Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Instagram
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Żywa legenda
31.10.2020 14:23
w sensie pamiętam że szukanie jajek na stronie których była setka zajęło nam z full cały dzień a podzieliłyśmy strone na pół xD

Żywa legenda
31.10.2020 14:22
ej jak te duchy sa sobie gdzies po prostu to troche przypał co nie xD

Pracownik Miodowego Królestwa
31.10.2020 14:09
ja, zgodnie z Halloween, będę robić coś strasznego, to znaczy sprzątać Szkieletor

Praktykant w Ministerstwie Magii
31.10.2020 14:00
Ja robię wycieczkę do sklepu i będę szukać duchów po powrocie :D

Kandydat na aurora
31.10.2020 13:56
Ja szukam :D A propos, już skomentowane materiały mam skomentować raz jeszcze czy tylko wysłać do nich linka?

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59578 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 56229 punktów.

3) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 44649 punktów.

4) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 43149 punktów.

5) Prefix użytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 38346 punktów.

6) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 37194 punktów.

7) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36433 punktów.

8) Prefix użytkownikalosiek13

Avatar

Posiada 33345 punktów.

9) Prefix użytkownikabatalion_88

Avatar

Posiada 31890 punktów.

10) Prefix użytkownikaMarcus Clinton

Avatar

Posiada 30892 punktów.

Losowe zdjęcie
Zobacz temat
Drukuj temat
Prace uczestników Turnieju FF
Angelina Johnson
TUTAJ PRZEDSTAWIONE SĄ PRACE WSZYSTKICH UCZESTNIKÓW.

1. Użytkownicy mogą ocenić prace w tym temacie.
2. Uczestnicy mogą ocenić prace poprzez wysłanie prywatnej wiadomości do Smierciojadka.
3. Zasady oceniania oraz dokładny regulamin znajduje się tutaj.
Edytowane przez Smierciojadek dnia 09.06.2014 11:43
 
Smierciojadek
PRACA A - monciakund


Z pamiętnika zmęczonego życiem Godryka

22 sierpnia, daty nie pamiętam
Kolejny, bardzo męczący dzień za mną. Ku mojej rozpaczy, znowu pokłóciłem się z Salazarem. Dlaczegóż on musi być taki nieznośny? I jeszcze nie potrafi przyznać się do błędu... Same z nim kłopoty. A o co poszło? O Domy w Hogwarcie, oczywiście. Sal nie chce w naszej Szkole czarodziei mugolskiego pochodzenia, a ja nie rozumiem dlaczego. Chyba nigdy tego nie pojmę..., widocznie taką ma psychikę. Mam nadzieję, że jednak dojdziemy do jakiegoś porozumienia, bo inaczej nie wytrzymam nerwowo. I tak już ledwo ciągnę... Trudno, na dziś to tyle, Nox.

23 sierpnia, ten sam rok co wcześniej
Pamiętacie moje wczorajsze, bardzo głębokie rozmyślania na temat kompromisu ze Slytherinem? Powiem wam, że się udało. Ja, Helga oraz Rowena wpadliśmy na świetny pomysł: Niech każdy ma swój Dom, na swoich zasadach. Nazwy jeszcze nie są nikomu znane, ale jak coś wymyślę, dam wam znać. Uważam, że to bardzo dobre rozwiązanie z tym podziałem. Będziemy mogli pomagać sobie nawzajem, jak będzie chodziło o sprawy wychowawcze. I co ja wam mogę jeszcze napisać? Chyba nic..., więc Nox.

24 sierpnia, którego roku?
Miałem dzisiaj bardzo dziwny sen. Przez całą noc dręczyły mnie złe myśli. Przynajmniej tak mi się zdaje... W dzisiejszych czasach już niczego nie można być pewnym. Jednak muszę się wam pochwalić jednym wydarzeniem z dnia dzisiejszego. Bowiem dzisiaj wybrałem się z Salem, Helgą i Roweną na wielkie zakupy, oczywiście takie wielkie to one nie były. Udało mi się nabyć piękny miecz z czystego srebra. Najbardziej podobają mi się jednak rubinowe wstawki. Mam wielką nadzieję, że będzie z niego dobry użytek. Tyle na dzisiaj, Nox.
PS: Zapomniałem jeszcze o jednej, ale jak bardzo ważnej rzeczy. Zakupiłem także starannie wykonaną Tiarę. Mam co do niej plany, ale najpierw muszę je skonsultować z moimi przyjaciółmi. Powiem wam tylko, że to będzie niezwykłe.

25 sierpnia, dawno temu
Uzgodniłem z współzałożycielami Hogwartu, do czego może służyć owa Tiara. Wczoraj, gdy już się z wami pożegnałem, usłyszałem cichy, lecz chrapliwy głos. Na początku poczułem lekki niepokój, bo pomyślałem, że to jakiś bogin zalęgł mi się w komodzie. Na szczęście, to nie było to. Głos układał się w melodię, a do tej melodii był nucony następujący tekst:
'W dalekiej przyszłości,
Gdy już Cię na świecie nie będzie,
Przyjdzie wielkie zło
I zapanuje wszędzie...'
Na początku, słowa piosenki nie dotarły do mnie, ale jak je zrozumiałem, poczułem lekki niepokój. Jednak nic nie powiedziałem i wsłuchiwałem się dalej.
'Wtedy zjednoczyć się,
Ze sobą musicie.
Inaczej wszyscy
Ten marny świat opuścicie'
O nie, po tym kawałku już nie wytrzymałem i nerwowo obejrzałem się za siebie. Gabinet był pusty. Byłam tylko ja oraz nowo zakupiona Tiara. Dotknąłem jej lekko palcem wskazującym, ale nie było reakcji. Odwróciłem się niepewnie i zrobiłem kilka kroków w stronę drzwi. Wtedy, głos odezwał się ponownie:
'Będę co roku,
Nową pieśń wymyślała
I ucznia czy bohatera
Nią witała'*
Wtedy zrozumiałem, kto do mnie przemawia. To było nakrycie głowy! Zdawało mi się, że ona próbowała dać mi jakąś propozycję, czyżby chciała bym ją zatrudnił w Hogwarcie? Muszę się nad tym jeszcze poważnie zastanowić. A na razie Nox.
*Mniej więcej tak ten wiersz brzmiał, ale dobrze nie pamiętam.

26 sierpnia, rok nieznany
To będzie już chyba ostatni wpis w moim pamiętniku. Już nie długo wrzesień, trzeba zakończyć wszystkie przygotowania. A jeszcze dużo pracy przede mną, Salem oraz dziewczynami. Trzymajcie kciuki, by wszystko wyszło jak najlepiej, by uczniowie czuli się w Hogwarcie wspaniale i by nic złego nie wydarzyło się w ciągu najbliższych lat. Może jeszcze kiedyś wrócę to tych zapisków..., któż to wie. Tyle na dziś, Nox.
PS: Zapomniałbym jeszcze o jednej, stosunkowo istotnej rzeczy. Tiara zostanie w Zamku na bardzo długi czas. Będzie przydzielać nowych uczniów do Domów, zależnie od cech charakteru. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie.
Edytowane przez Smierciojadek dnia 12.06.2014 19:13
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA B - Ana_Black



Rozmyślania Lunatyka

Pogoda idealnie oddawała jego nastrój. Lało jak z cebra i w dodatku wiał wiatr. Nawet najmniejszy promyczek słońca nie wychylał się zza ciemnych chmur. Aż trudno było uwierzyć, że jest lato. Remus Lupin opatulił się szczelniej starym, gdzieniegdzie połatanym płaszczem. Stał przed podwójnym grobem wykonanym z marmuru. Pod datami urodzin i śmierci Jamesa i Lily wygrawerowane były słowa: Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.

Lupin aportował się w pewnym oddaleniu od wioski. Pogoda była słoneczna, ani jedna chmurka nie przysłaniała nieba. Jakby aura kpiła sobie z jego rozpaczy. Szedł szybkim krokiem. Miał tylko jeden cel. Dom Lily i Jamesa. Nie wierzył gazetom. Nie wierzył nawet listowi od Dumbledore'a. Nigdy nie uwierzy, dopóki nie zobaczy na własne oczy, że w ich domu nie została już żadna żywa dusza. Ciągle miał nadzieję, że to okrutny żart, a Lily i James wciaż żyją, zaś ich synek wcale nie przeżył morderczego zaklęcia pozbawiając mocy Voldemorta... To wszystko prysło jak bańka mydlana, gdy ujrzał ich dom. Nie był doszczętnie rozwalony, jedynie drugie piętro po prawej stronie. Tam, gdzie zginęła Lily i tam, gdzie przeżył Harry. Zadbany żywopłot wydawał mu się w tej chwili najbardziej ironiczną rzeczą na świecie. W ogóle nie pasującą do zniszczonego budynku. Remus czując ciepłe łzy spływające spływające mu na policzkach, zacisnął ręce na bramie. Aż podskoczył, gdy ujrzał tabliczkę na tyczce, która wyrosła z trawy niczym kwiat. Złote słowa, które na niej widniały, tylko pogorszyły mu nastrój - "... przemocy, która rozdarła ich rodzinę." I jego serce. Wokół tego widniały słowa czarodziei i czarownic, którzy byli tu przed nim. Były to słowa otuchy i podziękowań. Lupin westchnął, otarł łzy i za pomocą różdżki wygrawerował na tabliczce trzy słowa: "Bądź silny, Harry". Oddalił się od tego miejsca, nie mogąc dłużej na nie patrzeć. Chciał jak najszybciej zapomnieć. Nie wiedział, że czekała go kolejna tragedia.

Pierwszy raz odwiedzał ich grób. Nigdy wcześniej nie miał wystarczającej odwagi, by to uczynić. Tak bardzo żałował, że nie zdążył się z nimi pożegnać. Zobaczyć ich przed śmiercią. Ostatnie tygodnie przed zabójstwem Potterów nie miał z nimi żadnego kontaktu, nie licząc jednego, krótkiego listu, który James wysłał po narodzinach Harry'ego. Nie mógł zjawić się na pogrzebie, bo akurat wtedy była pełnia. A nawet jeśli by nie było, to nie był wcale pewien czy chciałby w nim uczestniczyć.

Remus zaniepokojony brakiem wieści od przyjaciół patrzył przez okno swojego skromnego, niezbyt zadbanego domku. Od tygodnia nie dostał żadnego listu od Jamesa, Syriusza i Petera. Lily też przestała pisać. Wszyscy przestali, nawet Dumbledore. A on nie wiedział dlaczego. Nagle usłyszał stukanie w okno. Z rosnącą radością zmieszaną ze strachem wpuścił sowę i odczytał list od Dumbledore'a:

"Drogi Remusie,
Nie kontaktuj się z nami. Masz zakaz wstępu do Kwatery Głównej. Chciałbym się mylić, ale muszę zachować środki ostrożności.
Albus Dumbledore"

Remus Lupin w tej chwili poczuł się tak, jakby ktoś wbił mu nóż w serce. Przyjaciele uważali go za zdrajcę.

Po posądzeniu o zdradę i śmierci Lily i Jamesa sądził, że już nic gorszego go nie spotka. Pomylił się, i to bardzo.

Lupin siedział w kuchni. Przed sobą na stole miał egzemplarz Proroka Codziennego. Tytuł napisany wielkimi literami głosił: "SYRIUSZ BLACK ZABIŁ DWUNASTU MUGOLI I PETERA PETTIGREW. ZDRAJCA POTTERÓW SKAZANY." Pragnął myśleć, że to żart, ale dowody mówiły same za siebie. Jeszcze wczoraj powiedziałby komuś, kto by poinformował go, że Syriusz zdradzi Lily i Jamesa, że ma nierówno pod sufitem. A dziś wiedział, że on to zrobił. I rozwalił biednego Petera tak, że został z niego tylko mały palec. Remus nie było przy rzucaniu Zaklęcia Fideliusa na dom Potterów, ale był pewien, że Strażnikiem Tajemnicy uczynili Łapę. On i Rogacz byli przecież jak bracia. A w każdym razie tak mu się wydawało. Zeznając w Wizengamocie Lupin myślał, że zaraz się rozpłacze. Tylko przez moment zobaczył Syriusza. Jego zachowanie wydało mu się dziwne. Ciągle mruczał "To moja wina... to moja wina...". To nie był Syriusz Black, którego znał. Nie chciał jednak się nad tym zastanawiać. Pragnął stamtąd wyjść, wyjechać jak najdalej. W zaledwie dwóch godzin stracił wszystkich przyjaciół, których tak kochał, mimo że mocno go zranili. Pocieszał go jedynie fakt, że ten, który do tego doprowadził został ukarany. I znów się pomylił.

Remus doskonale pamiętał dzień, w którym Dumbledore zaproponował mu posadę w Hogwarcie. W miejscu, w którym spędził najszczęśliwsze chwile swojego życia. Jednak przez swoją przypadłość nie chciał się zgodzić, dopóki Dumbledore nie zapewnił go, że Snape będzie mu przygotowywał eliksir tojadowy. Parę dni przed wyjazdem do Lupina dotarła wiadomość, która sprawiła, że zabliźnione rany otworzyły się na nowo. Syriusz uciekł z Azkabanu, choć było to teoretycznie niemożliwe. A on tego dokonał.

Remus szedł korytarzem pociągu czując jak narasta w nim złość. Kto normalny wpuszcza te potwory do pojazdu pełnego dzieciaków? Czy oni myślą, że jakiś pierwszoroczniak przemyca Blacka do Hogwartu w swoim kufrze? I w dodatku dementorzy zaatakowali niewinnego chłopca. Ze wszystkich museli wybrać akurat Harry'ego Pottera. Remus Lupin przysiągł sobie, że będzie chronił syna zmarłych przyjaciół. Nie tylko przed Syriuszem Blackiem, ale i przed dementorami. Przede wszystkim przed nimi. Wyglądało na to, że oni zagrażali mu bardziej niż ten morderca, którego kiedyś Lupin uważał za przyjaciela. Nawet nie wiedział, jak bardzo miał rację.

Lupin dobrze pamiętał to zamieszanie, gdy Syriusz pierwszy raz dostał się do Hogwartu. Od razu wiedział w jaki sposób to zrobił, ale bał się powiedzieć Dumbledore'owi. Bał się przyznać, że przed laty zawiódł jego zaufanie łażąc z trójką nielegalnych animagów po Zakazanym Lesie, mimo że powinien przeczekiwać przemiany w wilkołaka w Wrzeszczącej Chacie. I nawet, gdy Łapa wtargnął do zamku drugi raz, nie wyjawił ich sekretu z lat szkolnych. Zastanawiało go zachowanie dawnego przyjaciela. Dwanaście lat temu zabił kilkanaście osób, a wtedy nie potrafił uśmiercić kilku bezbronnych, śpiących chłopców? Remusowi coś nie pasowało, ale wtedy jeszcze nie wiedział co.

Zobaczył na Mapie Huncwotów jak Syriusz Black wciąga Rona Weasleya i... przetarł oczy ze zdumeinia... Petera Pettigrew do tunelu pod Bijącą Wierzbą. Glizdogon nadal żył. Łapa był niewinny. Musiał mu pomóc to udowodnić. Należy mu się za te wszystkie lata, gdy wierzył, że to on był szpiegiem. No i Lupin chciał wiedzieć co wydarzyło się między nim a Peterem dwanaście lat temu.

Lunatyk nie wiedział wtedy, co czuł. Radość, że jego stary przyjaciel był niewinny, czy żal, że drugi go oszukał? Udało mu się z Syriuszem przekonać Harry'ego, Rona i Hermionę do jego niewinności. Ale byłoby zbyt idealnie, gdyby wszystko poszło dobrze. Lupin był wściekły na siebie, że zapomniał o dawce eliksiru, że zostawił niewyczyszczoną mapę w otwartym gabinecie, że akurat wtedy musiała być pełnia. No i na Snape'a. Gdyby Smarkerus się nie wtrącił zdążylibyśmy dojść do zamku przed pełnią i mógłbym zaszyć się jak zwykle w swoim gabinecie. To jednak się nie liczyło. Kiedyś prawda musiała wyjść na jaw. Ważne, że Harry poznał prawdę. A on odzyskał przyjaciela. Niestety nie na długo. Remus z westchnięciem spojrzał na grób Lily i Jamesa, czując jak po policzkach zaczynają spływać mu łzy. Nigdzie nie było grobu Syriusza, bo nie zostawił ciała, które można by pochować. A jeśliby tak zrobić mu namiastkę grobu? Obok Lily i Jamesa? Po tych okropieństwach jakie przeżył, zasłużył na godny pochówek, nawet jeśłi nie było czego pochować. Lupin natychmiast odrzucił ten pomysł. Kto by w ministerstwie posłuchał wilkołaka?

Remus, gdy tylko został sam w zajmowanym przez siebie mieszkaniu, uwolnił łzy, które powstrzymywał odkąd zobaczył jak Łapa ginie i nic nie mógł na to poradzić. Bardzo chciał tak jak Harry mieć nadzieję, że po prostu wyjdzie z drugiej strony, ale wiedział, że to było niemożliwe. Zza Zasłony Śmierci nie można wrócić. Był wściekły i załamany. Ledwie odzyskał przyjaciela, a już go stracił. Dlaczego musiał tracić wszystkich, których kochał?

- Remusie, wszędzie cię szukałam, ale nigdzie nie znalazłam. Pomyślałam, że będziesz tutaj. - Na dźwięk tego głosu Lupin aż podskoczył.
- Tonks... - Słowa nie chciały mu przejść przez gardło. Otarł łzy rękawami.
- Remus, mnie nie obchodzi kim jesteś i twój status materialny - powiedziała dziewczyna.
- Wiem, ale.. - zaczął Lupin, nie będąc w stanie spojrzeć jej w oczy.
- Ale co? Jeśli mnie nie kochasz, to powiedz mi to prosto w twarz! Zachowaj się jak meżczyzna i bądź ze mną szczery! - Włosy Tonks zmieniły kolor na głęboką czerwień., jak zwykle, gdy była zdenerwowana.
- Kocham cię, Tonks, i właście dlatego nie możemy być razem - powiedział na jednym tchu, zmuszając się do spojrzenia jej w oczy.
- Bo? - zapytała łapiąc się za boki.
- Bo nie chcę cię stracić tak jak Jamesa, Lily i Syriusza... i Petera. Wybacz, Tonks. Nie zniósłbym, gdybyś i ty umarła - odpowiedział Remus.

Rzucił ostatnie spojrzenie na grób Potterów i oddalił się bez słowa, nawet nie patrząc na Tonks. Był pewien, że płakała. Wiedział, że ją zranił, ale nie chciał znów cierpieć po stracie bliskiej osoby. Ledwie widząc przez cieknące łzy deportował się, zostawiając za sobą oniemiałą i zrozpaczoną dziewczynę. Jedyną, która go pokochała, wiedzac kim był. I którą musiał z ciężkim sercem odrzucić.
Edytowane przez Smierciojadek dnia 12.06.2014 19:13
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA C - Barlom


W poszukiwaniu piękna

Zamarzający deszcz powitał mieszkańców Londynu wczesnym porankiem. Nie było to nic zaskakującego biorąc pod uwagę, że padało już od tygodnia, jednak niewątpliwie oznaczało zbliżającą się zimę. Harold pędził przez mokrą ulicę Pokątną do pracy. Jego nienaganne ubranie było obecnie w opłakanym stanie. Drogi płaszcz wzmocniony zaklęciem przeciwdeszczowym był w strzępach po widowiskowym ślizgu zakończonym na zardzewiałej rynnie. Mężczyzna wszedł tylnym wejściem na zaplecze sklepu zielarskiego. Było zagracone licznymi paczkami, które przybyły z najróżniejszych zakątków świata. Praca Harolda była podobna, jednak on zajmował się zdobyciem tych nieco rzadszych składników. Nie zwracając uwagi na gwar dochodzący z głównej części sklepu, zszedł po drabinie wiodącej do piwnicy. To tutaj znajdowała się pracownia szalonego człowieka, który mimo iż miał nierówno pod sufitem, to przy okazji posiadał niesamowity zmysł do odkrywania nowych eliksirów. Harold był świadkiem narodzin wielu czasem mrożących krew w żyłach mieszanin. Przystanął w bezpiecznej odległości obserwując krzątającego się przy kociołku Alfreda.
- Och to ty Haroldzie! Proszę rozgość się. Mam dzisiaj dla ciebie naprawdę niezwykłe zadanie.
- Co mam dostarczyć? - zapytał rzeczowo.
- Wczoraj nawiedziła mnie niesłychana myśl. To będzie przełomowe i nietuzinkowe, jeżeli się uda. Cały aż płonę od środka rozmyślając nad tym. Przedmioty które chciałbym, byś mi przyniósł są równie wyjątkowe. Nie używa się ich w produkcji eliksirów, ale w końcu to nie będzie coś podobnego do znanych nam specyfików. - Harold słuchał uprzejmie rozentuzjazmowanego Alfreda, czekając ze spokojem aż ten w końcu przekaże mu listę potrzebnych składników. Nie rozumiał dlaczego wynalazca marnował swoją energię na tak wiele niepotrzebnych ruchów i tak różnorodną modulację głosu. Już dawno uznał, że ten człowiek już tak ma. Sporo ludzi ma swoje nawyki. - Chciałbym byś dostarczył mi piękno w rozmaitej formie.
Tego się nie spodziewał. Czym było piękno? Jak to zdefiniować? No i najważniejsze. Jak to zdobyć?
- Przepraszam? Mam zdobyć dla ciebie piękno?
- Dokładnie. - jego szaleńczy uśmiech utwierdził Harolda w przekonaniu co do dziwactwa tego człowieka. - Mam tu dla ciebie adresy czterech osób, od których uzyskasz to czego potrzebuję.
- Skoro wiesz gdzie to zdobyć, to po co ci moja pomoc? - zapytał z pewną rezerwą w głosie, odbierając od wynalazcy kawałek pergaminu.
- To bardzo proste. - znów na jego twarzy zagościł uśmiech, którego źródła Harold próżno się doszukiwał już od lat. - Ten eliksir jest bardzo złożony i nie mogę opuścić mojej pracowni, inaczej wszystko bym musiał zaczynać od nowa.

***

Pierwszy ma liście był Artur Candler. Handlarz popatrzył jeszcze raz na kartkę upewniając się, że jest w odpowiednim miejscu. Stał przed nim popadający w ruinę niewielki domek, jednak brakowało w nim właściciela. Harold rozejrzał się po okolicy, zauważając samotnego człowieka siedzącego przy sztaludze na pobliskiej polanie. To musiał być on. Zdecydowanym krokiem ruszył przez błotnistą dróżkę po której leniwie wędrowały liczne ślimaki. Kiedy zbliżył się do malarza, ten nie odwracając się od płótna rzekł.
- To ty musisz być dostawcą. Alfred wspominał że się tu zjawisz. Powiedz mi co widzisz?
Harolda zdumiało to pytanie. Miał jeszcze sporo pracy i nie w smak było mu tracić czas na bezsensowne pytania. Nauczył się jednak, że czasem warto dla spokoju nie protestować.
- Uhm, widzę las.
- Dokładnie, coś jeszcze?
- Drzewa? Trawę? Krzaki? Naprawdę nie mam pojęcia o co może ci chodzić.
- Spójrz na moje płótno. Widzisz na nim jak pojedyncze promienie słońca przeciskają się przez korony drzew rozjaśniając delikatnie trawę i kwiaty? Na wąskich listkach zebrała się przez noc rosa. Teraz drobne kropelki zsuwają się z nich emanując w tym świetle barwami tęczy. Zauważyłeś drobne zające szybko skaczące po polanie, które zatrzymują się by upić choć trochę z tych magicznych naczyń? A teraz spójrz znowu, jak to określiłeś wcześniej, na las, i powiedz mi co widzisz?
To wszystko było bardzo dziwne, jednak Harold ponownie usłuchał malarza i przyjrzał się otaczającej go przyrodzie. Z pewnym zaskoczeniem zauważył, że widzi te wszystkie szczegóły, które Artur uwiecznił na płótnie. Nigdy wcześniej nie miał okazji przystanąć by poświęcić swój cenny czas na coś tak ulotnego. Jego ojciec na pewno już dawno ponagliłby małego chłopca, którym był kiedyś Harold, by podążył szybko za nim. Nigdy nie pokazał mu tego co cały czas otaczało dorastającego młodego czarodzieja. Handlarz patrzący na te dziwy poczuł lekkość w okolicy swojej klatki piersiowej. Było to zaskakujące, gdyż niczego podobnego wcześniej nie czuł. W końcu Artur wstał i podał mu niewielkie zdjęcie przedstawiające dokładnie ten sam las.
- To jest przedmiot o który prosił Alfred. Było miło cię poznać.
- I ciebie też. To ja, ja już pójdę. Praca czeka. - uśmiechnął się lekko do malarza, po czym odszedł ścieżką zastanawiając się czemu na jego twarzy pojawiła się ta niedorzeczna mina. Odrzucił od siebie te myśli i zerknął ponownie na listę. Następne było małżeństwo mieszkające na obrzeżach Oxfordu.

***

Podążał za Jakubem do salonu, gdzie czekała już na nich jego żona, Helena, która siedziała na pikowanym, czerwonym fotelu. Nie wstała, by przywitać się z Haroldem, więc ten jedynie skinął głową w jej stronę, zanim usiadł na wygodnej sofie. Wnętrze było urządzone z przepychem. Handlarz wiedział, że połowa mebli znajdujących się w tym pomieszczeniu kosztowała kilka dużych stosów złocistych galeonów. Jakub podszedł do handlarza wręczając mu zdjęcie. Przedstawiało młodą parę w kostiumach ślubnych tańczących swój pierwszy, weselny taniec. Coś jednak było nie tak. Helena dziwnie chwiała się przy każdym kroku, a mimo to na jej twarzy wciąż widać było niepodważalną radość, kiedy patrzyła w oczy swojego męża. Harold spojrzał na prawdziwą kobietę i zapowietrzył się, gdyż wiedział już, czemu ta kuśtykała tańcząc. Nie miała nóg.
- Straciłam je podczas wakacji, na które wyjechałam z rodzicami zaraz po zakończeniu Hogwartu. Byłam wtedy nierozważna. Uwielbiałam prędkość, więc namiętnie latałam na miotłach wyścigowych. Niestety w końcu źle oceniłam siłę nadciągającej burzy. Wiatr zrzucił mnie z miotły prosto na twarde klify górujące nad morzem Północnym. Uzdrowiciele próbowali wszystkiego, jednak mimo to umierałam. Jedyną opcją ratunku była amputacja. Byłam zdruzgotana. Myślałam, że Jakub mnie odrzuci, że nie będzie chciał żyć z kaleką.
Mąż Heleny objął ją czule za ramiona i przytulił składając pocałunek na jej czole.
- Nigdy bym jej nie opuścił. Jest moją bratnią duszą i nie ma dla mnie znaczenia czy jest kaleką, czy nie.
Harold znów zobaczył u obu dokładnie to samo, co przedstawiało ich ślubne zdjęcie.

***

Drzwi niewielkiej, londyńskiej kamienicy otworzył mu mały chłopiec, który wpatrywał się z ciekawością na ponurego przybysza.
- Szukam Bradleya. Niestety nie znam nazwiska, ale z tego co wiem, to mieszka właśnie tutaj. Mógłbyś mnie do niego zaprowadzić?
Chłopczyk uśmiechnął się zaprowadził przybysza do niewielkiego pokoju wyglądającego na dziecinny. Na niebieskich ścianach namalowane były białe obłoczki zmieniające powoli swoje kształty, niczym te na prawdziwym niebie. Po podłodze porozrzucane były liczne zabawki, pomiędzy którymi Harold kluczył próbując znaleźć wygodny punkt. Odwrócił się i spojrzał w kierunku wejścia do pokoju. Stał tam dokładnie ten sam chłopiec.
- Bradley za chwilę przyjdzie, tak?
- Już przyszedł. Ja mam na imię Brad.
Było to dosyć dziwne, nigdy nie handlował z młodocianymi. Dzieci zawsze go przerażały swoją nieprzewidywalnością. Skupił się jednak na swoim zadaniu powtarzając w myślach, że to już ostatnia osoba na liście.
- Och, w takim razie, masz może coś dla mnie?
- Tak! Zaraz zobaczysz, zaraz przyjdzie mój tatuś i wszystko ci wyjaśni, a na razie patrz.
Chłopiec klasnął w dłonie, a błękitne ściany nagle pociemniały. Białe obłoczki zastąpiły gwiazdy i planety, które wirowały wokół w odwiecznym tańcu. Haroldowi wydało się, że dostrzega jak różnorodne konstelacje łączą się w mityczne istoty i ożywają na chwilę by opowiedzieć mu swoją historię.
W oczach handlarza i małego chłopca można było zauważyć dokładnie to samo zauroczenie i radość płynącą z oglądania magicznego pokazu. W końcu Harold zdał sobie sprawę z tego jak wiele w życiu go omijało. Rozpłakał się, jednak źródłem łez płynących po jego policzkach była radość. Teraz rozumiał co próbowano mu pokazać. Popatrzył na zdjęcia, które miał dostarczyć Alfredowi i wspomniał te chwile spędzone na skraju lasu. Już wiedział co wtedy powodowało tą pasję w oczach małżonków.
- Wiesz Haroldzie co sprawia mi największą satysfakcję? To że mój eliksir działa. - dało się słyszeć znajomy głos.
W drzwiach pokoju stał Alfred, który najwidoczniej obserwował z ukrycia jak dwóch czarodziejów podziwia piękno nocnego nieboskłonu.
- Ale przecież nie uważyłeś żadnego Alfredzie. Niczego mi nie podałeś.
- I tu się mylisz. - uśmiechnął się przytulając do siebie swojego synka. - Mówiłem ci na początku, że to nie będzie nic podobnego do znanych nam specyfików. Kociołkiem była twoja dusza, a ingrediencjami piękno, które miałeś zebrać.
- Jesteś naprawdę szalonym naukowcem. - odpowiedział Harold i dołączył do panującej wokół radości śmiejąc się i słuchając żartów Alfreda, których dotąd nie rozumiał i ciesząc się że ten człowiek otworzył oczy jego duszy.
Edytowane przez Smierciojadek dnia 12.06.2014 19:13
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA D - dobrosia1


Lara szła za profesor McGonagall wraz z tłumem nowych uczniów. Rozglądała się ciekawie dookoła, chciwie łapiąc każdy szczegół. Pochodnie na ścianach, ruchome schody w oddali. To wszystko napawało ją niewyobrażalnym szczęściem. Czuła, że to jest jej przeznaczenie, było nim od zawsze. Zgłębiać tajniki magii, poznawać ją dogłębnie. Wypatrywała przede wszystkim duchów, starsze rodzeństwo opowiadało jej o tych postaciach. Na chwilę zapomniała o stresie związanym z Ceremonią Przydziału. Przez całą drogę do Hogwartu zastanawiała się, do jakiego domu trafi. Jej rodzina to ciekawy przypadek. Starsza siostra, Gaba trafiła do Gryffindoru, za to brat bliźniak Gaby do Hufflepuffu. Rodzice byli również z Hufflepufu, więc nie mogła przewidzieć, gdzie ją przydzieli tiara. Po cichu marzyła o Slytherinie. Jednak nigdy nie mówiła o tym w domu. Rodzice wyrzuciliby ją za takie słowa! Z rozmyślań wyrwało ją lekkie popchnięcie. Wpadła na nią jakaś dziewczyna. Miała potargane blond włosy i szeroki uśmiech. Jej zielone oczy iskrzyły wesoło. Lara musiała spojrzeć w dół, by w ogóle ją zauważyć, dziewczyna była bardzo niska. Edillo wyciągnęła rękę, aby pomóc nowej wstać.

- Cześć! - krzyknęła nieznajoma potrząsając wyciągniętą do niej dłonią - Dzięki za pomoc. Chłopacy znowu coś broją.

- Nie ma sprawy - odrzekła uprzejmie Lara i szybko cofnęła rękę - Nazywam się Lara Edillo, a ty?

- Jestem Aga, zwyczajnie Aga, ale nie Agnieszka - przedstawiła się dość chaotycznie blondynka cały czas bawiąc się końcówkami swoich włosów - Jak myślisz, do jakiego domu trafisz? Ja bardzo bym chciała do Ravenclawu, ale Slytherin też mógłby być. Jednak nie zniosłabym Gryffindoru! Są w nim sami nadęci bufoni! Hufflepuffu nie rozważałam, jednak podobno są tam same niezdary.

Aga zrobiła pauzę, aby zaczerpnąć oddechu.

- Eee - wydusiła w końcu Lara. Nie spodziewała się takiego potoku słów. Wyprostowała szatę, która przez popchnięcie zrobiła się pognieciona.

Lara była wielką pedantką. Musiała wszystko mieć na błysk, dokładnie poustawiane, posprzątane, ułożone kolorami. Większość ludzi bardzo to denerwowało. Ta jej drobiazgowość, nienaganny porządek. Jakby każdy przedmiot był z porcelany! Jednak Lara jest taka, jaka jest. Choć wiedziała o swojej dziwnej manii, nie chciała tego zmieniać. Wyprostowała się i uniosła głowę. Miała lekko zadarty nosek i masę bladych piegów otaczających jej twarz. Oczy były błękitne, wielkie, głębokie jak ocean, a kiedy spojrzałaby na kogoś, miałoby się wrażenie, że tonie się w jej oczach. Miała niewiarygodnie jasne blond włosy, zawsze wszyscy jej ich zazdrościli.

- Nie wiem, gdzie trafię, ale...

Nie dane jej było skończyć. Profesorka nieoczekiwanie się zatrzymała, a Lara wpadła na nią z impetem.

- Radzę uważać, jak się chodzi - skomentowała tylko McGonagall, po czym zwróciła się do wszystkich pierwszaków - Za tymi drzwiami znajduje się Wielka Sala. W niej zostaniecie przydzieleni do domów. Jak pewnie wszystkim wiadomo, istnieją cztery domy: Gryffindor, Slytherin, Hufflepuff i Ravenclaw. Tiara Przydziału na podstawie waszego rozumowania przydzieli was do odpowiedniego domu. A teraz, wchodzimy.

Odwróciła się i pchnęła wielkie drzwi. Uczniowie weszli przez nie i ich oczom ukazała się sala.

- Och! - westchnęła Aga. Lara tylko przytaknęła. Była zaskoczona, że Aga, która zwykle tyle mówi, jest w stanie powiedzieć tylko to. Jednak uwaga Lary skupiona była na wyglądzie Sali. Była tak ogromna, że z pewnością pomieściłaby 10 razy jej dom. Pięknie wystrojona, ze złoto zdobionymi stołami, które stały po środku pomieszczenia. Było ich dokładnie pięć. Cztery obok siebie, w centrum Sali i czwarty położony w poprzek nich, zajmowali nauczyciele. Na ławach siedziało pełno uczniów, a przy każdym z czterech stołów królowały inne symbole. Przy jednym Gryffoni, o czym świadczyły ich znaki z Lwem, Ślizgoni z Wężem, Krukoni z Orłem, a Puchoni z Borsukiem. Wszyscy ci uczniowie, mimo iż podzielni na cztery różne domy tworzyli jakby jedną, wielką rodzinę.

W powietrzu unosiły się liczne świece dające mocny blask. Jednak najbardziej fascynujący i olśniewający był sufit. Lara zadarła głowę w górę, aby zobaczyć go w całej okazałości. To nie był sufit, tylko niebo! Po nim leniwie sunęły szare, burzowe chmury. Granatowy kolor nieba świadczył o zbliżającym się nieuchronnie deszczu. Lara wróciła do rzeczywistości i zobaczyła, że profesor ruszyła dalej. Szybko dogoniła Agę.

- Tu jest niesamowicie! - krzyknęła koleżanka robiąc nieokreślony ruch ręką - Mój brat, Michael opowiadał mi o Wielkiej Sali i ogólnie o Hogwarcie, ale nie spodziewałam się czegoś takiego!

- Tak, to prawda. Jest niesamowicie. - przytaknęła Edillo idąc na przód.

Zatrzymali się przed stołem nauczycielskim. Na podeście tyłem do profesorów, stał drewniany stołek.

- Teraz po kolei będę wyczytywać wasze nazwiska - ogłosiła profesor McGonagall, kiedy rozmowy ucichły - Gdy usłyszycie swoje, siadacie na stołku, a ja założę wam Tiarę na głowę. Przydzieli was do odpowiedniego domu.

Larę ogarnął niepokój. Przed samym przydziałem zaczęła denerwować się, do jakiego domu trafi. Nagle Tiara otworzyła usta, którymi były jakby rozdarty szew i zaczęła śpiewać:

Jestem tu od tego, aby wyznaczyć wam przeznaczenie,

Zgłębię wasz umysł, by wskazać dom najbliższy waszemu sercu.

I tak zawodziła przez najbliższe 5 minut. Coś o domach, cechach, mrocznych czasach. Lara zbytnio się nie skupiała na jej słowach, była bardzo zdenerwowana. Kiedy Tiara przestała śpiewać, na Sali zabrzmiały oklaski. Lara porwana przez tłum nawet nie zorientowała się, gdy sama zaczęła bić brawo. Oklaski ucichły i profesor McGonagall wyczytała pierwsze nazwisko.

- Helena Bliff!

Dziewczyna siedziała chwilę z Tiarą na głowie, aż wreszcie usłyszeli:

- Hufflepuff!

Od stołu Puchonów dały się słyszeć wesołe okrzyki i brawa, a Helena usiadła przy nich zadowolona.

Padło jeszcze parę nazwisk, gdy Lara usłyszała:

- Agnieszka Dera!

Aga przełknęła ślinę, ale śmiałym krokiem ruszyła przed siebie. Nie trzeba było długo czekać, bo Tiara bez wahania zawołała:

- Ravenclaw!

Nowa Krukonka z uśmiechem usiadła przy stole Ravenlawu. Spełniło się jej marzenie! Lara zobaczyła tylko, jak jakiś starszy chłopak serdecznie przytula Agę.

Pewnie jej brat - pomyślała przelotnie, bo McGonagall już wyczytywała kolejne nazwisko.

- Lara Edillo!

Lara pobladła. Ktoś z tłumu popchnął ją i na miękkich nogach podeszła do stołka. Usiadła na nim, a Tiara opadła jej aż do nosa, na którym się zatrzymała.

Hmm, jesteś bardzo ciekawym okazem - usłyszała w głowie cichy głosik - Rodzina w różnych domach, a twoim marzeniem jest Slytherin. Jednak łączysz cechy trzech domów, cóż za przypadek. Więc niech będzie.
Edytowane przez Smierciojadek dnia 12.06.2014 19:14
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA E - Mistkey250


Druga Bitwa o Hogwart

W Hogwarcie od wielu lat panowała harmonia i spokój. Po wygraniu ogromnej Bitwy o Hogwart, nikt nie miał zamiaru atakować. Dyrektor szkoły - Minerwa McGonagall była wyraźnym odzwierciedleniem szkoły. Zawsze spokojna i opanowana, nawet jeżeli sytuacja na to nie pozwalała. A już tym bardziej, nikt nie myślał o tym, że szkoła mogłaby zostać zaatakowana przez kogokolwiek. Dla nich istniały tylko dwie rasy: mugole i czarodzieje. Nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że po świecie mogą chodzić inne magiczne stworzenia, które byłyby w stanie naruszyć ich spokoju.

Nie tylko w Hogwarcie panował spokój. Cały Świat Magii, na czele z Mnistrem Magii Kingsley'em Shacklebott'em, wierzył, że po śmierci Czarnego Pana, Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, Sami Wiecie, Kogo, Toma Riddle'a i wreszcie Lorda Voldemorta, nic nie może im zagrozić. Wszystkie zaklęcia chroniące zostały zdjęte. Pozostały tylko te, które chroniły przed mugolami. Mugol, myśleli, że to jedyna rasa mogąca jakoś wpłynąć na ich spokój. Byli w błędzie. Oczywiście byli i tacy, którzy domyślali się, że jeśli żyją wilkołaki, to czemu nie miałyby istnieć inne rasy.

Pewnego, słonecznego, lipcowego dnia do prof. McGonagall przyjechał Minister Magii pan Shacklebott. Przeprowadzili długą rozmowę. Po wyjściu ministra, każdy po raz pierwszy zobaczył panią dyrektor z miną zaniepokojoną. Weszła do Wielkiej Sali i zwołała szybkie zebranie. Wszyscy przejęli po niej zły humor, bo wiedzieli, że jak ona się denerwuje, to musi być od tego powód. Dyrektorka wstała i przemówiła:
- Z więzienia uciekł znany nam śmierciożerca - Fenrir Greyback. Co zdziwiło każdego z nas, zaraz po ucieczce pojawił się w Ministerstwie Magii i wręczył Kingsley'owi kaucję, która wynosiła aż 5 tysięcy galeonów. Nie wiemy, jak udało mu się taką sumę uzyskać. Umówił się z Ministrem na spotkanie, którego daty nie mogę wam wyjawić. Ja oraz prof. Filius Flitwick będzie musiał się na to spotkanie wybrać. Wystąpimy tam jako przedstawiciele naszej szkoły. To tyle możecie wrócić na lekcję.

Wszyscy uczniowie wpadli w panikę. Mimo iż o wojnie nie mówiło się za dużo, to każdy znał podstawowy i zarazem najgroźniejszy skład drużyny wroga. O Greyback'u wiedzieliśmy jeszcze tyle, że był przywódcą wszystkich wilkołaków, co nie pomagało nam w bitwie z nim. Mógł zmobilizować wiele potężnych czarodziei do ataku na nas. Minerwa wzięła ze sobą wszystkich nauczycieli i poprowadziła ich do swojego gabinetu.
- Usłyszeliście wszystko, co mogłam wam powiedzieć. Czy ktoś ma jakieś pytania? - zapytała pani dyrektor.
Rękę w górę podniósł nauczyciel Zielarstwa - Neville Longbottom. Sam przeżył Bitwę o Hogwart i odegrał w niej wielką rolę niszcząc ostatnią cząstkę duszy Voldemorta, w postaci węża o nazwie Nagini.
- Czy uważa pani, że będzie konieczna bitwa? - jego głos był bardzo zdenerwowany, ale również pokazywał nim swoją gotowość do bitwy.
- Minister jeszcze nic nie potwierdza. Wszystko okaże się po spotkaniu, ale wydaję mi się, że będzie nas prowokował, abyśmy sami okazali gotowość do bitwy - powiedziała prof. McGonagall - Jeżeli nie ma więcej pytań, to proszę, aby został prof. Flitwick. Opiekunów domu proszę o zebranie uczniów do dormitoriów i wyjaśnienie im sytuacji. Flitwicka zastąpi obecny nauczyciel transmutacji. To wszystko - zakończyła Minerva.

Nauczyciel zaklęć grzecznie przylizał włosy i poprawił swoje ułożenie w małym foteliku. Dyrektorka usiadła centralnie naprzeciwko niego. Dokładnie objaśniła mu zasady spotkania oraz dokładną datę kiedy się ono odbędzie, czyli następnego dnia. Ponieważ było już bardzo późno Minerwa zarządziła zorganizowanie spóźnionej kolacji, a następnie ułożenie uczniów do łóżek. Sama, po wieczornej toalecie, udała się by sprawdzić porządek w jej zamku. Zazwyczaj tego nie robiła, gdyż nie było możliwe by do zamku wdarł się straszny śmierciożerca, a dziś wszystko stało się możliwe.

Następnego dnia Minerwa i Filius wstali bardzo szybko. Wiedzieli, że na spotkania w ministerstwie trzeba przychodzić szybciej, gdyż w każdej chwili mogą zostać przełożone. Z dotarciem tam nie mieli większego problemu. Ponieważ wszyscy byli na miejscu pół godziny przed czasem, spotkanie zaczęło się. Bez zbędnych przywitań, Minister Magii wstał i zabrał głos:
- Zebraliśmy się tutaj za sprawą pana Greyback'a, który miał nam coś do przekazania. Prosimy pana o zabranie głosu - usiadł i spojrzał ostrym wzrokiem na sługę Czarnego Pana.
- Na początku chciałbym wszystkich powitać - zaczął Fenrir, podając wszystkim rękę - Informacja, którą miałem wam przekazać, to wampiry. Odkryłem je dość niedawno i to oni pomogli mi wydostaniu się z waszego więzienia. Warunek jest prosty. Albo uwolnicie każdego mojego znajomego, który został złapany po Bitwie o Hogwart, albo zaatakują was wampiry i wilkołaki, czyli rodzaj magii, którego nie nauczyli was w tej durnej szkole - z wyrzutem spojrzał na McGonagall. Jeżeli jutro nie zobaczę u swojego boku moich kolegów, to wasz świat polegnie. A teraz wyjdę - zakończył przemówienie.
Po wyjściu wilkołaka, Minerwa usłyszała, tylko jedno zdanie - Szykujcie się do bitwy! Wzięła za rękę Filiusa, który nie był w stanie sam zrobić ani jednego kroku i zaciągnęła go pod sam Hogwart. Po ogłoszeniu wiadomości o bitwie, w Hogwarcie zaczęły się przygotowania do obrony zamku. Tylko jeden nauczyciel nie pozostał w zamku, a był nim Neville Longbottom. Wyjechał do swojej żony, by oznajmić jej krótką wiadomość - Jeżeli zginę, nie przejmuj się tym. Weź dzieci i ucieknij stąd. Jak najdalej! Każda twoja łza, to jeden czar torturujący w moje serce. Proszę cię, zrób to dla dzieci. Hanna Longbottom nie kłóciła się z mężem. Od razu zaczęła pakować dzieci, bo wiedziała, że tak będzie dla nich lepiej. Wrócił na teren Hogwartu i ustawił się na swojej pozycji.

Po zapoznaniu się z wszystkimi planami od A do Z, wszyscy położyli się spać, lecz mało komu udało się wejść do krainy śnienia. A tych, którym się udało, obudził głośny krzyk. Był to krzyk jednej z uczennic 1 roku. Wszyscy się zdziwili, gdyż uczniowie klasy 1, 2 i 3 zostali wysłani do domu. Prof. McGonagall, jako dyrektor, pierwsza wyszła z zamku sprawdzić sytuację. To co zobaczyła zakończyła jej najszczersze myśli o wygraniu wojny. Na samym przodzie stali Fenrir Greyback i zakapturzona postać, która pewnie była przywódcą wampirów. Po stronie krwiopijcy stali podobne do niego postacie. Natomiast z drugiej strony znane wszystkim wilkołaki. Śmierciożerca trzymał dziewczynkę, która uczęszczała do 1 klasy Hogwartu. Nagle zakapturzona postać odezwała się:
- Chcieliście z nami wojny, to oto wasze zamówienie. Na rozpoczęcie pokażemy, co stanie się z każdym z was - uśmiechnął się z pogardą.
Minerva wiedziała co chce zrobić. Od razu zaatakowała, a za nią cała reszta Hogwartu, niestety mimo wszelkich starań, dziewczynka zginęła. Wzniesiono wszystkie bariery, dzięki czemu zyskano trochę czasu na przygotowaniach. Prof. Longbottom razem z prof. Flitwick'iem za pomocą magii, przysunęli na naszą stronę ciało dziewczynki. Wrogowie nawet nie zorientowali się, że ono zginęło. Byli pochłonięci niszczeniem bariery. Gdy Neville zobaczył z bliska ciało, zaczął szlochać, krzyczeć i wygłaszać groźby w kierunku Greyback'a. Flitwick strasznie zdziwił się tym faktem, aż zorientował się, że dziewczynka, to mała córeczka profesora. Longbottom był gotowy zabić sam zaatakować wroga, lecz Filius go powstrzymywał przed pójściem na śmierć.
- I co wy na to? - odezwał się Greyback - Potrafimy więcej niż myślicie. Zaraz przejmiemy zamek i to wszystko będzie WASZA wina - podkreślił wilkołak.
Czarodzieje zaczęli ostrzał. Pierwsza fala poleciała i zabiła dziesięciu wrogów. Na szczęście odkryliśmy, że wampiry da się zabić identycznie jak wilkołaki.
- Piertotum Locomotor - wykrzyczała Minerva,a kamienne posągi stanęły gotowe do walki.
Wystrzelono drugą falę pocisków, kiedy zniszczono barierę. Potwory wleciały na naszą stronę i zabijały wszystko, co stanęło im na drodze. Szczęście było takie, że same ożywione posągi pokonały 1/4 wampirów, które były strasznie łatwe w pokonaniu. Drugą cząstkę poskramiali czarodzieje atakujący z wież. Nagle Neville Longbottom wyszedł na sam środek.
- Zabiłeś MOJE dziecko... Jeżeli jesteś godnym przywódcą armii stań teraz ze mną do uczciwego i porządnego pojedynku - odrzekł profesor
Greyback zgodził się wyjmując różdżkę i idąc w kierunku Longbottoma. Ten zrobił to samo. Ukłonili się sobie, przyjęli odpowiednie pozycje i trzy... dwa... jeden... Zaczął się pojedynek. Iskry poleciały w górę. Greyback jako silny i potężny czarodziej na początku dawał sobię radę, ale gdy myślał, że to koniec, że właśnie wygrał Neville niespodziewanie zaatakował. Wilkołak, pod wpływem zdziwienia nie zdążył się obronić i.. przewrócił się. Padła kolejna seria pocisków w jego strona i tak Neville wygrał pojedynek. Greyback nie miał już żadnych szans. Nie wiadomo czy sam umarł czy go rozdeptano. Neville był wyczerpany.
- A teraz chcę dołączyć do mojej córki - odrzekł.
- Nie! - wykrzuczał ktoś z tłumu
- Avada Kedavra! - wykrzyczał nowy przywódca wilkołaków.
Neville po prostu zamknął oczy i odszedł z pola bitwy. Nikt nie był w stanie nawet go porządnie pochować, gdyż byliśmy w połowie bitwy. Przywódca wampirów wykrzyczał:
- ZAWIESIĆ BROŃ! Chciałbym się spotkać z przywódcą grupy czarodziei - oznajmił.
- Zapraszam - powiedziała prof. McGonagall.
Nowy przywódca wilkołaków, całkiem zdezorientowany, nie wiedział co powiedzieć, więc zarządził przerwę w bitwie, na którą wszyscy się zgodzili. Nie wiadomo czemu Minerva przyjęła wampira na swoje terytorium. Może podejrzewała, że może nam pomóc... Weszła z nim do swojego gabinetu i rzekła:
- Słucham. Tylko bez żadnych numerów, bo za drzwiami stoją strażnicy, którzy nie pozwolą panu na atak - oznajmiła pani dyrektor.
- Teraz kiedy Fenrir nie żyje mogę chyba, to powiedzieć. On... on... mną manipulował. Ja nie chciałem z wami walczyć, a już szczególnie po poznaniu powodu tej bitwy. Dzięki niemu nasza rasa przetrwała. Proponuję sojusz - powiedział wampir.
- Dobrze. A teraz pokonajmy resztę tych kundli - powiedziała Minerva wychodząc z gabinetu.
Po wyjściu z zamku Minerva, razem z przywódcą krwiopijców wykrzyczęli SOJUSZ! Przywódca wampirów bardzo się oburzył tym faktem, ale zaczął wycofywać wojska, świadomy swojej porażki. Większość z nich pochłonęły wampiry, które dostały rozkaz ataku. Kilka z nich udało się ocalić. Kiedy wampiry również usunęły się z terytorium Hogwartu, Minerva zaczęła chować zmarłych. Bardzo zdziwiło ją ile osób zginęło podczas tej bitwy. Kiedy stwierdziła, że wszyscy zmarli zostali odkryci spostrzegła jakieś malutkie ciało. Podeszła i zobaczyła zmarłego Flitwicka. Uklękła i z oczu zaczęły jej wylatywać łzy. Kiedy się pozbierała, pochowała profesora i wybrała się do Ministerstwa Magii zdać raport z bitwy. Usłyszała od niego tylko jedno zdanie - To jeszcze nie koniec tej bitwy.
Edytowane przez Smierciojadek dnia 12.06.2014 19:14
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA F - Alette


Na drugą stronę

Do tej pory byłam pewna, że w życiu nie spotka mnie nic gorszego niż Oscar. W szkole włóczył się za mną całymi dniami, opowiadając kompletnie nieinteresujące historie, skażając powietrze swoją dobrocią i głupawym uśmiechem. Byłam Ślizgonką i z zasady otaczałam się ludźmi silnymi, znaczącymi - moje koleżanki rzucały świetne uroki, koledzy doskonale latali na miotle. Oscar uosabiał to, co w moim domu kwitowało się kpiącym uśmieszkiem i perfidnymi żartami - był niski, chudy, blady i jakby chorowity. Nie chciałam się z nim przyjaźnić... może czyniło mnie to niewdzięczną, ale jego obecność zaprzeczała wszystkiemu, w co wierzyłam.

Oskar atakował mnie niemalże każdego dnia, a przy tym był kompletnie bezużyteczny. Tylko raczył nudnymi historiami, podczas gdy ja musiałam odrabiać lekcje, wykłócać się z rówieśnikami i martwić o przyszłość. Podziwiał naturę, często się przewracał, uśmiechał do obcych, czasem nawet mogłam dostrzec łzy spływające po jego zaróżowionych policzkach. Nie pasował do planu mojego życia, który stworzyłam po śmierci rodziców, dlatego zawsze szukałam okazji, by jak najszybciej się Oskara pozbyć. Złośliwie przystałam do watahy ślizgońskich gnojków, którzy swoje żałosne ,,ja" ograniczali do miernej jakości dokuczania młodszym Gryfonom. Myślałam, że ich towarzystwo mnie zahartuje, a Oskara przepędzi. W praktyce unikanie nieproszonego towarzysza wcale nie było takie banalne, jak mi się wydawało. Moi kumple na jego widok uśmiechali się znacząco, a ja udawałam, że nie mam z nim nic wspólnego. Codziennie robiłam wszystko to, co nie mieściło się w światopoglądzie Oskara: atakowałam, szydziłam, kłamałam... czekałam, aż w końcu skończy się jego cierpliwość i powie, że nie chce mnie znać. Nigdy tego nie zrobił. Nasze drogi rozeszły się właściwie bezboleśnie - pewnego dnia już do mnie nie podszedł, a ja mogłam odetchnąć z ulgą.
Więc odetchnęłam. I tyle.

Przez wiele lat nie widziałam Oskara. Pracowałam w Ministerstwie Magii i czułam się jak chodząca pomyłka, co kompletnie nie pasowało do wizji ambitnej i pewnej siebie Ślizgonki, którą byłam jeszcze kilka lat wcześniej. Moje życie nazwałabym nieustającą gonitwą za niczym, bo tylko ,,nic" mogło dać mi przeświadczenie, że w ogóle żyję. Czułam się jak wyciśnięta pomarańcza, wzruszenie stanowiło dla mnie jakąś obcą cywilizację, o której mogłabym tylko czytać w gazetach. Nie miałam nawet siły czegokolwiek zmienić. Może więc nie powinnam żałować, że pewnego dnia znalazłam się w zupełnie innym miejscu, gdzie ,,ni" ani ,,coś" nie miało znaczenia.

Pojmali nas właściwie bez powodu. Nie sprawdzali czystości naszej krwi, nikt nie był też podejrzany o kolaboracje z Zakonem Feniksa. Po prostu wracaliśmy do domu po ciężkim dniu, kiedy z każdej strony otoczyli nas Śmierciożercy. Byłam tam ja, nieznany mi uzdrowiciel ze Szpitala Świętego Munga, dwóch nastoletnich chłopców, ciężarna kobieta z mężem i starszy człowiek podpierający się na lasce. Zabrali nam różdżki, ale nie związali. Po prosto powiedzieli ,,Bądźcie cicho albo was pozabijamy". Ktoś się wtedy rozpłakał i chwilę potem padł martwy na ziemię. Nie odwróciłam się, by zobaczyć kogo trafiło mordercze zaklęcie, nie miałam dość odwagi.

Zabrali nas do ciemnego, gęstego lasu i kazali siedzieć w starym, śmierdzącym namiocie. Było tam też kilka innych osób, ale wolałam nie przyzwyczajać się do widoku ich twarzy, na wypadek gdyby mieli zginąć. Dlatego przez dłuższy czas wpatrywałam się w drobną szczelinę w materiale, przez którą mogłam obserwować działania Śmierciożerców. Zrezygnowałam ze swojego zajęcia, kiedy zamaskowani wyciągnęli z namiotu jednego z chłopców i zobaczyłam to, co mu zrobili.

Zastanawiałam się wtedy, dlaczego akurat ja zostałam schwytana. Przecież nie tylko byłam czystej krwi, ale w żaden sposób nie zadawałam się ze szlamami. Potem dotarło do mnie, że moje pochodzenie nie miało żadnego znaczenia, bo byłam tylko nic nie znaczącym pionkiem, a moja rola miała ograniczyć się do jakiegoś mniej wyszukanego eksperymentu, którego i tak nigdy nie poznam. Zdałam sobie sprawę, że w końcu mnie zabiją, a moje nazwisko będzie widniało wśród setek innych nic nie znaczących zmarłych, których we wzniosłych przemówieniach określi się jako ,,pozostali polegli podczas tej okrutnej wojny".

Kiedy tak siedziałam i udawałam, że wcale nie boję się obrzydliwych łap Śmierciożerców, które mogły w każdej chwili wyciągnąć mnie z namiotu, zobaczyłam Oskara, a ponieważ byłam największą na świecie egoistką - poczułam ogromną irytację i ucieszyłam się z tego. Poznał mnie, wiedziałam tor30; ale nic nie powiedział. W tamtym miejscu ludzie zazwyczaj ze sobą nie rozmawiali, przerażenie nie pozwalało na wydobycie z siebie jakiegokolwiek słowa.

Obserwowałam go przez cały dzień, aż w końcu wróciło doskonale znane mi uczucie: przeświadczenie, że w życiu nie spotka mnie chyba nic gorszego niż jego obecność.
Przypomniało mi się, jak kiedyś jeden z Puchonów podarował mi przejaw swojego natchnienia w postaci szkicu, a ja uciekłam, bo artysta kojarzył mi się tylko z abstrakcją, jakąś niematerialną postacią, której dowodem istnienia były tylko jej prace. Ja wyrzuciłam z siebie wszystko, co czyniło mnie wrażliwą, dlatego kompletnie nie rozumiałam rysowników, muzyków czy poetów. Z pewnością natomiast ich zachowanie pojmował Oskar, który w mojej głowie widniał jako malarz... nieuchwytny niczym podmuch wiatru, ukryty w cieniu własnej wizji...

Może byłam tchórzem, ale nie podeszłam do niego. Miałam mu wiele do powiedzenia, zaczynając od tego, jak strasznie mnie irytuje to, że w ogóle tutaj trafił, a kończąc na tym, jak okrutne ogarnęło mnie przerażenie, że stąd nie wyjdę. Gdybym się do niego zbliżyła, zapewne zapytałabym, gdzie był przez te wszystkie lata. On wtedy opowiedziałby mi o swoich podróżach do Japonii, córce niczym aniołek i cudownej żonie, która w wymyślonej przeze mnie historii umarła na jakąś wyjątkowo dramatyczną chorobę, bo w końcu życie Oskara musiało być piękne i pełne skrajnie różnych emocji. Przed oczami miałam mężczyznę, który wzdycha na wspomnienie o miłości i tęskni za tą małą cząstką siebie, którą ukrył, by nie znaleźli jej Śmierciożercy. Dziewczynka nazywała się Megan, miała silną osobowość i właściwie była podobna do mnie. Na głowie nosiła wianek, który dla niej zrobiłam z krwawnika i dzwonków... uśmiechała się jak ktoś, kto jest kochany... to było ładne wyobrażenie, nie chciałam się z nim rozstać już nigdy.

Nadszedł taki moment, kiedy spośród wszystkich złapanych w okolicach Ministerstwa Magii pozostałam w końcu tylko ja i starzec, dlatego kiedy do namiotu po raz kolejny wkroczył zamaskowany, zwymiotowałam ze strachu. Wciąż czułam w ustach obrzydliwy smak żółci, kiedy czyjeś ręce chwyciły mnie za ramiona. Nie wiem dlaczego, ale nagle zdałam sobie sprawę, że jest coś o wiele gorszego niż Oskar. Świadomość ta stała się dla mnie siłą, która nakazała mi zrobić krok i wyrwać z cuchnącej potem i moczem przestrzeni.

Wyszłam z namiotu, czując, jak plączą mi się nogi. Śmierciożerca, którego twarz miała do końca pozostać dla mnie zagadką, stał tuż za mną. Nawet nie podniósł różdżki, kiedy zrobiłam krok w stronę lasu.

Zobaczyłam cień Oskara znikający za drzewami i zanim ktokolwiek mógłby choćby zareagować, zaczęłam biec. Ciemne włosy przykleiły mi się do policzków, krew spływała po nogach, tworząc na liściach zdradzieckie plamy. Słyszałam za sobą śmiech, ale przecież nie mogłam się już zatrzymać. Potknęłam się o wystający korzeń i padłam na ziemię, rozbijając nos o jeden z kamieni. Próbowałam się podnieść, ale nie byłam w stanie zmusić swojego ciała do udźwignięcia własnego ciężaru i ruszenia przed siebie... nawet jeśli ta droga mogła się wkrótce skończyć. Świat wokół mnie wirował, nie miałam siły nawet oddychać. Poczułam jak twarz mimowolnie wykrzywia się pod wpływem ataku łez wydobywających się z wilgotnych oczu. Zmusiłam się do wysiłku, kiedy usłyszałam ciężkie kroki napastnika, jednak nie mogłam wstać. Zamiast tego czołgałam się w nieznanym kierunku, a ktoś szedł za mną i śmiał się głośno. Odwróciłam powoli głowę i zobaczyłam zamaskowaną osobę, której różdżka wycelowana była dokładnie w moją czaszkę.
- No dalej, ślicznotko - powiedział niskim głosem, wskazując mi ręką na wzgórze.
Pozostała we mnie pustka, po prostu wstałam i zgarbiona zaczęłam bezmyślnie iść przed siebie, jakby moje życie już dawno się skończyło. Dotarłam na samą górę, chociaż sama nie wiem, jak znalazłam na to siłę. Nie zdziwiłam się, kiedy dostrzegłam wykopany w ziemi gigantyczny dół - wielkością przypominający wręcz przepaść. Może tylko zrobiło mi się trochę słabo, kiedy zdałam sobie sprawę, cóż znajdowało się na jego dnie. Spojrzałam z pogardą na stojącego za mną zamaskowanego, nic więcej nie mogłam zrobić. Ludzie umierali z różnych przyczyn - narazili się Śmierciożercom, mieli brudną krew, zbyt dużo wiedzieli, czasami byli po prostu niewygodni. Ja nie mieściłam się w żadnej z tych kategorii, miałam zginąć po prostu - bez żadnego powodu ani celu. Gdybym była chociaż torturowana, poczułabym się męczennicą, na którą przelewa się swoje okrucieństwo. Gdyby zwrócili się do mnie nazwiskiem, mogłabym pomyśleć, że zamordowanie mnie ma jakiś sens.

- Musisz tylko przeskoczyć na drugą stronę - szepnął Oskar, stając obok mnie. Jego włosy falowały na wietrze, a jasna skóra błyszczała w słońcu.
,,Nie uda mi się" pomyślałam, czując, jak ogarnia mnie panika. Przed oczami miałam obraz zniekształconych ciał leżących na dnie, który czynił mnie jeszcze większych tchórzem niż byłam do tej pory.
- Dasz radę - powiedział cicho, chwycił mnie za podbródek i skierował mój wzrok na przestrzeń tuż nad przepaścią.
,,Gdybym miała skrzydła"
- Tobie nie są potrzebne.
Do tej pory myślałam, że nie ma nic gorszego niż Oskar. Przez wiele lat szukałam sposobu, żeby się go pozbyć, a kiedy mi się to udało, pozostała pustka... bo było coś o wiele gorszego od Oskara i teraz już wiedziałam co. Zdawałam sobie z tego sprawę, kiedy szepnęłam cicho ,,Pomóż mi", a stojący kilka kroków dalej Śmierciożerca zaśmiał się z pogardą. Byłam tego pewna, kiedy Oskar uśmiechnął się do mnie zachęcająco, a ja postanowiłam zdobyć się na chociaż ten jeden, maleńki akt odwagi... bo nadzieja czekała na mnie po drugiej stronie przepaści.
Życie zawsze stanowiło dla mnie zagadkę. Nawet jako dorosła kobieta nie mogłam pojąć sensu własnego istnienia, za bardzo skupiłam się na tym, jaka nie chciałam być. Ojciec mi kiedyś powiedział, że to właśnie niedoskonałości czynią nas wyjątkowymi. Nie rozumiałam tego, ale być może jeszcze kiedyś będę miała szansę. Wtedy Oskar pozostanie tam, gdzie jego miejsce, a ja będę mogła zobaczyć Megan.

Uśmiechnęłam się, kiedy ujrzałam swój dom z dzieciństwa. Było tam mnóstwo polnych kwiatów i kwitnący rzepak. Chciałam się tam znaleźć... chyba nie byłam gotowa, żeby stamtąd wyjechać. Może kiedyś do tego dojrzeję, ale to nie był ten dzień. Teraz musiałam tam wrócić.
- Avada Kedavra.
Edytowane przez Smierciojadek dnia 12.06.2014 19:15
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA G - Slayerka


Od nowa

Nie spodziewał się, że podróż do Doliny Godryka zajmie mu tyle czasu. Zaczął doceniać czarodziejskie środki transportu, nawet jeśli nie ze wszystkich korzystał chętnie.

Jakoś nigdy nie zastanawiał się nad tym, co zrobi po zakończeniu wojny. Nie wierzył, że ją w ogóle przetrwa, jednak jednej rzeczy od zawsze był pewny - jeśli jakimś cudem tak się stanie - odwiedzi rodzinny dom i grób rodziców. Niestety przez pierwsze trzy tygodnie po Bitwie Ostatecznej stan zdrowia nie pozwalał mu na to. Nadal był słaby i nader mocno odczuwał szczególne skutki pojedynku z Voldemorem, lecz nie chciał dłużej odwlekać swojego postanowienia. Dziwnie się czuł, uciekając pod osłoną nocy z domu państwa Weasleyów, choć w tej chwili miał wrażenie, że to jedna jedyna szansa, którą musiał wykorzystać. Na stole w kuchni zostawił list wyjaśniający swoje postępowanie. Wierzył, że jego przyszywana rodzina go zrozumie, albo chociaż zaakceptuje jego decyzję.

Rozumiał troskę i ogromne obawy przyjaciół dotyczące jego osoby. Doceniał je, naprawdę, choć nadopiekuńczość Molly zaczęła go powoli drażnić. Nic nie mógł zrobić sam, zawsze miał towarzystwo, czy tego chciał czy nie. Wyręczano go przy każdej najmniejszej czynności, którą mógł spokojnie wykonać bez asysty. Owszem, bardzo mu brakowało dawnych umiejętności, ale na cale szczęście nie polegał wyłącznie na nich w codziennym życiu. Niestety przyzwyczajenie robi swoje i nawet teraz chciał skorzystać z czegoś, czego już nie ma. Będzie musiał je zmienić, podobnie jak całe dotychczasowe życie. Odetchnął głęboko.
Nie liczył na cud, ale miał wrażenie, jakby ktoś się na niego zwyczajnie uwziął.

Nigdy nie był normalny i nigdy nie pasował do otoczenia. Inny, raz wyśmiewany i poniżany a raz traktowany jak bohater, którym wcale nie był. A on chciał mieć tylko prawdziwy dom i kogoś, kto po prostu zaakceptuje to, jaki jest. Bez większych oczekiwań względem jego osoby.
Teraz czuł się jeszcze bardziej samotny. Nie należał do żadnego ze światów. Nie miał nic. Nie był czarodziejem, ale nie był też mugolem. Dobrze, teoretycznie nim był, jednak... w sercu kołatała się nikła nadzieja na to, że da się to jakoś odwrócić.

Miasteczko było mieszane; mieszkali tu zarówno niemagiczni, jak i czarodzieje. Próbował rozróżnić jednych od drugich, ale nie miał żadnych szans. Narzucił więc kaptur przydużej bluzy na głowę, żeby mimo wszystko uniknąć rozpoznania przez czarodziejów. Co prawda nikogo nie dostrzegł w pobliżu, jednak zbyt dobrze wiedział, że lepiej być ostrożnym.

Idąc, rozglądał się, próbując poznać okolicę, w której niegdyś mieszkała jego rodzina. Zastanawiał się, jak wyglądałoby jego życie, gdyby nie Voldemort. Czy zaprzyjaźniłby się z tą grupką dzieciaków siedzących na murku i razem z nimi wymykał się wieczorami z domu, żeby wypić piwo? Czy miałby młodsze rodzeństwo, które bawiłoby się z innymi dziećmi na tamtym placu zabaw pod okiem mamy? Czy spacerowałby teraz tym chodnikiem ze swoją dziewczyną?

W końcu udało mu się znaleźć cmentarz. Dość duży, nawet jak na takie miasteczko. Chodząc od grobu do grobu, uświadomił sobie, że nie ma pojęcia, gdzie mogą spoczywać jego rodzice. Zaczął więc przechodzić się wszystkimi alejkami, uważnie czytając napis na każdym z nagrobków w słabym świetle księżyca i nielicznych zapalonych lampek. Niestety, gdy po prawie godzinie obszedł cały cmentarz, grobu Potterów nie zauważył, nawet jeśli w samym centrum znalazł Dumbledorer17;ów, Grindelwaldów i Peverellów.

Zdeterminowany sprawdził wszystkie groby po raz drugi, a potem i trzeci. Większa część jego umysłu tęskniła za różdżką i banalnym Lumos, gdyż księżyc nie dawał wystarczającej ilości światła, nawet jeśli było kilka nocy przed pełnią, a latarki nie miał ze sobą, bo w czarodziejskim świecie była mu zbędna. Zrezygnowany wrócił więc do grobowca rodzinnego Dumbledore'ów - gdzie pochowano Kendrę, Percivala i Arianę. Były dyrektor spoczywał na terenie Hogwartu, nastolatek jednak potrzebował czegoś, czegokolwiek, co łączyło go z przeszłością, a rodzina jego mentora była jedynym, co przyszło mu na myśl.

Inaczej to sobie wyobrażał - myślał, że znajdzie grób rodziców, porozmawia z nimi i pomyśli o tym, co może teraz zrobić. A miał o czym myśleć. Ucieczka z domu Weasleyów była spontaniczna, do plecaka wrzucił tylko podstawowe rzeczy; zresztą i tak miał tam niewiele, reszta została w Hogwarcie, jeszcze nie przywieziona. Podejrzewał, że większość i tak nie była mu potrzebna, nie teraz.

Nie miał nawet pieniędzy. Czarodziejskie nie przydadzą mu się w mugolskiej Anglii, a mugolskich nie miał za wiele. Dursleyowie nigdy nie dali mu nawet pensa kieszonkowego, a w Hogwarcie obowiązywała przecież magiczna waluta. Było mu przykro i wstyd, że zabrał te kilkadziesiąt funtów z kolekcji pana Weasleya, ale miał nadzieję, że mężczyzna nie będzie miał mu tego za złe. Nie ukradł tych pieniędzy - zostawił niewielką sakiewkę, której wartość znacznie przewyższała to, co miał w kieszeni.

Pewną część wykorzystał na dotarcie tutaj. To, co zostało, nie starczy mu jednak na długo. Musiał znaleźć jakąkolwiek pracę i miejsce do zatrzymania się dach nad głową, aler30; Cholera! Nie tak to sobie wyobrażał.

Opadł na kolana, prosząc w duchu o pomoc, jakiś znak, o cokolwiek. Może nie powinien uciekać. Może takie było jego przeznaczenie. Może nie zasłużył na szczęście, może Dursleyowie mieli rację, taki dziwak jak on...
- Potter? - usłyszał znany głos nad sobą. Głos, którego na pewno nie spodziewał się tutaj usłyszeć.
- Profesor... - odpowiedział słabo, odwracając się w stronę mężczyzny.
Stał nad nim jego dawny nauczyciel eliksirów, nie mniej zdziwiony od niego.
- Potter, jak się tutaj dostałeś? Czy wiesz, że twoi przyjaciele przetrząsają niebo i ziemię w poszukiwaniu ciebie? Nie wystarczy ci uwaga, którą już tobie poświęcają, musisz mieć jej jeszcze więcej?
Kąśliwe uwagi Snape'a nie wywoływały zwyczajowej reakcji. Harry niemal się uśmiechnął. To była miła odmiana po trzech tygodniach nadskakiwania i obrzydliwej litości..

Nareszcie normalność, pomyślał, patrząc na wysokiego mężczyznę, który przewiercał go swoimi ciemnymi oczami. Jak gdyby to, że chce ciebie zabić najpotężniejszy czarnoksiężnik, a wszyscy oczekują, że to właśnie ty zabijesz go wcześniej, ratując w ten sposób cały świat, było normalne.
- Wie pan, gdzie jest grób moich rodziców? - spytał, ignorując słowa Severusa, pamiętając, że ten niegdyś przyjaźnił się z jego matką. Musiał więc wiedzieć, gdzie leży ona pochowana.
- Przecież jest tuż obok - zaczął czarodziej, przenosząc wzrok na pomnik bohaterów wojenny stojący tuż obok grobu rodziny Dumbledore'ów, jednak przerwał, nagle coś sobie uświadamiając. Westchnął cicho. - No tak. Niemagiczni go nie widzą.
- Niemagiczni...?
Oczywiście. Wcześniej nie widział Hogwartu. Nie widział też Nory. Wiedział już, że nie zobaczy pozostałości po rodzinnym domu, więc nawet go nie szukał. Dlaczego więc sądził, że zobaczy grób swoich rodziców?
W końcu był teraz mugolem. Czarodziejem, któremu Voldemort, w ostatniej bitwie, Avadą odebrał magię zamiast życia. W pewnym momencie coś w nim pękło.

Po policzkach zaczęły spływać mu długo wstrzymywane łzy, gdy uświadomił sobie, że już nigdy nie będzie w stanie odwiedzić miejsca pochówku swojej rodziny. Nie będzie mógł odbudować ich domu. Nie będzie mógł wrócić do magicznego świata bo większości rzeczy nie może zobaczyć, a na czary maskujące reaguje identycznie, jak wszyscy pozbawieni magii.

Co takiego zrobił, że na to wszystko zasłużył...?
Jakby podzielając jego nastrój, z nieba powoli zaczął siąpić deszcz, z każdą chwilą przybierając na sile. Księżyc powoli skrył się za chmurami, odbierając im jedyne, w miarę akceptowalne źródło światła. Chłopak nawet nie zwracał na to uwagi w przeciwieństwie do ciągle stojącego nad nim mężczyzny, który zaczął czuć się trochę nieswojo, będąc świadkiem załamania nastolatka. Mistrz eliksirów potrzasnął nieznacznie głową. Nie on powinien z nim wtedy być. Miał w końcu tylu przyjaciół, którzy tylko czekali na to, żeby pozwolić wypłakać mu się w ich ramię, objąć to chude, trzęsące się ciało i pocieszyć.

On się do tego zupełnie nie nadawał.
- Powinieneś wrócić do domu, Potter. Zmokniesz i się przeziębisz, zresztą jeszcze nie wyzdrowiałeś do końca.
- Nie mam domu... Nie mam już miejsca, do którego mogę wrócić - odpowiedział nastolatek.
Mężczyzna zdawał sobie sprawę z tego, że nie może zostawić tutaj Harry'ego, nawet jeśli sam chciał jak najszybciej znaleźć się w domu. Nie wziął ze sobą parasolki; chciał tylko odwiedzić grób Lily, by następnie móc bez wyrzutów opuścić czarodziejski świat świat, który nawet pomimo uniewinnienia uznawał go za zdrajcę, mordercę i żądał jego skazania - i zacząć w końcu żyć. Odpocząć od wojny, od walki, od czarnej magii, od szpiegowania, od ryzykowania życia... Po prostu wieść zwykłą, spokojną, nudną egzystencję. A nie mógł zacząć ze świadomością że dzieciak Potterów moknie na deszczu, albo szlaja się gdzieś po ulicach, bo sam na pewno nie wróci. Cholerny Potter!
- Nie rób z siebie ofiary, Potter. Tak zależy ci na tym, żeby wszyscy, którzy się o ciebie troszczą, zamartwiali się gdzie się podziewasz?
- Nie mogę już tego znieść - płakał dalej nastolatek, w ogóle nie rejestrując słów Snape'a. - Nie mogę tam wrócić. Nie mogę...
- Wstawaj i wracamy.
Sięgnął po ramię chłopaka, jednak ten się wyrwał, nie mając zamiaru słuchać się swojego byłego profesora.
- Nie zmusisz mnie! Cholera, coś mi się w końcu od życia należy! Nie mam już magii, nie mogę odwiedzić grobu rodziców! Pokonałem Voldemorta! Dałem wszystko, co miałem! Czemu nie mogę...
Snape był już cały przemoczony, do tego chłodny wiatr wcale nie pomagał. Harry nie był w lepszym stanie, jednak ten nie zwracał uwagi na swój stan, użalając się nad swoim losem.
- Wstawaj, nie chcę mieć chorego Gryfona na sumieniu. Jedną noc możesz spędzić u mnie, ale rano wracasz do swoich przyjaciół.
- Nie wrócę do nich! - Nie teraz, gdy udało mu się uciec., Musiał coś zrobić ze sobą i swoim życiem, w końcu sam chciał o nim decydować. - Mam już dość tego wszystkiego... tych spojrzeń pełnych litości, tego... Do ciebie też nie mogę pójść... już nic nie mogę...
- Zbieraj się, Potter, nie mam zamiaru w taką pogodę użerać się z tobą. Rano zmienisz zdanie. Chyba że wolisz siedzieć tutaj w ciemności, marznąć i moknąć. Twoja wola. Może ktoś ciebie przygarnie. Ciekaw jestem, ile tak wytrzymasz.
Odwrócił się aby odejść, jednak poczuł delikatne szarpniecie za koszulę.
- Do rana, tak?
- A rano wracasz.
- Chyba, że mnie nie będzie...
- Jeszcze zobaczymy.
- Jeszcze zobaczymy.
Severus chwycił dłoń Pottera, mocniej niż trzeba, jakby upewniając się, że ten nie zniknie. Deportowali się chwilę później. Mężczyzna dziękował sobie w duchu, że już niedługo w końcu nie będzie musiał użerać się z żadnymi bachorami... nawet nie wiedział, jak bardzo się mylił.
Edytowane przez Smierciojadek dnia 12.06.2014 19:15
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA H - Pottermaniaczka9876


Był czerwcowy poranek. Lily przeciągnęła się na łóżku. Nie miała ochoty się podnosić. Ale nie miała wyboru, ponieważ dzisiaj czekały ją egzaminy. Lily była w piątej klasie i właśnie dziś zdawała egzamin praktyczny i teoretyczny z obrony przed czarną magią i transmutacji. Ubrała się szybko i nie czekając na swoją przyjaciółkę Julie, która jeszcze słodko spała, zeszła na śniadanie. Po drodze do pokoju wspólnego wzięła książkę od transmutacji. Kiedy weszła do Wielkiej Sali, a była dość wczesna godzina, wszystkie stoły były już zapełnione przez uczniów. Wszyscy piątoklasiści i siódmoklasiści trzymali książki od transmutacji lub obrony przed czarną magią. Lily usiadła między Syriuszem Blackiem, a Jasmin Kornel. Obydwoje trzymali na kolanach książki.

- Umiesz to wszystko? - zapytała się Lily, zwracając się do Jasmin.

- Ja już wszystko potrafię - pochwalił się dumnie Syriusz.

- Nie ciebie się pytałam - odrzekła Lily.

- Sądzę, że umiem już wszystko.

- Ja też, ale na wszelki wypadek sobie powtórzę.

W tym momencie do stołu Gryfonów podszedł Severus Snape.

- Cześć Lily! Witaj Jasmin! - zawołał chłopak.

- Witaj Severusie! Umiesz już? - zapytała się pierwsza z wymienionych, wskazując na podręcznik.

- Tak. Nie mam z tym żadnego problemu - odpowiedział chłopak.

- Ok. Przepytasz mnie, w takim razie. Syriusz, posuń się i ustąp Severusowi miejsca - powiedziała stanowczo Lily.

- Co? - wykrzyknął drugi chłopak, który do tej pory się nie odzywał. - Ja mam ustąpić miejsca Smarkeusowi? Nigdy w życiu.

- No cóż - powiedziała dziewczyna wyniosłym tonem. - Jeżeli nie chcesz tego zrobić, to pójdziemy, ze Snapem, gdzie indziej.

Na to odezwał się kolega Syriusza, James.

- Evans! Nie bądź taka. Syriusz ustąpi, a ty się już nie złość.

- Widzę, że król Quidditcha bardzo polubił Lily - powiedział, z przekąsem, Severus.

- Może tak? Ale jeśli tak jest naprawdę, to TY nie musisz o tym wiedzieć.

-Naprawdę? Lily to moja przyjaciółka i JA muszę o tym wiedzieć.

- Windgardium Leviosa! - krzyknął James i stojąca przed nim szarlotka, poleciała w stronę Snape'a.

- Protego - zawołał Lily i ciastko poleciało w stronę Syriusza, który nie zdążył się uchylić i dostał w twarz.

- Teraz tego pożałujesz, Evans!

- Grozisz mi? Potter, czy TY MI grozisz?

- N.. nnie, ale on, - James wskazał palcem Severusa - mówi na ciebie SZLAMA.

- Czy to prawda? - zapytała groźnie dziewczyna.

- Nie! Nie słuchaj, co on do ciebie mówi.

W tym momencie do Wielkiej Sali weszła profesor McGonagall.

- Co tu się stało? - zapytała groźnie.

- Nic, pani profesor - rzekł potulnie Syriusz. - Tylko Severus Snape rzucał w nas jedzeniem.

- Snape! Marsz do mojego gabinetu! Ale już! - krzyknęła McGonagall.

Severus zwiesił głowę i bez pożegnania opuścił salę. Lily też z niej wybiegła, ale udała się w przeciwnym kierunku niż jej przyjaciel.

- Wiesz, że nabroiłeś? - zapytał się Syriusz James' a, ale on nic nie odpowiedział. Zresztą Syriusz nie oczekiwał odpowiedzi.
Edytowane przez Smierciojadek dnia 12.06.2014 19:16
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA I - Penelope


Odpowiedzialność

,,Mamy tylko jedną szansę by żyć. Jedną szansę by być szczęśliwi, by marzyc, by wciąż odkrywać nowe rzeczy. Wszystko wydaje się być proste, ale przecież w rzeczywistości tak nie jest. No bo jak można się uśmiechać, kiedy krwawi serce, jak można żyć, kiedy ktoś kogo kochamy odchodzi."

Kyra odsunęła pióro od ledwie zapisanej kartki papieru, te kilka zdań wyrażało jej dzisiejszy nastrój. Nie mogła już dłużej tłumić w sobie emocji, pragnęła je z siebie wydostać i wreszcie móc się uśmiechnąć, tak szczerze. Nic to jednak nie dało, wręcz przeciwnie, smutek znów zaczął ją dusić ze zdwojoną siłą. Wstała gwałtownie, wylewając atrament na kilka zapisanych słów, nie zwróciła na to uwagi i wyszła z Pokoju Wspólnego Ravenclaw'u. Biegnąc korytarzem nie myślała o tym gdzie idzie, ani czy któryś z nauczycieli ją zobaczy, pozwoliła ponieść się swoim nogą, po prostu przed siebie. Chłodny powiew nocnego powietrza owiał jej twarz, wreszcie mogła odetchnąć. Stanęła przed zamkiem, chłonąc jesienny obraz Hogwarckich błoni, ale to nie jasne jezioro przyciągnęło jej uwagę, a ciemny zarys Zakazanego Lasu. Niewiele myśląc udała się w tamtą stronę. Będąc tuż przy pierwszej linii drzew ocknęła się nagle i spojrzała w stronę jeziora. Biały marmurowy grób odznaczał się na tle ciemnego nieba. Albus Dumbledore, jeden z największych dyrektorów Hogwartu. Wiele o nim słyszała i uważała, że niektóre opowieści są bardzo naciągane. Tuż obok niego stał pomnik na którym wypisane zostały nazwiska wszystkich osób, które zginęły w Bitwie o Hogwart. Mimo iż te wydarzenia miały miejsce prawie pół wieku temu, to miejsce sprawiało, że nadal czuło się zgrozę tamtych wydarzeń. Kyra często się tam udawała, siadała na trawie i rozmyślała. Dwie osoby na tej liście były jej wyjątkowo drogie, mimo że nigdy ich nie poznała: Remus i Nimfadora Lupin, jej babcia i dziadek. Teraz powinno pojawić się tu jeszcze jedno nazwisko: Teddy Lupin... Kyra nie lubiła nazywać go tatą, zawsze zwracało się do niego po imieniu, uważała że tak brzmi to o wiele lepiej.

- Ted! Choć wreszcie bo spóźnimy się na pociąg! - Kyra nie mogła się już doczekać powrotu do Hogwartu. Piąty rok oznaczał SUM-y, ale dziewczyna wiedziała, że da sobie rade. Do odjazdu pociągu zostało tylko pół godziny, a oni nie byli nawet w połowie drogi. Mężczyzna wreszcie wyszedł z domu, trzymając za rękę żonę.
- No nareszcie. Mamo ty też jedziesz z nami? - zapytała zdziwiona dziewczyna, ponieważ Victorie'a nigdy nie chodziła z nimi. Nie podobał jej się ten pomysł, zawsze robiła to tylko z tatą, to był ich rytuał.
- Tak kochanie - odpowiedziała spokojnie kobieta i uśmiechnęła się do córki, nie zwracając uwagi na jej sprzeciwy, a Ted puścił do niej oko. Razem udali się na peron dziewięć i trzy czwarte. Gdyby Kyra wiedziała, że to jej ostatnie spotkanie z ojcem, chciałaby żeby byli sami.

Wspomnienie sprawiło, że w oczach dziewczyny pojawiły się łzy. Odwróciła się gwałtownie i weszła do Zakazanego Lasu. Nie bała się, ponieważ bardzo łatwo mogła się schować, podobnie jak tata i babcia była metamorfomagiem. Szła przed siebie, nie wiedząc gdzie idzie, łzy sprawiły, że prawie nic nie widziała, więc poruszała się w ciemności. Co chwile wpadała w krzaki i obijała się o gałęzie drzew. Nie było to jednak ważne, znów zatopiła się we wspomnieniach.

Kyra stanęła w drzwiach gabinetu ojca, zapukała grzecznie w drzwi, informując o swoim przybyciu. Ted podniósł wzrok znad dokumentów i zmęczonym wzrokiem spojrzał na córkę. Widok ukochanego dziecka sprawił, że uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Ted, nie przeszkadzam? - Kyra uwielbiała spędzać czas z tatą, samo siedzenie w jego towarzystwie koiło nerwy.
- Nie kochanie, wejdź proszę - Ted odsunął się od biurka i wyciągnął ręce do córki. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i wyjęła zza pleców dwa kubki kakao, kierując jeden z nich w stronę taty.
- Pomyślałam, że chętnie sobie odpoczniesz i napijesz się ze mną czegoś gorącego.
Razem usiedli przed domem, przytulając się i wpatrując się w gwiazdy, delektowali się chwilą.

To te krótkie chwile sprawiały Kyrze największą radość. W prostocie kryło się prawdziwe szczęście. Dziewczyna wraz z ojcem często patrzyli w gwiazdy, Kyra znała prawie wszystkie konstelacje, które występowały na tej półkuli. Teraz też chciała spojrzeć na niebo, ale drzewa rosły tu tak gęsto, że nie było widać nawet jednej gwiazdy. Z uniesioną do góry głową nie patrzyła gdzie idzie, potknęła się i wywróciła, mocno uderzając o ziemię. Coś kanciastego wbiło jej się w dłoń, podniosła to z ziemi i różdżką oświetliła dziwny przedmiot. Był to czarny kamień, pęknięty w środku. Dziewczyna przyjrzała mu się dokładnie, ujrzała kółko i trójkąt wyryte w kamieniu. Znała ten symbol, Insygnia Śmierci. Jej serce zamarło w piersi, to mogła być tylko jedna rzecz.

- Wujku Harry, znasz bajkę o trzech braciach? - zapytała Kyra z dziwnym wyrazem twarzy.
- Dlaczego pytasz? - odpowiedział Potter, grzejąc się przy kominku.
- Co myślisz o Insygniach? Uważasz, że są prawdziwe? - Kyra miała nawyk odpowiadania pytaniem na pytanie. Dłuższe milczenie Harry'ego skłoniło jednak dziewczynę do powiedzenia czegoś jeszcze. - Tacie wyrwało się, że masz coś z nimi wspólnego, opowiesz mi o nich? Bardzo proszę, przecież wiesz jak lubię takie historie. Poza tym Pelerynę niewidkę już widziałam u twojego wnuka.
- Co? Syriusz pokazał ci pelerynę? - Harry był wyraźnie zdziwiony.
- Opowiesz? - nalegała Kyra.
- Nie ma o czym opowiadać skoro pelerynę już widziałaś. Czarna różdżka jest zniszczona, a Kamień wskrzeszenia zaginął w Zakazanym Lesie.
Po tych słowach Harry nie dodał już nic, mimo nalegań Kyry.

Dziewczyna jeszcze raz przyjrzała się znalezisku, to musi być ten kamień. Z bijącym sercem obróciła go trzy razy. Zamknęła oczy, nie miała odwagi ich otworzyć.
- Jestem tutaj - usłyszała znajomy głos, spojrzała przed siebie, przed nią stał Teddy Lupin. Oczy Kyry wypełniły się łzami, patrzyła z niedowierzaniem na ojca, nie wiedząc co powiedzieć. Wreszcie wykrztusiła z siebie to, co najbardziej ją bolało:
- Dlaczego mnie zostawiłeś? Jak mogłeś odejść? Ted, tatusiu, nie zostawiaj mnie znowu...
- Kochanie... - zaczął Lupin. - Przecież wiesz, że nie chciałem odchodzić, nigdy bym cię nie zostawił...
- Zostawiłeś mnie! - przerwała mu Kyra. - Samą! Tak bardzo cię kochałam, a ty odszedłeś! Dlaczego?
- Śmierć przychodzi niespodziewanie, ale gdybym tylko mógł...
- Mogłeś! Mogłeś zostać! Dlaczego? Dlaczego mi to zrobiłeś? - Głos dziewczyny był przepełniony żalem, a jej twarz cała zapłakana. Klęczała wśród drzew Zakazanego Lasu i zrozpaczona szukała odpowiedzi, chciała poczuć ukojenie od bólu i straty.
- Jestem pewien, że znasz odpowiedzi na te pytania...
- Dlaczego ta dziewczyna była ważniejsza od mnie? Dlaczego poświęciłeś życie za kogoś, kogo nawet nie znałeś? - złość i frustracja wypływały z Kyry razem z tymi słowami. Nie umiała się powstrzymać, musiała to komuś powiedzieć, a to ojciec był jej najlepszym przyjacielem, to jemu o wszystkim mówiła, a teraz go już nie ma...
- Pamiętasz naszą rozmowę przed wyjazdem?
Te słowa wypowiedziane były z wyrzutem. Kyra przypomniała sobie ojca w pełni sił, młodego i uśmiechniętego, takiego właśnie chciała go pamiętać. Musiała jednak pamiętać również to co mówił.

- Kyro, wiesz że cię kocham, prawda? - Lupin był poważny jak nigdy. Siedział razem z córką przed domem i wpatrywał się w gwiazdy.
- Ted, coś się stało? - dziewczyna była wyraźnie zmartwiona dziwnym zachowaniem ojca.
- Jutro jedziesz do Hogwartu, a za tydzień ja wyjeżdżam, pamiętasz?
- Tak tato, pamiętam. Obiecałeś pisać raz w tygodniu, pamiętasz? - uwielbiała odpowiadać pytaniem na pytanie.
- Tak, pamiętam - odpowiedział z uśmiechem Lupin. - Chciałbym żebyś to wiedziała, wyjeżdżam aby chronić pewną dziewczynę, grozi jej niebezpieczeństwo. - Kyra nie pytała o co dokładnie chodzi, wiedziała, że i tak niczego się nie dowie, praca ojca była ściśle tajna. - Będę o tobie myślał, codziennie i bronił jej tak, jak broniłbym ciebie.
- Cieszę się, ale dlaczego mi to mówisz?
- Będę za nią odpowiedzialny - dla ojca słowo to znaczyło tak wiele...

Nagle wspomnienie się rozpłynęło, a Kyra wreszcie wszystko zrozumiała. ,,Będę jej bronił tak, jakbym bronił ciebie... Będę za nią odpowiedzialny..." Ted zrobił to dla niej, to za nią oddał życie, była tego pewna. Słowa dyrektora na uczcie powitalnej nagle nabrały sensu. ,,Hogwart jest bezpieczny, jak nigdy przedtem, mimo odradzających się sił zła..."
- Tato, kogo broniłeś tej nocy, kiedy umarłeś?
- Hogwart był bezpieczny.
- Ted, czy to za mnie oddałeś życie? - Kyra nie mogła uwierzyć w to, co właśnie do niej dotarło. Tak bardzo wyrzucała ojcu, że zginał za kogo obcego, a to za nią oddał swoje życie. Za to żeby mogła się uśmiechać, zakochać, po prostu żyć.
- Kocham cię mój skarbie, jestem za ciebie odpowiedzialny, bądź szczęśliwa.
Nagły podmuch wiatru wstrząsnął gałęziami i Kamień wskrzeszenia wyleciał Kyrze z ręki. Lupin zniknął w ciemności, a Kyra szepnęła tylko:
- Kocham cię tato... dziękuje...

Nie szukała Kamienia, pamiętała co stało się z jednym z braci. Wróciwszy do Pokoju Wspólnego wyciągnęła czystą kartkę papieru i zaczęła pisać.

,,Mamy tylko jedną szansę by żyć. Jedną szansę by być szczęśliwi, by marzyc, by wciąż odkrywać nowe rzeczy. Musimy być również odpowiedzialni za to co robimy, za to jak traktujemy innych, za woje życie i za życie innych. Kiedy umiera ktoś kogo kochamy, w naszych sercach zostaje pamięć po nim i odpowiedzialność za szczęście, które dzięki tej osobie otrzymaliśmy i nawet jeśli krwawi nam serce, musimy żyć, dziękując za to, że możemy..."
Edytowane przez Smierciojadek dnia 12.06.2014 19:16
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA J - ulka_black_potter


(Nie)szczęśliwa historia

Śniadanie jedzone w pośpiechu. Gorączkowe sprzątanie pokoju. Ciągłe wyglądanie przez okno. Coś ewidentnie się szykowało. Tylko co? Pewnie coś wielkiego jak to zwykle bywało w jego przypadku. Na pewno coś bardzo niebezpiecznego - mój chłopiec znów pokona zło? Tak bardzo się o niego martwię. Nie mogę mu w niczym pomóc. Muszę trwać w zamknięciu i czekać. Czekać na rozkaz? Nie, on nie wydaje rozkazów - on prosi. Jesteśmy przyjaciółmi. Kocham go i nie wahałabym się oddać za niego życia. On też ochroniłby mnie przed wszystkim. Nigdy nie naraziłby mnie na niebezpieczeństwo. Mój chłopiec mnie kocha.

Po wielu latach obserwacji, z pełną śmiałością mogę stwierdzić, że drugiego takiego ze świecą szukać. Żałuję, że nie było mnie w tych ważnych momentach. W momentach kiedy jego odwaga była wystawiana na próbę. Jednak co ja, marne stworzenie, mogłabym zrobić? Pomóc? Nie. Zaszkodzić? Zdecydowanie. Nie jestem siłaczką, nie potrafiłabym go obronić, jednak on nie ma mi tego za złe - mój chłopiec.

***

Był upał. Pogoda naprawdę nie do zniesienia dla każdej normalnej istoty. Stłoczona wraz z innymi w tym ciasnym pomieszczeniu, bałam się, że mogę się już stamtąd nie wydostać. Jednak nie starałam się uciec. Zadarłam głowę do góry w geście dumy i czekałam. Na śmierć? Nie, na wybawienie. Nigdy nie wątpiłam, że zostanę tam na zawsze. Wierzyłam. W ludzi? Nie. Wierzyłam w siebie. Byłam piękna, każdy mnie chciał. Każdy mnie chciał... Te słowa brzmią okrutnie. Nie jestem zabawką, która można chcieć - nigdy nie chciałam by tak uważano. Moim pragnieniem było by mnie kochano i podziwiano. Mój chłopiec miał mnie pokochać.

Zostałam przeniesiona. Dziwne to było miejsce. Bałam się. Bałam się tego miejsca bardziej, niż ciasnego pomieszczenia i upału. Tutaj każdy walczył o swoje. Każdy chciał by to jego wybrano. Każdy chciał się stąd wydostać. Ja też chciałam, ale duma nie pozwoliła mi zachowywać się jak te rozwydrzone zwierzaki. O nie, nigdy nie zniżyłabym się do poziomu prezentowanego przez tę hołotę. Siedziałam spokojne na swoim miejscu i czekałam. Co rano dostawałam ten sam posiłek. Wzmocniłam się po nim. To były jakieś pastylki zmieszane ze śniadaniem. Od razu je zobaczyłam, ale stwierdziłam, że już nic nie może mi zaszkodzić. Do picia dostawałam wodę. Pijąc ją wyobrażałam sobie, że jestem wolna. Wolna jak... jak ptak? Dość nietrafione powiedzenie. W tamtym czasie zwątpiłam. Nie wierzyłam, że mój królewicz uwolni mnie z opresji. Mugolskie bajki strasznie działały na moją wyobraźnię. Tyle razy je słyszałam, tyle razy czułam się przez nie wolna, kochana. Mój chłopiec miał mnie w przyszłości pokochać.

***

Coś się szykuje. Pokój jest nadnaturalnie czysty. Nigdy go takiego nie widziałam. Chyba gdzieś się wybieramy. Gdzie? W dół. Widocznie państwo domu gdzieś wyjechali. Schodzimy pomału po schodach. Zatrzymujemy się przed jakimiś drzwiami. On na mnie patrzy. Jego zielone oczy maja w sobie ostatnio tyle bólu i tyle miłości. Mój chłopiec kocha swoich przyjaciół.

***

Gdy obudziłam się tego dnia, czułam się wyjątkowo wypoczęta. Jakieś dziwne uczucie zapanowało w moim sercu - jakiś niepokój, podekscytowanie. Tego dnia musiało się coś wydarzyć. Byłam tego pewna. Moja wiara w końcu miała okazać się słuszna. I coś się stało. Wykupił mnie. Nie, nie mój chłopiec. Jakiś facet, z poplątaną brodą. Z lekka mnie przerażał. Jednak miał podejście. Wszyscy się go bali, ale ja podeszłam i przywitałam się gdy ten wyciągnął rękę. W końcu pochodzę ze szlachetnego rodu i nie obce mi są zasady dobrego wychowania. Dotknął mojej twarzy swymi grubymi paluchami, ale o dziwo były one bardzo delikatne. Ciągle uśmiechał się gdy na mnie patrzył. Powiedział coś mojemu poprzedniemu właścicielowi - nie dosłyszałam co - i zabrał mnie ze sobą. Szliśmy tą zatłoczoną ulicą, tak ukochaną przez czarodziejów, raźnym krokiem. Zatrzymaliśmy się przed sklepem z różdżkami. Byłam prezentem. Włochaty facet podarował mnie chłopcu. Mojemu chłopcu. A on mnie pokochał.

***

- A tutaj Hedwigo, pod tymi schodami - otworzył małe drzwiczki - tutaj sypiałem! Wtedy jeszcze się nie znaliśmy.

Czyli jednak się przenosimy. Harry jest dzisiaj zbyt sentymentalny. Odczuwam w związku z tym pewien niepokój. Niemądre myślenie. Przy moim chłopcu nic nie może mi się stać. On poradzi sobie ze wszystkim.

Dużo ludzi. Bardzo dużo. Nigdy tu tylu nie było. Tamci zamienili się w mojego chłopca. Są jacyś podenerwowani. Nie podoba mi się to. Harry zamknął mnie w klatce. Wsiedliśmy do tego ogromnego czegoś. Dlaczego Harry tak dziwnie patrzy? Znowu czuje ten dziwny niepokój, który doskwierał mi tego dnia, gdy włochaty facet wykupił mnie ze sklepu. Znowu czuję, że wolność jest na wyciągnięcie ręki. Jednak przecież przez te wszystkie lata z moim chłopcem byłam wolna. Wolna jak... jak ptak? Chyba nie do końca. Dzisiaj coś się stanie. Czuję to.
Zamieszanie. Krzyki. Strach. Zaklęcia. To stanie się zaraz... Jestem wolna.
- Nie... HEDWIIIGOOO! Nie, nie.!
Edytowane przez Smierciojadek dnia 12.06.2014 19:16
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA K - losiek13



EGZAMIN

Bibliotekarka Irma Pince od wielu lat trzymała się swojego codziennego rytuału. Pracę zawsze rozpoczynała od segregacji książek pozostawionych na stolikach przez uczniów. O zgrozo, przeważnie leżały one porzucone tak bestialsko przy plamach soku, czekolady, czy innych świństw, których spożywanie na terenie czytelni było surowo wzbronione. Pani Pince czyściła właśnie zaklęciem wyjątkowo ciężkie do wybawienia plamy, gdy nagle za górą książek pozostawionych przy najbliższym stoliku, zauważyła jakiś ruch. Powoli zbliżyła się do sterty opasłych tomów, za którymi zobaczyła śpiącą burzę loków.
- CO TY TUTAJ ROBISZ, DZIEWUCHO?! - wrzasnęła bibliotekarka.
Dziewczyna poderwała się z miejsca rozglądając się wkoło.
- Co się stało? - zapytała, nieświadoma przyczyny tego okropnego wrzasku.
- Biblioteka jest ZAMKNIĘTA! A Ty musiałaś spędzić tu całą nocą! Już ja zgłoszę, dyrektorowi, że...
- Całą noc?! - powiedziała wstrząśnięta, ignorując kolejne pytania pani Pince.
- Która jest godzina?
- Jest w pół do dziesiątej, dlatego jak powiedziałam...
Opiekunka biblioteki nie zdążyła nawet wydać z siebie dźwięku, kiedy dziewczyna przemknęła obok niej i ruszyła biegiem w stronę wyjścia.
- STÓJ! GRANGER, I TAK WIEM, ŻE TO TY!
Hermiona nie zatrzymała się jednak i zignorowała całą następną kakofonię dźwięków. Musiała jak najszybciej dostać się do do Wielkiej Sali.
- Egzamin zaczął się o dziewiątej, może pozwolą mi wejść... - rozmyślała w biegu. Po drodze mijała uczniów z młodszych roczników, którzy przyglądali jej się z niemałym zaskoczeniem na twarzy. Ktoś nawet próbował ją zatrzymać, jednak ona uparcie brnęła przed siebie. Nie było to jednak dla niej zaskoczeniem, wolała nie widzieć tego w jakim stanie obecnie muszą być jej włosy. Czuła tylko jak wielka piramida loków przechyla się z jednej strony w drugą. Była już w połowie drogi, kiedy nagle musiała się zatrzymać. Ogromna sterta krzeseł, biurek i szafek blokowała przejście całą szerokością korytarza. Zatrzymała się dysząc ciężko i opierając dłonie na kolanach. Wtedy bez żadnego ostrzeżenia stos mebli powiększył się jeszcze bardziej, gdy z sąsiedniej klasy wyleciały kolejne dwa krzesła. Po chwili dał się słyszeć głośny rechot.
- Irytek - przemknęło jej przez głowę i już miała obrócić się na pięcie, by skorzystać z innej drogi, kiedy to właśnie Poltergeist wychynął z sali.
- Co tu robisz, smarkulo? - zapytał, wykręcając w powietrzu fikołka. - Chyba nie masz zamiaru powiedzieć o tym, temu staremu prykowi...
- Nie, Irytku. Ja tylko spieszę się na egzamin i... - dziewczyna nie zdążyła ugryźć się w język.
- Spóźniona?! - zapiał z zachwytu. - Ktoś tu będzie miał kłopoty...

***

Piętnaście minut później zmęczona Hermiona dotarła do drzwi Wielkiej Sali. Już z daleka zauważyła, że opuszczają ją uczniowie. Zwiesiła głowę i nie wiedziała co ze sobą począć, gdy nagle usłyszała, że ktoś ją woła.
- Panno Granger? - Za gromadką ostatnich osób pojawił się profesor zaklęć, który z niemałym zaciekawieniem przyglądał się dziewczynie.
- Panie profesorze! - Hermiona podbiegła do nauczyciela i nie zważając na jego osłupienie, zalała go potokiem słów. - Czy będę mogła przystąpić do egzaminu? Ja naprawdę starałam się dotrzeć na czas, ale Irytek... Uczyłam się całą noc i zasnęłam w bibliotece, naprawdę bardzo mi przykro...

Profesor przyglądał się jej z coraz większym zdumieniem, próbował coś wtrącić, ale dziewczyna była nieugięta.
- Gdyby profesor, pozwolił mi podejść z inną grupą... Ja na pewno dałabym radę. Bardzo mi zależy, bo...
- Panno Granger! Niech się pani uspokoi... - udało mu się w końcu wtrącić. Na jego twarzy błąkał się mały uśmiech. - Egzamin się jeszcze nie odbył...
- Słucham?! - Hermiona obdarzyła go zdumionym spojrzeniem.
- Egzamin z zaklęć, odbędzie się jutro. Niczego pani nie przegapiła...
- Ale jak to, ja nie rozumiem!
- Zapewniam panią, że doskonale znam rozkład egzaminów. Nie ma czym się przejmować. Może pani wrócić spokojnie do wieży i... eee... odpowiednio się przygotować.
Hermiona dopiero teraz uzmysłowiła sobie, jak okropnie musi wyglądać. Flitwick obdarzył ją tylko kolejnym uśmiechem, po czym powędrował w kierunku schodów.

- Hermiono! Tu jesteś! Na szczycie schodów zauważyła Harry'ego i Rona, którzy po chwili znaleźli się tuż koło niej.
- Wyglądasz jakbyś właśnie przedarła się przez gąszcz Diabelskich Sideł! - zaśmiał się Ron.
- Co się stało? - zapytał Harry.
- Nic. - odparła Hermiona. - Tylko następnym razem, kiedy uprę się żebyście zostawili mnie samą w bibliotece, bo chcę się pouczyć, nie odstępujcie mnie nawet na krok!
Edytowane przez Smierciojadek dnia 12.06.2014 19:17
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA L - _Dominika_


SPOTKANIE

Albus otworzył oczy i jak co rano spojrzał na szkarłatny baldahim nad swoim łóżkiem. Całe dormitorium jeszcze spało. Spojrzał na zegarek - była piąta trzydzieści. Al wiedział, że już nie uśnie więc ubrał się po cichu i zszedł do pokoju wspólnego.

Bardzo denerwował się spotkaniem z koleżanką. Mary, zdaniem wielu, najładniejsza dziewczyna w Hogwracie, podeszła do niego na którejś przerwie i zapytała czy znalazłby dla niej chwilę w następną sobotę. Potem mrugnęła do niego porozumiewawczo i odeszła. Tak więc, Albus nieustannie myślał, o co może chodzić jego koleżance.

Al przeszedł przez pokój wspólny i zniknął za portretem Grubej Damy. Znalazłszy się na korytarzu, po krótkim namyśle, postanowił udać się do biblioteki. Gdy szedł pustymi korytarzami, jego kroki głucho odbijały się od ścian. Po dziesięciu minutach dotarł do dębowych drzwi. Otworzył je, wszedł między regały książek i podążył w stronę działu "Magiczne sporty". Z każdym krokiem coraz bardziej czuł zapach pożółkłych, zakurzonych ksiąg. Idąc po skrzypiącej podłodze, pokrytą lekką warstwą kurzu, doszedł do "ściany wiedzy" Sięgnął po lekturę dotyczącą quidditcha, otworzył książkę i zaczął czytać. Tu i ówdzie wyblakły atrament nie pozwalał na odczytanie informacji, ale Albus i tak znał się na tym sporcie jak nikt inny.

Promienie słońca dzielnie przedzierały się przez przyciemniane okna biblioteki tak, że około szóstej trzydzieści w czytelni było już całkiem jasno. O tej samej porze, Albus usłyszał na korytarzu pierwsze kroki uczniów. Zamknął książkę i odstawił ją na miejsce, ale nie wstawał z krzesła.

Razem z Paulem i Bertą przez ostatnie dni rozpatrywali powody spotkania Albusa z Mary. Najbardziej prawdopodobnym wydawała się po postu randka, ale z drugiej strony, dlaczego zaproszenie na było tak tajemnicze? Al bardzo by chciał, żeby to spotkanie okazało się czymś w rodzaju randki, ponieważ tylko on z piątego roku nie miał dziewczyny. Mógł to wyjaśniać fakt, że zawsze podczas pierwszej rozmowy dawał plamę. Właśnie tego się bał - co jeśli zrobi z siebie osła przed Mary? Wyśmieje go cała szkoła, a co za tym idzie, może zapomnieć o znalezieniu dziewczyny w tym roku szkolnym, a przynajmniej w tym semestrze.

Po kilku lub kilkunastu chwilach takich rozmyślań, Al wstał i podążył do Wieży Gryffindoru. W pokoju wspólnym spotkał Bertę i Paula i razem z nimi udał się na śniadanie. Gdy wszedł do Wielkiej Sali, poszukał wzrokiem Mary, ale nigdzie jej nie zauważył. Jak zwykle usiadł przy stole Gryfonów, a po chwili pałaszował już kiełbaski, paszteciki i sok dyniowy. Po skończonym śniadaniu, udał się ze swoimi przyjaciółmi do Sali Wejściowej.
- My idziemy do biblioteki się pouczyć, a potem będziemy w pokoju wspólnym, dobra? - powiedział Paul.
- Ok, ja mam poczekać na Mary tutaj i nie wiem gdzie z nią pójdę. Może potem zobaczymy się na błoniach, bo dzień na pewno będzie piękny.
- Pewnie - odpowiedział Berta - Do zobaczenia i ... powodzenia.
Przyjaciele odeszli, zostawiając Ala trochę podekscytowanego, a trochę obawiającego się przebiegu spotkania.
Po około pięciu minutach, Albus zobaczył schodzącą po schodach Mary. Od razu można było zauważyć, że jest wygląda wyjątkowo.
-Cześć - powiedziała - chodź za mną.
- Yyy... Cześć, ale gdzie idziemy - zapytał ją niepewnie Albus.
- To tajemnica - powiedziała głosem, który niejeden uznałby za pełen uczucia.

Chcąc nie chcąc, Al podążył za koleżanką, która poprowadziła go na błonia. Szli po lekko zmrożonej trawie, która chrzęściła im pod stopami. Minęli boisko do quidditcha, a teraz spacerowali wzdłuż brzegu jeziora. Mary i Al coraz bardziej oddali się od zamku...
Po kilku chwilach doszli do zatoczki, wokół której rozpościerał się las. Promienie słońca prześwitywały pomiędzy liśćmi, jezioro przyjemnie szumiało, wiał lekki wiatr, a ptaki ćwierkały. To było naprawdę piękne miejsce. Siedli na dużej kłodzie, a Mary powiedziała:
- Ładnie tu... Pewnie zastanawiasz się, po co cię tu przyprowadziłam?
- Myślę o tym, od naszego tajemniczego spotkania na przerwie.
- Naprawdę było tajemnicze?
- Zdecydowanie.
- Cóż... Przyszliśmy tu, ponieważ chcę ci coś powiedzieć.
- Mów... - zachęcił koleżankę Al, widząc jej niepewną minę.
- Chodzi o to, że - tu Mary wzięła głoboki oddech - że bardzo mi się podobasz - wykrztusiła.
Zszokowany Albus wpatrywał się w koleżankę przez dłuższą chwilę... W końcu przełamał się i powiedział:
- Cóż, prawdę mówiąc, to... ja nie pozostaję Ci dłużny - wypalił, nie za bardzo panując nad prawdą, którą "ukrywał" już kilka miesięcy.
- Naprawdę? - zapytała Mary pełna nadziei.
- Tak - powiedział Albus zdecydowanym tonem.

Ta odpowiedź wyraźnie ucieszyła dziewczynę. Wpatrywali się w siebie przez chwilę, w zupełnej ciszy, którą przerywał tylko cichy szum drzew i świergot ptaków. Potem nieznacznie przybliżyli się do siebie, a ich wzrok działał jak magnez. Centymetr po centymetrze zbliżali się ku sobie, aż w końcu - choć dla obojga trwało to bardzo długo - wargi Ala dotknęły warg Mary. Całowali się: najpierw niepewnie, a potem coraz bardziej namiętnie. Trwało to dobre kilka chwil, zanim oderwali się od siebie.
Zaraz potem Mary powiedziała:
- Al, nie wiem, czy to było mądre. Przecież ja chodzę z Chrisem.
- Zerwij z nim - powiedział Al lekko zdenerwowany tym, że Mary w takiej chwili wspomina swojego chłopaka.
- Wiesz co... - zamyśliła się - chyba masz rację.
Gdy tylko skończyła mówić, Al przytulił ją. Siedzieli tak obejmując się wzajemnie i wpatrując się lekko falującą toń jeziora.

Później, Mary i Al odbyli wyczerpującą rozmowę na bardzo wiele tematów. Dyskutowali o zamku, quidditchu, a nawet o wielkiej kałamarnicy żyjącej w jeziorze.

Około dwunastej w południe zaczęli wracać do zamku. Wyszli z pięknie oświetlonej, zielonej zatoczki i ruszli w stronę błoni. Po kilkunastu minutach doszli do boiska do quidditch, na którym ćwiczyła teraz drużyna Ravenclawu. Zamkowe błonia lśniły w słońcu, a bezchmurne niebo odbijało się delikatnie migoczącym jeziorze. Aksamitne zielone trawniki kołysały się od czasu do czasu na lekkim wietrze.

Al, trzymając Mary za rękę myślami był bardzo daleko. Gdy weszli do Sali Wejściowej, razem postanowili się pouczyć. Musieli więc udać się do Wieży Gryffindoru po książki. Wspinając się po schodach, natknęli się na Paula i Bertę.
- Cześć Al, cześć Mary - powiedziała Berta.
- Cześć - powitał ich Al - gdzie idziecie?
- Do biblioteki - powiedział Paul i urwał...
Potem, równocześnie z Bertą, powędrował wzrokiem na złączone dłonie Mary i Ala.
- Ah...
Edytowane przez Smierciojadek dnia 12.06.2014 19:18
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACE Z DRUGIEGO ETAPU

Kategoria: kryminał

Obowiązkowe elementy: Krwawy Baron, Felix Felicis, sklątka tylnowybuchowa, miejsce akcji: Hogwart wraz z Zakazanym Lasem, Hogsmeade, Nora, Dolina Godryka, Ministerstwo Magii (można wybrać jedno albo kilka, akcja nie może jednak wykraczać poza te miejsca)

media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA NUMER 1 - Ana_Black

Gra

Młody auror, Simon Jackson, aportował się w wiosce Hogsmeade. O tej porze na ulicy trudno było o żywego ducha. Jedyne źródło światła dochodziło z domostw oraz księżyca. Cisza jaka panowała wydawała się wręcz niepokojąca. Kiedy mężczyzna dotarł do celu - hogwarckich błoni - zobaczył wysoką postać odzianą w szmaragdowozieloną szatę. Włosy zwykle uczesane w ciasny kok rozwiane były we wszystkie strony.

- Dzień dobry, pani dyrektor - przywitał się Simon. - Mam nadzieję, że to naprawdę tak pilna sprawa, że musiałem tu przybyć o tak później porze.
- Spodziewałam się pana Pottera - przyznała McGonagall.
- Szef jest zajęty, więc wysłał mnie - odparł Jackson. - Dowiem się o co chodzi?
- Tak, proszę za mną.

Simon wszedł za dyrektorką do Zakazanego Lasu, który wydawał mu się mroczniejszy niż zwykle. Może to za sprawą pełni, której blask co chwila przedzierał się przez korony drzew? Zamyślony auror nie zauważył, kiedy McGonagall zatrzymała się, przez co omal na nią nie wpadł. To, co ujrzał zmroziło mu krew w żyłach. W głębokiej dziurze w ziemi leżało kilka ciał. Pozbawionych głów. Zwłoki poza tym nie miały na sobie widocznych obrażeń. Simon zauważył, że dwie z nich musiały należeć do dzieci - były małe i drobne. Ziemia wokół tego swoistego grobowca wyglądała tak, jakby ktoś chciał zakopać ciała, ale nie zdążył.

- Skąd to się tu wzięło? I co to za ludzie? - zapytał zszokowanym głosem auror.
- Nie mam pojęcia. Usłyszałam jakiś hałas, więc tu przybiegłam - odpowiedziała McGonagall. - Ale już nikogo nie było. Znalazłam też to - dyrektorka podała mu zwitek pergaminu. Zapisany krwią.
- "Jeśli masz dość odwagi, by rozpocząć grę, na Wieżę Astronomiczną udaj się" - przeczytał Simon. - Gra? Co to za psychol? - zapytał bardziej sam siebie niż Minerwę.
- Chciałabym to wiedzieć - przyznała McGonagall.
- No dobrze, ja udam się na tą wieżę, a pani niech poczeka tu na magotechników - powiedział Jackson.

Dyrektorka tylko skinęła głową. Młody auror szedł z głową pełną myśli. Kimkolwiek był morderca, z pewnością był niebezpieczny. Może lepiej niech nie zajmuje się tą sprawą sam? Może będzie lepiej jak poprosi Pottera, żeby przydzielił mu do pomocy kogoś bardziej doświadczonego? Albo niech ten ktoś sam zajmie się śledztwem? Nie - powiedział sobie w myślach. To on przybył pierwszy na miejsce zdarzenia. To była jego szansa, żeby zdobyć chwałę, a może nawet sławę. To było jego śledztwo. On podjął grę.

***

Idąc korytarzem Hogwartu minął przelatującego Krwawego Barona. Gdy wspinał się po schodach na Wieżę Astronomiczną jego ekscytacja sięgnęła zenitu. Czując, że serce zaraz wyskoczy mu z piersi z uniesioną różdżką wszedł na szczyt wieży. Lecz nikogo tu nie było. Jego ekscytacja opadła niczym para. Czy naprawdę myślał, że morderca będzie tu na niego czekał. Rozczarowany podszedł do okna, tego samego, przez które lata temu wypadł Albus Dumbledore trafiony morderczym zaklęciem. Simon oparł się rękoma o parapet. W pierwszej chwili niczego nie poczuł, ale gdy chciał zacisnąć dłoń w pięść, coś go ukłuło. W ręce trzymał kolejny kawałek pergaminu. Znów zapisany krwią.

"Witaj, widzę że podjąłeś grę. Dam ci pierwszą wskazówkę jak mnie znaleźć:
Szukaj tam, gdzie nigdy byś nie szukał."

Szukaj tam, gdzie nigdy byś nie szukał? - powtórzył w myślach auror. Co to mogło być? Pierwsze co przyszło mu na myśl, to jego rodzinny dom, ale przecież jego rodzice nie byli psychopatami. Drugie miejsce, o którym pomyślał, to Hogwart. Ale przecież właśnie w nim był. Znowu poczuł przypływ ekscytacji, gdy na myśl wpadło mu jeszcze jedno miejsce, w którym nigdy nie szukałby mordercy. Ministerstwo Magii. Zbiegając po schodach prawie się potknął, a na błoniach ledwie wyminął sklątkę tylnowychową. Z Hogsmeade deportował się prosto do atrium w Ministerstwie Magii. I nagle ekscytację zastąpił niepokój. A jeśli tym psychopatą jest któryś z pracowników? Ktoś, kogo dobrze zna? Może któryś z jego kolegów? No i gdzie właściwie miał szukać kolejnej wskazówki? W pierwszej kolejności postanowił udać się do swojego gabinetu, choć wydało mu się mało prawdopodobne, żeby morderca tam pozostawił kolejny ślad. Usiadł za biurkiem i zastanawiał się, gdzie mogła być następna wskazówka. Wykluczył Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów, bo to by było tak, jakby psychopata podał mu ślad jak na tacy. A przecież wyzwał go do gry. Pozostałe departamenty i biura też wydawały mu się mało prawdopodobne. Poza jednym. Departament Tajemnic z pewnością było idealnym miejscem na wskazówkę psychopaty już ze względu na samą nazwę. Simon wyszedł z gabinetu i szybkim krokiem udał się do windy. Nawet nie powiedział "dzień dobry" kobiecie, która z nim jechała. Gdy wchodził do Departamentu Tajemnic był jeszcze bardziej podekscytowany. Nie tylko dlatego, że wskazówka mogła być blisko, ale dlatego, że właściwie nie wiedział co czeka go w tym miejscu. Nigdy wcześniej tu nie był, a Niewymowni nie mogli o nim mówić. Zaczął zaglądać do poszczególnych sal w poszukiwaniu śladu, pozostając czujnym, na wypadek, gdyby pojawił się któryś z pracowników. Opuścił departament zawiedziony - niczego nie znalazł. Nie rozumiał. Skoro nie tu, to gdzie? Nagle go olśniło. Gabinet ministra. "Szukaj tam, gdzie nigdy byś nie szukał." Gdy stanął przed drzwiami gabinetu Shacklebolta znowu obudził się w nim niepokój. A jeśli to minister magii jest tym mordercą? Natychmiast odrzucił tą myśl. Kingsley nie był człowiekiem, którego można podejrzewać o morderstwo, a co dopiero o bycie psycholem. Auror wziął głęboki oddech i zapukał. Odpowiedziało mu krótkie "Proszę!". Wszedł próbując opanować nogi, które z nerwów miał jak z waty.

- Och, to ty, Simonie. W czym mogę pomóc? - zapytał uprzejmie minister.
- Ja... - Co właściwie miał odpowiedzieć? "Przepraszam pana bardzo, ale czy nie widział pan gdzieś tu kawałaka pergaminu zapisanego krwią?" Uznał, że najlepiej będzie jak powie wszystko od początku.
-... że kolejna wskazówka jest w pańskim gabinecie - zakończył Jackson. - Nie żebym myślał, że to pana sprawka - dodał szybko.
- No dobrze, poszukajmy tej wskazówki - powiedział Kingsley, wyraźnie zaskoczony.

Też byłbym zaskoczony, gdybym dowiedział się, że jakiś psychol mógł zostawić coś w moim gabinecie - pomyślał Simon. Poszukiwania trwały dłuższą chwilę i już wydawało się, że nic nie znajdą, gdy Kingsley podniósł doniczkę z jakąś dziwną rośliną i krzyknął "Mam!". Kawałek pergaminu oczywiście był zapisany krwią. Auror dostrzegł, że była ona inna niż na poprzednich, jakby jaśniejsza. Uznał, że musiała być to krew innej osoby.

- "A więc dotarłeś do tej wskazówki? Chcesz następną? Możesz się wycofać i uratować życie... lub odnaleźć mnie i zginąć. Szukaj tam, gdzie twe serce."- przeczytał Shacklebolt. - O matko, to rzeczywiście jakiś psychol.
- No tak, normalny to on jest - powiedział Simon.
- Simonie, ja wiem, że jesteś bardzo zdolny, ale... jesteś jeszcze młody i... nie sądzisz, że przydałoby ci się wsparcie kogoś bardziej doświadczonego? Może powinienieś powiedzieć o tym Potterowi? - zapytał z troską Kingsley.
- Nie. To ja podjąłem grę i sam muszę odnaleźć mordercę. Szef wysłał mnie na miejsce. Nikogo innego - odpowiedział auror.
- A czy magotechnicy już coś wiedzą? - spytał minister.
- Kompletnie zapomniałem sprawdzić czy jest już raport - przyznał Jackson.
***

Auror wszedł do swojego gabinetu i poczuł nagły przypływ nadziei. Raport już na niego czekał. Może wreszcie będzie miał jakieś konkrety. Po zapoznaniu się z informacjami stracił resztki dobrego humoru. Ofiarą była jego siostra, Emily z mężem i dziećmi, które miały ledwie po pięć i siedem lat. Simon poczuł, że zbiera mu się na łzy. Już zamierzał wyjąć ostatnią wskazówkę i pomyśleć nad znaczeniem, gdy w oczy rzucił mu się srebrny breloczek umieszczony w woreczku na dowody. A więc jednak jednak ten psychol zostawił jakiś ślad - pomyślał Simon. Przyjrzał się dokładnie breloczkowi. Srebrna litera L, a wokół niej niczym pnącze, owinięty wąż wykonany ze szmaragdu. To mogło należeć do członka tylko jednego rodu czarodziejów. Można było powiedzieć o nich wszystko, ale nie to, że byli normalni. Czyli całkiem możliwe było to, że któryś z nich jest tym psychopatą. A raczej byłoby, gdyby nie fakt, że dwaj ostatni męscy członkowie tego rodu nie żyją - jeden zginął w Bitwie o Hogwart, a drugi ponad rok temu w Azkabanie. Była jeszcze żona jednego z nich, ale ona również została zabita podczas wojny. Ród wygasł. Żaden z braci nie miał męskiego ani nawet żeńskiego potomka. Simon nagle pomyślał o Bartemiuszu Crouchu Juniorze. Wszyscy myśleli, że umarł w Azkabanie, a wcale tak nie było. Natychmiast odrzucił tą myśl. Barty miał w rodzinie wysokiego urzędnika Ministerstwa Magii. Lestrange nie był spokrewniony, w każdym razie nie blisko, z żadnym szefem Departamentu, a wiedziałby, gdyby któryś z nich został porwany bądź napadnięty. Wtedy mógłby rozważać, że ktoś użył Eliksiru Wielosokowego, by podszyć się pod urzędnika. Dowiem się kim jest, jak go znajdę - pomyślał auror. Wyjął kawałek pergaminu i poczuł pojedynczą łzę na policzku. To mogła być krew Emily. Natychmiast otrząsnął się z tej ponurej myśli. Musiał być silny. Dla niej. "Szukaj tam, gdzie serce twe." Jackson pomyślał, że musiało chodzić o jakiejś miejsce bliskie jego sercu. A poza Hogwartem było tylko jedno takie miejsce. Jego rodzinny dom w Dolinie Godryka. Gwałtownie wstał z krzesła i już miał się deportować, gdy znowu naszły go wątpliwości. Nie wiedział co zastanie w Dolinie. Może Kingsley miał rację i powinien powiedzieć Potterowi? Albo chociaż poprosić o pomoc bardziej doświadczonego aurora? Nie. To on podjął grę. To była jego zemsta. Jedyne, czego teraz potrzebował, to szczęście. Nagle podskoczyło mu serce. No właśnie! Potrzebował szczęścia! Gdzieś tu miał jeszcze niezaczętą buteleczkę Felix Felicis, którą dostał od siostry na czarną godzinę. Wyjął flakonik z biurka i uważnie przyjrzał się złotej zawartości. Tak, nadeszła owa czarna godzina. Odkręcił buteleczkę i łyknął parę kropel eliksiru. Poczuł jak wypełnia go radość. Czuł, że nic złego nie może mu się przytrafić. Złapanie mordercy wydawało mu się dziecinnie proste. Zakręcił flakonik i włożył go do kieszeni. Z cichym pyknięciem deportował się do Doliny Godryka. Jednym ruchem różdżki otworzył drzwi domu, w którym się wychował. Ledwo przekroczył próg i zobaczył lecący w jego stronę czerwony promień.
Edytowane przez Smierciojadek dnia 21.06.2014 19:43
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA NUMER 2 - Slayerka


Po prostu

Po zwycięstwie nad Voldemortem Harry stał się wielkim bohaterem czarodziejskiego świata i tak był określany przez wszystkich. Sytuacja sprzed kilkunastu lat powtórzyła się, ludzi ogarnęła euforia. Dopiero po pewnym czasie zaistniałe wypadki zaczęto koloryzować. Gazety wielu tygodni nie posługiwały się jego imieniem i nazwiskiem, a tytułami, które przylgnęły do niego niczym druga skóra. Do Wybrańca, Chłopca, Który Przeżył Aby Zwyciężyć i Złotego Chłopca Gryffindoru dołączył teraz Chłopiec, Który Uratował Świat oraz Pogromca Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. On osobiście nie cierpiał tych przydomków i starał się je ignorować.

Z biegiem czasu uwaga tłumów nieco osłabła i przestano uganiać się za każdą najmniejszą bzdurą, jaką powiedział lub zrobił, choć wciąż był na świeczniku. W Hogwarcie jednak nadal otrzymywał mnóstwo listów z gratulacjami, wyrazami uwielbienia, a nawet niezliczone propozycje matrymonialne od czarodziejów i czarownic pragnących się związać z bohaterskim Kawalerem Orderu Merlina. Odkąd wrócili do remontowanej szkoły, wokół niego i jego przyjaciół zawsze kręciło się wiele osób ze wszystkich domów, które koniecznie chciały go poznać i porobić z nimi zdjęcia, niekoniecznie za jego zgodą. Niestety Ginny okazała się taka sama i jej zachowanie spowodowało rozejście się dawnej Złotej Trójki Gryffindoru. Oczywiście wydarzenie to zostało odnotowane w niemal każdym czasopiśmie wbrew woli samych zainteresowanych.

Dla Pokój Życzeń stał się jedynym schronieniem, gdzie mógł spokojnie skupić się na nauce i uciec od nadgorliwych wielbicieli, czasami w towarzystwie chyba jedynych osób, którzy nie byli z nim ze względu na sławę - Hermiony, Neville'a i Luny.

Przyzwyczaił się do tego, że sam lub z trójką przyjaciół umykał przed kilkuosobowymi grupkami uczniów próbujących go sfotografować lub domagających się autografu na karcie z pudełka czekoladowych żab. Odgradzając się od nieciekawej rzeczywistości, Harry z zapałem pochłaniał niemal wszystkie ocalałe książki i podręczniki ze szkolnej biblioteki. Zainteresowały go nawet grube prace poświęcone eliksirom, co wywołało zdziwione i podejrzliwe spojrzenia wielu pamiętających to, co się działo w podziemnej sali eliksirów.

Pewnego marcowego wieczora, korzystając z pory kolacji zdecydował się na samotny spacer po błoniach i obrzeżach Zakazanego Lasu. Zszedł do jeziora i długo siedział, zamyślony.

Gdy w końcu zorientował się, która godzina, zerwał się na równe nogi - nawet nie zauważył, że już dawno zapadła cisza nocna. Zbliżając się do chatki Hagrida, usłyszał jego tubalne utyskiwanie dochodzące z zagrody młodych sklątek tylnowybuchowych, które ostatnio padały jak muchy ku niewypowiedzianej uldze młodszych roczników.

Czyżby kolejny atak na pupilów gajowego? Gryfon kątem oka dostrzegł czyjąś postać kierującą się w stronę zamku. Nie rozpoznał, kto to był, mimo że sylwetka wydała się mu dziwnie znajoma.

Nie miał ochoty na pocieszanie zasmuconego przyjaciela, więc ruszył w pościg. Musiał się dowiedzieć, kto pod osłoną nocy zakrada się i prawdopodobnie zabija sklątki, wyrywając im ich przyssawki.

Choć ostatecznie nie dogonił tego kogoś, miał jednak pewność, że ktokolwiek to był, schronił się w Hogwarcie. Nawet jeśli nie miał zamiaru bawić się w detektywa i znowu walczyć ze złem, zaintrygowała go ta sytuacja. Komu i po co potrzebne były przyssawki sklątek? Wszyscy mieszkający w Hogwarcie dobrze wiedzieli o tym, że Hagrid zwyczajnie kocha te mało sympatyczne stworzenia, podobnie jak i inne niebezpieczne bestie. Półolbrzym był ogólnie lubiany i na pewno jako gajowy Hogwartu nie miał wrogów. Harry zauważył też, że teraz, po Ostatniej Bitwie, nawet Ślizgoni odnosili się do niego z szacunkiem.

Kto więc zabija zwierzątka Hagrida? Co robi z tymi przyssawkami, na Merlina?!

Gryfon otulił się peleryną niewidką, która przez ostatnie miesiące służyła mu częściej niż w czasach walki z Voldemortem i skierował się w stron dormitorium.

Kolejne doby nie przyniosły żadnych interesujących informacji. Harry nadal niewiele wiedział, a jedynym środkiem zapobiegawczym jaki został zarządzony przez profesor McGonagall w związku z tą sytuacją było ustawienie barier, które i tak nie za wiele zdziałały.

W taki sposób dni zamieniały się w tygodnie i nikt nie był w stanie zidentyfikować tajemniczego sprawcy, którego do tej pory nie złapano. Dzięki Mapie Huncwotów, Harry zaczął mieć jednak swoje podejrzenia.

Neville i Hermiona jako pierwsi zauważyli zmianę w zachowaniu przyjaciela, ale nie zamierzali psuć mu zabawy. Harry wyraźnie odżył, częściej się odzywał i nie wydawał się tak zamknięty w sobie. Nadal spędzał każdą wolną chwilę z książką w ręku, jednak w tej chwili próbował się dowiedzieć czegokolwiek na temat właściwości ssawek tych istot. Niestety w rezultacie otrzymał jedynie poszlaki, ale one w pewnym stopniu potwierdziły jego domysły. Nie mógł iść nimi do McGonagall. Chciał zachować sprawę w tajemnicy tak długo jak to było możliwe. Wiedział że pewnej osobie by się to nie spodobało, zwłaszcza, że chodziło o kogoś, kto dla niego zrobił tak wiele. Z perspektywy czasu zastanawiał się, jak to możliwe, że nikt nie dostrzegł tak drastycznej zmiany, jaka nastąpiła w ciągu ostatnich kilku miesięcy.

Gryfon westchnął i przesunął ręką po zmierzwionych włosach. Niewiele pomogło to fryzurze, ale pozwoliło mu się skoncentrować.

Dlaczego? To pytanie nie dawało mu spokoju. Dlaczego ktoś tak odporny i mocny psychicznie w końcu uległ iluzji wywarów? Mógł się domyślać przyczyn oraz tego, że tkwiły one głęboko w umyśle tej osoby. Choć była kimś godnym szacunku, to niemal wszyscy dookoła traktowali ją jak złoczyńcę, wygodnie zapominając o jej zasługach i setkach uratowanych przez nią istnień. Nikt nie chciał pamiętać o tym samym odznaczeniu, jakie nadano Harry'emu i którym ozdobiono piersi obu bohaterów, nie zważając na wątpliwości niektórych.

Cóż może to właśnie dlatego? Ludzie pragną szczęśliwych bohaterów, pełnych wiary w siebie i jasno patrzących w przyszłość.

- I to się nie zmieniło od moich czasów, drogie Lwiątko. - Harry gwałtownie podniósł głowę. Szedł do kuchni poprosić skrzaty o małą kolację - bo znowu musiał ratować się ucieczką do Pokoju Życzeń i jak zwykle jest już dawno po rozpoczęciu ciszy nocnej. Zamiast tego znalazł się w pobliżu ślizgońskich lochów, a przed sobą miał Krwawego Barona w całej okazałości.

- Witaj, baronie. Czym mogę służyć?

Ponury duch Slytherinu przewiercał młodego czarodzieja wzrokiem.
Gdy się w końcu ponownie odezwał, Harry poczuł gęsią skórkę. Krwawy Baron niezwykle rzadko się odzywał, a jeśli już to robił, to zazwyczaj rozmawiał z nauczycielami, bądź prefektami swojego domu. Nikt inny nie dostąpił tego zaszczytu, z wyjątkiem jego, rzecz jasna.

Nigdy nie mogę być jak wszyscy, normalny, parsknął Gryfon w duchu.

- Jesteś jedynym spośród żywych, który dostrzegł, że coś niedobrego się dzieje w domu Węża, panie Potter, i choć sam się sobie dziwię, to nie zamierzam przekonywać cię, żebyś zostawił sprawę mądrzejszym. Znając twoje wcześniejsze eskapady, odnoszę wrażenie, że to nie poskutkuje, mam rację, młodzieńcze?

Harry uśmiechnął się lekko i przytaknął. Był zbyt uparty, żeby odpuścić. Krwawy Baron przez chwilę zdawał się rozważać skutki tego oraz pozostałych rozwiązań trudnej sytuacji.

- Nie muszę prosić o zachowanie dyskrecji, prawda?

Gryfon spojrzał duchowi prosto w oczy i odparł krótko:

- To się rozumie samo przez się, baronie.
- Tiara Przydziału nie myliła się co do ciebie, ale i ty dobrze wybrałeś, młodzieńcze. - Zadowolony z tej odpowiedzi zakrwawiony duch Slytherinu pozwolił sobie na cień uśmiechu, który w mgnieniu oka zniknął z jego widmowej twarzy. - Będę szczery i powiem wprost - nie ma czasu na gierki. Chodzi o życie i zdrowie Severusa Snape'a.

W tym momencie w umyśle Harry'ego zaskoczyło i układanka okazała się dziecinnie prosta. Dziwne zachowanie Snape'a na zajęciach, brak zwyczajowej wrogości wobec Gryfonów. Przerażający, obłąkany uśmiech pojawiający się coraz częściej na twarzy mężczyzny. Puste fiolki po eliksirach w jego koszu na śmieci, o których niegdyś wspomniał Zgredek. Nagle nawet sprawa ginących w tajemniczych okolicznościach pupilków Hagrida zmieniła się w coś o wiele bardziej złowrogiego. Oczywiście, nagle sobie uświadomił; oczyszczone i poszatkowane ssawki sklątek stosowane są do warzenia tylko jednego rodzaju eliksiru.

Cholera, przecież nawet on wiedział, że niekontrolowane i długotrwałe przyjmowanie Felix Felicis mogło na dłuższą metę zabić! Snape tym bardziej powinien się tego wystrzegać.

Ściszony głos Krwawego Barona opisujący obecny stan mistrza eliksirów sprawił, że Harry wzdrygnął się gwałtownie.

Nie wierzył, że mężczyzna sam do tego doprowadził. Owszem, miał wcześniej pewne podejrzenia, ale...

Cholera!

- Nadal chcesz mu pomóc? Wiesz, że to nie będzie proste zadanie.

W głowie Gryfona huczało i nie czuł się tak pewnie jak jeszcze parę minut wcześniej, ale nim odzyskał mowę, skinął głową. Był to winny mistrzowi eliksirów. Oni wszyscy wiele mu zawdzięczali, teraz przyszła pora na to, by choć spróbować się odwdzięczyć. Nawet, jeśli ten prawdopodobnie nie chciał żadnej pomocy.

Wiedział, że już niedługo będzie przeklinał samego siebie za tę decyzję, ale nie mógł postąpić inaczej.

Po prostu.
Edytowane przez Smierciojadek dnia 21.06.2014 19:42
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA NUMER 3 - Barlom


Odwet rzeźnika

Patrzył zamglonym wzrokiem chcąc zobaczyć niebo, jednak drzewa rosły zbyt gęsto. Mógł widzieć jedynie wszędobylską zieleń liści rosnących w koronach tych dostojnych roślin. Każdy wdech sprawiał mu nieopisany ból. ,,Cholibka'' wyrwało mu się z ust, gdy próbował podnieść głowę i spojrzeć na swoje ciało. Jego klatka piersiowa unosiła się niesymetrycznie, a jej lewa część była zapadnięta. Z brzucha sączyła się powoli krew, która wsiąkała w gruby płaszcz. Gdzieś w oddali słyszał piski przerażonego Chrobotka, biedak musiał teraz poradzić sobie sam w tym niebezpiecznym miejscu. Nagle usłyszał trzask łamiącego się drzewa, tak bardzo przypominający dźwięk jego łamanych żeber, kiedy strachliwe stworzonko wleciało prosto na półolbrzyma, przewracając go. Nigdy by nie pomyślał, że skończy w tym samym miejscu, w którym widział wcześniej ciała jego dwóch martwych przyjaciół. Tym razem nie będzie nikogo by wynieść kolejne ciało z Zakazanego Lasu. Wśród narastającego bólu poczuł jak jakiś złotawy łeb ociera się delikatnie o jego gęstą brodę. Był to jeden z abraksanów należących do Olimpii, która przyjechała w odwiedziny zaledwie dwa dni temu.

- Powiedz Olimpii żem ją przepraszam. - powiedział charczącym głosem do wielkiego skrzydlatego konia. Resztkami sił uniósł rękę, by poklepać piękne zwierze po karku.

***

Detektyw Benjamin Cradle stał pośród grubych pni sosen i patrzył jak jego zespół szuka śladów wokół ciała gajowego. Zastanawiał się co mogło zabić osobę, która w połowie była olbrzymem. Wiedział ze źródeł, że są oni w pewnej mierze odporni na magię, ale tym razem wyglądało na to, że ktoś użył brutalnej siły by wręcz zmiażdżyć potężne ciało. Usłyszał zbliżający się szelest liści i po chwili zza gęstych zarośli wyszedł jeden z jego pomocników, Damian.

- Szefie, poza stratowanymi kilkoma drzewami i ogólnym zniszczeniom roślinności, nie znaleźliśmy niczego co pomogłoby nam w dalszym śledztwie. Mam za to inną informację. Dwa dni temu do zamku przyleciała dyrektorka Beauxbatons. Jej wóz stoi obok domu ofiary.

- Sądzisz że to jej sprawka? - Benjamin lubił sprawdzać swoich podwładnych. Tym sposobem mógł bardzo łatwo wyćwiczyć przyszłe pokolenie porządnych detektywów.

- Jest półolbrzymką, więc kto wie do czego jest zdolna. Może musiała się na kimś wyżyć?

Benjamin wywrócił oczami słuchając tak prostackiego podejścia do sprawy. Damian był jednym z młodszych ludzi pracujących w zespole Cradle'a i często posługiwał się szeroko przyjętymi stereotypami.

- I tylko dlatego przybyła z Francji, żeby zabić gajowego? Nie pozwól by uprzedzenia i niepotwierdzone fakty zamgliły twoje myślenie. Gdzie ona jest?

Damian spochmurniał słysząc taką uwagę. Uniósł dumnie głowę starając się brzmieć jak najbardziej profesjonalnie. Benjamin wiedział, że chłopak będzie na niego obrażony przez najbliższy czas, ale był gotowy to znieść o ile tamten wszystko przemyśli i przyswoi sobie tą lekcję. rNigdy nie pozwól, byś uznał za prawdę to, co chcesz by prawdą było." Powtórzył jak mantrę pierwsze zdanie, jakie usłyszał od swojego przełożonego, gdy po raz pierwszy miał pomóc w poszukiwaniach.

- Na czas śledztwa poprosiliśmy by zamieszkała w jednym z pokojów w zamku, przeznaczonych dla gości. Chciała zostać w chatce ofiary, ale na szczęście udało nam się jej wytłumaczyć że musimy dokładnie przeszukać budynek.

Cradle ruszył w stronę ścieżki, którą przybył tu rano z Hogsmeade. Korzystając z chwili, rozmyślał nad jakimkolwiek logicznym motywem, który mógł popchnąć kogoś do tak brutalnego morderstwa gajowego. Las zaczął się przerzedzać, a mimo to żadne rozwiązanie o którym Benjamin pomyślał, nie wyjaśniało wszystkiego co do tej pory wiedział. Zza gęstej zieleni wyłoniły się chłodne i niewzruszone, mimo wszelkich przeciwności, mury zamku Hogwart.

***

Zapukał w ciężkie drewniane drzwi, które po chwili otworzyła mu najwyższa kobieta jaką do tej pory widział. Jej buty na obcasie przypominały wielkością sanie. Ubrana była w czarną, atłasową suknię i uśmiechała się przyjaźnie do detektywa.

- Madame Maxime, chciałem porozmawiać z panią o Hagridzie.

- Ni ma go tu. Ci panowi mówili mi zie się zgubil.

To było bardziej niż krępujące. Miał wrażenie, że jego podwładni powiadomili Olimpię o tym, co zaszło w Zakazanym Lesie.

- Nie, on się nie zgubił. Pan Hagrid nie żyje.

Uśmiech zniknął z twarzy kobiety. Machnęła ręką i podeszłą do okna, z którego mogła patrzeć na chatkę gajowego, koło której stał wielki niebieski powóz, który wręcz błyszczał, gdy wieczorne promienie Słońca padały na jego ściany.

- On za muodi by umzieć. Obiecal zie wróci. W końcu nie bił sam.

To była jakaś nowa wiadomość. Ktoś poszedł wraz z gajowym do lasu. Może to śledztwo zakończy się szybciej niż wcześniej sądził.

- Ktoś był z nim w tamten wieczór? - starał się brzmieć profesjonalnie, jednak nie udało mu się ukryć nutki ekscytacji spowodowanej znalezieniem nowej poszlaki.

- Tak. Jak 'Agrid wróci, to wam wszystko opowi. Obiecal.
- Ale już mówiłem, że pani mąż nie...

- Tak, zie nie wróci. - przerwała mu. Jej wzrok błądził po pokoju aż w końcu zatrzymał się na wielkim bukiecie polnych kwiatów. Olimpia uśmiechnęła się radośnie, po czym spojrzała na detektywa. W jej oczach widać było szaleństwo. - Ale ja panu mówi, on mi obiecal, w końcu jutro jest nasza rocznica. Pewnie to przez jego nieokrzesani i za kilka godzin o poranku pojawi sie tu jak gdibi nigdi nic. Pewnie Feliks mu to podpowiedzial.

- Sądzi pani, że ktoś imieniem Feliks był wtedy z Hagridem w Zakazanym Lesie?

Olimpia popatrzyła na detektywa jak na przygłupa, który nie potrafi zrozumieć prostego związku przyczynowo-skutkowego. Benjamin poczuł się jak uczniak, który nie zdążył pojąć nowej lekcji, ale wolał nie wdawać się w dyskusje o tym z kimś o wiele silniejszym od niego samego i do tego nie myślącym racjonalnie. Teraz zależało mu jedynie na zdobyciu jak największej ilości szczegółów dotyczących okoliczności zabójstwa.

- Ni ktoś. Felix to eliksir. `Agrid wypil szcześci i poszedł do lasu z Chrobotkiem, jego pupilkiem.. Obiecal zie wróci.

Madame Maxime zapatrzyła się w stronę Zakazanego Lasu, jakby czekając na chwilę, w której Hagrid wyjdzie z niego jak gdyby nigdy nic. Nie odpowiadała też na żadne dalsze pytania detektywa, nie zwracając w ogóle uwagi na to, że ten stoi obok niej. W końcu Benjamin poddał się i wyszedł na korytarz pierwszego piętra. Dowiedział się przynajmniej, że w całą sprawę zamieszany jest Felix Felicis, więc skierował swoje kroki do lochów, gdzie miał nadzieję porozmawiać z obecnym mistrzem eliksirów. Wydał kilka poleceń swojemu zespołowi i tym razem użył jednego ze skrótów, by szybciej dotrzeć na miejsce. Serce zaczęło mu szybciej bić, gdy zbliżał się do gabinetu opiekuna ślizgonów. Zajrzał do środka przez uchylone drzwi i zauważył podejrzanego, który jakby czekał na niezapowiedzianego gościa, zajadając kandyzowanego ananasa.

- Profesorze Slughorn, mamy poważne podejrzenia, by sądzić, że jest pan powiązany z zabójstwem gajowego Hogwartu. Dowiedzieliśmy się, że ktoś zaopatrzył go w dawkę eliksiru szczęścia.

Nauczyciel pokręcił ze smutkiem głową jakby odganiając od siebie złe duchy.

- Jestem niewinny. Niby w jakim celu miałbym to zrobić? Poza tym Hagrid był w połowie olbrzymem. Nawet nie wiem czy eliksir by na niego zadziałał.

Takie same obawy co do działania magicznych mikstur na półolbrzymy miał i Cradle. Zmienił więc ton, na nieco mniej natarczywy.

- Powiedzmy, że panu wierzę. Co zatem robił pan wczorajszej nocy i czy wie pan kim jest Chrobotek? Podobno gajowy wyszedł z nim na spacer tamtej nocy.

Na twarzy mistrza eliksirów pojawił się wyraz ulgi zmieszanej ze zdziwieniem. Wypuścił powietrze z płuc i już bardziej pewny siebie zaczął wszystko tłumaczyć.

- Wczoraj? Po kolacji poszedłem do swojego gabinetu, by przyszykować się na zebranie Klubu Ślimaka. Mogę wskazać dziesięciu uczniów, którzy to potwierdzą. Chrobotek to sklątka tylnowybuchowa. Liczyłem na to, że jak kiedyś podrośnie, to będę mógł zebrać jej śluz w celach naukowych. Nie rozumiem jednak czemu Hagrid poszedł z nim na spacer. Od miesięcy, kiedy podrósł, trzymał go w klatce. Wiedział jak sklątki potrafią być niebezpieczne.

W gabinecie nagle rozległo się pukanie. W drzwiach stał zniecierpliwiony Damian, który wręcz palił się by przekazać raport z dalszego śledztwa. Poczekał jednak aż detektyw do niego podejdzie. Nie chciał przekazywać poufnych wieści przy potencjalnym podejrzanym.

- Detektywie, przesłuchaliśmy wszystkich nauczycieli i duchy. Nie dowiedzieliśmy się od nich zbyt wiele. Jedynie Krwawy Baron przekazał nam wiadomość, że widział jak ofiara wracała dzień przed wypadkiem z Hogsmeade. Podobno niósł w ręku małą buteleczkę i wielki bukiet kwiatów.

Cradle aż wzdrygnął się na wspomnienie ducha Slytherinu. Żaden ze znanych mu duchów, a w swojej karierze poznał ich wiele, nie przerażał go tak jak Krwawy Baron. Srebrne plamy krwi i łańcuchy, które nosił na znak swojej winy dodawały mu mrocznego charakteru. Detektyw zmusił się jednak, by wrócić myślami do rozwiązywania zagadki.

- Czyli to robota kogoś spoza zamku. - powiedział szeptem bardziej do siebie.

- Przeszukaliśmy też dom ofiary. Potwierdziły się zeznania Madame Maxime i Krwawego Barona. Znaleźliśmy pustą buteleczkę na której widniała plakietka rFelix Felicis". Sprawdziliśmy jej zawartość. Nie zawierała ona eliksiru szczęścia.

To była jak na razie najbardziej zaskakująca wieść. Działanie tego konkretnego eliksiru idealnie pasowałoby do wydarzeń, które nastąpiły po jego spożyciu.

- W takim razie co wypił gajowy, zanim poszedł do Zakazanego Lasu?
- W buteleczce był eliksir euforii - Damian zrobił tu krótką przerwę, jakby próbując zebrać słowa odpowiednie do makabrycznego szczegółu, który odkryli. - Było tam też coś jeszcze. Na ściance znaleźliśmy też włókno z serca hipogryfa.

- To nie ma sensu. Czemu zabójca chciałby świadomie dać nam wskazówkę? - zastanawiał się Benjamin. Nigdy wcześniej nie spotkał się z tak jawnym pozostawieniem śladu. - Chyba, że chciał by wszyscy się dowiedzieli... - Zrozumienie przyszło nagle. Detektyw stał chwilę z rozwartymi ze zdumienia oczami przypominając sobie, kto miał kiedyś zabić hipogryfa o imieniu Hardodziob. Ta sama osoba zginęła z rąk ofiary podczas bitwy o Hogwart. Zabójca chciał by wszyscy wiedzieli, kto zemścił się na Hagridzie. - Przekaż wszystkim oddziałom aurorów, by złapali Waldena Macnaira Juniora.
Edytowane przez Smierciojadek dnia 21.06.2014 19:42
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA NUMER 4 - Penelope


Zabójcza magia

Szał morderczych zaklęć... Nie przestaję machać różdżką na prawo i lewo. Zabić, zabić wszystkich, nieważne jak. Dźwięk upadającego ciała jest dla mnie najpiękniejszą melodią, gasnąca iskierka życia w oczach, marzeniem. Jestem panią życia, jestem Śmiercią, nikt mnie nie pokona. Pokój pełen trupów, zapach krwi wypełnia moje nozdrza, czuję się wreszcie pełna. Zadanie zostało wykonane, nikt nie przeżył. Pora na ostateczną ofiarę. Zimna stal na moim gardle, żegnaj świecie, przepowiednia spełniona.

Coś takiego nigdy wcześniej nie miało miejsca w Hogwarcie. Wszyscy byli zszokowani tym co wydarzyło się dwa dni temu w Pokoju Wspólnym Slytherinu, Miriam gdy tylko o tym myślała dostawała dreszczy. Wiele w życiu przeżyła, brała udział w Bitwie o Hogwart, więc kilka trupów nie powinno robić na niej aż takiego wrażenia, ten widok jednak przerażał. Stos ciał na środku pokoju, z kończynami powykręcanymi w różne strony, wszędzie otwarte oczy, ziejące pustką, zastygłe w przerażeniu twarze. Na szczycie nagie, blade ciało dziewczyny, z ciemnoczerwoną szramą na szyi i duch Krwawego Barona unoszący się w powietrzu, migoczący w słabym blasku świec. Tego widoku nie da się zapomnieć. W tym dniu zginęła prawie połowa Ślizgonów i nikt nie wie dlaczego. Ta sprawa dręczyła Miriam bardziej niż cokolwiek innego w jej długim, pięćdziesięcioletnim życiu, postanowiła więc wziąć sprawy w swoje ręce i dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło.
Nauczycielka eliksirów nigdy nie była dobrym detektywem, właściwie jedyna rzecz w której była dobra to eliksiry. Poszlak było mało, Krwawy Baron, który był świadkiem dziwnego wydarzenia, pamiętnik pozostawiony przez jedna uczennicę i ozdobny nóż, na którym oprócz świeżej, była również zaschnięta krew. Z braku lepszych środków kobieta postanowiła sięgnąć po odrobinę szczęścia. Udała się do swojego gabinetu i z tajnej skrytki w szafie wyjęła małą, złotą fiolkę.
- No to, na szczęście! - powiedziała, odkorkowała buteleczkę i wypiła płyn. Usiadła przy biurku i zaczęła przeglądać znaleziony pamiętnik. Eliksir szczęścia wyraźnie działał, ponieważ nauczycielka trafiała na ważne fragmenty, bez uważnego czytania całego tekstu.

Ostatnio wszystkie moje myśli zaprząta Emilie, co się z nią dzieje? Ta dziewczyna wyraźnie się zmieniła, ze spokojnej i zrównoważonej, stała się nerwowa i może trochę obłąkana? Nie chce tak mówić o przyjaciółce, ale nie wiem co mam robić...
Próbowałam z nią rozmawiać, ale ona twierdzi, że nic jej nie jest i ciągle powtarza żebym dała jej spokój...
Emilie ostatnio strasznie dużo przesiaduje w bibliotece, chyba czegoś szuka...
Ostatnio nawet wygląd Emilie się zmienił, zrobiła się blada, ale to może dlatego, że prawie nic nie je...
Emilie zachowuje się jakby ją coś opętało, mówi dziwne rzeczy, jakby do siebie. Nie jestem pewna, ale raz usłyszałam coś jakby: ,,Zabić, zabić wszystkich..."
Emilie zaczęła wymykać się nocami z dormitorium, gdzie ona chodzi? Muszę to sprawdzić...Poszła do Zakazanego Lasu! Czy ona zwariowała? Muszę coś z tym zrobić, powiadomić nauczycieli...
Dzisiaj Emilie cały dzień jest niespokojna i co chwile powtarza: ,,To już dziś". Martwię się o nią coraz bardziej, czy to możliwe, że zwar...


Notatki uczennicy kończyły się w pół zdania, jakby coś przeszkodziło jej w pisaniu. Miriam kierując się zapiskami i działaniem Felix felicis, udała się do Zakazanego Lasu, mając nadzieję, że znajdzie tam jakieś odpowiedzi. W Sali Wejściowej nauczycielka natknęła się na Krwawego Barona. Płynął w powietrzu z zamyśloną miną, jakby nie wiedział co dzieje się dookoła.

- Baronie! - krzyknęła za nim, próbując zwrócić na siebie jego uwagę, nic to jednak nie dało. Nie zdając sobie z niczego sprawy, duch szybował dalej. Mistrzyni eliksirów wzruszyła tylko ramionami i ruszyła dalej. Wyszła na zewnątrz, udając się w stronę ciemnego zarysu drzew, a zimny powiew wiatru ochłodził jej rumieńce na twarzy. Z bijącym mocno sercem minęła chatkę gajowego i zagłębiła się w gęstą roślinność. Nie miała pojęcia gdzie idzie, różdżka oświetlała jej drogę, a stopy kierowały ją prosto przed siebie. Im gęściej wchodziła w las, tym robiło się ciemniej. Miriam zawsze była tchórzem, dzisiaj jednak w zwalczeniu strachu pomagał jej Felix.

Nagle z pośród drzew wyłoniła się okrągła polana. Miriam mocniej zapaliła różdżkę i weszła w wolną przestrzeń. Na trawie spostrzegła dziwne ślady, jakby jakieś wielkie stworzenie się tędy przemieszczało. Podeszła bliżej aby lepiej się przyjrzeć, a to co zobaczyła szczerze ją zdziwiło. Tuz pod jednym z drzew odbita w ziemi była mała, ludzka stopa. Kobieta podeszła w tamto miejsce i obeszła dookoła pień, nic jednak nie dostrzegła. Wiedziona działaniem eliksiru, postanowiła wypróbować kilka zaklęć, wiedziała że się jej to uda, mimo iż nigdy wcześniej tego nie robiła. Felix felicis spełniał swoje zadanie. Coś jednak nie dawało jej spokoju, jakieś dziwne przeczucie, że zaraz stanie się coś złego. Bez ostrzeżenie z pomiędzy drzew wyszedł ogromny stwór, miał około 4 metry długości i wyglądał jak zdeformowany skorpion, z wielkim żądłem i grubym, lśniącym pancerzem. Miriam przypominał sklątki tylnowybuchowe, wyhodowane kiedyś przez Hagrida, gajowego Hogwartu za jej czasów szkolnych. Zwierze gnało w jej stronę, z wyraźnym zamiarem zaatakowania. Nauczycielka chciała się cofnąć, przez co zachwiała się lekko i przewróciła na plecy, a różdżka wyleciała jej z ręki. Na chwilę strach ją unieruchomił, na szczęście, w ostatniej chwili udało jej się uciec przed sklątką i złapać za broń. Tym razem nie zwlekając, mistrzyni eliksirów wycelowała w nieopancerzone podbrzusze stwora i wypuściła serię zaklęć. Zwierzę zaczęło piszczeć i panikować, po czym potykając się uciekło, łamiąc drzewa na swojej drodze.

- Jak dobrze, że wypiłam ten eliksir - powiedziała do siebie i ruszyła do drzewa, które badała przed atakiem sklątki tylnowybuchowej.

Odnalezienie go okazało się jednak niemałym wyzwaniem, wśród mnóstwa powywracanych pni. Na całej polanie leżały połamane gałęzie, a przeciskanie się przez nie, nie młodej już kobiecie, sprawiało mały problem. Dzięki zaklęciom, Miriam w miarę szybko odnalazła właściwe miejsce. Okazało się, że również to drzewo zostało zdewastowane. Po dokładniejszym oględzinom, kobieta znalazła w środku małą, drewnianą skrzynkę. Wyciągnęła ją ostrożnie i spróbowała otworzyć zamek, ani drgnął.

- Alohomora! - o dziwo to zaklęcie zadziałało. Mistrzyni eliksirów otworzyła wieko drżącymi rękami. W środku, na wyścielonym aksamicie dnie leżał pergamin. Miriam wyjęła go ostrożnie i zaczęła czytać.

Stworzono mnie ze stali
Rękojeść też mi dodali
Ozdobili szmaragdami
Kolorowymi świecidełkami

Kusić wyglądem miałem
Zakazanym owocem się stałem
Nigdy nie bierz mnie do ręki
Jeśli nie chcesz poczuć męki

Zabijanie mą radością
Nie kieruję się litością
Przepowiednie spełnić muszę
Rozpętać prawdziwą burzę

Dotkniesz mnie
Mord rozpoczęty
Ratuj się kto może
Niech będę przeklęty


Na skórze Miriam pojawiła się gęsia skórka. Czyżby ten nóż był przyczyną dziwnego zachowanie Emilie? Czy to oznacza, że każdy kto dotknął tego przedmiotu również popadnie w szaleństwo?
Kobieta ruszyła biegiem w stronę zamku, miała nadzieję, że uda się jej zapobiec tragedii. Gałęzie smagały ją po twarzy, a serce tłukło się w piersi tak bardzo, że ledwie mogła oddychać. Co chwile się potykała i czuła, że eliksir szczęścia przestaje działać. W końcu udało jej się wydostać z lasu, biegnięcie po błoniach wydawało się spacerkiem w porównaniu z szaleńczym pędem pośród drzew. Gdy dotarła do drzwi szarpnęła nimi tak mocno, że aż się uderzyła. Nie zwróciła jednak na to uwagi, słysząc wewnątrz zamku liczne krzyki bólu.

- Spóźniłam się - pomyślała i w tym momencie padła na ziemię, trafiona zaklęciem.
Edytowane przez Smierciojadek dnia 21.06.2014 19:42
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA NUMER 5 - Alette


Dziewczyna z porcelany

Była straszliwie chuda, brakowało jej kobiecych kształtów, czasami nawet bał się dotknąć jej dłoni, by delikatne kości nie pokruszyły się pod wpływem mocnego uścisku. Mimo to Helen zawsze robiła wrażenie na tle swoich rówieśnic. Całą sobą przypominała porcelanową lalkę - jej skóra miała alabastrowy odcień, otoczone gęstymi rzęsami ciemne oczy przypominały studnię bez dna, ciemne loki opadały na szczupłe ramiona, a bladoróżowe usta tylko od święta wypowiadały jakiekolwiek słowa.

- Mike...

Spojrzał zdezorientowany na stojącą tuż obok Agnes, która podała mu pokaźnej wielkości karton. Złapał go z niemałym wysiłkiem i zajrzał do środka. Było tam mnóstwo mniejszych książek bardzo przypominających pamiętniki i kawałek brudnej szmaty. Westchnął ciężko, rozglądając się po salonie. Byłoby to ładne pomieszczenie, gdyby dosłownie każdy mebel nie został roztrzaskany, a na ściany nie pokrywała krzepnąca krew...

Helen... lubił na nią patrzeć, ale z czasem obserwacje przestały być wystarczające. Dlatego ją zostawił, a ona zareagowała tak, jak powinna to zrobić prawdziwa rzeźba - nic nie powiedziała, a wyraz jej twarzy pozostawał dokładnie taki sam jak kilka minut wcześniej, kiedy jeszcze stanowili szczęśliwą parę. Właściwie radości również nigdy w niej nie odkrył, chociaż spędzili razem prawie rok. Być może z tego powodu obecność Helen zaczęła z czasem go drażnić - była zimna jak lód i oszczędna w słowach niczym prawdziwe dziecko Lakonii. Mimo to nawet po wielu latach nazywał ją swoją najciekawszą dziewczyną, chociaż nie było z niej żadnego pożytku.

- Śpisz? - zaśmiała się Agnes. Odgarnęła z czoła swoje krótkie, jasne włosy i oparła ręce na biodrach...

Nie odpowiedział. Wpatrywał się w leżącą na środku pokoju kobietę, którą z każdej strony otaczali ubrani na czarno ludzie. Jeden z nich dotykał mokrych od krwi włosów, inny sprawdzał głębokie rany na nogach. Kilka kroków dalej stał jeszcze jeden mężczyzna w towarzystwie wysokiej, eleganckiej kobiety, która pokazywała mu jakieś poplamione kartki papieru. Wszyscy wyglądali na zmęczonych, zestresowanych i sfrustrowanych jednocześnie, a on nie mógł pozbyć się wrażenia, że nawet w kałuży krwi Helen wciąż wyglądała jak eksponat w muzeum.

- Mike, to tylko trup - powiedziała Agnes charakterystycznym dla siebie lekceważącym głosem i ruszyła w stronę jednego z aurorów.

Wyrzucili Helen ze szkoły, kiedy okazało się, że była w ciąży z jakimś podejrzanym typkiem. Od tamtej pory jej nie widział, chociaż zastanawiał się, jaką rodzinę stworzyła. Teraz wiedział, że żadną - w mieszkaniu żyła tylko ona. Nie znaleźli męskiego ubrania ani łóżeczka dla dziecka. W piwnicy tylko gniła martwa sklątka tylnowybuchowa, której istnienia nie potrafił wyjaśnić żaden z młodych aurorów.

- Szefie - powiedział Jerome do czarnowłosego mężczyzny, który przeglądał w rękach podane mu przez kobietę papiery. - Żona...

Podał mu kawałek niezbyt dokładnie zapieczętowanego pergaminu i zaglądał przez ramię, kiedy ten zaczął czytać krótką wiadomość.

- Zjeżdżaj, smarkaczu - powiedział zniecierpliwiony mężczyzna, a przestraszony Jerome odskoczył na drugi koniec pomieszczenia. - Gdzie jest to pudło?

Mike podszedł do niego szybko, starając się trzymać bezpieczną odległość od leżącej na posadzce kobiety. Mimo to jej pozbawione życia oczy wydawały się dokładnie obserwować każdy wykonany przez niego ruch.

- To są te dzienniki? - zapytał go szef biura aurorów, a on kiwnął powoli głową, chociaż nie był pewien odpowiedzi. - Świetnie. To masz do kolekcji rysunki. - Wrzucił mu do pudła papiery, które przeglądał kilka chwil wcześniej. - Zabezpiecz je porządnie i możesz jechać do domu.

Nie miał zamiaru wracać do tego syfiastego mieszkania, w którym przyszło mu egzystować, ale nie widział sensu w mówieniu tego szefowi. W biurze aurorów każdy pracował, jak chciał - czyli ciągle. Kiedy ktoś mówił rmożesz jechać do domu" to najczęściej się zostawało, słowa ,,jedź do siebie"również nie odnosiły żadnego skutku, a wygonić z pracy młodego łowcę czarnoksiężników mogło tylko ,,już wypisuję ci przymusowy urlop...". Dlatego właśnie większość aurorów było samotnych albo rozwiedzionych. Życie z kobietą stanowiło bowiem prawdziwe szaleństwo i on przekonał się o tym osobiście.

- A ty, Harry, nie masz przypadkiem urlopu? - zapytał elegancka kobieta, wypisując coś szybko na kawałku pergaminu, który również wrzuciła do pudła spoczywającego w rękach Mike'a.

Szef biura aurorów nie uznał za konieczne odpowiadać, zamiast tego zmarszczył brwi i ruszył w kierunku jednego z pomieszczeń. Mike rozejrzał się dookoła i podszedł do Jerome'a, który palił jakieś śmierdzące zielsko tuż przed domem.

- Zabezpieczysz to? - zapytał powoli, przecierając wolną ręką oczy.

- Frajera szukasz? - odparł Jerome, wypuszczając z ust kłąb zielonego dymu. - Kto zabezpiecza pudła, jedzie do domu. Znam ten numer. Pierd... się.

- Ponoć dziewczynę zostawiłeś w sypialni...

- No i co jej się stanie? Seks już był, teraz może się chociaż wyspać - rzucił niezbyt przejęty Jerome, które myśli najprawdopodobniej dotyczyły tylko i wyłącznie pracy.

- Jerome, dziewczyny na pierwszych randkach zwracają uwagę na te wszystkie... no wiesz...
- Romantyczne gówna? - przerwał mu, wyrzucając niedopałek na chodnik. - Masz rację. Dawaj ten śmietnik, zobaczę, co u niej słychać. Widzimy się za godzinę.

Zabrał mu pudło i nim Mike zdążył cokolwiek powiedzieć, teleportował się do Ministerstwa Magii. Jerome nigdy nie marnował czasu na rozważanie wszelkich opcji - decyzje podejmował szybko, czasami nawet bez zastanowienia. Dlatego jego zniknięcie nawet nie zdziwiło młodszego o dwa lata kolegi, który tylko westchnął ciężko, czując, jak powoli ogarnia go zmęczenie. Wpatrywał się w gęsty las otaczający obrzeża Hogsmeade, chłonąc każdy powiew wiatru, który chociaż w minimalnym stopniu mógłby dodać mu energii. Powinien był wrócić do środka domu... Eve zabroniła im się oddalać - była pewna jakiegoś ataku. Jednak tylko poza budynkiem Mike potrafił wyrzucić ze swoich myśli Helen.

- Jak się nazywał? - usłyszał kobiecy głos wydobywający się z salonu. - Krwawy Baron?

Kiedy tak skupiał wszystkie swoje myśli na rosnących naprzeciwko drzewach, zdał sobie sprawę, że sam również stał się obiektem obserwacji. Jakaś postać wpatrywała się na niego zza jednym z krzewów, a on bał się poruszyć, by nie wystraszyć intruza. Musiał znaleźć na niego sposób...albo powiadomić jakoś pozostałych. Wziął głęboki oddech i zaczął przechadzać się po podwórku, cały czas bacząc na ruchy skrywającej się postaci. Nie miał pojęcia, z czym miał do czynienia, ale jego niezbyt rozwinięty zmysł aurorski kazał mu zastosować prowokację. Dostrzegł ślady krwi na trawie... ślady, których wcześniej z pewnością w tamtym miejscu nie było. Poczuł, jak ogarnia go niepokój, ale nie widział już sensu w powrocie do domu.

Zaczął podążać za szkarłatnymi plamami, tracąc z pola widzenia ukrywającą się postać i z czasem budynek, który sprawdzali aurorzy. Ściskał w dłoni różdżkę gotowy na każdy rodzaj ataku... przynajmniej tak mu się wydawało.

Zobaczył przed sobą kamienną studnię, ale nie zdołał zajrzeć, cóż znajduje się w środku, bo wtedy został powalony na ziemię. Nie był w stanie określić, cóż za upiorna osoba w tamtym momencie uderza jego głową o twarde podłoże, ale udało mu się wystrzelić z różdżki czerwone iskry. Zobaczył, jak to coś zostawia cuchnące ślady na jego jasnej skórze, nim krew zalała mu twarz.

Nagle w plecy atakującej postaci trafił paraliżujący urok, przez co ta jakby zamarła. Niestety najwyraźniej zaklęcie nie zrobiło na niej większego wrażenia - z pewnością natomiast ją rozdrażniło. Istota bez twarzy puściła Mike'a, który opadł bez siły na ziemię, i rzuciła się w kierunku wybiegających z domu dwóch aurorów. Agnes podbiegła do miejsca, w którym leżał młody mężczyzna i dotknęła rany na jego czole. Tylko jęknął cicho i odwrócił się powoli w stronę walczących. Dopiero wtedy mógł przyjrzeć się temu czemuś, jednak niewiele to zmieniło. Istota ta bowiem nie była podobna do niczego, co widział do tej pory. Teoretycznie jej kształt przypominał długowłosą kobietę, ale żadna kobieta nie miała takiej twarzy. Postać na każdym kroku zostawiała szkarłatne plamy i bez większego wysiłku powaliła zdezorientowanych aurorów.

Mike z trudem podniósł się z ziemi i zaczął pełzać w stronę studni, podczas gdy Agnes pobiegła na pomoc walczącym. Chciał tylko zajrzeć do środka... zobaczyć, czego strzegła istota bez twarzy. Chwycił dłońmi kamienny murek i bardzo powoli podniósł się z ziemi. Wciąż kręciło mu się w głowie, nie do końca panował nad mięśniami. Usłyszał w oddali znajomy głos, który z wyrazem prawdziwej irytacji wyrzucił ,,Co to kur... jest?''

W środku dostrzegł tylko ciemność... ale był pewien, że coś jeszcze tam jest... cokolwiek.

Wychylił się, kiedy potworna istota zdała sobie sprawę z jego zamiarów. Zaczęła błyskawicznie poruszać się w jego kierunku, a on już nawet nie wiedział, gdzie leżała jego różdżka.

Postać znalazła się tuż przy nim, kiedy trafiła ją nieznana mu klątwa. Zapewne dostrzegłby zdziwienie na jej twarzy, gdyby istota w ogóle ją posiadała. Jej ciało rozbryzgało się na wszystko strony, tworząc wokół Mike'a kałużę krwi. Poczuł się jak skonfundowany i dopiero po kilkunastu sekundach zdał sobie sprawę z tego, co wydarzyło się dosłownie kilak chwil wcześniej. Powoli rozrastała się w nim ulga - obrzydliwy stwór już nikomu nie zagrażał.

- Masz może w zapasach Felix Felicis, Mike? - zapytał go szef, wycierając krew z twarzy. Stał zaledwie kilka kroków dalej, trzymając w dłoni różdżkę i rozglądając się na boki. Młody auror pokręcił tylko głową, próbując się podnieść. - W takim razie ciesz się z własnego, przyrodzonego szczęścia, bo omal nie straciłeś głowy. - Zrobił krótką pauzę, po czym dodał - Jeśli jeszcze raz oddalisz się od pozostałych, to pracy będziesz szukał u detektywów. Mam nadzieję, że to jest dla ciebie jasne.

- Ale...

- Wyrzućcie młodego Rogersa do szpitala - przerwał mu rozdrażniony, zwracając się bezpośrednio do jednego ze starszych aurorów. - Sprawdźcie, co to za diabelstwo się tutaj wylęgło i posprzątajcie ten burdel. Ja jadę do domu, w końcu jestem na urlopie.

- Szefie - wtrąciła się cicho Agnes, zanim Harry Potter zdążył się teleportować. Wskazała drżącą dłonią na miejsce, w którym kilka chwil wcześniej leżał Mike, a na jej twarzy można było dostrzec przerażenie. Mężczyzna podszedł szybkim krokiem, odsunął Agnes na bok i zajrzał do wnętrza studni.

- Co...? - wymamrotał do siebie, nim krzyknął do stojącej obok kobiety - Sprowadź uzdrowicieli, szybko!

- Co ty robisz? - zawołała stojąca niedaleko Eve, której elegancki kostium pokrywały plamy błota i krwi.

- Nie jadę do domu - powiedział, wskakując bezceremonialnie do studni. Agnes pobiegła szybko na polanę, skąd teleportowała się najpewniej do Szpitala Świętego Munga, a Mike podszedł skrzywiony do kamiennego dołu, w którym zniknął szef biura aurorów. Spoglądając w dół dostrzegł coś, czego z pewnością się nie spodziewał. Może za mało przeżył, czytał zbyt mało książek, ale nawet gdyby zastanawiał się nad tym tygodniami, w życiu by na to nie wpadł.
Mimo to powinien się domyślić.
Edytowane przez Smierciojadek dnia 21.06.2014 19:42
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 
Smierciojadek
PRACA NUMER 6 - ulka_black_potter


Jak nie pisać kryminału

-... i wyobraź sobie, że kazano mi napisać kryminał. Powiedziałam im, że chcę zajmować się działem sportowym jednak oni stwierdzili, że musze wykazać się kreatywnością... - Ginny spojrzała na swoją, prawie już pustą, filiżankę kawy i odłożyła ją na stół. - Umiem ładnie opisywać fakty, ale... Doprawdy nie wiem, co w tej redakcji sobie myślą. Pięć innych osób, również ubiega się o to stanowisko, ech.
Harry spojrzał z politowaniem na dziewczynę. Ginny chciała dostać posadę informatora sportowego w Proroku Codziennym. To był jej główny cel od kilku tygodni. Z powodu kontuzji nie mogła przez jakiś czas latać na miotle, więc stwierdziła, że spożytkuje ten czas inaczej - pisząc artykuły do Proroka.
- I co zrobiłaś? Nie napisałaś? Czy może jednak coś wymyśliłaś? - zapytała chłopak, przygładzając włosy.
- Jakbyś mnie nie znał. Nic ciekawego nie zdołałabym wymyślić. Dean mi pomógł... - powiedziała dziewczyna, zniżając głos do szeptu, jakby nie chcąc, by ktoś postronny mógł o tym usłyszeć. Było to oczywiście nie możliwe, gdyż dziewczyny siedziały przy kuchennym stole w Norze.
Hermiona uniósł brwi do góry?
- Nie zrobiłaś tego sama? Dean opowiedział Ci o jakiejś tajnej misi? No wiesz Ginny, nie spodziewałabym się tego po tobie. Przecież to ściśle tajne! Po co w ogóle do niego szłaś, skoro mnie masz przy boku? - twarz chłopaka ozdobił wyraz oburzenia.
Ginny wywróciła oczami i uśmiechnęła się promiennie do Harry'ego, po czym pocałowała go w czoło.
- Daj spokój Harry. Wszystko jest w porządku i wyszło cudnie. Zaraz Ci przeczytam...
- Czekaj! - Harry podszedł do okna w kuchni Nory, gdzie w szybę stukała Świstoświnka. - To od Rona. Pisze, że będzie dzisiaj później, bo musi zając się przypadkiem nielegalnej hodowli sklątęk... Nie wierzę, że one jeszcze nie wyginęły, albo że ktoś ich nie wytępił...
- Oj dobra, nieważne. Posłuchaj mojej historii.
- Historii Deana...
- Cicho! Słuchaj.

Hogsmeade nie przedstawiało się tego dnia najprzyjemniej. Ciężkie, ołowiane chmury wisiały nad wioską i lunąć mogło z nich w każdej chwili. Nieprzyjemny chłód nie zachęcał do wychodzenia zewnątrz, jednakże ktoś wybrał się tego dnia na spacer. Wysoki mężczyzna, odziany w czarną pelerynę, zmierzał niespokojnym krokiem w kierunku wielkiego domu, stojącego na skraju wioski. Zagryzał nerwowo wargę i co jakiś czas zatrzymywał się w przypadkowych miejscach, by wpatrywać się przez chwilę w swoje stopy. Po dłuższym czasie udało mu się dojść do celu swej podróży. Dotknął różdżką wysokiego płotu, zasłaniającego cały widok i w tym samym momencie jego oczom ukazał się imponujących rozmiarów dom, wokół którego - mimo później jesieni - rosło wiele wspaniałych kwiatów. Mężczyzna nie miał zamiaru zachwycać się miejscem, do którego przyszedł. Szybkim krokiem przeszedł przez podwórze i zapukał kołatką w drzwi. Usłyszał cichy głos, proszący go, by wszedł. Człowiek bez wahania przeszedł przez próg i skierował swe kroki do pokoju tuż obok wejścia.
Na kanapie leżała drobna kobieta, która niegdyś musiała być bardzo piękna. Teraz jednak, zmożona chorobą, wyglądała bardzo źle. Miałą podkrążone oczy i włosy w nieładzie. Spojrzała na przybysza, a na jej twarzy pojawił się niepokój.
- To ty... ekhm, ekhm. Gdzie moja córka?
Mężczyzna ściągnął kaptur z głowy i usiadł na pufie tuż przed schorowaną kobietą.
- Szanowna pani... Twa córka... - kobieta zerknęła na mężczyznę podejrzliwie - Podążyłem jej śladem. Szukałem jej dniami i nocami. Cierpiałem, myśląc, że mogę jej już nie odnaleźć... Byłem w rozsypce. - mężczyzna przetarł czoło chusteczką. - Jednakże pewnego dnia napotkałem jej ślad. Było to w Albanii. W pewnej wiosce na wschodzie kraju, spotkałem człowieka, który był pewny, że widział twoją córkę, pani. Pokazałem mu zdjęcie i potwierdził, że dzień w dzień krąży ona po lasach w niewiadomych celach. Ucieszyłem się, że w końcu ją znalazłem.
- Tak więc gdzie ona jest?
- Poszedłem od razu przeszukiwać las. - ciągnął człowiek, jakby nikt mu nie przeszkodził. - I znalazłem ją. Siedziała oparta o wielkie drzewo. Wyglądała jakby spała. Podszedłem bliżej... - mężczyzna przestał opowiadać i sięgnął do swojej sakwy. Wyciągnął z niej srebrny sztylet i złożył na kolanach kobiety. - Twoja córka zginęła od ciosu w pierś, pani. Śmiem twierdzić, że po ucieczce z domu i kradzieży skarbu rodowego, poczuła w końcu wyrzuty sumienia i popełniła samobójstwo...
- Nie wierzę! Nigdy nie uwierzę w taką bzdurę! - na twarzy kobiety pojawiły się rumieńce złości. W jednej chwili jakby nabrała więcej sił. - Ona była zbyt dumna i zapatrzona w siebie by zrobić coś takiego!
- Pani, twa córka trzymałą dłonie na sztylecie - to było samobójstwo...
- Och, łżesz! Czy to abyś nie Ty, maczał palce w jej śmierci?!
Mężczyzna wstał w jednej chwili, przepełniony oburzeniem.
- Kochałem twą córkę, o pani! Jakże mógłbym ją skrzywdzić?! Jak śmiesz coś takiego mówić?
- Moja córka Cię nie kochała. Gardziła tobą. Uważała cię za śmiecia! - Nie rób takiej miny Baronie. Wszyscy wiedzieli, że Helena ma Cię za nic, bo i jesteś nikim. Przyznaj się, że ją zabiłeś!
Człowiek nazwany Baronem cofnął się trzy kroki i spojrzał z nienawiścią na kobietę. Nigdy by nie pomyślał, ze Rovenę Ravenclaw stać na tak podłe słowa. Nienawidził jej w tym momencie całym sercem. Nienawidził jej tak samo jak Heleny, w momencie, w którym wbijał jej nóż w serce. Nienawidził jej tak samo jak siebie.
- Tak, zabiłem ją!
Mężczyzna załkał i rzucił się na Rovenę. Porwał nóż z jej kolan, po czym wbił go w serce, chcąc raz na zawsze skończyć ze sobą. Kobieta przerażona, patrzyła jak Baron drży i łka w agonii. Nic nie mogła na to poradzić. Nie miała przy sobie różdżki, a nogi już dawno temu odmówiły jej posłuszeństwa, strawione chorobą. Baron zmarł.
Rovena nie chciała uwierzyć w to co przed chwilą zobaczyła. Z jednej strony przepełnił ją żal, że doprowadziła człowieka do śmierci, z drugiej odczuła nieopisaną ulgę, że człowiek, który zabił Helenę, nie żyje. I właśnie ta ulga wypełniła jej ciało. Zamknęła oczy i poczuła, że i ona zaraz odejdzie z tego świata - że odejdzie już na dobre...

- I co ty na to? - spytała Ginny, wpatrującego się w okno chłopaka. - Niezły kryminał, co?
Harry pomyślał, że nigdy w życiu nie nazwałaby tej historii kryminałem. To był raczej dramat.
- Wiesz Ginny, odwiedziłam ostatnio profesora Slughorna i w podzięce za materiały dotyczące smoczej krwi ofiarował mi buteleczkę eliksiru szczęścia. Myślę, że podaruję ją tobie...
Ginny uniosła brwi do góry i zmarszczyła czoło.
- Mi? Ale po co?
- Jak mniemam, bez odrobiny szczęścia, nie uda Ci się dostać pracy w Proroku. Twoje opowiadanie jest przykładem jak nie pisać kryminałów. - powiedział z uśmiechem Harry, po czym wyszedł z kuchni, zostawiając osłupiałą Ginny samą.
Edytowane przez Smierciojadek dnia 21.06.2014 19:41
media2.giphy.com/media/6qdkSaKx2MfMA/giphy.gif

Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze.

66.media.tumblr.com/d139938a33b1b4a6e9d05302028f7545/tumblr_nwp9a04Ew81qdp7auo3_500.gif

Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności.

media.tumblr.com/3ad8106e3bbe79c5eb59d42068d27812/tumblr_inline_ncezf4w8z41spqcq1.gif

Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać.

38.media.tumblr.com/aafd9a4ade7ecf23ca4f3335aeabfaf9/tumblr_n5nak092R91sai67qo1_500.gif


www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadm2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnick20202.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/pieko.jpg
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_newsman.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najoryginalniejszy_nick_jadek.png
www.harry-potter.net.pl/images/najoryginalniejszy_nick.png
 

Podziel się z innymi: Delicious Facebook Google Live Tweet This Yahoo

Przejdź do forum:
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2020 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 3.96