Logowanie
Nazwa u¿ytkownika

Has³o



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj siê

Nie mo¿esz siê zalogowaæ?
Popro¶ o nowe has³o
Facebook
Shoutbox
Musisz siê zalogowaæ aby wys³aæ wiadomo¶æ.

O choinka!
03.08.2026 15:12
Dziêki Hug

Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz!
01.08.2026 11:39
Racja, I will mourn old Hog forever, to ju¿ nie by³o to samo :v
I mimo ¿e ciê¿ko w te urodziny, to i tak wszystkiego naj naj, 17 mo¿na mieæ do 40 na spokojnie Love

O choinka!
31.07.2026 23:57
z innymi, bo brakowa³o mi pomys³ów, bo pogorszy³a siê moja sytuacja psychiczna i bo LYS zniknê³a bez s³owa

O choinka!
31.07.2026 23:57
Nie cierpiê urodzin Wrozka Nadal czujê siê na 17 lat, a ju¿ 26 na karku ;(

A co do poprzedniego Hog, bardzo têskniê. Nowy mniej mi siê podoba³, bo nie wysz³y mi poboczne, bo za ma³o pisa³am

Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz!
26.07.2026 20:12
Jako tako, nawet mi siê sb dzi¶ ¶ni³o xD

Wspó³praca
Najaktywniejsi

1) Prefix u¿ytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59643 punktów.

2) Prefix u¿ytkownikafuerte

Avatar

Posiada 58190 punktów.

3) Prefix u¿ytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 47342 punktów.

4) Prefix u¿ytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 45365 punktów.

5) Prefix u¿ytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 44242 punktów.

6) Prefix u¿ytkownikaA.

Avatar

Posiada 43682 punktów.

7) Prefix u¿ytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 43236 punktów.

8) Prefix u¿ytkownikaania919

Avatar

Posiada 39464 punktów.

9) Prefix u¿ytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36829 punktów.

10) Prefix u¿ytkownikaKlaudia Lind

Avatar

Posiada 34220 punktów.

Losowe zdjêcie
Zobacz temat
Drukuj temat
Walentynki 2013 - Rozdzia³ autobiografii Gilderoya Lockharta
Prefix u¿ytkownikagne
KONKURS WALENTYNKOWY
imageshack.us/scaled/landing/694/gdfmin.png


News:http://www.harry-...o6740.html
http://www.harry-...o6746.html
Wyniki: http://www.harry-...l#comments


PODIUM
1. kunivers
2. AdiMil
3. Cassidy



Praca u¿ytkownika kunivers.
Dni zdawa³y siê p³yn±æ w rytmie Zimnego Jeziora, którego brzeg zdobi³y czerwone grzbiety naszych namiotów. Idealnie okr±g³y zbiornik wodny sam w sobie stanowi³ wielk± zagadkê. Zaklêcia obronne, maj±ce ochroniæ nasze obozowisko zdawa³y siê nie dzia³aæ prawid³owo. Zewsz±d wyczuwa³o siê woñ wielkich czarów, jakich ¶wiadkiem musia³o byæ to miejsce. Pozbawieni pomocy ze strony zaklêæ maskuj±cych, wystawiali¶my dwuosobow± wartê, która mia³a nas ostrzec w razie zbli¿aj±cego siê niebezpieczeñstwa.
- D³ugo go nie ma - stwiedzi³em - ¯adnych ¶ladów?
- Zdawa³o mi siê, ¿e widzia³em flarê dzi¶ rano. Spojrza³em na Jonathana ze strachem.
- Spokojnie, zielon± - uspokoi³ mnie.
Dokoñczyli¶my zupê z zamiarem szybkiego po³o¿enia siê spaæ. Z namiotu wyrwa³o nas ciche, nerwowe nawo³ywanie Edwarda, pe³ni±cego tej nocy pierwsz± wartê.
Szybko siê ubrali¶my i wyszli¶my z namiotu. Przed wej¶ciem czeka³ na nas Edward. Postawny mê¿czyzna kuca³ z ró¿d¿k± wyci±gniêt± przed siebie. Gestem rozkaza³ nam zrezygnowaæ z postawy stoj±cej. Mia³ czarne, krótko przystrzy¿one w³osy, szeroki nos i wielkie, br±zowe oczy, do których równolegle rysowa³a siê prosta, kilkucalowa blizna, bêd±ca tematem wielu legend. Jej posiadacz nigdy nie wyjawi³ prawdy na temat jej pochodzenia. Wyra¼nie cieszy³ siê, kiedy ukradkiem us³ysza³ opowie¶ci o jego domniemanych, bohaterskich czynach. Edward Clarke by³ niew±tpliwie wielkim czarodziejem. O tak! To nie ulega w±tpliwo¶ci, jednak s±dzê, ¿e wiele jego historii, w którcyh odgrywa³ kluczow± rolê, by³o zmy¶lonych. Podejrzewam te¿, ¿e niektóre plotki rozsiewa³ osobi¶cie. Ot, fa³szywy bohater jakich wielu. Chocia¿ niew±tpliwie bardzo pomocny.
Ca³a nasza trójka ukry³a siê za wielkim, nienaturalnie okr±g³ym g³azem, jednym z wielu na pó³nocnym brzegu Zimnego Jeziora. Wychyli³em siê, ¿eby przyjrzeæ siê ¼ród³u dziwnych dzwiêków, jakie zaniepokoi³y Edwarda.
- Dorwa³ Marka! - wydusi³em. Jonathan mocniej zacisn±³ ró¿d¿kê w d³oni i rzuci³ siê do ataku.
- Nie! Stój! - krzykn±³em, ale ten ju¿ bieg³, miotaj±c przed siebie zaklêciami og³uszaj±cymi.
Szybka wymiana spojrzeñ z Edwardem wystarczy³a do podjêcia decyzji. Równocze¶nie wyskoczyli¶my zza g³azu. Wszechobecny strach zakamuflowali¶my najbardziej bojowymi minami w naszym asortymencie. Wiatr rozwiewa³ szaty i uderza³ nas woni± krwi, przygody i ¶mierci.
Jonathan, kilkana¶cie metrów przed nami próbowa³ trafiæ w potwora. Z jego ró¿d¿ki co kilka sekund wylatywa³y ró¿nokolorowe strumienie, które przelatywa³y kilka metrów od celu. Jasne sta³o siê, ¿e nie chce trafiæ bezpo¶rednio w stworzenie, tylko odwróciæ jego uwagê. Plan zdawa³ siê skutkowaæ. Gryf odwróci³ ogromny, orli ³eb od nieprzytomnego i krwawi±cego Marka i zacz±³ wypatrywaæ ¼ród³a fajerwerków przelatuj±cych obok niego.
Zauwa¿y³ nas. Wypu¶ci³ naszego kompana z przednich, ptasich ³ap. Mark upad³ na ziemiê, która nie zwlekaj±c wiele zakry³a siê ka³u¿± krwi. Z niepokojem wyczekiwa³em najmniejszej oznaki ¿ycia. Bez rezultatu.
Gryf stan±³ na dwóch nogach i wspomagaj±c siê potê¿nymi machniêciami olbrzymich skrzyde³ ruszy³ do przodu. Jonathan zatrzyma³ siê. Stan±³ w lekkim rozkroku, praw± nogê wysuwaj±c do przodu, a lew± w ty³. Kiedy dobiegli¶my do niego i przybrali¶my podobne pozycje, gryf by³ ju¿ tylko dwie¶cie metrów od nas.
- Jaki¶ plan, Gideroy? - Edward stara³ siê nie spuszczaæ ró¿d¿ki z pêdz±cej bestii.
- To bydle ciê¿ko nawet lekko zraniæ. Trzymamy dystans. ¦ci±gamy uwagê na siebie, a Jonathan biegnie do Marka. Przytaknêli.
Sto metrów. Ró¿d¿ki w pogotowiu. Jonathan przygotowujê siê do sprintu. Piêædziesi±t metrów, rozlu¼niam ramiona. Edward nerwowo porusza nadgarstkiem. Delikatny u¶miech rozja¶nia moj± twarz, kiedy w koñcu mogê na ¿ywe oczy zobaczyæ tê greck± legendê. Z mroku wy³aniaj± siê ogniste barwy. Czerwieñ ostrego jak brzytwa dzioba równie ostrych szponów przechodzi w pomarañcz piór na szkrzyd³ach i szyji. Masywne, ciemno¿ó³te lwie ³apy pchaj± go ku naszej trójce równie mocno, co ¿±dza mordu kieruj±ca tym gatunkiem.
Czterdzie¶ci metrów.
- DEPULSO
- IMPEDIMENTA
- DRÊTWOTA
Trzy zaklêcia odrzuci³y go do ty³u. Jednak jeden zamach skrzyd³ami wystarczy³ do pe³nego ustabilizowania postawy. Dwa, do uniesienia go ponad ziemiê. Kolejne pozwoli³y mu lecieæ w nasz± stronê.
Serie zaklêæ chybia³y. Stwór z wiêkszo¶ci tych, które zdo³a³y w niego trafiæ, nic sobie nie robi³. Ciekawy czar, Sectumsempra, o którym niedawno us³ysza³em, nie zrobi³ na nim najmniejszego wra¿enia. Zacz±³ kr±¿yæ nad nami najwyra¼niej bawi±c siê nasz± bezradno¶ci±.
- Musicie go ¶ci±gn±æ na ziemiê - stwierdzi³ Jonathan - Nie mam jak do niego podej¶æ! Nerwowo przytakn±³em szukajaæ ucieczki z tego martwego punktu.
Gryf najwyra¼niej szykuje siê do ataku, bo zwiêksza wysoko¶æ i kieruje swój dziób ku nam. Edward nerwowo rozgl±da³ siê w okó siebie, jakby oczekuj±c, ¿e zbawienie nagle wy³oni siê zza horyzontu. Jonathan swój wzrok przemieszcza³ miêdzy Markiem, a gryfem.
Ptakopodobniee stworzenie osi±gnê³o planowany pu³ap, bo przesta³o unosiæ siê do góry. Prawie pewne by³o, ¿e zaraz zaatakuje. Korzystaj±c ze sta³ej pozycji potwora zaczêli¶my miotaæ w niego zaklêciami. Kilka z nich osmali³o pióra na skrzyd³ach. By³y to najwiêksze szkody, jakie uda³o nam siê wyrz±dziæ. - Stop! - krzykn±³em, kiedy sta³o siê jasne, walk± nic nie wskóramy - Wstrzymaæ ogieñ! Moi towarzysze dostosowali siê do polecenia. - Kiedy powiem, pobiegniesz do Marka. A ty, rób to, co ja. Kreatura rozpoczê³a atak.
- Czekaæ! Pikowa³a na nas z zawrotn± prêdko¶ci±.
- Czekaæ! Jego dziób by³ ju¿ dwa metry nad nami.
- PROTEGO - rykn±³em wyci±gaj±c ró¿d¿ê nad g³owê.
Gryf uderzy³ dziobem w niewidoczn± barierê, odbi³ siê od niej i spad³ na ziemiê.
- BIEGNIJ! - Jonathan z ca³ych si³ popêdzi³ ku le¿±cemu w czerwonej ka³u¿y Markowi.
Cofn±³em zaklêcie tarczy. Nieprzytomny gryf le¿a³ przed nami bez ruchu.
- ¯yje - stwierdzi³ Ed - Zaraz siê ocknie. Wycelowa³ ró¿d¿kê w orl± g³owê.
- Avada Kedavra - Zielone ¶wiat³o trafi³o prosto w powiekê.
Spojrza³em na towarzysza najpierw z akceptacj±, a pó¼niej z przera¿eniem, kiedy zobaczy³em, ¿e ugodzone oko mrugnê³o! Nie by³o czasu na zbadanie tej anomalii. Zaklêciem rozwar³em mu dziób.
- Aguamenti - strumieñ wody zala³ g³owê gryfa. Zacz±³ siê krztusiæ. Edward do³±czy³ do mnie. Po chwili, ju¿ ca³kiem bezw³adna g³owa przekrêci³a siê w brudnej ka³u¿y wody.

***


Wyczarowali¶my piêkn± trumnê dla Marka. By³a z³ota. Jego ulubiony kolor. Transmutowana w drewno. Odciêta g³owa gryfa zdobi³a j± niczym galion na dziobie statku.



Praca u¿ytkownika Adimil
Nie ukrywam, wielokrotnie w moim krótkim, aczkolwiek wyj±tkowo owocnym ¿yciu, by³em ¶wiadkiem sytuacji, kiedy nawet najs³absze instynkty przetrwania, bra³y górê nad cz³owiekiem. Widzia³em czarodziejów, którzy og³uszali w³asnych przyjació³, aby goni±cy ich w¶ciek³y wilko³ak zadowoli³ siê w³a¶nie tym nieprzytomnym. Widzia³em m³odzieñców gotowych oddaæ ¿ycie za swoje wybranki, a w przypadku ataku spragnionego wampira, zostawiali je spetryfikowane zaklêciem, po czym sami uciekali. Z nieukrywan± dum± mogê rzec, ¿e gdy i ja stan±³em oko w oko z mo¿liwo¶ci± ucieczki lub zostaniem na miejscu i odparciem przeciwnika, wybiera³em zawsze drug± mo¿liwo¶æ - szczegó³y w Podró¿ach z Wampirami i W³óczêgach z Wilko³akami.
Choæ raz... Nie opisa³em nigdy przygody, któr± za chwilê podzielê siê z wami, a by³ to jeden z najgorszych koszmarów z jakim mia³em kiedykolwiek do czynienia. Umieszczenie ghula w czajniczku od herbaty (szczegó³y w Jak zaprzyja¼niæ siê z Ghulami) to doprawdy bu³ka z mas³em. Jeszcze bowiem nigdy wcze¶niej nie czu³em jak najpodlejsze instynkty chc± przej±æ nade mn± kontrolê. Ale zacznijmy od pocz±tku...
By³o to sierpniowe popo³udnie, a ja zajmowa³em siê polerowaniem mojej ró¿d¿ki. Znajdowa³em siê w chacie pewnego wie¶niaka, który podobno s³ysza³ o ogromnym stworze terroryzuj±cym okoliczne wsie. Wydoby³em z niego potrzebne informacje na temat prawdopodobnego miejsca jego pobytu i by³em w³a¶nie zajêty szykowaniem mojego sprzêtu do nieuniknionej walki. I wtedy to siê sta³o. Dach chaty, w której w³a¶nie przebywa³em, zosta³ zmieciony przez wielki kolczasty ogon. Nie by³bym sob±, gdyby takie wydarzenie mnie przerazi³o, wszak nie raz potwory demolowa³y pomieszczenia, w których akurat siê znajdowa³em (po wiêcej detali zapraszam do lektury Roku z Yeti i Wêdrówek z Trollami), ale stary wie¶niak, który mnie go¶ci³, nie posiada³ tak stalowych nerwów. Wrzeszcza³ przera¼liwie, pó³ wsi siê zlecia³o ledwie w kilka minut, a wszyscy jêli powtarzaæ: "Smok, to by³ smok!"
Nim zd±¿y³em wyprostowaæ fa³dki mojej liliowej szaty i poprawiæ niesforny kosmyk moich w³osów, poczwara zaatakowa³a ponownie. T³umy cofnê³y siê do ty³u - pomijaj±c mojego gospodarza, który najprawdopodobniej zemdla³. Ja nie ruszy³em siê z miejsca. Sta³em po¶rodku rumowiska, a kreatura przysiad³a na resztkach p³otu. Mo¿e i nie jestem tchórzliwy, ale z ulg± zaobserwowa³em, ¿e to wcale nie by³ smok, a jedynie ogromna wywerna. ¦widrowali¶my siê wzrokiem. Wierzcie mi lub nie, ale pierwszy raz widzia³em tak ogromn± wywernê - musia³a prze¿yæ w ukryciu wiele dziesiêcioleci. Wtedy pierwszy raz w moim ¿yciu, poczu³em TO. Cichy g³osik w mojej g³owie, mówi±cy mi, ¿ebym zostawi³ starca stworowi, a sam ratowa³ siebie. Przez ca³e d³ugie cztery minuty toczy³a siê we mnie wewnêtrzna walka. Kto wie czybym nie podda³ siê instynktowi przetrwania, gdyby wywerna nie zaatakowa³a. Rzuci³a siê na mnie machaj±c swoimi b³oniastymi skrzyd³ami. Nie mam pojêcia co siê wtedy sta³o. Poczu³em ból w ramieniu i ju¿ wiedzia³em, ¿e moja liliowa szata nadaje siê tylko na ¶mietnik.
Obudzi³em siê cztery dni pó¼niej. Wed³ug relacji ¶wiadków, w chwili ataku potwora, wystrzeli³em zaklêciem odruchowo. A wiedzcie moi kochani czytelnicy, ¿e znam parê naprawdê potê¿nych zaklêæ. W ka¿dym razie wywerna rozpad³a siê na milion ma³ych kawa³eczków tu¿ po tym jak rozora³a mi pazurami lewe ramiê. By³a to jedna z powa¿niejszych ran jakich do¶wiadczy³em. Gor±czka nie mija³a jeszcze wiele tygodni, a ryzyko zaka¿enia spêdza³o mi sen z powiek.
Do dzi¶ nie wiem czy nie zostawi³bym wie¶niaka na pastwê losu, nie wiem czy moja dobroæ zwyciê¿y³aby z zakodowanymi w ka¿dym z nas instynktami. I pewnie nigdy siê nie dowiem, bo ju¿ nigdy pó¼niej cichy g³osik w mojej g³owie nie odezwa³ siê ani razu. Z dum± mogê zaznaczyæ na koniec tego rozdzia³u, ¿e mroczniejsza czê¶æ mnie samego da³a za wygran± i ukry³a siê w najg³êbszych zak±tkach mej ¶wiadomo¶ci.



Praca u¿ytkownika Cassidy
"Portret Gilderoya Lockharta"
Rozdzia³ 1
Lustro Prawdy
Pewnego niezwykle mro¼nego dnia, a by³o to w styczniu, przyszed³ na ¶wiat ch³opiec o niebywa³ej urodzie. Dorasta³ w zamo¿nej rodzinie, a na nazwisko by³o jej Lockhart. Ju¿ w drugim roku swoich urodzin na jego rumianej twarzyczce mo¿na by³o dostrzec uwodzicielski b³ysk w oku i nadzwyczaj piêkny u¶miech. Gêste, jasne w³osy odziedziczy³ po swej matce w kwiecie wieku, a b³êkitne oczy po ojcu. Jednak anielski wygl±d nie odzwierciedla³ charakteru malca, bowiem ch³opiec uwielbia³ p³ataæ figle swoim rodzicom. Dorasta³ w sprzyjaj±cej atmosferze, stawiaj±c rpierwsze krokir1; w ¶wiecie magii. W wieku jedenastu lat otrzyma³ wyczekiwany list z Hogwartu i wtedy rozpocz±³ tam swoj± naukê. Usiad³szy wygodnie na krze¶le, po³o¿ono mu na burzê blond loków wielk±, znoszon± Tiarê Przydzia³ów, która po chwili milczenia wykrzyknê³a ochryp³ym g³osem: rRavenclaw!r1; Na te s³owa uczniowie siedz±cy pod herbem Or³a, odpowiedzieli gromkimi oklaskami, witaj±c serdecznie jednego z nich. Jak wiadomo dom ten wyró¿nia siê inteligencj±, bystro¶ci± umys³u oraz sprytem wychowanków, w szczególno¶ci t± ostatni± cech± móg³ pochwaliæ siê Gilderoy Lockhart. Kszta³ci³ siê pod okiem najznamienitszych nauczycieli ówczesnego Hogwartu, choæ w du¿ej mierze nie doceniano jego potencja³u i zapa³u do nauki. Nie by³ on jednak obojêtny w¶ród rówie¶ników, wrêcz przeciwnie - u p³ci przeciwnej cieszy³ siê ogromnym zainteresowaniem, co niejednokrotnie wpêdza³o go w tarapaty. Jego uroda nie mia³a sobie równych. Gdy mia³ szesna¶cie lat, nie móg³ pozbyæ siê natarczywych wielbicielek, uknu³ wiêc intrygê polegaj±c± na dodaniu eliksiru mi³o¶ci do potraw wszystkich dziewcz±t nie daj±cych mu spokoju, sam wychodz±c z sali, mo¿ecie wyobraziæ sobie, co wtedy siê wydarzy³o.... Kiedy opuszcza³ Hogwart by³ ju¿ znanym czarodziejem, który ca³kowicie poch³on±³ siê woli tworzenia, a dok³adniej pisania. W nadzwyczaj szybkim tempie wydawa³ ksi±¿ki, a opisywa³ w nich zazwyczaj walkê z niebezpiecznymi stworzeniami, jakie unicestwia³. Na stronicach swych niezwykle po¿±danych przez czarodziejów dzie³ zamieszcza³ dok³adne sposoby na ich zg³adzenie. Ksi±¿ki cieszy³y siê coraz wiêksz± popularno¶ci±, a jego niesamowita charyzma i lekko¶æ mówienia sprawi³y, ¿e dostrzeg³y go media i zainteresowa³y siê jego wizerunkiem. Zosta³ piêciokrotnym laureatem nagrody Najbardziej Czaruj±cego U¶miechu tygodnika rCzarownicar1;, nie bez powodu... Na ok³adkach tego pisma, rozchwytywanego g³ównie przez nastolatki, ale równie¿ przez gospodynie domowe, mo¿na ujrzeæ go w nadzwyczaj dobrej formie, a jego perlisty u¶miech, doprawdy jest zniewalaj±cy. Nie wiadomo, czy to za spraw± tajemniczych receptur, które ponoæ przyrz±dza³, aby uzyskaæ m³odzieñczy wygl±d, czy te¿ rzakochaniar1;, jakie przypisywali mu, co niektórzy znajomi. Kim mia³aby byæ ta wybranka? Nie wiadomo. Gilderoy Lockhart nie potwierdzi³ tych plotek, wiêc posz³y w niepamiêæ. Rok pó¼niej, po kolejnej premierze wydanej ksi±¿ki, dosta³ tytu³ Kawalera Orderu Merlina Trzeciej Klasy za spraw± swych nietuzinkowych osi±gniêæ. Nied³ugo po tym sukcesie, powo³ano go na nauczyciela obrony przed czarn± magi± w Hogwarcie, czego oczywi¶cie siê podj±³. Niektórzy mówi± o jego niekompetencji i nieumiejêtno¶ci nauczania. Jednak¿e s± to tylko i wy³±cznie pomówienia, maj±ce na celu zniszczyæ jego wizerunek. W ¶wiecie czarodziei pe³no jest zawi¶ci i zazdro¶ci, tak samo jak w ¶wiecie mugoli. Plotki g³osz±, ¿e na pierwszej lekcji nie potrafi³ zapanowaæ nad chochlikami kornwalijskimi! Có¿ za wierutne k³amstwo! Gilderoy Lockhart pozbywaj±cy siê uci±¿liwych upiorów, potrafi±cy nawi±zaæ porozumienie z nieprzewidywalnymi ghulami, poznaj±cy tajniki najbardziej tajemniczego ze stworzeñ, czyli yeti, kpi±cy z nieudolno¶ci wampirów, mia³by nie poradziæ sobie z okie³znaniem zwyk³ych chochlików kornwalijskich? Ta ksi±¿ka odpowie na wszystkie Wasze pytania. Do tej pory, Drogi Czytelniku, mia³e¶ do czynienia tylko i wy³±cznie z ksi±¿kami o niezbyt przychylnych pogl±dach na temat tego, kim jest Gilderoy Lockhart, ta ksiêga ods³oni przed Tob± jego nieznane sfery ¿ycia, a przede wszystkim da Ci prawdê. Pierwszy Rozdzia³ zatytu³owany: Lustro Prawdy, by³ po¶wiêcony informacjom ogólnym, teraz jednak wprowadzê Ciebie w bardzo szczegó³owy opis niezwykle barwnego ¿ycia, jakie wiod³em...Tak, tak, dobrze czytasz, Drogi Czytelniku... Ja sam - we w³asnej osobie, podj±³em siê napisania tej szczerej autobiografii, któr± trzymasz w rêku, niektórych mog³a zmyliæ forma jak± siê pos³ugiwa³em, ale by³ to celowy zabieg. Czytaj±c dalej, dowiesz siê wiêcej o moim dzieciñstwie, rodzicach i przyjacio³ach, co jest moj± ulubion± potraw±, jakiej muzyki s³ucham, jak wygl±da³y moje lata nauki w Hogwarcie, co najbardziej ceniê w swoim ¿yciu, o czym marzê, jaki jest mój ulubiony kolor, czy posiadam jakie¶ zwierzêta, czy jestem z kim¶ w zwi±zku... Zapraszam do lektury...[/color]




Dziêkujemy wsszystkim uczestnikom za nades³anie prac : )
 

Podziel siê z innymi: Delicious Facebook Google Live Tweet This Yahoo

Przejd¼ do forum:
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2026 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.14