Rok po Drugiej Wojnie Hermiona wpada na trop spisku w samym sercu Ministerstwa Magii. Spiskowcy chc± wprowadziæ supremacjê czystej krwi i wyeliminowaæ inne grupy spo³eczne. Ich pierwszymi celami s± Hermiona Granger i Severus Snape. Czy Hermionie i Snape
Poniedzia³ek, 15.06
Ze stacji metra Wellington Arch do ¦w. Munga by³o raptem parê kroków. Pogoda by³a ¶wietna, wia³ lekki wiaterek, ale poniewa¿ dzieñ by³ s³oneczny, na dworze by³o jeszcze ciep³o. Krótki spacer po ca³ym dniu spêdzonym w szkole i w Ministerstwie by³ przyjemno¶ci±.
Hermiona i Snape podeszli do Kliniki, ale zamiast skorzystaæ z wej¶cia ogólnego przez szybê wystawow±, przeszli na ty³y budynku. Od obdrapanych ¶cian i obitych drzwi odgradza³a ich du¿a brama, zastawiona kontenerem na ¶mieci, paroma pojemnikami na papier, szk³o i opakowania plastykowe. Snape siêgn±³ po ukryt± ró¿d¿kê i szepn±³ jakie¶ zaklêcie – kontener natychmiast przesun±³ siê na bok, a pojemnik na papier podjecha³ do pojemnika na szk³o tak gwa³townie, ¿e puste butelki i s³oiki zadzwoni³y o siebie. Brama sama siê otworzy³a.
– Idziemy – Snape wskaza³ jej drogê. – Czekaj przed drzwiami.
Po przej¶ciu przez bramê machn±³ ró¿d¿k± jeszcze raz i wszystko wróci³o na swoje miejsce. Rozejrza³ siê dooko³a, ale nikogo nie by³o widaæ. Niewielka kamienica po drugiej stronie chodnika nie mia³a z tej strony ¿adnych okien.
– Przygotuj niewidkê. Zaraz za drzwiami skrêæ w lewo, do korytarza i jak tylko tam siê znajdziesz, schowaj siê pod ni±. Ja pójdê prosto do laboratorium. Je¶li wszystko pójdzie dobrze, za jak±¶ godzinê najpó¼niej bêdê z powrotem. Je¶li zobaczysz co¶ nie tak, wiesz co robiæ.
Hermiona pos³usznie wyjê³a ze swojej torby pelerynê i pchnê³a drzwi. Skrzypnê³y i z trudem siê uchyli³y. W niewielkim pomieszczeniu na kszta³t przedsionka by³o ciemno, ale zanim drzwi siê zamknê³y, dojrza³a inne, po lewej stronie. Otworzy³a je i znalaz³a siê w d³ugim, kiepsko o¶wietlonym korytarzu. ¦wiat³o pada³o z kilku pochodni rozmieszczonych co parê stóp. Po prawej stronie mur by³ ca³kowicie p³aski, z ciemnej czerwonej ceg³y, ale po lewej z pe³nej ¶ciany wystawa³y arkady, ci±gn±ce siê wzd³u¿ korytarza a¿ do koñca i gin±ce w mroku jakie¶ 40 stóp dalej.
Narzuci³a na siebie pelerynê i stanê³a ciemnym k±cie.
– Powodzenia! – szepnê³a do oddalaj±cego siê cicho Snape’a, który bez wahania ruszy³ przed siebie.
Na wszelki wypadek otworzy³a pier¶cionek, wyjê³a pergamin i powiêkszy³a go. W razie problemów mia³a co¶ napisaæ – cokolwiek – i wys³aæ to do Snape’a. Nie chodzi³o o tre¶æ, ale o sam fakt, ¿e ogrzewaj±c siê medalion ostrze¿e go, ¿e co¶ jest nie tak. Bêdzie mia³ czas przej¶æ do magazynku.
Ukucnê³a sobie w czarnym k±cie i uzbroi³a siê w cierpliwo¶æ.
Watkins skorzysta³ z kominka na Oddziale Wypadków Przedmiotowych, który by³ najbli¿ej jego laboratorium i przeniós³ siê do Ministerstwa. Nigdy nie lubi³ Sieci Fiuu. Kiedy jednak zacz±³ wje¿d¿aæ na Poziom Drugi, doszed³ do wniosku, ¿e jeszcze bardziej nie lubi wind.
Szybkim krokiem ruszy³ w kierunku biura Norrisa, bo by³o ju¿ dziesiêæ po ósmej. Przeczesa³ palcami w³osy i otworzy³ drzwi.
– Dobry wieczór, Peter – powiedzia³, wchodz±c bez pukania. – Jak leci?
– Nigel, o której kaza³em ci przyj¶æ? – warkn±³ Norris, odk³adaj±c pióro. – Jeste¶ jak zwykle spó¼niony...
– Przepraszam, Peter. Chcia³em powpychaæ korki przed wyj¶ciem...
Watkins mia³ nadziejê, ¿e wyja¶nienie uspokoi Norrisa i faktycznie tak siê sta³o. Starszy mê¿czyzna patrzy³ jeszcze chwilê na niego, po czym kiwn±³ g³ow±.
– Nastêpnym razem wykopiê ciê z mojego gabinetu. We¼ moje ostrze¿enie na powa¿nie. Je¶li chodzi o eliksir, jest ju¿ zrobiony?
Nigel spojrza³ têsknym wzrokiem na przepastny fotel przed biurkiem Norrisa, ale nie o¶mieli³ siê usi±¶æ bez pozwolenia.
– Dzi¶ rano proces stê¿ania wywaru z korzenia z Cimicifugi siê skoñczy³ i mog³em wreszcie zrobiæ eliksir antykoncepcyjny. Bazê uwarzy³em ju¿ wcze¶niej, ale po dolaniu esencji to dziadostwo musi siê jeszcze kisiæ przez parê godzin.
Norris skrzywi³ siê na nowo, bo, jak zwykle, nic nie zrozumia³. Czy ten cholerny szczeniak nie mo¿e po prostu powiedzieæ tak albo nie?
– Do rzeczy, Nigel. Zrobi³e¶ go czy jeszcze nie?!
– Zrobi³em, zrobi³em. Stoi teraz i czeka na podanie. Ca³e 50 fiolek.
– Dla ilu kobiet to wystarczy?
– Przecie¿ mówiê, ¿e dla piêædziesiêciu...
Nie, mówisz, ¿e masz 50 fiolek, idioto.
Norris w zamy¶leniu potar³ lekko zaro¶niête policzki. Plan dzia³a³, od jutra mogli zacz±æ podawanie eliksiru szlamom. Od jutra? A mo¿e nawet i od dzi¶!
– S± tam jeszcze jakie¶ badania o tej porze?
– No co ty! To nie s± godziny otwarcia! Czemu pytasz?
– Chcia³bym wiedzieæ, kiedy zaczniemy go podawaæ...
– Podawaæ go mog± ci±gle. Przecie¿ jest tam porodówka, a o ile pamiêtam, zgodnie z tym co mówi³e¶, badania bêd± robione równie¿ i po urodzeniu dziecka.
– Czyli jak tylko trafi tam jaka¶ szlama...
– To zostanie przebadana i je¶li mój balsam wykryje, ¿e zagnie¿d¿enie magii nie ma pochodzenia dziedzicznego, zareaguje odpowiednio... Wiesz, wstawi³em taki bajer Uzdrowicielom, ¿e to niby reakcja na przekleñstwo Voldemorta i mój eliksir mo¿e na to pomoc...
Norris zdecydowa³ siê w mgnieniu oka. Wsta³, narzuci³ na siebie pelerynê i wskaza³ Watkinsowi drzwi.
– Idziemy!
– Gdzie?!
– Jak to gdzie?! Do ¦w. Munga! Chcê zobaczyæ te eliksiry!
Watkins wytrzeszczy³ na niego oczy, ale nie mia³ innego wyj¶cia jak pój¶æ za Norrisem.
– Którêdy tam chodzisz? – zapyta³ Norris, wsiadaj±c do z³otej windy i wciskaj±c poziom Atrium.
– Ja na ogó³ chodzê na piechotê, ale do daleko...
– W takim razie spytam inaczej – jak tu siê dosta³e¶? Na piechotê?
Winda ruszy³a i Watkins odsun±³ siê na wszelki wypadek na ¶rodek.
– Nie, przez kominek. Ale to tylko dla personelu. Bez rzuconego na ciebie zaklêcia, które identyfikuje ciê jako pracownika nie wyjdziesz w³a¶ciwym rusztem.
Norris zastanawia³ siê chwilê i doszed³ do wniosku, ¿e w takim razie najlepiej bêdzie po prostu siê aportowaæ. Winda zatrzyma³a siê i na wprost nich i kobiecy g³os powiedzia³ g³o¶no „Atrium”.
– Aportujemy siê przed Klinikê. Nie bêdê bawi³ siê w spacery.
Wyszli z Ministerstwa przez toalety i Norris chwyci³ Watkinsa za ramiê.
– Mam nadziejê, ¿e pamiêtasz jeszcze co¶ z aportacji ³±cznej.
Snape podszed³ do drzwi i wszed³ do niewielkiego holu. Znalaz³ siê w ten sposób w Klinice, choæ tu nie by³o co siê obawiaæ, ¿e natknie siê na chorych czy odwiedzaj±cych. W zasadzie nawet personel tu nie chodzi³.
Podszed³ do drzwi do laboratorium Watkinsa i dla pewno¶ci rzuci³ Homenum Revelio. Nikogo w ¶rodku nie by³o. Rzuci³ Finite Protego Officium i drzwi rozjarzy³y siê na chwilê jasn± po¶wiat± i otworzy³y.
Wszed³ do ¶rodka i ró¿d¿k± zapali³ unosz±ce siê pod sufitem kule. Nie by³o tu ¿adnych okiem, wiêc nie by³o obawy, ¿e kto¶ zobaczy, ¿e pali siê ¶wiat³o. Obrzuci³ spore pomieszczenie uwa¿nym spojrzeniem. Wzd³u¿ ¶cian ci±gnê³y siê rzêdy pó³ek zastawione mniejszymi i wiêkszymi butelkami, skrzyneczkami i s³ojami ze sk³adnikami do eliksirów. Zignorowa³ je i szuka³ pó³eczek z podstawkami na fiolki i buteleczkami – dostrzeg³ je na przeciwleg³ej ¶cianie. Id±c ku nim omin±³ pó³ki, na których piêtrzy³y siê kocio³ki, mo¼dzierze do ucierania i zestawy chochelek. Zawadzi³ wzrokiem o poplamiony stó³, na którym sta³o parê buteleczek z kolorowymi p³ynami i kocio³ek ze stygn±cym eliksirem Bulgeye, do którego, s±dz±c po kolorze, Watkins z pewno¶ci± dosypa³ co¶ na zwiêkszenie mocy eliksiru. Zêbate geranium albo k³y wê¿a przemknê³o mu odruchowo przez g³owê.
Zatrzyma³ siê przy pó³ce i zacz±³ przygl±daæ siê ka¿dej buteleczkê i fiolce. Wiêkszo¶æ nie by³a opisana, ale dla niego nie mia³o to znaczenia. Niektóre rozpoznawa³ natychmiast. Inne ogl±da³ z bliska badaj±c kolor, ko³ysa³ na boki, czasem w±cha³ i z wprawno¶ci± Mistrza Eliksirów identyfikowa³ ka¿dy z nich.
Jedna z buteleczek zwróci³a jego uwagê. Mia³a br±zowy kolor, którzy przypomina³ mu eliksiry do których kiedy¶ u¿ywa³o siê startych li¶ci ¿ywotnika zachodniego. W tej chwili ¿ywotnik by³ na li¶cie substancji zakazanych, zawiera³ bowiem tujon, który wp³ywa³ szkodliwie na serce. Z tego co pamiêta³, ¿ywotnik zmieszany z nasionami z melonowca w³a¶ciwego mia³ dzia³anie poronne. Proszê, proszê... ten tutaj jest tak zagêszczony, ¿e wystarczy kilka kropli...
Parê cali dalej jego wytrawny wzrok spocz±³ na innej butelce – gêsty, jaskrawo niebieski p³yn bez ma³a razi³ w oczy. Kiedy poruszy³ nim mocno, mia³ wra¿enie, ¿e wewn±trz dostrzeg³ parê kulek, które mia³y powstrzymywaæ eliksir od zastania. Wygl±da³ dok³adnie jak wywar z Cimicifugi, ale o wiele gê¶ciejszy. St±d zapewne ten jaskrawy kolor... Odkorkowa³ butelkê i pow±cha³. Do potwierdzenia wystarczy³ mu jeden wdech. Wyj±³ z torby niewielk± fiolkê i przela³ do niej parê kropli, rzuci³ zaklêcie niet³uk±ce i schowa³. Butelkê odstawi³ na miejsce. Zgodnie z przypuszczeniem niebieski eliksir w fiolkach obok by³ eliksirem antykoncepcyjnym.
Nie trac±c czasu, wylewitowa³ wszystkie jednym wprawnym ruchem ró¿d¿ki i umie¶ci³ w torbie. Rzuci³ zaklêcie zmieniaj±ce kolor na wszystkie swoje fiolki, które trzyma³ w innej przegródce, ¿eby przybra³y ¿ó³te zabarwienie i wype³ni³ nimi podstawki.
Nastêpnie za³o¿y³ specjalne okulary. Wynalaz³ je sam, na pierwszym roku jego nauczycielskiej kariery, ¿eby upewniæ siê, ¿e dzieciaki nie bêd± podk³adaæ mu eliksirów przesy³anych im przez rodziców czy wrêcz kupowanych w aptekach. Ujawnia³y one zaklêcie barwi±ce, które rzuca³ na wszystkie fiolki. Naturalnie natychmiast z³apa³ paru spryciarzy. Po szlabanie, który im zada³, nikt ju¿ nie o¶mieli³ siê testowaæ jego spostrzegawczo¶ci.
Okulary dzia³a³y doskonale, wszystkie jego fiolki mia³y ¿ó³tawe zabarwienie. Zacz±³ przegl±daæ pozosta³e eliksiry. Wzmocniony eliksir poprawiaj±cy wzrok, wywar wzmacniaj±cy, co¶ w rodzaju esencji z eliksiru pieprzowego... wygl±da³o na to, ¿e Watkins specjalizowa³ siê w stê¿aniu niektórych sk³adników, by potem uwarzyæ eliksir, który mia³ o wiele wiêcej mocy ni¿ normalny.
Na samym dole zobaczy³ jeszcze jedn± podstawkê z niebieskim eliksirem. Ju¿ siê do niej schyla³, kiedy nagle poczu³ jak medalion zrobi³ siê gor±cy.
Co do licha...?!.
Nie trac±c czasu, trzema d³ugimi krokami dopad³ drzwi i wyszed³ do holu. £api±c za klamkê drzwi do magazynu zapieczêtowa³ pospiesznie laboratorium i ukry³ siê w magazynie. Nie domkn±³ drzwi, bo chcia³ widzieæ co siê dzieje. Przypuszcza³, ¿e nadchodzi³ jaki¶ sta¿ysta, który zosta³ wys³any po kolejn± porcjê kremów, eliksirów czy pigu³ek, wiêc narzuci³ na siebie pelerynê niewidkê i odsun±³ siê w k±t.
Po chwili dosz³y go dwa mêskie g³osy. Sta¿ysta i Uzdrowiciel Prowadz±cy?
Drzwi otworzy³y siê i a¿ zakl±³ szeptem na widok Norrisa i Watkinsa!
Podeszli do drzwi obok i zniknêli mu z widoku. Watkins wymówi³ na g³os zaklêcie Co za kretyn! ,weszli do ¶rodka i zamknêli za sob± drzwi.
Cholera jasna! I co teraz?! Tego zupe³nie nie przewidzia³!
Stara³ siê skupiæ, ¿eby wymy¶liæ co dalej. By³o ¼le, ale nie by³o katastroficzne. Uda³o mu siê wymieniæ prawie wszystkie fiolki z eliksirem antykoncepcyjnym, zosta³a mu tylko jedn± podstawka z o¶mioma fiolkami na dole. By³ pewien, ¿e nic wiêcej ju¿ tam nie ma. Mia³ próbkê eliksiru, który s³u¿y³ do przerywania ci±¿y. Je¶li Norris i Watkins przyszli po eliksir antykoncepcyjny, by³a du¿a szansa na to, ¿e wezm± ten fa³szywy.
Niestety on i Hermiona Granger zostali rozdzieleni. Nie ustalili w jaki sposób maj± siê odnale¼æ w razie problemów i teraz przeklina³ sam siebie za bezmy¶lno¶æ. Jak mog³e¶ nie pomy¶leæ o czym¶ tak prostym!!!!
Byli rozdzieleni... wiêc musia³ po ni± pój¶æ!
Poprawi³ na sobie pelerynê, rzuci³ Muffliato i ostro¿nie podszed³ do drzwi. Zawaha³ siê chwilê czy je otworzyæ. Ba³ siê, ¿e akurat w tym momencie Norris i Watkins zdecyduj± siê wyj¶æ z laboratorium, albo ¿e kto¶ móg³ byæ w korytarzu, ale czekaj±c w nieskoñczono¶æ ryzykowa³ jeszcze bardziej. Nie wiedzia³ co wymy¶li dziewczyna i czy w jaki¶ sposób nie zdradzi swojej obecno¶ci. Gdyby tak j± dopadli...
Jednym, zdecydowanym ruchem otworzy³ drzwi. Widzia³ tylko pó³mrok, najbli¿sza pochodnia by³a do¶æ daleko i nie o¶wietla³a dalej ni¿ na parê stóp. Ale w pobli¿u nie zobaczy³ nikogo. Zerkn±³ przez ramiê i da³ krok w pó³mrok.. i nagle zderzy³ siê bole¶nie z czym¶ twardym! Zachwia³ siê i prawie upad³ do ty³u, ale uda³o mu siê odzyskaæ równowagê.
CDN...