Kolejne morderstwo wstrząsa mieszkańcami Hogwartu. Czy i tym razem odpowiedzialny jest za nie śmierciożerca?
Kryminał napisany na potrzeby turnieju.
Patrzył zamglonym wzrokiem chcąc zobaczyć niebo, jednak drzewa rosły zbyt gęsto. Mógł widzieć jedynie wszędobylską zieleń liści rosnących w koronach tych dostojnych roślin. Każdy wdech sprawiał mu nieopisany ból. Cholibka, wyrwało mu się z ust, gdy próbował podnieść głowę i spojrzeć na swoje ciało. Jego klatka piersiowa unosiła się niesymetrycznie, a jej lewa część była zapadnięta. Z brzucha sączyła się powoli krew, która wsiąkała w gruby płaszcz. Gdzieś w oddali słyszał piski przerażonego Chrobotka, biedak musiał teraz poradzić sobie sam w tym niebezpiecznym miejscu. Nagle usłyszał trzask łamiącego się drzewa, tak bardzo przypominający dźwięk jego łamanych żeber, kiedy strachliwe stworzonko wleciało prosto na półolbrzyma, przewracając go. Nigdy by nie pomyślał, że skończy w tym samym miejscu, w którym widział wcześniej ciała jego dwóch martwych przyjaciół. Tym razem nie będzie nikogo by wynieść kolejne ciało z Zakazanego Lasu. Wśród narastającego bólu poczuł jak jakiś złotawy łeb ociera się delikatnie o jego gęstą brodę. Był to jeden z abraksanów należących do Olimpii, która przyjechała w odwiedziny zaledwie dwa dni temu.
- Powiedz Olimpii żem ją przepraszam. - powiedział charczącym głosem do wielkiego skrzydlatego konia. Resztkami sił uniósł rękę, by poklepać piękne zwierze po karku.
***
Detektyw Benjamin Cradle stał pośród grubych pni sosen i patrzył jak jego zespół szuka śladów wokół ciała gajowego. Zastanawiał się co mogło zabić osobę, która w połowie była olbrzymem. Wiedział ze źródeł, że są oni w pewnej mierze odporni na magię, ale tym razem wyglądało na to, że ktoś użył brutalnej siły by wręcz zmiażdżyć potężne ciało. Usłyszał zbliżający się szelest liści i po chwili zza gęstych zarośli wyszedł jeden z jego pomocników, Damian.
- Szefie, poza stratowanymi kilkoma drzewami i ogólnym zniszczeniu roślinności, nie znaleźliśmy niczego co pomogłoby nam w dalszym śledztwie. Mam za to inną informację. Dwa dni temu do zamku przyleciała dyrektorka Beauxbatons. Jej wóz stoi obok domu ofiary.
- Sądzisz że to jej sprawka? - Benjamin lubił sprawdzać swoich podwładnych. Tym sposobem mógł bardzo łatwo wyćwiczyć przyszłe pokolenie porządnych detektywów.
- Jest półolbrzymką, więc kto wie do czego jest zdolna. Może musiała się na kimś wyżyć?
Benjamin wywrócił oczami słuchając tak prostackiego podejścia do sprawy. Damian był jednym z młodszych ludzi pracujących w zespole Cradle'a i często posługiwał się szeroko przyjętymi stereotypami.
- I tylko dlatego przybyła z Francji, żeby zabić gajowego? Nie pozwól by uprzedzenia i niepotwierdzone fakty zamgliły twoje myślenie. Gdzie ona jest?
Damian spochmurniał słysząc taką uwagę. Uniósł dumnie głowę starając się brzmieć jak najbardziej profesjonalnie. Benjamin wiedział, że chłopak będzie na niego obrażony przez najbliższy czas, ale był gotowy to znieść o ile tamten wszystko przemyśli i przyswoi sobie tą lekcję."Nigdy nie pozwól, byś uznał za prawdę to, co chcesz by prawdą było". Powtórzył jak mantrę pierwsze zdanie, jakie usłyszał od swojego przełożonego, gdy po raz pierwszy miał pomóc w poszukiwaniach.
- Na czas śledztwa poprosiliśmy by zamieszkała w jednym z pokojów w zamku, przeznaczonych dla gości. Chciała zostać w chatce ofiary, ale na szczęście udało nam się jej wytłumaczyć, że musimy dokładnie przeszukać budynek.
Cradle ruszył w stronę ścieżki, którą przybył tu rano z Hogsmeade. Korzystając z chwili, rozmyślał nad jakimkolwiek logicznym motywem, który mógł popchnąć kogoś do tak brutalnego morderstwa gajowego. Las zaczął się przerzedzać, a mimo to żadne rozwiązanie o którym Benjamin pomyślał, nie wyjaśniało wszystkiego co do tej pory wiedział. Zza gęstej zieleni wyłoniły się chłodne i niewzruszone, mimo wszelkich przeciwności, mury zamku Hogwart.
***
Zapukał w ciężkie drewniane drzwi, które po chwili otworzyła mu najwyższa kobieta jaką do tej pory widział. Jej buty na obcasie przypominały wielkością sanie. Ubrana była w czarną, atłasową suknię i uśmiechała się przyjaźnie do detektywa.
- Madame Maxime, chciałem porozmawiać z panią o Hagridzie.
- Ni ma go tu. Ci panowi mówili mi zie się zgubil.
To było bardziej niż krępujące. Miał wrażenie, że jego podwładni powiadomili Olimpię o tym, co zaszło w Zakazanym Lesie.
- Nie, on się nie zgubił. Pan Hagrid nie żyje.
Uśmiech zniknął z twarzy kobiety. Machnęła ręką i podeszłą do okna, z którego mogła patrzeć na chatkę gajowego, koło której stał wielki niebieski powóz, który wręcz błyszczał, gdy wieczorne promienie słońca padały na jego ściany.
- On za muodi by umzieć. Obiecal zie wróci. W końcu nie bił sam.
To była jakaś nowa wiadomość. Ktoś poszedł wraz z gajowym do lasu. Może to śledztwo zakończy się szybciej niż wcześniej sądził.
- Ktoś był z nim w tamten wieczór? - starał się brzmieć profesjonalnie, jednak nie udało mu się ukryć nutki ekscytacji spowodowanej znalezieniem nowej poszlaki.
- Tak. Jak 'Agrid wróci, to wam wszystko opowi. Obiecal.
- Ale już mówiłem, że pani mąż nie...
- Tak, zie nie wróci. - Przerwała mu. Jej wzrok błądził po pokoju aż w końcu zatrzymał się na wielkim bukiecie polnych kwiatów. Olimpia uśmiechnęła się radośnie, po czym spojrzała na detektywa. W jej oczach widać było szaleństwo. - Ale ja panu mówi, on mi obiecal, w końcu jutro jest nasza rocznica. Pewnie to przez jego nieokrzesani i za kilka godzin o poranku pojawi sie tu jak gdibi nigdi nic. Pewnie Feliks mu to podpowiedzial.
- Sądzi pani, że ktoś imieniem Feliks był wtedy z Hagridem w Zakazanym Lesie?
Olimpia popatrzyła na detektywa jak na przygłupa, który nie potrafi zrozumieć prostego związku przyczynowo-skutkowego. Benjamin poczuł się jak uczniak, który nie zdążył pojąć nowej lekcji, ale wolał nie wdawać się w dyskusje o tym z kimś o wiele silniejszym od niego samego i do tego nie myślącym racjonalnie. Teraz zależało mu jedynie na zdobyciu jak największej ilości szczegółów dotyczących okoliczności zabójstwa.
- Ni ktoś. Felix to eliksir. `Agrid wypil szcześci i poszedł do lasu z Chrobotkiem, jego pupilkiem.. Obiecal zie wróci.
Madame Maxime zapatrzyła się w stronę Zakazanego Lasu, jakby czekając na chwilę, w której Hagrid wyjdzie z niego jak gdyby nigdy nic. Nie odpowiadała też na żadne dalsze pytania detektywa, nie zwracając w ogóle uwagi na to, że ten stoi obok niej. W końcu Benjamin poddał się i wyszedł na korytarz pierwszego piętra. Dowiedział się przynajmniej, że w całą sprawę zamieszany jest Felix Felicis, więc skierował swoje kroki do lochów, gdzie miał nadzieję porozmawiać z obecnym mistrzem eliksirów. Wydał kilka poleceń swojemu zespołowi i tym razem użył jednego ze skrótów, by szybciej dotrzeć na miejsce. Serce zaczęło mu szybciej bić, gdy zbliżał się do gabinetu opiekuna ślizgonów. Zajrzał do środka przez uchylone drzwi i zauważył podejrzanego, który jakby czekał na niezapowiedzianego gościa, zajadając kandyzowanego ananasa.
- Profesorze Slughorn, mamy poważne podejrzenia, by sądzić, że jest pan powiązany z zabójstwem gajowego Hogwartu. Dowiedzieliśmy się, że ktoś zaopatrzył go w dawkę eliksiru szczęścia.
Nauczyciel pokręcił ze smutkiem głową jakby odganiając od siebie złe duchy.
- Jestem niewinny. Niby w jakim celu miałbym to zrobić? Poza tym Hagrid był w połowie olbrzymem. Nawet nie wiem czy eliksir by na niego zadziałał.
Takie same obawy co do działania magicznych mikstur na półolbrzymy miał i Cradle. Zmienił więc ton, na nieco mniej natarczywy.
- Powiedzmy, że panu wierzę. Co zatem robił pan wczorajszej nocy i czy wie pan kim jest Chrobotek? Podobno gajowy wyszedł z nim na spacer tamtej nocy.
Na twarzy mistrza eliksirów pojawił się wyraz ulgi zmieszanej ze zdziwieniem. Wypuścił powietrze z płuc i już bardziej pewny siebie zaczął wszystko tłumaczyć.
- Wczoraj? Po kolacji poszedłem do swojego gabinetu, by przyszykować się na zebranie Klubu Ślimaka. Mogę wskazać dziesięciu uczniów, którzy to potwierdzą. Chrobotek to sklątka tylnowybuchowa. Liczyłem na to, że jak kiedyś podrośnie, to będę mógł zebrać jej śluz w celach naukowych. Nie rozumiem jednak czemu Hagrid poszedł z nim na spacer. Od miesięcy, kiedy podrósł, trzymał go w klatce. Wiedział jak sklątki potrafią być niebezpieczne.
W gabinecie nagle rozległo się pukanie. W drzwiach stał zniecierpliwiony Damian, który wręcz palił się by przekazać raport z dalszego śledztwa. Poczekał jednak aż detektyw do niego podejdzie. Nie chciał przekazywać poufnych wieści przy potencjalnym podejrzanym.
- Detektywie, przesłuchaliśmy wszystkich nauczycieli i duchy. Nie dowiedzieliśmy się od nich zbyt wiele. Jedynie Krwawy Baron przekazał nam wiadomość, że widział jak ofiara wracała dzień przed wypadkiem z Hogsmeade. Podobno niósł w ręku małą buteleczkę i wielki bukiet kwiatów.
Cradle aż wzdrygnął się na wspomnienie ducha Slytherinu. Żaden ze znanych mu duchów, a w swojej karierze poznał ich wiele, nie przerażał go tak jak Krwawy Baron. Srebrne plamy krwi i łańcuchy, które nosił na znak swojej winy dodawały mu mrocznego charakteru. Detektyw zmusił się jednak, by wrócić myślami do rozwiązywania zagadki.
- Czyli to robota kogoś spoza zamku. - powiedział szeptem bardziej do siebie.
- Przeszukaliśmy też dom ofiary. Potwierdziły się zeznania Madame Maxime i Krwawego Barona. Znaleźliśmy pustą buteleczkę na której widniała plakietka "Felix Felicis". Sprawdziliśmy jej zawartość. Nie zawierała ona eliksiru szczęścia.
To była jak na razie najbardziej zaskakująca wieść. Działanie tego konkretnego eliksiru idealnie pasowałoby do wydarzeń, które nastąpiły po jego spożyciu.
- W takim razie co wypił gajowy, zanim poszedł do Zakazanego Lasu?
- W buteleczce był eliksir euforii - Damian zrobił tu krótką przerwę, jakby próbując zebrać słowa odpowiednie do makabrycznego szczegółu, który odkryli. - Było tam też coś jeszcze. Na ściance znaleźliśmy też włókno z serca hipogryfa.
- To nie ma sensu. Czemu zabójca chciałby świadomie dać nam wskazówkę? - zastanawiał się Benjamin. Nigdy wcześniej nie spotkał się z tak jawnym pozostawieniem śladu. - Chyba, że chciał by wszyscy się dowiedzieli - Zrozumienie przyszło nagle. Detektyw stał chwilę z rozwartymi ze zdumienia oczami przypominając sobie, kto miał kiedyś zabić hipogryfa o imieniu Hardodziob. Ta sama osoba zginęła z rąk ofiary podczas bitwy o Hogwart. Zabójca chciał by wszyscy wiedzieli, kto zemścił się na Hagridzie. - Przekaż wszystkim oddziałom aurorów, by złapali Waldena Macnaira Juniora.
Z tego co pamiętam, to ta praca zajęła u mnie trzecie miejsce.
Głównie ze względu na postać Hagrida, która wydaje się być taka poczciwa, a ty ją bezczelnie zabijasz. No ale cóż, na tym w dużej mierze polega kryminał. Półolbrzymy umierają i nic się na to nie poradzi.
Tak jak wspomniałam w komentarzu konkursowym, podoba mi się reakcja Olimpii. Taka bezradność i wyparcie. Bezsilność w trakcie żałoby.
Podmiana eliksirów - banalna i przewidywalna, ale mimo wszystko ciekawa.
Trochę ciężko czyta się dialogi, są dość... toporne, jakby były wymuszone. Ale pewnie to się da jeszcze wyrobić ; )
Następnym razem nie rób takich dużych przerw pomiędzy wypowiedziami, bo cały tekst masakrycznie się rozjeżdża i bardzo ciężko się czyta.