworzył oczy. Snape siedział obok, a jego twarz przybrała neutralny wyraz. Dlaczego nie jest na niego wściekły czy choćby rozgniewany? Dlaczego nie skrzyczał go za ostatnie zachowanie ani nawet za ucieczkę? Z jednej strony Harry bał się tego, co Snape może zrobić lub powiedzieć, ale z drugiej czuł niewypowiedzianą ulgę, że mężczyzna odnalazł go w tamtej chacie i nie zostawił.

Ten prosty fakt odblokował coś w Harrym i wszystkie uczucia powróciły ze zdwojoną mocą. Jednak były zbyt splątane i nie wiedział już na kogo jest zły ani z jakiego powodu, ani czemu czuje się tak potwornie.

Skulił się na boku, plecami do Snape'a, i ukrył twarz w zgięciu ramienia. Pomimo że zacisnął zęby na nadgarstku, z jego gardła wydobył się żałosny, zawstydzający dźwięk. Okropna świadomość, że Snape jest świadkiem tego, jak się rozkleja, była nie do zniesienia. Czuł się odsłonięty — jakby wszystkie uczucia ostatnich dni, znajdujące w ten sposób ujście, pozostawiły go nagim i przez to jeszcze bardziej narażonym na zranienie.

Pociągając nosem, wytarł twarz rękawem.

— Może chusteczkę?

Zaskoczony odwrócił głowę i spojrzał na Snape'a załzawionymi oczami. Kiwnął głową i machnięciem różdżki mistrz eliksirów wyczarował chusteczkę.

— Milly. — Z cichym trzaskiem skrzatka pojawiła się w pokoju. — Zrób herbatę dla dwóch osób i przynieś z mojego składzika maść na otarcia oraz siniaki.

Harry ponownie zwinął się w ciasny kłębek. Nie podnosił głowy aż do momentu, w którym Milly wróciła z tacą pełną nie tylko herbaty, ale także ciasteczek z cukrem.

— Usiądź i zdejmij koszulkę — polecił Snape. — Nie czujesz bólu, ale za jakiś czas działanie eliksirów minie. Trzeba również uleczyć twój policzek.

Harry zrobił, jak mu kazano, mimo że nie uśmiechało mu się rozbierać przed Snape'em, i zdziwił się na widok czerwonych pręg na torsie. Zmarszczył brwi.

— Byłeś przywiązany, pamiętasz? Musiałem to zrobić, bo nie dało się ciebie utrzymać.

Snape odkręcił słoiczek przeźroczystej mazi i rozsmarował ją równomiernie na uszkodzonej skórze. W mgnieniu oka otarcia i sińce znikały, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.

Harry spojrzał spod grzywki na Snape'a. Mężczyzna wydawał się być całkowicie zaabsorbowany swoim zadaniem, gdy skupiał się wzrok na ruchach własnych palców. Harry zmarszczył brwi. Wujostwo nigdy nie przejmowało się jego zranieniami ani tym, że coś go boli. Za każdym razem, gdy nie udawało mu się uciec przed bandą Dudleya i zostawał sprany na kwaśne jabłko, wuj Vernon jedynie burczał, jakim to Harry jest chuliganem, a ciotka Petunia krzywiła się z niesmakiem.

— Wiesz… — zaczął mistrz eliksirów jakby od niechcenia. — Gdy odnalazłem cię po ataku na Privet Drive, byłeś w takim stanie, że nie wierzyłem w możliwość wyleczenia cię. Spodziewałem się, że na zawsze pozostaniesz w śpiączce lub będziesz sparaliżowany, a najlepszym wypadku podzielisz los Longbottomów. — Spojrzał na chwilę Harry'emu w oczy. — Czy zastanawiałeś się, dlaczego na cmentarzu Czarny Pan rzucał na ciebie klątwę Cruciatus kilkakrotnie, zamiast pozwolić ci cierpieć przez dłuższy czas? Dla zabawy? Bo się znudził? Zmęczył? Nie, on chciał, żebyś walczył, by mógł wygrać w równym pojedynku. Nie udowodniłby swojej wyższości, gdyby zniszczył cię do tego stopnia, że nie potrafiłbyś podnieść się czy trzymać w dłoni różdżki. Nikt nie rzuca tej klątwy nieprzerwanie, jeśli nie chce zadać nieodwracalnych szkód.

Snape uchwycił jego lewe ramię. Niezwykle delikatnie rozsmarowywał maść na sporej wielkości sińcu, jaki utworzył się w miejscu, w którym kilka godzin temu widniał czerwony ślad palców. Następnie kontynuował:

— Nie jesteś jedyną osobą, która znajdując się w podobnej sytuacji, nie może poradzić sobie z emocjami. Co więcej, spodziewałbym się, że ktoś, kto miał zniszczoną połowę nerwów, o ile oczywiście nie oszaleje, wpadnie w depresję, doświadczy huśtawek nastrojów lub stanie się agresywny albo płaczliwy. Tymczasem minęły dwa tygodnie i dopiero wczoraj, gdy twoje życie wywróciło się do góry nogami, zdecydowałeś, że masz dość.

Harry zdał sobie sprawę, że po raz pierwszy w życiu Snape normalnie z nim rozmawia. Może w ten sposób próbował nawiązać nić porozumienia? Choć trochę naprawić tę potworną sytuację?

— Naprawdę ty mnie wtedy uratowałeś? — zapytał nagle. — Od Lucjusza?

— Owszem. Profesor Dumbledore ci nie powiedział?

Harry potrząsnął głową w zaprzeczeniu. Tymczasem Snape skończył z jego ramieniem i powoli przytknął koniec różdżki do policzka. Wypowiedział lecznicze zaklęcie, a gdy rozcięcie zamknęło się, skrupulatnie zaaplikował maść.

— Załóż koszulkę i podwiń nogawki… Ach, dobrze, żadnych uszkodzeń.

Snape odstawił słoiczek na nocny stolik i chwycił filiżankę. Harry podążył jego przykładem. Herbata miała idealną temperaturę, więc wziął łyk. Na języku poczuł dziwną mieszankę wanilii, pomarańczy i mięty. Napój smakował mu nawet bez cukru, ale mimo to dodał jedną kostkę.

Po długiej ciszy Snape zapytał.

— Dlaczego uciekłeś?

Harry ścisnął palce na filiżance, zastanawiając się, jak ma na to odpowiedzieć? W końcu wziął głęboki oddech i wyznał prawdę:

— Bałem się.

Po tych słowach Snape wyglądał, jakby był w rozterce, co stanowiło tak niecodzienny widok, że Harry wpatrywał się w niego zdumiony.

— Ja nie… — Odchrząknął. — Nie uderzyłbym cię.

Harry zmieszał się. Potrząsnął głową i wzruszył ramieniem.

— Bardziej bałem się kary. Tego, co mnie czeka po tym, co zrobiłem i powiedziałem. Byłeś… bardzo zły.

— Dlaczego? Pojęcie szlabanu nie jest ci obce i nieraz karano cię w Hogwarcie.

— Ale nie tak. Nie wiedziałem… To znaczy… — Czemu tak trudno było to wytłumaczyć? — Przegiąłem, prawda? Naprawdę przegiąłem. Co by mnie tu czekało? Wciąż byłbyś na mnie zły i bez przerwy karałbyś mnie za to. Miałbym szczęście, jeśli codziennie wykonywałbym jakieś prace. Jednak nieustannie obrażałbyś mnie i to nie miałoby końca. Znowu zrobiłbym coś źle, choćby przez przypadek, i „jak mi przykro Harry, dzisiaj pójdziesz spać bez kolacji”. Ciągle obawiałbym się, że mnie zamkniesz, jeśli powiem coś nie tak, bo nie będziesz mógł znieść mojego widoku, lub gorzej.

Snape spojrzał na niego w całkowitym oszołomieniu.

— Pozwól, że uściślę, bo nie jestem pewien, czy dobrze zrozumiałem. — Zgiął pierwszy palec, wyliczając: — Obawiałeś się, że zadawałbym ci niekończące się prace fizyczne, obrażał na każdym kroku, odmawiał jedzenia, zamykał lub gorzej? A wszystko dlatego, że byłbym na ciebie zły?

Harry przytaknął.

— Za kogo ty mnie masz!? Za barbarzyńcę? O ile znany jestem z ciętego języka i braku tolerancji dla głupoty, to nic mi nie wiadomo o lubowaniu się w torturowaniu małych chłopców czy torturowaniu w ogóle, nawet jeśli mam ku temu dobre powody.

Harry poczuł się nieco głupio, ale jednocześnie ponuro pomyślał, że czego niby miał się spodziewać po człowieku, który zdawał się podzielać opinię woźnego o przykuwaniu uczniów do sufitu i chłostach? Skąd miał wiedzieć, czy były to jego prawdziwe opinie, czy tylko tak mówił, żeby uczniowie się go bali? Zresztą każdy wiedział, że Snape jest niesprawiedliwy i długo trzymał w pamięci każdą urazę. Harry utknął w tym miejscu sam i nikt nie przyjdzie mu na ratunek.

— Skąd w ogóle przyszło ci coś takiego do głowy?

Harry wymamrotał coś niewyraźnie o Filchu.

— I wziąłeś to na poważnie? — W głosie Snape'a pobrzmiewało niedowierzanie pomieszane z rozbawieniem. Ha-ha, pomyślał Harry, bardzo śmieszne. Mimo to poczuł się nieco lepiej. Doskonale zdawał sobie sprawę, że mężczyzna go nie cierpi i dobrze było wiedzieć, że nie ma zamiaru wykorzystywać przeciw niemu swojej nienawiści. Nagle przygryzł wargę, myśląc o tym, jak okropne on sam powiedział dzisiaj słowa. — Nie przygryzaj — nadeszło ostrzeżenie. — Pamiętasz?1

Przytaknął, zaciskając usta, ale po chwili nieświadomie znowu je przygryzł. Tym razem Snape pozwolił mu na to. Harry utkwił wzrok w podołku i powiedział bardzo cicho:

— Przepraszam. — Zerknął nerwowo w górę. — Za naczynia… i… — Ścisnął filiżankę, aż zbielały mu knykcie. — To co powiedziałem o mojej mamie. Że ty… no wiesz.

— Przeprosiny przyjęte. — Nagle Snape sztywno wyprostowywał się, a następnie machnął ręką w kierunku ramienia Harry'ego. — Nie chciałem. I nie powinienem.

— Okej.

— Musisz jednak widzieć, że tamten incydent nie może się powtórzyć. Rozumiem, że ta cała sytuacja jest trudna, ale nie będę tolerował takiego zachowania. Dlatego w ramach kary spędzisz w moim laboratorium trzy godziny na przygotowywaniu składnika do eliksiru.

Harry odetchnął z ulgą, na co Snape uniósł brew.

— Na twoim miejscu przemyślałbym, czy jest warto czuć ulgę. Zapewniam cię, że wybiorę najbardziej paskudny, wyczerpujący i trudny do przygotowania składnik, jaki wynaleziono w całej historii warzycielstwa. Powiedzmy, że kara będzie adekwatna do przewinienia. — Odwrócił się na pięcie i zanim zamknął za sobą drzwi, dodał: — Dobrej nocy. Miejmy nadzieję, że nie przyśnią ci się eliksiry, bo po jutrzejszym dniu znienawidzisz je na bardzo długi czas.

Kiedy drzwi zamknęły się za nim, Harry zdał sobie sprawę, że nie odebrał przytyku Snape'a jako czegoś obraźliwego czy mającego zranić. To brzmiało tak, jakby na swój dziwaczny sposób mężczyzna próbował żartować.

Harry umościł się na łóżku i wtulił w kołdrę, zakrywając po sam czubek głowy. W swoim ciepłym kokonie myślał nad tym, jak bardzo dziwaczny był ten dzień. Zapowiadał się strasznie i był straszny prawie do samego końca, ale ostatecznie wszystko poszło ku lepszemu. Może jednak życie tutaj nie będzie takie złe, jak sądził.

_________________________
[1] Jeśli niektórzy nie pamiętają, w rozdziale dziesiątym Snape powiedział Harry'emu, że musi wyzbyć się swoich dawnych nawyków, aby ludzie z najbliższego otoczenia nie poznali go po zachowaniu.


NASTĘPNY ROZDZIAŁ: WITAJ, SYRIUSZU!
Komentarze
avatar
Prefix użytkownikaAna_Black  dnia 08.07.2014 19:02
Wszystko super, jak zwykle. Trafiła ci się jedna literówka, ale wskazywać nie będę, bo i nie jest to jakiś rażący błąd. Zastanawia mnie tylko czemu Harry tak po prostu mógł przejść przez kamienie? Czy bariera ochronna Dumbledore'a nie powinna uniemożliwić mu przekroczenie ich? Nie będę ukrywać, że już nie mogę się doczekać następnego rozdziału. :D Nie muszę mówić dlaczego? xD
avatar
Prefix użytkownikaPhoe  dnia 08.07.2014 22:40
A propo bariery, to moje założenie jest takie, że chronią one przed nieautoryzowanym dostępem, a nie przed możliwością opuszczenia posiadłości. Hogwart też ma swoje bariery, ale jeszcze nie zdarzyło się, żeby Harry albo ktoś z pracowników nie mógł go opuścić :) (patrz szczególnie Zakon Feniksa i jego "wycieczkę" do ministerstwa trestalami).
avatar
Smierciojadek  dnia 09.07.2014 12:48
Magia Przynależności to jedno z tych opowiadań, na które czekam z niecierpliwością. Wiem, że po przeczytaniu nie będę zawiedziona, bo Twój styl pisania jest świetny, umiejętnie budujesz napięcie, odnosisz się często do psychiki bohaterów, co też bardzo lubię. Niektórych może zrażać długość tekstu, ale... to musi takie być, bo inaczej straciłoby cały swój urok. Dobrze, że opisujesz wszystko powoli i ze szczegółami - w życiu bohaterów zaszła (i zachodzi nadal) ogromna zmiana - chwała Ci, że nie zamykasz tego w kilku zdaniach.

W tej części bardzo podobał mi się Harry. Co prawda ucieczka była lekkomyślna, ale to jeszcze dziecko... Strach przed karą był widocznie silniejszy. Ale być może od tego momentu zacznie się już przyzwyczajać do nowego życia, kto wie. Czekam na następny rozdział (i martwi mnie, że zostało już tak mało). ;)
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Wybitny! Wybitny! 100% [2 głosy]
Powyżej oczekiwań Powyżej oczekiwań 0% [0 głosów]
Zadowalający Zadowalający 0% [0 głosów]
Nędzny Nędzny 0% [0 głosów]
Okropny Okropny 0% [0 głosów]
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Instagram
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Pracownik departamentu
07.08.2022 15:18
Hejka! Pozdrawiam z DE, Frankfurt już zwiedzony, kolejne miasta czekają.
Nie wiedziałam, że krety gryzą, ale chyba bym go nie wzięła w rękę, bo bym się bała jakiejś choroby :|

Wielki mag
06.08.2022 11:38
W sumie to nic wielkiego się nie stało z wyjątkiem zachlapania krwią posadzki w mieszkaniu i łazience. A rozcięcie zdezynfekowałem. Bo to zwierzę podziemne i pewnie może przenosić jakiej bakterie.

Wielki mag
06.08.2022 11:34
Klaudia Lind, one zwykle tak się nie zachowują. To nie pierwszy kret którego ratowałem lub wynosiłam. Ten jednak był wyjątkowo nerwowy to był młody ale wyrośnięty i wyjątkowo agresywny samiec.

Pan Śmierci
06.08.2022 10:58
blad logiczny, współczuję, nigdy nie wiedziałam kreta na oczy, ale po tym co przeczytałam, nie chcę widzieć

Wielki mag
06.08.2022 10:36
przypadku. Zwykle łapie krety za ogon ale tym razem zbytnio się pośpieszyłem. Gdybym teraz umarł na jakieś zakażenie miałbym piękny i unikalny wpis w akcie zgonu :D Miłych wakacji.

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Alette

Avatar

Posiada 59641 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 56913 punktów.

3) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 47239 punktów.

4) Prefix użytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 44578 punktów.

5) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 43981 punktów.

6) Prefix użytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 42671 punktów.

7) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 38406 punktów.

8) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36651 punktów.

9) Prefix użytkownikalosiek13

Avatar

Posiada 34141 punktów.

10) Prefix użytkownikaKlaudia Lind

Avatar

Posiada 33504 punktów.

Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2022 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 3.30