Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: PaulaSmith

Numer stworzyli: Sam Quest, Takoizu, Krnabrny, CoSieDzieje, Angelina Johnson, Aneta02, monciakund...
>> Czytaj Więcej

Pojedynki czarodziejów

Kategoria: Świat magii
Autor: Prefix użytkownikaania potter

O sposobie rozwiązywania sporów w świecie czarodziejów
>> Czytaj Więcej

Która wiedźma? - tes...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Test zamieszczony na Pottermore.
>> Czytaj Więcej

Życie i kłamstwa Alb...

Kategoria: Inne
Autor: Prefix użytkownikaania potter

Powstanie biografii Albusa Dumbledore'a napisanej przez Ritę Skeeter
>> Czytaj Więcej

Miecz Godryka Gryffi...

Kategoria: Magiczne przedmioty
Autor: Prefix użytkownikaania potter

Kilka słów o tajemniczym mieczu legendy Hogwartu.
>> Czytaj Więcej

Buchorożec

Kategoria: Stworzenia
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Buchorożec to jedno z magicznych stworzeń znanych głównie z filmu "Fantastyczne Zwierzęta i jak j...
>> Czytaj Więcej

14 lat HPnet!

Kategoria: HPnet
Autor: Prefix użytkownikaRebecca Conran

Raport z najgorętszych urodzin w roku
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

Precedens

Tytuł: Precedens
Gatunek: Miniaturka
Autor: Prefix użytkownikaLegere_Libris

Fandom: Harry Potter<br /> Postacie: Tiara Przydziału, Godryk Gryffindor, Helga Hufflepuf, Rowen...
>> Czytaj Więcej

Mój całkiem wła...

Tytuł: Mój całkiem własny dziadek
Gatunek: Miniaturka
Autor: Prefix użytkownikaLegere_Libris

Fandom: Harry Potter Postacie: Albus Severus Potter, Harry Potter, Severus Snape Gatunek: Minia...
>> Czytaj Więcej

Zdjęcia

Tytuł: Zdjęcia
Gatunek: Miniaturka
Autor: Prefix użytkownikaLegere_Libris

Fandom: Harry Potter Postacie: Harry Potter, Petunia Dursley Gatunek: Obyczajowe/miniaturka
>> Czytaj Więcej

Trochę odwagi

Tytuł: Trochę odwagi
Gatunek: Miniaturka
Autor: Prefix użytkownikaLegere_Libris

Fandom: Harry Potter Pairing/postacie: Nuna, Luna Lovegood i Neville Longbottom Rodzaj: miniatu...
>> Czytaj Więcej

Czy pozostała c...

Tytuł: Czy pozostała choć nadzieja?
Gatunek: Miniaturka
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Stłamszony nienawiścią i strachem Hogwart. Niepewność i panika ogarniająca mieszkańców zamku nie ...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Ostatnia Wiecze...

Tytuł: Ostatnia Wieczerza Hovertów
Seria: Zemsta jest najgorszym napędem
Gatunek: Obyczajowe
Autor: Prefix użytkownikaKrnabrny

Ostatni wieczór szanowanej rodziny Hovertów. I nie tylko ich.
>> Czytaj Więcej

Ku chwale!

Tytuł: Ku chwale!
Gatunek: Poezja
Autor: Prefix użytkownikaKrnabrny

Ku chwale najpotężniejszego z domów oczywiście :D
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 42
Administratorzy online: 1
Aktualnie online: 0 osób
Łącznie na portalu jest
44,631 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 250
Było: 16.01.2020 20:17:01
Napisanych artykułów: 1,065
Dodanych newsów: 10,167
Zdjęć w galerii: 21,326
Tematów na forum: 3,739
Postów na forum: 315,087
Komentarzy do materiałów: 220,381
Rozdanych pochwał: 3,242
Wlepionych ostrzeżeń: 4,152
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  HUFFLEPUFF!

Gryffindor
Punktów: 610
uczniów: 3348
Hufflepuff
Punktów: 829
uczniów: 3308
Ravenclaw
Punktów: 609
uczniów: 4033
Slytherin
Punktów: -5
uczniów: 3407

Ankieta
Dumbledore zakazał opuszczania Hogwartu z powodu zarazy. Jak sobie radzisz?

idę do biblioteki i wertuję wszystkie książki. Muszę wiedzieć wszystko o tej zarazie!
13% [19 głosów]

nic sobie nie robię z kwarantanny i tajnym przejściem wymykam się do Trzech Mioteł. Kremowe piwo to świetne antidotum!
8% [12 głosy]

zamykam się w lochach i próbuję uwarzyć Eliksir Odpornościowy, zanim wszyscy padniemy jak bahanki
18% [26 głosów]

szwendam się po korytarzach, liczę obrazy i segreguję je na te w złotych i srebrnych ramach. Ta wiedza na pewno mi się przyda
9% [13 głosy]

kradnę zapas mydła i papieru toaletowego z Łazienki Prefektów. Żaden wirus mi niestraszny, kiedy mogę wytapetować dormitorium papierem!
6% [9 głosów]

ustawiam się w kolejce pod kuchnią, żeby zrobić zapasy. Wpuszczają po jednej osobie
10% [14 głosy]

proszę opiekuna domu, żeby przydzielił mi jednoosobowy pokój. Jakoś niewyraźnie się czuję
5% [7 głosów]

zastanawiam się, kogo w szkole nie lubię najbardziej, żeby móc na niego nakaszleć. O, idzie Malfoy
30% [43 głosy]

Ogółem głosów: 143
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 25.03.20

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
Hufflepuff[PN]Warren Samuel Wilson ostatnio widziano 27.05.2020 o godzinie 01:41 w Sowiarnia
Personel Pomona Sprout ostatnio widziano 25.05.2020 o godzinie 19:50 w Sowiarnia
Hufflepuff[PN]Warren Samuel Wilson ostatnio widziano 24.05.2020 o godzinie 22:37 w Sowiarnia
HufflepuffLouise Lainey ostatnio widziano 24.05.2020 o godzinie 16:39 w Klasa Starożytnych Run
Personel Pomona Sprout ostatnio widziano 23.05.2020 o godzinie 22:35 w Sowiarnia
Hufflepuff[PN]Warren Samuel Wilson ostatnio widziano 23.05.2020 o godzinie 21:48 w Sowiarnia
[Z] To się działo na początku
Opowieść o założycielach Hogwartu i nie tylko.
Autor: Prefix użytkownikagordian119
Gatunek: Przygodowe
Ograniczenie wiekowe: +16
Przeczytano 12246 razy.
Rozdziały: [1], [2], [3], [4], [5], [6], [7], [8], [9], [10], [11].
Rozdział 11. Czarne owce
Dwie historie łączą się w jedną.
To dziwne uczucie pojawiło się nagle i niespodziewanie. Na swoich policzkach poczuła jakieś szorstkie ciało stałe, coś jakby wyjątkowo stara i zaniedbana szczotka albo nienaturalnie sucha i ostra słoma. Chwilę później zdała sobie sprawę z tego, że resztę siebie również ma i na całym ciele czuje mniej więcej to samo – ból powodowany bynajmniej nie niewygodnym materiałem, na którym leżała. Wyczuwała rany na całym ciele: na plecach, na nogach, na ramionach, wszystkie drażnione przez szorstką powierzchnię i wiejący wiatr. Szczególnie mocno bolało ją w okolicach rozrodczych i wydalniczych, tak jakby ktoś rozszarpał jej wnętrzności ostrymi narzędziami. Nie była w stanie się poruszyć, wszystkie jej mięśnie jakby straciły łączność z mózgiem i polecenie wprawienia ich w ruch wydawało się do nich nie docierać. Ale krew ze swoich ust, której słodki smak wyczuła na języku dał jej do zrozumienia, że cały czas żyje, cokolwiek by to oznaczało. Z trudem uchyliła powieki. Cała twarz splątana była w jej mahoniowe loki, wcześniej bujne, gęste, pachnące, teraz brudne, potargane, miejscami powyrywane z głowy. W pewnym momencie ze zdumieniem odkryła, że może poruszyć rękami. Nie była w żaden sposób skrępowana… Podniosła głowę i rozejrzała się dookoła. Leżała na sianie w jakiejś starej, spróchniałej, walącej się stajni. Zniszczone, poczerniałe ściany, dziury w dachu i smród były dowodem na to, że budynek uległ pożarowi. Wcale nie byłoby to dziwne, gdyby to Sasi go spalili. To oni musieli ją tu przywieźć. Pobili ją do nieprzytomności, każdy po kolei zgwałcił, a na końcu, kiedy przestała im być potrzebna, zostawili ją tutaj na skraju życia i śmierci. Łaskawcy przynajmniej mnie nie zabili, pogratulować serdeczności i współczucia, kurwa mać – pomyślała Helga. Jakoś udało jej się podnieść na nogi. Zrobiła parę kroków kulejąc, ale po chwili zakręciło jej się mocno w głowie i upadła z powrotem na ziemię.

- Bazyli, widzisz tę dziewuszkę?
- Co jej jest?
- Żyje?
- Nie wiem, sprawdźmy… - mężczyzna uklęknął przy nieruchomym ciele czarownicy. Zgarnął jej włosy z twarzy i przyłożył jej coś zimnego do ust. – Oddycha!
- Pijana?
- Nie wygląda, raczej nieźle poharatana… Ranna, sukmana rozdarta w kilku miejscach…
- Pewno jakaś dziwka… Zostaw ją, Bernard, nic tu po nas, towar się sam nie odbierze!
- Zwariowałeś? Nie możemy jej tak zostawić!
- Nie mamy czasu! Co nam po niej zresztą…
- Jak to co? A nagroda w niebie za uratowanie ludzkiego życia?
- A skąd wiesz, że to chrześcijanka?
- A pamiętasz przypowieść o miłosiernym Samarytaninie? – dźwięk donośnego wypuszczenia powietrza z płuc.
- No dobrze już, dobrze… Ale co z nią zrobimy?
- Wezmę ją na barki, a potem położymy na wozie i zawieziemy do klasztoru. Opat zdecyduje co z nią zrobić.

Te odgłosy rozmowy dochodziły do Helgi tak, jakby były z innego świata, tak jakby spała, ale jej sen nie był jeszcze aż tak głęboki i do jej głowy dochodziły jakieś losowe, pojedyncze bodźce. Słyszała je, choć jej mózg nie był w stanie tego strawić, nie miał na tyle siły, żeby poza przyjęciem informacji zrobić z nich użytek i sprawić, że dziewczyna cokolwiek z nich zrozumie, że dotrze do niej cokolwiek poza samym brzmieniem dwóch męskich głosów. Poczuła tylko, jak masywne ręce jednego z nich unoszą ją do góry i przerzucają przez ramię tak, że jej głowa zaczęła zwisać ku ziemi. I kiedy przeszli kilkadziesiąt metrów, dziewczynie ponownie zaczęło się kręcić w głowie.
- Chcę... pić... proszę... - wyszeptała, a raczej układała swój aparat mowy w taki sposób, który w normalnych okolicznościach doprowadziłby do wydobycia się z jej ust dźwięków składających się na wypowiedzenie tego zdania, lecz nic z nich nie wypłynęło. W każdym razie nie w tym momencie, bo chwilę później zwymiotowała prosto na plecy mężczyzny, który ją niósł.

- Psss, ojojoj, to się porobiło... - powiedział spokojnie, kładąc ją delikatnie na ziemi. Za to drugi mężczyzna, nazwany wcześniej Bazylim, był iście wstrząśnięty.
- No i widzisz, co narobiłaś? Tak traktujesz swoich dobroczyńców? - krzyczał. - Czekaj no, jak tylko dojedziemy do klasztoru...
- Bazyli, uspokój się, nic się przecież nie stało... - powiedział ten drugi, zdejmując swoje odzienie. - Przecież widzisz, że jest chora. Pewnie nawet nie będzie tego pamiętać, jak dojdzie do siebie.
- Albo udaje... To chyba jakaś saska dziewucha, bo na nic nie reaguje. Mówię ci, Bernardzie, zostaw ją tutaj i uciekajmy stąd, bo jeśli Sasi dowiedzą się, że przetrzymujemy ich kobietę w klasztorze... - ale ten zdawał się go kompletnie go nie słuchać. Po chwili wrócił, z powrotem w czystym ubraniu i z bukłakiem.
- Ale... jak...
- Mam swoje sposoby! - odpowiedział Bernard tonem ucinającym dyskusję. - Ta dziewczyna jest bardzo słaba... Masz, napij się trochę wody! - i podsunął jej bukłak do ust, tocząc z niego nieskazitelnie czystą ciecz w usta Helgi tak, że się zakrztusiła. Po chwili jednak poczuła się zdecydowanie lepiej. Powoli wracały jej siły, przestało jej się kręcić w głowie, mogła dokładnie przyjrzeć się dwóm mężczyznom. Bazyli był wysoki, chudy, a większą część jego ponurej twarzy przysłaniała gęsta, czarna broda. Bernard natomiast był jego niemal całkowitym przeciwieństwem: raczej niski, a już na pewno szerszy niż wyższy, miał rzadkie, siwe włosy i nie aż tak gęstą brodę, a na czole charakterystyczne znamię w kształcie dość dziwnej chmury. Obaj nosili długie, czarne szaty z białą narzutą.
- Ja... - zaczęła Helga dość zdziwiona faktem, że potrafi jeszcze mówić - ...dziękuję.
W odpowiedzi Bernard uśmiechnął się, co paradoksalnie sprawiło, że jego już i tak niezbyt przystojna twarz wykrzywiła się jeszcze mocniej, za to Bazyli pozostał ponury, zmarszczył jedynie czoło jakby się nad czymś zastanawiając.
- Chodź, zabierzemy cię w bezpieczne miejsce, ale najpierw musimy jeszcze coś... załatwić - powiedział spokojnie Bernard, ponownie biorąc dziewczynę na ręce. - Ale nie martw się, to nie potrwa długo, a wrócimy w już nieco bardziej komfortowych warunkach.

Helga tylko się uśmiechnęła, a przez resztę podróży nikt nie odezwał się już ani słowem. Dziewczyna czuła się lepiej nie tylko fizycznie, ale Bernard najprawdopodobniej w jakiś sposób uspokoił jej umysł, jej emocje. Prawdę mówiąc, w tej chwili nie czuła zupełnie nic. Zamknęła oczy i trwała w tym magicznym, jak się zdaje, wyciszeniu. Dwaj mężczyźni dotarli w końcu do jakiejś wioski, z której odebrali konia z wozem pełnym worków, zapewne z jakimś zbożem czy wełną. Na nich ułożyli Helgę, Bazyli usiadł na koźle prowadząc powóz (Nie będę zbliżał się do tej diablicy i tobie też radzę zostawić ją wieśniakom zanim ściągnie na nas kłopoty!), Bernard zaś zajął miejsce z tyłu, pilnując by ich niespodziewana towarzyszka nie spadła z powozu.

Słońce chyliło się już ku zachodowi, nakładając na cały horyzont barwy ciepłej czerwieni, kiedy powóz dotarł na miejsce. Przejechali przez bramy klasztoru. Od zewnątrz wyglądał jak kremowy kasztel, wewnątrz jednak nie był aż tak wielki, jak mógłby się wydawać. Od bramy wiodła prosto droga do klasztornego kościoła, po prawej stronie od niej znajdował się ogródek, po lewej zaś - pastwisko z kilkoma owcami i krowami. W ścianach dookoła było mnóstwo drzwi prowadzących zapewne do kwater mieszkańców i magazynów.
- Bracie przełożony - odezwał się Bernard schodząc z wozu, a Helga natychmiast otworzyła oczy. Spostrzegła innego mężczyznę ubranego w identyczną szatę, ale o wiele starszego, z którym rozmawiał. - Przywiozłem ze sobą białogłowę. Wiem, że nie powinna tu wchodzić, ale znaleźliśmy ją z bratem Bazylim przy drodze, zapewne napadniętą przez bandytów, nie mogliśmy jej tak zostawić...
- Ale chyba nie zamierzasz jej trzymać w swojej celi, bracie Bernardzie, prawda? - zapytał starszy mężczyzna, po czym przyjrzał się Heldze dokładnie, podczas gdy ta udawała, że śpi.
- Och, ależ oczywiście że nie... - żachnął się Bernard. - Może przespać się w piwnicy, razem z... no, wie brat przełożony z kim. Chociaż jedną noc! Jutro na pewno poczuje się lepiej i wtedy zdecydujemy, co dalej!

Opat nie odpowiedział, ale najprawdopodobniej dał grubemu zakonnikowi odpowiedź potwierdzającą w jakiś niewerbalny sposób, ponieważ ten wziął ją na ręce i poprowadził wzdłuż ściany do schodów prowadzących na dół, do piwnicy. Było tam dość ciemno i zimno, ale w tej chwili na pewno bezpieczniej niż gdziekolwiek indziej. Braciszkowie trzymali tu różne towary przechowywane w beczkach, skrzyniach i workach, ale było też kilka łóżek, zapewne zapasowych. Na jednym z nich Bernard położył Helgę i podał jej kubek z przeźroczystym napojem.
- Proszę, wypij to - powiedział. - Nie bój się, to nie trucizna. Zaśniesz po tym natychmiast i nie będziesz miała żadnych snów.

Helga nie opierała się i zrobiła dokładnie to, co polecił jej mężczyzna, a stało się dokładnie tak, jak powiedział. Obudziła się następnego ranka. Było jej okropnie zimno, a po odgłosach dochodzących z góry domyśliła się, że na zewnątrz pada deszcz. Wstała, złapała jakąś szmatę, aby się nią przykryć i spróbować znaleźć tu coś do jedzenia, kiedy nagle coś zauważyła. Coś, a raczej... kogoś. I to nie jednego "kogoś". Na innych łóżkach w piwnicy leżało dwóch mężczyzn. Obaj wyglądali jednakowo okropnie: gęste brody, brudne włosy, długie paznokcie, do tego śmierdziało od nich jakby się właśnie wytaplali w świńskim łajnie. Helga przeraziła się na ich widok tak mocno, że upuściła trzymany w ręku kawał starego, dziurawego płótna i wydała z siebie zduszony okrzyk. Przerażenie jednak chwilę później minęło, zdecydowanie ustąpiło miejsca ciekawości. Podeszła bliżej. Jedyne, co była w stanie stwierdzić to fakt, że jeden z nich był bardzo stary, drugi zaś niewiele starszy od niej, o ile w ogóle. Wyciągnęła drżącą rękę do tego młodszego, aby spróbować go obudzić, jednak kiedy chwilę później dotknęła koniuszkami palców jego ramienia, poczuła charakterystyczne mrowienie, które przeszło od palców po całym jej ciele.
- To... to niemożliwe... - wyszeptała, bo właśnie wyczuła wyjątkowo silne ognisko magii. A więc miała do czynienia z czarodziejami. Ten, którego dotknęła, otworzył oczy i spojrzał na Helgę, czym wywołał w niej przerażenie, które ją sparaliżowało. Nie miała pojęcia kim oni w ogóle są, jak będą do niej nastawieni... Sama była w tej chwili słaba. Zbyt słaba, by użyć magii do jakiegokolwiek celu. Nie była w stanie nawet zlikwidować swoich ran, co w normalnych okolicznościach jest dla niej dziecinną igraszką, a co dopiero bronić się przed furią czarodzieja... Ten otworzył usta i wycharczał coś w niezrozumiałym dla niej języku. A więc był Sasem... Helga odsunęła się pośpiesznie, ale nie była w stanie oderwać oczu od mężczyzny. Ich spojrzenia połączyły się jakby nierozerwalnie.

Trwali tak przez jakiś czas, aż w końcu do uszu dziewczyny dotarło brzmienie dzwonów na górze, co nieco wyrwało ją z tego dziwnego stanu. Spojrzała w kierunku schodów, po których szedł Bernard.
- Jak się czujesz? - zapytał Helgi, podchodząc do niej. Wcale nie wydawał się zdziwiony, że ta stoi przed łóżkami dwóch czarodziejów, których tu z jakiegoś powodu przetrzymywali. Kiedy stanął przy niej, sięgał jej zaledwie do połowy klatki piersiowej, ale i tak rzucał cień swoim wielkim brzuchem, czyniąc pomieszczenie niemal całkowicie ciemnym.
- D... dobrze, dziękuję... - odpowiedziała Helga zwracając ku niemu swoje oczy tak, jakby jego widok był dla niej jakimś wybawieniem od patrzenia się na tych przerażających ludzi. Bernard się uśmiechnął.
- To świetnie. Chodź, zabieram cię na śniadanie - dodał i chwycił ją za ramię, wyciągając ją z piwnicy.
- A... - zająknęła się Helga - a co z tamtymi dwoma? Kim oni są?
- Więźniami... - odpowiedział braciszek z nieco frasobliwą miną. - Wyjaśnię ci wszystko, obiecuję, ale teraz chodź ze mną do kantyny, musisz coś zjeść! Potwornie zmizerniałaś! I nie bój się tak, dziecko. Nie bój się… - te ostatnie słowa wypowiedział wskazując palcem na pochodnię przy wyjściu z piwnicy. Wtedy Helga zrozumiała już wszystko. On też był czarodziejem.

Śniadanie w klasztorze wyglądało dość dziwnie. Przez jakieś pół godziny mnisi śpiewali różne pieśni w dziwnym, nieznanym Heldze języku, więc w tym czasie tylko stała bezczynnie i czekała na jedzenie. To pojawiło się jeszcze później, przyniesione przez kilku zakonników: chleb, ser, kasza i piwo. Jedzenie dość nijakie, ale to absolutnie nic dla dziewczyny nie znaczyło – rzuciła się na nie tak łapczywie, że u jednych mnichów wywołała śmiech, u innych zdziwienie, a u jeszcze innych oburzenie. Nie jadła od tak dawna, że byłaby w stanie zjeść i owcze odchody z klasztornego pastwiska, a i tak byłyby to dla niej delicje. Kiedy już zjedli, Bernard zabrał Helgę do jednej z kaplic tłumacząc przełożonemu, że musi ją wyspowiadać, cokolwiek to znaczyło… Znaleźli się w ciemnym, klaustrofobicznym pomieszczeniu pełnym malunków na ścianach przedstawiających zagładę ludzkości.

- Dlaczego jest tu tak… ponuro? – zapytała Helga opierając się na jednej z ław, których kilka przechodziło przez środek kaplicy układając się w równoramienny krzyż.
- To penitencjarium – odpowiedział mnich wzdychając ciężko i sadowiąc się obok czarodziejki. – Te obrazy przedstawiają, co ma się stać z ludźmi, jeśli nie odpokutują swoich grzechów, zresztą – tu zrobił dość kwaśną minę – po co zajmować się takimi bzdurami… No więc, jak już się zapewne zorientowałaś, jestem jak ty.
- Tak, wiem – odpowiedziała. – Masz Krew Merlina… Więc skąd się wziąłeś w takim miejscu? Ci ludzie nie są naszymi przyjaciółmi. Dopiero co jeden z nich usiłował mnie zabić, bo próbowałam uratować mojego brata, który… - jak do tej pory Helga o tym nie myślała. Ostatnio wydarzyło się tak mnóstwo, do tego przez dłuższy czas znajdowała się pod wpływem odprawionych przez Bernarda czarów, że ta myśl od niej uciekła. Jednak teraz ból związany ze stratą bliskiej osoby uderzył w nią po raz kolejny. Poczuła się tak, jakby te niewypowiedziane słowa przeszyły jej serce i rozdarły jej wnętrzności na pół. Nie rozpłakała się. Chyba nie potrafiła już płakać. Ale i tak musiało być po niej doskonale widać, co czuje, bo Bernard objął ją ramieniem.
- Pochodzę z Londinium, gdzie byłem uzdrowicielem. Służę królowi Bendrikowi, który wysłał mnie tutaj, żebym miał na oku więźniów. Ci mężczyźni, których spotkałaś w piwnicy, to dwaj sascy czarodzieje. Bendrik planuje złożyć ich w ofierze podczas świąt. Schwytał ich dzięki pomocy jakiegoś druida z północy, którego nazywają Slytherinem. Nigdy o nim nie słyszałem, ale ponoć jest bardzo potężny i jeszcze bardziej tajemniczy. Król zawarł z nim jakąś umowę, nie znam szczegółów, niemniej mu nie ufa i dlatego postanowił umieścić jeńców w miejscu, którego Slytherin nigdy się nie domyśli, albo do którego w żadnym wypadku nie przyjdzie. Wtedy wysłał mnie tutaj, żebym miał na nich oko. Na nich i na cały ten klasztor, żeby nie narobił nam kłopotów. Jeśli Bendrik komukolwiek nie ufa bardziej niż Slytherinowi, to są to chrześcijanie. Musiał pójść na pewne ustępstwa względem tego klasztoru, żeby zgodzili się przetrzymać tu tamtych dwóch i nie chce, żeby to się wymknęło spod kontroli.

Helga słuchała tego wszystkiego i próbowała zrozumieć, choć pamięć o zmarłym bracie i o krzywdach, jakich doznała od chłopów, a później Sasów, nie dawała jej spokoju. Żal przerodził się we wściekłość, kiedy usłyszała od Bernarda, że ci dwaj są saskimi czarodziejami. Wstała i zaczęła chodzić w kółko wypowiadając pod nosem przekleństwa w ich kierunku.

- Spokojnie, oni i tak mają zginąć – zareagował na to wszystko mnich. – A kiedy już to wszystko minie, przedstawię cię Bendrikowi, królowi Llewelyn, a już niedługo, miejmy nadzieję, Brytenwaldzie – panu całej wyspy, który zjednoczy pod swoim sztandarem wszystkie pomniejsze królestwa i wypędzi z naszych ziem te dwie pustoszące je plagi: Sasów i chrześcijan!
Komentarze
avatar
Prefix użytkownikaAneta02  dnia 13.04.2020 22:33
Przyznam, że tutaj nie wydaje się taki długi. Bo w sumie aż tak obszerny tekst to nie jest. Ale za to zawiera wspaniałą treść i już ci mówiłam, że jestem tym rozdziałem co najmniej zachwycona! Wszystkie opisy są takie żywe i oddają rzeczywistość, normalne czułam się, jakbym tam była!
Co do fabuły, ciekawe czy ci czarodzieje mają jakieś powiązanie z dziewczyną. Czekam na kolejne rozdziały, lepiej, żeby chciało Ci się pisać!
avatar
Prefix użytkownikaNquus  dnia 13.04.2020 22:53
Świetnie się czyta ten tekst. Zgodzę się też z Anetą co do jej opinie na temat opisów, ale fajne jest też to, że to wszystko tak płynnie leci, że faktycznie są momenty, że czuje się jakby samemu było się na miejscu i właśnie w ten sposób odbierało tamtą rzeczywistość. Na pewno ten rozdział według mojego skromnego zdania jest najlepszy że wszystkich, które pojawiły się do tej pory, więc daję Ci PO i tylko dlatego, że spodziewam się, że następny rozdział będzie jeszcze lepszy i bezdyskusyjnie zasłuży na Wybitny
Pozdrawiam Nquus
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Wybitny! Wybitny! 0% [0 głosów]
Powyżej oczekiwań Powyżej oczekiwań 100% [1 głos]
Zadowalający Zadowalający 0% [0 głosów]
Nędzny Nędzny 0% [0 głosów]
Okropny Okropny 0% [0 głosów]
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Instagram
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Pracownik Miodowego Królestwa
28.05.2020 12:47
Takoizu, na torrentach pewnie będzie ;p

Wzór do naśladowania
28.05.2020 12:28
Wioletta, jak kitku?

Krokiet nad krokietami
28.05.2020 12:23
Miałam ochotę sobie obejrzeć taki stary serial Herosi.. Mam Netflixa, mam HBO, nawet na Zalukaj mam premium i oczywiście nigdzie go nie ma....

Księżna Półkrwi
28.05.2020 12:22
;(

Pracownik Miodowego Królestwa
28.05.2020 11:59
CoSieDzieje, wydaje mi się, że to jest też kwestia pracy z domu, jakoś trudniej oddzielić te dwa pola i przez to cały dzienny grafik się trochę chrzani

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59269 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 55671 punktów.

3) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 43929 punktów.

4) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 41953 punktów.

5) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 36436 punktów.

6) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36298 punktów.

7) Prefix użytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 33514 punktów.

8) Prefix użytkownikalosiek13

Avatar

Posiada 32981 punktów.

9) Prefix użytkownikabatalion_88

Avatar

Posiada 31890 punktów.

10) Prefix użytkownikaMarcus Clinton

Avatar

Posiada 30766 punktów.

Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2020 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 1.24