Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Instagram
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

halo, regulamin
18.05.2021 14:07
Takoizu, chodzi o Grenadę?

Praktykant w Św Mungu
18.05.2021 13:55
Anastazja Schubert, Granada (?) chyba tak to się pisze jezyk, Całkowicie spontanicznie trafił mi się wyjazd, prawie bez kosztów po mojej stronie więc korzystam xD

halo, regulamin
18.05.2021 13:54
Ja ogólnie nie lubię połączenia warzywa-owoce, no chyba że warzywem jest marchewka.

A jogurtów nie jem/piję, więc ten problem odpada xD

Praktykant w Ministerstwie Magii
18.05.2021 13:46
Hiszpania, zazdroszczę Serce Gdzie lecisz konkretnie?

I też mi nie leżą truskawki z burakiem, chociaż osobno są pyszne.

Praktykant w Św Mungu
18.05.2021 13:35
Klaudia Lind, lubię buraki i lubię truskawki ale to połączenie wydaje się przerażające xD

monciakund, ja się czipuje Pfizerem 27 maja xD pewnie bym to odkładała ale lecę do Hiszpani

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59630 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 56601 punktów.

3) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 45883 punktów.

4) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 43981 punktów.

5) Prefix użytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 43359 punktów.

6) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 38327 punktów.

7) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36663 punktów.

8) Prefix użytkownikalosiek13

Avatar

Posiada 34114 punktów.

9) Prefix użytkownikabatalion_88

Avatar

Posiada 31890 punktów.

10) Prefix użytkownikaMarcus Clinton

Avatar

Posiada 30892 punktów.

Losowe zdjęcie
Zobacz temat
Drukuj temat
Religia [Bóg i Kościół]
Prefix użytkownikaKrnabrny
Witam, zastanawiam się jak postrzegacie kwestię Boga. Ostatnio rozmyślając zacząłem się zastanawiać czy Bóg nie grzeszy zaniedbaniem i czy jest istotą moralną. Nie chodzi mi tu nawet o wypaczenia instytucji religijnych, ale:
1 Bóg widzi cierpienia, wypadki i mimo swej wszechmocy nie interweniuje pozwalając na cierpienie (w tym cierpienia niewinnych.) Czy mimo, ze wg KK (do tego Boga się odnoszę) jest on podobny do człowieka we wszystkim oprócz grzechu nie mamy do czynienia z grzechem zaniedbania? Jeśli lekarz (teoretycznie nawet zwykły człowiek) nie udzieli pierwszej pomocy może iść do więzienia, podobnie jeśli bokser popełni przestępstwo przeciw życiu i zdrowiu jego umiejętności są traktowane jako dodatkowa broń przez co odpowiada z surowszego przepisu. Czy Bóg nie interweniując na zło grzeszy?

2 Czy Bóg stworzył nas dla cierpienia? Skoro Bóg jest wszechmogący i wszechwiedzący to zna nasze wybory (tylko na nie nie wpływa) czyli z tego wynika, że od początku wie kto pójdzie do piekła a kto do nieba (cały czas opieram się na chrześcijańskiej wizji świata) Czyli niektórych z nas stworzył dla wiecznego cierpienia o którym wiedział od początku, bo jest wszechwiedzący? I nie zrobił nic mimo, że wiedział, że wszystko mogłoby się potoczyć inaczej gdyby np inne środowisko. Trochę to amoralne

To takie moje (może płytkie może nie) ostatnie przemyślenia, jak ktoś ma ochotę napiszcie jak się na to wszystko zapatrujecie :D


www.harry-potter.net.pl/images/articles/2021-rymy.png

www.harry-potter.net.pl/images/articles/krnabrny.pngs2.ifotos.pl/img/Zaznaczen_aehwnqq.pngs2.ifotos.pl/img/Zaznaczen_aenawhs.png

s2.ifotos.pl/img/Screensho_awsqanq.png
 
Prefix użytkownikabatalion_88
Krnąbrny, uderzyłeś chyba w "czuły punkt" ;) Tzn. nie wiem czy moje "spiskowe teorie" (które są w 80% bez sensu) coś w ogóle rozjaśnią... Prędzej jeszcze bardziej zagmatwają... Ech/: No cóż...

Nie napiszę głupoty, że "cierpienie uszlachetnia". Tak jak w tej pieśni, że "każde cierpienie ma sens". Nope. Jednak czy aby na pewno nie pomaga, nie pomaga w cierpieniu? Co z tymi wszystkimi cudami (uzdrowienia z nowotworów, kalectwa, paraliżu, wybudzanie ze śpiączek. Jakby tak zliczyć wszystkie podziękowania, wota składana na ołtarzach za uzdrowienia, za cuda właśnie (odzyskiwanie wzroku, rzucenie kul, wstanie z wózka inwalidzkiego) - tego jest multum. "Proście a będzie wam dane".

Nie wytłumaczę czemu dziecko niewinne zachoruje, i nikt tego nie wytłumaczy. Tu trzeba kontekstu teologii dogmatycznej i konsekwencji grzechu pierworodnego. Na początku przecież ludzie mieli nie umierać, mieli żyć wiecznie, miało być pięknie. Jasne, teraz to brzmi jak bajka, coś nierealnego, ale w cierpienie (i to jak okrutne) dla naszego zbawienia wszedł sam Bóg - Jezus Chrystus. Nie musiał, tego robić, ale z MIŁOŚCI, która przekracza granice to uczynił. Jak mawiał św. Bernard z Clairvaux "Miarą miłości Boga jest miłość bez miary".

A wolna wola? Przecież to nie Bóg rozpętał wojny, bitwy, walki, prześladowania (ile kataklizmów mamy na własne życzenie? ile w tym człowieka winy?). "Módlcie się tak jakby wszystko zależało od Boga, ale pracujecie tak jakby wszystko zależało od was..." - tak mówił Jezus. Ktoś wsiada po alkoholu, jedzie 150 km/h - a ograniczenie do 50km/h , wypadek, śmierć, tragedia - i co, "Bóg tak chciał". Sami decydujemy o swoim życiu.

Wolna wola to coś więcej niż jakaś "klątwa", nieunikniony los, (i tak będzie tak). Ninę Andrycz - feministkę, która zwalczała Kościół jak tylko mogła, przyznała się do dokonania dwóch aborcji, na łożu śmierci nikt do niczego nie zmusił. Sama poprosiła o księdza, o spowiedź, o sakrament namaszczenia, i przyjęła Jezusa do serca - nasze wybory są fundamentalne i istotne. Tak samo gen. Jaruzelski - kto by się spodziewał?

Nikt nie jest samotną wyspą - jak mawiał Thomas Merton. Od nas zależy czy odpowiemy na miłość Boga, bo to, że On nas kocha każdy wie. Tylko pytanie w jaki sposób My odpowiadamy na tę miłość? Modlimy się, wspieramy potrzebujących, prowadzimy życie sakramentalne, pościmy, pomagamy innym? Czy nasza "wiara" kończy się na wypowiedzeniu hasła relatywizmu: "Jestem wierzący, ale niepraktykujący". A ja jestem żonatym kawalerem ;)
i67.tinypic.com/2rdhw1i.png



m.popkey.co/ce2f16/X1Oxe_f-maxage-0_s-200x150.gifm.popkey.co/f3c2c0/YAAKy_f-maxage-0_s-200x150.gif
 
Prefix użytkownikablad logiczny
Krnabrny, nic z tego. Ten schemat nie przejdzie :D. Bóg nie jest "wszechmocny"! Jest napisane, że byty duchowe mają własny rozum i wolną wolę, choć z tym rozumem to może jakaś przeszłość, skoro są ludzie którzy nie chcą tego przyjąć do wiadomości :D Więc tutaj "kończy się wszechmoc" Boga, a zaczyna poważne traktowanie przez Niego ludzi, [b takie, naprawdę]naprawdę poważne[/b]. Postawmy się na miejscu Boga (o jak fajnie) i popatrzmy "O tam idzie Pan Hitler, a tam drugi pan z wąsem" i co tu by z nimi zrobić, bo mają, w planach jakieś rozróby. Dobrze więc pierwszy ma jakiś talent malarski, więc może by go ta na Akademię, w Wiedniu. No nie, nie przyjęli go! Wredne snoby!. Z drugim jest problem ojciec przepił rodzinny warsztat, a chłopak ma osobowość psychopatyczną. W normalnym świecie znalazłoby się dla niego jakieś zajęcie, ale świat nie jest normalny bo jest zbyt wielu ludzi wkurzonych, rozczarowanych i do tego głupich. Nawet Dziesięciu Przykazań się nie trzymają i tylko patrzą, aby wywołać jakąś wojnę "o szczęście narodu". "Ludu, czy pragniesz pieniędzy? Ludu czy masz już dosyć tej nędzy? Ludu czy dostrzegasz już wroga? Ludu czy potrzeba ci Wodza? No to masz ludu wodzów na miarę twoich potrzeb. Więc co, może by ich tak do wieczności przed czasem? O nie nic z tego za nimi przed nim stoi cała kolejka podobnych psychopatów "znakomicie przygotowanych do przejęcia tej roli" przez to całe zło jakie ludzie czynili i czynią.
Nie ma sensu oskarżać Boga za to jak wolni ludzie, codziennie nadużywają swojej wolności i jakich pragną mieć wodzów.
Błąd mam zawsze przed sobą.
Wszelkie błędy, gramatyczne, stylistyczne, ortograficzne, interpunkcyjne, to moi kuzyni.
Nie lubię kuzynów.
Uważam, że należy wypędzić błendy z pustymi do puszczy.
 
Prefix użytkownikabatalion_88
Ja jeszcze pragnąłbym dodać, że Boży plan zbawienia nie jest czymś jak gra planszowa - my jesteśmy pionkami, "kości zostały rzucone" (kostki do gry) i Mistrz Gry już wie co będzie z tym, tamtym, kto trafi do piekła, kto do nieba, a kto do czyśćca. Tak łatwo nie jest.

Dlatego tak fundamentalnym punktem jest wolna wola dana człowiekowi przez Boga. Nasze wybory kształtują i ukierunkowują naszą przyszłość. Każdy nasz wybór (nawet nie chodzi już o Boga, Kościół, praktykę wiary) ma jakieś konsekwencje.

Dziś modny jest relatywizm i jego przesłanie, które można streścić w zdaniu: Hulaj Dusza, piekła nie ma, Dobry Bozia zawsze nam przebaczy. Nawet jak my sami nigdy nie przyznamy się do błędu, winy, grzechu, tylko będziemy iść w zaparte i pisać głupoty, że sakrament pokuty i pojednania nie ma swego źródła w Słowie Bożym, w Ewangelii. Moim zdaniem za dużo dziś wpaja się o Miłosierdziu Bożym a za mało mówi o Sprawiedliwości - bo jedno drugiego nie wyklucza, a uzupełnia.

Sam Jezus wspomina wielokrotnie w Piśmie św. o karze, o "ogniu nieugaszonym", "tam będzie płacz i zgrzytanie zębów..." o Sądzie i tym, że czeka nas to wszystko po ziemskim łez padole... Tylko zazwyczaj w Wielkim Poście na to kładzie się akcent (a i nie zawsze), bo przecież nie można "ludzi straszyć".

A wizje piekła św. Teresy z Lisieux, dzieci z Fatimy (Hiacynty, Franciszka, Łucji - w tym roku setna rocznica objawień), św. Jana Bosko, św. siostry Faustyny są bardziej przerażające od niejednego najbardziej krwawego horroru (śmierć wieczna to coś tak strasznego, że nawet trudno to sobie na dobrą sprawę wyobrazić)...

Guzik się znam, żadnym autorytetem na pewno nie jestem i nigdy nie będę, ale te 3 semestry teologii "liznąłem" i czasem dziwię się jak patrzę w SB i na posty, w których ktoś pisze, że do spowiedzi można iść do mamy a nie do księdza, że w łóżku też się można modlić (zamiast brać udział w Eucharystii). Albo, że nie ma co się przejmować tym co pisał św. Paweł Apostoł, bo żył 2000 lat temu i mieszkał na pustyni...

Po pierwsze, to św. Paweł odbył trzy misyjne podróże, więc bliżej mu do misjonarza niż pustelnika ; ) Był wykształconym faryzeuszem i początkowo prześladowcą chrześcijan, jest też autorem listów do Rzymian, Hebrajczyków, Kolosan, Filipian, Efezjan itd... Brał udział w tzw. Soborze Jerozolimskim i nie można go żadną miarą porównywać do kogoś takiego jak choćby Jan Chrzciciel (który nota bene nie jest nikim gorszym).

Po drugie, to czy krytycy wiary i ateiści nie słyszeli o czymś takim jak uniwersalizm ponadczasowy? Pewne wartości, mądrości, prawdy, prawa są tak samo aktualne dziś jak były 10 lat temu, 100 czy 2000. Np. taka Reguła św. Benedykta - do dziś istnieją zakony i zgromadzenia, które według niej żyją, napisana przez Patrona Europy została już 1500 lat temu... Przesłanie tych słów nadal pozostaje aktualne!

I to nie tylko dla zakonników, bo z jej zaleceń i wskazówek korzystają chociażby biznesmeni, kierownicy wielkich firm, przedsiębiorstw, profesorowie, wykładowcy na wyższych uczelniach w Polsce i za granicą, którzy na co dzień "nie klepią zdrowasiek w kaplicy" non stop ; )

A św. Jan Paweł II, który urodził się w wieku XX i zmarł w XXI głosił, mówił i pisał dokładnie to samo co wyżej wspomniany apostoł ;p Dlatego do mnie nie trafia "argument", że jak coś jest "starego", to już na to należy rękę położyć. Bo to nic niewarte, niemodne, przestarzałe... Z pewnością jakby teraz ktoś zaczął na nowo tworzyć jakąś religię, to już widzę te tłumy, które idą za nim, bo jest "nowy", z "tego wieku", oryginalny ;)

Nie tak dawno zmarł jeden z rabinów żydowskich - bardzo ortodoksyjny. Znany był z tego, że miał wszelkiego rodzaju wizje i był szanowany. Na łożu śmierci grupa ortodoksyjnych Żydów zapytała go: "Kiedy przyjdzie Mesjasz?" On uśmiechnął się i odparł: "Mesjasz przyjedzie, ale powtórnie. Już kiedyś przyszedł, ale ukrzyżowaliśmy Go... Na imię miał Jeshua...

I taka ciekawostka na sam koniec. Ktoś wiedział o tym, że Mahomet miał 56 żon? Najmłodsza miała 6 lat Duże oczy a najstarsza miała 20 lat więcej od niego. Te haremy powstawały po to, żeby kobiety w istocie były wykorzystywane, poniżane i wyzyskiwane na wszelki możliwy sposób. Brak w Koranie miłości, a tzw. "islam delikatny" panuje tam gdzie islam nie jest religią dominującą.

Np. w państwach islamskich panuje do dziś kara śmierci dla muzułmanina, który zdecyduje się zmienić wiarę. Taka sama kara dla homoseksualistów, kobiety, którą ZGWAŁCIŁ inny mężczyzna, lub przyłapana została na "zdradzie". W muzułmańskich krajach mężczyzna ma pełne prawo GŁODZIĆ kobietę, która odmówi mu seksu.

Z pozdrowieniami dla tych, którzy uważają Polskę za "kraj wyznaniowy" ; )

PS Ciekawe czemu nie ma o tym "sztuki" w Tatrze Powszechnym w Warszawie... Boi się ktoś? W sumie nic dziwnego... Pamiętacie już jak skończyli pracownicy czasopisma Charlie we Francji za umieszczenie na okładce karykatury Mahometa? No właśnie...

Na Zachodzie przestali być obrażeni na "obrazę uczuć religijnych" (czytaj chrześcijańskich), więc mają to co mają...
Edytowane przez Prefix użytkownikabatalion_88 dnia 05.03.2017 21:09
i67.tinypic.com/2rdhw1i.png



m.popkey.co/ce2f16/X1Oxe_f-maxage-0_s-200x150.gifm.popkey.co/f3c2c0/YAAKy_f-maxage-0_s-200x150.gif
 
Prefix użytkownikaremusmistrz
To napiszę jak to z mojej strony wygląda.Może coś tam jest jakiś Bóg, może nie.Natomiast według mnie praktykowanie tego, to co gadają w kościele to przeważnie nudny, nietrafiający bełkot.Starsze pokolenia wyrzucają hajs w błoto.Wiary samej to nie potępiam jakoś, ale moce nadprzyrodzone etc. nie przemawia to do mnie.Dla mnie najbardziej przerysowaną rzeczą jest niebo.No bo co, każdy kto tam trafia jest szczęśliwy bardzo.Niezależnie jak spierniczył w PRAWDZIWYM życiu.Wydaje mi się, że jakby istniało to by było swego rodzaju kłamstwem, iluzją.Nie mam nic do osób duchownych, ludzie jak inni, często wyrozumiali.
https://youtu.be/... to warto obejrzeć, dużo prawdy
Według mnie bardziej przysłużyć się można będąc dobrym przyjacielem, przestrzegając pewnych zasad moralnych niż klepiąc formułki w kościele i poza nim
 
Prefix użytkownikabatalion_88
Może coś tam jest jakiś Bóg, może nie


No może... Może umrę za rok. Może za 20 lat, a może jutro spadnie deszcz. W sumie to każdy tak napisać też może . Tu nie ma nic odkrywczego, choć u pewnej grupy ludzi to może zamienia się w na pewno... Powrót do źródła wiary - a ta jest łaską. Tylko, że ona też potrzebuje pogłębiania każdego w zasadzie dnia. Zatrzymać się nad "filozoficznym" dylematem to nie sztuka...

Wiadomo, że tu po ludzku nic nie "zdziałamy" w tym sensie, że albo się w coś wierzy albo nie. Jednak kiedy wiara staje się pewnością (albo niewiara), to zazwyczaj te wątpliwości odchodzą w dal...

Natomiast według mnie praktykowanie tego, to co gadają w kościele to przeważnie nudny, nietrafiający bełkot.Starsze pokolenia wyrzucają hajs w błoto.


Hmm. Praktykowanie czego? Co właściwie jest "bełkotem"? I kto co gada? Chodzi o kazanie księdza, ogłoszenia duszpasterskie, świadectwa jakiejś osoby z grupy charyzmatycznej (np. Odnowy w Duchu św?) Bo ciężko ten "zarzut" jakoś odnieść do konkretu.

Każda wiara wymaga praktyki. KAŻDA. Mówienie, że jest się wierzącym, a nie praktykującym to oznajmienie, że brało się prysznic bez użycia wody.

Proszę mi wskazać Żyda, muzułmanina, prawosławnego, grekokatolika, świadka Jehowy, który powie, że wierzy, ale nie praktykuje. To naturalna rzecz w wierzeniach - jak się w coś wierzy, to się to praktykuje. W przeciwnym razie mamy do czynienia z relatywizmem wiary.
No jest tam jakiś Bóg - starszy pan z brodą, wszystko jest dobrze, ale nic nie trzeba robić - hop, hulaj dusza...

W każdej religii są przykazania, zasady moralne, etyczne, modlitwy, rytuały, śpiewy, obrzędy - nawet w plemionach z dżungli z Amazonii. Tak samo jak posty - o wiele bardziej surowsze i radykalne od tego katolickiego. Tak samo wyrzeczenia.

Jak ma niby osoba, która mówi, że wierzy w Boga, ale nie chodzi do kościoła, nie modli się, nie żyje sakramentalnie (piszę o katolicyzmie), nie pości, nie uznaje prawd wiary Kościoła, nie czyta i nie zgłębia Słowa Bożego wyznawać tę wiarę? No jak? Może ktoś lepiej mi to wytłumaczy. Jest akcja - jest i reakcja.

Starsze pokolenia? No nie. Wiele wspólnot w Kościele odradza się na nowo - jak grzyby po deszczu. Światowe Dni Młodzieży, Oazy, pielgrzymki młodych, duszpasterstwa akademickie, wspólnoty przy parafiach... tego nie da się zliczyć na dobrą sprawę.

I przepraszam, ale jaki hajs w błoto wyrzucają? 2 złote na tacę jak ktoś wrzuca, to czyni to DOBROWOLNIE - choć ja rozumiem, że chodzi o szeroko rozumiane "usługi" - sakramenty. I też jestem temu przeciwny. Papież Franciszek zresztą zachęca, żeby posług sakramentalnych udzielać za DARMO. I mnie też to "boli", że ksiądz za ślub powie co łaska, ale w myśli ma

- za 300zł. to za mało. Do tych różnych uroczystości dochodzi:
- sprzątanie i wystrojenie kościoła
- zapłata dla kościelnego
- zapłata dla organisty

Znałem wielu kapłanów, którzy na hajs skoku nie robili. Jednak i takich, którzy bogacili się kosztem ludzi wierzących - to niedopuszczalne. Księdzu nie jest potrzebne luksusowe auto, żeby jechać nim głosić rekolekcje, czy gdziekolwiek indziej.

Poza tym nikt nikogo nie zmusza do praktykowania - chcesz, to idziesz i wrzucasz złotówkę, zamawiasz Mszę św. raz na pól roku za zmarłego dziadka, ale przymusu nie ma. Poza tym kwestia pobierania zapłaty za posługę mamy już w Piśmie św. "Godzien bowiem robotnik swojej zapłaty" - od pierwszych wieków chrześcijaństwa - łącznie z Apostołami ludzie wspomagali lokalne kościoły jak tylko umieli. Polecam zaczerpnąć z historii lektury (przynoszono chleb, owoce, pożywienie).

Dla mnie najbardziej przerysowaną rzeczą jest niebo.No bo co, każdy kto tam trafia jest szczęśliwy bardzo.Niezależnie jak spierniczył w PRAWDZIWYM życiu.Wydaje mi się, że jakby istniało to by było swego rodzaju kłamstwem, iluzją.


Niebo nie jest przewrotną rzeczą, bo sam Jezus o nim wspomina w Ewangeliach. I to niejednokrotnie. Poza tym "niebo" to nie są aniołki, niebieskie chmurki, schody w obłokach i coś tam, ale STAN DUSZY.

Życie wieczne, którego nie zdołamy poznać - co prawda mamy wizję piekła dzieci z Fatimy, św. Faustyny, św. Teresy, stygmatyka, św. Ojca Pio - koszmar - i śmierć wieczna jest czymś strasznym. Trzeba o tym mówić, bo o tym sam Chrystus przestrzegał: "Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów" "Pójdą oni precz w ogień nieugaszony..." To nie bajka - nie diabełek z rogami i widłami, który wrzuca do kociołka. "W domu Ojca mego mieszkań jest wiele" - "Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało jak wielkie rzeczy przygotował Pan, tym którzy go miłują." (piszę z pamięci, więc może niedokładnie słowo w słowo).

Szczęścia z obecności Bożej, z przesiąknięcia Jego Miłosierdziem na ziemi nie uświadczymy. Taki tylko maleńki, drobniutki namiastek. Celem życia chrześcijańskiego jest zbawienie i życie wieczne. Dla tego Chrystus poniósł mękę, śmierć i zmartwychwstał dla naszego zbawienia - Boży plan zbawienia naszych dusz jest czymś fundamentalnym.

Gdzie indziej się wierzy, że ktoś urodzi się potem np. ślimakiem, wiewiórką - czy może papugą. Choć istnienia piekła też się nie wyklucza bodajże w hinduizmie.

Według mnie bardziej przysłużyć się można będąc dobrym przyjacielem, przestrzegając pewnych zasad moralnych niż klepiąc formułki w kościele i poza nim


Formułek jest w zasadzie niewiele. I nie chodzi o bezmyślne klepanie. Modlitwa to rozmowa z Bogiem - Ojcze nasz nauczył sam Jezus. Sakramenty (spowiedź, Eucharystia, kapłaństwo, chrzest) - wszystko to ma źródło w Piśmie świętym. Żaden o. Rydzyk sobie tego nie wymyślił. Nawet nie Jan Paweł II czy kardynał Dziwisz. Introdukcja biblijna świetnie to wyjaśnia. Ale to trochę już teologia na poziomie studenckim, więc nie będę zanudzał.

Fajnie, ze filmik z serialu "Plebania" zamieściłeś. Ukazuje dobitnie jak ludzie atakujący wiarę, Kościół, wartości chrześcijańskie dokonują manipulacji i kłamstwa (w Biblii za ojca kłamstwa uważa się Szatana). W skrócie: "Olej Boga, modlitwę, Kościół, sakramenty, liturgię - bo łatwiej ci będzie -lenistwo duchowe to grzech ciężki. Świadome nie pójście na niedzielną Eucharystię - to grzech. Tak jak muzułmanie muszą się 5x modlić w ciągu dnia, iść na pielgrzymkę do Mekki, Żydzi mają swoje posty, swoją Torę - i o wiele, wiele więcej zakazów i nakazów (już nawet nie chodzi o koszerne jedzenie), tak katolicy mają czynić to co nakazał im sam Jezus Chrystus - Założyciel Kościoła.

"To czyńcie na moją pamiątkę"

PS a prywatnie aktor odgrywający rolę Janusza Tracza Dariusz Kowalski to bardzo wierzący, praktykujący katolik, który nie kryje się ze swoją przynależnością do Chrystusa. :)
i67.tinypic.com/2rdhw1i.png



m.popkey.co/ce2f16/X1Oxe_f-maxage-0_s-200x150.gifm.popkey.co/f3c2c0/YAAKy_f-maxage-0_s-200x150.gif
 
Prefix użytkownikaremusmistrz
batalion_88 napisał(a):

Może coś tam jest jakiś Bóg, może nie


No może... Może umrę za rok. Może za 20 lat, a może jutro spadnie deszcz. W sumie to każdy tak napisać też może . Tu nie ma nic odkrywczego, choć u pewnej grupy ludzi to może zamienia się w na pewno... Powrót do źródła wiary - a ta jest łaską. Tylko, że ona też potrzebuje pogłębiania każdego w zasadzie dnia. Zatrzymać się nad "filozoficznym" dylematem to nie sztuka...

Wiadomo, że tu po ludzku nic nie "zdziałamy" w tym sensie, że albo się w coś wierzy albo nie. Jednak kiedy wiara staje się pewnością (albo niewiara), to zazwyczaj te wątpliwości odchodzą w dal...

Natomiast według mnie praktykowanie tego, to co gadają w kościele to przeważnie nudny, nietrafiający bełkot.Starsze pokolenia wyrzucają hajs w błoto.


Hmm. Praktykowanie czego? Co właściwie jest "bełkotem"? I kto co gada? Chodzi o kazanie księdza, ogłoszenia duszpasterskie, świadectwa jakiejś osoby z grupy charyzmatycznej (np. Odnowy w Duchu św?) Bo ciężko ten "zarzut" jakoś odnieść do konkretu.

Każda wiara wymaga praktyki. KAŻDA. Mówienie, że jest się wierzącym, a nie praktykującym to oznajmienie, że brało się prysznic bez użycia wody.

Proszę mi wskazać Żyda, muzułmanina, prawosławnego, grekokatolika, świadka Jehowy, który powie, że wierzy, ale nie praktykuje. To naturalna rzecz w wierzeniach - jak się w coś wierzy, to się to praktykuje. W przeciwnym razie mamy do czynienia z relatywizmem wiary.
No jest tam jakiś Bóg - starszy pan z brodą, wszystko jest dobrze, ale nic nie trzeba robić - hop, hulaj dusza...

W każdej religii są przykazania, zasady moralne, etyczne, modlitwy, rytuały, śpiewy, obrzędy - nawet w plemionach z dżungli z Amazonii. Tak samo jak posty - o wiele bardziej surowsze i radykalne od tego katolickiego. Tak samo wyrzeczenia.

Jak ma niby osoba, która mówi, że wierzy w Boga, ale nie chodzi do kościoła, nie modli się, nie żyje sakramentalnie (piszę o katolicyzmie), nie pości, nie uznaje prawd wiary Kościoła, nie czyta i nie zgłębia Słowa Bożego wyznawać tę wiarę? No jak? Może ktoś lepiej mi to wytłumaczy. Jest akcja - jest i reakcja.

Starsze pokolenia? No nie. Wiele wspólnot w Kościele odradza się na nowo - jak grzyby po deszczu. Światowe Dni Młodzieży, Oazy, pielgrzymki młodych, duszpasterstwa akademickie, wspólnoty przy parafiach... tego nie da się zliczyć na dobrą sprawę.

I przepraszam, ale jaki hajs w błoto wyrzucają? 2 złote na tacę jak ktoś wrzuca, to czyni to DOBROWOLNIE - choć ja rozumiem, że chodzi o szeroko rozumiane "usługi" - sakramenty. I też jestem temu przeciwny. Papież Franciszek zresztą zachęca, żeby posług sakramentalnych udzielać za DARMO. I mnie też to "boli", że ksiądz za ślub powie co łaska, ale w myśli ma

- za 300zł. to za mało. Do tych różnych uroczystości dochodzi:
- sprzątanie i wystrojenie kościoła
- zapłata dla kościelnego
- zapłata dla organisty

Znałem wielu kapłanów, którzy na hajs skoku nie robili. Jednak i takich, którzy bogacili się kosztem ludzi wierzących - to niedopuszczalne. Księdzu nie jest potrzebne luksusowe auto, żeby jechać nim głosić rekolekcje, czy gdziekolwiek indziej.

Poza tym nikt nikogo nie zmusza do praktykowania - chcesz, to idziesz i wrzucasz złotówkę, zamawiasz Mszę św. raz na pól roku za zmarłego dziadka, ale przymusu nie ma. Poza tym kwestia pobierania zapłaty za posługę mamy już w Piśmie św. "Godzien bowiem robotnik swojej zapłaty" - od pierwszych wieków chrześcijaństwa - łącznie z Apostołami ludzie wspomagali lokalne kościoły jak tylko umieli. Polecam zaczerpnąć z historii lektury (przynoszono chleb, owoce, pożywienie).

Dla mnie najbardziej przerysowaną rzeczą jest niebo.No bo co, każdy kto tam trafia jest szczęśliwy bardzo.Niezależnie jak spierniczył w PRAWDZIWYM życiu.Wydaje mi się, że jakby istniało to by było swego rodzaju kłamstwem, iluzją.


Niebo nie jest przewrotną rzeczą, bo sam Jezus o nim wspomina w Ewangeliach. I to niejednokrotnie. Poza tym "niebo" to nie są aniołki, niebieskie chmurki, schody w obłokach i coś tam, ale STAN DUSZY.

Życie wieczne, którego nie zdołamy poznać - co prawda mamy wizję piekła dzieci z Fatimy, św. Faustyny, św. Teresy, stygmatyka, św. Ojca Pio - koszmar - i śmierć wieczna jest czymś strasznym. Trzeba o tym mówić, bo o tym sam Chrystus przestrzegał: "Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów" "Pójdą oni precz w ogień nieugaszony..." To nie bajka - nie diabełek z rogami i widłami, który wrzuca do kociołka. "W domu Ojca mego mieszkań jest wiele" - "Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało jak wielkie rzeczy przygotował Pan, tym którzy go miłują." (piszę z pamięci, więc może niedokładnie słowo w słowo).

Szczęścia z obecności Bożej, z przesiąknięcia Jego Miłosierdziem na ziemi nie uświadczymy. Taki tylko maleńki, drobniutki namiastek. Celem życia chrześcijańskiego jest zbawienie i życie wieczne. Dla tego Chrystus poniósł mękę, śmierć i zmartwychwstał dla naszego zbawienia - Boży plan zbawienia naszych dusz jest czymś fundamentalnym.

Gdzie indziej się wierzy, że ktoś urodzi się potem np. ślimakiem, wiewiórką - czy może papugą. Choć istnienia piekła też się nie wyklucza bodajże w hinduizmie.

Według mnie bardziej przysłużyć się można będąc dobrym przyjacielem, przestrzegając pewnych zasad moralnych niż klepiąc formułki w kościele i poza nim


Formułek jest w zasadzie niewiele. I nie chodzi o bezmyślne klepanie. Modlitwa to rozmowa z Bogiem - Ojcze nasz nauczył sam Jezus. Sakramenty (spowiedź, Eucharystia, kapłaństwo, chrzest) - wszystko to ma źródło w Piśmie świętym. Żaden o. Rydzyk sobie tego nie wymyślił. Nawet nie Jan Paweł II czy kardynał Dziwisz. Introdukcja biblijna świetnie to wyjaśnia. Ale to trochę już teologia na poziomie studenckim, więc nie będę zanudzał.

Fajnie, ze filmik z serialu "Plebania" zamieściłeś. Ukazuje dobitnie jak ludzie atakujący wiarę, Kościół, wartości chrześcijańskie dokonują manipulacji i kłamstwa (w Biblii za ojca kłamstwa uważa się Szatana). W skrócie: "Olej Boga, modlitwę, Kościół, sakramenty, liturgię - bo łatwiej ci będzie -lenistwo duchowe to grzech ciężki. Świadome nie pójście na niedzielną Eucharystię - to grzech. Tak jak muzułmanie muszą się 5x modlić w ciągu dnia, iść na pielgrzymkę do Mekki, Żydzi mają swoje posty, swoją Torę - i o wiele, wiele więcej zakazów i nakazów (już nawet nie chodzi o koszerne jedzenie), tak katolicy mają czynić to co nakazał im sam Jezus Chrystus - Założyciel Kościoła.

"To czyńcie na moją pamiątkę"

PS a prywatnie aktor odgrywający rolę Janusza Tracza Dariusz Kowalski to bardzo wierzący, praktykujący katolik, który nie kryje się ze swoją przynależnością do Chrystusa. :)

O Dariuszu Kowalskim to wiem, a w plebani przez księdza hazardzistę ojciec Tracza nie żył.Zresztą była scena gdzie mówił o tym czy niby ludzie po wyjściu z kościoła nie popełniają występków.Z mojego punktu widzenia większość kazań jest taka, że zanudzisz się i nic nie wyniesiesz nowego albo istotnego.Ciekawe kazania, w miarę treściwe mógłbym zliczyć na palcach jednej ręki.Zatem czy jest sens chodzić tam skoro się nic nie wynosi.Według mnie wartości człowieka nie określa wiara, jest wielu ateuszy lepszych od katoli i na odwrót.Życie wieczne to jest według mnie przegięcie, jakby człowiek żył 200 lat myślę, że by został znużony.Osobiście wolałbym, aby nic nie było, ewentualnie jakaś Valhalla jak życie wieczne.
Co do starszego pokolenia to bardziej mi chodzi o osoby starsze, w wiadomo, babcie etc.Indoktrynowanie przez radio maryja.Ganią ateuszy jakby robili niewiadomo co itp. Przesadnie wierzą w boskie moce sprawcze, aniżeli branie losu we własne ręce.
Moja matka w domu toleruje jedynie ateizm ojca.Ja osobiście jestem taki no żyję życiem, tym co jest na pewno.Może chodziłbym tam jakby kazania trafiały do mnie, nie w celach jakiejś wiary, ale aby jakiś morał, przekaz dobry szedł.Czasem mi się zdarzy na mszu być w zwyczajną niedzielę, no i zawsze w święta (wielkanoc i Boże Narodzenie).2 przypadki w roku gdzie chyba wszędzie się starają z kazaniami.
Kolejna rzecz to spowiedź, teraz to mi się wydaje dziwne.No zwierzasz się obcej osobie ze swoich występków.Do tego, według mnie np.kłamstwo typu tego aby dotrzymać tajemnicy albo aby sprawy prywatne ukryć albo coś drobnego co nie szkodzi nikomu no według mnie nie jest to grzech.Druga sprawa, to mam wrażenie że pewnie wiele osób części grzechów wcale nie żałuje czu to wyzwisko, przekleństwo czy tam coś innego.

No i kolwjna rzecz, że te wszystkie religie powodują konflikty.Wiadomo jak to jest obecnie, ale kiedyś to każda relogia miała zrąbane kary, konflikty, restrykcje etc.
 
Prefix użytkownikabatalion_88
Z mojego punktu widzenia większość kazań jest taka, że zanudzisz się i nic nie wyniesiesz nowego albo istotnego.


Nie mam oczywiście pewności, ale wątpię czy jest na tej stronie osoba, która wysłuchała więcej kazań w życiu ode mnie. Raz, że jestem już starszy... Dwa, że przez półtora roku studiowania w Warszawie teologii CODZIENNIE uczestniczyłem w Eucharystii z kazaniami. I były różne. Zależy wszystko od kaznodziei, od księdza, zakonnika, który głosi. Kazanie to nic innego - jak odwołanie do przeczytanie przed chwilą Ewangelii z danego dnia. Nic poza tym. Oczywiście przykłady, porównania, aluzje mogą być bardzo różne - na tym polega bogactwo słowa. Jedne są jak falki z olejem - "ksiądz na ambonie truje - cała reszta nie smakuje". Inne fenomenalne, poruszają serca.

Kiedyś pewien dominikanin w Krakowie miał głosić kazanie. Wszedł na ambonę - i powiedział: "Pomódlcie się, aby was Duch św. nigdy nie opuścił jak mnie w tej chwili" - i zszedł. xD Do człowieka trzeba umieć trafić - z czego rodzi się wiara?

- św. Paweł Apostoł: "Wiara rodzi się ze słuchania". Nawet w najgłupszym kazaniu może być jedno zdanie, konkretne tylko dla nas. Dlatego warto ich słuchać.

I jeszcze jedno: My też czasem mówimy, piszemy, przedstawiamy i nie mamy pewności czy robimy to "dobrze", czy kogoś to interesuje, czy jest to poprawne z naszej strony, czy mamy dobre argumenty. Dziś ludzie chcą zazwyczaj mówić, sami głosić - bo tak są przekonani o własnej nieomylności. Ile razy ktoś z góry skreśla kogoś zanim ten ktoś w ogóle coś powie, napisze? "A, klechy nie będę słuchał". "A ten, to głupi, nie ma co go słuchać".

Zatem czy jest sens chodzić tam skoro się nic nie wynosi.


NIC się nie wynosi? Naprawdę? Przecież sensem i najważniejszym wydarzeniem podczas Eucharystii nie jest kazanie! Jak jesteś w stanie łaski uświęcającej, to wynosisz Boga żywego w swoim sercu. To jest nic? Nie będę wyjaśniał po kolei czym jest Eucharystia, bo musiałbym pisać bardzo, ale to bardzo długo.

Według mnie wartości człowieka nie określa wiara, jest wielu ateuszy lepszych od katoli i na odwrót.Życie wieczne to jest według mnie przegięcie, jakby człowiek żył 200 lat myślę, że by został znużony


Wiara nie. Wiara nawet nie musi być "moralna". Ktoś może być bardzo kulturalnym i przyzwoitym ateistą. To takie nasze płytkie myślenie: wierzący, więc musi być świętoszkiem. No nie. Każdy grzeszy, każdy upada. Jan Paweł II co tydzień przystępował do sakramentu pokuty i pojednania.

Ludzką rzeczą jest grzeszyć. Diabelską trwać w grzechu.

Po co się myć jak się i tak pobrudzisz? Po co odbierać dziecko z przedszkola, jak jutro też musi tam być? To są przeważnie zaczepki ludzi, którzy nie chodzą do kościoła i przytaczają przysłowie: "Modli się pod figurą, diabła ma za skórą" Nie brak i takich, ale jeżeli ktoś na serio bierze sobie te wszystkie zalecenia, ale nie dlatego, że boi się księdza, diabła, piekła, babci, a włącza w to perspektywę MIŁOŚCI, ten na wiarę inaczej patrzy i ją wyznaje. Wiadomo, ze Bóg nas kocha.

Tylko jak my odpowiadamy na tę miłość?
Nasza miłość do Boga kończy się na powiedzeniu, że się w Niego wierzy i koniec?...

Życie wieczne to nie żądne przegięcie, ale obietnica samego Boga. Po prostu Ty cały czas pojmujesz to życie wieczne jako nieustającą wędrówkę potępieńca na tym ludzkim łez padole. A przecież nie można się kierować LUDZKIMI ZMYSŁAMI w tej kwestii. Zatem jakie 200 lat? Tam nie bezie sklepów, aptek, lekarstw na reumatyzm i kalendarzy. Nie poznasz, tego, nikt nie pozna patrząc na czysto ludzki i zmysłowy sposób.

Przesadnie wierzą w boskie moce sprawcze, aniżeli branie losu we własne ręce.


Błąd w zastosowaniu myślenia metodologicznego. Nie ma przesadnego wierzenia - wierzy się albo nie. Nie ma "pośredniej drogi". Chrystus nie powiedział: Słuchajcie, wierzcie sobie w Boga, ale tylko w niedzielę, w poniedziałek już nie, jak was zaboli noga, to w środę się pomódlcie, ale w czwartek idźcie do lekarza, bo ja mam urlop. To nonsens. Nie takie cuda Bóg zdziałał i działa do dnia dzisiejszego - są setki tysięcy uzdrowień, o których lekarze ateiści mówią: cud.

Jezus powiedział: "Módlcie się tak jakby wszystko zależało od Boga, ale pracujcie tak, jakby wszystko zależało od was."



Wiara absolutnie nie zwalnia nas z odpowiedzialności! W żadnym wypadku! Nie jest tak, że ktoś się upije, naćpa i wsiada za kierownicę, pędzi jak szalony, zabija się i przy okazji pieszych - i co? Bóg tak chciał? Bóg kazał Ci grzeszyć?

Każdy ma własną, WOLNĄ wolę - każdy z naszych czynów ma konsekwencje. Nie ma tak, że ktoś sobie przez rok hulał, olewał naukę, a tu matura - i trach. Idzie sobie na Majówkę, pomodli się i podchodzi do egzaminu. I bach. Nie ma Boga, bo matury nie zdałem! Pan Bóg to nie kelner na zawołanie - choć On może wszystko. "Proście a będzie wam dane..." Nie należy mylić też prośby z żądaniem.

Co powiedział Hiob? "Choćby mnie zabił, ufać Mu będę..."
i67.tinypic.com/2rdhw1i.png



m.popkey.co/ce2f16/X1Oxe_f-maxage-0_s-200x150.gifm.popkey.co/f3c2c0/YAAKy_f-maxage-0_s-200x150.gif
 
Prefix użytkownikablad logiczny
Remusmistrz jeśli naprawdę chcesz coś zrozumieć, to niestety nie ma wyjścia. Trzeba by się na serio za to zabrać. Trzeba chcieć rozumieć i metodycznie to "rozgryzać" Pierwsza rzecz z która się nie zgodzę to ta, "że religie powodują konflikty". Nie religie tylko zło, które siedzi, w ludziach i mniejsza o to jakim terminem która religia je nazywa. "Grzech pierworodny" czy inaczej. Od kiedy człowiek przekroczył "pewną granicę", to już nie ma odwrotu. Musi walczyć ze złem, w sobie i świecie, koniec. Żaden "pacyfizm" tu nie pomoże, bo zło nigdy już nie da spokoju. Człowiek jest religijny i nikt z niego tej cechy nie "wypierze", nawet w najlepszym proszku z wybielaczem. To jest walka duchów i to dosłownie.
Niebo, to inna i całkowicie nowa rzeczywistość tam nikt nie wchodzi jako "stary człowiek". To wszystko co tu ktoś narozrabiał i co inni paskudnego mu zrobili, musi umrzeć. Zostać całkowicie skasowane i wyleczone, do tego stopnia, że staje się dosłownie "niebyłe".
Kazania też mnie często drażnią, bo potrafią zaciemniać prostą rzeczywistość, ale ludzie, są ludźmi i drogowskaz może pokazywać właściwa drogę nawet jak nią nie idzie :D, albo nie ma o niej pojęcia.
Błąd mam zawsze przed sobą.
Wszelkie błędy, gramatyczne, stylistyczne, ortograficzne, interpunkcyjne, to moi kuzyni.
Nie lubię kuzynów.
Uważam, że należy wypędzić błendy z pustymi do puszczy.
 
Prefix użytkownikaKlaudia Lind
Ludzie od zarania dziejów wymyślali sobie Bogów, Bóstwa, Demony i Anioły, od wyboru do koloru. Bo tego potrzebowali. Musieli na kogoś zwalić, że dzieje się tak a nie tak, musieli mieć się do kogo zwrócić o pomoc, musieli sobie jakoś wytłumaczyć jak coś powstało, bo nie było tak zaawansowanej nauki jak teraz. Dlaczego wśród tylu wiar nasza miałaby być słuszna? Niech każdy modli się do kogo chce i wierzy w co chce, jeśli mu to odpowiada. Ja nie jestem w stanie uwierzyć, że Bóg stworzył świat i ludzi, bo nauka potwierdza, że tak nie było. Już nie chodzi o to, że Bóg pozwala ludziom cierpieć, bo na to też wierzący znajdą wytłumaczenie. Chce wierzyć, że to ja jestem panią swojego losu i że to ja mam wpływ na to co się dzieje, że jeśli coś się stanie to tylko dlatego, że tak chciał los.

Dlatego tak mnie wnerwia to, że w szkole jest nacisk na religię i że dla dobra mojego syna powinnam się z nim modlić, chodzić do kościoła i tłumaczyć np. dlaczego Bóg wypędził Lucyfera i on stał się Szatanem i że w Niebie jest tak pięknie, a w Piekle źle itd itp, nie wspominając już, że słowa modlitw, których się uczy są dla niego całkiem nie zrozumiałe. Mój syn ostatnio zastanawiał się, czy nie lepiej jest umrzeć, bo w Niebie jest tak pięknie eh.

Pamiętam jak dziś, moja mama opowiadała mi o tym, jak Bóg stworzył świat w 7 dni, a w telewizji mówili o wielkim wybuchu i o tym, że życie powstało z wody. Pytałam ją wtedy "To jak to w końcu jest, że jedni mówią tak, a inny tak", a mama odpowiedziała mi, że to jest "dogmat". Pytałam ją co to "Dogmat" i niewiele z tego rozumiałam, ale już wtedy czułam się oszukana:(
 
www.sagaoludziachlodu-rysunki.blogspot.com
Prefix użytkownikabatalion_88
Ludzie od zarania dziejów wymyślali sobie Bogów, Bóstwa, Demony i Anioły, od wyboru do koloru. Bo tego potrzebowali. Musieli na kogoś zwalić, że dzieje się tak a nie tak, musieli mieć się do kogo zwrócić o pomoc, musieli sobie jakoś wytłumaczyć jak coś powstało, bo nie było tak zaawansowanej nauki jak teraz.


Do tego momentu jestem w stanie się zgodzić. To rzecz, której nauczono zawsze mnie na historii - w temacie o religiach Starożytnego Egiptu, Grecji itd. Te wszystkie przedchrześcijańskie wyznania po to właśnie powstawały - żeby wytłumaczyć czemu jest zaćmienie słońca, pada deszcz, zbiera się na burzę, wieje zbyt silny wiatr. I to chyba dość naturalne, prawda? Mogli też "zrzucić" winę na kosmitów, czarodziejów, ale zakorzeniona potrzeba w człowieku wiary w Boga jest czymś tak zwyczajnym jak w niektórych domach chleb razowy na śniadanie ; )

bo nie było tak zaawansowanej nauki jak teraz. Dlaczego wśród tylu wiar nasza miałaby być słuszna? Niech każdy modli się do kogo chce i wierzy w co chce, jeśli mu to odpowiada.


- Dzisiejsza nauka w dalszym ciągu nie jest w stanie odpowiedzieć na większość zagadnień. Lekarz mówiący do pacjenta, że nie wie jak to się stało, że wrodzona dziura na sercu "sama się zakryła", uznający to za cud nie jest wcale wyjątkiem. Nadal ludzie nauki chodzą do kościołów, praktykują, modlą się. Wierzącym człowiekiem był Albert Einstein. Nauka, wiara i rozum zupełnie się nie wykluczają. A nawet wręcz przeciwnie. Uzupełniają się

- To jest idealny przykład zdania, które uważa za najsłuszniejszą ideę relatywizmu.
Nieważne w co wierzysz, nieważne co robisz, jak żyjesz - żyj tak jak Tobie się podoba i daj żyć innym. Nie musisz chodzić do kościoła, nie musisz się modlić, nic nie musisz - jesteś wolny. A Pan Bóg może jest, może nie ma, a może jest jeszcze zupełnie inny, więc skoro na nic nie mamy żelaznych dowodów i pewności, to nic nie róbmy.

Z moich obserwacji wynika, że na portalu dominuje właśnie relatywizm
, który jest przysłowiowym pójściem po linii najmniejszego oporu (bazuję na bardzo wielu postach w SB na temat Boga, wiary, Kościoła, postów, modlitwy).

Jednak ja szanuję inne wiary - i chyba nikt nie napisze, że jest inaczej. Ekumenizm jest mi bliski, choć znowu bez przesady w drugą stronę, bo ja od Jezusa Chrystusa i Kościoła odchodzić nie zamierzam. Znam prawosławnego, grekokatolika, świadka Jehowy, hindusa... I zawsze jak dyskutujemy, to kończymy "debatę" sformowaniem:

"Wszystkich nas łączy wiara w Boga" : )

Mnisi benedyktyńscy z Tyńca czy Lubinia medytują razem z mnichami hinduizmu czy buddyzmu. Tam gdzie miłość i poszanowanie tam i dobro. Jednak nikt w imię tego ekumenizmu nie robi "transferów" - na zasadzie - teraz my przez miesiąc będziemy modlić się do Allacha, a ty do Jezusa. Pomedytuj, pomyśl o Buddzie, a my o Bogu Izraela itp.

A co do prawdziwości "naszej wiary" posłużę się św. Pawłem, który napisał:
"Chrystus jest obrazem Boga niewidzialnego". Trzeba skupić się na całej Prawdzie Objawionej, na Pełni tego Objawienia właśnie w Mesjaszu - Jezusie Chrystusie - który podniósł z rzeczy ludzkiej wszystko do rzeczy boskiej.


Twierdzić, że Bóg, dawszy objawienie, patrzy obojętnie, czy ktoś wierzy lub nie wierzy, czy przyjmuje prawdę całą, albo jej część tylko, - czy się kłania fetyszom, Buddzie, Mahometowi czy Chrystusowi, byłoby bezbożnością, bo negacją świętości Boga, który przecież kłamać i oszukiwać ludzi nie może, i nie może być obojętnym na prawdę i fałsz.

Gdyby było wolno człowiekowi wyznawać religię, jaką chce, dlaczego Syn Boży w ludzkim ciele przyszedł na świat, dał się ukrzyżować i ustanowił Kościół swój, któremu kazał opowiadać Ewangelię wszystkim narodom? Dlaczego Chrystus Pan zagroził: Kto nie uwierzy, będzie potępionym


Bezbożnym jest również twierdzenie deistów i racjonalistów, że nie trzeba troszczyć się o dogmaty, które są tylko wymysłami ludzkimi, mającymi ująć wierzenia religijne w pewne formuły, ale wystarczy żyć dobrze, to jest działać według zasad moralności, z samego rozumu wysnutej.

Ja nie jestem w stanie uwierzyć, że Bóg stworzył świat i ludzi, bo nauka potwierdza, że tak nie było. Już nie chodzi o to, że Bóg pozwala ludziom cierpieć, bo na to też wierzący znajdą wytłumaczenie. Chce wierzyć, że to ja jestem panią swojego losu i że to ja mam wpływ na to co się dzieje, że jeśli coś się stanie to tylko dlatego, że tak chciał


Po pierwsze, to nauka nigdy nie potwierdzi istnienia Boga - tak samo więc nie potwierdzi wielu z Bogiem wydarzeń związanych. Stąd rozróżnienie dosyć wyraźne między nauką a wiarą. Pewien wykładowca metodologii na studiach teologicznych podczas wykładu powiedział: "Rzeczy, które da się udowodnić w sposób naukowy jest bardzo mało".

Co do Boga i cierpienia ludzi, to wyjaśnienie mamy w Piśmie Świętym. I moim skromnym zdaniem nie jest to jakieś "wytłumaczenie" na siłę, bo tak, bo coś, ale przyjęcie prawdy objawionej.

Jeżeli wolisz myśleć, że los tak chciał, a nie Bóg, to oczywiście Twoje święte prawo.
Trzeba jednak też zadać sobie w takim razie pytanie: Czym jest los? Pisałem we wcześniejszych postach (do sprawdzenia), że wiara w Boga nie zwalnia człowieka z odpowiedzialności.




Dlatego tak mnie wnerwia to, że w szkole jest nacisk na religię i że dla dobra mojego syna powinnam się z nim modlić, chodzić do kościoła i tłumaczyć np. dlaczego Bóg wypędził Lucyfera i on stał się Szatanem i że w Niebie jest tak pięknie, a w Piekle źle itd itp, nie wspominając już, że słowa modlitw, których się uczy są dla niego całkiem nie zrozumiałe. Mój syn ostatnio zastanawiał się, czy nie lepiej jest umrzeć, bo w Niebie jest tak pięknie eh.


Z tego co się orientuję, to religia nie jest obowiązkowa w szkole. I chyba w zasadzie nigdy nie była. Do mojej klasy chodził chłopak wyznający prawosławie (tak samo w gimnazjum), więc nie chodzili, ale życie religijne mieli na wysokim poziomie. Znali świetnie Biblię, i praktykowali swoją wiarę w cerkwiach. Jak rodzic nie chce, to chyba może dziecko z religii wypisać i posłać na etykę. Zresztą nie wiem czy teraz dziecko samo nie może się wypisać z tego przedmiotu. Dlatego jestem za wycofaniem przedmiotu religii ze szkół, bo to kpina i obraza samego Boga. Pamiętam w LO "katechezę"

- proszę księdza, możemy iść do sklepiku po kawę i kanapki?
- tak, tylko cicho bądźcie na korytarzu. Jak wrócicie, to jakiś temat zapiszemy...

bez komentarza.

Tak samo jak nikt dziecka nie każe nam przecież chrzcić, posyłać do I komunii św., bierzmowania itd. Po co to robić jak samemu się nie wierzy? No, ale jeśli powiedziało się A i w pewnym okresie swojego dorosłego przecież życia podjęło się decyzję o wychowaniu w wierze, to do kogo teraz mieć jakieś zarzuty? Znam wiele takich małżeństw (nawet we własnej rodzinie). Mama mówi: Jutro niedziela, do kościoła. A po co? Ty przecież nie chodzisz... - i tu jest "pies pogrzebany".

Dorośli rodzicie bardzo szybko niestety zapominają do czego się zobowiązywali podczas sakramentu chrztu św. przed wspólnotą parafialną, kapłanem i samym Bogiem. I nie piszę tu o kimś konkretnie kogo znam, czy nie znam, ale bardzo ogólnie. Każdy z nas z pewnością zna takie rodziny, że wszystkie sakramenty są na zasadzie: bo co babcia powie? co ksiądz na to? a jak sąsiad się dowie??

O Szatanie, Piekle i Niebie mówi nam sam Jezus Chrystus - wielokrotnie. Piekło, Niebo - (pisałem o tym wcześniej), to nie obłoki, chmurki i niebieska aura, ale STAN DUSZY - i to nie biskupi w Średniowieczu straszyli Piekłem, ale sam Chrystus. Wystarczy sięgnąć do Ewangelii. "Pójdą oni precz w ogień nieugaszony, a tam będzie płacz i zgrzytanie zębów". Poza tym o tych mękach i cierpieniach dusz zanotowała np. św. Faustyna, wizje miała św Teresa, a także św. O. Pio (a właśnie, ciekawe co nauka mówi o stygmatach - same rany, które pojawiają się z niczego), dzieci z Fatimy - płakały, były przerażone jak zobaczyły to jakie katusze (nie do opisania) cierpią ludzie, którzy odrzucili Miłosierdzie Jezusa.

Ja jako dziecko zastanawiałem się ile będę po schodach szedł do Nieba ; ) To coś normalne, że dzieci się zastanawiają jak tam będzie. Zresztą nie tylko dzieci przecież. Jednak , żeby choć trochę sobie to "wyobrazić" potrzeba nam wyłączyć wszystkie ludzkie zmysły ; )

Pamiętam jak dziś, moja mama opowiadała mi o tym, jak Bóg stworzył świat w 7 dni, a w telewizji mówili o wielkim wybuchu i o tym, że życie powstało z wody. Pytałam ją wtedy "To jak to w końcu jest, że jedni mówią tak, a inny tak", a mama odpowiedziała mi, że to jest "dogmat". Pytałam ją co to "Dogmat" i niewiele z tego rozumiałam, ale już wtedy czułam się oszukana


A moja mama przez 36 lat uczyła w szkołach podstawowych biologii. I kiedyś też uczeń ją zapytał, że jak to: świat powstał w siedem dni, a dinozaury? Jak ludzie mogli tak szybko się rozwinąć, jak to wszystko w 7 dni? I to jest błąd w rozumowaniu czytania oraz interpretowania Biblii - te nazwy są symboliczne, liczby również.

Jeden dzień dla Pana Boga to mogło być przecież 10 milionów lat. Tak samo z człowiekiem. Poza tym św. Jan Paweł II mówił przecież wiele razy, że ewolucja w żaden sposób nie wyklucza Bożego Dzieła Stworzenia.

Papież Franciszek na spotkaniu z naukowcami powiedział, że" teoria ewolucji i wielkiego wybuchu nie jest sprzeczna z nauczaniem Kościoła."

Bóg nie jest "czarodziejem z magiczną różdżką, ale Stwórcą, który daje istnienie wszystkim bytom".

Stworzył wszystkie byty i dał im się rozwijać zgodnie z wewnętrznymi prawami, które każdemu z nich dał, aby się rozwijały, aby osiągnęły swą pełnię. Dał bytom wszechświata autonomię, a jednocześnie zapewnił je o swej stałej obecności, dając istnienie każdej rzeczywistości


I tak na dobrą sprawę, to pragnę zauważyć, że my wszyscy w dalszym ciągu mówimy, rozmawiamy, piszemy, posługujemy się terminem teorii ewolucji, TEORII wielkiego wybuchu... Przecież wielu profesorów i naukowców podważa założenie Darwina i uważa je za błędne i nielogiczne.

Big Bang, umieszczany dziś u początku świata, nie zaprzecza Bożej interwencji stwórczej, ale jej wymaga

Ewolucja natury nie jest przeciwna pojęciu stworzenia, bo zakłada stworzenie bytów ulegających ewolucji.

Niektórzy po za­pad­nięciu zmro­ku już nie pot­ra­fią uwie­rzyć w słońce. Bra­kuje im tej od­ro­biny cier­pli­wości, aby doczekać
Edytowane przez Prefix użytkownikabatalion_88 dnia 14.03.2017 19:36
i67.tinypic.com/2rdhw1i.png



m.popkey.co/ce2f16/X1Oxe_f-maxage-0_s-200x150.gifm.popkey.co/f3c2c0/YAAKy_f-maxage-0_s-200x150.gif
 
Prefix użytkownikaremusmistrz
batalion_88 napisał(a):

Ludzie od zarania dziejów wymyślali sobie Bogów, Bóstwa, Demony i Anioły, od wyboru do koloru. Bo tego potrzebowali. Musieli na kogoś zwalić, że dzieje się tak a nie tak, musieli mieć się do kogo zwrócić o pomoc, musieli sobie jakoś wytłumaczyć jak coś powstało, bo nie było tak zaawansowanej nauki jak teraz.


Do tego momentu jestem w stanie się zgodzić. To rzecz, której nauczono zawsze mnie na historii - w temacie o religiach Starożytnego Egiptu, Grecji itd. Te wszystkie przedchrześcijańskie wyznania po to właśnie powstawały - żeby wytłumaczyć czemu jest zaćmienie słońca, pada deszcz, zbiera się na burzę, wieje zbyt silny wiatr. I to chyba dość naturalne, prawda? Mogli też "zrzucić" winę na kosmitów, czarodziejów, ale zakorzeniona potrzeba w człowieku wiary w Boga jest czymś tak zwyczajnym jak w niektórych domach chleb razowy na śniadanie ; )

bo nie było tak zaawansowanej nauki jak teraz. Dlaczego wśród tylu wiar nasza miałaby być słuszna? Niech każdy modli się do kogo chce i wierzy w co chce, jeśli mu to odpowiada.


- Dzisiejsza nauka w dalszym ciągu nie jest w stanie odpowiedzieć na większość zagadnień. Lekarz mówiący do pacjenta, że nie wie jak to się stało, że wrodzona dziura na sercu "sama się zakryła", uznający to za cud nie jest wcale wyjątkiem. Nadal ludzie nauki chodzą do kościołów, praktykują, modlą się. Wierzącym człowiekiem był Albert Einstein. Nauka, wiara i rozum zupełnie się nie wykluczają. A nawet wręcz przeciwnie. Uzupełniają się

- To jest idealny przykład zdania, które uważa za najsłuszniejszą ideę relatywizmu.
Nieważne w co wierzysz, nieważne co robisz, jak żyjesz - żyj tak jak Tobie się podoba i daj żyć innym. Nie musisz chodzić do kościoła, nie musisz się modlić, nic nie musisz - jesteś wolny. A Pan Bóg może jest, może nie ma, a może jest jeszcze zupełnie inny, więc skoro na nic nie mamy żelaznych dowodów i pewności, to nic nie róbmy.

Z moich obserwacji wynika, że na portalu dominuje właśnie relatywizm
, który jest przysłowiowym pójściem po linii najmniejszego oporu (bazuję na bardzo wielu postach w SB na temat Boga, wiary, Kościoła, postów, modlitwy).

Jednak ja szanuję inne wiary - i chyba nikt nie napisze, że jest inaczej. Ekumenizm jest mi bliski, choć znowu bez przesady w drugą stronę, bo ja od Jezusa Chrystusa i Kościoła odchodzić nie zamierzam. Znam prawosławnego, grekokatolika, świadka Jehowy, hindusa... I zawsze jak dyskutujemy, to kończymy "debatę" sformowaniem:

"Wszystkich nas łączy wiara w Boga" : )

Mnisi benedyktyńscy z Tyńca czy Lubinia medytują razem z mnichami hinduizmu czy buddyzmu. Tam gdzie miłość i poszanowanie tam i dobro. Jednak nikt w imię tego ekumenizmu nie robi "transferów" - na zasadzie - teraz my przez miesiąc będziemy modlić się do Allacha, a ty do Jezusa. Pomedytuj, pomyśl o Buddzie, a my o Bogu Izraela itp.

A co do prawdziwości "naszej wiary" posłużę się św. Pawłem, który napisał:
"Chrystus jest obrazem Boga niewidzialnego". Trzeba skupić się na całej Prawdzie Objawionej, na Pełni tego Objawienia właśnie w Mesjaszu - Jezusie Chrystusie - który podniósł z rzeczy ludzkiej wszystko do rzeczy boskiej.


Twierdzić, że Bóg, dawszy objawienie, patrzy obojętnie, czy ktoś wierzy lub nie wierzy, czy przyjmuje prawdę całą, albo jej część tylko, - czy się kłania fetyszom, Buddzie, Mahometowi czy Chrystusowi, byłoby bezbożnością, bo negacją świętości Boga, który przecież kłamać i oszukiwać ludzi nie może, i nie może być obojętnym na prawdę i fałsz.

Gdyby było wolno człowiekowi wyznawać religię, jaką chce, dlaczego Syn Boży w ludzkim ciele przyszedł na świat, dał się ukrzyżować i ustanowił Kościół swój, któremu kazał opowiadać Ewangelię wszystkim narodom? Dlaczego Chrystus Pan zagroził: Kto nie uwierzy, będzie potępionym


Bezbożnym jest również twierdzenie deistów i racjonalistów, że nie trzeba troszczyć się o dogmaty, które są tylko wymysłami ludzkimi, mającymi ująć wierzenia religijne w pewne formuły, ale wystarczy żyć dobrze, to jest działać według zasad moralności, z samego rozumu wysnutej.

Ja nie jestem w stanie uwierzyć, że Bóg stworzył świat i ludzi, bo nauka potwierdza, że tak nie było. Już nie chodzi o to, że Bóg pozwala ludziom cierpieć, bo na to też wierzący znajdą wytłumaczenie. Chce wierzyć, że to ja jestem panią swojego losu i że to ja mam wpływ na to co się dzieje, że jeśli coś się stanie to tylko dlatego, że tak chciał


Po pierwsze, to nauka nigdy nie potwierdzi istnienia Boga - tak samo więc nie potwierdzi wielu z Bogiem wydarzeń związanych. Stąd rozróżnienie dosyć wyraźne między nauką a wiarą. Pewien wykładowca metodologii na studiach teologicznych podczas wykładu powiedział: "Rzeczy, które da się udowodnić w sposób naukowy jest bardzo mało".

Co do Boga i cierpienia ludzi, to wyjaśnienie mamy w Piśmie Świętym. I moim skromnym zdaniem nie jest to jakieś "wytłumaczenie" na siłę, bo tak, bo coś, ale przyjęcie prawdy objawionej.

Jeżeli wolisz myśleć, że los tak chciał, a nie Bóg, to oczywiście Twoje święte prawo.
Trzeba jednak też zadać sobie w takim razie pytanie: Czym jest los? Pisałem we wcześniejszych postach (do sprawdzenia), że wiara w Boga nie zwalnia człowieka z odpowiedzialności.




Dlatego tak mnie wnerwia to, że w szkole jest nacisk na religię i że dla dobra mojego syna powinnam się z nim modlić, chodzić do kościoła i tłumaczyć np. dlaczego Bóg wypędził Lucyfera i on stał się Szatanem i że w Niebie jest tak pięknie, a w Piekle źle itd itp, nie wspominając już, że słowa modlitw, których się uczy są dla niego całkiem nie zrozumiałe. Mój syn ostatnio zastanawiał się, czy nie lepiej jest umrzeć, bo w Niebie jest tak pięknie eh.


Z tego co się orientuję, to religia nie jest obowiązkowa w szkole. I chyba w zasadzie nigdy nie była. Do mojej klasy chodził chłopak wyznający prawosławie (tak samo w gimnazjum), więc nie chodzili, ale życie religijne mieli na wysokim poziomie. Znali świetnie Biblię, i praktykowali swoją wiarę w cerkwiach. Jak rodzic nie chce, to chyba może dziecko z religii wypisać i posłać na etykę. Zresztą nie wiem czy teraz dziecko samo nie może się wypisać z tego przedmiotu. Dlatego jestem za wycofaniem przedmiotu religii ze szkół, bo to kpina i obraza samego Boga. Pamiętam w LO "katechezę"

- proszę księdza, możemy iść do sklepiku po kawę i kanapki?
- tak, tylko cicho bądźcie na korytarzu. Jak wrócicie, to jakiś temat zapiszemy...

bez komentarza.

Tak samo jak nikt dziecka nie każe nam przecież chrzcić, posyłać do I komunii św., bierzmowania itd. Po co to robić jak samemu się nie wierzy? No, ale jeśli powiedziało się A i w pewnym okresie swojego dorosłego przecież życia podjęło się decyzję o wychowaniu w wierze, to do kogo teraz mieć jakieś zarzuty? Znam wiele takich małżeństw (nawet we własnej rodzinie). Mama mówi: Jutro niedziela, do kościoła. A po co? Ty przecież nie chodzisz... - i tu jest "pies pogrzebany".

Dorośli rodzicie bardzo szybko niestety zapominają do czego się zobowiązywali podczas sakramentu chrztu św. przed wspólnotą parafialną, kapłanem i samym Bogiem. I nie piszę tu o kimś konkretnie kogo znam, czy nie znam, ale bardzo ogólnie. Każdy z nas z pewnością zna takie rodziny, że wszystkie sakramenty są na zasadzie: bo co babcia powie? co ksiądz na to? a jak sąsiad się dowie??

O Szatanie, Piekle i Niebie mówi nam sam Jezus Chrystus - wielokrotnie. Piekło, Niebo - (pisałem o tym wcześniej), to nie obłoki, chmurki i niebieska aura, ale STAN DUSZY - i to nie biskupi w Średniowieczu straszyli Piekłem, ale sam Chrystus. Wystarczy sięgnąć do Ewangelii. "Pójdą oni precz w ogień nieugaszony, a tam będzie płacz i zgrzytanie zębów". Poza tym o tych mękach i cierpieniach dusz zanotowała np. św. Faustyna, wizje miała św Teresa, a także św. O. Pio (a właśnie, ciekawe co nauka mówi o stygmatach - same rany, które pojawiają się z niczego), dzieci z Fatimy - płakały, były przerażone jak zobaczyły to jakie katusze (nie do opisania) cierpią ludzie, którzy odrzucili Miłosierdzie Jezusa.

Ja jako dziecko zastanawiałem się ile będę po schodach szedł do Nieba ; ) To coś normalne, że dzieci się zastanawiają jak tam będzie. Zresztą nie tylko dzieci przecież. Jednak , żeby choć trochę sobie to "wyobrazić" potrzeba nam wyłączyć wszystkie ludzkie zmysły ; )

Pamiętam jak dziś, moja mama opowiadała mi o tym, jak Bóg stworzył świat w 7 dni, a w telewizji mówili o wielkim wybuchu i o tym, że życie powstało z wody. Pytałam ją wtedy "To jak to w końcu jest, że jedni mówią tak, a inny tak", a mama odpowiedziała mi, że to jest "dogmat". Pytałam ją co to "Dogmat" i niewiele z tego rozumiałam, ale już wtedy czułam się oszukana


A moja mama przez 36 lat uczyła w szkołach podstawowych biologii. I kiedyś też uczeń ją zapytał, że jak to: świat powstał w siedem dni, a dinozaury? Jak ludzie mogli tak szybko się rozwinąć, jak to wszystko w 7 dni? I to jest błąd w rozumowaniu czytania oraz interpretowania Biblii - te nazwy są symboliczne, liczby również.

Jeden dzień dla Pana Boga to mogło być przecież 10 milionów lat. Tak samo z człowiekiem. Poza tym św. Jan Paweł II mówił przecież wiele razy, że ewolucja w żaden sposób nie wyklucza Bożego Dzieła Stworzenia.

Papież Franciszek na spotkaniu z naukowcami powiedział, że" teoria ewolucji i wielkiego wybuchu nie jest sprzeczna z nauczaniem Kościoła."

Bóg nie jest "czarodziejem z magiczną różdżką, ale Stwórcą, który daje istnienie wszystkim bytom".

Stworzył wszystkie byty i dał im się rozwijać zgodnie z wewnętrznymi prawami, które każdemu z nich dał, aby się rozwijały, aby osiągnęły swą pełnię. Dał bytom wszechświata autonomię, a jednocześnie zapewnił je o swej stałej obecności, dając istnienie każdej rzeczywistości


I tak na dobrą sprawę, to pragnę zauważyć, że my wszyscy w dalszym ciągu mówimy, rozmawiamy, piszemy, posługujemy się terminem teorii ewolucji, TEORII wielkiego wybuchu... Przecież wielu profesorów i naukowców podważa założenie Darwina i uważa je za błędne i nielogiczne.

Big Bang, umieszczany dziś u początku świata, nie zaprzecza Bożej interwencji stwórczej, ale jej wymaga

Ewolucja natury nie jest przeciwna pojęciu stworzenia, bo zakłada stworzenie bytów ulegających ewolucji.

Niektórzy po za­pad­nięciu zmro­ku już nie pot­ra­fią uwie­rzyć w słońce. Bra­kuje im tej od­ro­biny cier­pli­wości, aby doczekać

U mnie ojciec nie lata do kościoła, jego się nie czepia.Ja to miałbym piekło w chacie, zazwyczaj wychodzę na godzinny spacer.Czasem mi się zdarzy pójść.Obecnie wiadomo każdy te sakramenty chrzty, bieżmowania bo tak się przyjęło.Ślub kościelny obecnie ma status taki urzędowy, jest na porządku dziennym.
Kto nie uwierzył będzie potępiony?Jeżeli tak owy Bóg istnieje i jest taki dobry, to wątpię.Są ateusze oraz wyznawcy innych religii którzy są lepszymi ludźmi niż chrześcijanie i co niby do piekła by mieli pójść.Wśród chrześcijan jest nie mniej judaszy jak u innych ludzi i nie więcej dobrych jak u ateistów czy wyznawców różnych religii, oprócz jednej.Mowa o tych popularnych.
 
Prefix użytkownikabatalion_88
Kto nie uwierzył będzie potępiony?Jeżeli tak owy Bóg istnieje i jest taki dobry, to wątpię.Są ateusze oraz wyznawcy innych religii którzy są lepszymi ludźmi niż chrześcijanie i co niby do piekła by mieli pójść.Wśród chrześcijan jest nie mniej judaszy jak u innych ludzi i nie więcej dobrych jak u ateistów czy wyznawców różnych religii, oprócz jednej.Mowa o tych popularnych.


"Kto zatem może się zbawić?" - zapytali Jezusa.
"Co niemożliwe jest u ludzi możliwe jest u Boga" - na tym należy poprzestać.

Poza tym: łaska boska do zbawienia jest koniecznie potrzebna. Nie wiem czy już kiedyś tam nie pisałem, że są ludzie, którzy nie poznali Boga, Jezusa, a żyją "normalnie", dobrze, moralnie - oczywiście, że zostaną zbawieni.

Ojciec św. Franciszek odpowiedział na to pytanie twierdząco: rNawet i ateista, jeśli czyni dobro, będzie zbawionyr1;.


Na tym poprzestać by wypadało, bo papież jest nieomylny w kwestiach wiary. Choć inni papieże inaczej by powiedzieli, napisali.

rWłaśnie o to trudzimy się i walczymy, ponieważ złożyliśmy nadzieję w Bogu żywym, który jest Zbawcą wszystkich ludzi, zwłaszcza wierzącychr1; (1 Tm 4, 10 BT).

Z tego biblijnego cytatu wynika, że Bóg jest Zbawcą nie tylko wierzących, ale także niewierzących.
Czyli nawet ateiści mogą być zbawieni. Z drugiej strony Pan Jezus powiedział:


rKto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępionyr1; (Mk 16, 16 BT).


Proszę więc pretensje do Pana Jezusa mieć ; ) Ja nie głoszę nic sam z siebie - opieram się w swoich postach na Piśmie św. i słowach Chrystusa. : )
i67.tinypic.com/2rdhw1i.png



m.popkey.co/ce2f16/X1Oxe_f-maxage-0_s-200x150.gifm.popkey.co/f3c2c0/YAAKy_f-maxage-0_s-200x150.gif
 
Prefix użytkownikaremusmistrz
batalion_88 napisał(a):

Kto nie uwierzył będzie potępiony?Jeżeli tak owy Bóg istnieje i jest taki dobry, to wątpię.Są ateusze oraz wyznawcy innych religii którzy są lepszymi ludźmi niż chrześcijanie i co niby do piekła by mieli pójść.Wśród chrześcijan jest nie mniej judaszy jak u innych ludzi i nie więcej dobrych jak u ateistów czy wyznawców różnych religii, oprócz jednej.Mowa o tych popularnych.


"Kto zatem może się zbawić?" - zapytali Jezusa.
"Co niemożliwe jest u ludzi możliwe jest u Boga" - na tym należy poprzestać.

Poza tym: łaska boska do zbawienia jest koniecznie potrzebna. Nie wiem czy już kiedyś tam nie pisałem, że są ludzie, którzy nie poznali Boga, Jezusa, a żyją "normalnie", dobrze, moralnie - oczywiście, że zostaną zbawieni.

Ojciec św. Franciszek odpowiedział na to pytanie twierdząco: rNawet i ateista, jeśli czyni dobro, będzie zbawionyr1;.


Na tym poprzestać by wypadało, bo papież jest nieomylny w kwestiach wiary. Choć inni papieże inaczej by powiedzieli, napisali.

rWłaśnie o to trudzimy się i walczymy, ponieważ złożyliśmy nadzieję w Bogu żywym, który jest Zbawcą wszystkich ludzi, zwłaszcza wierzącychr1; (1 Tm 4, 10 BT).

Z tego biblijnego cytatu wynika, że Bóg jest Zbawcą nie tylko wierzących, ale także niewierzących.
Czyli nawet ateiści mogą być zbawieni. Z drugiej strony Pan Jezus powiedział:


rKto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępionyr1; (Mk 16, 16 BT).


Proszę więc pretensje do Pana Jezusa mieć ; ) Ja nie głoszę nic sam z siebie - opieram się w swoich postach na Piśmie św. i słowach Chrystusa. : )

Papież nie jest nieomylny, nie próbuj oszukiwać nikogo jest tylko człowiekiem.

Wychodziłoby, że większość ludzkości byłaby potępiona, a całe miłosiedzie jest ściemą.Ludzie rodzą się w różny sposób, ni emają na to wpływu niektórzy.

Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.
I jest jeszcze "nie czyń drugiemu co tobie nie miłe" No nieźle namieszane.

Zbawcą wszystkich ludzi, zwłaszcza wierzącyh - sprzeczność w odniesieniu do reszty
 
Prefix użytkownikabatalion_88

Papież nie jest nieomylny, nie próbuj oszukiwać nikogo jest tylko człowiekiem.


Nie posądzaj mnie o jakieś oszustwo, jak nie wiesz o czym dokładnie piszę. Odniosłem się do dogmatu o nieomylności papieża z Soboru Watykańskiego I w konstytucji dogmatycznej z 1870 roku. Odnosi się do tego, że "papież jest nieomylny w sprawach wiary i obyczajów, nie zaś spraw codziennych."
Dlatego zanim zaczniesz imputować mi kłamstwo, to dobrze sprawdź o co mi chodziło.

Wychodziłoby, że większość ludzkości byłaby potępiona, a całe miłosiedzie jest ściemą.Ludzie rodzą się w różny sposób, ni emają na to wpływu niektórzy.

Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.
I jest jeszcze "nie czyń drugiemu co tobie nie miłe" No nieźle namieszane.

Zbawcą wszystkich ludzi, zwłaszcza wierzącyh - sprzeczność w odniesieniu do reszty


Wychodziłoby na to, że o tym kto zostanie zbawiony zadecyduje sam Jezus Chrystus - w swoim Miłosierdziu, ale też i Sprawiedliwości. Nikt nie każe Ci w to wierzyć, w sens tych słów i nauczania zawartego w Piśmie św. Nie rozumiem czemu we wszystkim szukasz drugiego dna i dziury w całym zarazem.

"Nieźle zamieszane" - owszem, ale tylko dla tego kto nie chce poznać czegoś więcej poza swoim punktem widzenia. Nie wiem po co ta cała dyskusja, skoro Ty i tak wiesz lepiej.

Czy to będzie mniejszość, czy większość tego nie wiemy. W Piśmie mamy też napisane, że nieliczni wejdą do Królestwa Bożego - jak przez ucho igielne, o którym Ewangelia też wspomina. Ja Cię nie zamierzam do niczego przekonywać - jak wspomniałem wcześniej - i tak wiesz wszystko lepiej.

Napiszę teraz co ja sądzę tak od serca - bez odwoływania się do kogokolwiek z tej strony, nikogo kogo znam, czy nie znam, a ogólnie jak "to widzę".

Największy żal budzą ci, od których bije beznadzieja. Ludzie, którzy godzą się ze swoją marną duchową kondycją. Tacy, którzy toną i nie chcą pływać. Wszyscy w jakiś sposób toniemy, zbliżamy się do jakiejś wiadomej zagłady, ale winniśmy wierzyć, że jest ona jedynie etapem, bramą przejścia. A przecież nikt nie rodzi się po to, ażeby prowadzić bezmyślną egzystencję, opartą na używaniu i spożywaniu. Wszyscy w jakiś sposób zaproszeni jesteśmy do życia, które aspiruje do wieczności.

Tyle mam do powiedzenia (w zasadzie napisania). Myślę, że więcej w kwestii wiary napisać jest już ciężko. Można wejść o szczebelek wyżej i zacząć rzucać filozoficznymi i teologicznymi zwrotami, formułami, ale czy to coś zmieni w sercu i postrzeganiu Boga przez osobę, która nie chce uwierzyć? Nie chce przyjąć nauki Kościoła, bo uważa, że dogmat ją ogranicza, a ona wie lepiej? No nie.

Dlatego dziękuje serdecznie za dyskusję. Mam nadzieję, że niebezowocną mimo wszystko ; )
Edytowane przez Prefix użytkownikabatalion_88 dnia 15.03.2017 00:35
i67.tinypic.com/2rdhw1i.png



m.popkey.co/ce2f16/X1Oxe_f-maxage-0_s-200x150.gifm.popkey.co/f3c2c0/YAAKy_f-maxage-0_s-200x150.gif
 
Prefix użytkownikaKlaudia Lind
Batalion, co do prowadzenia dziecka w wierze, to to nie jest tak, jak myślisz. Dla mnie chrzest dziecka nie miał nic wspólnego z wiarą, ale z tym, że gdyby dziecko zmarło to wiem, że będzie pochowane na cmentarzu. I cmentarz dla mnie też nie ma nic wspólnego z wiarą, jest to miejsce pamięci zmarłych, miejsce gdzie mogę iść wspomnieć zmarłą osobę i na pamiątkę zapalić świeczkę.

Co do Dalszego prowadzenia dziecka w szkole, to na kilku przykładach wiem, że lepiej jest, aby dziecko uczęszczało na religie i poszło do komunii, bo po pierwsze nauczyciele na to dziecko nie naciskają, czyli dla świętego spokoju. Po drugie małe dziecko nie rozumie jeszcze kwestii wiary i nie zrozumiałoby dlaczego wszyscy idą do komunii, a ono nie. Dla niego komunia jest bardziej imprezą okraszoną prezentami, niż sakramentem. Gdybym narzuciła dziecku swoją wiarę czy nie wiarę było by to dla niego niesprawiedliwe, bo jest jeszcze za małe, aby samo mogło zdecydować. Kiedy przyjdzie czas bierzmowania, samo zdecyduje. Moim zdaniem komunia jest stanowczo za szybko. Z resztą niech pozna na czym polega wiara w Boga, aby mógł sam wyciągać wnioski.

Wiem, że nikt mnie nie zmusza do prowadzenia dziecka wg wiary katolickiej, ale robię to co wyjdzie na ten moment mojemu synowi na lepsze, zła jestem o ten nacisk na religię w wieku, kiedy dzieci nie są w stanie zrozumieć tych wszystkich zawiłości związanych z wiarą katolicką.

Nie mogłabym jednoznacznie się określić w co wierzę, a w co nie...nie uznaje żadnej wiary w żadnych bogów, ale wierzę w życie po śmierci, że potem coś jest, być może reinkarnacja. Wierzę też w duchy i inne wymiary, zjawy...wierzę też, że człowiek posiada coś na kształt duszy. Nie jestem kimś, kto wierzy tylko w słuszność nauki.
 
www.sagaoludziachlodu-rysunki.blogspot.com
Prefix użytkownikabatalion_88
Klaudek884, nie wie wiem jak odnieść się do tego co napisałaś. Po raz pierwszy w swoim życiu słyszę (w tym wypadku widzę), że ktoś ochrzcił swoje dziecko dlatego, że jak umrze, to będzie pochowane na cmentarzu...
Przecież na cmentarzach są też chowane dzieci, których nie zdążono ochrzcić, są nawet pogrzeby dla tych dzieci, które zginęły jeszcze przed porodem (obrządki pogrzebów dla dzieci nienarodzonych).

A jeżeli już pomijamy zdecydowanie kwestię wiary, to czy dla zmarłego znaczenie będzie mieć czy leży na cmentarzu komunalnym, czy w "poświęconej ziemi" na katolickim cmentarzu?

Kilka przykładów to według mnie słaby argument. Nie mam też pojęcia o jakich naciskach nauczycieli piszesz. U nas w szkole nikt nie dyskryminował dzieci, bo do Komunii nie szły...

To wszystko dla mnie taka trochę abstrakcja, choć oczywiście nie znam sytuacji dokładnie. Wszystko zależy też od wychowania - mnie też ojciec (zadeklarowany ateista) spytał, co będzie najlepszym prezentem - na Komunię (liczył, że odpowiem, iż górski rower firmy Romer ;) ) - jednak doparłem (mając też 8 lat), że duchowy prezent - przyjęcie Jezusa do serca. Ważne jak dzieci są przygotowywane do tego sakramentu.
Czasami faktycznie przypomina to jakieś "pójście hurtem". Z bierzmowaniem jest podobnie. Stąd tak istotna rola rodziców, którzy przypomnę dobrowolnie i świadomie
dali ochrzcić dziecko, posłali na nauki przed I komunię św. - a przecież sami też przyjmowali sakramenty - i ślub kościelny chyba też DOROŚLI i odpowiedzialni ludzie biorą z własnej i nieprzymuszonej woli. Zdaję sobie doskonale sprawę z potęgi tradycji religijnej w naszym kraju. I nie jestem nią 'zadowolony'.

Jezus chce świadomych, odważnych ludzi jako swoich wyznawców. Wszak z niewolnika nie ma pracownika. Mamy wolną wolę i dla rodziny, księdza, babci, kuzyna, czy nauczyciela posyłanie dziecka do sakramentów jest zwyczajnym nieporozumieniem mającym znamiona świętokradztwa.

Jeżeli ktoś nie wierzy, nie praktykuje, życie sakramentalne ma w nosie, to w jakim celu dziecko posyła do kościoła? Dla mnie to też zagadka...

U mnie w domu (w zasadzie rodzinie) tylko śp. babcia kazała się uczyć pytań, formułek, modlitw - sam byłem tym zniechęconym. Mama twierdzi, że wierzy, ale w ogóle nie chodzi do kościoła - tak samo zresztą jak siostry (starsza i młodsza). Ojciec już od lat deklaruje się jako ateista - idzie do kościoła tylko na pogrzeb - jak umrze jakiś znajomy czy członek rodziny.
Jetem więc czarną owcą w rodzinie ;) Nikt mnie nigdy nie zmuszał do chodzenia na Msze św., do spowiedzi, na rekolekcje (nie wspominając już o zostaniu ministrantem). Ale też nikt nie zabraniał i nie ośmieszał mojej wiary w domu - to muszę szczerze przyznać.

Kiedyś tłumaczono, że II klasa podstawówki, to za szybko na naukę tabliczki mnożenia. Dziś dzieci idą do szkoły jak mają 6 lat (albo już chodziły, teraz nie wiem). Zawsze można przytaczać argument, że wiek jest nieodpowiedni, że dziecko tego nie zrozumie, że za wcześnie...

A z drugiej strony wyposaża się dziecko w I klasie w komórkę, tablet, laptopa - i ono świetnie sobie z tym wszystkim radzi, ogrania w mig - surfuje po necie, gra w rożne gierki on-line, zakłada konta, umie to robić. Czemu z góry zakładać, że dla dziecka nie jest za trudne "robienie" własnych filmików do sieci, a trud (nie do przejścia) stanowić ma poranna czy wieczorna modlitwa, pójście do kościoła w niedzielę, czynienie dobrych uczynków - jak choćby posprzątanie korytarza z własnej woli - a nie za 10zł.

Spójrzmy na świat islamski i na to jak tam dzieci są do "wiary i jej obrony przygotowywane". Pełno w sieci filmików i zdjęć kilkuletnich dzieciaczków, które podrzynają prawdziwym nożem pluszowemu misiowi główkę - jak obeznane są z bronią, jak przygotowuje się je do poświecenia życia w imię Allacha.

A u nas tragedia, bo ksiądz poprosił, żeby dzieci z III klas kwiatki sypały na procesji Bożego Ciała...
i67.tinypic.com/2rdhw1i.png



m.popkey.co/ce2f16/X1Oxe_f-maxage-0_s-200x150.gifm.popkey.co/f3c2c0/YAAKy_f-maxage-0_s-200x150.gif
 
Prefix użytkownikaKlaudia Lind
Z tego co wiem, to jak dziecko jest nie ochrzczone, to może z pochówkiem być problem, przestrzegała mnie przed tym teściowa i babcia:/
Dla zmarłego nie ma znaczenia, czy leży w poświęconej ziemi, ale dla żywych już tak. Z resztą chrzest jest też potrzebny do komunii, do której mój syn pójdzie, tak jak cała klasa.

Nauka modlitw nie jest trudna, wiem o tym, tak samo jak nie jest trudne granie na grach komputerowych, ale zrozumienie sensu słów modlitwy, czy przyjęcia sakramentu już może być trudniejsze...może ja tego nie umiem zrozumieć przez moje podejście.

W kwestii wiary będę prowadzić syna tak, jak wymaga tego nasza religia, a potem sam zdecyduje co dalej.
 
www.sagaoludziachlodu-rysunki.blogspot.com
Prefix użytkownikabatalion_88
Nigdy nie słyszałem o tym, żeby jakiś kapłan odmówił pochówku dziecku nieochrzczonemu. Mało tego. Będąc ministrantem w V klasie szkoły podstawowej pamiętam jak dziś ten szok, kiedy stałem przy trumience dziecka - które nie było właśnie ochrzczone. I pochowano je na cmentarzu. Te łzy młodych rodziców wspominam do dziś. To było mocne przeżycie.

No właśnie - bo trzeba posłać do komunii potem, bo coś tam. Czyli wracamy do tego o czym wcześniej napisałem - o konsekwencji podjęcia życiowych decyzji z wiarą związanych.

Co do trudności z rozumieniem słów polemizowałbym jednak. O wiele trudniejsze jest choćby interpretowanie niektórych wierszy, pisania rozprawek, czy równań matematycznych. Zależy do podejścia - od przełożenia teorii na praktykę.


W kwestii wiary będę prowadzić syna tak, jak wymaga tego nasza religia, a potem sam zdecyduje co dalej.


I to jest bardzo dobre podejście :) Ja też sam zadecydowałem, bo do bierzmowania mnie nikt nie gonił. Ksiądz sam powiedział przed pierwszym spotkaniem, że bardziej szanuje tych, którzy powiedzą, że nie chcą sakramentu, że tego nie czują, że nie będą głowy zawracać wszystkim wokoło.

Bo po co udawać? W jakim celu? Dla świstka? To nie wiara, a raczej stopień wyrachowania - przyda się papierek od księdza, bo może ktoś tam kiedyś na chrzestnego mnie poprosi. Albo sam będę chciał wziąć ślub kościelny. No, ale skoro ktoś na etapie bierzmowania nie wierzy, to na litość boską... Po co mu potem ślub w kościele katolickim?
Edytowane przez Prefix użytkownikabatalion_88 dnia 16.03.2017 00:19
i67.tinypic.com/2rdhw1i.png



m.popkey.co/ce2f16/X1Oxe_f-maxage-0_s-200x150.gifm.popkey.co/f3c2c0/YAAKy_f-maxage-0_s-200x150.gif
 
Prefix użytkownikablad logiczny
Piszę tutaj choć ta sprawa jest bardzo szeroka i ociera się o politykę.
Ostrzeżenie!
Moja wypowiedź może zawierać śladowe ilości stylu jakim błąd logiczny posługuje się na innym forum, w dyskusjach z osobami którym wg. wszelkiego prawdopodobieństwa nie zależy na dojściu do przynajmniej szczątkowej prawdy, a tylko na hejcie i robieniu wirtualnej zadymy.


Zadziwia mnie poziom dziennikarstwa, w Polsce. Nie wiem, czego ich tam uczą i ile czasu przeciętny dziennikarz spędza na czytaniu doniesień z Internetu. Jednak mam wrażenie, że wielu dziennikarzy to jacyś mało rozgarnięci, albo udają idiotów lub co gorsza (niech już będzie, choć to niekulturalne) normalnie są idiotami.
Teraz do rzeczy, chodzi o wypowiedzi czynników kościelnych na temat komentarzy pełnych hejtu, w Internecie.
Sprawa jest już stara i chyba zaczęła się na dobre po powrocie polskich żołnierzy z Afganistanu i upublicznieniu informacji o ostrzelaniu wioski Nangar Chel. To wtedy wylała się potężna fala niewybrednych bluzgów na cały polski kontyngent. Wtedy też miały miejsce pierwsze stanowcze wypowiedzi duchownych, w tym chyba i biskupów na temat grzechów popełnianych "językiem" na forach internetowych. Nie jest to żadna nowa kategoria grzechów tylko nowa forma, dobrze znanego i starego jak świat OSZCZERSTWA. Jest to rodzaj kłamstwa i pomówień. rozpowszechniany, w celu szkodzenia bliźniemu. Jeśli jest czyniony świadomie i dobrowolnie, to może być grzechem śmiertelnym.
wiec nie chodzi o zwykły hejt, np. "nie podoba mi się sukienka jaką z woli scenarzystów nosiła Emma, w czasie balu, w filmie HP i CO", więc "rzeczowo zjadę" tych gości za to, że nie zrobili tak jak pisze, w książce
Chodzi o świadome i złośliwe wyrządzanie krzywdy. To jest też prawnie karalne, bo o ile wiem, to znaleziono i ukarano kilku z tych hejterów. Moim zdaniem powinni to jeszcze odszczekać (dosłownie) tak jak robiono, w średniowiecznych sądach.
Potem jeszcze wynikły sprawy związane z próbami samobójczymi i samobójstwami nastolatków, spowodowanymi hejtem na portalach społecznościowych. Więc ponownie głos, w dyskusji zabrało kilku duchownych.
Ale kiedy duchowni zdaniem dziennikarzy pewnej gazety za mało zaangażowali się, w obronę Lecha W. oraz nie potępili wystarczająco wypowiedzi polityków (głównie PiSu). To wtedy ci sami dziennikarze, którzy wcześniej robili nagonkę, że niby Kościół jednak wtrąca się do polityki teraz oburzali się, że się już nie wtrąca.
Jak dzieci, "graliśmy a wyście nie tańczyli, płakaliśmy, a wyście nie zawodzili".
Jeszcze parę rzeczy bym napisał, ale to już osobny temat, pod nazwa "cenzura Internetu"
Błąd mam zawsze przed sobą.
Wszelkie błędy, gramatyczne, stylistyczne, ortograficzne, interpunkcyjne, to moi kuzyni.
Nie lubię kuzynów.
Uważam, że należy wypędzić błendy z pustymi do puszczy.
 

Podziel się z innymi: Delicious Facebook Google Live Tweet This Yahoo

Przejdź do forum:
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2021 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 1.93