Grey - dziwnej przyjaźni urok - Fan Fiction

Harry Potter

Ostatnie Artykuły
Nawigacja
Ankieta
Które z opowiadań z "Baśni Barda Beedle'a" spodobało wam się najbardziej?

"Czarodziej i skaczący garnek"

"Fontanna Szczęśliwego Losu"

"Włochate serce czarodzieja"

"Czara Mara i jej gdaczący pieniek"

"Opowieść o trzech braciach"

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.

Grey - dziwnej przyjaźni urok

Ten tekst długo wisiał na Forum w dziale FF, jednak postanowiłam go wrzucić tutaj, ponieważ wydaje mi się, że jest wartościowszy niż wszystko co do tej pory udało mi się napisać. Ten sam tekst znajdziecie na Forum Mirriel, wstawiony tam przeze mnie. Koniec kazania, zapraszam! =)

Cisza i spokój.
Hogwart nocą jest piękny. Tajemniczy i zarazem przerażający.
Taka miła odmiana po całym dniu wzmożonego ruchu korytarzowego. Wrzeszczący i wyzywający się na pojedynki czarodziejów uczniowie klas najniższych, rzucający na siebie Zaklęcia Transmutacyjne uczniowie klas wyższych oraz wściekający się na małolatów uczniowie klas najwyższych. Nie zapomnijmy o nauczycielach prawiących reprymendy wychowankom, duchy pilnujące porządku tu i tam...
Kipisz, jednym słowem.
Ciężko przejść korytarzem, żeby cię nie zdeptali jak karalucha. Trzeba też diabelnie uważać, żeby nie trafił cię rykoszetem jakiś zabłąkany, niewprawnie rzucony urok, bo inaczej może być źle. Wielokrotnie miałam przyjemność się o tym przekonać. Niezliczoną ilość razy odczarowywała mnie sama Minerwa McGonagall, nauczycielka transmutacji w tej szkole.
W nocy jednak panuje tu niczym niezmącona cisza.
Nie ma uczniów - głównego siedliszcza wrzasku. O tej porze wszyscy powinni być w swoich łóżkach, regenerując organizmy przed kolejnym hałaśliwym dniem. Powinni - nie zawsze jednak są. Właśnie po to profesorowie patrolują korytarze szkolne, pilnując, by dzieci nie łamały któregoś tam punktu regulaminu szkoły, mówiącego o zachowaniu ciszy nocnej. Czasami też nad podłogą lub tuż pod sufitem dryfuje sobie w powietrzu jakiś cierpiący na bezsenność duch. Ostatnio oprócz stałego nocnego marka Krwawego Barona coraz częściej widzę jak tajnymi hogwarckimi przejściami włóczy się Sir Nicholas De Mimsy Porpington, nazywany Prawie Bezgłowym Nickiem. Niekiedy zdarza mu się mnie zauważyć - wtedy otrząsa się z zadumy, macha mi po przyjacielsku, a czasem i głaszcze po głowie, za czym nie przepadam. Mam wtedy wrażenie, że weszłam pod lodowaty prysznic.
Oczywiście ja po Hogwarcie poruszam się swobodnie i bez lęku o każdej porze tak dnia, jak i nocy. Nauczyciele nie zwracają na mnie uwagi, duchy mijają wzrokiem... no, z pominięciem tych wyskoków Nicka. Dzięki temu świętemu spokojowi znam calutki zamek jak własną kieszeń. Żadne tajne przejście nie jest dla mnie czymś nowym i zaskakującym. Tylko rudzi Weasleyowie i ten cały Harry Potter wiedzą trochę więcej ode mnie. Zawsze obiecuję sobie, że będę za nimi szła tak długo i bezszelestnie, aż doprowadzą mnie do jakichś nowych pomieszczeń. Niestety, oni są niesamowici. Nawet ja nie potrafię aż tak wtapiać się w ściany i meble. A oni mają to opanowane do perfekcji! Za to się na nich mszczę. Doprowadza ich to do szału... Nie dziwię się, reprymendy szkolnego Mistrza Eliksirów do najprzyjemniejszych nie należą.
Wolę chodzić po zamku nocą.
Dlaczego?
Odpowiedź jest prosta.
Uczniowie mnie nienawidzą. Z czystym sercem mogę powiedzieć, że i nie bez wzajemności. I pomyśleć, że kiedyś tak nie było... Nie ma co wzdychać po próżnicy, po prostu opowiem wam wszystko. Co mi zależy?
Na czym skończyłam?
A tak. Na uczniach i ich skoncentrowanej na mnie nienawiści.
Pamiętam jak dziś mój pierwszy dzień w tej szkole. Wszystko wydawało mi się takie wielkie, takie cudowne, takie wspaniałe. I te zapachy z kuchni! Smażone ryby, mój ulubiony przysmak sprawiły, że aż żołądek ścisnął mi się z głodu. Podróż ekspresem Londyn - Hogwart trochę nadszarpnęła moje siły witalne. Wszyscy przyszli pierwszoklasiści wyglądali na zmęczonych i wystraszonych. Nie dziwię się, Ceremonia Przydziału okryta była woalem grozy. Nikt nie wiedział na czym taki przydział polega (oczywiście z pominięciem uczniów z czarodziejskich rodzin, ale nawet i ci czuli bojaźń bożą przed tym, co za chwilę miało nastąpić). Kiedy nadeszła Minerwa McGonagall, strach na twarzach przyszłych uczniów stał się widoczny na kilometr. Nie powiem, ja też się przejmowałam całym tym wydarzeniem. Wprowadzono nas do Wielkiej Sali, gdzie przy czterech długich stołach siedziała masa adeptów magii ze starszych roczników. Zeszłoroczni pierwszoklasiści, którzy równo rok temu prawdopodobnie wyglądali tak, jakby prowadzono ich na ścięcie, teraz byli zacnymi drugoklasistami, patrzącymi z uśmieszkami wyższości na młodszych od nich kolegów, których wręcz pożerała trema i strach.
Wtedy, od stojącego w poprzek sali stołu prezydialnego, podniósł się niski człowieczek i przyniósł stary stołek na trzech nogach oraz jeszcze starszą, obrzydliwie brudną tiarę.
Przydział okazał się być banalny i zabawny. Polegał na założeniu na głowę tego brudasa, który potem na całą salę ogłaszał wynik - uczeń miał możliwość trafienia do jednego z czterech domów : Gryffindoru, Ravenclawu, Hufflepuffu lub Slytherinu. Przy każdym z nich, ilekroć któryś dzieciak dostał przydział, wiwatowano i dodawano wrzaskliwej otuchy.
Już po Ceremonii dyrektor walnął kazanie, które od biedy można by było uznać za przemówienie i na stołach pojawiło się jedzenie. Ryba nęciła swoim zapachem, szybko więc dorwałam się do całego półmiska. Pamiętam wszechobecne zdumienie Gryfonów, a potem śmiech radości, kiedy spojrzałam na nich znad talerza. Musiałam wyglądać przekomicznie.
- Przepraszam za Mayę... Bardzo zgłodniała po podróży... - Moja, wtedy jeszcze najlepsza, przyjaciółka Sassan spojrzała na wszystkich przepraszająco i z czerwoną ze wstydu buzią odsunęła mnie od półmiska. - Nałożę ci trochę surówki, nie rzucaj się tak na jedzenie... - Szepnęła zawstydzona.
Zawsze była wstydliwa i chorobliwie nieśmiała. Byłam jej jedyną przyjaciółką.
Resztę kolacji pamiętam jak przez mgłę. Deser, końcowe przemówienie dyrektora, profesora Dumbledore'a i podróż po schodach do wieży Gryffindoru. Długa droga. Całą noc śniłam potem o tej cudownej, pysznej rybie...
Byłam w szoku, jak szybko czas mi leciał na początku! Wszyscy zdawali się mnie lubić, byłam spokojna i neutralna. Sassan nie musiała się już mnie wstydzić, co przyjęła z ulgą.
Przez pierwsze trzy tygodnie grzecznie chodziłam spać o tej samej porze co ona. Znałyśmy się dość długo, to był nasz rytuał. Kiedy ona kładła się spać, ja również robiłam to samo. Którejś nocy postanowiłam pójść bez niej na przechadzkę i pamiętam, że była to przygoda mojego życia. Skradałam się korytarzami jak szpieg ir30; czułam się wspaniale. Zrozumiałam, że podróże po tym zamczysku są dla mnie stworzone. Wróciłam do dormitorium nad ranem. Zmęczona i pod wpływem nocnych wrażeń. Tego dnia nie poszłam na lekcje, Sassan stwierdziła, że wyglądam nieswojo i że lepiej będzie jak zostanę.
Nie posłuchałam jej. Ledwie wyszła, w drodze chowając do kieszeni różdżkę, a ja już zeskoczyłam z łóżka i ruszyłam na podbój świata. W Pokoju Wspólnym natknęłam się na kilkoro trzecioklasistów.
- Patrzcie, Maya! - Uśmiechnęła się zielonooka blondyneczka. - Chodź do nas, mamy ciastka!
Ciastka! Mój apetycik się odezwał. Blondynka trzymała w ręku pierniczka. Wspaniały zapach ciepłej czekolady unosił się w powietrzu, docierając do mnie i nęcąc mnie coraz bardziej. Uwielbiam ciastka nie mniej od smażonej ryby, ale nie wolno mi ich jeść za dużo, bo mnie potem bardzo boli brzuch.
Wspomnienie z ciastkami nadal działa na mnie najsilniej i ilekroć poczuję zapach ciepłych pierniczków w polewie czekoladowej budzi się we mnie tęsknota... Oni mnie lubili. Nawet bardzo. Czułam to od nich.
Niestety, wszystko później uległo zmianie.
Kiedy już poczęstowałam się słodkościami, wyszłam z wieży Gryffindoru (nie obyło się bez pomocy jakiegoś piątoklasisty) i skierowałam się na sam dół. Tam od razu zaczęłam kontynuowanie nocnej wycieczki. W dzień było zupełnie inaczej. Światło odbierało kątom cienie, rozświetlając korytarze tak, jak to tylko możliwe. Mijałam zbroje, duchy, które zagadywały mnie grzecznie, niektórych profesorów i jakieś niedobitki uczniów, którzy albo zawagarowali, albo nie mieli jeszcze zajęć. Nie wiem czemu, ale czułam się taka wielka... czułam się niemal panią tego zamku.
Zawędrowałam gdzieś tak w okolice trzeciego piętra, kiedy moją uwagę przyciągnął hałas zza winkla. Moja wrodzona ciekawość nie pozwoliła mi ominąć tego z daleka, więc bardzo szybko pobiegłam zbadać sytuację. Ogarnęła mnie zgroza.
W szerokim, mało uczęszczanym korytarzu stało trzech chłopaków. Dwóch znałam - byli z Gryffindoru, bodajże w szóstej klasie. Kiedyś częstowali mnie migdałami. Jeden z nich miał czarne potargane włosy i orzechowe oczy ; zawsze wyglądał na takiego spokojnego i miłego. Nazywał się, jeśli mnie pamięć nie zawodzi, James Potter. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Stał naprzeciwko wysokiego przeraźliwie chudego chłopaka z tłustymi czarnymi włosami, czarnymi oczami i bladą cerą, celując w niego beztrosko różdżką.
- No Snape, czas na małe porachunki za tamtą lekcje eliksirów... - Powiedział złośliwie, a tłustowłosy spojrzał na niego z pogardą.
- Odwal się, Potter, zrobiłem to niechcący - odwarknął w odpowiedzi. - Chociaż może i chcący. Wyglądałeś jak idiota w mokrej szacie, czyli o wiele lepiej niż zazwyczaj...
Drugi chłopak z Gryffindoru, również czarnowłosy, ale z bardziej drapieżną twarzą i piwnymi oczami zaśmiał się szczekliwie. Syriusz Black.
- Uważaj na słowa, Smarku, bo inaczej...
- INCENDIO! - Snape zaatakował bez uprzedzenia. Z jego niewiadomo skąd wydobytej różdżki wystrzelił czerwony płomień, mający na celu trafienie Syriusza w twarz. Black krzyknął ostro, Snape usiłował rzucić się do ucieczki, ale nie udało mu się to. James jednym susem doskoczył do niego i popchnął gwałtownie. Obaj przewrócili się na posadzkę i zaczęli sukcesywnie okładać.
Byłam przerażona.
Wiedziałam bowiem, że James jest silniejszy od tego biednego chłopaka. Był przecież w domowej reprezentacji quidditcha, zwinny, szczupły i szybki. Snape na osiłka nie wyglądał. Uosabiał raczej zapatrzonego w księgi mola książkowego, który nie interesuje się sportem.
Nie zastanawiając się nad tym co robię, rzuciłam się po prostu na ratunek. DRANIE!
Wkroczenie do akcji nie było trudne.
- Maya?! SYRIUSZ, ZABIERZ JĄ! ONA OSZALAŁA! - Wrzasnął James, nadal tłukąc się zapamiętale ze Snapem. Obaj mieli już porozbijane nosy.
- Złaź ze mnie! - Wrzeszczał Snape. - ZABIJĘ CIĘ, POTTER!
Syriusz przez chwilę zaniemówił, przestał szaleńczo się śmiać i z trudem odciągnął mnie od bijących się chłopaków. Przypłacił to śladami moich zębów na swoim nadgarstku.
- AU! Odwaliło ci?! Wynoś się stąd! Precz!
Niemal mną rzucił. Poczułam jak uderzam o posadzkę, pisnęłam z bólu i popędziłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie biegnę, chciałam tylko jak najszybciej pomóc temu blademu chłopakowi. Bolał mnie kark. I to mocno. Uderzenie o posadzkę stępiło mój zmysł równowagi i wzrok, bo nagle się na kogoś władowałam, zadając sobie ponowny ból.
Z trudem się podniosłam.
- Czego tutaj?! - Warknął wielki nieprzyjemny mężczyzna.
Poznałam go od razu.
Przede mną stał przepasany brudnym fartuchem i z miotłą w dłoni Argus Filch, woźny Hogwartu. Nieprzyjemny typ. Wyglądał jak żul spod sklepu monopolowego dla mugoli - wielki, nabrzmiały i wiecznie purpurowy nos, mętne kaprawe oczka, twarz poorana bliznami po ospie i strąki zamiast włosów. Do tego nie pachniał zbyt przyjemnie. Poczułam jednak niewypowiedzianą ulgę. On mógł mi pomóc rozdzielić tamtych chłopaków.
Spojrzałam mu prosto w oczy.
Zrozumiał mnie bez zbędnych słów, bo kiedy pobiegłam przodem, on ruszył w te pędy za mną. Sapał przy tym jak rozjuszony byk. Wiedziałam, że pomoże.
Kiedy dobiegliśmy na miejsce, walka była jeszcze bardziej zażarta, bo do akcji wkroczył Black.
- CO SIĘ TU DZIEJE?! - Filch wyglądał na rozsierdzonego takim zachowaniem. Nie dziwię się, sama byłam wściekła i zrozpaczona. Jak tak można atakować słabszych?!
Nie minęło parę sekund jak walcząca grupka została rozdzielona. Snape wyglądał jak po wybuchu mugolskiej bomby atomowej. Zakrwawiony, blady, włosy w totalnym nieładzie, ubrania w jeszcze gorszym stanie. James zresztą wcale nie wyglądał lepiej, trzymany za wsiarz przez woźnego. Syriusz opierał się ciężko o ścianę, dyszał nienawiścią.
- Wy trzej... za mną. Do dyrektora! - Filch pchnął Jamesa przed sobą, ten przechodząc obok Snaper17;a trącił go łokciem tak mocno, że aż tłustowłosy się zachwiał. Ruszyli jak na ścięcie. Nikt nie odzywał się słowem. Nie wiem czemu, ale szłam za nimi. Chciałam zobaczyć jak to się wszystko potoczy...
Snape (jego imię poznałam dużo później) z trudem powłóczył nogami. Wlókł się za woźnym i Gryfonami, ocierając twarz z krwi i potu. Ręce mu się trzęsły. Żal i współczucie przejęły moim sercem. Chciałam jakoś go pocieszyć, dodać otuchy... ale co ja mogłam zrobić, poza tym co już zrobiłam?
Pamiętam, że spojrzał wtedy na mnie bardzo dziwnie. Nie umiem wywnioskować z tamtego spojrzenia zupełnie nic, nawet teraz... W jego oczach była złość, ból, upokorzenie... i wdzięczność? Tak, chyba jakaś nuta wdzięczności. Nie spojrzał już potem na mnie, za to aż za dobrze pamiętam wzrok Jamesa i Syriusza, kiedy już stanęli przed zacnym obliczem Albusa Dumbledorer17;a. Rozmowa była krótka i treściwa. Karne punkty dla Gryfonów, burkliwe przeprosiny skierowane bardziej do ściany niż do Severusa, bo tak się Snape nazywał i komenda by się rozejść.
Wiedziałam, że Potter i Black mnie znienawidzili, widać było to w ich oczach. Przeszedł mnie wtedy dreszcz. Jak oni mogli? Jak mogli zaatakować kogoś słabszego, dając pokaz najzwyklejszej mugolskiej rzeźni? To było nieludzkie!
Severus chwiejnie ruszył w innym kierunku, prawdopodobnie do toalety, aby doprowadzić się do jako takiego porządku. Obejrzałam się jeszcze na Filcha, który nawet na mnie nie spojrzał i postanowiłam pobiec za Ślizgonem. Jednocześnie czułam żal, że woźny nawet mnie nie pochwalił za pomoc, za... Nie, nie myślałam i do dziś nie myślę o tym jak o donosie. Tyle że miło by było usłyszeć chociaż drobną pochwałę z czyichkolwiek ust...
Odgoniłam od siebie te absurdalne myśli. Dziękować? Za coś takiego? Nie bądź śmieszna, przecież to obowiązek pomagać słabszym...
Severus wszedł do pierwszej z brzegu łazienki, nie patrząc na oznakowanie. Pfi, mnie też ono jakoś szczególnie różnicy nie robiło. Wsunęłam się do środka tuż za nim. Chłopak stanął nad umywalką i zimną wodą obmył twarz. Miał siniaka na skroni i lekko napuchnięty nos. Przez chwilę obserwował swoje odbicie w popękanym lustrze, po czym odwrócił się niespodziewanie, patrząc prosto na mnie. Nie zdziwił go mój widok. W jego oczach było cos nieprzeniknionego.
- Pomogłaś mi... - Wyszeptał. - Tylko nie wiem po co.
To był wyrzut.
Wyrzut, który sprawił, że zabolało mnie serce.
Jak to po co?! Nie dałbyś rady się obronić, chciałam krzyknąć, ale nie mogłam.
- Wszyscy naokoło litują się nade mną. Wszyscy. - Głos Severusa nabrał tonów świadczących o tym, że zaraz nadejdzie Furia i Jej Atak. - Nie potrzebuję litości! Ja jej nie chcę!
Poczułam się urażona. Jak mógł pomyśleć, że się nad nim lituję?! Chciałam mu tylko pomóc...
Odwróciłam się gwałtownie i uciekłam. Prosto na górę, do wieży Gryffindoru.

Do dziś pamiętam jak James pomstował na mnie w Pokoju Wspólnym Gryfonów, a Syriusz go uspokajał.
- Nienawidzę jej!
- James, spokojnie, przecież to tylko kot... - Syriusz również był zły, ale starał się myśleć i mówić logicznie. - Głupi kot równie głupiej pierwszoklasistki...
Do tej chwili siedziałam skulona w kłębek za sofą przy oknie. Bezczelnie podsłuchiwałam ich rozmowę.
Kiedy Black nazwał mnie głupią, tylko zasyczałam wściekle, natomiast kiedy obraził niewinną Sassan, zalazła mnie krew. Iście hiszpańska krew.
Wyskoczyłam z kryjówki i miauknęłam wściekle. Mnie możecie sobie obrażać, ale od Sassan wara!
- Patrz, kogo tu mamy. Małą donosicielkę... - James otrząsnął się z zaskoczenia i obdarzył mnie paskudnym wzrokiem. - Chyba dlatego nienawidzę kotów. Zakłamane i do tego nielojalne.
- James, opanuj się, gadasz do kota - Syriusz uniósł brew. - A może ona wcale nie doniosła? Może to...
- I dziwnym trafem po tym jak się na mnie rzuciła, a ty ją przepędziłeś, pojawił się Filch? Nie rób ze mnie idioty, proszę cię - warknął Potter.
Black nie musi robić z ciebie idioty, pomyślałam wtedy cierpko. Jesteś nim. Obaj jesteście.
Prychnęłam na odchodne i poszłam do dormitorium pierwszorocznych dziewcząt.
Już wtedy coś się we mnie zmieniło.
Czułam, po prostu czułam, że nie mogę siedzieć bezczynnie w dormitorium Sassan, albo podróżować w jej szkolnej torbie na lekcje tak jak to było do tej pory. Ta przygoda wyzwoliła we mnie jakąś rządzę wolności, swobody... chociażby częściowej. Obudziło się we mnie coś walecznego. Coś co nakazywało mi chodzić po zamku i pilnować porządku. Nadal oczami wyobraźni widziałam poturbowanego Severusa i bijącego go Jamesa...

Tej nocy znowu wyruszyłam na samotne zwiedzanie zamku.

Przez kilka następnych dni kiedy tylko nadarzała się okazja wędrowałam po szkole, rozglądając się czujnie i poznając jej sekrety. Tajne przejścia, skrytki, schowki, komnaty... Krok po kroku zaczynałam traktować korytarze Hogwartu jak swój dom. Nawet Sassan zaczęła zauważać we mnie jakieś zmiany. Stałam się bardziej niezależna, stałam się... typowym kotem. Bo przedtem jakoś nim nie byłam. Zaczęłam chodzić własnymi ścieżkami, czego nigdy wcześniej nie robiłam. Sassan zaczęła być przez to smutna.
- Maya, czemu już nie kładziesz się ze mną spać? - Zapytała któregoś wieczoru a ja poczułam ze zdwojoną siłą to, jakie zmiany we mnie zaszły. Nie chciałam już być grzecznym kotkiem nieśmiałej jedenastolatki. Chciałam pomagać w pilnowaniu porządku w szkole, marzyło mi się, że patroluję korytarze...
Następnego dnia w moim życiu zaszły drastyczne zmiany.

Sassan poszła na lekcje sama. Już od dłuższego czasu nie chciałam się kolebać w jej torbie tylko po to, by w chwilach stresu na zajęciach mogła mnie pogłaskać. Denerwowała mnie ta bezczynność. I nudziła.
Ruszyłam dobrze mi już znanymi przejściami na robchódr1;. Nic się nie działo... aż do momentu, gdy znowu natknęłam się na sytuację podobną do tej sprzed kilkunastu dni.
Tym razem Severus i James byli sami, Syriusza nigdzie nie widziałam.
- Teraz się policzymy naprawdę, Śmiecierusie - James celował różdżką prosto w gardło Snape'a. Ten patrzył na agresora z nienawiścią, Stał przyparty do ściany, nie mogąc się nawet ruszyć.
Rozwścieczyło mnie to.
Miauknęłam ostro, ostrzegawczo i James obejrzał się na mnie gwałtownie.
- LEVICORPUS!
Poczułam się tak, jakby ktoś złapał mnie z całej siły za ogon i powiesił na niewidzialnym drążku. Wizgnęłam przeraźliwie, szamocząc się w powietrzu, w czasie gdy Severus znowu bił się z Potterem.
FILCH! POTRZEBNY MI FILCH!
Jak za sprawą telepatii nagle zza załomu wyłonił się woźny. Na widok scenki, jaka się rozgrywała przed jego oczami wrzasnął wściekle i rozdzielił chłopaków. Więcej nie udało mi się zobaczyć, bo poczułam, że spadam i uderzam o posadzkę z potrójną siłą, która sprawiła, że przed oczami zrobiło mi się całkiem ciemno.

A mówi się, że koty spadają na cztery łapy...

- Zwierzęciu nic nie zagraża...
- Ale na pewno? Dlaczego się nie rusza? Dlaczego... Co z nim jest?
- Z nią, panie Snape, bo to kotka. Doznała wstrząsu po upadku, w końcu pan Potter uderzył nią o kamienną posadzkę...
Czułam, że leżę na czymś miękkim, a moje dwie tylne łapy i ogon są czymś mocno obwiązane. Bolały mnie wszystkie kości.
Przypomniałam sobie, co zaszło.
James i Severus.
Bójka i to zaklęcie, które brutalnie zawiesiło mnie w powietrzu. Nieme wezwanie Filcha, co było najprawdopodobniej przypadkiem i to uczucie spadania.
Musiałam nieźle przywalić.
Otworzyłam oczy. Byłam w miejscu, które uczniowie nazywali Skrzydłem Szpitalnym. Sądząc z miękkości podłoża, musiałam leżeć na łóżku. To musi komicznie wyglądać, pomyślałam abstrakcyjnie i zauważyłam spojrzenie Severusa. Chłopak usiadł obok mnie i popatrzył mi prosto w oczy.
- Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, zwłaszcza kotu - zaczął nieco cierpko. - ...ale dziękuję. Za pomoc.
Miauknęłam cicho.
Ja też mu byłam wdzięczna. Za pomoc jaką mi okazał. Bo przecież mógł mnie zostawić tam na korytarzu. Przecież jestem tylko głupim kotem, na dodatek należącym do Gryfonki...
Ze strachem pomyślałam o powrocie do wieży Gryffindoru.
Skoro James był zdolny zawiesić mnie do góry ogonem, to teraz mnie pewnie zabije...
- Nie wiem, czyja jesteś... - Usłyszałam niepewny głos Severusa. Spojrzałam mu ponownie w oczy i serduszko zabiło mi mocniej. - ... ale nie wiem czy chcę wiedzieć. Chciałbym cię przygarnąć, gorzej jeśli już do kogoś należysz...
W jego głosie zabrzmiała jakaś gorycz. W jednej chwili zrozumiałam, że chcę być jego przyjaciółką. Towarzyszką. To było śmieszne, bo miałam Sassan, ale nie miałam po co wracać do wieży. A Severus mnie potrzebował...
Miauknęłam cicho, mając nadzieję, że mnie zrozumie. Och, czemu koty nie mogą mówić ludzkim głosem?!
Severus podrapał się w skroń.
- Zwariowałem, gadam do kota... ale... ale nieważne. Zatrzymam cię. Co mi szkodzi, najwyżej będę zmuszony zlikwidować twojego ewentualnego właściciela... - Przywołał na usta jakiś grymas chyba mający być uśmiechem.
Poczułam się radosna jak nigdy.
Chyba od pierwszego spotkania chciałam należeć do niego.
Teraz się to spełniło.
- ...i nazwę cię Grey.
W tym momencie byłam chyba najszczęśliwszym kotem na świecie.

Z Severusem jestem do dziś. Już dwadzieścia cztery lata mija odkąd zostaliśmy przyjaciółmi. Od kiedy mnie przygarnął. Od dziewiętnastu lat znowu jesteśmy w Hogwarcie - Snape został nauczycielem eliksirów. Tyle że teraz już nikt nim nie pomiata a ja nie muszę go bronić jak lwica. Teraz to on stał się tu autorytetem. I to on broni mnie przed uczniami...
Chyba jesteśmy dla siebie wszystkim...
Grey - dziwnej przyjaźni urok
Anika 26/02/2008 22:44
Czytano 5256 razy
Liczba komentarzy - 47
Ariana Black dnia 27/02/2008 09:55
Poza nie-licznymi ( "NIE" z przymiotnikami piszemy RAZEM!!!) błędami, czyta się bardzo fajnie. Pomysł na opowieść kota przypadł mi do gustu. Przyzwyczajona jestem do własnych wyobrażeń charakteru Jamesa czy Severusa, ale miło poczytać inny punkt widzenia. Dam "Powyżej oczekiwań" bo są momenty, które nie przypadły mi do gustu.
Carola3000 dnia 27/02/2008 14:55
Coś innego.... ale bywały lepszesmiley Ciebie zwykle kojarzyłam a powalającymi mnie z krzesła tekstami w artykułach...Ale napracowałaś się. Były takie zdania kompletnie bez sensu typu "Severus bo tak się nazywał Snape" (jak już to powinno być tak miał na imię). Ciekawe, ale nie genialne.
pocisk dnia 27/02/2008 15:28
Bardzo dobry pomysł. Początkowo jak czytałam, to tak na prawdę nie wiedziałam o co chodzi. :] Nie wiedziałam, że to opowiada kotka. smiley Hihi. Kilka błędów, ale ogólnie jest świetnie. Daję W smiley
herma158 dnia 27/02/2008 17:00
Jejku super nie zauważyłam gryzących w oczy ortów i dopiero po kilku minutach skojarzyłam o co chodzi czekam na kolejne takie opowieści doję W
ginny90 dnia 27/02/2008 18:39
To było suuuuper Anika!!Skąd czerpiesz pomysły? Wiesz co dam Ci rade.Napisz książkę, albo dwie!! oczywiście WYBITNY!Nie wiem kiedy dam ci niższą ocenę! Ale i tak Nie_chcę!
Gryfonka dnia 27/02/2008 18:41
Hmm uwielbiam twoje ff ale powiem szczerze, że to do mnie jakoś nie trafia...
Niby słodkie, piękne, delikatne bla bla bla, a jednak......nudne.
Piszesz fajnym, luźnym językiem ale o wiele bardziej podobają mi się teksty z twojego bloga lub inne opowiadania z hp net niż tosmiley
Zwola12 dnia 28/02/2008 20:22
Ktoś się napisał. (Chyba rozpisał). Czytać mi si ę tego nie chciało ale jakoś się zebrałam i to przeczytałam...a jak wam się podoba siódma część Harry'ego Pottera?
emce danicel dnia 28/02/2008 21:10
W pewnym momencie skojarzyło mi się z Panią Norris, ale teraz nie wiem w końcu. Wciągające i w ogóle fajne. Za samą długość mogę powiedzieć, że powinnaś dostać P, a za resztę, dostajesz W.

Radzę zapoznać się z zasadami interpunkcji. Etha
Kathrina Shingo dnia 28/02/2008 21:30
Ja jakoś nie widziałam błędów, ale to faktycznie było trochę dziwne. Na początku myślałam, że to jakaś uczennica, później Filch i pani Norris, a potem dopiero ta Grey xD. Nie mogę smiley Mogłaś od razu napisać o czym to jest, oszczędziłabyś mi tyle rozmyślań, chyba, że to ja jestem taka gapa xD.

Interpunkcja! Etha
lana dnia 29/02/2008 15:29
WOW! Bardzo ciekawy pomysł. Historia jest napisana z zupełnie innego punktu widzenia. Muszę przyna, że jest ciekawa i wciągająca.
Oczywiste W! smiley
Duda 15 dnia 29/02/2008 20:07
Bardzo fajne opowiadanko.... Podoba mi się pomysł z kotem... Fajny mógłby być opis tego, co się działo potem, ale daje W z wykrzyknikiem xD.
Luna_Ravenclav_15 dnia 01/03/2008 18:11
Kurczę, ale super tekst. Świetny, mogłabym go czytać i czytać... P{odziwiam autorkę smiley. Talent masz niezwykły smiley. Mam nadzieję, że uda ci się więcej napisać takich świetnych tekstów, bo ja chętnie je przeczytam smiley.
alexa59 dnia 02/03/2008 17:15
Hehe... Tym razem było o kocie, ale myślę, że tak naprawdę chciałabyś napisać o Blackilence... Więc zachęcam smiley._Jak już napisał(a?) emce danicel: "w pewnym momencie kojarzyło mi się to z panią Norris". Mi prawie cały czas ^.^I tu właśnie wychodzi na wierzch Twoje pottermaniactwo... khym, khym.... raczej snapemaniactwo Ale właśnie dlatego dobrze się czyta. Widać, że lubisz o tym pisać. Oczywiście, najwyższa ocena... :]

Uprzejmie proszę o ograniczenie ilości enterów. Dziekuje, Etha.
Fidelisa dnia 03/03/2008 10:59
Całkiem przyjemne w czytaniu (chociaż ucierpiała odrobinę moja własna wizja Huncwotów). Zawsze lubiłam takie "inne" punkty widzenia. Podziwiam nie tylko za wyobraźnię (a widzę tu taki jej typ, który lubię najbardziej), ale też za umiejętność zamienienia jej na słowa.
W oczy rzuciło mi się parę błędów, ale raczej wynikających z "zakręcenia się" we własnych słowach, co doskonale rozumiem smiley
Pomyślę... Może dam W smiley
Pomyślałam, dałam W smiley
Adela dnia 06/03/2008 13:55
Nie rozumiem dlaczego u niektórych "ucierpiała wizja Huncwotów". Przecież w HP i ZF było dokładnie opisane jaki był stosunek Jamesa i Syriusza do Snape'a.

Co do tekstu: fajnie napisane, niezły styl. Ale za dużo tekstu, a za mało treści. Ogólnie jednak pozytywnie.
Pani Pomfrey dnia 07/03/2008 21:22
Bardzo dobre! Zaczęłam czyta z nastawieniem, że bohaterem będzie człowiek- a tu niespodzianka. Dziwi mnie tylko, że ludzie (James, Syriusz, Snape) mówią do tego zwierzęcia, jakby było człowiekiem. O co biega?smiley
immortal dnia 09/03/2008 19:30
Hehe czytałem, czytałem i dopiero w połowie dotarło do mnie, że narrator jest kotem. Od początku się zastanawiałem o kim to jest. Tylko ciut mi ciężko było przełknąć kolejnego kota w Hogwarcie. Niewiele zmieniając mogłaś zrobić z tego futrzaka panią Norris - też szkolnego kabla.
klaudusiaaa dnia 11/03/2008 15:56
Już dawno widziałam to opowiadanie, ale było za długie, żeby je przeczytać. A jednak przeczytałam i jestem zadowolona^^ Na początku zwykłe opowiadanie, bohater - człowiek, natomiast później (dużo później) uświadomiłam sobie, że Maya to kot Przyszło mi na myśl, że to pani Norris, no i się okazało, że ta myśl jest błędna...Opowiadanie pierwszoplanowe sprawdziło się, zakończenie również świetne. No cóż, nic dodać - nic ująć. Daję W!
Scrict dnia 16/03/2008 11:27
Ładnie, Aniko, ładnie. Podobało mi się, i nie było aż takie długie, jak sądzą niektórzy... Wejdźcie na Mirriel albo na Magiczne i tam dopiero będziecie mieli długie ficki. Masz fajny styl pisania.
Pozdrowienia,
Lady S.
XOXO
lilypotter88 dnia 16/03/2008 18:57
Ciekawe spojrzenie, podobało mi sie, chociaż moż troszke słaby styl, ale miłe dla okasmiley
Quirrel dnia 19/03/2008 23:09
fajne ale nie mogłem skojarzyc kto to opowiada uczennica czy zwierze czy co innego daje P
Black Lilly dnia 20/03/2008 19:23
super! Na początku w ogóle nie wiedziałam o co chodzi. Potem się okazało że to hmm.. opowieść (chyba mogę tak powiedzieć) kota. Ciekawy pomysł. Myślałam że to Pani Norris bo ta telepacja z Filchem była podejrzana. A to jakaś inna kotka jeszcze ;]. Super. Daję W za pomysł i super opisanie sytuacji.
zaneta dnia 21/03/2008 16:04
Jak na taką długość to artykuł bardzo ciekawy. Szkoda, że ja nie mam takiego talentu do pisania jak Ty.
Daje wielkie W.
Mam nadzieję, że będziesz pisać dalejsmiley
gosia3101 dnia 24/03/2008 20:59
Ogólnie spoko smileysmileysmiley Mogłaś trochę podkręcić akcję bo odrobinkę nudne ale daje P smileysmileysmiley
JolCia Evans dnia 28/03/2008 22:16
Bardzo fajne opowiadanie smiley CIekawa akcja. Daję W.
wilku94 dnia 29/03/2008 22:53
Fajne smiley))
globuss2 dnia 30/03/2008 12:03
Już dawno widziałam to opowiadanie, ale było za długie, żeby je przeczytać. A jednak przeczytałam i jestem zadowolona^^ Na początku zwykłe opowiadanie, bohater - człowiek, natomiast później (dużo później) uświadomiłam sobie, że Maya to kot Przyszło mi na myśl, że to pani Norris, no i się okazało, że ta myśl jest błędna...Opowiadanie pierwszoplanowe sprawdziło się, zakończenie również świetne.
ellena dnia 30/03/2008 15:10
bardzo ciekawie wymyślona postać kotki. Na początku to tylko zamiłowanie do ryby było takie lekko podejrzane;p czyta sie bardzo przyjemnie, lekkość pisania, dobra atmosfera hogwartowska, brawasmiley
kuba99 dnia 31/03/2008 19:11
ale ma dziwnych przyjaciul nie wajna strona
Lady Mary Jane dnia 01/04/2008 22:08
Kuba99 przyjaciół pisze się przez "ó" ale to szczegół.

Aniko: Tekst bardzo interesujący, ciekawy i ogółem zadowolił mó "niedożer artykułowo_fanfickowy" xD

Za takie teksty zaczynam podziwiać ludzi ;] No, może troszeczkę przesadzam, ale nnie powiecie mi, że tekst jest zły, nieprawdaż?

Pozdrawiam,
Mary Jane
GinnHerma dnia 05/04/2008 18:09
Super tekst.Naprawdę bardzo udany.Byłam strasznie zaskoczona jak okazało się,że to opowieść kota.Dla mnie bobma!Daje oczywiście Wsmiley
Cynia_ dnia 05/04/2008 18:17
Całkiem inne spojrzenie na czasy Lily i James'a. Ale niezłe. Na początku myślałam, że ten kot to przyszła Pani Norris. Powiedzmy, że zdziwił mnie lekko bieg wydarzeń. smiley Opowiadanie dobrze napisane, choć nie w moim guście. smiley
pani_weasley dnia 05/04/2008 21:33
Fajne smiley smileysmiley
LilyPotter dnia 06/04/2008 11:46
Fajne. I nie jest jak zwykło być, że chodzi o Lily i Jamesa tylko o kogoś zupełnie innego i odmiennego. Daję W
Hermiona 1319 dnia 06/04/2008 13:32
Podoba mi się! Daję W
liska07 dnia 28/04/2008 21:04
nawet fajne tylko nie wiedziałam an początku że to kot daje Z
milusia4422 dnia 14/05/2008 14:05
Może to ff nie jest genialne, ale mi się podoba smiley Też na początku nie wiedziałam, że chodzi o kota, ale to był chyba efekt zamierzony. Bardzo ciekawy pomysł na artykuł i dobrze zrealizowany smiley Daję PO tym razem
karciaa11hpfans dnia 25/06/2008 12:23
Fajne opowiadanie. Z początku myślałam, że to o Pani Norrissmiley
emigratka dnia 19/07/2008 17:47
Świetne opowiadanie Anika, z resztą jak większość Twoich opowiadań albo i wszystkiesmiley. Bardzo podobał mi się pomysł z kotem i na początku tak samo jak karciaa11hpfans myślałam, że to o Pani Norris.
paulincia_-_199 dnia 22/07/2008 11:47
Super ! Anika podziw dla ciebie za wszystkie twoje opowiadania ! Daję W poniewż to wybitne opowiadanie !
Flear dnia 29/07/2008 15:28
Na początku nie miałam pojecia o kogo chodzi. Myślałam, że to wspomnienia Pani Norris (to ona zawsze strzegła porządku a poza tym to wezwanie Filcha?). Podoba mi sie (choc nie pasuje do mojego wyobrażenia o Snapie) czułosc w wydaniu Severusa .
Hinataida dnia 14/08/2008 21:31
uwielbiam twoje artykuły są pełne twojego absurdusmileyOczywiście daje W !! mniej więcej w połowie tekstu myślałam ,że to Pani Norris (kotka Filcha). gdy przeczytałam zaskoczył mnie koniec (pozytywnie)Super!
PoOmyluna dnia 08/09/2008 18:32
Oo tu bylo naprawde fajne smiley Dopiero w polowie tekstu zorientowlam sie ze chodzi o kota smiley
katarzynka_granger dnia 12/11/2008 08:53
Sam pomysł patrzenia na to ze strony kota jest trafny, tylko momentami dziwiły mnie teksty. Wyrażenia typu "z za winkla" jakoś śmiesznie tu wyglądają smiley ale tekst jest ok, duze PO.
narcyza1117 dnia 15/11/2008 11:24
Naprawdę podoba ni się Daje Wsmiley
Monia Granger dnia 22/11/2008 14:33
To zupełnie coś innego niż fan ficki, które czytałam do tej pory. Po tytule spodziewałam się całkowicie innego artai na początku mnie rozczarowal. Jednak w miarę czytania zagłębiałam się coraz bardziej i bardziej w tę fabułę. Zakoczyła mnie bardzo pozytywnie. Daję W, chociaż na początku sądziłam inaczej. Mimo, że to nie komedia, przy której kładę się na biurku, to jest bardzo fajne.
kajolka dnia 18/12/2008 16:09
nawet fajne ale czegoś mi tu brakowało twój artykuł nie ma tego czegoś daje Z
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze. -
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Wybitny Wybitny 79% [82 Głosów]
Powyżej oczekiwań Powyżej oczekiwań 16% [17 Głosów]
Zadowalający Zadowalający 3% [3 Głosów]
Nędzny Nędzny 1% [1 Głos]
Okropny Okropny 1% [1 Głos]
Logowanie
Login

Hasło

Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Rogogon Wengierski
(Spamer)
08/01/2009 21:00
Ja jak jeszcze tu wchodzilem mialem jakies 2000 postow i teraz jestem spamerem wiec sie nie dziwxD

Fler12
(Mugol)
08/01/2009 20:53
czesc

Emjot
(Prefekt Naczelny)
08/01/2009 20:52
E-Vaire, mam pytanie. Czy moj art dotarl do was??

E-Vaire
(Ruthless Vampire)
08/01/2009 20:38
Moze po prostu nie wiesz, co nazywamy bezsensownymi? ;]

Harry3312
(Spamer)
08/01/2009 20:32
No za co Spamer Nie pisalem bezsensownych postow no ja nie moge

Harry3312
(Spamer)
08/01/2009 20:29
Siemka

karasiaa
(Skrzat Domowy)
08/01/2009 20:29
dzieki smiley


Archiwum
     
 

Copyright © 2006-2007 www.Harry-Potter.net.pl
Powered by PHP-Fusion, kasha theme by: sonar

Harry Potter - gra MMORPG
Tibia, Porady prawne, Kamień Filozoficzny, Komnata Tajemnic, Więzień Azkabanu, Czara Ognia, Harry Potter i Zakon Feniksa, Książe Półkrwi
Emma Watson - Hermiona Granger, Rupert Grint - Ron Weasley, Gary Oldman - Syriusz Black, Alan Rickman - Snape, Daniel Radcliffe - Harry Potter