
14 stycznia 2016 roku odszedł wspaniały aktor, cudowny artysta i wyjątkowy człowiek. Każdy z nas ma w sobie coś wyjątkowego, jakiś dar, mniejszy lub większy. Coś, za co pozostaje zapamiętany. Alan Rickman miał w sobie niesłychany dar zjednywania sobie ludzi, zdobywania ich serc i uznania poprzez swoją grę aktorską, a także bezpretensjonalność, poczucie humoru i skromność. Decydując się pisać o Alanie Rickmanie, postanowiłam odbyć swoistego rodzaju podróż przez wszystkie jego filmy, materiały z wywiadów i wspomnienia jego znajomych. To długa podróż. To temat rzeka. Może udało mi się chociaż trochę zgłębić tajemnicę jego aktorskiego geniuszu.
Ostatni z filmów z jego udziałem Eye in the Sky, swoją światową premierę miał 11 września ubiegłego roku (2015) na Festiwalu Filmowym w Toronto. Premiera kinowa w USA przewidziana jest na 11 marca bieżącego roku. Rickman wciela się w rolę generała porucznika Frank'a Benson'a. Film zapowiada się szalenie ciekawie, a sam Alan Rickman mimo iż w czasie powstawania Eye in the Sky był już ciężko chory, po raz kolejny pokazał wielki aktorski kunszt i charyzmę.
Rok 2015 był rokiem reżyserskiej powtórki Rickmana. Wyreżyserował on bowiem bardzo barwny i utrzymany w stylu epoki XVII wieku film A Little Chaos (Odrobina Chaosu). Sam Rickman wcielił się w nim w postać króla Ludwika XIV. Tchnął w tą postać nie tylko życie, ale swój cudowny głos i wzruszającą mimikę tak, że nieomal sam jaśniał jak filmowy Król Słońce. Oglądając ów film, po raz kolejny nie mogłam się oprzeć wielkiemu wrażeniu, że Rickman stworzony jest do ról charakterystycznych, wyszukanych strojów i całej tej otoczki spowijającej zwykle filmy kostiumowe. Jednoczesna lekkość w kreowaniu postaci i konsekwencja reżyserska sprawiły, że film jest świetny. Mimo dosyć banalnej fabuły nie nudzi, a pozostawia miłe wrażenie obejrzenia czegoś wartościowego. Bierze się to z faktu nietuzinkowego przedstawienia realiów tamtych czasów przez reżysera.
Oto, co sam Rickman powiedział o filmie i swym sposobie na reżyserowanie go: Unikalne spojrzenie na historię. Akcja toczy się w XVII wieku, kiedy nikt nawet nie marzył o zmierzchu patriarchatu. Był on czymś tak normalnym, jak powietrze, którym się oddycha. Tymczasem w tekście Deegan patrzymy na dworską świtę właśnie przez pryzmat płciowości, ale w nieszablonowy sposób. Nie ma w nim konfliktu uciskanych kobiet i władczych mężczyzn. Jest wnikliwe spojrzenie na to, jaka jest rola tych pierwszych w kształtowaniu swojego otoczenia. Mimo że oficjalnie to nie one stoją u władzy, mają rzeczywisty wpływ na mężczyzn, bardzo często podejmują za nich decyzje albo swoimi sposobami wpływają na nich tak, jak chcą. Granica między kobiecością i męskością jest tu często przekraczana (...) Zależało mi, żeby w Odrobinie Chaosu aktorzy grali w taki sposób, żeby nie dało się ich bezpiecznie sklasyfikować jako kobietę lub mężczyznę. Kate Winslet i Matthias Schoenaerts świetnie temu podołali.

Odrobina Chaosu
Wzrusza i bawi, tak samo jak The Butler (Kamerdyner) i Rickman w roli Ronalda Regana, (doskonała odegrana rola i wykonana charakteryzacja). Zastanawiam się więc, czy Alan Rickman kiedykolwiek i w jakiejkolwiek roli nie pokazał całego swojego talentu?
Za Kamerdynera otrzymał nominację Amerykańskiej Gildii Aktorów Filmowych (SAG) dla najlepszego zespołu aktorskiego wraz z takimi osobami jak: Oprah Winfrey, Alex Pettyfer, Forest Whitaker, Mariah Carey, David Oyelowo, Jane Fonda, Robin Williams, Terrence Howard, Liev Schreiber, Cuba Gooding Jr., Vanessa Redgrave, Lenny Kravitz, John Cusack, James Marsden. Rok 2014 przyniósł mu także specjalną nagrodę przyznawana twórcom za wybitne osiągnięcia reżyserskie i aktorskie na Międzynarodowym Festiwalu Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych Plus Camerimage. im. Krzysztofa Kieślowskiego. W roku 2013, oprócz w The Butler Alan Rickman zagrał również w trzech innych filmach. Są to: CBGB, Dust oraz A Promise (Na zawsze twoja). Wszystkie trzy to obrazy o bardzo głębokiej i wzruszającej fabule. W CBGB można usłyszeć aksamitny śpiew Alana. Ostatnie lata życia były dla niego szalenie pracowite, nie zwolnił tempa nawet na chwilę, chociaż już od kilku lat chorował na nowotwór.
Charyzmatyczny i bardzo naturalny. Świadomy siebie, swego talentu i tej wielkiej władzy, jaką niesie za sobą zawód aktora. Władzy oddziaływania na ludzkie uczucia, umysły, a także zmysły. Młodsze pokolenie pamięta go jako niezapomnianego profesora Severusa Snape'a, z szeregu filmów o Harrym Potterze. Za tę rolę otrzymał nawet w roku 2012 nominację do nagrody Saturn, za najlepszą rolę drugoplanową. Rola Severusa była zresztą jedną z najważniejszych w jego dorobku, nie tylko ze względu na kultowość całej serii, ale także z powodu niezwykłej złożoności mrocznego profesora, w którego przyszło mu się wcielić. Sam Rickman, wiele razy podkreślał w wywiadach jak niezwykła była dla niego praca na planie filmów o Harrym Potterze. Oto tylko dwie z wypowiedzi Rickmana, na temat granej przez niego postaci. Oddają on całą esencję pracy nad rolą Severusa. Snape'a budowałem tak, żeby nie można było łatwo stwierdzić, po której stronie mocy on jest). Snape musiał balansować między dobrem i złem, by jego ostatni ruch okazał się zaskoczeniem. Myślę, że to mi się udało.
Przygoda Rickmana na planie Harry'ego Potterem zaczęła się w październiku 2000 roku, a skończyła latem 2010 roku. W przerwach między graniem w kolejnych częściach, zdążył jeszcze wykreować osiem wybitnych postaci w innych filmach. W Snow cake (Śniegowe ciastko), jako były więzień Alex Hughes, człowiek introwertyczny i skomplikowany wprowadził widza w świat bezinteresownej przyjaźni, altruizmu i ciągłych wzruszeń. Scenarzystka filmu, Angela Pell, zdradziła, że rolę Hughesa napisała specjalnie z myślą o Alanie. Wyczarowana wręcz przez Rickmana postać robi wielkie wrażenie. Można nawet powiedzieć, że ten aktor nie gra. On po prostu jest sobą. Zawsze. Wydobywa gdzieś, z wnętrza siebie, poszczególne cechy osobowości i ubiera w nie postać. W ten sposób nawet grając zimnych drani, jest pełen uroku. Patrząc na niego, widzi się nie tylko aktorską kreację, ale też pulsujące gdzieś pod nią życie, charakter, który nigdy nie jest ani czarny, ani biały. Na tym polega geniusz tego aktora. To jak przenikanie. Rickman i grane przez niego postaci wzajemnie się przenikają i uzupełniają. Nie bez powodu zatem powiedział w trakcie któregoś z wywiadów, że jeśli ktoś chce go poznać i dowiedzieć się jaki jest, zrobi to, oglądając po prostu jego filmy i poobserwuje jego twórczość.
Mimo że wszystkie role Rickmana noszą znamię genialnych, na szczególną uwagę zasługuje film Something the Lord Made (W rękach Boga), który przyniósł Rickmanowi nominacje do nagrody Emmy oraz Złotego Satelity, dla najlepszego aktora w filmie telewizyjnym. Trudno się dziwić. Film wyjątkowo porusza. Kardiolog, Alfred Blalock, w którego postać wcielił się Rickman, chwilami może irytować. Można go nie lubić, za jakiś ukryty egocentryzm, ale to uczucie, w miarę oglądania filmu ustępuje innemu. Podziw, oto co towarzyszy widzowi aż do ostatnich chwil! Wzruszenie, którego składową jest w znacznej mierze sposób, w jaki Alan przedstawił nam osobowość kardiologa. To zasługa Rickmana, że Blalock jest tak rzeczywisty. To zasługa Rickmana, że gdy tylko zechce może być lekarzem, aniołem (Dogma , nominacja do Złotego Satelity), prezydentem. Co najlepsze - nie istnieje nic poza wszechogarniającym przekonaniem, że nikt inny tak doskonale jak on w danej roli nigdy się nie sprawdzi.

Kadr z filmu W rękach Boga
Skąd ten geniusz? Czy wystarczy mieć tylko dobry, aktorski warsztat i talent? Myślę, że umiejętności to nie wszystko. Trzeba mieć jeszcze wielkie serce. Serce dobre i szlachetne, a Rickman takie miał. Jego wrażliwość na świat wydawała plon w postaci świetnej twórczości. Bo gdy ktoś świata się nauczy, umie także te refleksje poprzez sztukę przekazać innym. To jest świadome aktorstwo. Sprawdzi się wtedy w każdej roli. Czarny charakter, intelektualista, bezdomny, każde wcielenie Rickmana jest jakby jego drugą skórą.
Długo można wymieniać filmy, nagrody i nominacje. W latach 1995-1999 , Alan Rickman był wielokrotnie nominowany i nagradzany. Za Sense and Sensibility (Rozważna i Romantyczna) nominowano go w roku 1996 do nagrody SAG i nagrody BAFTA. Film Michael Collins w roku 1997 przyniósł mu kolejną nominację do nagrody BAFTA, a w roku 2000 Rickmana nominowano do nagrody Saturn za rolę w Galaxy Quest (Kosmiczna Załoga), oraz nagrody Złotego Satelity, za rolę Metatrona w Dogmie.
The Winter Guest z roku 1997 jest reżyserskim debiutem Alana Rickmana. Aktor współtworzył także scenariusz do niego. Debiut został zauważony i nagrodzony. W sumie The Winter Guest (Zimowy Gość), zdobył cztery nominacje i trzy nagrody. Nagrodzony na międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji, gdzie zdobył Nagrodę CinemAvvenire za najlepszy film opowiadający o związku człowieka z naturą oraz Nagroda Katolickiego Biura Filmowego (OCIC) za najlepszy film. A wszystko to dla Alana Rickmana jako reżysera. Z kolei Emma Thompson, grająca w filmie główna rolę, na tym samym festiwalu otrzymała Nagrodę im. Francesco Pasinettiego. Film The Winter Quest jest bardzo refleksyjny, chwilami wręcz nudny. A cała akcja rozgrywa się w krajobrazie zimnej, śnieżnej bieli. Opowiada o cierpieniu, troskach, o życiu. Rickman pojawia się tam tylko w jednej scenie. Prostota i siła przekazu, to największe atuty filmu. Chociaż mało dynamiczny, uwodzi i wzrusza. Zobaczcie sami, jak tylko znajdziecie chwilkę.
W 1996 roku świat ujrzał Rickmana w roli Rasputina. Anglik "Świętym Starcem"? Czy może być coś bardziej niezwykłego od angielskiego dżentelmena grającego ruskiego wasala? Za tę rolę Alan otrzymał osiem nagród i osiem nominacji. Wygrane to min. Złoty Glob, Złoty Satelita i nagroda Emmy. Nie ma się czemu dziwić. Ten film to arcydzieło. Rickman doskonale wgrywa się w rolę, widz zadaje sobie pytanie, czy Rasputin to opętany mnich, czy może pokorny sługa Boży. Wielka niespodzianka, Anglik tak genialnie zagrał Rosjanina, że nawet jego "mama", które wypowiadał tyle razy do filmowej Carycy brzmi przekonywająco, poruszająco i bardzo znajomo. Majstersztyk i miła niespodzianka. Rasputin jest taki, jaki moim zdaniem powinien być - dziki, nieprzewidywalny, mistyczny. W pamięci na długo pozostanie mi więc Rickman jako Rasputin. Rickman rzucający powłóczyste spojrzenia, Rickman szarlatan.

Alan Rickman jako Rasputin
Rickman na początku swej kariery filmowej zasłynął z grania czarnych charakterów. Rola szeryfa z Nottingham w filmie Robin Hood: Prince of Thieves (Roobin Hood: Książę złodziei) przyniosła mu pierwszą prestiżową nagrodę BAFTA, a przekonująca kreacja Hansa Grubera w Szklanej pułapce sławę speca od ról czarnych charakterów i złoczyńców. Talent Rickmana jest wszechstronny. Udowadniał nam to przez cały czas trwania swej kariery. Jednego dnia z powodzeniem objawia nam groźnego terrorystę by już następnego rozkochać w sobie rolą romantycznego kochanka, tak jak na przykład w filmie Truly Madly Deeply (Głęboko, prawdziwie, do szaleństwa).
Początków fascynacji sztuką, należy upatrywać w już w dzieciństwie Alana. Pochodził z walijsko-irlandzkiej rodziny, a jego ojciec zmarł, gdy Alan był jeszcze dzieckiem. Wcześniej jednak prawdopodobnie przekazał i zaszczepił synowi miłość do tworzenia. Bernard Rickman był bowiem malarzem i dekoratorem wnętrz. To on pokazał synowi, jak ważna w życiu jest kreatywność i wybieganie poza linearne myślenie. Alan był zdolny i pracowity, miał trójkę rodzeństwa. Życie go nie rozpieszczało, do wszystkiego musiał dojść sam swym talentem i samozaparciem w dążeniu do celu. Lubił rysować i malować, zdobył stypendium do Latymer School. Nauczył się tam podstaw sztuki aktorskiej, gdyż szkoła organizowała warsztaty teatralne, w których brał udział. Po skończeniu szkoły dostał się do Chelsea College of Art and Design, a następnie przez rok uczęszczał na kurs grafiki w Royal College of Art. Gdy tylko ukończył szkołę postanowił, że poważnie zajmie się projektowaniem okładek do płyt. W Soho założył wraz ze znajomymi salon o nazwie Graphiti. Zapotrzebowanie na usługi projektanta okładek płyt, plakatów i reklam było jednak tak małe, że Alan musiał zlikwidować salon. Niepowodzenie w interesach sprawiło, że Alan zaczął szukać swojego miejsca w teatrze. Z doskonałym zresztą skutkiem. Przyjęto go bowiem do Royal Academy of Dramatic Art (RADA, Królewska Akademia Sztuki Dramatycznej) już po pierwszym przesłuchaniu. Grał między innymi w sztukach Ghost i Miarka za miarkę, za role w nich zdobył złoty medal Bancrofta. W 1977 dołączył do Royal Shakespeare Company. Pracował kilkakrotnie dla BBC, występując w ich produkcjach. Tak zaczęła się jego wielka przygoda, jego romans z teatrem, trwający już do końca życia. W 1978 występował w Romeo i Julii, a w 1979 zagrał Vidala w ekranizacji Teresy Raquin Émila Zoli. Rola przebiegłego wikarego Obadiaha Slopera w The Barchester Chronicles sprawiła, że został zauważony przez szersze grono publiczności. W 1980 wyjechał do Stanów Zjednoczonych jako asystent reżysera przedstawienia komediowego Desperately Yours wystawianego na nowojorskim off-Broadwayu. Tak zaczynał. Odszedł uwielbiany przez miliony.
Podobno był oddanym mężem i przyjacielem. Miał wielkie poczucie humoru, nie gonił za sławą, za pieniędzmi. Jego podejście do życia odzwierciedlają także jego poglądy polityczne. Alan Rickman był wielkim zwolennikiem Brytyjskiej Partii Pracy, która jak wiadomo odrzuca wszelkie dyktatorstwo i stawianie dobra jednostki nad dobrem ogółu, ale tez popiera wszystko co prawdziwie ludzkie i konstruktywne, dopatrując się sukcesu w równej i uczciwej pracy ludzkiej. Alan tak właśnie pracował na swój sukces. Bardzo wytrwale i uczciwie, Był zawsze fair wobec swych współpracowników. Właśnie tak wspomina go chociażby Daniel Radcliffe: To bez wątpienia jeden z największych aktorów, z jakim kiedykolwiek przyszło mi pracować. Był najbardziej lojalnym i wspierającym człowiekiem, jakiego poznałem w przemyśle filmowym. Dopingował mnie zarówno podczas ery Harry'ego Potterar jak i po niej. Jestem pewien, że widział wszystko, co robiłem w teatrze - zarówno w Londonie, jak i w Nowym Jorku. Nie musiał tego robić. Znam ludzi, którzy byli z nim przyjaciółmi dużo dłużej niż ja i każdy z nich powie, że jeżeli zadzwoniło się do Alana, to bez względu na to w jakim miejscu na świecie był i jak bardzo był zajęty, to po upływie doby zjawiał się u ciebie.
Taki właśnie był Alan Rickman. 21 lutego 1946 roku, w Londynie narodził się, by dawać ludziom radość, wzruszać, rozśmieszać. Jestem pewna, że za każdym razem gdy poczuję smutek, kiedy dopadnie mnie mój dementor codzienności, mogę liczyć na Alana. Uśmiechnie się do mnie z ekranu telewizora. Przybędzie, za każdym razem, gdy tylko go zawołam...
pamięci Alana Rickmana <3
Źródła: Filmweb, Wikipedia, plotek.pl, camerimage.pl


Nicram_93



[P]Louise Lainey
Iva Coren
Nedelle
, tak mi było żal Alana. Ale potem, uświadomiłam sobie, ze nic w przyrodzie nie ginie, i jeżeli człowiek, poprzez swoją śmierć, wchodzi tylko na inny poziom egzystencji ( taki niecielesny), to mogę być pewna, że Alan, dzięki swojej TWÓRCZOŚCI będzie żył wiecznie 
Alexis_Riddle24

Mnie tez to wzrusza i nie mogę tego czytać, bo mam łzy w oczach i załapuję doła jednak

A.
Chciałam serdecznie podziękować Nedelle za pomoc w ostatnich kosmetycznych poprawkach, oraz batalionowi 88, za to , że we mnie wierzył i dodawał otuchy . Dziękuję Wam