Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Harry Potter i Więzi...

Kategoria: Recenzje
Autor: Prefix użytkownikaSam Quest

Zapraszam Was na moją prywatną listę 10 powodów, dla których "Więzień Azkabanu" jest najlepszą ek...
>> Czytaj Więcej

Lista przyborów szko...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Artykuł jest tłumaczeniem quizu zamieszczonego na pottermore.
>> Czytaj Więcej

Istoty

Kategoria: Stworzenia
Autor: Prefix użytkownikaania919

Artykuł na temat istot - jednej z trzech grup magicznych stworzeń
>> Czytaj Więcej

Śmierciotula

Kategoria: Stworzenia
Autor: Prefix użytkownikaania919

Artykuł zawiera informacje o śmierciotulach - jednych z najgroźniejszych stworzeń w czarodziejski...
>> Czytaj Więcej

Baśnie Barda Beedle'a

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Wszystko, co musisz wiedzieć o Baśniach Barda Beedle'a. Tłumaczenie z Pottermore.
>> Czytaj Więcej

Chris Rankin

Kategoria: Aktorzy
Autor: Prefix użytkownikaAnastazja Schubert

Aktor znany z roli Percy'ego Weasleya
>> Czytaj Więcej

Harry Potter i Przek...

Kategoria: Streszczenia
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Streszczenie dwóch pierwszych aktów książki - scenariusza "Harry Potter i Przeklęte Dziecko" opub...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

[NZ]Rozdział 2 - He...

Tytuł: Rozdział 2 - Hermiona Granger i Prorok Codzienny
Seria: Opowieści z Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaRachel Otterly

Okazuje się, że jedna z bliskich osób Rachel wpakowała ją w kłopoty.
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 1 - Ci...

Tytuł: Rozdział 1 - Cisza nocna
Seria: Opowieści z Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaRachel Otterly

Początek przygód Rachel. Potraktujcie to jak rozdział wstępny czy coś.
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział II

Tytuł: Rozdział II
Seria: Niewolnik własnych myśli
Gatunek: Dramat
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Allie decyduje się na ucieczkę od narzeczonego. Gdzie poprowadzi ją ścieżka?
>> Czytaj Więcej

To ma sens

Tytuł: To ma sens
Gatunek: Humor
Autor: Prefix użytkownikaAlette

Naprawdę ma. Uwierzcie mi!
>> Czytaj Więcej

Amicitia

Tytuł: Amicitia
Gatunek: Poezja
Autor: Prefix użytkownikaNquus

O przyjaźni Rona i Harry'ego
>> Czytaj Więcej

Czy pozostała c...

Tytuł: Czy pozostała choć nadzieja?
Gatunek: Miniaturka
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Stłamszony nienawiścią i strachem Hogwart. Niepewność i panika ogarniająca mieszkańców zamku nie ...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Ostatnia Wiecze...

Tytuł: Ostatnia Wieczerza Hovertów
Seria: Zemsta jest najgorszym napędem
Gatunek: Obyczajowe
Autor: Prefix użytkownikaKrnabrny

Ostatni wieczór szanowanej rodziny Hovertów. I nie tylko ich.
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 36
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
Łącznie na portalu jest
44,855 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 250
Było: 16.01.2020 20:17:01
Napisanych artykułów: 1,072
Dodanych newsów: 10,214
Zdjęć w galerii: 21,329
Tematów na forum: 3,750
Postów na forum: 316,018
Komentarzy do materiałów: 220,651
Rozdanych pochwał: 3,248
Wlepionych ostrzeżeń: 4,155
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  GRYFFINDOR!

Gryffindor
Punktów: 2169
uczniów: 3391
Hufflepuff
Punktów: 1591
uczniów: 3344
Ravenclaw
Punktów: 1027
uczniów: 4072
Slytherin
Punktów: 65
uczniów: 3461

Ankieta
Dumbledore zakazał opuszczania Hogwartu z powodu zarazy. Jak sobie radzisz?

idę do biblioteki i wertuję wszystkie książki. Muszę wiedzieć wszystko o tej zarazie!
18% [37 głosów]

nic sobie nie robię z kwarantanny i tajnym przejściem wymykam się do Trzech Mioteł. Kremowe piwo to świetne antidotum!
9% [19 głosów]

zamykam się w lochach i próbuję uwarzyć Eliksir Odpornościowy, zanim wszyscy padniemy jak bahanki
19% [40 głosów]

szwendam się po korytarzach, liczę obrazy i segreguję je na te w złotych i srebrnych ramach. Ta wiedza na pewno mi się przyda
8% [17 głosów]

kradnę zapas mydła i papieru toaletowego z Łazienki Prefektów. Żaden wirus mi niestraszny, kiedy mogę wytapetować dormitorium papierem!
5% [11 głosów]

ustawiam się w kolejce pod kuchnią, żeby zrobić zapasy. Wpuszczają po jednej osobie
10% [20 głosów]

proszę opiekuna domu, żeby przydzielił mi jednoosobowy pokój. Jakoś niewyraźnie się czuję
4% [9 głosów]

zastanawiam się, kogo w szkole nie lubię najbardziej, żeby móc na niego nakaszleć. O, idzie Malfoy
27% [57 głosów]

Ogółem głosów: 210
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 25.03.20

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
HufflepuffWarren Samuel Wilson ostatnio widziano 09.07.2020 o godzinie 00:04 w Szkocja
HufflepuffElizabeth Cooper ostatnio widziano 08.07.2020 o godzinie 23:59 w Szkocja
HufflepuffWarren Samuel Wilson ostatnio widziano 08.07.2020 o godzinie 23:35 w Szkocja
HufflepuffLouise Lainey ostatnio widziano 08.07.2020 o godzinie 20:09 w Magiczna Menażeria
SlytherinDidi Roy ostatnio widziano 08.07.2020 o godzinie 19:28 w Magiczna Menażeria
HufflepuffLouise Lainey ostatnio widziano 08.07.2020 o godzinie 17:43 w Magiczna Menażeria
[Z] Dziewczyna z porcelany
Mike spojrzał na Helen i nie dostrzegał nic. Została tylko blada skóra, ciemne włosy, twarz pozbawiona wyrazu. Nie dostrzegł nic, chociaż powinien widzieć cień... towarzyszący im od zawsze cień tajemnic z dawnych lat.
Autor: Prefix użytkownikaAlette
Gatunek: Kryminał
Ograniczenie wiekowe: +16
Przeczytano 9289 razy.
Rozdziały: [1], [2], [3], [4], [5], [6], [7], [8], [9], [10], [11], [12], [13], [14].
Andrew Rogers
To pochmurne niebo, ta biedna roślinność nosiła w sobie nutę nostalgii, chociaż nie miał pewności, z czym wiązała się ta tęsknota. W końcu grupa odzianych w czerń postaci nie różniła się szczególnie od innej grupy odzianych w czerń postaci, a jeśli miał o
Wstawiam kolejną... w zasadzie przedostatnią część "Dziewczyny z porcelany". Bez niepotrzebnego rozwlekania - miłego czytania ; )

***


Pochylił głowę nad misą, by wejść do świata wspomnień, ukrytych myśli, czekającego na kogoś, kto w końcu, po wielu latach, odkryje jego zakamarki. Ten świat zapewne nie był przygotowany dla Mike'a, ale to właśnie na niego czekał – zamknięty szufladzie zakurzonego biurka, w ciemnej piwnicy spalonego domu.

Okryła go gęsta mgła, identyczna jak ta otulające Zakazany Las przed świtem. Przysłoniła otaczającą go rzeczywistość i zatrzymała czas. Powoli, bardzo powoli ta jasnoszara para zaczęła przyjmować kształt pomieszczenia. Najpierw budując murowane ściany wraz z eleganckimi obrazami, później prezentując kubistyczne wzory na perłowym dywanie. Bez pośpiechu odsłaniała dębowe meble, koronkową firanę i ciężkie, aksamitne zasłony. Malowała wokół niego obraz, gdzie w samym centrum salonu na skórzanej kanapie siedział kilkuletni Andrew Rogers.

Był małym, pucołowatym chłopcem z naburmuszoną buzią i wyjątkowo przenikliwymi oczami. Już jako dziecko wydawał się czujny, chociaż wycofany i, w tamtym momencie, zagubiony.

Dookoła niego chodziła kobieta, którą Mike poznał ze zdjęcia przyklejonego w piwnicy Doriana Rogersa. Chociaż w tym momencie odnalazł w niej coś jeszcze, coś nietypowego, jakby jej magiczna aura różniła się od tej normalnej. Podobną nutę wyczuwał u Andrew, chociaż dopiero teraz miał pewność, że to nie tylko jego wyobrażenia… bo jego ojciec o wiele lepiej wtopił się w otoczenie niż jego matka – Polina Osipova.

Kobieta, ubrana w prostą obcisłą sukienkę, krzątała się po domu, pakując pospiesznie do walizek kosmetyki, skarpety, książki. Stukot jej obcasów po drewnianej podłodze był jedynym dźwiękiem w pomieszczeniu i wyznaczał pospieszny rytm bicia serca. Mike miał ochotę złapać ją za rękę i zatrzymać, ale wiedział, że w oceanie wspomnień nie miał żadnej kontroli. Czekał, aż Polina zamknie wieko, aż w końcu usiądzie, ale nic tego nie zwiastowało.

– Andrew, kurtka – rzuciła do zdezorientowanego syna, który posłusznie wstał i zaczął zakładać ubranie, które podała mu matka. Wszystko to odbywało się w bezwzględniej ciszy, jakby los miał ich ukarać za wypowiedzenia jakiegokolwiek słowa.

Dopiero kiedy z piętra zszedł Dorian, w czarnym swetrze i ciemnych spodniach, jakby dopiero wrócił z biura aurorów, ta magiczna bańka pękła, a paradoksalnie Mike znów mógł normalnie oddychać.

Paradoksalnie, bo przecież Dorian nie był osobą, która w jakikolwiek sposób mogłaby poprawić panującą wokół atmosferę. Jednak kiedy tylko się pojawił, Andrew automatycznie obrócił się w jego stronę, chociaż to Pola przyciągnęła go wzrokiem, już opatulona wełnianym szalem.

– Paszporty – Dorian podał jej dwie niewielkie książeczki, które przechwyciła z roztargnieniem.

Przez kolejny kwadrans nie powiedzieli nic więcej. Ona zbierała z szuflad ostatnie drobiazgi, a on obserwował ją, oparty o balustradę. Mike usiadł obok Andrew i czekał.

– Kiedy to się skończy? – Pola wycedziła sama do siebie a potem powiedziała o wiele ostrzej – Kiedy?

Wtedy Andrew wstał i podszedł do matki, która pogłaskała go po policzku, zerkając kątem oka na męża.

Dorian uklęknął przed nim i przez chwilę wpatrywał się w jego okrągłą buzię, aż odnalazł w niej to, czego szukał. Podał mu niewielki scyzoryk, który Mike doskonale znał. Nie był szczególnie charakterystyczny, ale dzieciak zawsze dostrzeże dziwactwa rodzica. A ten scyzoryk był właśnie czymś takim – dziwactwem jego ojca.

Dorian nic nie powiedział. Nie poklepał syna po ramieniu, nie uściskał…. ale ten gest, ten prezent musiał wystarczyć, bo oczy Andrew zabłyszczały, a na twarzy pojawił się spokój.

– Kiedy? – powtórzyła Pola, zapinając płaszcz.

Dorian podał jej skórzane rękawiczki.

– Wkrótce – odpowiedział.

Było to kłamstwo, o którym obydwoje wiedzieli.

– Andrew, zaczekaj na zewnątrz. Zaraz się zgrzejesz, jeszcze tego mi trzeba, gorączki w mugolskich środkach transportu…

Chłopiec bez ociągania wyszedł na zadbane podwórze, gdzie w każdym rogu oko cieszyły róże herbaciane o słonecznej barwie i słodkim zapachu.

Mike prawie nie poznał tego miejsca. Wiele lat później ten ogród zamienił się w nieprzyjazną dzicz, a dom pokryła sadza. Teraz zachwyciłby niejednego wielbiciela natury – z tymi wszystkimi kolorowymi krzewami, zdrowozieloną trawą i biegającym za własnym cieniem burym kotem.

Andrew usiadł na drewnianej huśtawce i zaczął szurać butami po piachu. Sprawiał wrażenie otępionego, pogrążonego we własnych myślach. Mike nie musiał się domyślać, że to nie był najszczęśliwszy dzień w jego życiu – pochmurna twarz mówiła sama za siebie.

Nie miał jednak czasu zbyt długo analizować chłopca, bo kilka minut później przed domem pojawił się ktoś jeszcze – ktoś, kogo Mike doskonale znał.

Samuel Norinton przez lata niewiele się zmienił… nawet jeśli tych lat było czterdzieści. Może jego twarz zdobiło mniej zmarszczek, ale poza tym wyglądał tak samo jak jeszcze kilka dni temu, kiedy załatwił Mike’owi przepustkę.

Nie powinien go dziwić ten widok. W tamtym czasie Norinton był przełożonym Doriana, nikim szczególnym. Dobrym aurorem, ale wciąż tylko aurorem. Mógł odwiedzać, kogo chciał. Tylko…

– Andrew! – zawołała Pola, stając na ganku z wielką walizką w drobnej, kobiecej dłoni. Jak na przywitanie wiatr rozwiał jej jasne loki, odsłaniając wyraźne kości policzkowe i drobną bliznę przy skroni.

Chłopiec zeskoczył z huśtawki i dobiegł do matki w połowie podwórka, tuż przed nosem przyszłego zastępcy ministra magii.

– Pani Rogers – przywitał ją mężczyzna.

– Już niedługo – odparła chłodno Pola i pociągnęła syna za sobą.

Wspomnienie zmieniło się. Najpierw okolicę pochłonął kłąb szarego dymu, a potem oczyścił gwałtowny podmuch wiatru. Ludzie stojący na polanie zgięli się w pół i otulili szczelniej kurtkami, podczas gdy Mike stał, jak obojętny na naturę duch.

Znalazł się w obcym miejscu, to wiedział na pewno. Chociaż… czy naprawdę nie był tu wcześniej? To pochmurne niebo, ta biedna roślinność nosiła w sobie nutę nostalgii, chociaż nie miał pewności, z czym wiązała się ta tęsknota. W końcu grupa odzianych w czerń postaci nie różniła się szczególnie od innej grupy odzianych w czerń postaci, a jeśli miał odnaleźć w tym obrazie coś znajomego, była to zimna jak lód kobieta, leżąca w ręcznie wyciosanej trumnie.

Mike spojrzał na trupią twarz Poliny, pokrytą grubą warstwą pogrzebowego makijażu, starszą o co najmniej dziesięć lat, ale wciąż piękną i wciąż wyniosłą.

Tuż obok stał młody chłopak, najpewniej Andrew, chociaż Mike nie mógł mieć pewności. W innych okolicznościach w życiu by go nie poznał.

Jego ojciec był wysokim chłystkiem z wygoloną głową, przeraźliwie bladą cerą oraz zmęczonymi pracą i zimnem dłońmi. Nosił za duży pogrzebowy garnitur i zniszczone trumienne buty, kupione zapewne od rodziny jakiegoś nieboszczyka.

Na jego twarzy nie odnalazł śladu ani jednej łzy.

Zaraz potem całe otoczenie pokryła magiczna mgła, a na cmentarzu stał już tylko Andrew, z kilkudniowym zarostem, ubrany w wyjątkowo nie twarzowy zielony dres, szary sweter i poprutą kurtkę.

Zapalił świecę, używając do tego kartonowego pudełka, i pochylił się nad kamiennym nagrobkiem z tym samym obojętnym wyrazem twarzy co na pogrzebie.

Posiedział chwilę, poprawiając niedbale sztuczne kwiaty, wymieniając wkłady w zabrudzonych zniczach, przecierając rękawem pozłacany napis. Potem ruszył w stronę bramy cmentarnej, kołysząc się na boki i co chwilę przecierając nos.

– W końcu cię znalazłem, Andrew – powiedział nagle mężczyzna w brązowym płaszczu, który pojawił się przy pordzewiałej siatce. Skąd… tego nie wiedział ani Mike ani jego ojciec.

Czy po tylu latach Andrew go poznał? Mike nie potrafił ocenić, ale on miał pewność, że przed nimi stanął Samuel Norinton.

Andrew go wyminął, kompletnie niezainteresowany. Kiedy tylko przekroczył bramę cmentarną, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kurtki szklaną butelkę i ku zniesmaczeniu Norintona wypił całą zawartość jednym haustem.

– Przykro mi z powodu twojej matki – rzekł ponownie Samuel. – Pola zasłużyła na lepsze życie.

– O chem ty govorish? – rzucił Andrew ze złością. – YA tebya ne znayu, otvyan'!

– Och, doprawdy – westchnął starszy mężczyzna, zakładając filcowy kapelusz. – Udawana nieznajomość angielskiego jest tak oklepana.

– Czy jak powiem w twoim języku, żebyś spierdalał, to się odwalisz?

– Prawdopodobnie. – Norinton wyciągnął z rękawa scyzoryk, jakby od niechcenia zaczął obracać go w dłoni.

Andrew wytrzeszczył oczy i nic dziwnego, bo to był ten sam egzemplarz, który dostał od Doriana.

– Skąd…?

– Chyba ci... wypadło. – Norinton posłał światu swój doskonale wypracowany łaskawy uśmiech i oddał młodemu mężczyźnie jego własność.

Ten przytknął do nosa zgubę z wyraźnym zdenerwowaniem i zaczął w roztargnieniu przeszukiwać kieszenie.

– Nie nudzisz się tu? – zapytał zdawkowo Samuel.

Andrew wzruszył ramionami, chowając scyzoryk.

– Wiesz, nie chcę cię mamić podniosłą, bezwartościową gadką. Nie będę mówił o wyższych celach ani nadaniu twojemu życiu sensu. Po prostu mam dla ciebie zajęcie. Całkiem ciekawe.

– Co niby? – Tym zdaniem Andrew okazał mu zainteresowanie, z czego szybko zdał sobie sprawę, więc dodał: – Mam tu, co robić.

– Coś innego. Sam zdecydujesz, czy ci się podoba. Jeśli nie, wrócisz do tego pozbawionego magii miejsca, do koleżków od kradzionych dywanów i robocie za puszkę piwa.

Andrew przez chwilę mu się przyglądał z taką samą przenikliwością, jaką wykazywał jako dziecko. Jednak potem znowu wzruszył ramionami.

Samuel odwrócił się w stronę wyjścia, taki wygrany, a młody Andrew poszedł za nim, bo w gruncie rzeczy nic go tutaj nie trzymało.

Wspomnienie zmieniło się po raz kolejny. Tym razem Mike przeniósł się do ciemnego, wąskiego korytarza, w którym kilka cali nad ziemią unosił nagi mężczyzna, z siną twarzą zastygłą w przerażeniu i pustymi, martwymi oczami.

Obok niego stał Andrew, starszy o co najmniej kilka lat.
Zmienił się nie do poznania. Nabrał masy, jego skóra straciła zimny odcień, a zarost na twarzy stał się gęstszy, równiejszy. Nawet włosy miał idealnie przycięte, a czarny płaszcz wyglądał jak ściągnięty z wieszaka w sklepie – całkiem nowy, doskonale dopasowany.

Nie patrzył na nieboszczyka, ale tupał nerwowo nogą, aż na korytarz wyszła ciemnoskóra kobieta w białym fartuchu.

– Inez – przedstawiła się krótko, wyciągając do Andrew dłoń, którą z lekkim ociąganiem uścisnął.

– Kolejny? – zapytał.

– Rozwój wymaga poświęcenia – rzuciła obojętnie. – Szef powiedział, że rozwiąże pan nasz problem, panie…?

– Cosma. Zobaczymy, czy jest w ogóle, co rozwiązywać.

Ruszyli wzdłuż korytarza, prowadząc ich do pomieszczenia przypominającego gabinet terapeutyczny. Właśnie tam, na prostym drewnianym krześle siedziała około dziewięcioletnia dziewczynka o alabastrowej skórze, kruczoczarnych lokach i jasnoniebieskich oczach. Wyglądała jak lalka. Dziewczynka z porcelany.

– Kim ona jest? – Andrew zwrócił się do kobiety, jakby w pomieszczeniu byli sami, jakby ta nawet nie nastolatka nie słyszała i kompletnie nie rozumiała, co się wokół niej działo.

– Strażniczką.

– Tylko tyle? Co z jej rodziną?

– To bez znaczenia.

Dziewczynka podniosła głowę i rzuciła im wyzywające spojrzenie.

– Jest pan gotowy, Cosma?

– Tak – powiedział Andrew. – Ale nie gwarantuję, że wszystko pójdzie zgodnie z oczekiwaniami. Stworzenie życia w pustej głowie to jedno, ale podmiana…

– Tym proszę się nie zadręczać. Będziemy próbować do skutku.

Usiadł w fotelu, naprzeciw dziewięciolatki i zaczął wpatrywać się w jej twarz, czytając z niej jak z otwartej książki.

– Czeka cię nowe życie, Violet – powiedziała Inez, ale dziewczynka albo jej nie zrozumiała albo nie miała nic do powiedzenia.

Minęło wiele lat. W kolejnym wspomnieniu Andrew przypominał swoją obecną wersję. Był nieco młodszy, ale jego twarz zdobył ten sam nadąsany wyraz.
Wyglądał za to na potwornie zmęczonego. Masował sobie skroń, mrużąc oczy na widok ostrego światła wydobywającego się z lewitującej nad nimi metalowej lampy.

Naprzeciw niego siedział młodzieniec o brązowych włosach i piegowatej buzi.

– Jak się nazywasz? – zapytał Andrew, nie otwierając oczu.

– Jestem Edwin, ale… ja… ja nie znam pana.

–… i dobrze.

Potem pojawiły się kolejne twarze. Różne osoby z wielu stron świata – czasem uśmiechnięte jak niemowlęta, innym razem zaparte i całkiem nieruchome. Każda z tych twarzy pojawiała się tylko raz, zawsze w tym samym pokoju, na tym samym krześle.

Aż w końcu, kiedy głowa Mike’a niemal pękła od mieszających się ze sobą kształtów i barw, w tym samym pokoju, na tym samym krześle usiadł Norinton.

– Do Anglii? – Andrew z kolei wstał oburzony i podszedł do wiszącego na ścianie kalendarza. Nie zaznaczono na nim daty ani roku, zamiast tego cyfry krążyły wokół szarej planszy.

… więc może to wcale nie był kalendarz.

– Anglia to dobre miejsce, spokojne. Dostaniesz od nas dom na uboczu, reszta życia należy do ciebie.

Andrew prychnął.

– Kiedy składałem rezygnację, sądziłem, że za te wszystkie lata zaproponujesz mi coś lepszego niż zgniły od deszczu kraj. Tyrałem jak wół dla twoich idei…

– … i w zamian nauczyłeś się więcej, zobaczyłeś więcej, niż ktokolwiek byłby w stanie ci pokazać.

– To nie przypadkiem ty się zarzekałeś, że nie będziesz mnie raczył taką gównianą gadką?

– Andrew…

– Nie traktuj mnie jak jedną ze swoich zabawek. Mogę bez problemu sprawić, że zapomnisz nie tylko o moim istnieniu ale też wszystkich twoich osiągnięciach… o ile w ogóle po tylu latach cokolwiek wreszcie osiągnąłeś.

Norinton nie wyglądał na przejętego, wręcz przeciwnie. Uśmiechał się, jakby wszystko szło zgodnie z planem.

– Możesz. Dlaczego więc tego nie zrobisz?

– Wciąż wierzę, że za tego krwiaka w mózgu należy mi się co najmniej Teneryfa. – Andrew padł ponownie na krzesło i podrapał się po brodzie.

– O ile wiem, twój syn nie przepada za takim klimatem. Woli chłodną przestrzeń – rzucił zdawkowo Samuel i Andrew na początku nie zrozumiał.

– Co ty pleciesz, przecież ja… – nagle zamilkł, jak rażony piorunem. –– Nie. Nawet nie próbuj…

Andrew wstał gwałtownie, przewracając krzesło i odsunął się do ściany, jakby słowa Norintona miały go poparzyć.

– Narzekałeś, że nie widzisz owoców mojej pracy. Pokaże ci jeden, wyjątkowy.

– Nie chcę tego słuchać.

– Od jakiegoś czasu po piętach depcze nam jakaś szalona aurorka z Senegalu. – Norinton również się podniósł, ale zamiast kroczyć nerwowo po pomieszczeniu jak Andrew, machnął różdżką, a przed nimi pojawiła się magiczna mapa, a nad nią kobieta o skórze w kolorze mlecznej kawy i poskręcanymi włosami zebranymi w niedbały warkocz. – Nie znam jej, ale zebrała całkiem pokaźną grupę, pozostając poza oczami władzy. – Zza kobiety zaczęły się wyłaniać postacie, niby różne, ale wszystkie z błyszczącymi czerwonymi oczami. – Ta grupa… wyzwolicieli, jak zwykli siebie nazywać, rzuciła się na nas jak banda szczurów. Nie tylko niszczą wyniki naszych prac, zabijają każdą związaną z tym osobę… uzdrowicieli, obiekty, strażników, opiekunów, sprzątaczy i kurierów. Nie interesuje ich cel badań, po prostu palą wszystko na stosie własnego zacofania.

– Bez melodramatu…

– Na początku nawet ci o tym nie wspominałem. Przyznaję, nie doceniłem przeciwnika. Wydawało mi się, że taka zbieranina mścicieli sama się wytłucze, poniekąd nawet miałem rację. Udało mi się śledzić ich każdy krok lub raczej każdy krok, który chcieli mi pokazać. Oni też mieli szpiega i… zaczęło robić się źle. Nawet ci o tym wspominałem, ale wyraźnie zaznaczyłeś, że nie chcesz mieć z tym nic wspólnego.

– Nadal nie chcę mieć z tym nic wspólnego – zaznaczył ostro Andrew.

– Tylko że oni dostali się do najwyższego kręgu, mają dostęp do dokumentów o najwyższym poziomie tajności. – Samuel odwrócił się w stronę Andrew, a mapa za nim zniknęła. – Nie wiem, kto nas zdradził, za późno już na poszukiwania. Wkrótce zlokalizują wszystkich naszych działaczy, to tylko kwestia czasu… ale o tobie, Andrew, o tobie nic nie wiedzą. Zresztą, nawet gdyby wiedzieli, skutecznie byś ich tej wiedzy pozbawił.

– Czego ode mnie chcesz? Mam uciec do lasu z jednym z twoich eksperymentów? Czy nie twierdziłeś jakiś czas temu, że jako kreator nie mogę nawiązywać żadnych relacji z twoimi podopiecznymi? Że moje zadanie to tworzyć ich wspomnienia, a nie bycie ich częścią?

– Okoliczności uległy zmianie, nie mamy wyjścia. Jeśli go dobrze nie ukryjemy, wszystko pójdzie na marne.

– Ale to twój problem, Norinton – stwierdził dobitnie Andrew.

– A twój nie? Myślisz, że bez mojej pomocy dobrze się ukryjesz? Jesteś na tyle zdolny, by aż tak manipulować rzeczywistością? Przecież ty nie chcesz już stworzyć świata dla jednej osoby, chcesz stworzyć świat jednej osoby dla wszystkich! To zasadnicza różnica. Spójrz na siebie, nawet nasze zwykłe próby cię wykańczają, co będzie dalej? Chcesz się zabić?

– Ach… to teraz chodzi o mnie – zakpił, chowając dłonie w kieszeniach.

– Ty mówisz o sobie, ja się tylko dostosowuję.

Zapadła cisza.

– Chłopak pójdzie do szkoły, zajmie się nim strażnik. Po prostu ktoś musi czuwać w razie zagrożenia. Nie wymagam od ciebie dużo, tylko przykrywki.

– Nie wymagasz dużo? Ty mnie nie prosisz, żebym po prostu z nim siedział. Chcesz, żebym był jego ojcem…. a to wiele znaczy. To wiele znaczy. – Ściskał w ręce scyzoryk, aż jego ręce zrobiły się niemal sine.

– Więc ma umrzeć?

– Chcesz, żebym żałował jednej osoby przy niezliczonej ilości trupów? Tworzyłem wspomnienia dla setek osób, których już nie ma. Jedna w tęczy drugą stronę…

– … ma ogromne znaczenie. Tylko ona udowadnia, że te setki osób, których już nie ma, nie zginęły na marne.

– Zginęły, bo je zabiłeś, Norinton.

– Zginęły, bo nie zdołały się przystosować. To też zasadnicza różnica, o której zwykłeś zapominać. Nie jestem nawet w stanie policzyć, ile zapłodnionych komórek umiera, zanim ktokolwiek się dowie o ich istnieniu. Nazwiesz ich matkę mordercą, bo to ona próbowała dać im życie?

Andrew westchnął i ponownie zaczął masować sobie skroń.

– Ćwiczysz tę przemowę codziennie przed lustrem? Bo wygląda, jakbyś nią częstował każdego po drodze.

– Nie bądźmy hipokrytami. Każde odkrycie wymaga poświęceń, a stworzenie czegokolwiek nowego jest zawsze ryzykowne. Narodziny dziecka to najlepszy przykład. Od tysięcy lat kobiety zachodzą w ciążę, chociaż poród to wielogodzinne cierpienie i rzadko kończy się szczęśliwą rodziną. Pomijam opiekę nad niewdzięcznym potomkiem, ale nikt nie mówi o „zbrodniczym” zapładnianiu, w końcu finalnie powstaje piękny, różowy bobas. Czym to się różni od tego, co my robimy? Proszę, powiedz, że moje działania są wbrew naturze. Tylko że nasze społeczeństwo już dawno stanęło ponad naturą, dlatego chociażby powstał dyptam, serum na wilkołactwo i veritaserum. Zaprzeczysz? Czym więc to, co ja robię, różni się od tego, co ludzie robią od zawsze?

– Tym, że mnie niesamowicie irytujesz, Norinton. Klepiesz, bo może jakieś podniosłe zdanie oplącze mnie jak diabelskie sidła i stanę się twoim wiernym psem. Nie jestem ckliwy i nie będę użalał się nad umarłymi, ale nie mam zamiaru uciekać przed prawdą. Boli cię, że nie powtarzam twoich cuchnących zgnilizną haseł? Musisz nauczyć się z tym żyć.

– Skoro tak cię ranią moje projekty, dlaczego na mnie nie doniosłeś?

– Przecież doskonale wiesz, że donosiłem i to kilka razy – prychnął Andrew. – Ale ten świat jest zepsuty i nie ma na nim żadnej sprawiedliwości. Dlatego, naprawdę, skończ. Gdy próbujesz mnie wzruszyć śmiercią czegoś, co nawet nie jest życiem, mam ochotę rozgnieść ci głowę.

Zapadła cisza, gęsta jak smoła, trudna do zniesienia, którą w końcu ktoś musiał przerwać.

– Więc nie weźmiesz chłopaka?

Andrew spojrzał na Norintona w sposób, którego Mike nigdy nie rozumiał.

– Wezmę.

Wspomnienie zmieniło się po raz ostatni. Tym razem Mike znalazł się w swoim domu i znowu nie był tam sam.

Stała w środku jego salonu i wyglądała dokładnie tak samo, jak kiedy widział ją ostatnio… pomijając ten dzień, w którym leżała martwa w kałuży własnej krwi.
Helen rozglądała się po salonie, jakby odwiedziła to miejsce po raz pierwszy. Kręcone włosy miała upięte w luźnego koka, kilka niedbałych kosmyków opadało na krańcu jej twarzy, tuż przy linii ucha. Usta podkreśliła bordową pomadką, przez co wyglądała dojrzalej – jak kobieta, a nie nastolatka, którą przecież była.

Tak naprawdę Mike przyprowadzał ją wielokrotnie, a ojciec nie dał po sobie poznać, że wie o niej prawdopodobnie więcej niż ona sama.

– Zmierzam na północ – rzekła spokojnie. – W szkole nikt nie będzie zdziwiony, zadbałam o to. Gorzej z NIMI. Wolałabym, żeby nie myśleli, że uciekam.

– I sądzisz, że zamierzam ci pomóc? – Stojący przy parapecie Andrew włożył ręce do kieszeni.

– Nie sądzę. Wiem, że to zrobisz – powiedziała tym samym, bezbarwnym tonem. – Spotkam się z drugim strażnikiem, spróbujemy jakoś to zatrzymać. Potem odnajdę…

– Wydaje ci się, że tam po prostu wpadniesz w proces zaszczepienia, zabierzesz to COŚ, wsadzisz do słoika i oddasz właścicielowi? Masz tylko siedemnaście lat, ale nawet w tym wieku nie powinnaś być tak naiwna.

– Organizacja padła. Ta operacja nie wygląda tak, jak kiedyś. Mam plan.

– Masz plan? – powtórzył kpiąco Andrew. – A jaki jest ten plan? Jaką to historyjkę opowiedziałaś, żeby wyrwać się ze szkoły? Mam przypomnieć? To tak głupie i dziecinne, że trudno mi uwierzyć w twoje… cóż. Ludzie nie wierzą tylko w skomplikowane i dojrzałe historie, ale ta jest aż za prosta.

Zmierzyła go spojrzeniem, a potem skrzyżowała ręce na piersiach, jak obrażona. Za to Andrew prychnął oburzony.
– Miałaś go pilnować, a nie łamać mu serce – wyrzucił w końcu to, co wisiało w powietrzu od początku, zapewne jeszcze długo przed tym, co zobaczył Mike.
Westchnęła cicho, przymykając oczy. Zaraz potem wyciągnęła z torby książkę, dokładnie tę, która przez następne kilka lat leżała zamknięta w piwnicy Doriana Rogersa. Położyła ją na stoliku, a na jej twarzy zajaśniał cień uśmiechu.
– Podejdź do lustra i powiedz to jeszcze raz. Jesteśmy tacy sami, Cosma, obydwoje popełniliśmy błąd…



***


Wynurzył się z szarego obłoku, wracając do pachnącego mocnym kadzidłem pokoju. Zmrużył oczy, podrapał się po brodzie i wtedy nagle wszystko stało się tak jasne, że niemal się zaśmiał.

Może oczekiwał czegoś bardziej spektakularnego, a może prawda jeszcze do niego nie dotarła. W końcu, jakby nie patrzeć, to ciało nie było jego. Te wspomnienia nie były jego, a dusza... w zasadzie też nie była jego.

… a skoro nie ma ciała, wspomnień ani duszy, to czy w ogóle był „czymś”? Bo jeśli został niczym, to przecież nic nie może czuć.

Tylko że on czuł. Czuł, jak drżą mu dłonie, jak cała zawartość żołądka wraca do przełyku, jak bolą go zaciśnięte zęby... więc może to był żal. Może był zły na niego i na nią, a może tak bardzo chciał...

– Zabrałem jej coś bardzo ważnego – powiedział Andrew, stojąc przy barierce starego tarasu. – Coś, przez co nie była już prawdziwa. Jak postać z książki, której autor nie dopracował, o której zapomniał, bo służyła mu tylko jak pionek dla planszy. Nie zdążyłem jej tego oddać. Nawet nie planowałem zdążyć.

Lily nic nie mówiła. W ciszy schowała kamienny półmisek do szafki. Była jak duch. Mike wiedział o jej obecności, ale nie zwracał na nią uwagi.

– Powinienem sam rozwiązać zagadkę ojca, ale gdziekolwiek się nie udałem, tam zawsze doganiał mnie ten sam bezsens istnienia. W Rosji, w Anglii, w Etiopii, w Pakistanie, wszystko wyglądało dokładnie tak samo. Przed moimi oczami przewinęło się tyle obrazów, że przestałem wierzyć w którykolwiek z nich. Raz za razem fragment rzeczywistości stawał się iluzją. Z czasem wszystko przestało mieć znaczenie... a potem pojawiłeś się ty.

Chłodne powietrze przedostało się do pomieszczenia wraz z północnym wiatrem. Długa zasłona falowała leniwie, ale mróz przeniknął aż do kości.

– Dopiero teraz znalazłem sposób... mógłbym zrobić to lepiej, szybciej, ale to by oznaczało, że przez te wszystkie lata nic się nie zmieniło... ja się nie zmieniłem. Dlatego... – Kilka kropel krwi spłynęło wprost do wyczarowanej fiolki. – Niech będzie tak.

Wstał, głośno uderzając butami o posadzkę. Złapał jedną z kolumn łóżka, zacisnął na niej palce wciąż zbrudzone śladami krwi i wbił spojrzenie w okno.

– Odnalazłeś to, czego szukałeś? – zapytała cicho.

– Jest jeszcze coś, co muszę zrobić.

Komentarze
avatar
Prefix użytkownikaAneta02  dnia 02.01.2020 21:37
Szczerze? Musiałam przeczytać ten rozdział dwa razy, bo trochę się pogubiłam, kto jest kim, kto żyje, a kto jest martwy. No ale widzę, że akcja powoli zbliża się do końca, coraz więcej spraw zostaje wyjaśnionych, a my coraz więcej wiemy o głównej postaci.
A co najbardziej złamało mi serce? Odejście Helen, która wciąż kochała Mike'a. Szkoda, że jest już martwa. Chyba, że ktoś ją "zmartwychwstanie".
Tak samo jak ktoś zmartwychwstał Mike'a.
Czekam na kolejny rozdział.
Pozdrawiam
avatar
Prefix użytkownikaSam Quest  dnia 23.03.2020 21:46
Ten rozdział jest bardzo smutny. Aż nie wiem co powiedzieć, bo jest mi teraz niesamowicie przykro z powodu Mike'a i Andrew, z powodu Helen i tego dziecka, które oddało duszę Mike'owi.
W sumie to niesamowite, te pytanie kim jest człowiek, czy duszą, czy ciałem... Gdy istota danej osoby kryje się w jej duszy? Czy wkładając duszę do nowego ciała, jest czysta karta i dlatego Andrew tworzył wspomnienia?

Tak przy okazji to co robił Andrew jest tym samym co robiła pewna postać w Blade Runnerze 2049, ona tworzyła wspomnienia dla Androidów. W sumie taki cyperpunk tu wjechał trochę. :D

Po plot twiście z poprzedniego rozdziału, ten wzbudził we mnie smutek. Idę dalej, ale bez ekscytacji bo mam teraz weltshmerc.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Instagram
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Alfa i Omega
09.07.2020 00:21
No to dobranoc! Wrozka

PS. Te emotki przenoszą mnie w czasy Gadu-Gadu, czuję się jakbym znowu była w podstawówce, haha

Niezwyciężony mag
09.07.2020 00:16
Czas spać, co poradzisz xD

Alfa i Omega
09.07.2020 00:14
No i zostałam sama, czad xD

Alfa i Omega
09.07.2020 00:09
Widzę z boku, że jest jeszcze parę osób online, ale nikt się nie odzywa. Może to zombie jezyk

Niezwyciężony mag
09.07.2020 00:08
Dwa trupy żywym nie czynią :D

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59540 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 55686 punktów.

3) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 44098 punktów.

4) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 42137 punktów.

5) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 36872 punktów.

6) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36313 punktów.

7) Prefix użytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 34148 punktów.

8) Prefix użytkownikalosiek13

Avatar

Posiada 33039 punktów.

9) Prefix użytkownikabatalion_88

Avatar

Posiada 31890 punktów.

10) Prefix użytkownikaMarcus Clinton

Avatar

Posiada 30802 punktów.

Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2020 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 1.15