 |
Krótkie streszczenie: Kate i Syriusz to przyjaciele. Pozbnali się zaraz po wejściu do pociągu Hogwart Express. W czasie meczu guidditcha Kate atajkuje tłuczek (jest ścigającą), a Syriusz jej bohatersko broni - jest pałkarzem. To takie krótkie streszczenie bez szczegółów. Zapraszam do czytania! xD
Wielka Sala, niedzielne śniadanie.
- Zjedz coś! Nie można nie jeść!
- Kiedy ja nie jestem głodna...
- Musisz coś zjeść! Cokolwiek! - krzyczała Lila
- Nie będę jadła! - rzuciłam i odeszłam od stołu.
Gdzie?
Oczywiście do Skrzydła Szpitalnego.
Syriusz od wczoraj leży nieprzytomny na jednym z łóżek znajdujących się w wielkiej białej sali, otoczony parawanem. „Jego stan jest ciężki, ale wyjdzie z tego, jest młody i silny, nie martw się kochaneczko.” - mówiła pani Pomfrey, kiedy wczoraj wieczorem próbowałam się tam dostać. Nie wpuściła mnie. Jednak na tym to się nie skończyło.
Z moją ręką już dobrze. Dostałam jakiś obrzydliwy napój i wysłano mnie do wieży.
W Skrzydle Szpitalnym byłam 2 razy, włącznie z wczorajszym, ale tym razem chciałam tam zostać jak najdłużej. Niestety symulowanie okropnego i przeszywającego bólu ręki, głowy i duszności były lipne i ... musiałam wrócić do Gryffindoru.
Mimo błagań o odwiedziny Łapy, ani mnie, ani Jamesowi, ani żadnemu z Huncwotów nie udało się wejść do niego („On musi odpoczywać!”). Z wielką radością stwierdzam, że Flądra (czyt. Lisa Miller) też nie została wpuszczona ^^.
- Katie, zaczekaj! - podbiegła do mnie Emma. - Idę z tobą. Może dzisiaj nas wpuści.
- Wątpię, ale jak chciałam iść z samego rana to mnie nie puściłyście!
- Była 5 rano!
- Co z tego! Może akurat by mi się udało do niego wejść! Ale nie, bo „za wcześnie!”, albo „Filch cię złapie i dostaniesz szlaban!”!
- Gdybyś dostała szlaban nie mogłabyś do niego przychodzić.
- Fakt...
- Nie martw się.
- Jak mam się nie martwić? Emma... zrozum.. on...
- Co?
- On... to.. to wszystko przeze mnie! .. Ta piłka ona ... ona miała... we mnie trafić...
- Co ty opowiadasz?
- To ja... ja.. powinnam tam... teraz leżeć, a nie Syriusz... - słone kropelki popłynęły po moich policzkach.
- Jesteś głupia! On cię obronił bo...
- Nie powinien! To jest moja wina, że on tam leży!
- Nieprawda! Zrobił to, bo...
- Bo jest idiotą! Zawsze musi udawać bohatera, bo to Syriusz Black...
- Zrobił to bo jesteś mu bliska! - krzyknęła tak, że kilkoro uczniów się za nami odwróciło.
- ...przecież to tylko kolejna przyg... co?
- To co słyszałaś! Wszyscy to widzą tylko ty jedna jak zwykle nieprzytomna!
- On kocha Lisę..
- Naprawdę w to wierzysz?
- ...
- No właśnie...
- To nierealne...
- Możliwe i realne i prawdziwe, ale jak zwykle nie widzisz...
- Jak to jak zwykle?
- No tak, zawsze jak jakiś chłopak się za tobą ugania ty udajesz, że go nie widzisz...
- Kiedy ostatni raz jakiś chłopak się za mną uganiał? - zapytałam stając
- W piątek Steven Virtanen, Puchon z 5 klasy, próbował się z tobą umówić; w środę Bob Torres z 6 klasy zapraszał cię na spacer; w poniedziałek Oscar Jansen cię podrywał na błoniach, no a od połowy 4 klasy ugania się za tobą Syriusz Black, a ty udajesz...
- Steve to mój kumpel, z Bobem znam się od 1 klasy wtedy w pociągu pamiętasz?; Oscara znam przez Lilkę, a Syriusz to przyjaciel. Nadal masz jakiś problem? - wyjaśniła szybko
- To ty masz problem... z głową - dodała.
- Słyszałam i przestań już wygadywać takie głupoty.
Doszłyśmy do Skrzydła Szpitalnego. Powoli nacisnęłam na klamkę i po cichutku weszłam na palcach do środka, żeby mnie nikt nie usłyszał.
- To nie są głupoty! Tłum chłopaków na ciebie leci, a ty ich olewasz, ty jesteś przeciwieństwem Syriusza.
- Zamknij się już! -
- Czy panienki czegoś szukają?
Podskoczyłyśmy jak oparzone.
- Ee.. Y.. Pani Pomfrey, myślałyśmy, że jest pani na śniadaniu...- wypaliła Emma
- Byłam, dziękuję za troskę. Kochaneczko znowu tutaj? - zapytała mnie. Emma schowała się za mnie.
- Tak, ee ja chciałam zobaczyć się z ..
- Mówiłam już, że on musi odpoczywać.
- Wiem, ale proszę, ja nie będę przeszkadzać.. obiecuję...
- Nie! Wynocha! - krzyknęła
- Proszę mnie wpuścić!
- Nie krzycz na mnie młoda damo, bo doniosę na ciebie do profesor McGonagall, a zapewniam, że nie będzie zadowolona, że jej podopieczna tak się... - skarciła mnie pielęgniarka
- Przepraszam, proszę mi pozwolić, tylko pięć minutek...- przerwałam
- Jesteś z rodziny? Kuzynka? - pokręciłam przecząco głową - no to do widzenia..
- Jestem jego dziewczyną. - rzuciłam.
Pani Pomfrey zastygła, a Emma otworzyła buzię z zaskoczenia. Sytuacja wyglądała komicznie. Podniosłam rękę zamykając usta Emmie.
- To nic nie zmienia. Nie mogę cię do niego wpuścić.
- Proszę tylko minutkę... - prosiłam, uroczo się uśmiechając i trzepocąc rzęsami.
- No dobrze, ale tylko jedna was. Ty możesz wejść, ...?
- Kate.
- Tak, Kate. Ty, złociutka zaczekaj tutaj. - powiedziała do Emmy.
Teraz, kiedy już mogłam do niego podejść, ogarnął mnie strach. Czemu? Nie wiem, ale chyba bałam się go zobaczyć.
Podeszłam do łóżka zasłoniętego, białym, pomiętym i starym parawanem. Odsunęłam jedną z nich i zobaczyłam nastolatka, który był cały w bandażach. Na czole miał zawiązany okład z jakiejś zielonej mazi. Gdzieniegdzie przebijały czerwone plamy. Spod okładu nonszalancko padały na twarz kosmyki czarnych jak smoła włosów. Ciepłe, zawsze wesołe, czekoladowe oczy zasłonięte czerwonymi powiekami. Zwykle wygięte w uśmiechu, teraz spierzchłe usta, były lekko rozchylone. Przykryty po szyję kołdrą, z której wynurzały się jedynie ręce bezwładnie opadające z łóżka. Prawa zawinięta, aż po nadgarstki bandażem ze względu na złamanie.
Po moich policzkach popłynęły kolejne słone krople wielkości grochu.
Mimo, że to był jeden tłuczek, obrażenie były jak po obu.
Usiadłam na krześle obok jego łóżka. Splotłam jego dłoń z moją. Było mi przykro, bo to przeze mnie tu leżał. Chciałam, żeby się już obudził. Odgarnęłam delikatnie włosy z jego czoła.
- Przepraszam... to nie tak miało być... mi też na tobie zależy - szepnęłam, przypominając sobie naszą przedostatnią rozmowę...
Ścisnęłam mocniej jego dłoń. Siedziałam tam na pewno więcej niż „minutkę”, którą obiecałam pani Pomfrey. Na pewno więcej nić 5 minutek... 10... ale nie więcej niż 15 króciutkich minutek...
- Miała być minuta! - wpadła pielęgniarka, była lekko zdenerwowana.
- Już idę... - powiedziałam zrezygnowana, wiedząc, że już nic nie wskóram. - Kiedy on się obudzi?
- Tego nie wiem, kiedy śpi regeneruje się i nie wolno mu przeszkadzać. - powiedziała już łagodniej
- Dziękuję, że mnie pani wpuściła.
- Nie ma za co. Nie martw się skarbie. To dobrze, że śpi. Wtedy nabiera sił. Zobaczysz za 3 dni już go tu nie będzie.
- Dowidzenia i dziękuję. - powiedziałam wychodząc.
- Dowidzenia, moja droga.
Emma czekała na mnie przed drzwiami.
- I co z nim?
- Chyba dobrze, ale nie wygląda najlepiej.
- Wyliże się, zobaczysz, przecież to Huncwot. Im zawsze się udaje. - powiedziała przytulając mnie.
- Mam nadzieję.
- Zobacz, idzie reszta. - wskazała na dziewczyny i resztę Hunców.
- Jak on się czuje? Obudził się...? - bardziej stwierdził niż zapyta James.
- Nie obudził się jeszcze. Pielęgniarka mówi, że musi odpoczywać, i że niedługo stąd wyjdzie.
- Jak udało ci się tam wejść? - zapytała zdziwiony Remus
- Mam swoje obejścia.
- Powiedziała, że jest jego dziewczyną. - wypaliła Emma zanim zdążyłam ją powstrzymać.
- Nareszcie nasze gołąbeczki się dogadały... Już myślałem, że nigdy...
- Inaczej by mnie nie wpuściła. - warknęłam
- Taaak, ja swoje wiem. - mruknął Potter.
Ruszyliśmy wszyscy do Wieży.
Na korytarzu na 4 piętrze oczywiście czekała na nas cholerna niespodzianka.
- No proszę. Raz, dwa, trzy i ups! Nie ma czwartego świrusa? Jaka szkoda! - jęknęła Bellatrix Black.
- Zjeżdżaj Bella! - rzucił James wyciągając różdżkę.
- Bo co? Dźgniesz mnie tym patykiem? - zapytała kpiąco, a jej chórek - Malfoy, Cyzia, Smark, Regulus, Lestrange - buchnął śmiechem.
- Chodź, James. Nie warto. - pociągnęłam go wymijając ich.
- Nie bądź śmieszna, Johnson! A tak ogólnie gdzie twój chłoptaś? Przeżył czy za mało się starałam? - zapytała z chytrym uśmiechem
- Nie interesu... To ty! Ten tłuczek to twoja sprawka!
- Mówiłam, że zamierzam się dobrze bawić. Iii ... było nieźle, co nie? - zgodny chórek jej przytaknął
- Ty czarna małpo! - rzuciłam się z pięściami na nią.
Ta jednak wyciągnęła szybko różdżkę i wycelowała nią we mnie.
- To dowodzi, że jesteś najprawdziwszą szlamą... Zamiast różdżki typowo mugolskie sposoby. - zarechotała nie spuszczając różdżki ze mnie
- No dalej... Rób co chcesz! - warknęłam
- Kate, nie prowokuj... - zaczęła Lily
- Przestań, niech sobie ulży! I tak mam jej dość, więc wcale na złość mi nie zrobi! - krzyknęłam na Lilkę.
- Taka odważna? Nie boisz się śmierci Johnson?
- Z twojej ręki? Chyba śnisz... - prychnęłam - A teraz skoro nic nie robisz pozwól mi przejść.
- Teraz to ty śnisz.
- Zrób coś wreszcie z tym patykiem bo pomyślą, że jesteś gorsza od szlamy, bo nie umiesz rzucić prostego zaklęcia. - powiedziałam spokojnie, ale tylko pozornie, bo wewnątrz byłam wściekła.
- Zamilcz!
- Prawda boli, prawda? - spojrzałam w jej zimne i czarne oczy.
- Taka jesteś dowcipna?! Wyjmuj różdżkę! Już, na co czekasz!
- Kiedyś ci już powiedziałam, że nie potrzebuję jej, ale skoro prosisz...
- Jesteś tak samo bezczelna i arogancka jak ten Syriuszek tyle, że wcześniej miałaś lepszy gust.- powiedziała pokazując na Lucjusza, który chyba trochę zdenerwowany, przyglądał mi się.
Bardzo dobrze. Niech się patrzy. Wkurzyłam go? Jeszcze lepiej. Nienawidzę go za to, jak mnie potraktował.
- Nie kochana, teraz zdecydowanie mam lepszy gust niż wtedy. Normalni ludzie nie okłamują innych dla swoich interesów. - powiedziałam patrząc w te szaro-niebieskie oczy.
Stanęłam przed nią z wyciągniętą ręką z różdżką.
- Co różdżka zmienia? Teraz jesteś odważniejsza? - zapytałam
- Nie, ale nie chcę żeby mi zarzucali, że zabiłam nieuzbrojoną szlamę. - powiedziała z szerokim uśmiechem.
- Kate! - krzyknął Remus
- Zamknij się Remusie! Myślisz, że przez to Voldi będzie łaskawszy?
- Szmata... - rzuciła Bella i machnęła różdżką
- Expelliarmus!! - krzyknęłyśmy obie.
Nasze zaklęcia się zatrzymały przed sobą. Moja klątwa była niebieska, a jej czerwona. Obie nas odrzuciło.
- CO TU SIĘ DZIEJE?!!?!?! POTTER!!
- Tak? - zapytał pewny siebie.
McGonagall nie była chyba pewna kto zawinił, dopiero jak zobaczyła mnie i tą wycieraczkę Voldiego, skumała.
- Co pani wyprawia, panno Johnson?! Panno Black?! - McGonagall spojrzała na leżącą na ziemi Black i na mnie- Czy to pani...?
Nic nie odpowiedziałam. Dlaczego tylko ja mam nadstawiać kark za głupotę Ślizgonów? Niech oni też się męczą!
- Po kim, jak po kim, ale po pani bym się tego nie spodziewała. - powiedziała do mnie
- Black ją sprowokowała! - krzyknął James - pani profesor. - dodał szybko
- Johnson, Black i Potter za mną. - powiedziała wyniośle i poprowadziła nas do swojego gabinetu.
Kate
Co o tym myślicie?
|
 |