Harry spêdza wakacje, wynajmuj±c pokój w Dziurawym Kotle. Pewnego dnia spotyka Hermionê i jej rodziców.
Tom przydzieli³ Harry'emu pokój jedenasty, po tym, jak ch³opiec skoñczy³ rozmowê
z Knotem. Oprócz jego rzeczy znajduj±cych siê w pokoju pojawi³a siê tu równie¿ Hedwiga, pióra mia³a nastroszone i wygl±da³a tak, jakby by³a bardzo zirytowana zachowaniem swojego w³a¶ciciela. Dziurawy Kocio³ by³ wygodny, a Tom dba³ o jego ka¿d± potrzebê.
Na przyk³ad ¶niadanie, jak stwierdzi³ Harry, by³o przyjemnym i spokojnym do¶wiadczeniem, bez Dursleyów, którym musia³ gotowaæ, albo gdy to oni go g³odzili.
Najlepsza by³a jednak wolno¶æ od obowi±zków, któr± Harry najbardziej lubi³. Zgodnie z tym, co obieca³ Knotowi, Harry nie chodzi³ po mugolskim Londynie, zamiast tego postanowi³ spêdzaæ czas w dowolnej liczbie sklepów magicznych, które by³y niewiarygodnie ¶ci¶niête miêdzy sob± wzd³u¿ d³ugiej i w±skiej brukowanej ulicy Pok±tnej.
Pierwszym zadaniem, jakie przydzieli³ sobie Harry, by³a wizyta w Banku Gringotta kontrolowanym przez gobliny, gdzie Harry uzupe³ni³ swój portfel stosami galeonów, sykli
i knutów. Chc±c mieæ jak najwiêcej wolnego czasu na Ulicy Pok±tnej, Harry rozpocz±³
od zrobienia wszystkich szkolnych zakupów. Najpierw odwiedzi³ aptekê; eliksiry by³y jego najmniej ulubionym przedmiotem w Hogwarcie i wed³ug niego by³ najbardziej nielubianym uczniem przez nauczyciela, który naucza³ tego przedmiotu. Jego wizyta u pani Malkin by³a
o wiele przyjemniejsza ni¿ dwa lata temu, poniewa¿ Malfoya nie by³o w pobli¿u. Jego ostatnim przystankiem by³y Esy i Floresy, równie¿ zdecydowanie cichsze ni¿ w poprzednim roku, a przynajmniej tak siê wydawa³o Harry'emu, wchodz±c do ksiêgarni.
Du¿a ¿elazna klatka przes³ania³a przednie okno, w której znajdowa³o siê oko³o stu egzemplarzy Potwornej Ksiêgi Potworów. Podarte strony fruwa³y miêdzy ¿elaznymi prêtami
i za¶mieca³y pod³ogê, gdy ka¿da ksi±¿ka walczy³a ze sob± jak gladiatorzy areny. Rzeczywi¶cie, ksi±¿ki tak rozprasza³y uwagê w³a¶ciciela sklepu, ¿e ledwie podniós³ wzrok,
by zarejestrowaæ, ¿e Harry wszed³ do ¶rodka. Zamiast tego rzuci³ siê do ¿elaznej klatki, ubieraj±c grube skórzane rêkawice. Mê¿czyzna odczu³ ulgê, gdy dowiedzia³ siê, ¿e Harry ju¿ ma tê ksi±¿kê, by³ tak wdziêczny, ¿e nalega³, aby ch³opiec skorzysta³ ze zni¿ki na pozosta³e podrêczniki.
Ze wszystkich sklepów na Ulicy Pok±tnej, jego ulubionym by³ ten z markowym sprzêtem quidditcha. Wszystko, o czym móg³by tylko zamarzyæ, znajdowa³o siê na jednej z wielu pó³ek w sklepie. Dla jego modelu miot³y mo¿na by³o znale¼æ: klimatyzowane torby
do przechowywania, wzmocnione siode³ka, opaski na rêkoje¶æ i wiele innych rzeczy. Jednak ostatnia wizyta w tym sklepie, przetestowa³a bardzo jego cierpliwo¶æ, dok³adniej by³a to nowa miot³a – B³yskawica.
- To prototyp – powiedzia³ Thomas, w³a¶ciciel sklepu, po trzeciej wizycie w tym tygodniu. Thomas by³ czarodziejem, cz³onkiem Miêdzynarodowego Stowarzyszenia Quidditcha
i emerytowanym sêdzi±. Pomimo staro¶ci, Thomas zachowa³ ¶wietn± sylwetkê i dobrze zadbane w±sy. - A ty jeste¶ oczywi¶cie Harry Potter, najm³odszy szukaj±cy tego stulecia jednej z dru¿yn w Hogwarcie, prawda?
- Sk±d o tym wiesz? - zapyta³ zszokowany Harry.
- Mój drogi ch³opcze, wszyscy wiedz±, kim jeste¶ - odpowiedzia³ Thomas, chichoc±c.
- Nie, to znaczy, sk±d wiesz, ¿e jestem szukaj±cym? - Tym razem Thomas za¶mia³ siê g³o¶no, klepi±c Harry'ego mocno po plecach.
- Ach, có¿, Miêdzynarodowe Stowarzyszenie Quidditcha zawsze wysy³a przedstawicieli
do wszystkich najwa¿niejszych szkó³ czarodziejów na ca³ym ¶wiecie – powiedzia³ Thomas.
- Widzisz, organizacja ta jest wspierana ze sk³adek cz³onkowskich p³aconych przez ka¿dy zespó³, który walczy o puchar ¶wiata. Czê¶æ umowy polega na tym, ¿e zachowujemy profil m³odych zawodników, którzy graj± dla ich szkó³. Pan, panie Potter jest jednym z najlepszych kandydatów. Nie zdziw siê, je¶li jaka¶ dru¿yna oka¿e ci zainteresowanie pod koniec szóstego roku.
- Nie mia³em pojêcia – przyzna³ Harry zgodnie z prawd±.
- Tak, staramy siê was nie rozpraszaæ – powiedzia³ Thomas. - Aktualnie latasz Nimbusem Dwa Tysi±ce, je¶li mnie pamiêæ nie myli? Wydaje mi siê, ¿e zamówienie zosta³o z³o¿one
w tym sklepie.
- Moja miot³a pochodzi z tego sklepu? - zapyta³ Harry.
- Oczywi¶cie, tak by³o – odpowiedzia³ w³a¶ciciel sklepu z dum±.
- Kto dokona³ zamówienia?
- Jeden z profesorów z Hogwartu – odpowiedzia³ Thomas. - Oczywi¶cie nie mogê ci powiedzieæ, poniewa¿ to kwestia poufno¶ci, ale mogê przyznaæ, ¿e ten profesor bardzo ciê lubi. - Harry zawsze podejrzewa³, ¿e to profesor McGonagall kupi³a dla niego tê miot³ê,
ale nigdy nie mia³ odwagi o to zapytaæ. Podczas gdy Harry by³ traktowany dobrze przez nauczycieli, tylko Dumbledore i McGonagall okazywali mu co¶ wiêcej, ni¿ tylko serdeczno¶æ.
- W ka¿dym razie – doda³ Thomas, entuzjastycznie wskazuj±c na B³yskawicê. - Jest kilka ulepszeñ, które mo¿na znale¼æ w tej miotle, porównuj±c j± do twojego Nimbusa, która, nawiasem mówi±c, jest standardow± miot³± ligi quidditcha. Na szczególn± uwagê zas³uguje jej trwa³o¶æ. Ta miot³a jest praktycznie niezniszczalna. Wiele miote³ spotka³o swój koniec przy kolizji z publiczno¶ci±, mogê powiedzieæ. Widzia³em to wiele razy. - Thomas wyj±³ miot³ê z gabloty i poda³ j± Harry'emu.
- Dalej – zachêci³ go z szerokim u¶miechem. - We¼ j± do r±k. - Dr¿±cymi rêkami, Harry chwyci³ B³yskawicê i natychmiast zaskoczy³a go lekko¶æ miot³y. R±czka by³a niewiarygodnie g³adka, a ca³o¶æ b³yszcza³a pod wp³ywem s³oñca padaj±cego przez okno.
- Nie musisz siê obawiaæ – powiedzia³ Thomas. - Twoje palce nie bêd± w stanie zrobiæ ¿adnych ¶ladów na drewnie dziêki specjalnemu lakierowi importowanemu z Australii. Konstruktor wybra³ jarzêbinê za gatunek drewna, ze wzglêdu na jej wysok± trwa³o¶æ
i odporno¶æ na gnicie. Je¶li nawet to nie wystarczy, ka¿da witka miot³y jest indywidualnie dobierana i szlifowana aerodynamicznie, zanim zostanie do niej przymocowana. Wiêkszo¶æ ludzi zwraca uwagê jedynie na prêdko¶æ i przyspieszenie miot³y, które robi± wra¿enie,
ale powiem ci, co naprawdê wyró¿nia tê miot³ê, panie Potter. - Wzi±³ miot³ê z powrotem
i w³o¿y³ do gabloty.
- Tym, co wyró¿nia tê miot³ê, jest precyzja skrêtu zwi±zana z prêdko¶ci±. Gracz mo¿e zmieniaæ kierunek niemal tak szybko, jak znicz, to prawdziwy cud tej miot³y.
- Ile kosztuje? - zapyta³ Harry, nie bêd±c ju¿ w stanie zaprzeczyæ swojemu pragnieniu zdobycia jej. Thomas zachichota³ i zwichrzy³ w³osy na g³owie Harry'ego.
- Trochê za du¿o, nawet jak dla kogo¶ z twoim talentem, panie Potter, w twoim wieku
– odpowiedzia³ Thomas. - Obawiam siê, ¿e tylko profesjonalne zespo³y maj± taki bud¿et,
aby zakupiæ jedn± z nich. Skoro jednak pytasz, powiem ci. To sze¶æ tysiêcy dziewiêædziesi±t osiem galeonów, czterna¶cie sykli i jedena¶cie knutów. Istnieje równie¿ rosn±ca lista oczekuj±cych, jednak w przypadku dodatkowego skromnego tysi±ca galeonów, mo¿na kupiæ status preferowany, a konstruktor do³±czy klimatyzowan± torbê specjalnie zaprojektowan± dla twojej B³yskawicy oraz wyryje twoje imiê w uchwycie. - Harry poczu³, jak opada
mu szczêka. Thomas zachichota³.
- To typowa reakcja, jak± najczê¶ciej widzê, nawet od starszych, zamo¿niejszych klientów
– przyzna³ Thomas. - Powiedz, panie Potter, co powiesz na zestaw do pielêgnacji miot³y?
Co ty na to?
- Dziêkujê – powiedzia³ Harry. - Tak naprawdê dosta³em ju¿ jeden na urodziny od kole¿anki ze szko³y.
- Och, jaki produkt otrzyma³e¶?
- Fleetwood – odpowiedzia³ weso³o Harry.
- Rozumiem – przyzna³ Thomas. - Kto¶ najwyra¼niej odrobi³ pracê domow±, ja sam popieram ten produkt.
- Có¿, Hermiona nigdy nic nie robi bez dok³adnej analizy – powiedzia³ Harry, dumny ze swojej przyjació³ki.
- Troszczy siê o pana, panie Potter, na wiele sposobów – zasugerowa³ Thomas, u¶miechaj±c siê.
- Och, nie, nie to mia³em na my¶li, ona nie jest... - zacz±³ Harry, jego jêzyk zacz±³ siê pl±taæ. - Ona jest tylko jednym z moich najlepszych przyjació³, to wszystko.
- Oczywi¶cie, oczywi¶cie – powiedzia³ Thomas, klepi±c Harry'ego po ramieniu. - No to,
co powiesz na jedno z nich? - Poda³ Harry'emu jeden z zaklêtych uchwytów w barwach Gryffindoru.
- Ile? - zapyta³ Harry.
- Absolutnie nic i nie przyjmujê odmowy – zarzeka³ siê Thomas. Wepchn±³ paczkê w rêce Harry'ego i pozostawi³ go samego.
Drugim ulubionym miejscem, w którym Harry czêsto przebywa³, by³a lodziarnia Floriana Fortescue, w której spêdza³ popo³udnia, odrabiaj±c prace domowe zadane na wakacje. Florian, podobnie jak Ernie i Stan, zawsze nalega³, aby Harry nigdy nic za nic nie p³aci³, dopóki on sam jest w³a¶cicielem lodziarni. Tak wiêc, gdy Harry pisa³ swoje eseje – od czasu do czasu z pomoc± Floriana – dostawa³ darmow± porcjê lodów co pó³ godziny. Szanuj±c jego umowê z Knotem, Harry wraca³ do Dziurawego Kot³a na obiad na d³ugo przed zapadniêciem zmroku.
Na pocz±tku drugiego tygodnia, Harry otrzyma³ krótki list od Dumbledore'a, w którym dyrektor prosi³ go o krótkie spotkanie tu¿ po zakoñczeniu uczty rozpoczynaj±cej nowy rok szkolny w Hogwarcie. Harry odpowiedzia³ krótko „tak” i sowa szkolna szybko odfrunê³a, nios±c odpowied¼. Po obejrzeniu ka¿dego sklepu, Harry skupi³ teraz swoj± uwagê na wytê¿aniu swojego wzroku i s³uchu, aby dostrzec gdzie¶ Rona lub Hermionê, gdy uczniowie Hogwartu zaczêli masowo pojawiaæ siê na Ulicy Pok±tnej. Spotka³ siê ju¿ z Seamusem
i Deanem, jego kolegami z Gryffindoru, gdy ogl±dali B³yskawicê i pytali Harry'ego,
czy zamierza j± zdobyæ. Ch³opcy omal zemdleli, gdy Harry powiedzia³ im o cenie tej miot³y.
Dostrzeg³ tak¿e Neville'a, ale nie mia³ ¿adnej okazji do tego, by z nim porozmawiaæ. Neville, obdarzony swoim zapominalskim umys³em, zgubi³ swoj± listê szkoln± z zakupami i jego babcia mocno go obsztorcowa³a. Po trzech dniach wakacji Harry zacz±³ zastanawiaæ siê,
czy nie têskni za Ronem i jego rodzin±. Ale kiedy usiad³ w salonie Floriana tu¿ po obiedzie, us³ysza³, jak jego imiê wykrzykuje kto¶ z ulicy.
- Harry! - Hermiona bieg³a ulic±, jej krzaczaste br±zowe loki podskakiwa³y z ka¿dym krokiem. Jej rodzice poszli za ni±, wyra¼nie zaskoczeni zmian± tempa ich córki.
- Hermiono – powiedzia³ Harry, wstaj±c i witaj±c siê z przyjació³k±. - W³a¶nie doszed³em
do wniosku, ¿e bardzo siê za tob± stêskni³em.
- Wczoraj wróci³am z Francji – odpowiedzia³a, gdy rodzice ju¿ j± dogonili. Harry spotka³ ich
w Ksiêgarni Esy i Floresy rok temu, ale tak naprawdê nie zamieni³ z nimi ani s³owa, w¶ród chaosu, który wtedy tam panowa³, zwi±zanego z Lockhartem.
- Twoi przyjaciele, Harry? - zapyta³ Florian, przynosz±c mu lody do sto³u.
- Ach, tak – odpowiedzia³ Harry. - To moja przyjació³ka ze szko³y, Hermiona Granger, a to s± jej rodzice... - zatrzyma³ siê jednak, zdaj±c sobie nagle sprawê, ¿e nie zna ich imion.
- William – powiedzia³ ojciec Hermiony, wyci±gaj±c rêkê. Gdy tylko pan Granger siê u¶miechn±³, Harry stwierdzi³, ¿e Hermiona odziedziczy³a ten u¶miech po nim. By³ mê¿czyzn± o solidnej budowie, wysoki, z szerokimi ramionami i prawie kwadratowym podbródkiem. Jego w³osy by³y przystrzy¿one i chocia¿ br±zowe jak u Hermiony, by³y o kilka odcieni ciemniejsze.
- A to moja ¿ona, Jane – kontynuowa³. Pani Granger wygl±da³a jak znacznie starsza Hermiona, pomy¶la³ Harry, z prawie identycznymi br±zowymi lokami, ale zauwa¿alnie bez krêconych zdobieñ, które czêsto charakteryzowa³y Hermionê. Podobnie jak jej córka, twarz pani Granger by³a g³adka, a jej br±zowe oczy b³yszcza³y inteligencj±.
- Mi³o mi was poznaæ – przywita³ siê Florian, k³aniaj±c siê. - Ka¿dy przyjaciel Harry'ego jest moim przyjacielem. Co mogê przynie¶æ?
- Poproszê to samo, co Harry – powiedzia³a Hermiona, patrz±c na stoj±ce ju¿ na stole lody.
- Z dodatkowym sosem czekoladowym, je¶li mo¿na?
- Hermiono, kochanie, to trochê przesada, nie s±dzisz? - spyta³a pani Granger.
- Mamo, u¿ywam ju¿ nici dentystycznej dwa razy dziennie i szczotkujê zêby trzy razy dziennie – powiedzia³a z irytacj±. - Nie mam ani jednej dziury.
- Och, w porz±dku – odpowiedzia³a z u¶miechem.
- Doskona³y wybór – przyzna³ Florian. - A dla rodziców?
- Wanilia dla mnie – odpowiedzia³a pani Granger. - I czekolada dla niego – doda³a, ¿artobliwie klepi±c mê¿a po klatce piersiowej. Nieca³± minutê lub dwie pó¼niej, kiedy wszyscy Grangerowie usiedli i podano lody, Hermiona natychmiast zaczê³a przes³uchiwaæ Harry'ego.
- Jeste¶ tu sam, Harry? - zapyta³a podejrzliwie. - Nie widzê ciotki ani wujka w pobli¿u, a Ron powiedzia³, ¿e on i jego rodzina nie bêd± wcze¶niej ni¿ przed pó¼nym popo³udniem.
- Tak w³a¶ciwie to jestem od jakiego¶ czasu w Dziurawym Kotle.
- Dlaczego jeste¶ sam, Harry? - zapyta³a Jane, a jej oczy zwêzi³y siê w ten sam sposób
co u córki.
- To... hmm... d³uga historia – odpowiedzia³ Harry, patrz±c na stó³.
- O co chodzi, Harry? - dopytywa³a siê Hermiona.
- Có¿, u¿y³em trochê magii w obecno¶ci moich krewnych – zacz±³, nie do koñca pewien,
jak zostanie to odebrane.
- Ach, tak, pamiêtamy te dni, prawda? - powiedzia³ William z u¶miechem. - Hermiona robi³a bardzo dziwne rzeczy, zanim otrzyma³a list.
- Rzeczywi¶cie – przyzna³a Jane, figlarnie siê u¶miechaj±c. - Pewnego dnia skar¿y³a siê,
¿e ksi±¿ki w naszym gabinecie nie s± alfabetycznie ustawione, a w nastêpnej chwili wszystkie ksi±¿ki wyfrunê³y z pó³ek i zaczê³y siê same uk³adaæ.
- Nie zaskakuje mnie to – odpowiedzia³ Harry, ¶miej±c siê.
- Mamo, przestañ – powiedzia³a Hermiona, a jej policzki zaró¿owi³y siê. - Wiesz, ¿e to Harry Potter, mój przyjaciel ze szko³y?
- Oczywi¶cie, ¿e tak – przyzna³ William, a na jego twarzy zago¶ci³ psotny u¶miech. - Naszym zadaniem jako rodziców jest upewnienie siê, ¿e poczujesz siê zawstydzona w towarzystwie swoich znajomych.
- Mimo to – zapyta³a Jane. - Co twoja obecno¶æ ma wspólnego z u¿yciem przez ciebie magii?
- Przypadkowo nadmucha³em siostrê wuja – odpowiedzia³ szybko Harry. - Moje wujostwo... nie lubi magii.
- Kiedy mówisz, ¿e nadmucha³e¶, Harry, masz na my¶li... - zaczê³a Hermiona, ale Harry potrz±sn±³ g³ow±.
- Jak balon, Hermiono – powiedzia³ uspokajaj±co Harry. - Ale dla nich to ¿adna ró¿nica,
jak wiesz.
- To jest odwracalne, prawda? – spyta³a Jane z szeroko otwartymi oczami.
- Tak, zosta³a nak³uta – odpowiedzia³ Harry. - Ona nawet tego nie pamiêta.
- Te¿ nie chcia³bym o tym pamiêtaæ – przyzna³ William.
- Wiêc zostawili ciê na resztê wakacji, bo nie lubi± magii? - zapyta³a z niedowierzaniem Jane. - William i ja z pewno¶ci± nie czujemy siê komfortowo w towarzystwie magii, ale nigdy
nie porzuciliby¶my Hermiony, aby radzi³a sobie sama.
- Có¿, nie zrobili tego – odpowiedzia³ Harry, z ka¿d± chwil± bêd±c coraz bardziej samo¶wiadomy. Odetchn±³ g³êboko, nim kontynuowa³. - Uciek³em. - Patrzy³ na ich szybkie spojrzenia, które wymieniali miêdzy sob±.
- Harry, wszystko w porz±dku? - zapyta³a Hermiona, zapominaj±c o swoich lodach.
- Nic mi nie jest – odpowiedzia³. Szybko stre¶ci³ im wydarzenia, które doprowadzi³y do tego, ¿e przebywa³ tutaj samotnie ju¿ przez dwa tygodnie.
- Rozmawia³e¶ osobi¶cie z ministrem magii? - zapyta³a z podziwem Hermiona. Harry pokiwa³ g³ow±.
- Tak, w³a¶ciwie jest naprawdê mi³y.
- Ale, Harry – przerwa³a Jane. - Dlaczego uciek³e¶?
- Och, racja – odpowiedzia³ Harry. Zwróci³ siê do Hermiony. - Czy opowiedzia³a¶ swoim rodzicom o mojej historii?
- Harry, oprócz Historii Hogwartu, jeste¶ jej ulubionym przedmiotem rozmów – odpowiedzia³ William, u¶miechaj±c siê.
- Tato!
- Wiemy, ¿e twoi rodzice zostali zabici przez kogo¶, kogo nazwaliby¶my terroryst±
– powiedzia³a Jane. - Oczywi¶cie, zgodnie z tym, co powiedzia³a nam Hemriona, przypomina³o to wojnê domow±. Zanim wsiad³a do poci±gu, opowiada³a nam ju¿ o tobie
i o tym, ¿e mia³a wtedy nadziejê, ¿e uda jej siê z tob± spotkaæ. Wygl±da na to, ¿e by³e¶ s³awny wcze¶niej, ni¿ nauczy³e¶ siê chodziæ i mówiæ, Harry.
- Nie wiedzia³em o tym, dopóki nie dosta³em listu – kontynuowa³ swoj± historiê Harry.
- Nie wiedzia³em, ¿e moi rodzice byli czarodziejami ani ¿e nale¿ê do innego ¶wiata, ukrytego przed zwyk³ymi lud¼mi. Ciotka i wujek nienawidz± magii, nigdy nie powiedzieli mi prawdy. Powiedzieli mi, ¿e moi rodzice zginêli w wypadku samochodowym. W³a¶nie dlatego uciek³em, rozumiej± pañstwo, có¿, moje emocje zwyciê¿y³y i nadmucha³em ciotkê Marge. Ona sama wiedzia³a tylko tyle, ile naopowiada³ jej wujek. Mówi³a o tym, jak bezwarto¶ciowi byli moi rodzice, jak moja mama by³a czarn± owc± rodziny, a mój tata by³ pijanym bezrobotnym. Czêsto mi to wmawiali. - Harry ledwo skoñczy³ swoje wyja¶nienia, gdy poczu³ ciep³o u¶cisku pani Granger. Harry poczu³, jak jego cia³o sztywnieje pod wp³ywem jej dotyku, ale by³o to tylko chwilowe. Gdy pani Granger trzyma³a go w u¶cisku, jego cia³o zareagowa³o nag³ym odprê¿eniem.
- Ty kochany biedny ch³opcze – powiedzia³a, ocieraj±c ³zê z oczu. Jane nie chcia³a go pu¶ciæ, ale Harry nagle poczu³ zupe³nie inny u¶cisk, by³a to Hermiona, jej mia¿d¿±cy u¶cisk otoczy³ go, a krzaczaste w³osy zas³ania³y mu twarz. Harry by³ zaskoczony tym, ¿e tak siê przed nimi otworzy³, wiedz±c, ¿e Hermiona by³a prawdopodobnie równie zszokowana co i on; nigdy
nie mówi³ o swoim ¿yciu rodzinnym.
- Harry – powiedzia³ William, k³ad±c d³oñ na jego ramieniu, kiedy Hermiona rozlu¼ni³a u¶cisk wokó³ niego. - Nie... nie zrobili ci krzywdy, prawda? - Harry poczu³, jak serce podskoczy³o mu do gard³a.
- Eee, nie... nie, nie zrobili czego¶ takiego – odpowiedzia³ szybko Harry. - Oni po prostu
nie lubi± magii. Wszystko jest w porz±dku. Knot powiedzia³, ¿e mogê tutaj zostaæ do koñca wakacji, pod warunkiem, ¿e nie bêdê wychodzi³ do mugoli, to znaczy na normalny Londyn
– doda³, patrz±c przepraszaj±co na Grangerów. - Zameldowa³em siê u Toma przed zapadniêciem zmroku tamtej nocy.
- W porz±dku – powiedzia³ William, ponownie patrz±c na ¿onê. - Chcia³em tylko mieæ pewno¶æ, nie chcia³em sugerowaæ, ¿e... nie, to by³o nie na miejscu.
- Rozumiem – powiedzia³ Harry, czuj±c, jak ogarnia go ulga. - Dziêkujê. Naprawdê czujê siê dobrze. Jest wiele rzeczy, które mnie tu zajmuj± i uda³o mi siê skoñczyæ ju¿ wszystkie prace domowe, które zadano nam na wakacje.
- To wspaniale, kochanie – powiedzia³a pani Granger. - Hermiono, kiedy Weasleyowie maj± siê tu z nami spotkaæ?
- Ron nie by³ konkretny – odpowiedzia³a Hermiona. - Co nie jest zaskoczeniem. Powiedzia³ tylko, ¿e bêd± po po³udniu.
- Nie ma po¶piechu, nic siê nie dzieje – powiedzia³ William, pochylaj±c siê w stronê Harry'ego. - Hermiona mówi³a mi, ¿e jeste¶ sportowcem, Harry. Grasz w co¶ o nazwie...
- Quidditch – podpowiedzia³a Hermiona.
- Tak, rzeczywi¶cie – przyzna³ jej ojciec, kiwaj±c g³ow±. - Mówi³a, ¿e grasz na bardzo wa¿nej pozycji w dru¿ynie?
- Gram na pozycji szukaj±cego – odpowiedzia³ Harry. Nastêpnie wyja¶ni³ najdrobniejsze szczegó³y gry i swoj± pozycjê, któr± Hermiona, mimo jej niezwyk³ej zdolno¶ci do zapamiêtywania ka¿dego szczegó³u – zaniedba³a, poniewa¿ nie mia³a do¶wiadczenia
z perspektywy osoby graj±cej w quidditcha.
- Wiele odda³bym za to, aby móc obejrzeæ tê grê – przyzna³ ojciec Hermiony, po tym,
jak Harry opowiedzia³ mu o t³uczku Zgredka.
- Nie rozumiem, dlaczego pan nie mo¿e? - zdziwi³ siê Harry. - Czasami magiczni rodzice przychodz± na mecze, aby zobaczyæ, jak graj± ich dzieci.
- Hermiona mówi, ¿e to niemo¿liwe – odpowiedzia³ William, wygl±daj±c na przygnêbionego.
- Mówi³a co¶ o zaklêciach, które sk³aniaj± nas do szukania czego¶ innego lub zapomnienia
o tym, co aktualnie robimy.
- Nie wspominaj±c o tym, ¿e musia³by¶ dotrzeæ tam poci±giem – doda³a Hermiona.
- Nie mo¿esz wej¶æ na peron.
- Mo¿e porozmawiamy o tym z Dumbledorem, kiedy wrócimy – pomy¶la³ Harry. - Jestem pewien, ¿e je¶li to mo¿liwe, to wiedzia³by jak to zorganizowaæ.
- By³bym zobowi±zany, Harry – odpowiedzia³ William, klepi±c Harry'ego po ramieniu.
- Móg³bym zobaczyæ ten wspania³y zamek, w którym siê uczysz.
- Nigdy wcze¶niej tego nie robiono – powiedzia³a Hermiona. - Mugolom nigdy nie pozwolono odwiedziæ Hogwartu. Zaklêcia uniemo¿liwiaj± im zobaczenie zamku. Wszystko, co bêd± widzieli to ruiny.
- My¶lê, ¿e jest na to jaki¶ sposób. - odpowiedzia³ Harry. - Spójrz na Filcha. Nie ma ani kropli magicznej krwi, a mimo to jest w Hogwarcie. - Oczy Hermiony rozszerzy³y siê.
- Oczywi¶cie – przyzna³a powoli. - Jak mog³am o tym zapomnieæ? My¶lê, ¿e masz racjê Harry. Och, tak, porozmawiam z Dumbledorem zaraz po uczcie!
- W takim razie mo¿esz pój¶æ ze mn±, aby siê z nim zobaczyæ – powiedzia³ Harry. - Mam siê z nim spotkaæ po uczcie.
- Nie masz jakich¶ k³opotów, prawda? - zapyta³a Hermiona, a jej podejrzenia na nowo siê rozbudzi³y.
- W³a¶ciwie to nie wiem dok³adnie, ale...
- Harry! Hermiona! - On i Grangerowie spojrzeli na ulicê, aby zobaczyæ gromadkê rudow³osych Weasleyów id±cych w ich stronê. Ron bieg³ na przedzie, a tu¿ za nimi Fred
i George. Pañstwo Weasleyowie szli z Ginny. Harry zauwa¿y³, ¿e Percy jest nieobecny.
- Kurczê, Harry, wszystko wydaje siê przytrafiaæ tobie, prawda? - stwierdzi³ Ron, z szerokim u¶miechem na twarzy.
- Och, jest w tym dobry, prawda Fred? – zgodzi³ siê George.
- Zgadzam siê z Georgem – doda³ Fred, kiwaj±c entuzjastycznie g³ow±. - Jego zaprzeczanie jest takie naturalne...
- O co wam chodzi? - spyta³a Hermiona.
- Nie wiesz? - zapyta³ Ron z niedowierzaniem. Zwróci³ siê do Harry'ego. - Nie powiedzia³e¶ jej?
- Nie powiedzia³em jej o czym? - spyta³ Harry, lekko zirytowany.
- Poka¿ to Fred – powiedzia³ Ron. Fred wrêczy³ Ronowi zwiniêty egzemplarz Proroka Codziennego, którego Ron zd±¿y³ ju¿ roz³o¿yæ na stoliku, nim pojawili siê jego rodzice.
Na pierwszej stronie by³o zdjêcie Knota witaj±cego Harry'ego przed Dziurawym Kot³em opatrzone du¿ymi drukowanymi literami:
PIERWSZY UJAWNIONY CEL BLACKA
HARRY POTTER PRZE¯Y£
DZIÊKI ODWA¯NEJ POMOCY B£ÊDNEGO RYCERZA
Pióra: Rity Sketeer
Hermiona porwa³a gazetê ze sto³u i zaczê³a czytaæ na g³os.
B³êdny Rycerz, którego obecnie kierowc± jest Ernie Prang i jego wierny asystent, Stan Shunpike, mo¿e byæ bohaterem roku. Syriusz Black by³ na wolno¶ci przez nieco ponad dwadzie¶cia cztery godziny. W tym czasie po ulicach Magnolia Crescent w Surrey w ¶rodku nocy wêdrowa³a pewna osoba. Nie kto inny jak Harry Potter. Na kogo móg³ siê natkn±æ? Zgadza siê – na Syriusza Blacka! Dziêki przybyciu B³êdnego Rycerza w odpowiednim czasie do miejsca zamieszkania Harry'ego Pottera, ¶wiat czarodziejów nie straci³ swojego s³ynnego, tragicznego wybawiciela.
Dlaczego Harry Potter, mog± zapytaæ czytelnicy? Nasza redaktorka zada³ sobie to samo pytanie. Trudno by³oby znale¼æ czarodzieja lub czarownicê, która nie zna opowie¶ci o tym tragicznym bohaterze. Harry Potter, osierocony we wczesnym dzieciñstwie, pozostaje do dzi¶ jedynym znanym czarodziejem, który prze¿y³ ¦mierteln± Kl±twê. Ju¿ sam ten wyczyn zas³ugujê na du¿± s³awê. Jednak to tajemnicza i jednoczesna pora¿ka najmroczniejszego czarnoksiê¿nika, który kiedykolwiek st±pa³ po ziemiach Wielkiej Brytanii, sprawi³a, ¿e Harry Potter sta³ siê popularny w ka¿dym domu, Ch³opiec, który prze¿y³.
Podczas gdy wiêkszo¶æ czarodziejów w Wielkiej Brytanii ¶wiêtowa³a ¶mieræ Sami-Wiecie-Kogo, Syriusz Black, jeden z najwierniejszych jego zwolenników, zosta³ zes³any
do Azkabanu. Czytelnicy niezaznajomieni z histori± Blacka powinni przeczytaæ wydanie
z zesz³ego tygodnia. Szansa na nieoczekiwane spotkanie Harry'ego Pottera z którymkolwiek z wiernych zwolenników Czarnego Pana jest tak wysoka, jak istnienie oswojonego Rogogona Wêgierskiego. Mo¿na siê zastanawiaæ, czy to spotkanie by³o przypadkiem, czy raczej zamierzonym dzia³aniem? Nasza redaktorka uwa¿a, ¿e Harry Potter ma szczê¶cie, ¿e ¿yje.
Dlaczego nasz m³ody bohater wêdrowa³ samotnie ulicami Wielkiej Brytanii? Z uprzejm± pro¶b± skierowali¶my to pytanie do Ministerstwa, a tak¿e pro¶bê o podanie do publicznej wiadomo¶ci zapisów dotycz±cych bezpieczeñstwa Harry'ego Pottera. ¯±danie zosta³o odrzucone. Nie mo¿na siê jednak zniechêcaæ, nasza wierna redaktorka ma swoje metody
i ¼ród³a.
Rozmawiaj±c z Korneliuszem Knotem tej nocy, Harry Potter ujawni³ ministrowi, ¿e w jego domu dosz³o do k³ótni z krewnymi odpowiedzialnymi za jego wychowanie. Szczegó³y dotycz±ce dok³adnej lokalizacji miejsca zamieszkania ch³opca, a tak¿e szczegó³y dotycz±ce bezpieczeñstwa domu zosta³y zabezpieczone przed laty, przez ówczesn± minister magii, Milicentê Bagnold, a nastêpnie przez szefa Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, Bartemiusza Croucha Sr. i Albusa Dumbledore'a, G³ównego Maga Wizengamotu. W Wizengamocie znany jest równie¿ fakt, ¿e Albus Dumbledore jest równie¿ magicznym stra¿nikiem Harry'ego Pottera, honorowy tytu³ nadawanym tym, którzy organizuj± opiekê osieroconym magicznym dzieciom niemaj±cymi innych ¿yj±cych magicznych krewnych, którzy mogliby siê nimi zaopiekowaæ.
Chocia¿ szczegó³y tej sprzeczki nie s± w du¿ej mierze znane, cz³onkowie Urzêdu Przypadkowego U¿ycia Czarów zostali wys³ani do miejsca zamieszkania Harry'ego Pottera, gdzie donie¶li, ¿e przebili i zmodyfikowali pamiêæ jednego z mugoli, Marjorie Dursley, która, jak siê wydaje, zosta³a przez emocjonalny wybuch Harry'ego Pottera, napompowana
do rozmiarów znacznie wiêkszych ni¿ jej normalna sylwetka.
Jednak prawdziwy motyw ministra wydaje siê ostrze¿eniem dla naszego bohatera, który zakoñczy³ swoje spotkanie ostrym przypomnieniem, na które wszyscy powinni¶my zwróciæ uwagê: "... Black jest przekonany, ¿e mo¿e przywróciæ Sam-Wiesz-Kogo z powrotem
do w³adzy, je¶li [Harry] zostaniesz pokonany, tak jak kiedy¶ ty pokona³e¶ Czarnego Pana... jego my¶li s± szalone, g³upie, ob³±kane, ale to nie ma znaczenia dla Blacka... straci³ wszystko tej nocy, kiedy Sam-Wiesz-Kto straci³ swoj± moc, a on, jak wielu innych podobnych mu osób, poci±ga siê do odpowiedzialno¶ci za t± stratê".
Opinia co do brutalnej szczero¶ci Knota w stosunku do m³odego ch³opca na pewno wywo³a spore kontrowersje, ale nasza redaktorka obawia siê, ¿e taka wiadomo¶æ mo¿e byæ zbyt przyt³aczaj±ca dla czarodzieja w wieku trzynastu lat.
Hermiona poda³a gazetê rodzicom i spojrza³a na Harry'ego szeroko otwartymi i przera¿onymi oczami.
- Kim jest ten Syriusz Black? - zapyta³ William, patrz±c na Artura i Molly. Weasleyowie zgromadzili siê wokó³ sto³u, a Artur ¶ci±gn±³ mocno pozszywan± podró¿n± pelerynê.
- Mo¿e kolejna partia deseru? - zaproponowa³ pan Weasley, machaj±c do Floriana.
- To zajmie trochê czasu.
Zacznê od tego, ¿e nie czyta³am poprzednich czê¶ci, ale przy odrobienie wolnego czasu raczej do nich zajrzê.
Natomiast skupiaj±c siê na tym rozdziale... Spodoba³ mi siê jego klimat. Poczu³am tê magiê, niewymuszon±. Zupe³nie jakbym czyta³a dzie³o Rowling nam wszystkim znane.
Fajnie, ¿e Harry pozna³ rodziców Hermiony, bo w serii nie by³o o tym zbyt wiele mówione, szkoda bo wydaje mi siê, ¿e mog³oby to byæ ciekawym w±tkiem. Z naszego trio rodzina Granger zosta³a naprawdê mocno pominiêta.
Za to trochê razi³y mnie w oczy powtórzenia. Bardzo czêsto, nawet po kilka razy w jednym zdaniu u¿ywa³e¶ np. imienia "Harry" i kilku innych s³ów. Poza tym opowiadanie jak najbardziej na plus