 |
Zawieszenie broni
Lorena zmierzała na śniadanie. Ze wszystkich stron nadchodzili zaspani jeszcze uczniowie. Kobieta weszła do Wielkiej Sali i ogarnęła ją wzrokiem. Spojrzała na stół nauczycielski. Nie było jeszcze wszystkich- to zdążyła dostrzec, ale nie przyglądała się, kogo nie ma. Mimowolnie szukała tylko jednej osoby. Tylko jego próbowała zobaczyć pośród tego wielkiego tłumu. Ale sama nie wiedziała, po co to robi. Nie miała ochoty na spotkanie z nim. Nie wiedziałaby, jak się ma zachować. Czy udać, że wczorajsze wydarzenie nie miało miejsca, czy coś powiedzieć? Tak... powiedzieć... Tylko co? Co miałaby powiedzieć?! Każde zdanie, jakie zdążyła wymyślić w tej chwili, było co najmniej głupie....
Rozglądała się tak jeszcze przez chwilę i z ulgą stwierdziła, że go nie ma! Podeszła do stołu i usiadła koło Hagrida.
- Dzień dobry!
- Ooo! Dzień dobry, pani psor! Cholibka, nie wim, jak to pani robi, ale odkąd panią poznałem, to ciągle się pani uśmiecha!
- To źle?- odpowiedziała roześmiana Lorena.
- Ależ skąd! Żaden nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią nie zachęcił tak dzieciaków do nauki przedmiotu. A z tego, co wim, to lekcje pani psor wciąż zyskują coraz to większą... tą... no....
- Bez przesady z tymi komplementami! I nie kończ już. Skąd możesz wiedzieć, jaka jestem? Coś mi się zdaje, że piłeś wczoraj wieczorem....
- Już zdążyłem panią poznać. Wszyscy już panią psor poznali aż za dobrze. A chciałem powiedzieć, że pani lekcje zyskują... oj no... Nie mogę znaleźć odpowiedniego słowa... Chodziło mi o to, że... no...
- Eliksir Przypomnienia powinien tu pomóc- rozległ się zimny głos.- Powinienem mieć jeszcze buteleczkę.
Snape, który pojawił się niewiadomo skąd, usiadł po prawej stronie Loreny.
- Oo, Severusie! Nie dzięki- Hagrid zachichotał- to chyba po naszym wczorajszym wieczorku. Też byś tak dziś wyglądał, jakbyś chciał się ze mną napić.
- Właśnie dlatego nie chciałem.
Hagridowi, po ostatnich słowach Snape'a, wrócił chyba wczorajszy humor, bo zaczął śmiać się i opowiadać, jak to on wczoraj wracał do swojej chatki i Kieł go nie poznał. Ale ani Lorena, ani Snape go nie słuchali. Ona wpatrywała się w swój puchar, a on udawał, że zainteresowało go coś obok stołu Ślizgonów.
- ... i wyobraźcie sobie... hihihi... jak to wyglądało!!! Severusie, pamiętasz... hihihi... jak wystraszył się ciebie kiedyś taki mały... hahahaha... pirwszoroczniak? To wyglądało tak samo! Snape? Słucha mnie psor?
- Co?- Mistrz Eliksirów oderwał wzrok od stołu Ślizgonów.
- No wczoraj było tak samo! Wszystko musiałem powtarzać po trzy razy, bo psor po wyjściu od pani, pani psor, siedział nieobecny, jakby był myślami gdzie indziej.
Lorenie wyślizgnął się z ręki puchar. Przewrócił się i wylała się z niego woda. Snape momentalnie machnął dwa razy różdżką i puchar stał znów na swoim miejscu, a rozlana woda zniknęła. Swan spojrzała ukradkiem na Severusa. On patrzył w drugą stronę.
- Przepraszam, pójdę już przygotować się do dzisiejszych lekcji- powiedziała Lorena.
- Co? Pani psor proszę poczekać! Opowim o...
- Nie, naprawdę. Muszę już iść...
- Ach te kobity- westchnął Hagrid patrząc na odchodzącą Lorenę.- No a miałem powiedzieć o tym, jak poszliśmy później do... Ej! A psor gdzie?
Snape bez słowa zerwał się z krzesła i poszedł szybkim krokiem w stronę wyjścia. Zatrzymał się w drzwiach i rozejrzał. Z daleka dostrzegł na schodach czerwoną sukienkę profesor Swan. Poczekał aż kobieta wejdzie na górę. Kiedy skręciła w lewo na pierwszym piętrze, pobiegł za nią. Dogonił ją w pustym korytarzu. Złapał z tyłu za rękę i odwrócił.
- Aj! A, to ty. Ale puść mnie, bo to...
- Czy nie możesz być bardziej dyskretna?
- Co?
- Nie wiesz co?
- Nie! I co ci jest?! Uspokój sie!
- Upuszczony puchar- wysyczał jej w ucho Snape.
- A co to ma do rzeczy?!
- Czy naprawdę chcesz, żeby wszyscy domyślili się tego, co się wczoraj stało? Nie umiesz być bardziej dyskretna- Snape był zdenerwowany i zły.
- Wypadł mi. Ale... Nieobecny? Gdzieś indziej myślami?- odgryzła się wyrywając mu rękę z uścisku.- Kto tu jest niedyskretny?
- Posłuchaj....- warknął- To wczoraj, to... to...
- To co?
- To... Nie wiem, co się stało- wydusił w końcu z siebie, jakby z lekką odrazą. Widać było, że dużo go kosztowało mówienie o wczorajszym wieczorze.- Zapomnijmy o tym. Nie było tego.
- Dobrze. Myślę, że tak będzie najlepiej. A wiec... zawieszenie broni?- wyciągnęła do niego rękę, a on ją uścisnął.- To do widzenia, PROFESORZE Snape.
- Do widzenia, PANI PROFESOR.
- A, i jeszcze jedno. Czy mógłby mi pan pomóc uważyć eliksir Smutku? Potrzebny jest mi na lekcję. Bez żadnych podtekstów- dodała widząc jego dziwny wzrok.
- Ach, z wielką chęcią- odpowiedział przesadnie miłym tonem.- Kiedy tylko pani zechce...
***
Ponowna wizyta
Beznamiętnie cisnęła klucze od swojej klasy na małą, drewnianą szafeczkę nocną, a sama rzuciła się na stojące obok niej łóżko. Zatopiła się w gromadzie leżących na nim poduszek. Nie wiedziała, jak pozbyć się złości, która ją rozpierała. Żeby cofnąć czas o godzinę. Tylko godzinę. Jedną, małą, nic nieznaczącą w całym ogromie tygodni, miesięcy, lat- godzinę. Kilka głębokich wdechów i wydechów- na nic. W tym momencie nienawidziła samej siebie za swoją głupotę, za naruszenie, w pewnym sensie, swoich reguł, zasad, którymi kierowała się w całym swoim życiu. Jak mogła, po tej całej mowie Severusa o niedyskrecji, po jego podsumowaniu, żeby zapomnieć o tym nic-nie-znaczącym wydarzeniu, po jego wyrazie twarzy, na której malował się niesmak po tym nieistotnym epizodzie, jak mogła... Jak mogła poprosić go o pomoc?! To nie była wtedy ona! Nie można od tak, w jednej chwili wywrócić swojego życie do góry nogami! Co nią kierowało?
Lorena Swan jęknęła w jedną z poduszek.
Nigdy w życiu nie pomyślałaby, że kiedyś zrobiłaby coś takiego. Mało tego, wyśmiałaby każdą inną kobietę, która tak by się zachowała. Powiedziałaby, że nie ma szacunku do samej siebie. To było po prostu sprzeczne z nią samą! Jakby w jej ciele były dwie Loreny. Opanowana, wiedząca co robić i jak się zachowywać, mająca swoje zasady- tę Lorenę znała. A tu nagle, nie wiadomo skąd, pojawia się druga. Działająca pod wpływem chwili, emocji, uczuć i... serca? To było po prostu śmieszne! Nie ma innej, nie ma!
-Kobieto, jesteś żałosna!- prychnęła.
Tak, żal jej było samej siebie. Nie dość, że niecałą godzinę temu zrobiła coś, o co by się nawet nie podejrzewała, to jeszcze teraz wymyślała swoje teorie o jakichś dwóch Lorenach Swan żyjących w jednym ciele! To ona to zrobiła i nie było tu o czym rozmyślać. Nie chciała rozmyślać. Nie chciała myśleć. Chciała, choć na chwilę oderwać się od tego świata. Zamknęła oczy. Poczuła, że pokój się od niej oddala, że ona sama zapada się gdzieś głęboko w poduszki...
Nie był to spokojny sen. Milion obrazów przelatywało jej przed oczami. Każdy chciał być pierwszy. Jakby rzucono na nią zaklęcie Legilimens. Niektóre "urywki" zatrzymywały się na dłużej, ale zaraz ukazywało się coś innego...
Jakaś siedząca na fotelu blondynka przypatruje się kobiecie z długimi, czarnymi włosami chodzącej po pokoju i trzymającej na rękach małe dziecko...
Obraz się zmienia.
Jakiś brunet trzyma w ramionach śmiejącą się dziewczynę...
Kolejna scena.
Ta sama brunetka siedzi skulona na ziemi w białej, długiej sukni. Odwraca się i widać jej mokrą, zapłakaną twarz. Na białej sukni i rękach krew...
Następna scena.
Severus Snape odgarnia znów tej samej brunetce z policzka wilgotne włosy...
Następna.
Mężczyzna w czarnej, lekkiej, zwiewnej i nieprzeniknionej jak noc szacie pochyla się nad siedząca kobietą. Odgarnia jej z ramienia długie, czarne włosy i szepcze coś do ucha. W delikatnym blasku padającym od świec błyszczą jej ciemne, a jego małe, niczym szparki z czerwonymi źrenicami oczy...
Lorena obudziła się, jakby uderzona w twarz. Oddychała szybko, a po czole spływały jej kropelki potu. Dotknęła swojej sukienki- była cała mokra. Ukryła twarz w dłoniach. Nawet sen, który już wiele razy pomógł jej na chwilę zapomnieć, ukazywał jej najskrytsze pragnienia, pozwalał na chwilę wytchnienia, rozkoszy i oderwania się od wszystkiego, tym razem tylko pogorszył całą sprawę.
- No to się oderwałam od świata- prychnęła.
Wstała. Chciała iść po coś do picia, ale jeszcze wcześniej, mimowolnie zerknęła na szafeczkę stojącą koło łóżka. Nie było na niej kluczy. Wyciągnęła różdżkę i ustała w bezruchu... W jednej chwili, odwracając się na obcasie, machnęła różdżką w stronę jednego z kątów pokoju.
Pod jej stopami wylądowała jasnobrązowa różdżka ze starannie wykonaną, rzeźbioną rączką. Po jednym spojrzeniu na nią była w stanie powiedzieć, do kogo ona należy i kto złożył jej wizytę.
- Dlaczego?! I to do tego jeszcze dzisiaj!
- Powiedziałem, że wrócę- z cienia wyłonił się Lucjusz Malfoy zsuwając z głowy kaptur.
Miał na sobie czarną szatę podróżną. Była cała mokra. Na podłogę pokoju spadały kropelki wody. Jego niemalże białe włosy opadały mu na twarz sprawiając wrażenie jeszcze bledszej niż była w rzeczywistości.
- Jak miło znów cię widzieć... Po twojej minie wnioskuję, że cieszysz się z tego tak samo, jak ja...
Lorena spojrzała na niego zniesmaczona. Jej wzrok, z jego twarzy, powoli schodził coraz niżej, aż zatrzymał się na sporej już kałuży wody pod jego stopami.
- Pfff... Sprzątasz- odwróciła się, podeszła do stolika i nalała sobie Ognistej Whisky.
- Nie żartuj... Od czego są skrzaty?
- Żaden skrzat nie będzie po tobie sprzątał! I to tym bardziej w moim pokoju!
- Oj, po co te nerwy? Nie poczęstujesz mnie?- wskazał głową na szklankę, którą trzymała w ręku.
- Nie.
- Haha! Taką Lorenę pamiętam! Miła jak zawsze. Pewnie stęskniłaś się za swoim dawnym życiem, co?
- Ni...Tak!- dziewczyna zmieniła zdanie w pół słowa.
- Co? To jakaś nowość...Czyli chcesz powiedzieć, że ze mną wrócisz?- Malfoy wyglądał na nieprzekonanego. To, co usłyszał, było ostatnią rzeczą, której by się spodziewał.
- Taak... Ale nie będę ci tłumaczyć powodu zmiany mojej decyzji...
- Eee... Yyyy... Ale przecież...
- Coś ci się nie podoba?!
- Nie. Wręcz przeciwnie... Jestem zaskoczony!
- No nie ukrywasz tego! Powiedz mi jedną rzecz...
- Jaką?
- Dlaczego to akurat ciebie Czarny Pan wysłał, abyś mnie odnalazł?
- Mnie? Haha! Lorenko, Lorenko... Żeby TYLKO mnie. Wszyscy... WSZYSCY śmierciożercy mieli to samo zadanie- odnaleźć i za wszelką cenę przyprowadzić z powrotem Ane Maríe Lorenę Swan. I jeszcze jeden, chyba najważniejszy rozkaz, który nie mógł być naruszony. Włos z głowy spaść jej nie mógł... Ooo- Lucjusz wzdrygnął się, jakby przypomniał sobie coś okropnego.- Nie ma chyba takiego głupca, który by do tego się nie zastosował... No, ale nieważne... Wszyscy szukali. Szukali i nikt cię znaleźć nie mógł. Jakbyś się zapadła pod ziemię. Niektórzy stracili już całą nadzieję i mówili, że zginęłaś. Ale to nie mogła być prawda...- uśmiechnął się pod nosem.- Nie ty. Czarny Pan był coraz bardziej wściekły. Nawet sobie nie wyobrażasz... Mendley przyniósł mu raz nieprawdziwą informację, o twoim niby to przebywaniu w pewnym mugolskim domu. Mistrz sam osobiście się tam udał i nikogo nie zastał. Mendley zginął 15 minut później...
- Co?
- Tak. Kobieto, ty nie wiesz, do czego on był zdolny! I nadal jest, bo nie wie, że cię odnalazłem. Tak więc pomyśl tylko, jak mnie za to wynagrodzi- spojrzenie Malfoya skierowało się gdzieś w przestrzeń. W jego oczach zaczęły błyszczeć iskierki.- Odzyskam swoją dawną pozycję, Pan będzie mnie uważał za jednego ze swoich najbardziej oddanych ludzi... Taaak... Nagroda będzie wielka... A to wszystko dzięki Draco. Jak to dobrze mieć syna w Hogwarcie...
- Więc szukałeś mnie tylko po to?- prychnęła Lorena.- Po tą twoją NAGRODĘ?
- Każdy marzył o tym, aby być tym, który cię odnajdzie!
- Będę musiała Mu o tym wspomnieć... I nie wiem, czy wtedy też będziesz tym najbardziej oddamym...
- Nie zrobiłabyś tego...
- A założyłbyś się?
Malfoy był całkowicie zbity z tropu... I, jakby trochę... przestraszony?
- Pff! Wszystkiego bym się wyparł.
- O taak... Nie bądź śmieszny. Czarny Pan jest mistrzem legilimencji! Zapomniałeś? Bez najmniejszego wysiłku włamałby się do twojego umysłu. A po upewnieniu się w tym, co usłyszałby ode mnie, na pewno zadowolony by nie był...
- Oj przestań sobie żartować!
- Ja nie żartuję. Więc uważaj...
- Dobra, skończmy już ten temat- powiedział trochę za bardzo nerwowo Lucjusz. Starał się robić dobrą minę do złej gry, ale nie za bardzo mu to wychodziło. Po jaką cholerę wyleciał z tą nagrodą?! Pan nie byłby zadowolony, gdyby się dowiedział, że znalazł kobietę tylko po to, żeby się wkupić w jego łaski, a nie z czystej lojalności...- Chodźmy już. Robi się późno.
- Co? Żartujesz? Nigdzie nie idę!
- Ale... Przecież powiedziałaś, że wrócisz!
- Tak, ale co ty myślałeś? Że od tak, po prostu tu wszystko zostawię?
- A co tu zostawiać?
- Nie, mój drogi. Najpierw muszę zakończyć wszystko, co zaczęłam w Hogwarcie. Chociażby taki banał, jak zrezygnowanie z dalszej pracy tutaj.
- Nie bądź śmieszna! Może jeszcze będziesz składać wymówienie?- zakpił.
- Tak! Żebyś wiedział! Zakończę to tak, jak trzeba. Choć to nie jedyna rzecz... Jestem tu już trochę czasu i zdążyłam zaangażować się w parę spraw...
- Ile ci trzeba czasu? Dzień? Dwa?
- Nie wiem! Skąd mam to wiedzieć? Jak wszystko zakończę, dam ci znać.
- Chcesz mnie wyrolować? Nie ze mną takie sztuczki!
- Wrócę, bo... bo chcę to zrobić. To tutaj, to nie jest moje życie. Ja tu nie pasuję. Ale chcę wszystko zakończyć tak, jak należy. Zgodnie z samą sobą, z moimi zasadami...
Zapadła cisza. Te sława chyba zrobiły wrażenie na Malfoyu, bo patrzył się na nią z poważnym wyrazem twarzy i z pewnym szacunkiem.
- A więc dobrze. Wierzę ci. Zrób co masz zrobić jak najszybciej i daj mi znać. Przybędę jak najszybciej.
- Zgoda. Ale naprawdę nie mogę ci powiedzieć, ile mi to zajmie...
- Czekaliśmy już kilka miesięcy, poczekamy jeszcze kilka dni...
- Dobrze, idź już. Tylko uważaj, żeby cię nikt nie zobaczył.
- Część mała!- puścił do niej oko i skierował się w stronę drzwi. Teraz był wyraźnie z siebie zadowolony.
***
A więc... To ostatnia cześć "Mojej historii Severusa Snape'a", która ukazała się na tej stronie... Dzięki wszystkim, którzy chciali ją przeczytać i wyrazić swoją opinię na jej temat. Nie wiedziałam wcześniej o tym, że tutaj ff może miec najwyżej 7 części i każdy użytkownik może napisać tylko jeden ff... Napisał mi o tym jakiś administrator przy publikacji 6 części... Gdybym wiedziała najprawdopodobniej żaden rozdział by się na harry-potter.net nie ukazał...
Tak jak widzicie jest jakiś ciąg dalszy:] Jeśli ktoś byłby nim zainteresowany zapraszam na mojego bloga z tym właśnie ff. Adres: www.erica-nena.blog.onet.pl
Pozdro
erica_nena
|
 |