Historia młodości Godryka Gryffindora
Nie wiadomo jak długo Godryk spędził w zamczysku Desana, służąc mu i pomagając. Żadna osoba która wówczas spotkała młodego czarodzieja nie przeżyła, by móc o tym opowiedzieć. Możemy się jedynie domyślać, że początkowo Gryffindor próbował wzbudzić w wariacie zaufanie, by móc czuć się swobodniejszym i szukać ucieczki. Jednak tak łatwo zmanipulować młodym. Musicie zrozumieć, że Sprawiedliwy Gryffindor był wówczas bardzo młody i łatwo chłonął wiedzę. A czarna magia od dawien dawna mamiła czarodziejów swą iluzoryczną wielkością. Podejrzewam, iż Desan po dłuższym czasie przekonał chłopaka do swoich szaleństw. Pokazał mu potęgę tej złej magii, tak łatwą przecież. Wystarczy po nią sięgnąć. Wówczas Godryk ugiął się przed nią i razem z Desanem poświęcił swoje życie by wynaleźć zaklęcia nie do wybaczenia. Tak, dobrze myślicie. Godryk Gryffindor pomógł wymyślić zaklęcia niewybaczalne. Nie oceniajcie go źle. Każdy miał prawo zbłądzić.
Mogłabym pozmyślać na temat jego życia u boku Desana, jednak moim celem jest przedstawić Wam prawdziwą prawdę o Czterech Założycielach Hogwartu. Wiadomo jedynie, że Desan musiał poczuć do Godryka jakieś bliższe uczucie, może nawet ojcowską miłość. Po dłuższym czasie ufał mu całkowicie i był dumny z jego osiągnięć. A nie zapominajmy, że Godryk Gryffindor od małego przejawiał ogromną magię. Pobierając nauki u ostatniego prawdziwego maga, Demrenfarisa, jedynie ją wzmocnił. Tak więc jego moc była nawet większa od mocy Desana. Możliwe, że szaleniec zdawał sobie z tego sprawę. Bez jego pomocy nie wynalazł by zaklęcia Cruciatusa, by potem poświęcić czas na Imperius. Na końcu wspólnie nauczyli się odbierać ludziom życie. Avada Kedavra. Bardzo długo musieli nad tym pracować.
Prawdpodobnie to właśnie dzięki zasługom Godryka i jego wkładu w spełnienie chorego marzenia Desana, czarodziej podarował mu prezent. I to nie byle jaki.
Podarował Gryffindorowi Excalibur.
Został on potem ofiarowany uczniowi Hogwartu, Merlinowi. W jaki sposób Desan wszedł w posiadanie tego legendarnego miecza, nikt nie wie. Jednak jak dotąd historia kłamała. Excalibur służył Gryffindorowi, który wiedząc iż jego życie dobiega końca podarował go najsłynniejszemu magowi Merlinowi. Znając przepowiednię Roweny wiedział, że miecz ten jeszcze miał dokonać wielkich rzeczy. By potem zniknąć na zawsze i przyjąć przydomek miecza Gryffindora.
Jednak wówczas ani Desan ani Godryk nie zdawali sobie z tego sprawy.
Gdy ich praca nad zaklęciami niewybaczalnymi dobiegła końca postanowili wypróbować je na wieśniakach. Tutaj już znaleźli się świadkowie, którzy opowiadali tą historię kolejnym pokoleniom.
~~
Dwóch mężczyzn deportowało się w spichlerzu wypełnionym po brzegi sianem. Był środek dnia, dzień święty. Cała gawiedź udała się do pobliskiego kościoła modlić się do Jedynego Słusznego Boga. A jak wiadomo, skupisko owieczek zawsze przyciągało wilki.
Godryk Gryffindor położył tobołek na sianie i przyklnęknął. Wyjął z niego pas z mieczem i założył go. Z tobołka wypadła stara tiara. Gryffindor poczuł ukucie w sercu. Zapomniał już zupełnie o życiu w Magicznym Lesie, myślał iż wymazał z pamięci Demrenfarisa. Spojrzał na tiarę. W uszach zawdzięczał mu poważny głos starca.
Idź i czyń dobro, lecz pamiętaj – nikt nie może wiedzieć, że jesteś czarodziejem. Zapamiętaj to dobrze.
Potrząsnął głową, uśmiechnął się cynicznie. Staruch nie wiedział nawet jak jego przestroga okazała się bezużyteczna. To właśnie dzięki ujawnieniu się, Godryk zdobył potęgę i władzę. Był mistrzem magii. Jednym z dwóch, którzy znali zaklęcia nie do wybaczenia. Miał nadzieję, że jego nazwisko na zawsze zostanie zapamiętane. Godryk Gryffindor. Twórca zaklęć niewybaczalnych.
Nałożył tiarę na głowę. Już nie musiał ukrywać tego, że jest wyjątkowy. Chciał nosić strój czarodzieja z dumą.
- Pamiętaj Godryku, że musimy to zrobić szybko, gdyż czeka nas zadanie – przypomniał mu podniecony Desan. Sam, siwy już i pomarszczony, przywdział długą granatową szatę zdobioną złotymi nićmi. Nie przepadał za nakryciami głowy. Wyjął różdżkę z kieszeni i oblizał usta. To, co miało ich czekać po wypróbowaniu zaklęć było niemniej fascynujące. Całą Anglię obiegła wieść, iż wszyscy książęta i królowie składają się na wynagrodzenie temu, kto pokona grasującą po całym kraju trójgłową hydrę. Przyjmowali nawet czarodziejów, gdyż hydra pustoszyła ich zbiory i spichlerze, państwu groziło bankructwo. Miał zamiar z pomocą swojego ucznia i dziedzica pokonać potwora i zostać już do końca życia bogatym.
- Gdzie jesteśmy, Desanie? – zapytał Godryk, także wyjmując różdżkę. Nie był już chłopcem ani młodzieńcem. Był dość niskim aczkolwiek przystojnym mężczyzną o rudych włosach i brodzie. Jego oczy nie straciły jeszcze dawnych iskierek, lecz były już zamglone i się nie uśmiechały.
- A nie wiem, do jakieś wiochy nas deportowało. Co za różnica? – prychnął, powolnym krokiem wychodząc ze spichlerza. Godryk wyszedł za nim.
I zamarł.
Znał każdy postawiony tutaj dom, każde drzewo i każdy krzak. Wiedział dokładnie gdzie znajdują się obory, pastwiska. Znał nazwiska ludzi mieszkających w każdej chacie.
To była jego wioska. Tu się urodził. Jedynie spichlerza nie poznał, gdyż poprzedni sam spalił.
Spojrzał z przerażeniem na ludzi wychodzących tłumnie z pobliskiego kościoła. Mignęła mu ciemna sylwetka Desana.
Rzucił się za nim.
- Desan, niee! NIE TUTAJ! Deportujmy się! Błagam! – krzyczał biegnąc za nim, lecz podniecony do granic możliwości czarodziej nie słyszał go. W głowie miał tylko formułki wymyślonych zaklęć. Widział już dokładnie sylwetki najbliższych ludzi, lecz oni nie dostrzegali go jeszcze.
- Crucio – warknął Desan i Godryk zobaczył jak jego stary już sąsiad pada na kolana i wyje z bólu.
- Impero.
Mały chłopiec rzucił się matce do gardła i zaczął dusić ją na śmierć. Godryk nadal był za daleko by powstrzymać Desana, a nie chciał robić mu krzywdy magią. Biegł nadal wydzierając się wniebogłosy i patrząc jak kolejne osoby, które znał z dzieciństwa padają z krzykiem przed nimi. W końcu Desan wciągnął powietrze i z szaleństwem w oczach krzyknął:
- Avada Kedavra!
Godryk zobaczył jak młoda, śliczna dziewczyna osuwa się martwa na ziemię. Poznał w niej ośmioletnią niegdyś Annę o którą bił się z chłopcami i marzył, by została w przyszłości jego żoną. Jego księżniczką. Poczuł w sobie wściekłość, wyciągnął różdżkę.
- Drętwota!
Desan upadł, wypuszczając różdżkę. Szybko wstał zdezorientowany patrząc na podbiegającego do niego Gryffindora. Widząc łzy spływające mu po policzkach zdążył tylko powiedzieć:
- Co do chol...
- Crucio! – wrzasnął Godryk, patrząc z płaczem jak czarodziej którego miał za ojca krzyczy z bólu. Cofnął zaklęcie.
- Godryk, co się...
- Crucio!] – rzucił zaklęcie przełykając łzy i patrząc z nienawiścią na Desana. Nadal czuł złość, ale już nie na niego tylko na siebie. Dał się wykorzystać, został omamiony potęgą złej magii. To przez niego zginęli ludzie, których znał. Zginęła słodka Anna. Widział to w końcu.
Cofnął zaklęcie.
Desan dyszał ciężko, klękając na ziemi. Godryk stanął nad nim, rękojeść Excalibura zalśniła na słońcu.
- Zatrułeś mnie, Desanie. Wykorzystałeś do swoich niecnych celów. Moimi rękoma uśmierciłeś tych dobrych, biednych ludzi. Dzięki Tobie mam na dłoniach śmierć wielu. Śmierć Anny. Śmierć Talamona Talenhala. Śmierć twoich niewolników. Śmierć dziesiątek wieśniaków. Już zawsze będę o tym pamiętał. Zawsze będzie to plamiło moje czyny, gdyż naznaczyłeś mnie na początku i już na zawsze z tym zostanę. Gryf będzie palił moje serce za każdym razem, gdy zrobię dobry uczynek, a muszę zrobić ich naprawdę wiele, by móc znów być dobry. I Wielki. Jednak teraz zrobię choć jeden. Żegnaj Desanie.
- Godryk, proszę... – zaczął przerażony czarodziej, lecz Gryffindor mu przerwał.
- Wymażę twoje imię z historii czarodziejów i ludzi. Nikt nie będzie już pamiętał o Desanie Szaleńcu.
Avada Kedvara
~~
Tutaj kończy się historia młodości Godryka Gryffindora. Przeszedł on wiele w swoim życiu, by móc stać się takim Godrykiem jakiego go znamy. Dobrym i Szlachetnym. Odważnym. Zaliczył upadek, który nauczył go szacunku do dobrej magii, białej. Tej jedynie słusznej i prawdziwej. Już wówczas narodziła się w nim chęć nauczania młodych, porywczych czarodziejów. Wiedział jak łatwo ich omamić, gdyż przeżył to na własnej skórze. Chciał przestrzec młodych chłopców przed czarną magią i złą stroną ich mocy.
Tymczasem chcąc czynić dobro udał się do wszystkich królów i książąt zgromadzonych nad jeziorem Loch Eil. Chciał pokonać hydrę, by zarówno ludzie jak i czarodzieje mogli czuć się bezpiecznie. Nawet nie wiedział jak bardzo ta decyzja zmieni losy czarodziejów.
Wow, długo czekałem na kontynuację twojej opowieści, ale przyznam, że spodziewałem się czegoś innego np. ucieczki Godryka i wypuszczenia niewolników, a tu takie coś