J.K. Rowling opowiada o swojej relacji ze scenarzystą - J.K. Rowling

Harry Potter

Ostatnie Artykuły
Nawigacja
Statystyki
Gości online: 14
Administratorzy online: 0
Użytkownicy online:
Brak użytkowników online

Zarejestrowanych: 26,064
Najnowszy Użytkownik: Ada 22
Ankieta
Co sądzisz o Pottermore?

Fantastyczne, nie mogę się oderwać!

Spodziewałem się czegoś lepszego, ale nie jest źle

Jeszcze się nie zarejestrowałem

Kompletna strata czasu

Nie wiem, co to jest Pottermore

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.

karpacz pogoda na
Przyjaciele
Wszystko o Harrym Potterze

Harry Potter News

Hogsmeade.pl

Eragon Italia
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  RAVENCLAW!
Gryffindor
Punktów: 1000
uczniów: 64
Hufflepuff
Punktów: 1119
uczniów: 23
Ravenclaw
Punktów: 2651
uczniów: 17
Slytherin
Punktów: 1734
uczniów: 38
Losowe Zdjęcie

J.K. Rowling opowiada o swojej relacji ze scenarzystą

J.K. RowlingJ.K. Rowling napisała artykuł do nowego numeru magazynu Writers Guild's WGAW Written By, w którym określiła swoją relację ze scenarzystą filmów o Harrym Potterze, Stevem Klovesem, od momentu, w którym go poznała, poprzez ich współpracę nad filmami, a kończąc na przyjaźni, która trwa aż do dzisiaj.

Kiedy Steve poznał Jo
Autorka "Harry'ego Pottera" wspomina współpracę ze Stevem Klovesem
napisane przez: J.K. Rowling



Informowano mnie na bieżąco, kto pretenduje do zaadaptowania scenariusza, ale to nie był mój wybór. Słyszałam, że Warnerzy chcieli, żeby Steve Kloves pracował dla nich i szukali projektu, który by mu się spodobał. Wydaje mi się, że zaproponowano mu kilka filmów. On powiedział mi, że zaintereował go tylko Harry Potter. Nie sądzę, że powiedział to tylko z czystej uprzejmości.

Wiedziałam, że napisał i wyreżyserował Wspaniali bracia Bakerowie, co było plusem, ponieważ uwielbiam ten film i wszystko, co się z nim wiąże. Mimo to, byłam niebywale ostrożna, kiedy go spotkałam. Miał być tym, który zaszlachtuje moje dziecko. Był znanym scenarzystą i ten fakt był dla mnie zwyczajnie przerażający. Był też Amerykaninem, a spotkaliśmy się krótko po recenzji pierwszej książki w (tak myślę) "New Yorker". Recenzja ta zawierała sformułowanie, że jest mało prawdopodobne, że brytyjski idiom przetłumaczy się dla amerykańskich widzów. Musisz pamiętać, że moje pierwsze spotkanie z Warner Bros. nie odbywało się za zasłoną ogromnego sukcesu powieści w Ameryce. Mimo że książki były już popularne w Wielkiej Brytanii, to wciąż był początek dla USA, więc nie miałam zamiaru wycofywać zdania na temat tego, że Amerykańscy fani raczej woleliby nie oglądać Hagrida przeniesionego na wielki ekran.

Steve i ja zostaliśmy sobie przedstawieni, w Los Angeles, przez Davida Heymana, i poszliśmy praktycznie od razu na lunch z kierownikiem studio. W trakcie kilku godzin, zdarzyły się trzy rzeczy, które sprawiły, że wszystkie moje obawy co do Steve'a zniknęły, a sprawiły, że zaczęłam go uwielbiać. I nie zmieniło się to od trzynastu lat.

Po pierwsze, Steve zwrócił się do mnie, kiedy zamawialiśmy jedzenie, i zapytał cicho: Wiesz, kto jest moim ulubionym bohaterem?, a ja spojrzałam na niego (wtedy jeszcze z rudymi włosami) i pomyślałam: Powiesz, że Ron. Proszę, proszę, nie mów, że Ron. Ron jest tak łatwy do pokochania. A on powiedział: Hermiona. W tym momencie, pod maską powagi i braku zaufania, rozpłynęłam się, ponieważ jeżeli zrozumiał Hermionę, zrozumiał te książki. A także, w dużej mierze, zrozumiał mnie.

Lunch trwał, a kierownik mówił najwięcej, zdecydowanie dominując rozmowę. Szybko stało się jasne, że pomimo wychwalania książek, nigdy nie przeczytał nawet jednej strony. (Wiarygodne źródło powiedziało mi później, że kierownik przeczytał streszczenie, ponieważ zawsze uważał je za bardziej przydatne niż czytanie oryginalnego materiału.) Następnie zaczął sugerować sprawy, które wymagałyby zmiany, przede wszystkim w postaci Harry'ego. Nie, to nie wypali, powiedział uprzejmie Steve. Kiedy lunch się skończył, David, Steve i ja, poszliśmy razem na kawę. W drodze, Steve powiedział, że zawsze trzeba im powiedzieć prosto z mostu, co wypali, a co nie. Nie ma sensu owijać w bawełnę. Byłam w stanie głębokiego uwielbienia.

Kiedy przyszedł czas na pożegnanie, napisałam mój adres e-mail na odwrocie paragonu, który trzymałam w portfelu. Steve przeczytał adres, odwrócił paragon i powiedział: Penny Black... Co to jest? Odpowiedziałam: To nazwa marki bluzki, którą mam na sobie. Zwinął paragon i wymamrotał: Lubię wiedzieć takie rzeczy. Zważywszy na to, że kawałki papieru są dla mnie niezwykle fascynujące, poczułam, że spotkałam kogoś w rodzaju pokrewnej duszy.

Ważne jest, że od spotkania w LA wierzyłam w niego całkowicie. Powiedział wystarczająco dużo podczas tych kilku godzin, aby przekonać mnie, że czuł prawdziwą więź z bohaterami. Jak zgodziliśmy się później, podczas naszej dziesięcioletniej (dodając do tego rozmowy przez e-mail) rozmowy o książkach, że jeżeli odejmiemy od nich element magii, wszystko sprowadza się do bohaterów, naszej relacji z nimi oraz ich relacji z sobą nawzajem.

Pod peleryną-niewidką

Zaczęliśmy odpisywać sobie na maile od momentu, kiedy wróciłam do Szkocji. Rzadko kiedy rozmawialiśmy przez telefon. Pamiętam, że raz zadzwoniłam do niego z Niemiec, żeby przedyskutować problem związany ze scenariuszem, a Steve był absolutnie zdziwiony, że słyszy mój głos. Myślę, że zapomniał, że w ogóle mam głos. W każdym razie, z dwunastogodzinną różnicą czasu pomiędzy LA a Edynburgiem, e-mail wydawał się praktycznym i udanym rozwiązaniem.

Steve zadawał mi pytania, czasami o tło bohaterów, czasami o to, czy dana kwestia zgadza się z tym, co im się przydarzyło lub przydarzy. Bardzo rzadko się mylił. W zasadzie, ciężko mi sobie przypomnieć, kiedy się pomylił. Miał fenomenalny instynkt, który pozwalał mu na wyczucie każdej postaci. Zawsze temu zaprzecza, ale kilka razy zgadł, co wydarzy się w powieści.

Przypomniał mi się jeden raz, kiedy się pomylił i było to zabawne. Byliśmy na czytaniu scenariusza Księcia Półkrwi w Leavesden, więc chociaż raz siedzieliśmy na przeciwko siebie. Nie czytałam ostatniego szkicu, więc słyszałam go po raz pierwszy. Kiedy Dumbledore zaczął wspominać pewną piękną dziewczynę, którą znał w młodości, nakreśliłam DUMBLEDORE JEST GEJEM na moim scenariuszu i podałam go do Steve'a. Oboje siedzieliśmy tam i uśmiechaliśmy się złośliwie przez jakiś czas.

Myślę, że nigdy nie pytał o to, co zdarzy się w przyszłości. Dziwne, naprawdę, kiedy teraz o tym myślę. Ale czułam, że rozumiał moją potrzebę swobody, jako że sam jest pisarzem. Był taki czas, kiedy moje kosze na śmieci były przeszukiwane przez dziennikarzy. Milczenie było sposobem na zapewnienie sobie kreatywnej wolności. Nie chciałam być związana przez oczekiwania, które wzbudziłam. Chciałam mieć możliwość zmiany zdania. Ale powiedziałam Steve'owi kilka rzeczy. Zdarzało mi się dzielić tym, co robiłam, kiedy to robiłam. Pamiętam, że wysłałam mu e-maila, kiedy pisałam Czarę Ognia, i powiedziałam mu, że mam historię dotyczącą Hagrida, ale zastanawiam się, czy umieścić ją w książce, ponieważ jest ona i tak długa. Odpowiedział mi: Nie możesz mi opowiedzieć za dużo o Hagridzie. Umieść to. Więc tak zrobiłam.

Nieuchronnie, niektóre rzeczy musiały być wycięte z filmu. Nigdy mi to nie przeszkadzało. Steve jest litościwym chirurgiem. Nie mogliśmy zrobić ośmiogodzinnych filmów i wolałam, żeby to on dzierżył skalpel, nie kto inny.

To była bardzo intensywna relacja, rozwijająca się w bardzo nietypowych okolicznościach. Steve znalazł się najbliżej mojego świata. Właściwie był w tym świecie razem ze mną, ale zawsze rok lub dwa za mną. Nikt nie był tak blisko jak on. Tak długi okres współpracy uczynił tę relację wyjątkową.

Stał się dla mnie wspaniałym, prawdziwym przyjacielem. Pamiętam, że podczas mojej kolejnej wizyty w LA, nasza dwójka skończyła w barze w moim hotelu, siedząc przy jedyny stoliku, gdzie mogliśmy palić, jak para pariasów. Powiedziałam mu: Czy boisz się, że zostaniesz odnaleziony? On roześmiał się i odpowiedział: Cały czas, cały czas. To była ta sama rozmowa, kiedy powiedział mi, że Dumbledore był "obciążony wiedzą". Więc może i nie domyślił się właściwej orientacji seksualnej Dumbledore'a, ale rozumiał coś znacznie ważniejszego.

Obecnie nie posługujemy się e-mailem, żeby pracować. Robimy to po to, żeby po prostu porozmawiać w sieci. Zawsze staram się ściągnąć jego i jego rodzinę do Szkocji. Wpasowałby się tutaj, ten sardoniczny, piegowaty facet, ze swoim miłym, ale czarnym poczuciem humoru. Mówi mi, że pracuje lepiej, kiedy pada. Powinien spędzić tutaj wakacje.


tłum. Claire

Źródło: SnitchSeeker
daniel190495 dnia 21/04/2011 15:28
No rzeczywiście bardzo ciekawe... Kto by pomyślał, że mogą ją wiązać takie więzi ze scenarzysta...
Sann dnia 21/04/2011 15:41
Interesująca historia. Myślę, że to dobrze, że tak świetnie się rozumieją, bo bez tego nie mielibyśmy takich filmów smiley
losiek13 dnia 21/04/2011 23:35
Porozumienie swoją drogą, a efekt końcowy swoją. Czasami aż dziw bierze, gdy słyszy się niektóre dialogi. Naprawdę zawsze zastanawiam się jak Rowling mogła zgodzić się na coś takiego. Przykładowo trochę nietrafiona wydaje mi sie kłótnia Harry'ego i Rona, wszystko poszło w złym kierunku, przez co osoby niemające styczności z książką mogły ją odebrać w niewłaściwy sposób. Dla mnie to małe oszustwo, ale rozumiem, że flmy rządzą się swoimi prawami, jednak niesmak pozostaje...

Dzięki za tłumaczenie, Claire ; )
Claire dnia 21/04/2011 23:44
Co? Kłótnia Harry'ego i Rona z Insygniów? Przecież ona jest właściwie taka sama jak w książce. O co chodzi?
losiek13 dnia 22/04/2011 19:08
No nie wiem, Claire, ale jakoś dla mnie nie oddaje tych emocji. Jest taka pozbawiona napięcia, czegoś w niej brakuje. Oni tu tylko krzyczą na siebie, a to nie wystarcza. Może wina aktorów, nie wiem. Mnie nie przekonują ich dialogi...
Claire dnia 22/04/2011 19:13
Dialog jest IDENTYCZNY jak w książce. Poza jedną kwestią. W filmie Ron krzyczy, że rodzice Harry'ego nie żyją, w książce mówi to Harry.
losiek13 dnia 22/04/2011 20:14
Nie, nie jest. Przykładowo w filmie Ron za dużo mówi o tym, że Harry i Hermiona czuli coś do siebie.
Claire dnia 22/04/2011 20:29
W tej scenie? Mówi jedynie, że widział ich razem w nocy, czyli scenie, która znalazła się wcześniej w filmie. Poza tym mówi "I get it. You choose him." ale to było w książce. Nie mówi o żadnych jej uczuciach, to jedynie ma za zadanie pokazać, że horkruks odwraca jego sposób myślenia o 180 stopni.
Luna15 dnia 22/04/2011 23:57
Ile zdziałać może wspólna praca smiley Ciekawy artykuł.smiley
losiek13 dnia 23/04/2011 01:35
No OK, Ty tak to odbierasz, ale za bardzo uwidocznili tę relację w filmie (której w książce wcale nie było). Dla mnie to się nie podoba i tyle, niepotrzebne wprowadzanie w błąd. Horkruks swoją drogą, a charakterek Rona swoją. Bardziej chodzi mi o te słowa "Widziałem was razem jednej nocy" - ale jak sama powiedziałaś ma to związek z tamtą sceną.
Nie ma co się nad tym zgłębiać, tak jest i już pozostanie ;p
Claire dnia 23/04/2011 19:40
Bo dla mnie to nie jest jakaś szczególna wina scenarzysty. Prędzej reżysera. I nie cierpię czepiania się do zgodności z książką, dobrze o tym wiesz : )
Empiryn dnia 23/04/2011 22:40
O, ja się zgadzam z lośkiem13. Też wielokrotnie zastanawiałam się (głównie przy scenach dodanych, ale czasem również wyciętych): jak Rowling mogła na to pozwolić? Przykładem może być słynne wiązanie sznurowadła w szóstej części... Poza tym wydaje mi się, że w filmach postaci zostały trochę spłaszczone, jak również ich wzajemne relacje. Wiem, że po prostu nie dało się umieścić wszystkiego, ale pomimo tego i tak uważam, że mogłoby być lepiej... Akurat scena z kłótnią Rona i Harry'ego tak strasznie mi nie zgrzytała, ale dobrze wiem, o co lośkowi chodzi.
losiek13 dnia 24/04/2011 20:56
Claire, oczywiście, że reżyser ma wpływ i to największy, jednak w dialogi chyba zbytnio nie ingeruje, a forma tych mi się nie podoba. Tak, doskonale o tym wiem ;D A ja właśnie kocham Insygnia za tę zgodność (której wszędzie się doszukuję [taki już mój los ;p]), jak dla mnie najlepiej dotąd oddaną, nawet w porównaniu do WA; )
Claire dnia 25/04/2011 12:50
Oczywiście, że ingeruje. Reżyser może wykreślić wszystko ze scenariusza i kazać pisać od nowa.
helia17 dnia 25/04/2011 20:55
niesamowite, relacja ktora ich laczy jest naprawde gleboka i taka... piekna smiley
To jest jedna z tych cudownych rzeczy, ktora moze sie zdazyc tylko dwojce wielkich przyjaciol, chociaz fakt, ze oboje sa artystami napewno rowniez odegral tu duza role... dzieki temu calosc jest oprawiona milym (ukochanym przezemnie) klimatem artystycznego roztargnienia i specyficznego spojrzenia na swiat smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze. -
Logowanie
Login

Hasło

Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Nacia
(Varoffer)
25/05/2012 00:07
Mam mnostwo filmow na filmwebie zapisanych do ogladniecia, ale jakos nigdy nei moge zdecydowac sie ktory i konczy sie na tym ze zaczynam nowy serial XD

Nacia
(Varoffer)
25/05/2012 00:07
O wiem, ten film z Marilyn to Let's make love xd

querido
(Uczeń czarodzieja)
25/05/2012 00:06
zapisalam.
przydadza sie na przyszlosc.

Nacia
(Varoffer)
25/05/2012 00:05
I niedawno ogladalam jeszcze fajny film z Marilyn, ale znow nie pamietam

querido
(Uczeń czarodzieja)
25/05/2012 00:04
to ja lece. bo zaraz stwierdze, ze jest za pozno. :x

branoc i zdrowka zycze ; ]

Nacia
(Varoffer)
25/05/2012 00:04
O, Obywatel Kane

Nacia
(Varoffer)
25/05/2012 00:03
Owszem smiley


Archiwum
Najaktywniejsi
Na miejscu 1 jest:
Limonka
Avatar
Punktacja:
Ogólne: 28624
Bonusy: 0
Kary: 0

2) Isabelle (23923 pkt.)
3) Slayerka (10476 pkt.)
4) Esey (9950 pkt.)
5) alette (9418 pkt.)
6) Peeves (8997 pkt.)
7) losiek13 (8144 pkt.)
8) Ginny_Weasley12 (7691 pkt.)
9) Venly (6419 pkt.)
10) lukasyno (6355 pkt.)

     
 

Copyright © 2006-2011 www.Harry-Potter.net.pl
Powered by PHP-Fusion, kasha theme by: sonar

Harry Potter - gra MMORPG
Porady prawne, Kamień Filozoficzny, Komnata Tajemnic, Więzień Azkabanu, Czara Ognia, Harry Potter i Zakon Feniksa, Książe Półkrwi
Emma Watson - Hermiona Granger, Rupert Grint - Ron Weasley, Gary Oldman - Syriusz Black, Alan Rickman - Snape, Daniel Radcliffe - Harry Potter