Tym razem przyśniło mu się coś innego. Był w Ministerstwie wraz z Panem Weasleyem oraz pięcioma Aurorami, których ministerstwo przysłało po niego. Po chwili oczekiwania przed drzwiami pokoju numer 308 poproszono go do środka. Harry nie pewnie wkroczył do pokoju, w którym stali niemal na baczność inni czarodzieje. W środku kręgu, który tworzyli znajdowało się coś co wyglądało jak małe pudełeczko z dwoma złotymi przyciskami. Harry ustał w kręgu i zaczął się rozglądać. Obok niego stali Minister Magii Rufus Scrimgeour, profesor McGonagall, Lupin, Hagrid, Ron i Hermiona a także kilku innych czarodziejów, których Harry nie poznawał.
- Czy są już obecni wszyscy wezwani? - zaczął Minister i rozejrzał się dookoła. - Sądzę, że tak. - odpowiedział sam sobie. - Drogie czarownice, drodzy czarodzieje! Wezwałem was po to abyście mogli usłyszeć ostatnią wolę największego dyrektora Hogwartu w historii. Testament został zapisany w tym oto Schowku Woli Zmarłych. Pozwólcie więc, że zaczniemy jego odczyt. - podszedł do pudełeczka i nacisnął guzik po lewej stronie. Wieko pudełeczka otworzyło się zgrabnie i Harry ujrzał coś co przypominało ducha Dumbledore'a. duch ten był jednak mniej przeźroczysty od zwykłych duchów a jego barwa nie była perłowo biała lecz mieniła się srebrem.
- Ja Albus Persiwal Wulfryk Brian Dumbledore... - zaczął hologram głosem, który odbijał się silnie echem a Harry starał się zapamiętać każde słowo. I nagle...
- Harry! Wstawaj śpiochu! - krzyknął ktoś jakby w oddali. Harry natychmiast obudził się. Ubrał okulary i przymrużył oczy gdyż jasność drażniła go wyrwanego ze snu.
- Ginny?! - poznał sprawcę swego przebudzenia. - Nawet nie masz pojęcia jak się cieszę, że Cię widzę. - dodał i zerwał się z łóżka tak szybko, że ściągnął kołdrę na podłogę. Przytulił ja mocno i pocałował w czoło.
- Nie gniewasz się... za to co powiedziałem... no wiesz... - spytał zakłopotany.
- Nie Harry, nie gniewam się. Zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo może być niebezpieczne bycie z Tobą, ale spójrz na to z innej strony. Ludzie giną codziennie nie będąc przyjaciółmi "Wybrańca". To może spotkać każdego w każdej chwili. Chcę być z Tobą Harry bez względu na wszystko. Nie chcę, aby Sam Wiesz Kto rozłączył nas w ten sposób. - patrzyła mu w oczy i czekała na to, co powie. Miała łzy w oczach, ale były to łzy szczęścia.
- Ginny, ale... - próbował coś powiedzieć, ale z jego ust wydobyły się inne słowa niż, te których zamierzał użyć. Chciał jej powiedzieć, że to niemożliwe, że za bardzo się o nią boi ale... - Tęskniłem za Tobą. Ja też chciałbym abyśmy byli razem. Pamiętaj, że nikomu nie pozwolę Cię skrzywdzić. Nawet gdyby to miał być sam Voldemort (Ginny zadrżała) wolałbym umrzeć niż pozwolić by spadł Ci choć jeden włos z głowy. - Powiedział nie wierząc samemu sobie. Pocałował ją jeszcze raz w czoło i zaprosił gestem by usiedli. Zamierzał jeszcze coś dodać, ale w tym momencie do jego pokoju weszli Ron i Hermina.
- Harry! - wykrzyknęli niemal jednocześnie Ron i Hermina a na ich twarzach pojawił się niecodzienny uśmiech.
- Ron! Hermiona! Jak miło was wreszcie widzieć. - powiedział Harry wciąż trzymając mocno Ginny za rękę.
- Ledwie kilka dni się nie widzieliście a już musicie się migdalić? - zażartował Ron patrząc na nich.
- Odczep się Ronald! Zapomniałeś swoja przygodę z Lavender? - oburzyła się Ginny. - Czy powinnam Ci przypomnieć jak całowaliście się namiętnie w pokoju wspólnym Gryfonów? - rzuciła mu gniewne spojrzenie. - Ja i Harry musieliśmy wyjaśnić sobie kilka spraw, które Ciebie nie dotyczą. - dodała przybliżając się do Harry'ego.
- Oh Ron daj im spokój. - Hermina poparła Ginny po czym szybko zwróciła się do Harry'ego. - Wiesz już coś na temat szkoły? - spytała z nadzieją w głosie.
- Niestety. - zaprzeczył. - Mam natomiast całkiem inne wieści. Zostałem wezwany do Ministerstwa...
- Do pokoju 308 dnia 20 lipca w nieznanym celu. - dokończyła za niego Hermina.
- Tak, czy Ty...
- Tak Harry. Ja i Ron również zostaliśmy wezwani nie mając pojęcia po co. - Hermina sprawiała teraz wrażenie zmartwionej i zamyślonej.
- Remus powiedział mi, że ja oraz kilka innych osób jesteśmy wzywani w sprawie testamentu Dumbledore'a. - Hermina spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczami. Ginny wciągnęła głęboko powietrze a Ron usiadł na łóżko z głośnym plaśnięciem.
- Chcesz powiedzieć, że Dumbledore zostawił nam coś w spadku? - spytał powoli i selektywnie dobierając każde słowo, Ron.
- Na to wygląda. - oznajmił Harry. Gdy tylko skończył wypowiadanie słowa rwyglądar1; coś jakby trzasnęło za drzwiami. Ktoś zrobił cichutki krok i rozległo się pukanie.
- Proszę! - powiedziała cała czwórka jednocześnie. Drzwi otworzyły się i do środka wszedł stary, chudy skrzat domowy odziany w brudna szmatę. Pokłonił się niechętnie i zamknął za sobą drzwi.
- Stworek? Co ty tu robisz? - spytał Harry puszczając rękę Ginny i podchodząc do niego żwawo.
- Stworek przyszedł prosić Pana Sir, czy Stworek może wrócić do domu Blacków? - spytał ze spuszczona głową. Harry usłyszał jednak jak szepcze pod nosem coś co brzmiało jak "Stworek w pobliżu szlamy, co za wstyd" oraz "Nieszczęście spadło na Stworka, służyć plugawemu bachorowi Potterów".
- Dlaczego miałbym posłuchać twej prośby? - spytał zaskoczony tym pytaniem Harry.
- Stworek nie chce dłużej, nie będzie służył w szkole, w której uczą się szlamy i mugolaki! - zaczął krzyczeć i tupać małymi, brudnymi stopami. Mamrocąc cały czas "wstyd", "hańba".
- Wiesz może czy szkoła będzie nadal otwarta? - spytał Harry ignorując jego zachowanie.
- O tak, Stworek wie i chociaż mu się to nie podoba to szkoła nadal będzie otwarta. - odpowiedział nieco spokojniej skrzat.
- Na razie Stworku rozkazuję Ci wrócić do Hogwartu i pracować razem z innymi skrzatami aż do odwołania. - rozkazał Harry. Stworek zacisnął piąstki a na jego twarzy pokazał się grymas wściekłości i nienawiści. Pokłonił się ledwie dostrzegalnie w kierunku Harry'ego i zniknął wydając przy tym ciche pyknięcie.
- Więc wrócisz do szkoły, Harry? - spytała Hermina nie spodziewając się pozytywnej odpowiedzi.
- Jeszcze nie wiem. - odpowiedział wymijająco.
- Masz moje słowo, że jeśli Ty tam nie wrócisz i jeśli mama mnie nie zabije to ja również nie wracam. - oznajmił Ron. Obaj spojrzeli na Herminę.
- Ale przemyślicie to jeszcze? - spytała znacząco spoglądając z nieco przestraszoną miną, że ktoś próbuje pozbawić jej możliwości kształcenia się.
Przez kolejnych kilka dni nie działo się nic szczególnego. Ron i Hermina zostawiali teraz często Harry'ego sam na sam z Ginny co oczywiście było pomysłem Hermiony, która twierdziła, że później mogą nie mieć czasu dla siebie. Lupin wpadał od czasu do czasu w towarzystwie Tonks aby porozmawiać z Pania Weasley. Bill wraz z Fleur odwiedzali sklepy i kupowali już najniezbędniejsze rzeczy na ślub.
Wreszcie nadszedł długo oczekiwany dzień, w którym Harry miał udać się do ministerstwa wraz z Ronem i Herminą. Od samego rana w Norze panowało nie małe zamieszania. Pani Weasley i Ginny krzątały się po kuchni przygotowując śniadanie. Harry, Ron i Hermina pospiesznie wciągali szaty czarodziejów. Fleur i Bill pytali wszystkich po kolei co myślą o wyprawieniu wesela w Hogwarcie. Pan Weasley szukał czegoś w kredensie nucąc coś pod nosem a stary Ghull zamieszkujący strych jęczał wyjątkowo głośno.
- Molly, kochanie nie wiesz może gdzie zostawiłem raport na temat Fałszywych Eliksirów Wzmacniających Czarodziejską Moc? - spytał Pan Weasley badając wzrokiem pułki z magiczną literaturą. - Musi być gdzieś na wierzchu. - oznajmił zdenerwowanym głosem.
- Sprawdź w swojej teczce. Jestem pewna, że wczoraj gdy wróciłeś z pracy nic z niej nie wyjmowałeś. - odpowiedziała Pani Weasley stawiając na stole świeżo przyrządzone tosty z dżemem.
- Jest! Jest! - wykrzyknął Pan Weasley a na jego twarzy pojawił się wyraz tryumfu. - Muszę to przedstawić ministrowi. - dodał znikając za drzwiami kuchni.
- ŚNIADANIE! - krzyknęła Pani Weasley. Harry, Ron i Hermina zbiegli po schodach niemal natychmiast. Fleur wkroczyła do kuchni przeglądając katalog "Czarujące Suknie Ślubne" a Bill notował coś w swoim kalendarzyku.
- 'Arry! Co Ty myśli o tej? - spytała Fleur pokazując Harry'emu jedną z wielu sukien w kolorze nieskazitelnej bieli.
- Piękna, naprawdę podoba mi się. - skłamał Harry gdyż tak naprawdę nie wiele go to obchodziło.
- Nawet nie taki drogo. Tu pisali 168 galeonów. - dodała podczas gdy nikt nie zwracał na nią uwagi.
- Jedzcie bo nie długo zjawią się przedstawiciele ministerstwa. - poganiała ich Pani Weasley. Kiedy wszyscy skończyli, a Ginny zabierała się do zmywania naczyń
Cześć 1 -
Część 2