Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Magiczne puzzle HP

Kategoria: Inne
Autor: Smierciojadek

Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix użytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej

The House of Gaunt

Kategoria: Recenzje filmów
Autor: Anastazja Schubert

Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej

HPnet istnieje naprawdę

Kategoria: HPnet
Autor: Anastazja Schubert

W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Syriusz32

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix użytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej

Historia pod skórą z...

Kategoria: Wywiady
Autor: Anastazja Schubert

Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

[NZ]Rozdział 10 cz....

Tytuł: Rozdział 10 cz.2 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 10 cz....

Tytuł: Rozdział 10 cz.1 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 9 cz.2...

Tytuł: Rozdział 9 cz.2 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej

Remus Lupin

Tytuł: Remus Lupin
Gatunek: Poezja
Autor: Kasia Koziorowska

Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 9 cz.1...

Tytuł: Rozdział 9 cz.1 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 8 cz.2...

Tytuł: Rozdział 8 cz.2 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 8 cz.1...

Tytuł: Rozdział 8 cz.1 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 42
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
Łącznie na portalu jest
48,158 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 1414
Było: 24.05.2026 16:48:00
Napisanych artykułów: 1,087
Dodanych newsów: 10,564
Zdjęć w galerii: 21,490
Tematów na forum: 3,920
Postów na forum: 319,635
Komentarzy do materiałów: 222,016
Rozdanych pochwał: 3,327
Wlepionych ostrzeżeń: 4,170
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  GRYFFINDOR!

Gryffindor
Punktów: 1509
uczniów: 4220
Hufflepuff
Punktów: 335
uczniów: 3778
Ravenclaw
Punktów: 916
uczniów: 4452
Slytherin
Punktów: 115
uczniów: 4107

Ankieta
Zima przejęła Hogwart i okolice, śnieg mocno sypie, ale to Cię nie powstrzyma przed robieniem planów. Zastanawiasz się, co ciekawego można robić w weekend:

Bitwa na śnieżki to jest to! Może "zupełnym przypadkiem" oberwie od nas przechodzący obok Snape.
12% [9 głosów]

Plan to brak planu. Będę leżeć w łóżku, pić kakao i plotkować ze współlokatorami z dormitorium.
40% [31 głosów]

Mój nos utknie głęboko w książkach. Tylko pani Pince będzie mnie mogła odgonić od czytania.
13% [10 głosów]

Wymknę się cicho do Miodowego Królestwa. Najwyższa pora uzupełnić zapasy słodkości.
9% [7 głosów]

Postraszę we Wrzeszczącej Chacie. Uwielbiam oglądać miny przechodniów, kiedy wydaje im się, że uciekają od duchów i upiorów.
12% [9 głosów]

Każda pogoda jest dobra na Quidditcha. Śnieg nie powstrzyma mnie przed regularnymi treningami.
14% [11 głosów]

Ogółem głosów: 77
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 07.02.23

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
Hufflepuff[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
[Z] W poszukiwaniu zakończenia
Lord Voldemort sieje zamęt wśród czarodziejów, kiedy młody mężczyzna otrzymuje zadanie, którego sam nie rozumie. Zagubiony wśród lasów Leonoscars próbuje odpowiedzieć na pytania, których nikt nie zadał, by skończyć coś, co się nawet nie zaczęło.
Autor: Prefix użytkownikaAlette
Gatunek: Przygodowe
Ograniczenie wiekowe: +16
Przeczytano 76320 razy.
Rozdziały: [1], [2], [3], [4], [5], [6], [7], [8], [9], [10], [11], [12], [13], [14], [15], [16], [17], [18], [19], [20], [21], [22], [23], [24], [25], [26], [27], [28], [29].
W poszukiwaniu zakończenia 27/29
Lord Voldemort sieje zamęt wśród czarodziejów, kiedy młody mężczyzna otrzymuje zadanie, którego sam nie rozumie. Zagubiony wśród lasów Leonoscars próbuje odpowiedzieć na pytania, których nikt nie zadał, by skończyć coś, co się nawet nie zaczęło.
Czuję się lekko zestresowana, bo jeszcze tylko dwie części. W każdym razie mam nadzieję, że się wam spodoba.

Chciałabym zadedykować to Sam, która zgodziła się przeczytać moje wypociny przed publikacją, dzięki czemu czuję się trochę pewniej.


***



Jak na lato, pogoda w Londynie była naprawdę parszywa. O godzinie jedenastej całe niebo pokryły gęste, ciemne chmury, żeby tuż po południu zesłać na miasto falę deszczu, jakby w tym kraju było go co najmniej mało. Słońce ani na moment nie pokazało swego zacnego oblicza, z kolei mieszkańców, jak i turystów mógł ucieszyć zimny, silny wiatr. Ludzie kroczyli po ulicach odziani w foliowe płaszcze lub z kolorowymi parasolami, bo jeśli mieli jakoś sobie uprzyjemnić pobyt w Anglii, to właśnie poprzez zmyślne przedmioty chroniące przed bezlitośnie opadającymi z nieba kroplami.

Syriusz stał na chodniku niczym figura woskowa, kompletnie ignorując złośliwe uwagi przechodniów. Mógł sobie wybrać lepsze miejsce na rozmyślania niż centrum miasta, ale właściwie... co go mogła obchodzić banda mugoli? Sam rzuciłby na siebie zaklęcie odbijające krople deszczu, gdyby tylko nie miał tego wszystkiego gdzieś.
Znowu przekroczył jakąś głupią granicę, znowu o tym wiedział i znowu nic z tego nie wyniknie. Jedyna różnica polegała na tym, że teraz wreszcie wiedział, o co mu chodziło. Wcale go to nie usprawiedliwiało, niewiele też mogło zmienić, ale chociaż pozwalało zrozumieć.

On naprawdę nie miał nikogo poza Jamesem. Był tego świadomy już od dawna i strasznie go to denerwowało. Z jednej strony uważał, że im mniejszą ilością bliskich ludzi mógł się pochwalić, tym mniej wyrzutów zaatakowałoby go, gdyby coś mu się stało. Zawsze widział siebie jako osobę, która ginie w walce, a nie należał do imbecylów, którzy nie zdawali sobie sprawy, że śmierć może być ciosem. Umierając, nie zraniłby siebie, tylko osoby dla niego ważne. Nawet gdyby pięć razy dziennie przepowiadał swój pogrzeb, nie przygotowałby ich na nieuniknione. Dlatego właśnie na myśl o tym, że na tym świecie żyje zaledwie jedna osoba, która mogłaby jakoś przeżyć jego śmiertelną walkę, napawała go otuchą. Remus już od dawna się od nich odsunął, a Peter... był sobą, traktował go jak kompana, ale nie członka rodziny. Poza tym z jakiegoś powodu odnosił wrażenie, że Glizdogon bardzo szybko poradziłby sobie z jego odejściem. W każdym razie dla Syriusza najważniejszy był James, bez względu na czas i okoliczności. Ta broń, odsuwanie od siebie wszystkich poza jedną osobą, stała się mieczem obosiecznym. Skupił wszystkie więzi na tym jednym, biednym Potterze i nie miał pojęcia, jak z tego wybrnąć, bo martwił się o niego o wiele bardziej niż o cokolwiek.

Chciałby... naprawdę bardzo chciałby cieszyć się szczęściem przyjaciela. Tylko James był naiwny, w pewnych aspektach niewinny, jak białogłowa dziewica i nie rozumiał. Nie wychował się wśród ludzi gloryfikujących idee podziału czarodziejów na lepsze i gorsze kategorie, więc nie wiedział, że takich jest bardzo dużo i nie da się ich zmienić kilkoma słowami i pojedynkami. Nie docierało do niego, że syf pozostanie nawet po zagładzie Voldemorta, a nawet gdyby ten w tajemniczych okolicznościach rozpłynął się, to i tak pokonanie Czarnego Pana na ten moment wykraczało poza ich możliwości. Tutaj nawet nie chodziło o to, że tego podłego czarnoksiężnika nie dało się znaleźć albo że trzeba było w pierwszej kolejności rozprawić się z jego zwolennikami. Stając twarzą w twarz z Tym Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, można co najwyżej unieść dumnie głowę, rzucić kilka uroków i paść na ziemię jak szmaciana lalka. Skoro Albus Dumbledore nie miał z nim szans, co sam otwarcie przyznał, to cóż dopiero oni. Zanim pojawi się odpowiedni przeciwnik, miną miesiące, może nawet lata. Przez ten czas ludzie pogrążą się w rasowym brudzie, wszyscy pozostali wylądują w kostnicy. To nie był dobry czas na tak trywialne rzeczy, jak zakładanie rodziny, wychowywanie dzieci, świętowanie rocznic ślubu, organizowanie przyjęć i słodkich obiadków. Zwłaszcza dla kogoś, kto na własne życzenie wplątał się w organizację, której głównym zadaniem była walka, na wszelkie możliwe sposoby. I śmierć. Bo przeżyć i odnaleźć spokój mogli tylko ci, którzy nie mieli nic do stracenia, których nie dało się niczym zastraszyć.

Jednak w głębi ducha zastanawiał się, czy na pewno miał rację. Ktoś mu kiedyś powiedział, że zła nie da się pokonać. Zwyrodnialcy istnieli zawsze i, bez względu na wszystko, wciąż będą się rodzić. Dzisiaj ich problemem był Lord Voldemort, za jakiś czas siać zamęt będzie ktoś inny. Skoro więc i tak czeka ich życie przeładowane walką o przetrwanie i godną egzystencję, to ku chwale czego mieliby rezygnować ze wszelkich form normalności? Syriusz chciał być sam, ale to wcale nie była dobra droga, w każdym razie nie niosła za sobą żadnej formy radości. A on chciał, żeby James był szczęśliwy. W ostateczności mógł sam przypilnować, żeby temu matołowi nic się nie stało, a jego dzieciak wyrósł na równie rozpuszczonego szczeniaka jak jego ojciec... bo mógł, prawda? Poza tym od kiedy bał się ryzyka...? Całe jego życie było jak chodzenie po linie nad przepaścią, gdzie na dnie czekało stado rozwścieczonych chimer. James zawsze włóczył się razem z nim, bo przecież bez zagrożenia, nutki niepewności nie było zabawy. Ciągle mu gadał, że nie sztuką jest jakoś funkcjonować w tym zepsutym świecie. Trzeba żyć intensywnie, nie wahać się, nie cofać. On mu przytakiwał, bo przecież uważał tak samo.

Uważał tak samo do cholery.

Wyobraził sobie siebie jako aurora, normalnego faceta z żoną, dzieciakiem, domem i... kotem. Zaśmiał się, bo ta perspektywa wcale nie wydała mu się taka zła. W zasadzie była nawet miła, uspokajająca jak jesienna bryza nad wybrzeżem w Szkocji. W tamtym momencie wydała mu się nawet całkiem realna. Zastanawiał się, jak bardzo pokręcone musiałby być jego dzieci, żeby poradzić sobie z takimi rodzicami...

Deszcz przestał padać już jakiś czas temu, ale to właśnie przedzierające się przez chmury promienie słoneczne wyrwały Syriusza z zamyślenia. Jak za machnięciem różdżką rodzinny obraz rozpłynął się w jego wyobraźni, a on nie był w stanie na nowo go zbudować. Zmarszczył brwi, chociaż nie wiedział, że już nigdy tej wizji nie odzyska. Z jakiegoś powodu czuł, że utracił coś bardzo ważnego, ale nie potrafił tego określić, bo przecież nic nie znika tak po prostu, z błahych powodów, na środku zatłoczonej ulicy, wśród bandy obcych ludzi. Nie znika, prawda?



***


Lina słuchała go ze zmarszczonymi brwiami, jakby nie do końca wierzyła w to, co jej opowiedział. Oparła się dłonią o jedną z kuchennych szafek, a on skupił swoje spojrzenie na jej pomalowanych na brązowo paznokciach. "Gówniany kolor" pomyślał, nie mogąc się powstrzymać. "Jakby nosiła kawałki szamba na palcach".
– To brzmi zbyt nieprawdopodobnie. Jak tania fikcja stworzona przez niezbyt rozgarniętą dwudziestotrzylatkę na umysłowym poziomie przedszkolaka – stwierdziła, tuż po tym, jak Syriusz skończył swoją relację. Na jej wypowiedź ten tylko zmrużył oczy, co najmniej jakby przyjaciółka swoimi słowami obraziła jego wraz z całą rodziną... tą prawdziwą.
– Nie musisz mi wierzyć, po prostu chodź ze mną to sprawdzić - powiedział, tupiąc noga w zniecierpliwieniu.
– Nie możesz poprosić...
– Nie – przerwał jej, zanim zdążyła dokończyć pytanie. Lina westchnęła ciężko, jakby domyśliła się, w czym tkwi problem.
– W porządku, ale bez szaleństw.
Syriusz uśmiechnął się triumfalnie, jakby właśnie osiągnął jakieś zwycięstwo, co nie miało wiele wspólnego z prawdą. Z drugiej strony...
– Tylko daj mi się ubrać – dodała po chwili, a on zmierzył ją swoimi czarnymi jak smoła oczami. Miała na sobie szlafrok w kolorze gdzieś między pomarańczowym, a różowym... ale chyba bardziej tym pierwszym, chociaż Syriusz nie czuł się na siłach, żeby stwierdzić ze stuprocentową pewnością. Kiwnął krótko głową, jakby opcja wyprawy z Liną w takim stroju w ogóle stanowiła jakąś opcję. Kobieta udała się do swojej sypialni, a on usiadł na kanapie, skupiając spojrzenie na starym zegarze stojącym obok dębowej komody.

Czekał zdecydowanie zbyt długo, ale nie był na tyle bezczelny, żeby poganiać kobietę, którą niemalże silą próbował wywlec z mieszkania. W końcu Lina stanęła przed nim ubrana w czarną, elegancką sukienkę i zielone podkolanówki w białe grochy. Syriusz zmierzył ją od stóp do głów, ale nie skomentował tak cudacznego stroju. Miał dosyć sprzeczek, chyba na najbliższe pięć lat.

Razem opuścili mieszkanie, wzbudzając ciekawość sąsiadki mieszkającej piętro wyżej, której głównym zajęciem w ciągu dnia było podglądanie młodszych od niej ludzi. Z pewnością zdawała sobie sprawę, że Emelina jest samotna, więc i widok młodego mężczyzny w jej towarzystwie musiał być dla niej co najmniej ekscytujący. Mrużyła oczy, przekonana o tym, że nikt jej nie widzi i mamrotała pod nosem coś, czego Syriusz usłyszeć nie mógł.

Teleportowali się dopiero w piwnicy, kiedy mogli być pewni, że nikt ich nie dostrzeże. Ponownie znaleźli się na skraju lasu prowadzącego do Leonoscars i dopiero wtedy zdali sobie sprawę, że w zasadzie razem są tutaj dopiero drugi raz. Spojrzeli na siebie z uśmiechem i ruszyli zapuszczoną ścieżką prowadzącą do wioski. W pewnym momencie musieli zmienić kierunek, bo przecież to nie Leonoscars stanowiło ich cel. Przez całą podróż Syriusz miał nieodparte wrażenie, że ktoś podąża ich śladem. Jednak mimo ostrożności nie dostrzegł żadnego śladu szpiega, nawet kiedy przekroczyli barierę antymagiczną. Wciąż kroczyli przed siebie, mijając kolejne drzewa i krzewy, aż w końcu dotarli tam, gdzie chcieli.

Polana wyglądała dokładnie tak samo, jak kilka miesięcy wcześniej. Rosła na niej identyczna, idealnie skoszona trawa przemieszana z mchem. Tylko gdzieniegdzie można było dostrzec kwitnące mlecze i inne formy chwastów, które tylko w takim miejscu mogły czuć się bezpiecznie. Na samym środku widniała zbudowana najprawdopodobniej z sosnowego drewna brama, która pospolitemu obywatelowi wydawała się jedynie elementem krajobrazu. Na jej obrzeżach wyryto znaki, dla Syriusza będące zagadką, bo z pewnością nie mógł zaliczyć ich do któregokolwiek ze znanych mu pism. Za pierwszym razem niespecjalnie go to zdziwiło, bowiem jego wiedza ograniczała się do runów i w szczątkowej formie pisma Hutu. Jednak dziś, po wielu przeczytanych księgach na temat starodawnych plemion świata, owe napisy wydały mu się jeszcze bardziej mityczne, jakby stanowiły część obcego świata - w zasadzie niespecjalnie odstawało to od prawdy.
– Jak masz zamiar tam się dostać? – zapytała Lina, oglądając drewniane wejście z każdej strony. Jej pomalowane na brązowo paznokcie błądziły po twardej strukturze, doszukując się nieprawidłowości. – Ostatnim razem byliśmy przekonani, że to prowadzi do Leonoscars, ale i tak nie zdołaliśmy się przedrzeć przez tę magiczną barierę... o ile w ogóle taka istnieje. – Podrzuciła mosiężny dzwoneczek, dokładnie ten sam, który znalazła w listopadzie. Wiedziała, że jest on najpewniej bezużyteczny. Dokładnie go zbadała wraz z Gideonem, jednak nie znaleźli ani śladu magicznych właściwości. Najpewniej była to zguba jednego z mugolskich dzieciaków, ale Lina i tak trzymała go przy sobie niczym talizman. – Mam nadzieję, że przybyliśmy tutaj z jakimś planem, bo błądzić po omacku nie mam dzisiaj ochoty.
– Wydaje mi się, że znasz mnie już całkiem dobrze – stwierdził Syriusz z niezbyt przyjemnym uśmiechem, który dla większości mógł się wydać jedynie grymasem. – Nie mam zwyczaju szczególnie planować, a i ty się tego po mnie nie spodziewasz. Chcesz po prostu mieć na mnie oko, bo wydaje ci się, że mam zamiar zrobić coś głupiego, racja?

Nie odpowiedziała, ale jej twarz przybrała tak charakterystyczny wyraz, że w zasadzie nie musiała. Dotarło wtedy do niego, że może po jego śmierci nie tylko James się wścieknie. Zapewne było to głupie jak cholera, ale zrobiło mu się lżej na tę myśl. Syriusz Black najwyraźniej nie należał do konsekwentnych ludzi, a jego mózg i serce nie znały takich pojęć jak jedność, czy współpraca.

Wyciągnął z kieszeni kamień, który jeszcze niedawno spoczywał bezpiecznie w mieszkaniu Petera. Kiedy Syriusz pojawił się u niego tylko po to, żeby odebrać swoją... własność (chociaż to nie najlepsze określenie dla przedmiotu, który w zasadzie ukradł), przyjaciel wyglądał na naburmuszonego. Próbował go dopytać, z jakiego powodu zjawia się tak nagle, po co mu ta rzecz, gdzie jest James i co on ma zamiar niby zrobić. Dlaczego Syriusz nie odpowiedział mu na żadne z tych pytań, nie wiedział. Może wynikało to z tego, że zwyczajnie nie chciał się przyznać, że nie ma żadnego planu, bo spaliłby się ze wstydu. Odrzucił od siebie myśl, że w głębi ducha zawsze uznawał Glizdogona za bezużytecznego. Wielokrotnie wymieniał w myślach wszystkie sytuacje, kiedy Peter okazywał się pomocny, ale jakaś część jego podświadomości nie potrafiła darować sobie pogardy dla jego zachowania i umiejętności. Jakby wyjaśnienie mu czegokolwiek i tak nie miało żadnego sensu. Kiedy zatrzasnął za sobą drzwi mieszkania Petera, poczuł palące wyrzuty sumienia. Obiecał sobie, że następnym razem będzie dla niego lepszym przyjacielem. W końcu Glizdogon zawsze stał po ich stronie i nigdy ich nie zawiódł, zasłużył na więcej... ale to później, teraz...

Wyciągnął czarny kamień przed siebie, rozważając różne sposoby jego użycia. Podszedł powoli do bramy, mając na względzie, że najprawdopodobniej jest to klucz do świata Synjys.
– Jesteś pewien, że to nie pułapka – odezwała się Lina, przypatrując mu się z uwagą. Ten cały Noran mógł was oszukać.
– Nie sądzę, żeby tak było. Gdybyś go zobaczyła, wiedziałabyś, że ten znudzony drań wbrew pozorom lubi siać zamęt i to bynajmniej nie za pomocą kłamstw. – Kiedy tylko zbliżył się do bramy, poczuł, jak kamień zaczyna wibrować w jego dłoni. – W najgorszym wypadku po prostu nic się nie stanie i będziemy mieli kolejny punkt z listy do odhaczenia.
– To uznajesz za najgorszy scenariusz? A co chociażby z atakiem przez Śmierciożerców, wraz z najciekawszym skutkiem w postaci śmierci mojej i twojej?
– Cóż za melodramatyczna wizja. Tak czy inaczej ich atak posunie nas przynajmniej do przodu – stwierdził optymistycznie, chociaż tak naprawdę miał nadzieję, że zwolenników Lorda Voldemorta nie spotka... przynajmniej nie dziś.

Chwycił Linę ze rękę i ściskając w drugiej dłoni coraz cieplejszy magiczny przedmiot, ruszył w kierunku bramy, mając nadzieję, że ta otworzy się przed nim sama z siebie. Nie miał żadnego innego pomysłu, nigdy nie słyszał o kluczach w postaci kawałka skały. Fakt, że w ciągu dwudziestu lat swojego życie niewiele jeszcze mógł zobaczyć.

Z każdym kolejnym krokiem rosła w nim obawa, bo drewniane wrota ani drgnęły. Wciąż pozostawały tak samo nieruchome jak kilka chwil wcześniej. Kiedy znalazł się dosłownie kilka centymetrów przed nimi, sytuacja nie wydawała się zmienić ani trochę. Jego irytacje sięgnęła zenitu. Zamachnął się, żeby uderzyć bramę pięścią, ale jego dłoń wcale nie dotknęła drewna, zamiast tego gładko przeszła przez coś, co wydawało się... niczym? Miał już z czymś takim do czynienia, przez siedem lat nauki w Hogwarcie niejednokrotnie musiał przekraczać tego rodzaju bariery, a najprostszym przykładem był peron numer dziewięć i trzy czwarte. Uśmiechnął się na myśl, że cała sprawa okazała się o wiele prostsza niżby mogło się wydawać i ciągnąc Linę za sobą, przekroczył progi świata Synjys.


!!!


Pierwszym, co poczuł, był silny, gorący wiatr, który uderzył go w twarz wraz z zebranym po drodze suchym piachem. Uścisk Liny zelżał i dłoń mimowolnie wyślizgnęła się z jego uścisku. Nie zdążył jednak nawet otworzyć oczu, żeby jej poszukać, bo czyjaś silna ręka zacisnęła się na szyi, pozbawiając tchu. Chciał za wszelką cenę ujrzeć twarz przeciwnika, ale drobinki skalne pod powiekami wciąż skutecznie udaremniały mu poleganie na zmyśle wzroku. Poczuł metalowe ostrze na gardle, więc instynktownie chwycił napastnika za nadgarstek. Należał on z pewnością do mężczyzny – był gruby, włochaty i szorstki, przypominał mu do pewnego stopnia jednego z pupilków Doriana Rogersa. Mimo to nie wydawał się on mocny albo po prostu to uścisk Syriusza stał się silny, bo pod jego wpływem obcemu trzeszczały kości. Musiał poczuć ból, ale nie dał tego po sobie poznać. Syriusz czuł tylko głośne sapanie koło ucha i jedyna myśl, która była w stanie uformować się w jego umyśle dotyczyła tego, że człowiek za jego plecami był najprawdopodobniej tego samego wzrostu co on... a skoro tak, to otoczenie go ramieniem na wysokości szyi musiało być dla przeciwnika co najmniej niewygodne. Wykorzystując to na tyle, na ile pozwalało mu pozbawione dopływu tlenu ciało, uderzył go łokciem prosto w żebra. Usłyszał jęk za plecami, a uścisk na jego gardle zamiast zelżeć, zacisnął się jeszcze bardziej. O to mu chodziło. Syriusz nachylił się maksymalnie do przodu, czując, jak sztylet zostawia na szyi niezbyt głębokie, proste nacięcie. Adrenalina nie pozwalała mu na ból ani rozproszenie koncentracji. Wykorzystał dzielącą ich odległość, próbę przyciągnięcia go do siebie i własną siłę, by uderzyć tyłem głowy prosto w twarz napastnika.

Nie potrzeba mu było nic więcej – człowiek za jego plecami stracił równowagę. Być może nie na tyle, żeby upaść, ale teraz Syriusz mógł spokojnie chwycić go mocno za przedramię i szybkim ruchem wydostać się spod jego ręki i wykręcić mu ją tak mocno, że mężczyzna mimowolnie upadł na kolana. To jednak nie był koniec. Syriusz zdążył wziąć tylko jeden, głęboki wdech, kiedy po jego prawej stronie pojawił się kolejny człowiek. Szybko kopnął kolanem klęczącego przed nim mężczyznę, żeby nie doprowadzić do walki z dwoma przeciwnikami na raz. Jednak, mimo że ten padł nieprzytomny na piach, Syriusz wiedział, że i tak był na straconej pozycji. Błyskawiczna zmiana klimatu z wilgotnej Anglii do suchej jak pieprz pustyni sprawiła, że ciężko mu było utrzymać się w pionie. Szalejący wicher, przez który nie mógł porządnie otworzyć oczu, utrudniał mu nie tylko widzenie, ale i zagłuszał ruchy otaczających go ludzi. Mimo że znajdowali się w tym samym położeniu, dla Syriusza była to nowość, której niekoniecznie potrafił sprostać. Próbował ruszyć do przodu, ale zanim uszedł chociażby kilka kroków, przewrócił się na ziemię. Zobaczył jak jego kolejny przeciwnik zbliża się do niego. Nie mógł rozpoznać twarzy, dostrzegł tylko szkarłatny płomień wokół jego ręki - rodzaj magii, której jeszcze nigdy nie widział. W normalnych okolicznościach oniemiałby z wrażenia, ale w tamtym czasie próbował jak najszybciej podnieść się z ziemi i odsunąć się od tego przerażającego zjawiska. Mimo to mężczyzna był coraz bliżej, a jego twarz wydawała się coraz wyraźniejsza. Z ust Syriusza zaczęła wysypywać się seria przekleństw, nad czym nie mógł zapanować. Paskudny płomień, który wyglądał, jakby mógł go spalić w całości w ciągu kilku sekund znajdował się już metr od niego, a on nie miał szansy na ucieczkę.

Wtedy znikąd pojawił się czerwony ogień, który zdołał zatrzymać mężczyznę przez atakiem. Syriusz otworzył usta ze zdumienia, kiedy przed jego oczami pojawiła się Lina - z zaciśniętymi zębami i różdżką wyciągniętą przed siebie.
– To już nie jest Leonoscars, Syriuszu! – krzyknęła, a on potrzebował kilku sekund na przetworzenie tej informacji. Instynktownie sięgnął do kieszeni kurtki, w której trzymał swoją magiczną broń, ale nie mógł jej tam znaleźć. Musiała mu wypaść w trakcie walki.

W tym samym czasie wokół nich pojawiła się większa grupa ludzi, przy czym każdy wyglądał na wściekłego i spragnionego rozlewu krwi. Bez różdżki i mocnego wsparcia Syriusz mógł pożegnać się z wygraniem tej walki, ale nie miał zamiaru się poddawać.
– Musimy wiać, Lina! – krzyknął w jej kierunku i chociaż był pewien, że przyjaciółka nie zrozumiała jego słów, to z łatwością wyczuła intencje. Odwróciła się i najszybciej, jak pozwalały jej na to tonące w pisku nogi, podbiegła do Syriusza. Przeciwnicy stali w miejscu, jakby starali się zinterpretować ich motywy. Być może najlepiej by było, gdyby zamiast walczyć, po prostu się poddali. Jednak kiedy jeden z nich wyciągnął z pochwy ciężki, pokryty rdzą miecz, Syriusz doszedł do wniosku, że rezygnacja z walki wcale nie gwarantowała im bezpieczeństwa, a otrzymanie ciosu tak tępym ostrzem w kark, mogło skończyć się fruwaniem w Hogwarcie prawie bez głowy. Na całe szczęście Lina podzielała jego myślenie, bo z nich dwóch tylko ona miała różdżkę, Z jej magicznej broni wystrzeliła kolejna seria uroków, które mężczyźni zgrabnie omijali, niemalże od niechcenia.

Z każdej strony otaczała ich pustynia, ale ciężko było powiedzieć, czy to nie było elementem magii chroniącej Synjys. Gdziekolwiek by się nie udali, z pewnością nie zastaliby nic poza suchą przestrzenią. Powrót do domu również okazał się niemożliwy – bo bez różdżki nawet nie było co próbować teleportacji. Sytuacja wyglądała na niesprawiedliwą, wręcz beznadziejną, a z jakiegoś powodu Syriusz uważał, że to właśnie on ich pogrążył. Jednak nawet w najgorszym scenariuszu nie wyobrażał sobie, że ludzie Syjnys będą chcieli już we wstępie ich unicestwić, nie pytając nawet, jak się tutaj znaleźli. Zakładając, że trafili tam, gdzie chcieli, a nie jakiegoś wymiaru pustynnych szaleńców.

Wtedy jeden z przeciwników zaczął coś tłumaczyć swojemu towarzyszowi, który z kolei wydawał się wybitnie znudzony. Lina postanowiła wykorzystać okazję i, nawet jeśli nie miało to już żadnego sensu, uciec jak najdalej od uzbrojonych mężczyzn. Syriusz ruszył za nią, chociaż miał wątpliwości co do tego rozpaczliwego posunięcia. Poruszali się niemalże jak muchy w smole, bez broni i jakiegokolwiek planu. Jednak zdystansowanie się od agresorów stanowiło w tamtym momencie cel numer jeden.

Nie zdążyli nawet przejść pięciu metrów, kiedy tuż za ich plecami pojawił się mężczyzna z mieczem i zaatakował. Najpewniej rozłupałby głowę Liny na pół, gdyby Syriusz nie rzucił się na nią i nie przewrócił na ziemię, Poczuł, jak ostrze z oporem przecina mu udo, ale nie miał czasu się nad tym zastanawiać, bo mężczyzna ponownie uniósł swój miecz. Z pewnością przebiłby mu serce, ale w momencie, w którym miecz dotknął materiału jego kurtki, zatrzymała go magiczna bariera. Syriusz spojrzał na Linę, która przerażona ściskała w dłoni różdżkę. Mężczyzna cofnął się o kilka kroków i zawołał coś do swoich towarzyszy, którzy w równie błyskawicznym tempie pojawili się tuż koło niego. To był koniec.

Jeden z nich – najniższy i najbardziej krępy, chwycił Linę za włosy, a kiedy Syriusz automatycznie ruszył jej na ratunek, ktoś przywalił mu w głowę kolanem. Padł bezsilnie na ziemię, wściekły na siebie, że wpakował ich w takie bagno. Poczuł jak ktoś, związuje mu ręce za plecami i ciągnie za sobą jak na smyczy. Próbował wygramolić się z piachu, ale przy szybkim tempie, jaki narzucili ich przeciwnicy, ciężko było złapać równowagę. Lina miała jeszcze gorzej: jako kobieta nieprzyzwyczajona do tak uciążliwego sposobu poruszania się, przewracała się niemalże co chwilę. Syriusz chciał pomóc jej wstać, ale nie tylko miał unieruchomiona dłonie, ale również utrzymywano go w odpowiedniej odległości do przyjaciółki.

Wlekli go za sobą z dobry kawał drogi, zanim Syriusz usłyszał krzyk Liny za swoimi plecami. Odwrócił się szybko, żeby zobaczyć kątem oka, jak jeden z mężczyzn łapie ją w pasie i przerzuca przez ramię. Nie miał możliwości jednak przyjrzeć się temu, bo w tamtym momencie został popchnięty przez człowieka z mieczem, przez co wylądował z twarzą w piasku... ponownie.

Czuł się źle. Chciało mu się pić, rana na udzie stawała się coraz bardziej bolesna, a trwająca o wiele za długo podróż po pustyni pozbawiała resztki energii, którą chciał w sobie zachować na kolejny atak. W głębi ducha liczył, że uda mu się jeszcze zapanować nad sytuacją. W ostateczności jeszcze ich nie zabili. Chociaż wyraz ich twarzy sugerował, że to tylko kwestia czasu.

W końcu w polu ich widzenia znalazło się coś w rodzaju oazy... w każdym razie tak zakładał Syriusz, bo jej wygląd znał tylko z obrazków w książkach.

Była to zaledwie kępka trawy i samotne drzewo na środku wielkiej pustyni z malutkim źródłem, kiedyś zapewne pełnym wody. Obok tego niezbyt malowniczego widoku rozstawiono namiot i był to widok tak podobny do Leonoscars, że Syriusz poczuł się prawie jak w domu. Przynajmniej w minimalnym stopniu wiedział, czego się spodziewać. Kiedy tylko dotarli na miejsce, zostali siłą wepchnięci do środka tego magicznego portalu, który przeniósł ich w zupełnie inne miejsce. Obydwoje uderzyli brodami o kamienną, zimną posadzkę i było to uczucie o wiele bardziej bolesne, niżby się mogło wydawać.
Pomieszczenie okazało się zimne i jakkolwiek by to przyjemnie nie brzmiało, wcale takie nie było. Chłód panujący w czymś, co Syriuszowi najbardziej przypominało ciemny loch, był zupełnie inny, niż ten angielski, witający ich w wiosenne poranki. Nagła zmiana temperatury sprawiła, że przez ich ciała przeszedł dreszcz, przy tym to miejsce było równie suche jak pustynia, przez którą kroczyli o wiele za długo. Ponieważ w środku nie atakował ich już wiatr, mogli dokładnie przysłuchać się mowie, której używali w stosunku do siebie mężczyźni. Tak jak podejrzewali, nie był to żaden ze znanych im języków, chociaż sposób intonowania zdań przypominał Syriuszowi Saliema Norana. O dziwo, wcale nie poczuł się lepiej, kiedy wreszcie mógł usłyszeć głosy ludzi Synjys.

Ktoś przykuł go do ściany za pomocą ciężkich kajdan, a Syriusz zaśmiał się. Nie chciał umierać w taki sposób, to było żałosne. Jakiś mężczyzna mówił coś do Liny, ale ona nic nie rozumiała, bo i nie miała jak. Wpatrywała się jednak intensywnie w usta formułujące zdania, chcąc odczytać zamiary z samej mowy ciała.

Po chwili wszyscy oprawcy opuścili pomieszczenie, zostawiając więźniów całkiem samych. Lina, która z jakiegoś powodu nie została zaopatrzona w żelazne kajdany, podczołgała się do Syriusza i wymamrotała:
– Co teraz?
Nie wiedział. Był unieruchomiony, głodny i ranny, nie miał ochoty nawet myśleć o przyszłości.
– Hej! Słyszysz mnie, ty leniwy dupku?! – Lina potrząsnęła nim ze złością. – Jeśli przez ciebie tutaj zginiemy, zabiję cię.
– To naprawdę będzie miało jakieś znaczenie, skoro obydwoje będziemy martwi? – Syriusz podniósł głowę. – Nie możesz pozbawić życia kogoś, kto nie żyje. Pomijając to, że będąc w tej samej pozycji, również nie zdołasz niczego wskórać.
– Nie wiem, czy dostrzegłeś, ale jeszcze nas nie zabili.
Spojrzał na nią skonfundowany. Miała rację i chociaż teoretycznie było to oczywiste jak nadejście zmroku po dniu, to i tak nie mógł uwierzyć w jej genialną myśl. Momentalnie zmarszczył brwi i zaczął szarpać się z łańcuchami, które oczywiście pod żadnym pozorem nie chciały go wypuścić ze swoich objęć. Odwrócił się na tyle, na ile pozwalały mu łańcuchy i z całej siły zaczął kopać w mur. Nie liczył na szczególny efekt, ale i tak nie miał lepszego pomysłu. Poddawać się nie miał zamiaru. Musiał wyciągnąć stąd Linę.

Wrota po przeciwnej stronie lochu otworzyły się, a do pomieszczenia wkroczyła grupa ludzi. Jednym z nich był szczerzący zęby mężczyzna z ciężkim mieczem, ale jego uwagę przykuła drobna postać w szmaragdowym płaszczu z kapturem. Ciężko było dostrzec jej twarz, ale postura przypominała kobietę, ewentualnie niezbyt wyrośniętego nastolatka. Postać wskazała ręką na szamoczącego się w łańcuchach Syriusza, mówiąc coś ostrym, gniewnym, choć znajomym głosem. Był pewien, że ta barwa nie jest mu obca, chociaż za żadne skarby świata nie potrafił jej z nikim skojarzyć. To po chwili jednak straciło na znaczeniu, bo do lochu wkroczył odziany w czarną szatę czarodzieja mężczyzna.
– J-James...?

Komentarze
avatar
Prefix użytkownikaSam Quest  dnia 08.03.2016 19:38
.Chciałabym zadedykować to Sam, która zgodziła się przeczytać moje wypociny przed publikacją, dzięki czemu czuję się trochę pewniej.


Cała przyjemność po mojej stronie <3 a ta dedykacja mnie tak wzrusza, że przy remoncie wpada w podpis<3

Teraz rozdział! Najpierw ubolewam, że to już ten moment. Zaraz wszystko będzie jasne i skończone ;(
Co do rozdziału zaczął się spokojnie przemyśleniami Syriusza, notabene to jak pokazujesz jego przywiazanie do Jamesa i relacje Huncwotow jest nie do podrobienia.
Potem rozmowa z Liną, ostatnio było jej mniej i już trochę tęskniłam za nią.
Teraz moment kulminacyjny i przejście przez portal. Normalnie strasznie się emocjonowalam tą walka i tym co będzie dalej. W pewnym momencie się nawet zestresowalam.
No i fajnie opisane więzienie, lochy czy jak to nazwać.
Rozdział satysfakcjonujący i zakończony w świetnym momencie, tylko tak smutno, że to już prawie koniec.

Idę poplakać w samotności ;(
avatar
Prefix użytkownikaWilena Romus  dnia 11.03.2016 21:01
Po pierwsze powtórzę to co pisałam. Cholernie się boję, że polecisz z tematem, bo to przecież dwa rozdziały jeszcze, a do końca, mam wrażenie, daleko. Między innymi dlatego bałam się czytać, bo z Twoim zamiłowaniem do rozwijania wszystkiego nie wyobrażam sobie zakończenia w dwóch rozdziałach. Tutaj na szczęście nie było się czego bać.

Na początku myślałam, że to koniec świata i że w końcu będę w stanie polubić Syriusza, ale na szczęście dalej już wszystko wróciło do normy. Pewnie przez Linę. Wkurza mnie... nie wiem czym, bo ogólnie całkiem fajna postać, ale... taki Aaron. Mam wrażenie, że jak się pojawiła, to czar nieco prysł, chociaż po przejściu przez portal powrócił.

Co do walki nie zgodzę się z Sam. Początek szczególnie wydawał się rozwlekany. Dynamika opisów ble ble ble, wiesz o co chodzi xD. Poza tym ładnie, pięknie.

Za zakończenie należy Ci się Awards na najzłośliwszego człowieka na stronie. Przynajmniej nie trzymaj mnie w niepewności i dodaj kolejny rozdział!
avatar
Prefix użytkownikaAlette  dnia 11.03.2016 21:43
Sam, no należy ci się ta dedykacja :D Fakt, że wszystko będzie skończone nie znaczy, że wszystko będzie jasne (mam nadzieję, że napisałam to po polsku). Nie chcę zamykać wszystkich wątków, uważam, że pozostawienie pola do domysłów jest bardziej zabawne.
Lina musiała pojawić się na końcu, bo jest jedną z ważniejszych bohaterek tej historii ;p

Dziękuję za komentarz : *

Wilena, wiedziałam, że wytniesz mi dynamikę opisów, no ale co ja mogę :D Chociaż fakt, że rozdział był napisany, zanim się dowiedziałam, że to u mnie leży i kwiczy. Chociaż, jakby nie patrzeć, niewiele się zmieniło ;p Nie mam wyrzutów, nie mogę zmieniać stylu całej historii w przedostatnim rozdziale :D (tak sobie tłumaczę, ale spoko - wiem, że zmieniałam ten styl tutaj ze sto razy)
Lina to nie Aaron. Możesz ich nie lubić, ale oni są rożni, serio, uwierz mi! Aarona lubię bardziej haha (więc ty pewnie go będziesz bardziej nie lubić).

Dzięki za, mimo wszystko, wciąż pozytywny komentarz, później może być gorzej :D
avatar
Prefix użytkownikaPenelope  dnia 06.04.2016 19:20
Chciałabym zadedykować to Sam, która zgodziła się przeczytać moje wypociny przed publikacją, dzięki czemu czuję się trochę pewniej.


O i tu jestem zaskoczona xD A myślałam że tylko ja mogę spojlerować xD

Strasznie się cieszę, że wróciła lina, bo to jedna z moich ulubionych postaci xD Tylko troche jej tu mało jednak, jest tak jakby trochę tłem do Syriusza xD

Bardzo podobały mi sie początkowe przemyślenie, lubie takie wstawki, a w Twoim wykonaniu są idealne xD

Poza tym szkoda, że to już końcówka, chociaż ja już dawno przeczytałam całość jezyk hahahaha
avatar
Prefix użytkownikaBarlom  dnia 09.04.2016 21:17
yyy, ale jak to James? xD ciekawe, czy to naprawdę, czy też jakaś iluzja...
Co do treści, to cieszę się że w końcu wróciła Lina :D brakowało mi jej, bo zaraz po Jamesie, Syriuszu i Liliy, jest moją ulubioną postacią w tym ff jezyk (przepraszam Natalie, ale przegrywasz z Liną xD )
Zastanawia mnie czy w komentarzu Liny co do opowieści Syriusza nie pocisnęłaś przypadkiem sama sobie... a przynajmniej tak to odebrałem.
Atmosfera się zagęszcza... idę czytać dalej :D
avatar
Prefix użytkownikaAlette  dnia 09.04.2016 21:26
Pene, jedną część nawet kilka razy :D

Linę musiałam pokazać na końcu, zwłaszcza że to od niej zaczynała się cała fabuła. Dla mnie to taki pozytywny aspekt, że razem znaleźli tę bramę i razem ją przekroczyli.

Barlom, no zgadłeś :D Tak pomyślałam, że to idealny moment, żeby dokonać samooceny.
Dziwię się tylko, że Lily jest twoją ulubioną postacią, wszak jej tutaj za wiele nie ma ;p

Dzięki za komentarze : ))
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Pracownik departamentu
12.06.2026 18:36
Padł dziś Facebook i nikt nie pamiętał, żeby tu wejść (*)

Pracownik departamentu
07.06.2026 20:58
Moje ma niecałe 12 lat

Pracownik departamentu
07.06.2026 20:56
Czesc

Wielki Mag
07.06.2026 10:25
no i jutro mi stuknie dekada na stronie...

Wielki Mag
07.06.2026 10:24
Sharllottka, technicznym? nikt. bo czy A. jeszcze o tej stronie pamięta... nie wiem. o Krico już nawet nie wspominając xD

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59643 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 58190 punktów.

3) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 47342 punktów.

4) Prefix użytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 45365 punktów.

5) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 44242 punktów.

6) Prefix użytkownikaA.

Avatar

Posiada 43682 punktów.

7) Prefix użytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 43236 punktów.

8) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 39464 punktów.

9) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36829 punktów.

10) Prefix użytkownikaKlaudia Lind

Avatar

Posiada 34220 punktów.

Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2026 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.22