Zdradzone szczegóły - Książe Półkrwi

Harry Potter

Ostatnie Artykuły
Nawigacja
Statystyki
Gości online: 22
Administratorzy online: 0
Użytkownicy online:
Brak użytkowników online

Zarejestrowanych: 16,368
Najnowszy Użytkownik: Robertopotter
Ankieta
Jak Ci się podoba zwiastun filmu "Harry Potter i Książę Półkrwi"?

Jest świetny! Zapowiada się, że ten film będzie najlepszy!

Podoba mi się. Taki mroczny i tajemniczy.

Zaskoczył mnie. Nie spodziewałem/am się akurat takich scen.

Średni. Mam nadzieję, ze film będzie się lepiej prezentował.

Jak dla mnie nudny. Czekam na kolejne, lepsze, zwiastuny.

Nie zachęcił mnie. Mogli umieścić w nim berdziej emocjonujące sceny.

Jest straszny! Jak mogli coś takiego zrobić?

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.

Zdradzone szczegóły

Książe PółkrwiImprezę SuperCon, którą charakteryzowała się dużą ilością fanów książek serii pisanych przez panią Rowling jest już przez wielu z angielskich fanów zaliczona. Jednak pomiędzy gromadką zapalonych Potteromaniaków dało się widzieć takie gwiazdy jak: Natalię Tenę (Nimfadore Tonks), Hugh Mitchella (Colina Creevey'a), Devonie Murrayu (Seamusa Finningana) oraz Danielle Tabor (Angeline Johnson). Magazyn ACED Magazine zamieścił na swojej stronie wywiady z tymi aktorami. Między innymi z Natalią Teną. Temat rozmowy bardzo szybko obrócił się w stronę przeżyć na planie oraz ogólnych wrażeń co do powstającego właśnie filmu. Aktorka - o dziwo - stwierdziła, że fani mogą być z owego filmu niezadowoleni.

Scenariusz tak bardzo różni się od książki. Sądzę, że sporo fanów Harry'ego Pottera może być wkurzonych tym faktem. To moja prywatna opinia. Myślę, że film strasznie różni się od książki, bardzo wiele elementów jest zmienionych. Moim zdaniem książka ma pokazywać, jak na dwa światy (mugolski i czarodziejski) oddziaływuje czarna magia. Na początku książki widzimy premiera i to daje nam pewną zapowiedź tej atmosfery. W filmie tego nie ma, szkoda. Osobiście chciałabym to zobaczyć - komentuje aktorka.

Devon natomiast opowiada o pocałunkach, pokazanych w filmie oraz scenie finałowej - mówię oczywiście o scenie wierzy rozjarzonej błyskawicami. Podobno jest bardzo dobra i wzruszająca. Zobaczymy to się przekonamy.

A jeżeli macie ochotę przeczytać artykuł na ten temat kliknijcie tutaj. Na tej samej stronie widnieją też nowo opublikowane zdjęcia zrobione podczas Florida SuperCon.

Źródło: acedmagazine.com
Hermiona1334 dnia 05/06/2008 18:57
No to pięknie!Teraz już nawet aktorzy grający w filmie mówią,że będzie kiepski.Strasznie mnie denerwuję jak film różni się od książki.Ta perspektywa może mnie nakłonić do zrrezygnowania z obejrzenia KP,bo będę zagrożona atakiem nerwicy
karolakhp dnia 05/06/2008 19:14
Uuu.. sokoro aktorka powiedziała że film różni się od książki to nie zbyt za dobra zapowiedz filmu. No ale wiem wszystkiego w filmie nie darady pokazać i zrobić ale i tak strasznie mnie to denerwuje że nie które sceny są całkowicie zmienione. Na film i tak pójdę nawet jak by był za powiadającą się kichą, miejmy nadzieję że tak nie będzie.
Vemyana dnia 05/06/2008 20:59
Dobrze, że nie przywiązuje zbyt dużej wagi do filmów Harrego Pottera. Po tych newsach dotyczących Księcia Półkrwi podejrzewałam, że najlepszy to film nie będzie. Ciekawe co zrobią z Insygniami Śmierci? Zobaczymy już niedługo czy Książę będzie totalną klapą czy jednak nie będzie najgorszy.
Magnus Walter dnia 05/06/2008 21:44
Muhahahahhahaa!
VIVAT YATES!
Skoro już nawet aktorzy mówią, że film "wkurzy potteromaniaków, bo wiele jest wycięte" to katastrofa... I kto mi teraz powie, że Yates potrafi robić filmy? DNO totalne.

Devon natomiast opowiada o pocałunkach, pokazanych w filmie oraz scenie finałowej - mówię oczywiście o scenie wierzy rozjarzonej błyskawicami. Podobno jest bardzo dobra i wzruszająca. Zobaczymy to się przekonamy.

Wzruszająca? Pewnie jest tak samo wzruszająca jest ta scena jak pogrzeb Dumbledore'a.
teagan dnia 05/06/2008 22:08
Nie wiem jak Wy, ale ja mam już szczerze i niepomiernie dosyć tych gadek o pocałunkach, romansach i temu podobnych "rewelacjach". To NAPRAWDĘ nie jest najważniejszy element książki. Ale pardon, przecież książka z filmem niewiele będzie mieć wspólnego...
Klaudia@Harry Potter dnia 05/06/2008 22:25
Ukłony dla pana Yatesa. To jest normalnie obciach, że aktorka uskarża się na film. Już się boję co zobacze w kinie. Nie wiem czy mam wydawać niepotrzebnie pieniądze i iść na premiere filmu. Zastanowie się... Jeśli ten film będzie totalną klapą to dużo kasy nie zarobią. Jednak myślę, że na efekty specjalne i te inne duperele nie będziemy się żalić.
Magnus Walter dnia 05/06/2008 23:26
Jeśli ten film będzie totalną klapą to dużo kasy nie zarobią. Jednak myślę, że na efekty specjalne i te inne duperele nie będziemy się żalić.

Oczywiście. "Książę" na pewno zgarnie mnóstwo nagród za jakieś pożal się Boże "kostiumy" i "efekty specjalne". Pffff. Ale krytycy nie zważają na zgodność z książką, ale na tytuł, zarobioną kasę z tytułu. Powiedzcie mi - jak można dać "Zakonowi" nagrodę za kostiumy i efekty specjalne? Może za Priori Incantatem? Bo niby za co? Za Stworka? Tam efekty specjalne były wymuszone do maksimum - "byleby były - byleby dostać nagrodę". A kostiumy za co? Przecież wszystkie postacie chodziły praktycznie cały czas w tym samym ubraniu (które wyglądały kiczowato... tak zniszczyć Syriusza...).
Jak "Zakon Feniksa". Wszystko w niczym i nic we wszystkim. Film fatalny pod każdym względem, ale nominowany do Oskara. Na prawdę... gdyby HPiZF dostał Oskara to byłaby to największa klęksa rozdających ową nagrodę i obraza dla na prawdę wspaniałych filmów.
Remus1179 dnia 06/06/2008 07:25
Nieeee noo kolejny film muszą zmaścić. Wiadom0 że w filmie wszystkiego sie nie pokaże ale takie wybiórcze i pozmieniane sceny są do bani. Ale i tak pójdę zobaczyć co oni z tego skomponowali...
Collony dnia 06/06/2008 11:06
Ehh, czyli przeczucia się sprawdziły. Yates spiepszy kolejny film Harrego Pottera. Nienawidzę filmów, które nie powielają treści. Ostatnio HP stało się idealnym przykładem:/
Kashia dnia 06/06/2008 11:22
Ojj... będziemy wkurzeni!! Jak można robić z HP jakieś romansidło! :/ Katastrofa i tyle!
Lady_Black dnia 06/06/2008 12:18
Już nie wiem, czy śmiać się czy płakać nad tym filmem i nad "geniuszem" Yatesa. Temu panu powinno się odebrać prawo do wykonywania zawodu reżysera. Pamiętam zwiastuny, plakaty i zdjęcia, które ukazały się przed premierą ZF. Wyglądały wspaniale, natomiast film był fatalny. Z KP sytuacja przedstawia się nieco inaczej - już przed premierą wiadomo, jaki będzie ten film, skoro nawet aktorzy o tym mówią... Wspaniale. Wygląda na to, że KP będzie na jeszcze niższym poziomie niż ZF (nawet nie sądziłam, że to możliwe)
Już nie mogę się doczekać.
wika2103 dnia 06/06/2008 13:10
nawet fajnie będzie oprócz magii bedą romanse...



jestem za
Julkaa__ dnia 06/06/2008 15:23
matko jaka szkoda że nie będzie tej sceny z premierem mugoli ! ciekawe czemu przecież ona była bardzo ważna ; * . !! pff .
to_be_like_Ginny dnia 06/06/2008 15:59
No domyślałam się,że skopią film i tak się stało. Ale ta scena to jak dla mnie przegięcie ;/ To wina reżysera,że tak to zmienia. Dziwię się JK Rowling,że na to pozwala.
MalaCzarna dnia 06/06/2008 16:39
Dlaczego ja wiedziałam,ze tak będzie? Jeśli nawet samo aktorzy mówia,że film bardzo odbiega od książki to musi być naprawdę źle.

Potteromaniacy dziękują Yatesowi
Isabelle dnia 06/06/2008 17:02
VIVAT YATES!
Skoro już nawet aktorzy mówią, że film "wkurzy potteromaniaków, bo wiele jest wycięte" to katastrofa... I kto mi teraz powie, że Yates potrafi robić filmy?


Już nie wiem, czy śmiać się czy płakać nad tym filmem i nad "geniuszem" Yatesa. Temu panu powinno się odebrać prawo do wykonywania zawodu reżysera

Błagam, błagam, BLAGAM! Drodzy Użytkownicy, przestańcie wszystko zwalać na Yatesa! Nad filmem pracują setki, ba - tysiące ludzi! A Wy zwalacie wszystko na jednego człowieka! Nie widzicie, że to chore? Gdybyście czytali wywiady z twórcami filmu, to wiedzielibyście, że tam panuje "demokracja" - każdy ma coś do powiedzenia. A oznacza to, że nie ma dyktatury Yatesa. Poza tym, od kiedy Yates jest scenarzystą, co?
Jeszcze raz powtarzam, litości...

EDIT: Zeby moje słowa nie były puste, cytuje fragment powyższego tekstu:
Devon adds, "He's just more laid back than all the other directors. Besides Alfonso Cuarón (Prisoner of Azkaban), he was just real hip. He was like 'Go on, yeah. Do it. Do it.' Whereas, Dave... he would ask [everyone] on the set: What is your input, what do you want to happen in the scene? Like, if you would say to him, 'Well, if I was to do this and he was to do that,' he'll film that and then he'll try it his way. So it's nice to have your own input into the movie as well."
NavHeera dnia 06/06/2008 17:51
Heh... Już się bałam, że wytną scenę ostateczną, na wieży. bezsensu jest ekranizować film, który aż tak bardzo różni sie od książki.
Magnus Walter dnia 06/06/2008 18:29
Tak, Isabelle? Tak? To powiedz mi, dlaczego jak scenarzystą był Kloves, a reżyserem nie był Yates to filmy były do zniesienia? A teraz znowuż jest Kloves tylko, że z Yatesem. To może co? Kloves się "zepsuł"? Nie rozśmieszaj mnie.
Reżyser zbiera pochwały to i reżyser będzie zbierał krytyki.
Lady_Black dnia 06/06/2008 19:24
Demokracja demokracją, a ktoś musi być za to wszystko odpowiedzialny. Yates jest tam najważniejszy - może zakwestionować wszystko, co tylko mu się nie podoba. On odpowiada za ten film. Dlatego reżyser jest aż tak ważny - do niego należy ostatnie słowo. Ludzie tan pracujący muszą się do niego dostosować. Jeśli zaangażowani w produkcje HP przedstawiają swoje pomysły - świetnie, film może bardzo na tym skorzystać.
Tylko że nie zawsze muszą być to pomysły dobre. Do Yatesa należy odrzucenie tych gorszych i zaakceptowanie lepszych. Jak widać po ZF, chyba działał odwrotnie...
Ja wiem, że Yates nie może kontrolować każdej drobnostki. To niewykonalne. Ale ma olbrzymią władzę i pole do popisu.

wika2103 dnia 06/06/2008 13:10
nawet fajnie będzie oprócz magii bedą romanse...
[Yes] [Big Eek]


jestem za


Tak, pewnie że będą romanse. Aż się obawiam, że nic innego nie zobaczymy. Zamiast wspomnień Riddle'a, zamiast wątku Dracona, zamiast horkruksów obejrzymy dokładnie rozwój uczuć Pottera i Ginny. Ot, taka "komedyja romantyhhhna". Super.
Ale żeby nie było, że się na Yatesa uwzięłam (akurat, ja? Jakbym mogłasmiley), mam nadzieje, że po premierze będę mogła z czystym sumieniem zwrócić Yatesowi honor i powiedzieć, że on i jego ekipa odwalili kawał dobrej roboty. Bo cuda - wbrew ogólnemu twierdzeniu - czasem się zdarzają. Szkoda, że tylko czasem...
Pozdrawiam
L_B
Isabelle dnia 06/06/2008 20:52

może zakwestionować wszystko, co tylko mu się nie podoba
Dokładnie, MOZE, ale nie musi.

To powiedz mi, dlaczego jak scenarzystą był Kloves, a reżyserem nie był Yates to filmy były do zniesienia? A teraz znowuż jest Kloves tylko, że z Yatesem. To może co? Kloves się "zepsuł"? Nie rozśmieszaj mnie.
Reżyser zbiera pochwały to i reżyser będzie zbierał krytyki.

Powiem Ci. Jakbyś przeczytał zacytowany przeze mnie fragment artykułu to byś zrozumiał. Ale ok, wyjaśnię jeszcze raz...

Większość reżyserów mówi co i jak ma być, bo tak jak napisaliście - na nim spoczywa odpowiedzialność za całokształt filmu, który powinien być przedstawieniem jego wizji ksiażki. (Przynajmniej tego powinniśmy sie spodziewać po słownikowej definicji słowa "reżyser" ) Ale, jak to bywa w realnym życiu, nie wszystko da się ładnie posegregować w odpowiednich szufladkach i zamknąć w sztywnych ramach. W tym akurat przypadku dopuszczalna jest większa lub mniejszą arbitralność.
Yates, o czym mówi KAZDY członek ekipy, który odpowiadał na pytania z nim związane jest raczej zwolennikiem przywództwa demokratycznego. A zatem uzgadnia swoje decyzje z grupą, bardzo liczy się z ich opinią, nie narzuca swego zdania bo, (jak mówi o tym Davon) chce, aby każdy włożył do filmu coś od siebie. W szczególności jest to dobre w przypadku aktorów, którzy od kilku dobrych lat odgrywają swoje role i przynajmniej teoretycznie, powinni znać swoje postacie od podszewki. (To właśnie dzięki temu "Zakonowi" udało się zdobyć pochwały krytyków - bo wydobyto i pokazano głębie charakteru chociażby Harry'ego).
Wydaje mi się więc nie tylko, że daje dużą swobodę, ale także, że tak naprawdę nie ma ostatniego zdania. Przykładem jest to, jak próbował wcisnąć w filmie postać Rufusa. (Mówił o tym w jednym z wywiadów). Bezskutecznie niestety, a zatem to o czymś świadczy, prawda?

Na koniec - żeby nie było - pod żadnym pozorem nie staram się bronić Yatesa. Jednak, proszę o ostrożność w osądach, póki nie zobaczyliśmy filmu. I o wiele lepiej podoba mi się sformułowanie użyte przez Ciebie, Lady_Black. A mianowicie: "Yates i jego ekipa", a nie samo "Yates". Tylko tego chce (i tylko dlatego za każdym razem widząc nagonki na Yatesa, wszystko się we mnie gotuje). Czy to tak wiele?
HermionaBlack dnia 06/06/2008 22:57
Jak tak dalej pojdzie to nic waznego w tym filmie nie zobaczymy, Jak ja strasznie nie lubie jak zmieniaja niekotre fakty albo co gorsza opuszczaja wiele fragmentow. No bez przesady. Co oni chca zrobic? tylko popsuja ten film,aj ktyle wytna. Normalnie szkoda slow. Mam jednak jeszcze nadziej,ze ten film wcale nie okaze sie taka totalna klapa,w koncu to HP,wiec duzo trzeba aby go popsuc,oby zachowali chociaz najwazinejsze sceny. Oczywiscie wliczajac w to pogrzeb Dumbledore'a,korego podobno nie ma byc smiley
No nie wiem co mam o tym wszystkim myslec. Z kazdym filmem coraz wieciej zmianieja i ucinaja. Do czego oni zmierzaja? yhh
Claire_ dnia 07/06/2008 01:05
A może Yates nie chce robić ekranizacji? Może postawił na adaptacje twórczą? Przeniesienie książki na ekran nie musi być zawsze idealnym odwzorowaniem. Dlaczego twierdzicie, że jak coś jest wycięte (o tak, wiem ile ważnych rzeczy zostało wyciętych), to nie pozostanie w was to samo odczucie, jakie mieliście przy czytaniu książek? TO właśnie jest celem adaptacji, a nie bezmyślne kopiowanie utworu literackiego na ekran.
ARIEL dnia 07/06/2008 08:35
Nie krytykowałem Yatesa za Zakon Feniksa. Film może nie był idealny ale fajnie się go oglądało i trzymał poziom. Natomiast jak czytam te wszystkie zapowiedzi filmu nowego to wynika z tego że wyjdzie bezsensowne romansidło ze śmiercią Dumbeldorea na końcu i na dodatek bez pogrzebusmiley jeżeli tak bedzie naprawdę to bedzie tragedia
jankowskin dnia 07/06/2008 10:54
nawet oksmiley
Magnus Walter dnia 07/06/2008 11:05
Zgadzam się z Lady_Black. Demokracja demokracją, ale ktoś musi być najważniejszy, a nie, że połowa planu sobie powie: "Zróbmy Serię Niefortunnych Zdarzeń o tytule HPiKP!", a Yates na to przystanie, bo "demokracja". Bez przesady.

może zakwestionować wszystko, co tylko mu się nie podoba

Dokładnie, MOZE, ale nie musi.


To już chyba w jego geście leży, by film był jak najlepszy...

Yates, o czym mówi KAZDY członek ekipy, który odpowiadał na pytania z nim związane jest raczej zwolennikiem przywództwa demokratycznego. A zatem uzgadnia swoje decyzje z grupą, bardzo liczy się z ich opinią, nie narzuca swego zdania bo, (jak mówi o tym Davon) chce, aby każdy włożył do filmu coś od siebie.

Jasne, ale chyba musi być jakaś granica, nie? Co, Radcliffe sobie powie, że najchętniej na widok Umbrigde, by ryknął śmiechem to tak będzie? Wiem, że podaje tutaj skrajne przypadki, ale wiadomo. Wyobrażasz sobie, że teraz nagle w Polsce o każdy ruch rządy pytani są Polacy? "Czy premier ma pojechać ...?", "Czy Ministrem Spraw Zagranicznych ma być ...?", "Czy prezydent ma ...?". Ja sobie nie wyobrażam. Polska upadłaby w bardzo szybkim czasie, gdyby o wszystko byli pytani Polacy.
Jego metoda na ogół jest dobra, bo było widać w "Zakonie" uczucia aktorów (w innych filmach też, co prawda), ale jakieś granice muszą być!

(To właśnie dzięki temu "Zakonowi" udało się zdobyć pochwały krytyków - bo wydobyto i pokazano głębie charakteru chociażby Harry'ego).

O "głębi", bym nie powiedział, bo był - JEST - to jak dotąd najkrótszy film z serii "Harry Potter", a książka, na podstawie której powstał film, najdłuższa. Można było pokazać jeszcze większą "głębie" jego charakteru, zachowania, czy uczuć do Cho.

Wydaje mi się więc nie tylko, że daje dużą swobodę, ale także, że tak naprawdę nie ma ostatniego zdania. Przykładem jest to, jak próbował wcisnąć w filmie postać Rufusa. (Mówił o tym w jednym z wywiadów). Bezskutecznie niestety, a zatem to o czymś świadczy, prawda?

Och, rzeczywiście! Jaki ten nasz Yates dobry! Próbował zostawić Rufusa w filmie! Wychwalajmy go po wieki wieków!
Gdyby na prawdę chciał Rufusa w filmie to owy byłby i koniec.

Reżyser musi dbać o właściwe wyeksponowanie myśli autora sztuki bądź scenarzysty.

A może Yates nie chce robić ekranizacji? Może postawił na adaptacje twórczą? Przeniesienie książki na ekran nie musi być zawsze idealnym odwzorowaniem. Dlaczego twierdzicie, że jak coś jest wycięte (o tak, wiem ile ważnych rzeczy zostało wyciętych), to nie pozostanie w was to samo odczucie, jakie mieliście przy czytaniu książek? TO właśnie jest celem adaptacji, a nie bezmyślne kopiowanie utworu literackiego na ekran.

Teraz to mnie zabiłaś. FILM MUSI odpowiadać książce, skoro jest napisane: "Film na podstawie powieści J.K.Rowling". Film w takim wypadku nie może być żadną adaptacją twórczą, a jeśli już jest to niech zmieni nazwę!
Dlatego film ma nazwę książki, bo jest robiony na jej podstawie i fakty muszą (choć, jak teraz patrzeć na Yatesa i jego ekipę to raczej nie muszą) być umieszczone w filmie. Proszę!
Moja odpowiedź na Twój komentarz jest nieskładna, ale trudno odpowiedzieć racjonalnie jak się czyta takie coś!
FleurEvans dnia 07/06/2008 13:11
Coraz mniej film zdaje się być podobny do książki. Niby w dwóch częściach, a mniej będzie z książki niż na poprzednich, jednoczęściowych filmach o HP.
Lady_Black dnia 07/06/2008 16:02
Co do gry aktorskiej Radcliffa, rzeczywiście, w ZF była na dość dobrym poziomie (o wiele lepszym niż w poprzednich częściach). Możliwe, że jest to zasługa Yatesa, ale ja skłaniam się bardziej ku temu, że to zasługa pracy Radcliffa. W moim odczuciu w pierwszym i drugim filmie był kiepski, ale potem był tylko lepiej. Moim zdaniem bardzo pomogli mu starsi aktorzy, których spotkał na planie. Nie wydaje mi się, by gra aktorów aż tak bardzo zależała od reżysera - jest to jedna z niewielu rzeczy, na którą on nie ma pełnej kontroli. Jest przecież wiele świetnych filmów, w których jakiś aktor "nawalił" a reżyser nie mógł nic na to poradzić. I odwrotnie - są kiepskie filmy, gdzie aktorzy byli bardzo dobrzy.
Gdyby reżyser miał poddawać się biernie decyzja większości, to mogłoby go w ogóle nie być. Reżyser rzeczywiście nie musi kwestionować decyzji, które są dla filmu złe. Nie musi, może zdać się na większość. Tylko że nie zawsze powinien to robić. Od niego zależy, jaki będzie ten film. Oczywiście, że składa się na to praca wielu ludzi, tylko że - jak pisałam wcześniej - ktoś powinien ją kontrolować. Padło na Yatesa i to jemu się oberwie, jeśli ten film nie wyjdzie i on zyska sławę, jeśli KP okaże się arcydziełem (wątpliwe, ale trzeba brać pod uwagę wszystkie ewentualnoścismiley) I rzeczywiście - będzie winny i zasłuży sobie na złośliwe recenzje krytyków, jeśli nie pokieruje tym wszystkim w odpowiedni sposób. On ma tam władzę prawie absolutną. Jak widać po ZF technika Yatesa nie sprawdziła się. Hmm... Jestem za demokracją, ale w filmach nie zawsze jest ona najodpowiedniejsza. Oczywiście - pisałam to już wcześniej - dobrze, gdy każdy ma swoje pomysły i przedstawia je reżyserowi. Ale jeszcze lepiej, gdy reżyser je dokładnie rozpatruje i uwzględnia tylko te naprawdę dobre. Może Yates bał się konfliktów na planie? A nie powinien. Najważniejszy i tak będzie końcowy efekt, za który nie oberwą te tysiące pracujących na planie ludzi, tylko Yates (i odwrotnie, jeśli film będzie dobry, usłyszymy, że to jego zasługa)

(Przepraszam, że moja wypowiedź jest nieco nieskładnasmiley)
Isabelle dnia 07/06/2008 19:26
To już chyba w jego geście leży, by film był jak najlepszy...

Co niekoniecznie wiąże się z przedstawieniem filmu w idealnej zgodności, od A do Z, z treścią książki.

Wyobrażasz sobie, że teraz nagle w Polsce o każdy ruch rządy pytani są Polacy?

Nie możemy porównywać sytuacji politycznej do tej panującej na planie filmu. To dwie różne sytuacje. Poza tym Yates na pewno nie przeprowadza referendum...

O "głębi", bym nie powiedział, bo był - JEST - to jak dotąd najkrótszy film z serii "Harry Potter", a książka, na podstawie której powstał film, najdłuższa. Można było pokazać jeszcze większą "głębie" jego charakteru, zachowania, czy uczuć do Cho.

Widzisz, Tobie chodzi cały czas o trzymanie się ścisłe faktów z książki. A mi o niektórych wartościach artystycznych, które mimo wszystko pojawiły się w filmie i to w większym stopniu niż wcześniej. Np. oglądając 2 pierwsze części... ok, były bardzo zgodne z treścią książki, ale za to postacie były takie jak plastikowe kukły - bez specjalnego wyrazu. Na szczęście aktorom o wielkiej klasie jak Rickman, Smith czy Harris udało się ten wyraz mieć, ale u młodych aktorów tego całkiem brak. (Talent swoją drogą, ale dałoby się z nich coś więcej wykrzesać).

Och, rzeczywiście! Jaki ten nasz Yates dobry! Próbował zostawić Rufusa w filmie! Wychwalajmy go po wieki wieków!
Gdyby na prawdę chciał Rufusa w filmie to owy byłby i koniec.

Znowu wyolbrzymienie... I pisałam, że on jest takim typem człowieka, że na siłę nie stara się przeforsować swego zdania.

FILM MUSI odpowiadać książce, skoro jest napisane: "Film na podstawie powieści J.K.Rowling"

Mylisz się niestety. Na postawie, oznacza tylko tyle, że gruntem, o który opiera się fabuła filmu są książki Jo. Przykład? A chociażby W pustyni i w puszczy. Dwukrotnie przeniesiona na ekran. Pierwszy film jest bardziej wierny książce, drugi mniej, ale oba określa się jak powstałe na podstawie powieści Sienkiewicza.
I zrozum, że tutaj reżyser i ekipa stawiają na przedstawienie głównych idei i wartości, które płyną z książki, a nie na suchym i bezbarwnym przedstawieniu wszystkiego tego, co zostało opisane. Taki obraz otrzymujemy czytając książkę. Po co nam więc byłyby ekranizacje? Przeczytaliśmy książkę, to samo zobaczyliśmy w kinie... Nuda. Film powinien nieść ze sobą coś więcej. A oczywiście, jeśli przy tym da się zachować i dużą zgodność z pierwowzorem, tym lepiej. Niestety to naprawdę trudne, w dodatku z tak bogatą fabuła jaką mają "Zakon" czy "Książę".

Nie wydaje mi się, by gra aktorów aż tak bardzo zależała od reżysera - jest to jedna z niewielu rzeczy, na którą on nie ma pełnej kontroli.

Oczywiście, nie chcę umniejszać roli pracy włożonej w ten film Radcliffe'a. Lecz chce zaznaczyć, iż on sam powiedział w jednym z wywiadów, że Yates pozwolił mu bardziej wyrazić swoją postać w filmie. Dał mu pole manewru. Nie mówił, zrób tak i tak, jak było w przypadku reżyserów wcześniejszych. Tylko pytał o zdanie, konsultował się z nim. A przecież Radcliffe, który już parę lat na planie Harry'ego spędził, wie o Harrym może nawet więcej niż przeciętny czytelnik czy widz...

(...) dobrze, gdy każdy ma swoje pomysły i przedstawia je reżyserowi. Ale jeszcze lepiej, gdy reżyser je dokładnie rozpatruje i uwzględnia tylko te naprawdę dobre.

I może właśnie tak jest? Wybiera i uwzględnia najlepsze według niego i reszty. Nie mówię, że czasem nie postawi na swoim, ale sam w wywiadach używa zwrotów "wynegocjowaliśmy", "uznaliśmy", "zdecydowaliśmy". Mówiąc o sugerowaniu się zdaniem innych, nie miałam na myśli od razu, że Yates pozwala wchodzić sobie na głowę.

Może Yates bał się konfliktów na planie?

I to możliwe. Choć moim zdaniem ma to też związek z taką, a nie inną osobowością reżysera.

On ma tam władzę prawie absolutną.

Na sam koniec, powiem Wam, że wydaje mi się tak naprawdę, że w Potterze największy wpływ mają producenci. Ze szczególnym naciskiem na Heymana. Nie możecie umniejszać jego roli. Gdyby mu się nie podobały poczynania Yatesa, zwolniłby go. Poza tym, musicie również zauważyć, jak często zdarza się tak, że reżyser pragnąć zapewnić sobie niemal całkowitą swobodę artystyczną zostaje producentem. I odwrotnie...

Najważniejszy i tak będzie końcowy efekt, za który nie oberwą te tysiące pracujących na planie ludzi, tylko Yates (i odwrotnie, jeśli film będzie dobry, usłyszymy, że to jego zasługa)

Nie mogę się z Tobą zgodzić. Czytałam mnóstwo recenzji, lepszych i gorszych. Czasem to, co wypisuje recenzent, aż woła o pomstę do nieba. Zauważ, że w naprawdę wartościowych recenzjach, autor rozdziela film na części składowe. Jest w nim miejsce na reżysera, scenarzystę, producenta, aktorów, kompozytorów, scenografów i kostiumologów. Czyli najistotniejsze figury każdego filmu i z wykazaniem ich prawdziwych zasług i faktycznego wkładu.
Potter 11 dnia 07/06/2008 23:02
Czy ktoś wie kiedy będzie zwiastun
Claire_ dnia 08/06/2008 02:01
Teraz to mnie zabiłaś. FILM MUSI odpowiadać książce, skoro jest napisane: "Film na podstawie powieści J.K.Rowling". Film w takim wypadku nie może być żadną adaptacją twórczą, a jeśli już jest to niech zmieni nazwę!
Dlatego film ma nazwę książki, bo jest robiony na jej podstawie i fakty muszą (choć, jak teraz patrzeć na Yatesa i jego ekipę to raczej nie muszą) być umieszczone w filmie. Proszę!
Moja odpowiedź na Twój komentarz jest nieskładna, ale trudno odpowiedzieć racjonalnie jak się czyta takie coś!

Mógłbyś sobie zaparzyć herbatkę z melisy i uspokoić się? =.=

Zgadzam się z Isabelle. Właściwie to już napisała odpowiedź, którą ja chciałam napisać. Po prostu nie masz dostatecznej wiedzy o filmie jako sztuce. Film NIE MUSI odpowiadać w 100% książce. Przeczytaj sobie jakie są rodzaje adaptacji, przykłady adaptacji, jakie są jej cele. Pisałam z tego maturę, więc się trochę "obryłam" =.=

Weźmy takiego Eragona. Uważasz pewnie, że to beznadziejny film, bo niezgodny z książką. Gustu nie neguję, ale nie mów, że zgodność z powieścią świadczy o poziomie filmu. Bo Eragon JEST dobrym filmem, chociaż jest adaptacją twórczą. I nie trzeba zmieniać tytułu. Tak się stało chociażby w przypadku "Mistrza i Małgorzaty". Akcję powieści przeniesiono nawet w inną epokę. Tu mamy do czynienia z adaptacją swobodną.

Chcesz dokładnej ekranizacji? Okej, ale nie wymagaj od reżysera i całego sztabu twórców, żeby stosowali się do reguł, których wg Ciebie powinni się trzymać. Zrobią, co uważają za stosowne. Pewnie to nie spodoba się fanom. Trudno.
Halszka_ dnia 08/06/2008 10:21
Pominięcie danych wątków jestem w stanie zrozumieć... każdy szczegół się w filmie nie zmieści - to jasne, ale jeżeli rzeczywiście ZMIENIĄ jakieś momenty to nie sądze, żebym była zadowolona - albo tak jak w orginale, albo wcale. (zależy też jakie to mają być zmiany, w inynch cześciach przecież też nie wszystko było zgodne z książką...)
Hermiona465 dnia 08/06/2008 14:17
Wolałabym żeby nie pomijali wcale scen z książki , klika mogą, ale żeby się nie okazało, że wszystko zmienili bo będę zła
niesmialek33 dnia 08/06/2008 17:29
No cóż... inwencja własna reżysera... Może przynajmniej główni bohaterowie mają dalej takie same imiona? Nigdy nic nie wiadomo...
I jeszcze jedno: piszemy "wieża" a nie "wierza".
fuerte dnia 02/07/2008 23:21
Według mnie, to dobrze, że film będzie różnił się od książki. Każdemu, kto przeczytał szóstą część, powinno wystarczyć w zupełności to, co napisała Rowling. Nic lepiej nie przedstawia sytuacji niż oczy naszej wyobraźni. Jeżeli ktoś nie czytał książki, to wydaje mi się, że i tak będzie wiedział o co chodzi, ponieważ fabuła zostaje zachowana. Nie rozumiem więc wielkiego oburzenia, że film nie jest taki jak książka. Piszą to chyba osoby, które wiecznie siedzą przed telewizorem i nie czytają nic, bo czekają na ekranizację.
agatqa92 dnia 19/07/2008 00:02
To nie tylko wina Yatesa, jak wiele osób pisze, ale i tysiąca innych ludzi, w tym głównie producentów, osobiście uważam. A na marginesie, średnio podobała mi się kinowa 5 i naprawdę chciałabym, żeby 6 mi to wynagrodziła.

PS. Yates reżyeruje też 7, jak pewnie wiecie..
Carrigana dnia 23/07/2008 13:14
Ech, sama już nie wiem co o tym sądzić!! Prawdę mówiąc, jak jest w rzeczywistości, jak bardzo film różni sie od powieści, zobaczymy już (a może dopiero??!!) 21 listopada
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze. -
Logowanie
Login

Hasło

Zapamiętaj mnie



Rejestracja
Zapomniane hasło?
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

ZgreD
(Prefekt)
07/10/2008 11:25
Heejo ;]

Cho_Chang_13
(Mugol)
07/10/2008 08:06
ELO!

Claire_
(Szef działu)
06/10/2008 21:53
Ale pisze o bardzo ciekawych rzeczach nawet ;D

ishar
(Pracownik Ministerstwa Magii)
06/10/2008 21:52
ja bym kserowal z serwetek chociazby...smiley

w zyciu bym nie pisal czegos 2 razy, chocby nie wiem jak bylonabazgranesmiley

Claire_
(Szef działu)
06/10/2008 21:50
Pisalam trzy dni na jakichs serwetkach, wiec teraz to po ludzku przepisze...

Claire_
(Szef działu)
06/10/2008 21:48
To sa moje notatki xD.

ishar
(Pracownik Ministerstwa Magii)
06/10/2008 21:47
glos z zaswiatow...

...xero...


smiley


Archiwum
Przyjaciele
Kamień Filozoficzny, Zakon Feniksa, Czara Ognia, Książe Półkrwi

Harry Potter Slovenia - HpSlo.com

Harry Potter News

Hogsmeade.pl

Eragon Italia

Emma-Watson-Fans.net
     
 

Copyright © 2006-2007 www.Harry-Potter.net.pl
Powered by PHP-Fusion, kasha theme by: sonar

Harry Potter - gra MMORPG
Tibia, Kamień Filozoficzny, Komnata Tajemnic, Więzień Azkabanu, Czara Ognia, Harry Potter i Zakon Feniksa, Książe Półkrwi, Deathly Hallows
Emma Watson - Hermiona Granger, Rupert Grint - Ron Weasley, Gary Oldman - Syriusz Black, Alan Rickman - Snape, Daniel Radcliffe - Harry Potter