Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Magiczne puzzle HP

Kategoria: Inne
Autor: Smierciojadek

Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix użytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej

The House of Gaunt

Kategoria: Recenzje filmów
Autor: Anastazja Schubert

Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej

HPnet istnieje naprawdę

Kategoria: HPnet
Autor: Anastazja Schubert

W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Syriusz32

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix użytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej

Historia pod skórą z...

Kategoria: Wywiady
Autor: Anastazja Schubert

Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

[NZ]Rozdział 10 cz....

Tytuł: Rozdział 10 cz.2 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 10 cz....

Tytuł: Rozdział 10 cz.1 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 9 cz.2...

Tytuł: Rozdział 9 cz.2 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej

Remus Lupin

Tytuł: Remus Lupin
Gatunek: Poezja
Autor: Kasia Koziorowska

Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 9 cz.1...

Tytuł: Rozdział 9 cz.1 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 8 cz.2...

Tytuł: Rozdział 8 cz.2 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 8 cz.1...

Tytuł: Rozdział 8 cz.1 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 39
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
Łącznie na portalu jest
48,158 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 1414
Było: 24.05.2026 16:48:00
Napisanych artykułów: 1,087
Dodanych newsów: 10,564
Zdjęć w galerii: 21,490
Tematów na forum: 3,920
Postów na forum: 319,635
Komentarzy do materiałów: 222,016
Rozdanych pochwał: 3,327
Wlepionych ostrzeżeń: 4,170
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  GRYFFINDOR!

Gryffindor
Punktów: 1509
uczniów: 4220
Hufflepuff
Punktów: 335
uczniów: 3778
Ravenclaw
Punktów: 916
uczniów: 4452
Slytherin
Punktów: 115
uczniów: 4107

Ankieta
Zima przejęła Hogwart i okolice, śnieg mocno sypie, ale to Cię nie powstrzyma przed robieniem planów. Zastanawiasz się, co ciekawego można robić w weekend:

Bitwa na śnieżki to jest to! Może "zupełnym przypadkiem" oberwie od nas przechodzący obok Snape.
12% [9 głosów]

Plan to brak planu. Będę leżeć w łóżku, pić kakao i plotkować ze współlokatorami z dormitorium.
40% [31 głosów]

Mój nos utknie głęboko w książkach. Tylko pani Pince będzie mnie mogła odgonić od czytania.
13% [10 głosów]

Wymknę się cicho do Miodowego Królestwa. Najwyższa pora uzupełnić zapasy słodkości.
9% [7 głosów]

Postraszę we Wrzeszczącej Chacie. Uwielbiam oglądać miny przechodniów, kiedy wydaje im się, że uciekają od duchów i upiorów.
12% [9 głosów]

Każda pogoda jest dobra na Quidditcha. Śnieg nie powstrzyma mnie przed regularnymi treningami.
14% [11 głosów]

Ogółem głosów: 77
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 07.02.23

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
Hufflepuff[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
[NZ] Fabryka snów
Gorzka historia w powojennej rzeczywistości, gdzie nic nie potoczyło się tak, jak powinno, rzucając cień na niepewne jutro. Autor: dreamistru Ostrzeżenie: snarry (ale subtelne)
Autor: Prefix użytkownikadreamistru
Gatunek: Dramat
Ograniczenie wiekowe: +13
Przeczytano 10500 razy.
Rozdziały: [1], [2], [3], [4].
Rozdział drugi
Gorzka historia w powojennej rzeczywistości, gdzie nic nie potoczyło się tak, jak powinno, rzucając cień na niepewne jutro.

Sobotniego wieczoru Harry zwlókł się z kanapy i poszedł biegać do parku, mając nadzieję, że sport choć odrobinę poprawi mu nastrój. Oddałby prawie wszystko, by dosiąść teraz miotły i zrobić kilka rundek wokół Manhattanu, ale sam pomysł wydawał się absurdalny; po pierwsze, nie miał tu nawet miotły, po drugie, nigdy w życiu nie odnalazłby wszystkich gapiów, żeby później wymazać im pamięć. Prawdopodobnie więc złamałby prawo, trafiając przed Wizengamot, czego za wszelką cenę pragnął uniknąć. W tej chwili Anglia wydawała się być o wiele przyjemniejszym miejscem. Tamtejsze zimy były zawsze łagodne, akcent bardziej swojski, a wszelkie ścieżki już przez niego przetarte. Tutaj musiał zaczynać od nowa.

Biegł jedną ze żwirowych alejek, mijając przypadkowych przechodniów kompletnie nie zainteresowanych jego nudnym życiem. To jedno podobało mu się w tym betonowym mieście i za tę anonimowość mógł oddać naprawdę wiele. Była kolejnym czynnikiem przynoszącym mu pozorny spokój.

Harry zrobił tylko pięć kilometrów i już czuł, że jego ciało się buntowało, że nie da rady przebiec ani metra więcej. Zawładnęło nim uczucie ponurej żałości, gdy oparł łokcie o metalową barierkę oddzielającą go od największego z jezior, opustoszałego o tej porze, Central Parku.

Stare nawyki w nim nie umarły i chłopak zawsze nosił ze sobą różdżkę. Nie bał się garstki Śmierciożerców, od których oddzielały go głębokie wody oceanu, lecz oprócz tego, zwyczajnie przestał wierzyć w to, że świat jest przyjaznym miejscem i był gotowy na wszystko; na przygodnych pijaczków próbujących odebrać mu telefon, na zaczepki, czy naćpanych imprezowiczów, wypełzających po omacku z okolicznych klubów. Za każdym razem trzymał dłonie w kieszeniach bluzy, gładząc przepełnioną magią drewnianą powierzchnię jedynego dowodu na to, iż nadal był czarodziejem. Że to wszystko wydarzyło się naprawdę, że Hogwart istniał, a jego rodzina i przyjaciele naprawdę kiedyś żyli – niektórzy żyją nadal. Że on sam został okrzyknięty wojennym bohaterem, zbawicielem, o którym czarodziejskie społeczeństwo zapomniało, gdy tylko pozbawił Voldemorta tchu. W chwilach takich jak ta, nawet rozumiał nienawiść Riddle'a do wszystkich tych hipokrytów...

Harry potrząsnął głową, odrzucając ją do tyłu i wpatrując się w rozsiany po niebiosach gwiezdny pył; byle paprochy istnienia. Amerykańskie niebo mocno różniło się od tego, które widywał w Szkocji, głównie za sprawą jadowitych neonów i wszechobecnych ulicznych latarni, które swym blaskiem pozbawiały przestrzeń wysoko ponad nim większości jasnych, pulsujących punkcików. Central Park był jedynym miejscem, w którym Harry mógł obserwować gwiazdozbiór Oriona i jednorożca, szukając wzrokiem imienniczki swego ojca chrzestnego. Uniósł więc palec, wytyczając sobie drogę w kierunku najjaśniejszej z gwiazd nocnego nieba.

Znalazł. Lecz wraz ze znajomą konstelacją, w sercu Harry'ego pojawił się cień smutku.

Chwilę później chłopak poczuł chłód pełznący po odsłoniętej skórze i mógłby przysiąc, że jego włosy targa bezlitośnie porywisty wiatr, jednak powierzchnia jeziora była wciąż idealnie gładka. Nikt, prócz niego, nie miał cienia szans zauważyć, że leniwa i senna aura przybrała kształt kota o mocno wyprężonym grzbiecie. Potter uniósł nieznacznie kąciki ust i otarł krople potu z czoła, razem z wilgotną, posklejaną grzywką.

— Dopiero teraz? — Harry rzucił w przestrzeń jak skazaniec witający Śmierć. Pokręcił głową i odwrócił się w kierunku, z którego napływała do niego wiązka magii; tak znajomej mu obecności. Tej samej, którą wielokrotnie gościł w obrębie własnego umysłu i tej, która dawała mu spokój, odciągając od szału i bezsilności wypełniającej mu ostatnie lata w szkole. I Harry powinien ucieszyć się z jego obecności, ale wiedział, że cokolwiek by nie zrobił – koniec zawsze będzie wyglądał tak samo. Wypełnił go strach. Jeśli kiedykolwiek wymyślił sobie inne zakończenie – były to czcze złudzenia.

Dawno nie widział czarodziejskich szat, a te należące do Snape'a zawsze wywierały na nim największe wrażenie. Nikt inny nie mógł wyglądać jak nieuchronna Zguba, nikt poza nim. Mężczyzna ukrywał się w cieniu, z dala od niezdrowo żółtego światła frywolnie mrugającej latarni. Harry nie zdawał sobie sprawy, że nogi same niosą go w kierunku byłego mentora, że oddala się od ścieżki, błądząc pośród wyraźnie wilgotnej trawy. Nie miał już żadnego powodu, by się z nim spotykać, by z nim rozmawiać. Nie miał...

— Wiesz, Severusie — westchnął, wypatrując w jego wzroku jakichkolwiek pobudek i ponosząc porażkę — brak odpowiedzi jest całkiem jasnym sygnałem. — Chłopak silił się na krzywy uśmiech. Pogodził się z tym, nie miał żalu, nie mógł go w sobie nosić. Nie teraz. — Nie przekonasz mnie, żebym...

— Nie przyszedłem namawiać cię do powrotu, Potter — odparł mężczyzna zimno.

A więc znowu był tylko Potterem. Harry był w stanie na to przystać, a nawet starał się być rad z takiego właśnie obrotu spraw. Poczuł ulgę, gdy dotarło do niego, że nie będzie musiał mu odmawiać. Że Severus nie przyszedł znowu odebrać mu życia, nie w ten sposób.

Harry wydał z siebie zduszony śmiech i zarzucił na ramiona dresową bluzę, którą wcześniej przewiązał w pasie. Nie spodziewał się tego, nie sądził, że jeszcze kiedyś się spotkają. Że Snape to zainicjuje, nie po tym wszystkim. Dlaczego zdobył się na tak wielki krok? Po co kopał truchło wspomnień?

— Przyszedłeś przeprosić? — zażartował.

Severus nie odpowiedział, wpatrując się w jego twarz, chłonąc każdą zmianę i każdy ślad zostawiony na niej przez wojnę. Mógł patrzeć na tę powłokę, spoglądać na jego szarą skórę i skudlone włosy, nawet próbować złapać światło w żywo zielonym spojrzeniu, ale nie miał dostępu do źródła. Harry gwałtownie pokręcił głową, gdy tylko poczuł subtelny dotyk jego myśli.

— Po prostu zapytaj. Jak normalny człowiek.

— Masz na myśli mugola — drwił.

— Tak — odparł Harry bez cienia urazy czy złośliwości. — Zwyczajność bywa wyzwalająca. Powinieneś czasem spróbować.

Snape zacisnął usta w wąską kreskę. Po tylu latach Harry wciąż potrafił wyprowadzić go z równowagi i gdyby nie fakt, że byli dla siebie teraz kompletnie obcymi ludźmi, można by całą tę sytuację uznać za całkiem uroczą.

Harry milczał. Nie spytał go o Hogwart ani o to, jak mężczyzna znosił swoje koszmary, nad czym obecnie pracował, czy też dlaczego zjawił się u jego boku tak późno. To ostatnie nigdy nie opuści jego, splamionych Niewybaczalnymi ust.

— Potter — podjął Snape, ostrzejszym tonem. — Potter. Ja wiem.

Harry wpatrywał się w jego wzburzoną gniewem twarz, czując jak wszelkie emocje odpływają z jego własnej. Wiedział. Już? A może dopiero teraz? Wiedział. A więc nie było już od tego odwrotu. Nie musiał już przed nim udawać.

— Więc po co do mnie przyszedłeś? — wyszeptał, czując dreszcz pełznący po skostniałej skórze. Jeszcze nim zadał to pytanie, doskonale wiedział, że mężczyzna i tak mu nie odpowie. Nie tutaj, nie teraz. Nie w ten sposób. Harry westchnął, przymykając zmęczone powieki. Całe ciepło płynące z wieczornego biegu gwałtownie opuściło jego ciało. — Masz ochotę na gorącą herbatę?

***


Harry nie miał żadnych oczekiwań względem tej rozmowy. Żałował, że tego dnia w ogóle zdecydował się biegać. Gdyby nie opuścił mieszkania, Snape nie mógłby go odnaleźć – magiczne zabezpieczenia zwyczajnie by mu na to nie pozwoliły. Tymczasem, oto dawny nauczyciel przechodził przez próg jego tymczasowego lokum, krzywiąc się na obskurne, białe ściany i meble rodem z poprzedniej epoki.

Harry chwycił obdrapany pilot i włączył przypadkową stację, nie mogąc znieść nieuchronnego milczenia i przytłaczającej go ciszy. Uznał, że równie dobrze Snape może zmieszać go z błotem przy stłumionych dźwiękach Unforgiven.

Gdy chłopak wyczarował dwie filiżanki parującej herbaty, nie było już niczego, czym mógł odwrócić uwagę od przeszywającego wzroku swego mentora. Usiadł więc przy chybotliwym stoliku, naprzeciw Snape'a i objął dłońmi gorącą porcelanę, parząc sobie skórę. Ból był dobry. Zasłużył na ból.

— Więc... Hogwart. Gratuluję posady dyrektora. Nigdy nie miałem okazji... – mówił wprost do bursztynowej tafli napoju. – Cóż. Mam nadzieję, że nie dręczysz za bardzo Gryfonów.

— Nie bardziej, niż na to zasługują — odparł gładko Snape, a Harry momentalnie się rozluźnił, słysząc w jego głosie tak znajome tony. Nie miał pojęcia, że ściągnięte kąciki formują mu usta w słaby uśmiech. Severus świdrował go wzrokiem, ale nie próbował już wtargnąć do jego umysłu. Przynajmniej na razie.

— Wróciłbym. Chciałem — powiedział nagle Harry, decydując, iż czas najwyższy się z tym wszystkim uporać. — Ale to nie było żadną z dostępnych opcji. – Nie miał świadomości, że zwrócił mu jego własne słowa z dnia poprzedzającego ostatnią bitwę.

— Skoro tak twierdzisz.

Harry pokręcił głową nie mogąc pojąć jego słów. Nie przywykł do tego; nie przywykł do faktu, iż Snape mógł być tak boleśnie naiwny.

— Wiesz. — Głos Harry'ego był zimny i odległy, i kładł kres wszelkim dyskusjom. Był doskonałym wytłumaczeniem jego postępowania. — Nie mogłem tam zostać, nie mogłem udawać, że jestem ich bohaterem. A potem nie mogłem tam wrócić i spojrzeć im w twarz, wiedząc... — Chłopak potrząsnął głową i przymknął powieki, okrutnie marszcząc przy tym brwi jak gdyby odczuwał fizyczny ból. — Powiedz mi, jak długo wiedziałeś? Dumbledore ci powiedział, czy sam się wszystkiego domyśliłeś? Nie, nie mógłby... Powiedziałbyś coś wcześniej. A może wykorzystałeś którąś z naszych lekcji Oklumencji...? Może...

Snape potrząsnął głową.

— Więc byłeś tego świadom już wtedy? Głupi dzieciaku, powinieneś był mi powiedzieć.

— I co byś zrobił? — Harry odsunął od siebie herbatę ze złością. Bursztynowy płyn rozlał się po szklanym blacie, ale on nic sobie z tego nie robił. Czuł narastającą w nim złość. Natychmiast odwrócił wzrok, próbując odzyskać nad sobą panowanie. — Musiałbyś mnie zabić. — Herbata tworzyła fantazyjne wzory na gładkiej powierzchni szkła przypominając niesforne pnącze winorośli. Harry zebrał się na odwagę i ponownie spojrzał Severusowi w oczy. — Czy właśnie po to tu jesteś? Uważasz, że ci zagrażam? W końcu Dumbledore nie miał racji, jego plan zawiódł. Tylko ostatni głupcy nie zdają sobie z tego sprawy.

Mężczyzna upił łyk herbaty, jeszcze chwilę katując go swoim milczeniem.

— Hiperbolizujesz.

Harry wstał i podszedł do okna. Utkwił wzrok w sztucznych światłach miasta żałując, że nie może pogrążyć się w ciemności, bez dźwięków, bez słów. Bez żadnych bodźców. Nagle uświadomił sobie, że stanął nad brzegiem przepaści, majacząc na krawędzi, od której tak bardzo, przez cały ten czas, stronił. Wiedział, że Snape tego nie zbagatelizuje – byłby potworem, gdyby się na to zdobył. Mężczyzna jak zwykle starał się sprowadzić go na ziemię, zdjąć z barków ciężar, który chłopak nosił dzień w dzień. Ciężar, który dawno powinien był z siebie zrzucić. Ale to w niczym mu nie pomagało – wręcz przeciwnie.

— Nie było cię tam. Ja naprawdę sądziłem... Pogodziłem się z tym, zaakceptowałem własną śmierć. Masz pojęcie, jakie to uczucie? Pozwoliłem im zarżnąć moje marzenia jak ofiarne owce. Pożegnałem się ze światem, wierząc że w końcu znikną niekończące się oczekiwania względem mojej osoby. — Harry uderzył w zimną szybę otwartą dłonią. A potem zdałem sobie sprawę, że i tak wszystko spieprzyłem.— Nie mogłem być szczęśliwszy, kiedy uniosłem powieki, a on niemal leżał u moich stóp, nie różniąc się wiele od cienia rzucanego przez drzewa. I wtedy... — Chłopak milczał przez dłuższą chwilę, wpatrując się uparcie w zimną noc ukrytą za brudną taflą szkła. — Początki nie należą do najłatwiejszych, nawet tutaj. Robiłem różne rzeczy. Robię nadal.

— Opowiedz więc. — Usłyszał cichy brzęk porcelany, szelest materiału i stłumione dywanem kroki. Poczuł dłoń ściskająca lekko jego spięte ramię i odwrócił głowę, ukrywając przed nim echo własnego bólu. Jakże tęsknił za tym dotykiem.

— Chyba nie ma o czym. Jestem windykatorem w firmie ściągającej długi — szepnął. Chwila milczenia oznaczała, iż Snape próbował jakoś przetrawić tę informację.

— Postradałeś rozum — podsumował cicho, a Harry wydał z siebie urywany śmiech, po czym odwrócił się przodem do niego.

— Być może. Ale akurat to stało się bardzo dawno temu. — Harry niemal się uśmiechnął, w ostatniej chwili powstrzymując własne usta.

Czysto surrealistycznym było znaleźć się ponownie tak blisko niego. Czuć jego dotyk i ziołowy zapach eliksirów. Przyjąć jego stanowczy wzrok i zniecierpliwienie wymalowane na twarzy. Wszystko tak znajome, że Harry poczuł ukłucie żalu i tęsknoty na myśl o tym, co zdecydował się porzucić. Nagle poczuł delikatny nacisk na mentalne osłony, sugestię znanej mu obecności, która badała postawione zabezpieczenia, lecz w żaden sposób nie próbowała ich sforsować siłą. Nawet jeśli nie musiałaby się za bardzo zmęczyć, by tego dokonać.

— Pozwól mi.

Nie był pewien, czy usłyszał jego cichy szept, czy może wszystko działo się wewnątrz jego czaszki, jednak Harry rozluźnił się, jego ramiona opadły tak jak, jedna po drugiej, spadały stawiane wokół umysłu wątłe fortyfikacje. Gdy w końcu poczuł znajomą obecność, wziął haust powietrza i chwycił mężczyznę za bark, chroniąc się przed upadkiem. Poczuł ciepło. I pozwolił mu sięgnąć jeszcze dalej, poznać część tych okropnych wspomnień; mały ułamek całości. Ciemny las i wydeptaną ścieżkę, a także dławiący smród strachu i śmierci. Obraz feniksa ścierającego się z wężem przy akompaniamencie urywanych krzyków przypadkowych ofiar. Pokaz skończyło jasnozielone światło umykające z jego własnej różdżki. Zimny szept ostatecznego zaklęcia i głos, którego sam nie rozpoznawał.

Zrób to!

Snape był niesamowicie delikatny, nie próbował naruszać wspomnień, którymi Harry nie chciał się dzielić, a chłopak za wszelką cenę starał się wyprzeć ze świadomości uczucie niepohamowanej wdzięczności i tęsknoty za straconym czasem, choć doskonale zdawał sobie sprawę, jak bezcelowe i płonne są jego starania.

— Zabiłeś go... — Harry jeszcze nigdy nie słyszał wahania w głosie Severusa i to przeraziło go o wiele bardziej, niż groźba śmierci z jego rąk.

— A jednak jakoś wiedziałeś — przerwał mu ostro Harry — jak mnie odnaleźć. Dlaczego udajesz zdziwienie? — Harry uniósł kącik ust, chcąc napawać się chwilą, w której Severus Snape nie śmiał odpowiedzieć na jego pytanie, choć musiał przecież doskonale znać na nie odpowiedź. Ale uczucia takie jak duma, chęć udowodnienia ludziom, że się mylą czy pragnienie pokazania własnej wartości opuściły serce Harry'ego jeszcze przed bitwą o Hogwart. Widział znacznie więcej, był świadom rzeczy, o których ludzie wielbiący jego imię nie mieli cienia pojęcia. Nie mógł chełpić się tą chwilą; dla niego świadomość Severusa oznaczała koniec.

— Dlaczego Ameryka? — spytał cicho Snape, zmieniając temat, za co Harry był mu niewypowiedzianie wdzięczny.

— A dlaczego nie? Tutaj jestem nikim. — Chłopak oparł się niedbale o parapet. Mówił spokojnym głosem, tylko dłonie nadal lekko mu drżały. Ale Harry zdawał się nie zwracać na nie uwagi.

— I mieszkasz...

Chłopak zaśmiał się szorstko.

— Lubię ten widok — westchnął. — Tysiące świateł rozświetlających mrok. To pocieszające, nie sądzisz? I sztuczne, bo jest zaledwie zdradliwą iluzją. Ale, z jakiegoś powodu... Właśnie ona mi odpowiada.

Usta mężczyzny zacisnęły się w wąską kreskę, gdy mówił:

— Czyżbyś w ten sposób siebie karał?

Uśmiech na twarzy Harry'ego zgasł, gdy ujrzał swe mętne odbicie w brudnej, okiennej szybie. Czy właśnie to robił? Nie, z pewnością nie. Zresztą, czy to jeszcze miało jakiekolwiek znaczenie?

— Czy jeśli powiem ci, że spłacam dłużników mojej firmy stwierdzisz, że jestem męczennikiem?

Snape wpatrywał się w niego z szokiem rosnącym na twarzy.

— Co takiego robisz?! — wysyczał, a Harry pokręcił głową czując potworny zawód. — Dlaczego miałbyś wyprawiać coś tak absurdalnego?

— Bo tego chcę? — Harry wzruszył ramionami, po czym dodał: — Myśl sobie, co chcesz. Że próbuję odpokutować, że tłumię poczucie winy. Cokolwiek powiesz, nie będzie to prawdą. Robię to, bo mogę. Bo czuję się z tym...

— Więc robisz to dla siebie — uciął brutalnie Severus.

Harry zamilkł, wpatrując się w chłodne oczy mistrza eliksirów i cieszył się w duchu, że ten wreszcie zaczynał rozumieć.

— Tak — odparł natychmiast Harry. — Jestem jednym z tych głupców.

***


— Wszyscy myśleli, że tego nie przeżyłeś — powiedział Snape kilka godzin później, a Harry parsknął śmiechem, próbując upić kolejny łyk Ballantine's, po którą wysłał mężczyznę. — Dopiero po doniesieniach z mugolskiego Londynu zrozumieliśmy, że jest inaczej.

— Miałem wielkiego pecha — westchnął chłopak, przeciągając się na wyświechtanej kanapie. — Po drodze spotkałem Stana. Gdyby nie on... — urwał, skupiając wzrok na załamaniach w trzymanym przez siebie szkle. — Ale stało się inaczej.

Severus spoglądał na niego z ukosa i z na wpół przymkniętych powiek. Gdyby pomieszczenie posiadało kamienne ściany i zostało oświetlane spłoszonymi płomieniami czarodziejskich świec, Harry mógłby się nabrać, że obaj wciąż znajdowali się w Hogwarcie, a finalna bitwa była dopiero przed nimi. Pomyślałby wtedy, że jest sens jeszcze się łudzić. Że może wyciągnąć ku niemu dłoń. Że może absolutnie wszystko.

Severus nie próbował pytać, dlaczego Harry uciekł. Nie drwił i nie szydził, zupełnie jakby pogodził się z tym, że jego były uczeń chciał zacząć wszystko od nowa. Ponieważ miał do tego pełne prawo. Z drugiej strony, był z nim tutaj, nie pozwalając mu pogrzebać siebie razem z innymi w zgliszczach poprzedniego życia.

— Czy gdybyś mnie zabił... — zaczął Harry zupełnie spokojnym głosem i wzrokiem utkwionym w bursztynowym płynie. Kręciło mu się w głowie, ale w końcu czuł przyjemne ciepło rozlewające się prężną siatką żył po całym organizmie. — Czy wszystko wreszcie by się skończyło?

— Twoje życie by się skończyło, bezkresny idioto — odparował Snape, a Harry zaśmiał się we własną szklankę; w jego oczach błysnęły prawdziwe łzy rozbawienia.

— Wiesz, mam wrażenie, że moje życie skończyło się, nim na dobre zdążyło się zacząć — odparł i dolał sobie więcej whisky, ale Severus wyjął mu szklankę z rąk, rozlewając przy tym część zawartości.

— Dlaczego myślisz, że chciałbym cię zabić?

Harry wzruszył ramionami, czym ponownie przypominał schwytanego na braku pracy domowej dzieciaka w za dużych ubraniach i z pamiątkami w postaci zielonkawych siniaków skrytymi pod cienką warstwą tkaniny. Za każdym razem, gdy wracał z wakacji do szkoły.

— Bo to logiczne. A ty myślisz logicznie — mruknął, ściskając nasadę nosa, po czym wyciągnął dłoń w kierunku resztek trunku zamkniętego w smukłej butelce. Chciał pogrzebać wspomnienia, zniszczyć tlące się myśli. Może przepędzić strach.

— Wątpię, byś aktualnie był w stanie to ocenić — odparł Snape chwytając jego dłoń nim dotknęła szkła i pomógł mu wstać. — Porozmawiamy o tym rano.

Harry zachichotał, zataczając się na swojego byłego profesora.

— Nie zapomniałeś o czymś? Teraz jestem mugolem — mruknął Harry, a Snape skrzywił się potwornie, czując alkohol w wilgotnym oddechu głaszczącym jego szyję. — Muszę wstać do pracy. Jonathan – mój szef – cholernie źle znosi spóźnienia. Drań zmusił mnie, żebym znowu używał teleportacji... A potem wszyscy inni! Diabli by ich wzięli — bełkotał Potter, raz po raz wpadając w niemal histeryczny atak, gdy powiedział coś, co w jego mniemaniu, było zabójczo zabawne. — Biorą cholerne pożyczki, choć ich na to nie stać, a potem muszę używać na nich Obliviate... Nie chciałem już używać magii.

Severus zamarł.

— Zrezygnowałeś z magii? — spytał zaskoczony, ale Potter nic więcej mu nie powiedział, mamrocząc coś o miotle i sowie, której nie miał serca zostawić.

Gdy Severusowi w końcu udało się doprowadzić go do maleńkiej, obskurnej sypialni, wystarczył jeden ruch różdżką, by transmutować ubrania Harry'ego w zwykłą piżamę. Mężczyzna wiedział, że wspomnienia, które Harry mu pokazał były zaledwie cieniem trudno dostępnej, ośnieżonej góry, skrywającej swój szczyt za grubą warstwą kłębiących się chmur. Dawny Harry Potter pragnął rozprawić się ze słowami Przepowiedni, chciał zabić węża bez twarzy, by móc od nowa zbudować sobie życie; sam kiedyś się mu z tego zwierzył. Jednak człowiek, którego Severus miał teraz przed oczami był jedynie zbiegłym jeńcem słów przygodnej wróżbitki. Wyrzutkiem społeczeństwa, które nie chciało go pamiętać i człowiekiem pozbawionym przyszłości.

Gałęzią złamaną przez wiatr.

Komentarze
avatar
Prefix użytkownikafuerte  dnia 27.10.2017 13:08
Trochę miałam nadzieję, że te nadmiar malowniczych metafor wynikał z oryginału tłumaczonego tekstu. Widzę jednak, że i w tym tekście ich sporo. Ogólnie mam wrażenie, ze kreatywności ci nie brakuje, bo pomysły na fabułę są z pewnością ciekawe, ale nie do końca kupuję wykonanie. Jeszcze słowa używane przez Snape'a jestem w stanie uznać za wiarygodne, ale wypowiedzi Pottera już słabiej do mnie przemawiają. Nie wiem, chętnie przeczytam kolejne rozdziały, bo historia mnie zaciekawiła, ale jest coś w sposobie pisania, co jest trochę drażniące.
avatar
Prefix użytkownikagordian119  dnia 28.10.2017 09:27
Wybacz, ale nie jestem w stanie zaakceptować aż tak znaczącego odbiegnięcia od kanonu. Wszelkiego rodzaju dziwne parringi do mnie nie przemawiają, w ogóle tworzenie tego rodzaju ficków uważam za bezsensowne. Co do języka, to jest bardzo... poetycki. Naprawdę masz wielki talent, mało kto potrafi tak operować słowem, ale tak jak zauważyła fuerte, w tym przypadku jest on nieco przesadzony. Może uraczyłabyś nas jakimś wierszem? ;)
avatar
Prefix użytkownikaZireael  dnia 28.10.2017 13:01
Zacznę od plusów.
Sposób pisania jest bardzo przyjemny. Akcja nie toczy się zbyt szybko, na wszystko jest czas, swobodnie mozna się wczuć w uczucia bohatera i za to plusik, nie każdy posiada tę zdolność.
Czytało się płynnie, bez większych zgrzytów jeśli chodzi o język.
Teraz mniej przyjemna część.
Ogółem nie podoba mi się fabuła. Jakoś nie trafia do mnie takie przedstawienie historii, w pewnym sensie traci swój magiczny wydźwięk i to bardzo trudno przełknąć, przynajmniej dla mnie.
W każdym razie czekam na kolejne części, bo taki talent do pisania warto rozwijać!
avatar
Prefix użytkownikaKlaudia Lind  dnia 28.10.2017 13:56
Muszę przyznać, że sposób pisania autorki jest wybitny. Słownictwo jest wyszukane, a metafory rozbudowane i ciekawe.
Trzeba się nieźle skupić, żeby zrozumieć sens niektórych zdań.
Pomysł jest dobry, fajnie się czyta alternatywne historie, chociaż fabuła nie jest prosta.
I tu dochodzę do minusów. Trochę ciężko się w tej akcji połapać, jest zbyt wiele niedomówień, tajemniczych dialogów, w pewnym momencie nawet pogubiłam się w tym co kto mówi.
Razi mnie ta relacja Harrego z Snape'm. Jest zbyt intymna jak na mój gust, chuchanie w kark, zapach eliksirów brrr. Załamany Harry, pijący i użalający się nad sobą też do mnie nie przemawia.
avatar
Prefix użytkownikaalexis_247  dnia 29.10.2017 19:10
Ogółem to w akcji trochę trudno się połapać i zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi, ale sposób, w jaki przedstawiłaś bohaterów jest conajmniej ciekawy oraz bardzo odbiega od kanonów ich przedstawiania, za masz moje wielkie gratulacje <33
avatar
Prefix użytkownikadreamistru  dnia 30.10.2017 11:09
Hej, dziękuję za wszystkie komentarze :) rozumiem, że wielu osobom odbieganie od kanonu nie odpowiada, ja je lubię. Dzięki tez za wytknięcie minusów, tak na przyszłość :)
avatar
Angelina Johnson  dnia 30.10.2017 17:30
Mi osobiście ten rozdział spodobał się bardziej niż poprzedni. Masz ciekawy styl, trochę kwiecisty, ale tutaj aż tak bardzo mi nie przeszkadzał. Może dlatego, że masz też ciekawy pomysł, który powoli rozwija się w interesującą akcję. Jestem naprawdę bardzo zaciekawiona o co tutaj tak naprawdę chodzi z tym wyjazdem Harry'ego i jaką rolę (poza parringiem) grać ma w tym Snape. Boję się jedynie, że zrobisz z Harry'ego takiego płaczka, co wiecznie będzie się bał zrobić krok naprzód i ciągle będzie sobie wypominał własne błędy. Oby tak nie było, bo to takie moim zdaniem niezbyt w stylu Pottera. Jednak kupuję obecne zamknięcie się bohatera na świat czarodziejów.

Chętnie przeczytam kolejne rozdziały ;)
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Pracownik departamentu
12.06.2026 18:36
Padł dziś Facebook i nikt nie pamiętał, żeby tu wejść (*)

Pracownik departamentu
07.06.2026 20:58
Moje ma niecałe 12 lat

Pracownik departamentu
07.06.2026 20:56
Czesc

Wielki Mag
07.06.2026 10:25
no i jutro mi stuknie dekada na stronie...

Wielki Mag
07.06.2026 10:24
Sharllottka, technicznym? nikt. bo czy A. jeszcze o tej stronie pamięta... nie wiem. o Krico już nawet nie wspominając xD

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59643 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 58190 punktów.

3) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 47342 punktów.

4) Prefix użytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 45365 punktów.

5) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 44242 punktów.

6) Prefix użytkownikaA.

Avatar

Posiada 43682 punktów.

7) Prefix użytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 43236 punktów.

8) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 39464 punktów.

9) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36829 punktów.

10) Prefix użytkownikaKlaudia Lind

Avatar

Posiada 34220 punktów.

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2026 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.21