 |
Dziesiątki przerażonych par oczu bezradnie przypatrywało się, jak Ślizgon przybliża się do Luny.
Najpierw delikatnie odepchnął od siebie Demelzę, która natychmiast czmychnęła w bok, wyciągając różdżkę, i błyskawicznie chwycił w pasie Lunę. Cofnął się powoli. Kompletnie ignorował wycelowane w niego różdżki. Przyglądał im się uważnie zdrowym okiem, poprzez spryskaną krwią twarz. Luna tylko wpatrywała się w nich swymi niebieskimi, przerażonymi teraz oczami. Ron chlipał cicho, nie mogąc się z bólu podnieść. Wiele by dał, by jej pomóc.
- No, moi drodzy - warknął Jankovski. - Nie róbcie lepiej nic głupiego, bo zrobię krzywdę tej uroczej dziewuszce.
Lupin zmarszczył groźnie brwi, zaciskając spoconą dłoń na różdżce.
- Wypuść ją, a obiecuję, że nie wysysają z ciebie duszy od razu - warknął.
Ślizgon roześmiał się.
- Myślicie, że tak po prostu dam się zamknąć?
Jego ruch był błyskawiczny. Wycelował różdżkę i machnął nią energicznie w bok.
- INCARERCUS! - wrzasnął.
Promień trafił w stojącą na uboczu, nieświadomą zagrożenia Ginny.
Cienkie liny w zaledwie sekundę oplotły całe jej ciało. Ślizgon pociągnął różdżkę, szepnął niezrozumiale jakieś słowo i za chwilę Ginny lewitowała już kilka metrów nad ziemią.
- NIEEE! - ryknął histerycznie Ron, nadal trwając w pozycji pół leżącej.- NIEEE! Łapcie tego bydlaka! To są dwie najbliższe mi osoby!!!
Słysząc to, Hermiona spojrzała na Rona z mieszaniną oburzenia, wzgardy i zgorszenia.
"Kretyn - pomyślała. - A więc moje przypuszczenia były słuszne. To ułatwia sprawę..."
Jankovski spuścił tymczasem różdżkę niżej. Zaklęcie przestało działać. Ciało Ginny runęło w dół.
- UWAGA! - krzyknął Lupin.
Kilku aurorów przyskoczyło, by ją złapać. W ostatniej chwili udało się. Harry i Ron jednocześnie westchnęli z ulgą. Za chwilę Ginny została szybko uwolniona z lin.
Korzystając z zamieszania Jankovski rzucił się wtenczas do szaleńczej ucieczki wraz z Luną.
- Nie pozwólcie mu uciec! - krzyknęła McGonagall.
Lupin, Hermiona, Demelza i aurorzy jak jeden mąż rzucili się w pościg za szaleńcem.
- Nie... - szepnął Harry, próbując się podnieść, lecz rwący ból w kolanach nie pozwalał wstać.
Ron zawył przeraźliwie, podnosząc straszliwy lament na cały stadion, także nie mogąc się podnieść, choć walczył z bólem.
- NIE DAJCIE MU JEJ SKRZYWDZIĆ!!!
- Otoczcie boisko - rozkazał Lupin. Aurorzy rozbiegli się na wszystkie strony.
Ślizgon w biegu ciskał w nich uroki, które Lupin jednak zręcznie odbijał, mimo iż widać było, że jest niepewny i zdenerwowany.
Jankovsi zatrzymał się w końcu. Rękę z wyciągniętą różdżką trzymał teraz na barku Luny, tuz przy jej policzku, ocierając o niego. Stamtąd też miotał klątwy.
- Nie strzelajcie - krzyczał Lupin. - Możemy trafić ją!
Jedno z zaklęć tamtego spaliło na popiół kolorowy namiot niedaleko Harry'ego.
Wreszcie Ślizgon przerwał ostrzał, wpatrując się w nich. Luna rzucała błagalne spojrzenia.
- Spróbujmy zawrzeć układ - rzekł spokojnie Jankovski. - My dacie wolność mi, a ja tej dziewczynie. Chociaż... jak sama mówi, ma wiedzę. A ja mogę ją wykorzystać, po tym jak ją mi wyjawi...
Lupin ścisnął wściekle różdżkę.
- Remusie, nie! - upomniał jeden z aurorów.
- Zastanów się, Jack - szepnął Lupin. - Nie uciekniesz. Otoczyliśmy cały teren. Mamy twoich wspólników. Będą wiedzieli, gdzie cię znaleźć.
Jankovski uśmiechnął się tylko chytrze. Pchnął różdżką Lunę.
- Nasza mała marzycielka chyba chce coś powiedzieć - rzekł.
Luna patrzyła na nich przez zaszklone łzami oczy.
- Błagam was... nie strzelajcie... - szepnęła cicho. - On zabije siebie i nas... wszystkich... To szaleniec...
Jankovski położył jej dłoń na ustach i ścisnął za włosy.
- DOSYĆ! - warknął.
"Co ten bałwan wyprawia? - pomyślała Hermiona. - Tego nie było w planie... Zaraz coś zawali. Skoro tak, skończę z tym sama... Dla własnej chwały."
Ślizgon cofnął się kolejnych parę metrów dalej. Luna skorzystała z chwili jego nieuwagi i gdy był zwrócony do tamtych szarpnęła się, wyrywając z jego silnego uścisku. Jankovski warknął ze złością i wycelował w nią różdżkę. Luna zastygła na ułamek sekundy w bezruchu i za chwilę jękiem bólu upadła na kolana. Chłopak złapał ją za włosy, przyciągając do siebie. Luna szlochała cicho.
- Użył Cruciatusa przez leglimencję! - wychrypiał w wyrazie przerażenia i zdumienia auror z prawej.
Hermiona nie miała czasu zwracać na nich uwagi. Dano jej już umówiony sygnał. Stanęła z boku, wycelowała różdżkę i krzyknęła:
- IMPEDIMENTO!
Zaklęcie trafiło Ślizgona prosto w pierś. Zachwiał się i za chwilę poleciał do tyłu, wypuszczając z rąk różdżkę i Lunę.
Aurorzy pochwycili go błyskawicznie. Zdążył jednak jeszcze zwalić z nóg jednego z nich błyskawicznie wystrzelonym oszałamiaczem.
- Puszczajcie mnie! - warknął.
- I kto tu jest przegrany? - zadrwił Lupin. - Dobra robota, Hermiono...
Hermiona nie zwróciła na niego uwagi. Podbiegła do Luny i szepnęła, niedosłyszalnie dla Lupina i wszystkich innych:
- Świetnie się spisałaś. Doskonale grałaś przerażenie i rozpacz.
Luna poprawiła sobie potargane jasne włosy.
- Mogłaś to zorganizować lepiej - syknęła z wyrzutem. - Przez moment myślałam, że naprawdę chce mnie zabić!
- Nie rozumiem, po co on chciał zabić Harry'ego. Wystarczyło, że go doprowadzi do wypadku...
- I tak udało się wszystko, teraz musi się aportować.
Luna bez najmniejszego wysiłku podniosła się ziemi i otrzepała szatę. Na jej obliczu nie było nawet śladu strachu, rozpaczy i błagania, obecnych tam jeszcze przed chwilą.
- Ci idioci bez wahania uwierzyli we wszystko. Ten udawany Cruciatus. Znakomicie symulowałaś, że wrzeszczysz z bólu. A tamci nawet się nie spostrzegli, że z różdżki Jacka nie poleciał promień - szepnęła Hermiona, oglądając się niespokojnie na aurorów. Ci jednak nadal byli zajęci obezwładnianiem Jankowskiego, którzy szarpał się jak szalony.
- Mógłby jednak trzymać mnie nieco delikatniej - szepnęła jasnowłosa, nie kryjąc urazy.
- A Harry, he, he, naprawdę się bał.
- Jesteś bez serca - prychnęła z uśmiechem Luna.
Hermiona odgarnęła włosy.
- Chodzi tu o moją przyszłość - rzekła spokojnie.-A on... niech to będzie dla niego próba przed ostatecznym.
- Kapitalna z ciebie aktorka, Luno - powiedziała Demelza, która dyskretnie do nich podbiegła. - Ale jak ci się udało sfingować ten płacz i cierpienie?
- Mam ten dar od dziecka - odparła cicho dziewczyna. - Mogę u siebie wywoływać płacz kiedy tylko zechcę.
- Nieźle - szepnęła Hermiona. - Ale teraz macie robić to, co wam każę.
Obejrzała się kolejny raz. Aurorzy już powalili Ślizgona i teraz prowadzili go przez boisko, choć ten nie przestawał się szarpać i miotać przekleństw. Lupin szeptał do nich jakieś polecenia. Na ich widok pomachał ręką.
- W porządku, Luno? - zawołał.
- Tak, naturalnie - odrzekła Luna, symulując szok.
- To dobrze, twój ojciec nie darował by nam, gdyby coś ci się stało.
Zamieszanie nie ustało. Po pobojowisku nadal krzątali się uczniowie i aurorzy. Pani Pomfrey i magomedycy, którzy zjawili się niewiadomo skąd, krzątali się przy rannych. Lupin zajął się cuceniem nieprzytomnego Seamusa.
Zaklęcia niestety nie uleczyły ran Harry'ego i Rona. W dalszym ciągu nie mogli się podnieść. Gdy jednak pokonano ostatniego ze Ślizgonów wnosili okrzyki triumfu i chwalili Hermionę. Gdy uwolniono Lunę, Ron wydał z siebie okrzyk radości. Teraz wyrywał się magomedykom, ignorując rozległy krwotok, próbując się podnieść o własnych siłach.
Harry obserwował to wszystko klęcząc z boku, zapominając na chwilę o bólu. Nieoczekiwanie mocny kopniak uderzył go w żebra. Syknął z bólu i odwrócił się. Zobaczył wykrzywioną w nienawiści twarz Prosky'ego. Ledwie się odwrócił, cios w podbródek posłał go na ziemię. Rąbnął tyłem głowy o murawę. Miał wrażenie, że uchodzi z niego życie. Prosky zamierzył się do następnego ciosu, ale za chwilę silne ręce aurorów powstrzymały go.
- Jeszcze się policzymy, Potter! - warknął Prosky. -Przysięgam, to jeszcze nie koniec!!!
Zamglonymi, obolałymi oczami Harry rzucił mu ostatnie spojrzenie. Długie i przenikliwe, zmrużywszy posiniaczone oczy. Pomyśleć, że uważał tego chłopaka za przyjaciela! Postanowił, że wytrzyma jego spojrzenie.
- Zabierzcie go! - zawołał jakiś głos. Jego właściciel położył po ojcowsku rękę na ramieniu Harry'ego. Ślizgona wyprowadzono dalej. Zdążył jednak mściwie się uśmiechnąć.
- Byłeś dzielny, Harry -powiedział Lupin. - Walczyłeś do upadłego. Rodzice, Syriusz i Dumbledore byliby z ciebie dumni.
Harry wcale nie czuł w tej chwili dumny, ale z jakiegoś sobie nawet nieznanego powodu był wdzięczny za te słowa.
- Dean Thomas nie żyje! - zawołała McGonagall.
Rozległy się zduszone okrzyki. Harry'emu pociemniało w oczach. Zabił go. Zabił Dean'a... Zabił człowieka. Potem już tylko zemdlał. Uśmiech triumfu wykwitł niezauważalnie na twarzy Hermiony.
***
Różne były później relacje z tej tragedii. Wiele świadków i interesantów próbowało spisać przebieg zdarzeń jak najrzetelniej. W końcu najpopularniejsza stała się relacja z Proroka Codziennego pomieszana z zapiskami jednego z uczniów.
Harry, Ron, Seamus i kilka innych osób z ciężkimi obrażeniami wylądowało w skrzydle szpitalnym. Nie wiadomo, czy Ron odzyska kiedykolwiek pełną sprawność psychiczną, również obrażenia głowy Harry'ego dawały do myślenia, ale ten starał się o tym nie myśleć.
Dean Thomas nie przeżył. Szok, przerażenie. Oto, jakie uczucia wywołał ten przypadek. Z Hogwartu zabrano następne trzy czwarte uczniów. Prorok Codzienny nie zostawił suchej nitki na profesorach Slughornie i McGonagall, a także środkach ochrony Hogwartu. Niektórzy grzmieli nie tylko o nienawiści magicznej, ale i... rasowej. Dean Thomas był czarny, a tamci rzucali obelgi. Nikt jednak nie potraktował tych oskarżeń poważnie.
Wielkie pochwały zyskała natomiast uczennica klasy siódmej Hermiona Granger, poprzez swój bohaterski czyn jakim było zaatakowanie uciekającego Ślizgona. Minister Rufus Scrimgeour od razu zapewnił publicznie, że może po ukończeniu szkoły liczyć na posadę aurora bez testów.
Jankowski i jego trzech kolegów, jak się okazało, działali całkowicie niezależnie. Cała czwórka lubowała się zawsze w brutalnych rozgrywkach. Tę akcję planowali od dawna. Pierwszym ich celem stał się Draco Malfoy; pod koniec zeszłego roku, jeszcze przed tajemniczą śmiercią dyrektora Albusa Dumbledore'a, sterroryzowali Malfoya i brutalnie go pobili. Wymusili na nim rezygnację z funkcji szukającego i prefekta, grożąc śmiercią. Jak się również wydało, pod wpływem klątwy Imperius znajdowała się pani Hooch, nauczycielka latania w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Dlatego nie reagowała.
Wszystko po to, by w roku następnym dokonać tej masakry. Nie mieli żadnych powiązań z Tym, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Bez odpowiedzi pozostają jednak pytania, skąd tak doskonale znali Czarna Magię, kto jej ich nauczył i jak udało im się przechytrzyć wszystkie środki bezpieczeństwa Hogwartu.
Dziś dwóch z nich siedzi już w Azkabanie. Trzeci, ich przywódca, w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach zniknął bez śladu w więzieniu. Choć jest to raczej niemożliwe, wszystkie ślady wskazywały na to, że się aportował. Jeżeli przeżył, wątpliwe jest, by długo cieszył się życiem i wolnością. Mimo to, w sercach Harry'ego i Rona wywołało to trwogę, a byli znakomicie pilnowani całą dobę.
Jeszcze większe poruszenie i zgrozę wywołała wiadomość o uniewinnieniu Stanley'a Prosky'ego, czwartego ze sprawców, choć Harry i Ron go obciążyli. Było jasne, że, podobnie jak trzech kolegów, także on chciał ich zabić. Umierali ze strachu na myśl, ze wróci do Hogwartu zastawszy ich przykutych do łóżka.
Ron przysięgał, że Prosky jest w tajemniczy sposób związany z uczennicami Hogwartu, w tym z jego siostrą. Nie potwierdziła tego żadna z uczennic, również Ginny. Ostatecznie paplanie Rona uznano za szok pourazowy i przeniesiono go do Św. Munga.
W św. Mungu wylądowali również Vincent Crabbe i Gregory Goyle, pomocnicy mrocznej czwórki, z czego ten drugi jest w stanie krytycznym po upadku z miotły. Czeka ich długa rehabilitacja.
Obecność Harry'ego Pottera i jego przyjaciół w tych zdarzeniach jest prawdopodobnie wyłącznie dziełem przypadku. Harry nie przypuszczał przecież, że choćby na chwilę wróci do Hogwartu, co więcej - zagra mecz. Dziś mówi, że kiedy tylko wydobrzeje, opuści szkołę. Czekają go przecież jeszcze groźniejsze starcia.
Tak, czy inaczej, ofiarą ataku mogła paść równie dobrze inna grupa młodzieży.
*NO, to na razie koniec.
Już wkrótce kolejne nieznane wydarzenia z życia Harry'ego i jego przyjaciół...
|
 |