Rekord osób online:
Najwięcej userów: 919
Było: 15.01.2026 18:43:56
Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Ewa Potter
O pomocy i determinacji.
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona wraz z przyjaciółkami przybywa do Hogwartu, gdzie odbywa się uczta rozpoczynająca nowy r...
>> Czytaj Więcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Pożegnali się z Remusem, który zaraz potem zniknął do tylko sobie znanego miejsca. Sami ruszyli do domu Petera, gdzie czekała na nich jego zatroskana matka. Syriusz zobaczył na stole w salonie kolejne wydanie gazety redagowanej między innymi przez Aileen. Z okładki patrzyła na niego bardzo ładna brunetka w dziwacznie skrojonej szacie. Zaczął się zastanawiać, co jest z nią nie w porządku, ale wtedy Glizdogon pomachał mu ręką z kuchni... pomieszczenia, które aż biło rodzicielską troską. Przepełnione było garnkami, falbanami, zdjęciami pulchnego chłopca i kolorowymi magnesami na lodówkę. W szafkach pochowano starą zastawę, z której spokojnie mogłyby korzystać przyszłe pokolenia. Całe mieszkanie zresztą wydawało się niezbyt bogate, co oczywiście w żadnym razie Syriuszowi nie przeszkadzało. Może go tylko dziwił odznaczający się na tle pozostałych pokój Petera - był odświeżony, wyposażony w nowoczesne meble i kilka ciekawych, magicznych przedmiotów. Dla Blacka prezentował się trochę jak sypialnia zafascynowanego Hogwartem nastolatka i zapewne urządzano go podczas ich szkolnych lat.
Matka Glizdogona była specyficzna, ale z pewnością bardzo kochała swojego syna... i wszystko to, co z nim związane. Jeśli ktoś nazywał się wrogiem jej dziecka, ona również darzyła go niechęcią, natomiast najbliższych przyjaciół traktowała jak członków własnej rodziny. Syriusz uważał, że Peter jest przez nią rozpieszczany, tak samo zresztą jak James przez własnych rodziców, ale był to inny rodzaj wychowania. Państwo Potter mimo przygniatania dziecka własną miłością, stawiali przed nim mnóstwo wyzwań dotyczących jego zachowania, wyników w nauce, czy przyszłej kariery. Kiedy przychodziło co do czego zawsze potrafili postawić na swoim, chociaż w wielu momentach zwyczajnie mu pobłażali. W domu Glizdogona było zupełnie inaczej. Jego ojciec odszedł, zanim jeszcze Sonia Pettigrew zdążyła urodzić i być może starała się w każdy możliwy sposób wynagrodzić synowi brak ojca. Potrafiła przymykać oko na wszystko i niczego nie komentować, żyła w słodkiej nieświadomości, jeśli idzie o przywary Petera. Dostrzegała jedynie jego zalety, czasami nawet przesadzając w wychwalaniu. On nigdy jej nie blokował, czasami nawet przesadnie się uśmiechał podczas tego wyrazu szczerego uwielbienia, chociaż dla Syriusza takie zachowanie bywało żenujące. Mimo takich chwil lubił Sonię, która nawet w najgorszych chwilach wydawała się o wiele sympatyczniejsza i bardziej życzliwa od jego własnej matki - prawdziwej wiedźmy.
Na samo jej wspomnienie Syriusz nie mógł zasnąć tej nocy. W pełni oderwał się od własnej rodziny, ale cały czas w jego głowie błąkały się niezbyt przyjemne myśli związane z dzieciństwem. Przez ostatnie lata robił wszystko, co tylko mógł, żeby pozbyć się jakiegokolwiek powiązania z Blackami - zmienił nie tylko towarzystwo, ale samego siebie. Każdy jego krok był jak szpilka prosto w, do tej pory nieskalane, ego Walbugii. W niektórych momentach nawet przesadzał i doskonale o tym wiedział, ale i tak nie mógł się powstrzymać - jakby ten cichy bunt miał jakiekolwiek znaczenie dla świata.
Zanim zdążył chociażby zamknąć oczy, poranek zmusił go do wstania. Tego dnia chciał wynieść się od Petera - już i tak nadużył jego gościnności. Mieszkanie przyjaciela było dość duże, żeby kogoś przenocować, ale z pewnością nazbyt małe dla większej ilości domowników. Spakował się jeszcze przed śniadaniem, które wszyscy zjedli w pośpiechu. Matka Petera musiała być przed szóstą w pracy, a sam Glizdogon najpewniej miał ochotę położyć się spać po ciężkiej nocy. Późnym wieczorem wybiegł z mieszkania, a kiedy Syriusz zapytał go, dokąd tak biegnie, ten nic nie odpowiedział, jedynie zrobił się biały jak kreda. Taka reakcja wzbudziła początkowo niepokój Blacka, ale był pewien, że gdyby jego przyjaciel miał jakieś kłopoty, z pewnością by mu o nich powiedział. Dlatego kiedy tylko Sonia opuściła kuchnię, obrócił wszystko w żart i o tej nazbyt wczesnej porze zapytał:
- Jak randka? Udana?
Widelec z głośnym trzaskiem upadł na podłogę. Peter bardzo powoli schylił się po swoją zdobycz i przez dłuższą chwilę pozostawał pod stołem. Nie mógł jednak odwlekać tej chwili w nieskończoność i w końcu powrócił na krzesło z kamienną twarzą.
- O czym mówisz, Syriuszu? - rzucił nerwowo.
- Wybiegłeś w nocy tak nagle - stwierdził z uśmiechem, bawiąc się nożem kuchennym. Wyglądało to niezbyt bezpiecznie, dlatego Peter przyglądał mu się z niepokojem.
- No tak - odparł, panując już nad drżeniem własnych dłoni. - Byłem umówiony.
- Nic nie mówiłeś, że się z kimś spotykasz - rzekł wciąż rozbawiony, ale dostrzegając spojrzenie Glizdogona, odłożył nóż na swoje miejsce. - Jaka ona jest?
- Ładna. Znaczy dla mnie, tobie pewnie by się nie spodobała - powiedział, drapiąc się po brodzie.
- Daj spokój, przecież nie odbiłbym ci dziewczyny, nawet gdyby była wilą.
Oboje pogrążyli się w milczeniu. Syriusz zaczął zastanawiać się, czy jego przyjaciel kiedykolwiek spotkał się z jakąkolwiek kobietą, która mogłaby stanowić dla niego obiekt seksualny. Fakt, że Peter być może po raz pierwszy spędził noc z płcią przeciwną i nic mu o tym nie powiedział, był dla niego prawdziwym szokiem. Do tej pory żył w przekonaniu, że jak tylko Glizdogon otrzyma realny pocałunek, od razu przyleci i się pochwali. Cóż... wiele się zmieniło. Być może teraz nie chciał niczego zapeszać, pewnie było to dla niego ważne. James też nie opowiadał mu o Lily, ale o tym akurat nie chciał słuchać, naprawdę.
- Jak ma na imię? - zapytał, spoglądając na Petera kątem oka.
- Hm... na imię? Roksana. Ale nie pytaj mnie już o więcej, to delikatna sprawa.
Syriusz wzruszył ramionami, ale nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Peter, dziewczyna i delikatna sprawa... to nie mieściło się w jego głowie.
Pół godziny później teleportował się w miejsce, które z każdą wizytą stawało mu się coraz bliższe - jakby mieszkał tam od dziecka. Pokonywał kolejne ścieżki z uśmiechem, a kiedy okazało się, że znajduje się w polu magicznej bariery poczuł bardziej ulgę niż rozdrażnienie.
Normalnie całą drogę przebyłby w godzinę, ale po drodze zatrzymało go niecodzienne zjawisko.
Wpatrywała się w niego wielkimi oczami, a on nie mógł oderwać od niej wzroku. Była niczym hipnotyzerka, bardzo skutecznie utrzymywała go w bezruchu przez dłuższy czas, chociaż nie wydobyła z siebie żadnych dźwięków. Martwił się, że zaraz odfrunie, ale ona pozostawała na gałęzi drzewa, jakby się z nim zrosła dawno temu. Czas naglił, powinien ruszyć naprzód, ale kiedy tylko zrobił krok, ona zamachała z niezadowoleniem skrzydłami. Pozostał więc w jej towarzystwie jeszcze kilka chwil, co w zasadzie nie miało żadnego racjonalnego wytłumaczenia. Czuł przeszywające zimno, bardzo charakterystyczne dla wiosennych poranków. Ruch z pewnością podniósłby temperaturę jego ciała - tylko że czuł się spetryfikowany. Ona jakby odebrała to jako wyzwanie, bo sama nie wykonała ani jednego gestu, była jak brązowa figurka przyczepiona do nagiej topoli. Stali razem z dobre pół godziny, aż w końcu wypłoszyło ich przebiegające obok zwierzę. On odwrócił się szybko, żeby zlokalizować intruza, a ona po prostu odleciała, pozostawiając go samego.
Znajdował się w samym centrum gęstego lasu, gdzie pojawienie się zwierzęcia stanowiło zjawisko co najmniej niecodzienne. Wszystko to za sprawą wioski , które zgarnęła niemalże wszystkie przejawy życie, które ją otaczały. Każdy zając, wróbel, jeż prędzej czy później wpadł w ogromną przepaść przenoszącą do świata magicznego, acz wielce obrażonego na czary. Z pewnością musiała przyciągać je ta tajemnicza aura unosząca się nad jeziorem, w którym zapewne od dawna nikt nie pływał.
Stojąc tak na skale Syriusz zastanawiał się, czy istnieje możliwość, żeby nie teleportować się do Leonoscars, a jedynie wpaść do wody znajdującej się na dnie przepaści. Zapewne była ona lodowata, ale czy istniało w niej życie? Wyobraził sobie krainę magicznych stworów: trytonów, druzgotków, zwodników kappa czy syren ukrytych w gąszczu typowej dla stawów roślinności. Tylko że jezioro z daleka wyglądało na martwe, dawno temu zapomniane przez żyjących. Może właśnie tak przestawiała się jego przyszłość...
Skoczył jak zwykle z lekkim roztargnieniem, ale tym razem wylądował na nogach i nawet się nie zachwiał. Omiótł spojrzeniem okolicę, lecz nie dostrzegł nic znaczącego... może tylko tyle, że drzewa nagle straciły swoje liście, co wyglądało zadziwiająco, biorąc pod uwagę, że jeszcze kilka tygodni wcześniej prezentowały się jak w samym środku lata. Pogoda w Leonoscars była dla niego prawdziwym fenomenem, zdecydowanie.
Ruszył przed siebie, czując, jak woda wdziera się do jego niezbyt przygotowanych na takie przygody butów. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, kiedy wylądował po kolana w błocie. Normalne warunki pozwoliłyby mu na użycie różdżki, ale tutaj musiał przynajmniej kilka minut poświęcić na wydostanie się z gęstej masy ziemi.
- Tutaj nie ma magii, kurwa mać - rzucił poirytowany, cytując przy okazji Raphaela. - Prowadzimy zwykłe, mugolskie, posrane życie.
Resztę drogi przebył już bardziej ostrożnie. Zważał na każde miejsce, gdzie lądowała jego stopa. Dlatego właśnie do wioski dotarł później niż zazwyczaj, nikt jednak nie zwrócił uwagi ani na niego, ani na jego wyjątkowe brudne ubranie. Wśród ludzi panowało dziwnego rodzaju poruszenie, jakby wydarzyło się coś nieoczekiwanego... w negatywnym tego słowa znaczeniu.
Obserwował więc przez chwilę nerwowe ruchy osób przemieszczających się między namiotem sypialnym, a gospodą. Potem skierował się w stronę siedziby Bertrama, mając nadzieję znaleźć tam Natalię albo jej ojca - który być może go nie znosił, ale chociaż znał. Wtedy jednak zobaczył osobę, o której nawet nie pomyślał, a powinien. W końcu Mauron wydawał się najbardziej rzeczowy, stabilny emocjonalny... nawet jeśli wyglądał dosyć niecodziennie.
- Syriusz Black, co za niespodzianka - powiedział spokojnie, ignorując mężczyznę machającego do niego z oddali. - Zadziwiające, że pojawiłeś się u nas akurat tego dnia.
- Zauważyłem, że macie tutaj jakieś zamieszanie - rzekł, starając się być tak samo pozbawiony emocji, jak Mauron... niezbyt mu to wyszło.
- Skradziona została najstarsza z naszych ksiąg, ludzie są zaniepokojeni...
- Ja jej nie zabrałem - żachnął się Syriusz, spodziewając się ataków ze strony mieszkańców Leonoscars na czele z Raphaelem.
- Nikt cię nie oskarża - odparł beznamiętnie, chociaż kącik jego ust uniósł się lekko, jakby obronna reakcja Syriusza wywołała u niego rozbawienie. Ten z kolei rozglądał się podejrzliwie, bo do ludzi z wioski nie miał zaufania... wydawali mu się nieprzewidywani. - Chodź ze mną. - Po tych słowach odwrócił się i ruszył przed siebie.
Syriusz nie miał pojęcia, co takiego Mauron chciał mu pokazać, ale już zdążył przyzwyczaić się do roli niesionego wiatrem liścia. Czasami odczuwał jeszcze szczątki irytacji, ale ta powoli zanikała, przytłoczona pojęciem rutyny. Poszedł więc za tajemniczym mieszkańcem lasu, pozostawiając za sobą podejrzliwość, czując jak zwykła, ludzka ciekawość wygrywa z wszelkimi innymi uczuciami.
Minęli namiot Bertrama i udali się w gąszcz drzew rosnących za nim. Syriusz jeszcze tam nie był, ale nie wyobrażał sobie nawet, w jaki sposób miałby zwiedzić cały las. Mauron, podobnie jak reszta osób z Leonoscars, nie wyłączając Iana, Natalie, Godwina czy Raphaela, doskonale poruszał się po terenach wokół wioski. Ani razu nie potknął się o korzeń, nie nadepnął na żadną niewłaściwą roślinę. Syriusz z kolei co rusz lądował w jakimś dole, wpadał w pojawiające się znikąd chaszcze. Czuł się trochę jak ofiara losu, ale droga wskazana przez Maurona była jeszcze gorsza niż ta prowadząca nad przepaść.
W końcu dotarli do niewielkiej jaskini, którą ukryto w cieniu ogromnego klonu. Nie prezentowała się bynajmniej zjawiskowo, ale biorąc pod uwagę, że Mauron zatrzymał się tuż przy niej, z pewnością stanowiła cel ich wyprawy. Kilka chwil później Syriusz stanął obok dziwnego mężczyzny i spojrzał na niego z wyczekiwaniem. Jednak ten nie sprawiał wrażenia chętnego do rozmowy, po prostu wpatrywał się w pokaźną szczelinę i zaraz potem przedostał się przez nią do wnętrza jaskini. Syriusz stał zdezorientowany, bo przecież nie otrzymał żadnego znaku ani polecenia. Nie widząc jednak żadnego rozwiązania, po prostu podążył za Mauronem.
Przeciśnięcie się przez tak wąskie przejście nie było wcale przyjemnością, zwłaszcza że Syriusz nie należał do grona małych i szczupłych. W pewnym momencie przeraził się, że utknął w przejściu, ale na całe szczęście przy odrobienie wysiłku i spokoju udało mu się uwolnić.
Z każdej strony otaczała go ciemność. Światło z trudem przedzierało się przez szczelinę, ale też nie objawiało niczego, co było choćby o krok od wyjścia. Zapewne pod wpływem niepokoju Syriusz opuściłby to duszące pomieszczenie, ale po chwili w środku pojawił się płomień świecy trzymanej przez Maurona, który oświetlił wnętrze jaskini. A były to tylko wilgotne skały, co wywołało u Syriusza rozczarowanie w czystej postaci. Spodziewał się raczej długiego, tajemniczego tunelu i mnóstwa starodawnych, mitycznych wręcz fresków. Zamiast tego poczuł się jak dziupli lisa, gdzie zwierzę szukało schronienia przed drapieżnikami.
- Co tutaj jest? - zapytał Maurona, wciąż doszukując się w ścianach jaskini jakichkolwiek nieprzeciętnych właściwości.
- Tutaj ukryte było Tchnienie, najstarsza z naszych ksiąg - odpowiedział spokojnie, dotykając swoimi bladymi palcami skały. Syriusz spojrzał na niego zszokowany, bo ciężko mu było wyobrazić sobie gorsze miejsce na przetrzymywanie wyjątkowego przedmiotu. Wilgoć, od której włosy przykleiły się do jego czoła, z pewnością zniszczyłaby papier. Poza tym wejścia nie strzegły żadne zaklęcia, które mogłyby powstrzymać intruza. Być może i droga do Leonoscars nie należała do najłatwiejszych, ale przecież dla chcącego nic trudnego - wystarczyło odrobinę wysiłku.
- Nie jestem przekonany czy... - zaczął powoli, nie chcąc urazić Maurona. - No wiesz... czy to jest najlepsze...
- Miejsce? - przerwał mu mężczyzna z uśmiechem. - Zapewne masz rację, ale do tej pory ukrycie Tchnienia w jego naturalnym miejscu nie było dla nas kłopotliwe. Ta księga tutaj się urodziła i w tym miejscu powinna umrzeć, ale najwyraźniej ktoś postanowił inaczej.
- Co masz na myśli, mówiąc, że to Tchnienie się tutaj urodziło? W tej jaskini mieszkał jej autor?
Mauron posłał mu irytujący, tajemniczy uśmiech, ale nie odpowiedział od razu. Najwyraźniej przez dłuższą chwilę chciał napawać się niewiedzą Syriusza.
- Nie wiadomo, gdzie powstała księga ani kto był jej ojcem. Tutaj ją znaleziono i od tamtej pory nikt jej nie ruszał. Nie zrozum mnie źle, Syriuszu Black, ale Tchnienie nie przejawiało żadnej szczególnej wartości poza tą sentymentalną, ściśle związaną z nami. Znajdowały się w niej legendy pradawnych plemion, które równie dobrze można było usłyszeć od jakiegokolwiek mieszkańca Leonoscars. Ponad to niedawno sam się o tym przekonałeś, bo historia opowiadana przez Natalie, ta o Nyah i Cashile, pochodziła właśnie z Tchnienia. Rzadko udajemy się do jaskini, księgę wyciągamy tylko raz do roku, podczas Święta Opowiadań. Bywa, że ja zaglądam tutaj, aby upewnić się, że wszystko znajduje się tam, gdzie powinno. Dziś odkryłem brak i od razu podzieliłem się tym z resztą. Nikt nie widział złodzieja. - Zrobił pauzę, jakby chciał poukładać myśli we własnej głowie. Dopiero po dłuższej chwili milczenia, której Syriusz nie przerwał, podjął się opowiedzenia dalszej części historii. - Nie myśl jednak, że księgi nie chroniło nic poza tą lichą skałą. Tchnienie mógł znaleźć tylko ten, który ze mną rozmawiał...
- Co oznacza, że musiałeś widzieć sprawcę, tylko nie wiesz kiedy... - dokończył za niego Syriusz. - Myślisz, że to ktoś z Leonoscars?
- Nie mogę niczego wykluczyć - powiedział ze smutkiem. - Ale wolę jednak winą obarczać czarodziejów... chociażby tego, który zjawił się u nas wraz z tobą.
- Chodzi ci konkretnie o Śmierciożerców.
Cała układanka zaczynała powoli nabierać kształtu, chociaż wciąż pozostawało nazbyt wiele pytań. W tamtym momencie był pewien, że to poplecznicy Lorda Voldemorta wykradli księgę dla swego pana... nie mógł tylko zrozumieć po co tak okrutnemu czarnoksiężnikowi plemienne historie o miłości?
- Opowieść o Nyah i Cashile wbrew pozorom wcale nie dotyczyła ich uczucia. Przynajmniej nie tylko - powiedział Mauron, jakby czytając w myślach Syriusza. - Najważniejsza treść tkwiła w szczegółach, które Natalie z oczywistych powodów pominęła.
- W takim razie, o co właściwie chodziło?
losiek13 dnia 26.08.2015 00:53

Nie lubię tego, że on jest fajny, bo nie powinien być... Ale słowa uznania i za to, bo w Twoim wydaniu jest lepszy, niż ten od Jo.
Alette dnia 27.08.2015 00:07
(już to nawet napisałam, więc za jakieś 30 stron możesz ocenić, czy moje wyjaśnienie cię satysfakcjonuje)
Penelope dnia 27.08.2015 20:27
Barlom dnia 06.09.2015 19:52
Przeszkadzało mi całkiem sporo literówek, czy połkniętych słów, mimo to nie przeszkodziło mi to w czerpaniu przyjemności z czytania twojej serii. 

Sam Quest dnia 06.01.2016 16:12
Alette dnia 25.08.2016 20:33
| Wybitny! | 100% | [1 głos] | |
| Powyżej oczekiwań | 0% | [0 głosów] | |
| Zadowalający | 0% | [0 głosów] | |
| Nędzny | 0% | [0 głosów] | |
| Okropny | 0% | [0 głosów] |
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
losiek13
Jeeeeeeeeeeeeeeejku jejku jejku! Kocham ten fan fick. Normalnie czyta się jak książkę. I nie lubię Cię, bo strasznie rzadko dodajesz te rozdziały ostatnio. Tak okrutnie, okropnie rzadko. Masz jednak taki styl, że aż tak szybko nie zapomina się akcji. Zżyłam się trochę z Twoimi bohaterami i nawet nie musiałam się cofać do rozdziału wcześniej by szybko wejść w akcję. To się nazywa talent, wiesz? ;>
Bardzo podoba mi się wstawka z Peterem. W ogóle podobnie wyobrażałam sobie jego rodzinę (czyli nadopiekuńczą, pozwalającą mu na wszystko mamę i brak ojca, co jest oczywiste i tłumaczy jego ciapliwość i brak zaradności). Oczywiściej już go nienawidzę za okłamanie Syriusza z tą dziewczyną, a jednocześnie podziwiam jak autentycznie pokazałaś nam myśli Blacka. On naprawdę jeszcze nie wie, co się święci i dlaczego Peter uciekał z domu, a my już wiemy i to jest straszne.
Trochę dziwi mnie motyw z tą książką, a konkretnie to jak małomówny zazwyczaj Mauron nagle wylewnie opowiada Syriuszowi o książce i pokazuje mu miejsce jej ukrycia. Powinien w końcu być podejrzliwy wobec wszystkich w zaistniałeś sytuacji, a szczególnie wobec obcego, a tutaj wygląda jakby mu ufał. I nawet jeśli wie, że prawdopodobieństwo, że złodziejem jest Syriusz jest taki niewielkie, że aż bliskie zera, to jednak mimo wszystko ta wylewność mi do niego nie pasuje. Ale zobaczymy co będzie dalej.
Mam nadzieję, że prędko!