Rekord osób online:
Najwięcej userów: 896
Było: 11.12.2025 17:15:43
Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej
Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Ewa Potter
O pomocy i determinacji.
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona wraz z przyjaciółkami przybywa do Hogwartu, gdzie odbywa się uczta rozpoczynająca nowy r...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona wraz z przyjaciółkami przybywa do Hogwartu, gdzie odbywa się uczta rozpoczynająca nowy r...
>> Czytaj Więcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
ZireaelNoc duchów.
Dla Hogwartu jest to szczególnie ważny dzień. Wszyscy uczniowie zbierają się wraz z profesorami na uroczystej uczcie, po której rozpoczyna się organizowane przez duchy przedstawienie.
Dla Harry’ego Pottera znaczy to jednak coś więcej. Ten dzień był od zawsze w pewnym sensie przeklęty.
Wtedy właśnie zginęli jego rodzice.
Wtedy troll dostał się do szkoły, kiedy był na pierwszym roku.
Wtedy Komnata Tajemnic została otwarta.
Wtedy Syriusz Black zaatakował.
Wtedy Harry został wybrany jako czwarty uczestnik Turnieju Trójmagicznego.
Zdaniem samego Harry’ego to nie mógł być zwyczajny przypadek, dlatego nawet po zakończeniu szkoły wykazywał się w tym dniu szczególną ostrożnością. Swoje dzieci też przed tym przestrzegał, co roku przypominał im, by były ostrożne i nie pakowały się w żadne kłopoty.
Nie mógł ich jednak obronić przed wszystkim.
- Lily, chodź w końcu! – jęknął Albus, czając się za jednym z płotów. Dziewczynka ledwie mogła nadążyć za dwójką starszych braci. – Bo nic dla nas nie zostanie!
- Ale ja nie umiem tak szybko! – Lily zrobiła minkę, jakby zaraz miała się rozpłakać. Wcale to nie pomagało jej wizerunkowi wiedźmy, z którą się przebrała. – Gdzieś już zgubiłam jeden batonik..
- Oj, nie marudź. – James przewrócił oczami, poprawiając swoją pelerynę. – Powinnaś się cieszyć, że w ogóle cię ze sobą wzięliśmy.
- Właśnie! – poparł brata Albus, krzyżując na piersi zawinięte w papier toaletowy ramiona.
- Jeśli coś ci się stanie, rodzice nas zabiją... Poza tym to spotkanie jest tylko dla starszych!
- Ale ja też chcę iść! – zaprotestowała Lily i tupnęła nogą. – To jest dużo ciekawsze od siedzenia w domu!
- Więc się zachowuj i słuchaj, co mówię – syknął jeszcze James i przeskoczył przez płot. Puścił się pędem przez ogródek i dopadł do drzwi niewielkiej szopy, która stała w cieniu. Przez długi czas odpowiadała mu jedynie cisza. Dopiero po dłuższym czasie drzwi się uchyliły i dało się słyszeć zza nich dziecięcy głosik.
- Podaj hasło.
- Cukierek albo klątwa!
- Źle!
- Głupku, to nie tak było! – skarcił go Albus, który właśnie dobiegł do brata. – Słodycz albo żaba.
- Źle!
- Ułomny jesteś? Wszystko pomieszałeś! – James warknął na młodszego, co tylko go rozsierdziło.
- Ja pomieszałem? Mówiłem, żeby to zapisać!
Podczas kiedy chłopcy kłócili się w najlepsze, pomiędzy nimi przeszła Lily i stanęła przy drzwiach. Z wnętrza szopy ponownie dobył się głos.
- Podaj hasło.
- Cukierek albo psikus – powiedziała z uśmiechem, ściskając w ręce zdecydowanie zbyt dużą miotłę, którą taszczyła ze sobą od wyjścia z domu.
- Hasło poprawne. – Drzwi otworzyły się szerzej i oczom całej trójki ukazał się prawie bezzębny chłopiec. Uśmiechał się do nich i gestem zapraszał, by weszli.
Całe to zgromadzenie nie było w żadnym razie przypadkowe. Wszyscy, którzy znajdowali się wewnątrz szopy, byli czarodziejami. Pouciekali z domów, większość bez wiedzy rodziców, by wspólnie się spotkać i pobawić we własnym gronie jak zwyczajne mugolskie dzieci. Osoby tutaj nie miały powyżej osiemnastego roku życia, a cały klimat był lepszy, niż można by się spodziewać. Zawieszone przy suficie lampki i nietoperze, dynie w różnych kątach ogromnego pomieszczenia, wszyscy poprzebierani za najdziwniejsze potwory i straszydła. Taka forma obchodów Nocy Duchów w świecie czarodziejów jest raczej obca. W mugolskim świecie jest to zdecydowanie bardziej celebrowane święto, można w gronie przyjaciół zrobić coś zupełnie odbiegającego od codzienności. Niby nic, a daje ogromną radość.
- Tu jest obłędnie. – Na twarzy Albusa pojawił się szeroki uśmiech, kiedy jedna z dziewczynek, przebrana za wróżkę, zawieszała pod sufitem ostatnie lampiony. – Nie rozumiem, dlaczego tata nam na to nie pozwala.
- Właśnie! – poparła brata Lily, skacząc w miejscu z ekscytacji. – Tatuś też powinien przyjść się z nami pobawić!
Jedynie James milczał, po raz pierwszy jakby tracąc energię. On jako jedyny z rodzeństwa wiedział, co oznacza dla Harry’ego ten dzień. Rozumiał też, że zwyczajnie się o nich martwi. Nie miał jednak zamiaru przez to przegapić tak rzadkiej okazji do wyrwania się z domu. Skoro jego brat i siostra mogli, to przecież on też!
- Nie przejmujcie się tym teraz – zbył jedynie ich uwagę i ruszył w głąb szopy. – Teraz idziemy się bawić jak nigdy!
Cała trójka ze śmiechem ruszyła przed siebie, szukając wszelkich rzeczy, które przykułyby ich uwagę. I tak każde z nich bawiło się w co innego.
Lily od razu pochłonęła się organizowanym w kącie szopy wyławianiem jabłek z wody bez użycia rąk, czyli – w domyśle – bez użycia magii. Niesamowicie ją to zainteresowało, więc przepchnęła się między dziećmi i włożyła twarz do wiadra z wodą, starając się dosięgnąć owoców zębami.
Albus wdał się w żarliwą dyskusję z organizatorką „sabatu czarownic”. Tak nazywała się gra, która polegała na tym, że wszyscy na miotłach latali nad dzielnicą, starali się złapać siebie po ciemku i jednocześnie nie zostać zauważonym przez mugoli. Albus uważał, że jest już na tyle duży, by móc brać w tym udział, starsza dziewczyna jednak nie chciała się na to zgodzić.
James natomiast przyłączył się do gry w kalambury. Właśnie jeden chłopak wypinał dumnie pierś i patrzył na wszystkich z góry, jednocześnie wypinając się i chodząc dookoła jak kaczka.
- Minister Magii! – krzyknął ktoś z tłumu. Co starsi wybuchli zgodnie gromkim śmiechem, a młodsi wpatrywali się w nich jak w swoje wzory do naśladowania.
W ten sposób utworzyła się pomiędzy nimi wszystkimi pewna więź, odrębna społeczność, której członkowie wspierają się wzajemnie i próbują sobie pomagać. Na zabawach upłynęła im większość nocy. Dopiero w okolicy północy grupa starszych dzieciaków pozgaszała niemal wszystkie światła, co wywołało powszechną panikę.
- Spokojnie! – Starsza dziewczyna stanęła w jedynym snopie światła i powiodła po zdziwionych dzieciakach pewne siebie spojrzenie. – Zebraliśmy się tutaj, żeby świętować Noc Duchów. A co to by była za impreza bez strasznych opowieści...
- Straszne opowieści? – powtórzyła szeptem Lily, mocniej wtulając się w ramię stojącego obok niej Jamesa.
- Posłuchajcie uważnie, bo to co opowiem, wydarzyło się naprawdę.
Wszyscy zamilkli, wpatrzeni w dziewczynę, która zaczęła swoją opowieść.
Dawno, dawno temu żył pewien potężny czarodziej. Był wtedy jeszcze młody, miał zaledwie kilkanaście lat. Trafił do sierocińca, gdzie był poniżany i wyzywany od dziwolągów. Nie hamował się więc z czynieniem im krzywdy. Dzieci wiły się z bólu na jedno jego życzenie, a on chełpił się tym widokiem, choć nie przyznawał się do tego. Z czasem trafił do jednej z magicznych szkół. Czarował wszystkich swoim niesamowitym talentem, w szczególności nauczycieli. Skąd mogli wiedzieć, że później stanie się.. mordercą.
James rozejrzał się po zebranych dzieciach. Wszyscy słuchali z trwogą niektórzy nawet z przerażeniem wypisanym na twarzach. Nie wiedzieli, o kim ta dziewczyna mówi. Albus i Lily również. I lepiej by było, gdyby tak pozostało. Najstarszy z rodzeństwa zmarszczył brwi, ale się nie odezwał. Słuchał dalej, coraz bardziej przekonany o tym, że nie powinno ich tu być.
Mężczyzna, gdy dorósł, stał się najbardziej przerażającym czarnoksiężnikiem w dziejach. Pewniej Nocy Duchów, takiej jak ta, stanął pod domem rodziny potężnych czarodziejów. W czarnej szacie, z kapturem na głowie stał i długo przyglądał się przez okno matce z synkiem na rękach. Widział, jak się uśmiechała i sam również paskudnie się uśmiechnął. Podszedł do drzwi bardzo wolnym krokiem i zapukał, dokładnie trzy razy..
Nagle rozbrzmiało pukanie do drzwi szopy, donośne i niosące się dookoła echem. Jedno, drugie, trzecie.. I potem już tylko cisza.
- Ja chcę do mamy... – odezwało się jedno z mniejszych dzieci. I nie tylko ono pewnie tak pomyślało, po szopie przeszedł szmer wielu przerażonych i wątpiących szeptów, ale nikt nie odezwał się na głos, żeby nie wyjść na tchórza. Dziewczyna kontynuowała.
Drzwi otworzył mu mężczyzna, głowa rodziny. Uśmiechnął się i zaproponował spędzenie nocy w ich domu. Czarodziej również się uśmiechnął. Odrzucił propozycję, od razu zmieniając temat.
- Słyszałem, że jesteście bardzo potężnymi czarodziejami, państwo Potter – odezwał się spokojnym głosem, przekładając różdżkę z jednej ręki do drugiej. – Jestem skłonny zaproponować wam coś... nie do odrzucenia.
Mężczyzna zmarszczył brwi i cofnął się o krok. Uprzejmie odmówił i próbował szybko zamknąć drzwi. Czarnoksiężnik był jednak szybszy. Błyskawicznie rzucił się w jego stronę, wpadając do wnętrza domu. Mężczyzna upadł na ziemię, sięgnął po różdżkę. Czarnoksiężnik zaśmiał się jedynie.
Z góry dobiegł głos kobiety. Pytała męża, czy wszystko w porządku. Ten kazał jej schować się z synem i nie wychodzić. To jeszcze bardziej rozśmieszyło napastnika. W momencie, kiedy mężczyzna wstał z ziemi, gotowy do walki, czarnoksiężnik już wypowiadał słowa morderczego zaklęcia. Po kilku chwilach dało się słyszeć łoskot upadającego na ziemię martwego ciała.
Gdzieś zza dziewczyny dobiegł podobny huk, jakby ktoś przewrócił stół. Po szopie rozległo się kilka wrzasków, a nawet cichy płacz. James poczuł w żołądku ucisk. Znał tę historię. Nie chciał jej słuchać kolejny raz, nie dzisiaj. Mimo to milczał.
Czarnoksiężnik przeszedł obojętnie koło ciała mężczyzny, kierując się na piętro. Chciał dokończyć to, co zaczął. Podszedł do drzwi sypialni i jednym ruchem różdżki wyważył zaryglowane drzwi. Kobieta krzyknęła. Przyciskała do piersi małego synka, jakby chciała go za wszelką cenę uchronić przed złem, które teraz stało tuż nad nią. Nagle wpadła na pomysł. Wstała z ziemi i odwróciła się do mężczyzny, chowając za sobą swoje dziecko. Spojrzała śmierci w twarz, czując spływające po policzkach łzy. Powiedziała, że pozwoli mu się zabić, jeśli ten obieca zachować jej synka przy życiu. Czarnoksiężnik zaśmiał się cicho, posępnie, ale przyjął jej ofertę. Z satysfakcją wypowiedział słowa zaklęcia i patrzył, jak kobieta opada na ziemię z wrzaskiem na ustach. Kolejny głuchy łoskot. Potem ciszę przerywał jedynie szybki oddech przerażonego, małego dziecka. Czarnoksiężnik zbliżył się do niego, wyszczerzając ostro zakończone zęby z uśmiechu. Uniósł różdżkę w powietrze i wypowiedział słowa..
- Dość!
Dziewczyna umilkła i podążyła za spojrzeniem wszystkich, wbijając je w Jamesa. Chłopak stał z zaciśniętym pięściami, chowając za sobą przerażone rodzeństwo. Nie chciał więcej słuchać, nie chciał, by inni słuchali.
- Proszę?
- Nie mów o czymś, o czym nie masz pojęcia! – wrzasnął i chwycił dłonie brata i siostry. – Chodźcie, wracamy do domu.
Nie protestowali. Nikt też ich nie zatrzymywał. Zwyczajnie wyszli z szopy i milczeli w całej drodze powrotnej. Lily wciąż cicho szlochała, uczepiona ramienia Albusa. W końcu dotarli do domu i weszli do jednego z pokoi, w którym specjalnie zostawili otwarte okno. Wkradli się do domu i nastawili uszu. Słyszeli jedynie trzaskanie kominka, które dobiegało gdzieś z głębi korytarza. James zmarszczył brwi i ruszył tam jako pierwszy, rodzeństwo zaraz za nim. Wyszli na korytarz, gdzie na fragment ściany padało światło z salonu. Niepewnie wyjrzeli zza rogu. Kominek ponuro trzaskał, jakby nie dawał ciepła, tylko jeszcze bardziej mroził serce. Przed nim stał ich ojciec, zgarbiony, wpatrzony w ogień.
- Noc Duchów nigdy nie była dobrym czasem. – Jego głos zdawał się dochodzić z oddali, jakby był przytłumiony. – Zawsze się coś wtedy działo.
Zamilknął na chwilę, nie patrzył na nich. Po plecach Jamesa przebiegł dreszcz.
W końcu Harry odwrócił twarz ku nim, wolno, bez pośpiechu. Wykrzywił twarz w uśmiechu, ukazując spiłowane, ostro zakończone zęby.
- Chcecie się zabawić?
Ciszę nocną rozdarł krzyk wyrwanego z koszmaru dziecka.
Violet-Horde dnia 08.11.2017 17:17
Rue Riddle dnia 08.11.2017 17:32
Emi MP dnia 10.11.2017 12:37
Klaudia Lind dnia 13.11.2017 09:14

| Wybitny! | 100% | [2 głosy] | |
| Powyżej oczekiwań | 0% | [0 głosów] | |
| Zadowalający | 0% | [0 głosów] | |
| Nędzny | 0% | [0 głosów] | |
| Okropny | 0% | [0 głosów] |
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
losiek13
Świetny pomysł na takie przedstawienie Halloween. To całkiem możliwe, że dzieci czarodziejów mogłyby chcieć chociaż raz spróbować spędzić czas jak dzieci mugoli - podobnie jak mugole marzą o byciu czarodziejami. Całkiem zgrabnie poprowadzone wprowadzenie. Moment, gdy Lily złapała brata za rękę uważam za bardzo uroczy. W fan fickach o III pokoleniu brakuje niemal zawsze pokazania ciepłych, rodzinnych uczuć między rodzeństwem Potterów. Cieszę się, że Ty o tym nie zapomniałaś. U Ciebie rzeczywiście widać, że jest to rodzeństwo.
Trochę mi się jednak gryzł środek, szczególnie ta opowieść. Przecież to wcale nie wydarzyło się tak dawno, by dzieci opowiadały sobie tę historię jako jakieś mityczne opowiadanie. Poza tym przecież chyba wiedziały, że mówią o ojcu i dziadkach Jamesa, Albusa i Lily. Nie widzę więc podstaw, by starsza dziewczynka straszyła wszystkie dzieci akurat całkiem niedawno minionym koszmarem. To tak jakbyśmy my nagle mieli straszyć się nawzajem Hitlerem. Nie słyszałam, by dzieci sobie opowiadały historyjki o nim na Halloween, to po prostu... nie pasuje, jest zbyt prawdziwe.
Końcówka jednak naprawia ten zgrzyt. Muszę jeszcze pochwalić to wyliczanie co złego stało się Harry'emu w Noc Duchów, lubię takie statystyki