Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Specjalista ds. sprzedaży
05.06.2026 22:30
Rue Riddle, no, też czasem sobie wspominam tamte akcje, ale nie było jak tego zapisać. Brak zaplecza technicznego zabił tą stronę i Hogwart

Harrych świąt!
04.06.2026 12:11
24 jak założyłam konto, teraz 34, jestem z wami od ponad dekady, szkoda, że strona się sypie ;(

Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz!
02.06.2026 22:31
Mi tęskno za starym Hogwartem, szkoda że nigdzie nie został zapisany :v

Harrych świąt!
02.06.2026 22:06
Niecałe 13, a w tym roku stuknie ćwierćwiecze Rain

O choinka!
02.06.2026 10:16
13 jak założyłam konto, teraz 25 :(

Też tęsknię za tą stroną, dobrze się tu bawiłam i dzięki niej czułam się mniej samotna. Kiedyś to były czasy, a teraz nie ma czasów

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59643 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 58190 punktów.

3) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 47342 punktów.

4) Prefix użytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 45365 punktów.

5) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 44242 punktów.

6) Prefix użytkownikaA.

Avatar

Posiada 43682 punktów.

7) Prefix użytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 43236 punktów.

8) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 39464 punktów.

9) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36829 punktów.

10) Prefix użytkownikaKlaudia Lind

Avatar

Posiada 34220 punktów.

Losowe zdjęcie
Zobacz temat
Drukuj temat
Dzień Kobiet z Lordem Voldemortem [2013]
Prefix użytkownikafuerte
Podium prac literackich.

I miejsce - anetta92


8 marca. Dzień Kobiet. Dla mnie najzwyklejszy dzień na świecie. Nigdy nie obchodziłam tego rświętar1;, mogłabym śmiało stwierdzić, że nawet go nie lubiłam. Bycie kobietą nie było dla mnie niczym fascynującym, wręcz przeciwnie, uważałam to za przekleństwo. Miesiączkowanie, niezdecydowanie, wahania nastroju. Na co to komu? Ale tego dnia zmieniło się wszystko. Wracałam z niedzielnego obiadu u Mamy. Jak zwykle obładowana siatami z jedzeniem, stałam na przystanku i czekałam na autobus. Przyjechał, kiedy już byłam przemoknięta do suchej nitki r11; tak, padał siarczysty deszcz. To kolejny powód, by nie lubić tego dnia. W autobusie było jedno wolne miejsce, usiądę, pomyślałam, w końcu moja rwyprawkar1; wcale nie była taka lekka. Obok pustego miejsca siedział jakiś człowiek w czarnej pelerynie z kapturem na głowie. Dziwnie wyglądał, spod kaptura nie było widać jego twarzy. Jego osoba wzbudziła we mnie niepokój. Nic dziwnego, że nikt nie chciał obok niego usiąść, a autobus był przecież pełen ludzi. Zaryzykowałam. Przecież mnie nie zje, pomyślałam. Zakapturzona postać nawet nie drgnęła, kiedy postawiłam moje toboły na siedzeniu, w celu znalezienia biletu w mojej przepełnionej niepotrzebnymi produktami torbie. Cholerna torba! Czemu zawsze mam w niej taki bałagan!? Mnóstwo papierków po batonikach, zużytych chusteczek, o nawet jakieś zapomniane kanapki, które już zaczęły żyć swoim życiem... W końcu znalazłam. I kiedy odwróciłam się, by skasować bilet, usłyszałam "Proszę przygotować bilety do kontroli!". A niech to szlag! Spojrzałam na kasownik z nadzieją, że jeszcze zdążę skasować bilet, ale niestety, już widniał na nim napis "Zablokowany". Już po mnie, pomyślałam. Kanar podszedł do mnie i patrzy na nieskasowany bilet.
- Nie zdążyłam skasować. Nie mogłam go znaleźć. - starałam się jakoś wybrnąć, jednak mężczyzna był nieugięty.
- Miała Pani dużo czasu, żeby skasować bilet.
- Jak miałam to zrobić, skoro tutaj jest tyle ludzi, a ja jestem obładowana siatami! Nie mogłam znaleźć biletu. Jak znalazłam, to zablokowano kasownik. Przecież to nie moja wina.
- Proszę Pani, nie posiada Pani skasowanego biletu, więc musi Pani ponieść karę. Takie są przepisy...
Nie mogłam w to uwierzyć. Jak można być tak nieludzkim?! I jak można być takim bałaganiarzem jak ja? W tamtej chwili jeszcze bardziej nienawidziłam się za to, że jestem kobietą i nie potrafię utrzymać porządku w głupiej torbie. Po co mi te wszystkie rzeczy? Z większości nie korzystam, ba! nawet nie byłam świadoma o tym, że one znajdują się w tej czarnej dziurze. Głupa baba!
Kontroler już wyciągał swój piękny plik z mandatami, kiedy usłyszałam cichy szept pochodzący spod kaptura człowieka siedzącego obok mnie. Kanar nagle schował swój notatnik i powiedział pustym głosem - Jest Dzień Kobiet, tym razem Pani daruję. I wysiadł. Siedziałam z rozdziawioną paszczą, nie pojmując, co się właściwie stało.Wysiadłam na następnym przystanku. Razem ze mną wysiadła zakapturzona postać. Odwróciłam się by, zobaczyć twarz nieznajomego. Siatki wypadły mi z ręki i spadły z łoskotem na mokry chodnik. Jego twarz. Nigdy takiej nie widziałam. Zamiast nosa miał jakieś szparki, a jego oczy miały kolor purpury. Wyglądał groźnie. Przeraziłam się nie na żarty. W ręce trzymał gigantyczny bukiet czerwonych róż. A przecież w autobusie wcale nie miał ze sobą kwiatów.
- K-kim Pan jest? - nie mam pojęcia w jakim tonem wypowiedziałam te słowa, prawdopodobnie był to pisk przerażenia r11; kolejna rzecz, która mnie irytowała w swojej kobiecej naturze.
- Tom Marvolo Riddle, ale wolałbym, żebyś zwracała się do mnie Lordzie Voldemorcie. - odpowiedział spokojnym głosem, wyciągając jakąś gałązkę z rękawa. Machnął patykiem i moje siatki zaczęły się podnosić. Unosiły się w powietrzu. SAME! Musiałam mieć bardzo głupi wyraz twarzy, bo ów Lord Volcośtam uśmiechnął się.
- Jestem czarodziejem, nie musisz się mnie bać. Dzisiaj jest Dzień Kobiet, a Ty chyba nie jesteś zadowolona z tego, że jesteś kobietą.
- N-n-nie, nie jestem...
- Pozwól, że Cię odprowadzę. Te siatki muszą być ciężkie. - nie wiem skąd on wiedział, gdzie ja mieszkam, ale szedł pewnie w kierunku mojego bloku. Za to ja niepewnie ruszyłam za nim. - Kobiety są skarbem. Mężczyzna bez kobiety jest biedakiem i nędzarzem, bez względu na to czy zarabia miliony czy też nie.- powiedział, zatrzymując się przed moją klatką.- Jesteście wyjątkowe. Ty jesteś wyjątkowa, bo nie ma drugiej takiej jak Ty. Masz swoje wady i zalety i to one sprawiają, że jesteś tak niepowtarzalna. Bądź z siebie dumna, za to, że jesteś kobietą. Czasami mężczyźni nie doceniają kobiet, tak jak ten człowiek w autobusie, dlatego nie mogłem pozwolić, by w dniu Twego święta tak haniebnie Cię potraktował.
-To Pan? Coś Pan szeptał, prawda? - powoli mój mózg powracał do formy i zaczęłam analizować sytuacje w autobusie.
- Zaklęcie Imperiusa, przejąłem na chwilę kontrolę nad jego umysłem i zmusiłem do puszczenia Cię wolno. Twoje siatki będą czekać w Twoim pokoju - powiedział i nagle moje toboły zniknęły z cichym pyknięciem. Wyciągnął do mnie rękę - Chodź ze mną, pokażę Ci, jak niezbędne jesteście.
Nie wiem, co mnie podkusiło, ale podałam mu swoją dłoń. Nagle poczułam dziwny ucisk w okolicy pępka. Mamusiny obiad wirował w moim żołądku, podchodząc do gardła. Nie dziwię się, że chciał się wydostać na zewnątrz. I tak nagle jak ucisk się pojawił, tak zniknął. Voldemort podtrzymał, kiedy uderzyłam stopami w jakieś podłoże i prawie straciłam równowagę.
- Jesteśmy na dworze Narcyzy i Lucjusza Malfoyów. Moich przyjaciół, których chciałbym Ci przedstawić. - wyjaśnił. Staliśmy na ogromnym, zadbanym dziedzińcu. Voldemort wprowadził mnie do salonu, gdzie przy kominku siedziała piękna kobieta, ubrana w długą czarną suknię, czytała jakąś książkę. Kiedy nas zauwazyła, odłożyła książkę i przywitała się z nami.
- Witaj, Voldemorcie! Jak dobrze Cię znowu widzieć. Kim jest Twoja towarzyszka?- zapytała, podając mi swoją dłoń r11; Narcyza Malfoy, bardzo mi miło.
- Anetta, mnie również r11; tylko na tyle było mnie stać, ta sytuacja przerastała nawet moją wybujałą wyobraźnie.
-Cyziu, jest Lucjusz? r11; spytał Voldemort, siadając w fotelu i zapraszając mnie, gestem ręki, na sofę obok. Posłusznie usiadłam, moja sytuacja nie pozwalała mi się postawić. Jeżeli to co ten Lord mówił, było prawdą, to znajdowałam się w domu pełnym czarodziejów i czarownic. Przy każdym sprzeciwieniu się im, mogłam zostać zamieniona w żabę.
- Nie bój się tak, nic Ci nie zrobimy. r11; powiedział spokojnie Voldemort, tak jakby słyszał moje myśli r11; Witaj Lucjuszu!
Do salonu wszedł Szczupły mężczyzna z długimi blond włosami. Uśmiechnął się i przywitał najpierw z Voldemortem, później ze mną, całując mnie w dłoń. Nigdy tego nie lubiłam, więc szybko cofnęłam rękę.
- Lucjuszu r11; zaczął Voldemort r11; Przyprowadziłem Anette, żeby jej udowodnić jak ważne dla mężczyzn są kobiety. Ty i Narcyza jesteście idealnym tego przykładem.
Lucjusz spłonął rumieńcem, ale najwyraźniej się ożywił. W tym momencie do salonu przyszła Narcyza Malfoy, a za nią szybowały w powietrzu półmiski z kremówkami, imbryk z herbatą i kilka filiżanek.
- Tak! Bez Cyzi moje życie byłoby puste. r11; powiedział Lucjusz, patrząc na żonę z czułością r11; Zawsze jest przy mnie, wspiera mnie we wszystkim. Doradza. Bez niej byłbym nikim.
- Och, przestań Lucku, bo się speszę! r11; westchnęła Narcyza r11; Robię to, bo Cię kocham i taka jest rola kobiety. Mój mąż zarabia na nasze życie r11; zwróciła się do mnie r11; a ja dbam o niego i naszego syna i o to by im nigdy niczego nie zabrakło, by doświadczyli dużo miłości i czułości w swoim życiu.
- A czy nie irytuje Pani, to, że siedzi Pani w domu i zajmuję się domem, jak kura domowa? r11; pierwsze pełne zdanie wypowiedziane przeze mnie od dłuższego czasu r11; Nie chciałaby Pani sama zacząć pracować, zrobić w swoim życiu coś więcej niż sprzątanie, gotowanie i dogadzanie mężowi i synowi?
Przez chwilę bałam się, że przesadziłam, ale Narcyza tylko się uśmiechnęła i powiedziała r11; Nie jestem tutaj zamknięta. Robię co chcę, ale pamiętam o moich obowiązkach. Każdy z nas ma obowiązki, których musi się trzymać. Mam swoje wady i zalety, wiem co potrafię, a czego nie. Przyznam Ci się, że jestem straszną bałaganiarą, nawet mąż mi to mówi, ale staram się nad tym pracować, bo mnie też to przeszkadza. Nikt nie jest idealny, ale ważne jest to, by pracować nad sobą. Macie ochotę na kremówkę?

Poczęstowałam się. Była przepyszna! Argumenty Narcyzy brzmiały rozsądnie, ale coś dalej mi nie dawało spokoju. r11; Nie przeszkadza czasami Pani to, że jest kobietą? Usłyszała Pani kiedyś o rsłabszej płcir1;? Dlaczego mam być uznawana za słabszą, skoro tak nie jest? Jestem zdolna zrobić więcej i lepiej niż nie jeden mężczyzna.
- Hah, słyszałam o rsłabej płcir1;. W naszym świecie moc nie jest zależna od płci. Z Luckiem mamy porównywalne moce. Jestem dumna z tego, że jestem kobietą. Nie przeszkadzają mi ekhm rdolegliwościr1; związane z kobiecością r11; popatrzyła na męża r11; przyzwyczaiłam się do nich, zaakceptowałam je i łatwiej jest z nimi żyć. Zresztą, jest to kolejny powód do wykazania się r11; walka z własnymi słabościami. Czasem lubię pozwolić sobie na chwilę słabości, bo nie można całe życie przejść z dumnie uniesioną głową. Nikt nie jest w stanie tak żyć.
Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się. Zrozumiałam. Dopiero teraz zauważyłam, przez otwarte drzwi, że w pokoju obok jest mnóstwo kwiatów. Wszystkich rodzajów i kolorów tęczy. To był wspaniały widok.
- Dostałam je od męża i syna r11; powiedziała Narcyza, widząc moją minę- Piękne prawda?
- Najpiękniejsze!
- Kochani, pora na nas. Dziękujemy serdecznie za ugoszczenie nas.r11; rzekł Voldemort, podnosząc się z fotela.- Narcyzo, wszystkiego najlepszego! Rozumiem, że moje tulipany dotarły?
- Tak, dziękuję Ci serdecznie!
Pożegnaliśmy się i wyszliśmy na dziedziniec, na którym stała kobieta z długimi kręconymi włosami oraz młody człowiek z gigantycznym bukietem słoneczników.
- Witaj, Łosiu. Witaj Bello, wszystkiego najlepszego moja droga! r11; Voldemort podszedł do pary, uścisnął dłoń ów Łosiowi oraz ucałował w rękę kobietę. Potem szybko do mnie wrócił.
- Cieszę się, że zrozumiałaś r11; powiedział Voldemort, wyciągając rękę, bym za nią chwyciła. Ponownie poczułam ucisk w okolicy pępka, ale już mniej odczuwalny niż za pierwszym razem. Znaleźliśmy się spowrotem pod moją klatką.
- Bądź dumna z tego, że jesteś kobietą. Proszę, Twoje ulubione. - powiedział, wręczając mi bukiet róż. Odwrócił się i zniknął z cichym pyknięciem.
Stałam przez chwilę w tym wspaniałym bukietem róż - ledwo go utrzymywałam, naprawdę był wielki. Skąd on wiedział, że lubię róże?

To był najwspanialszy i zarazem najdziwniejszy Dzień Kobiet, jaki w swoim życiu doświadczyłam. Nigdy więcej nie spotkałam Toma Marvolo Riddle'a, ale on i Malfoyowie utkwili mi w pamięci.
Jestem dumna z tego, że jestem kobietą.



II miejsce - ulka_black_potter

Bum! Coś grzmotnęło o podłogę budząc mnie ze snu. Nie była to miła pobudka. Rozejrzałam się po pokoju. Mój kot spadł z szafy, na której zawsze śpi. Zastanawiam się dlaczego tak często zauważam u niego objawy totalnego skretynienia... Skoro już się obudziłam, stwierdziłam że nie pozostaje mi nic innego jak wstać z łóżka i zjeść śniadanie. Czekał mnie kolejny taki sam, podły dzień. Voldek nie odzywał się już od tygodnia. W sumie to się mu nie dziwię. Rozlałam na niego całe piwo na ostatniej imprezie u Bellir30; Niestety nie potrafię rozmawiać bez gestykulacji rękoma. W akcie desperackiej próby ratowania sytuacji, chciałam zetrzeć ów trunek z jego szaty. To nie był dobry pomysł. Wstając od stołu potknęłam się o nogę, tego idioty Amycusa, który leżał (nikt nie wie dlaczego) pod stołem. Totalnie się skompromitowałam. Voldi nie odzywał się do mnie przez resztę wieczoru. Mój guru chyba się na mnie obraził.
Ubierając moje ulubione wełniane skarpety, pomyślałam, że muszę się wziąć w garść. Wyjrzałam za okno, dzień zapowiadał się cudownie. Niebo było błękitne, bez żadnej chmurki. Już dawno nie było takiej pogody. Czyżby wiosna zawitała w moje strony? Nagle tuż przed szybą, ni stąd, ni zowąd, pojawiła się brzydka, czarna sowa. Otworzyłam okno, a ta usiadła na moim biurku. Przyniosła mi list. VOLDEMORT DO MNIE NAPISAŁ!
Droga Milo,
Mam nadzieję, że za bardzo nie poobijałaś się na ostatnim przyjęciu u Bellatriks. Amycus już więcej nie wprowadzi Cię w zakłopotanie, wierz mi.
Wybacz, że się nie odzywałem, ale miałem pewne problemy. Trochę chorowałem. Nic poważnego, nie musisz się przejmować. Jak zapewne sama wiesz, dziś jest Dzień Kobiet. Z tej okazji przesyłam Ci najserdeczniejsze życzenia. Chciałbym, żebyś spędziła ten dzień ze mną i moimi Śmierciożercami. Poznałaś już ich więc wiesz, jacy z nich idioci. Jednak gdy się dowiedzieli co dla Ciebie szykuję, nie chcieli mi odpuścić i wyprosili udział w mojej niespodziance dla Ciebie. Mimo wszystkich przywar jakie posiadają, przydadzą się nam.
Na razie nie powiem Ci co szykuję, ale bądź gotowa o 17:00. Dołohow i Macnair po Ciebie przybędą.
Lord Voldemort aka Czarny Pan aka Sama-Wiesz- Kto aka Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać
P.S. Nie wiedziałem, którego z moich przydomków używasz więc napisałem wszystkie.


Czy to jakiś sen? Nie mogłam uwierzyć w to, że sam Czarny Pan urządza dla mnie jakąś niespodziankę z okazji Dnia Kobiet. W co ja mam się ubrać?! Skoczyłam do mojej szafy, poszukać czegoś odpowiedniego na tę okazję. Sukienek ani spódniczek nie miałam żadnych. Same bluzy, dresy, wytarte jeansy. W sumie to Lord nie patrzy na wygląd więc nie będzie zwracał uwagi na to co mam na sobie. Ubrana w czerwoną bluzę bez kaptura, najmniej wytarte jeansy i stare kicksy, zeszłam na śniadanie.
- Tak wcześnie pani dzisiaj wstała? Franco, już przygotowuje śniadanie.- zaskrzeczał mój skrzat domowy. Miał on chude patykowate ręce i takie same nogi. Wyglądał jakby chodził na szczudłach.- Czego sobie pani dzisiaj życzy?
- Ohhh, sama nie wiem. Może zrób jajecznicęr30;- odparłam zamyślona.- Na obiedzie i kolacji mnie dzisiaj nie będzie więc możesz zrobić sobie wolne.
- Pani nie będzie na kolacji więc Franco posprząta strych. Franco nie będzie brał wolnego dnia. Można wiedzieć kiedy pani wróci? Franco będzie czekał na panią.
- Nie czekaj na mnie, wrócę późno. Lord Voldemort zaprosił mnie na Dzień Kobiet.- Nie mogłam się powstrzymać żeby komuś o tym nie powiedzieć. Tak wspaniałych nowin nie można zatrzymywać tylko dla siebie. Skrzat jednak nie wyglądał na zadowolonego. Skrzywił się na dźwięk jego nazwiska.
- Pani robi co uważa za słuszne, ale Franco myśli, że Ten- Którego- Imienia- Nie- Wolno-Wymawiać, ma coś za uszami. Zdanie Franca jest nic nie warte, ale Franco martwi się o panią.- zawołał Franco.
- Możesz się nie martwić. Wiem co robię, a skoro zrobiłeś już śniadanie, możesz iść sprzątać strych.- odrzekłam, kończąc rozmowę. Teraz pozostało mi już tylko czekać na godzinę 17.

***

Od godziny chodziłam w tę i z powrotem po pokoju, ściskając różdżkę w dłoni. Zaraz mieli się pojawić Dołohow i Macnair. Nie chciałam wychodzić na podwórze, żeby nie pomyśleli, że nie mam co robić. W sumie to nie mogłam się na niczym się skupić i myślałam już tylko o niespodziance Lorda.
Nagle ktoś załomotał do drzwi. Serce mi stanęło na moment. Opanowałam się i poszłam otworzyć. W drzwiach stali Oni. Macnair i Dołohow. Owinięci w czarne szaty, patrzyli na mnie z uśmiechem. Odwzajemniłam się tym samym. Nie wyglądali na ludzi, z którymi można by spędzać miłe popołudnia, ale wiedziałam, że mogę czuć się z nimi bezpiecznie.
- Masz miotłę, młoda?- spytał Dołohow. Miał okropny, zachrypnięty głos.
- Oczywiście! Accio Zamiatacz 18!- krzyknęłam, a moja miotła w mgnieniu oka pojawiła się przy mnie.
- Świetnie, a więc możemy lecieć. r11; powiedział Macnair, przymilnym głosem.- A tak w ogóle to wszystkiego najlepszego!
- Dzięki. To gdzie lecimy?
- Leć za nami i o nic się nie martw.- rzekł Dołohow, parskając śmiechem.
Wsiedliśmy na miotły i polecieliśmy. Śmierciożercy lecieli po mojej lewej i prawej stronie. Czułam się trochę dziwnie, lecąc między nimi. Spotkaliśmy się tylko raz w życiu, no i byli ode mnie dużo starsi. Czułam, że mają do mnie lekceważący stosunek. Moje rozmyślania przerwał Macnair, który krzyknął, że lądujemy. Skierowałam kij mojej miotły w dół i już byłam na ziemi.
Oczom nie mogłam uwierzyć. To co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Znalazłam się nad jeziorem. Na małej plaży rozstawiony był stół przykryty czarnym obrusem. Na nim płonęły świece i były dwa nakrycia. Nieopodal stała scena, przyozdobiona szaro- czarnymi balonami. Tuż nad nią znajdował się wielki ekran, a przy nim zwisały 4 mikrofony. KARAOKE! Moja ulubiona zabawa. Rozejrzałam się dookoła, ale nikogo nie zauważyłam. Poczułam się trochę nieswojo w bluzie i jeansach. Voldi na pewno będzie ubrany w swoją najlepszą szatę. Zawsze ubierał ją na różnego rodzaju przyjęcia. Pomyślałam, że gdy będę w przyszłym tygodniu na Pokątnej, musze sobie sprawić jakąś ekstra szatę. Mój mugolskie ubrania nie nadawały się na obcowanie ze Śmierciożercami.
Macnair zaprowadził mnie do stołu po czym odszedł. Zostałam sama. Zaczęłam się zastanawiać czy to nie jakiś żart, ale po chwili zza drzew wyszedł Lord Vodemort. Jak przypuszczałam, miał na sobie swoją niezniszczalną czarną szatę, którą ostatnio oblałam piwem.
- Ahh, witaj moja droga Milo. Cieszę się, że przyjęłaś moje zaproszenie. Bardzo chciałem byś w tym wyjątkowym dniu nie była sama. Przygotowałem na dzisiejszy wieczór trochę atrakcji.- rzekł zimnym, wysokim głosem Czarny Pan.
- Jakże mogłabym nie przyjść? Już się nie mogę doczekać tego co tam dla mnie przygotowałeś.- odparłam z zachwytem.
- Wspaniale, najpierw jednak usiądźmy i zjedzmy coś.
Nagle na stole pojawiło się pełno przeróżnych dań. Jedliśmy i rozmawialiśmy. Voldi opowiadał mi o swoich planach związanych z przejęciem władzy w Ministerstwie Magii, o tym jak przegrał ostatnio z niejakim Potterem w Mistrzostwach Świata Gry w Gargulki. Był tym faktem bardzo niepocieszony. Czułam, że ten wieczór nie może być już lepszy, gdy niespodziewanie Lord powiedział, że teraz czas na niespodziankę. Myślałam, że ta kolacja to niespodzianka.
- Chodźmy teraz pod scenę. r11; rzekł Czarny. Był niezwykle przejęty. Wyciągnął różdżkę i wyczarował dwa wielkie fotele, żebyśmy mogli sobie wygodnie usiąść. Mnie bardziej odpowiadałaby jedna kanapa, ale nie można mieć wszystkiego.
- Jest tu trochę ciemno. Nic nie wiedzę.- powiedziałam.
- Daj mi rękę, poprowadzę Cię. Zaraz wszystko się rozjaśni.- odparł Voldemort.
Gdy już wygodnie rozsiedliśmy się w naszych miejscach, scena rozjaśniała. Omal nie parsknęłam śmiechem gdy zobaczyłam kto się na niej znajduję. A raczej jak wyglądają stojące na niej osoby. Lucjusz Malfoy stał przy mikrofonie. Swoją długą blond grzywę miał związaną w kucyk na czubku głowy. Ubrany był w spodnie- rurki koloru truskawkowego. Do tego sweterek w serek i zielone buty ze smoczej skóry. Po jego obu stronach stali ubrani w jaskrawo żółte szaty, wyjątkowo modne w tym sezonie, Greyback i Carrow. Czyżby mieli zagrać koncert? Na to się zapowiadało. Usadowiłam się wygodniej w fotelu i czekałąm z zapartym tchem co będzie dalej. Voldemort widząc moją minę uśmiechnął się szeroko, co pokazało, że nie ma górnych piątek. Światła zmieniły barwę na zielono- czerwone i zaczęło się.
- rOna tu jest i tańczy dlar30;r1;- zaczął Lucjusz. Na scenę wyszła Bellatriks ubrana w długą suknie balową, z czasów panowania królowej Wiktorii. Wyglądała zjawiskowo, ukłoniła się nam, po czym zaczęła tańczyć w rytm piosenki. Gdy to zobaczyłam ryknęłam śmiechem i zaczęłam klaskać. Lucjusz bardzo wczuł się w rolę. Biegał po całej scenie i ryczał do mikrofonu. Wyglądał trochę jakby oszalał. Pod koniec piosenki, ominął tańczącą Bellę, wziął rozbieg i rzucił się w rtłumr1;. Tym rtłumemr1; byłam ja i Lord. Usłyszeliśmy głośne stęknięcie i gruchot łamanych kości..
- Nic się nie stało- zawołał Malfoy.- Serio, nic mi.. ała! Bella, ostrożnie!- Lestrange zbiegła ze sceny, chcąc pomóc szwagrowi, ale przez przypadek wsadziła mu różdżkę w oko.
- Idioci- rzekł sam do siebie Voldemort.- Nie przejmuj się nimi i zajmij swoje miejsce.- To już było skierowane do mnie.
Znowu zrobiło się ciemno, Bella i Lucjusz zniknęli, a ja czekałam co będzie dalej. Ku mojemu zdziwieniu usłyszałam, wysoki, piskliwy głos Voldiego. On ŚPIEWAŁ!
- Nossa, nossar30;- śpiewał moją ulubioną piosenkę Michaela Telo, we własnej aranżacji. Byłam w siódmym niebie. Wszyscy wiedzieli, że Lord Voldemort śpiewa bardzo rzadko, tylko przy wyjątkowych okazjach. A teraz śpiewał dla mnie. Nic lepszego nie mogło mnie już dzisiaj spotkać.
Przy ostatniej nucie Czarny zaprosił mnie na scenę i zaczęliśmy tańczyć. Szybko przyłączyli się do nas prawie wszyscy Śmierciożercy. Niektórzy byli już podpici i śpiewali, drąc się w niebogłosy, swoje własne wersję piosenek, które z gramofonu puszczał Malfoy. Po jakimś czasie gdzieś między drzewami ktoś zdecydowanie się z kimś szarpał. To Bellatriks kłóciła się z Alecto i Amycusem. Voldi jakby niczego nie zauważył, pochłonięty tańcem. Przeprosiłam go na chwilę i poszłam zobaczyć co tam się dzieje.
- Oooooo! Oddajcie mi różdżkę! W tej chwili! Zabiję ją!!!- wrzeszczała Bella na rodzeństwo Carrow.- Idzie tu! Wielka Mila Tuk, która tańczy sobie z Czarnym Panem jakby była nie wiadomo kim!
- Za dużo wypiłaś Bellatrks, opanuj się kobieto.- Próbowała ją przekonać Alecto, ale Lestrange wyrwała się już im i biegła w moją stronę. Zamurowało mnie i zapomniałam gdzie mam różdżkę. Nagle poczułam jak osuwam się na ziemię. Bellatriks uderzyła mnie pięścią prosto w nos. Krew rozprysła się na wszystkie strony, prawie jak w filmach Tarantino. Zemdlałam. Ostatnie co zapamiętałam to oślepiający blask i krzyk.

***

Obudziłam się w swoim różowym pokoju, na dworze było jeszcze ciemno. Pomyślałam, że to wszystko to był sen. Zaschło mi w gardle, dotknęłam swojego nosa, wszystko było z nim w porządku. A więc jednak to był sen.
- Obudziła się. r11; szepnął głos, który był mi dobrze znany. Lucjusz Malfoy był w moim domu. Otworzyłam oczy, nie tylko on siedział w moim pokoju. Voldemort, Dołohow i Macnair siedzieli na moich miękkich, brązowych pufkach. Dziwny był to widok.
- Możecie odejść, nic jej nie będzie- rzekł Sami- Wiecie- Kto.- Jak się czujesz moja droga?
- Całkiem nieźle.- odparłam.- Dlaczego Bella mnie zaatakowała?
- Oh, nie chciałem Ci o tym mówić. Lestrange mam problem z alkoholem. Przedwczoraj wróciła z odwyku, który jak widać nie za bardzo jej pomógł. Wiedziałem, że to zły pomysł, żeby ją tam wysyłać. Zaaplikowałem jej terapię, po której z pewnością nie będzie już pić. Możesz mi wierzyć.- powiedział zadumany z jakąś groźbą w głosie.
- To przykrer30;
- Zepsuła ci cały Dzień Kobiet. Wybacz. Mogę coś zrobić by wynagrodzić ci ten przykry incydent?- zapytał z nadzieją Czarny.
- Słuchaj Voldi, do północy zostały jeszcze niecałe 2 godziny. Może mi coś pośpiewasz? Dzień Kobiet jeszcze trwa.
- Co tylko chcesz.
- Okej, na biurku leży ostatnia płyta Eminema. Może coś zarapujesz?
- Świetny pomysł! Znam tę płytę na pamięć. r11; odrzekł uradowany Voldemort.
I tak rapował mi nie do północy, ale całą noc. Zasnęłam nad ranem. Nie pamiętam kiedy odszedł. W duchu pomyślałam, że był to najlepszy Dzień Kobiet w całym moim 25- letnim życiu.


III miejsce - Lily_usia

Dzień Kobiet. Znowu, jak co roku. Mugole (tj. mężczyźni) biegają do swoich mugolskich kobiet z żółtymi tulipanami. Nie mogę na to patrzeć. Hmm... może dlatego, że nigdy nie dostałam takiego brzydkiego tulipana? Cóż poradzić. Jedno jest pewne- nie zniżę się do tych brudno-krwistych osobników.

Wytężam słuch. Wydaje mi się, że ktoś się teleportował pod moim domem. Ile można! Zaraz go przegonię.
Otwieram drzwi i staję twarzą w twarz z Lordem... Nie jakimś tam pierwszym, lepszym r11; z Lordem Voldemortem.
- Witaj, Ann... r11; powiedział swoim wysoki, zimnym głosem r11; Pozwól, że będę zwracał się do ciebie w ten sposób, gdyż Twoje imię jest zbyt...
- Powszechne? r11; dokończyłam przez zaciśnięte zęby. Wiem o tym i wcale się nie chwalę swoim imieniem. Mieć na imię Anna, jak co piąta dziewczyna, kobieta, staruszka. Doskonale rozumiem dlaczego ON zmienił swoje imię.
Na jego twarzy pojawił się ni to uśmiech, ni to wyraz kpiny. Super. To co, teraz Avada Kedavra i po sprawie?
- Zapraszam Cię na kolację z okazji jakże znakomitego święta, które ma dzisiaj miejsce. Z okazji Dnia Kobiet.
- Dziękuję za zaproszenie, ale mam już inne plany r11; odpowiadam. Nie wiem, co to za podstępna sztuczka, ale nie dam się w nic wrobić.
- Nie znoszę sprzeciwu, moi Śmierciożercy o tym doskonale wiedzą. Czekam przy furtce za 30 minut.
Zamknęłam drzwi. I co ja mam teraz począć? Czy iść na kolację r11; zapewne będzie to mój ostatni posiłek r11; czy zostać w domu, co i tak może się zakończyć jako mój ostatni wieczór. Czyli nie mam nic do stracenia. Haha.. no może życie!
W co się ubrać? W zwykła szatę, czy w coś bardziej kobiecego, wieczorowego?

- Cieszę się, że przyszłaś.
- I ja również. r11; rchybar1;, dodaję w myślach. Uśmiecham się do Lorda, ten podaje mi ramię, które chwytam i idziemy przed siebie. Bardzo interesuje mnie, jak ludzie muszą na nas patrzeć. On ubrany w czarną wyjściową szatę, a ja, no cóż ostatecznie zdecydowałam się na ciemno-czerwoną suknię, z głębokim wycięciem na plecach.
- Ann, zabieram Cię w specjalne miejsce, które na dziś wieczór przygotowałem.
- Mogę zgadnąć?
- Żaden z Twoich domysłów nie jest choć trochę bliski temu miejscu.
No tak, zapomniałam, że na oklumencji Voldemort zna się bardzo dobrze. Zablokuj swój umysł. Tak będzie lepiej.

Lokalik pani Puddifoot? r11; pytam zdziwiona. Takiego wyboru miejsca w ogóle się nie spodziewałam.
Wewnątrz panował lekki półmrok. Nad każdym stolikiem unosił się wianuszek świec, pośrodku którego znajdował się tulipan. Na szczęście nie żółty, lecz krwistoczerwony. Teraz jestem pewna, że nienawidzę tych kwiatów w żółtym kolorze. Wszystko pięknie, tylko coś mi tu nie pasuje...
- Dlaczego nikogo tutaj nie ma?
- Powiedzmy, że wynająłem ten lokal tylko dla nas. r11; odpowiada mój towarzysz, choć wypowiedziane to jego głosem, przyprawiło mnie o dreszcze.
- Zapraszam. Usiądź.- to powiedziawszy przysunął mi krzesło. Bezradna usiadłam i czekałam na ciąg dalszy, tego niezwykłego wieczoru.
Nad stolikiem pojawiły się dwie lampki czerwonego wina. Lord Voldemort chwycił jedną i gestem ręki nakazał mi, abym i ja to uczyniła.
- Zamówiłem dla nas niezwykłe danie. Na pewno w nim zasmakujesz. r11; po tych słowach klasnął w dłonie i tuż obok nas teleportowali się dwaj śmierciożercy, ze srebrnymi półmiskami w rękach.
- A czy dowiem się cóż to za niezwykła potrawa? r11; zapytałam wyniośle, przynajmniej w moim zdaniem tak to zabrzmiało.
- Ann, jeśli Ci powiem nie będzie niespodzianki.
Poddałam się. Sięgnęłam po widelec i wbiłam go w r16;cośr17;. Po pierwszym kęsie, stwierdziłam, że danie jest bardzo smaczne. Przestałam już sobie zawracać głowę tym co właśnie zjadam. Między czasie rozmowa zeszła na koligacje rodzinne. Szczerze mówiąc, wiedziałam, że do tego dojdzie.
- Czyli Twoi rodzice byli...
- Tak ,czarodziejami czystej krwi. r11; dokończyłam r11; Tu jak widzę się zgadzamy, aby nie mieszać naszej krwi z krwią mugoli. Zresztą przez te poglądy trafiłam do Slytherinr17;u.
- I nie żałujesz, prawda? r11; zadając to pytanie popatrzył mi prosto w oczy, a w jego własnych dostrzegłam czerwone refleksy.
- Oczywiście, że nie! r11; Jego pytanie bardzo mnie wkurzyło. Jak mógł tak pomyśleć?! No, ale..
- Przygotowałem dla Ciebie, również małe przedstawienie. r11; wyciągnął różdżkę.
Skierował ją na sam środek pomieszczenia i nagle powstała tam scena. Moje prywatne przedstawienie to piękna sztuka, dokładnie to dramat. Uwielbiam nieszczęśliwe zakończenia. Aktorami byli śmierciożercy, niektórych z nich rozpoznałam, pomimo masek.. Występowali: Lucjusz Malfoy w głównej roli, jego żona Narcyza w roli drugoplanowej. Główną rolę kobiecą odgrywała Bellatrix Lestrange, a patrzyła na mnie takim wzrokiem, że gdyby spojrzenie mogło zabijać... Jedyne co mnie pociesza, to właśnie to, że zazdrości mi mojego miejsca przy Voldemorcie. Nott, Rookwood, Avery, Dołohowr30; pozostałych nie umiem rozpoznać.
- To było piękne. r11; nie mogłam się powstrzymać. Musiałam to powiedzieć.
- Taki był cel, aby to Tobie się podobało.
- Czy możesz mi powiedzieć czemu zawdzięczam ten dzisiejszy wieczór? Chciałabym wiedzieć, dlaczego właśnie ja zostałam...wybrana.
- Chciałem sprawdzić, jak to jest zaprosić kobietę w dzień święta wszystkich kobiet. Wyróżnić ją. Jednak nie miałoby to sensu, gdybym zaprosił którąś ze Śmierciożerców, one już są wyróżnione. Jest jednak problem. Nie mogę dopuścić, abyś rozgłaszała wszystkim ,że potężny, budzący trwogę Lord Voldemort, zaprosił Cię na kolację.
- Ja nigdy...
- Tak wiem, rNie powiem o tym nikomur1;. Ann, nie mogę ryzykować, i z reszta nie leży to w mojej naturze, aby Cię od tak puścić.
Wiedziałam. To mój ostatni dzień. Już celuje we mnie różdżką. Tylko czemu w głowę?
- Jesteś czarownicą czystej krwi, a ta, jest dla mnie bardzo cenna, więc...
Zamknęłam oczy.
- Obliviate.

Edytowane przez Prefix użytkownikafuerte dnia 14.03.2013 22:42
zapodaj.net/images/d147bde5b4314.png


media.giphy.com/media/WS6ABEVwTwWew89CHo/giphy.gif



www.harry-potter.net.pl/images/articles/najzab2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najart2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/wladrym2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnewsfuer.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/wladcarymowfuer.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najzabawniejfuer.jpg
 
http://lastfm.pl/user/justyskag
Prefix użytkownikafuerte
Zaproszenia:

ulka_black_potter

i49.tinypic.com/207nbc6.jpg

Ginny133
i47.tinypic.com/3587y1u.jpg
zapodaj.net/images/d147bde5b4314.png


media.giphy.com/media/WS6ABEVwTwWew89CHo/giphy.gif



www.harry-potter.net.pl/images/articles/najzab2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najart2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/wladrym2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnewsfuer.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/wladcarymowfuer.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najzabawniejfuer.jpg
 
http://lastfm.pl/user/justyskag
Prefix użytkownikaanetta
Nie za dużo tych ":r11:" ? ;>
Nie żebym się czepiała czy coś ... xD
i55.tinypic.com/2lvztqg.jpg


Kraków mnie lubi:


img593.imageshack.us/img593/1015/dsc00135zha.jpg


(...) to prawda, że nie ma dobrego boga za złym bogiem, że staramy się zabijać, ale to już nie te czasy, więc z rzadka ktoś kogoś tak bardzo pragnie, żeby sięgnąć po broń, narzędzia zbrodni, gdy tymczasem ja pragnę wszystkiego,
więc w ekstazie radosnego tańca szczerze tutaj wyrażam moją powszechną do nas wszystkich zarazem nienawiść, jestem swoim rakiem, więc zeżrę się i wraz ze sobą ściągnę na parter całą naszą ferajnę, nikogo nie rozróżniając(...)



xxxx

Mam w dupie
Czy ktoś mnie lubi, czy nie lubi
Mam w dupie
Swoje myślę, swoje lubię
Mam w dupie
Czy ktoś mnie lubi, czy nie lubi
Mam w dupie
Swoje myśę, swoje mówię...

xxxx



KJMNPR
czyli
Klub jebanych marzycielek nielubianych przez rówieśników

Aneta & Kyinra


Bo z nimi było i jest mi tu najlepiej :

Alette
Esey
Gnebi
KaskaPMNokturn
Łosiu
Kyinra
Ruuuda_
OrderofPhoenix
Ginny_Weasley12
fuerte
Śmierciojadek
mimid





Magia istnieje...



Mężczyźni są jak wino. Dużo czasu mija, nim naprawdę dojrzeją.
 
http://www.lastfm.pl/user/anetta92
Prefix użytkownikafuerte
Zapomniałam o tym na śmierć, haha, że to się nie tylko z worda tak dodaje... Zaraz poprawię.

edit: jednak jutro poprawię, bo coś mi się skopało.
zapodaj.net/images/d147bde5b4314.png


media.giphy.com/media/WS6ABEVwTwWew89CHo/giphy.gif



www.harry-potter.net.pl/images/articles/najzab2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najart2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/wladrym2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnewsfuer.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/wladcarymowfuer.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najzabawniejfuer.jpg
 
http://lastfm.pl/user/justyskag
Prefix użytkownikaulka_black_potter
Ooo :D Opowiadanie Lily_usi jest świetne. Nie potrafię tego ując w słowa bo jest zbyt późno, a ja mega zmęczona, ale ma coś w sobie. To zakończenie, myślałam, że ją walnie avadą... Gdyby to opowiadanie było trochę dłuższe to jeszcze lepiej by się je czytało :>

Dużo tych zaproszeń na konkurs dostaiście? Tak z czystej ciekawości pytam; >


i.imgur.com/AyR1kd7.png

Christian.
i.pinimg.com/originals/02/0b/07/020b0757879bbd8cc21454799bff6f55.gif

Bo liczy się to, co masz w środku.
cdn.junglecreations.com/wp/junglecms/2017/12/Christian-Bale-Resized.jpg

Ale czasami warto założyć maskę.
pa1.narvii.com/6412/37cb60531dd1e8002b7ec87c8da0ba734a67f9f3_hq.gif


"ja generalnie ten tekst klasyfikuję jako 5CMCS HE NDPSG3 - S2AB"
"zmiennokanoniczne"
"piszę fanficka ducha, że tak to ujmę, czyli takiego, którego nie ma"
"po części trudny język wynika z założeń płomień odwagi i specyfiki tekstu"

by Cantaris


Ula urzędniczka
Zarejestruje ci chomiczka
Da mu zielona kartę
I marchewki starte
<muza>

by fuer
 
Prefix użytkownikalosiek13
Necia, Ty to masz taki niebywały talent do wprawiania w mnie świetny nastrój swoimi dłuższymi tekstami xp Tak Ci się udaje wpleść powalające teksty w całość, że ja wysiadam. A mój romans z Bellatrix, to po prostu brak słów! ;D Napisz mi kiedyś całe takie opowiadanko ;>

Hahaha, ulka, nie mogę z tego jak bezceremonialnie potraktowałaś na końcu tego skrzata. "możesz iść sprzątać strych" - padłem xD Z kolei Voldemort wychodzący zza drzew skojarzył mi się z takim ogniskiem na łonie natury, gdzie ktoś w krzaki chodzi się odlać, skojarzenie naszło samo. Bella tańcząca do hitu ubiegłego roku też powala na kolana ;d Mam tylko nadzieję, że nie spotkała ją żadna kara za atak na Ciebie!

Opowiadanie Lily_usi jak dla mnie za mocno romantyczne i też czekałem na tę Avadę na końcu. Sorry ;D

Ulka, Voldemort z zaproszenia to naprawdę niezły Alvaro, hahaha xD I ten kiep...
zapodaj.net/images/edba268d6e942.png


Always


zapodaj.net/images/c4ff56e394964.jpg
 
Prefix użytkownikaulka_black_potter
losiek13 napisał(a):


Hahaha, ulka, nie mogę z tego jak bezceremonialnie potraktowałaś na końcu tego skrzata. "możesz iść sprzątać strych" - padłem xD Z kolei Voldemort wychodzący zza drzew skojarzył mi się z takim ogniskiem na łonie natury, gdzie ktoś w krzaki chodzi się odlać, skojarzenie naszło samo. Bella tańcząca do hitu ubiegłego roku też powala na kolana ;d Mam tylko nadzieję, że nie spotkała ją żadna kara za atak na Ciebie!

Mi tez ten Voldemort zza krzków się tak skojarzył, ale stwierdziłam, że nie ma co zmieniać. W końcu on też człowiek (prawie) i musi gdzieś załatwiać swoje potrzeby : P
Niestety Bellatriks spotkała kara. Lord nie był w tym przypadku zbyt wyrozumiały :)


i.imgur.com/AyR1kd7.png

Christian.
i.pinimg.com/originals/02/0b/07/020b0757879bbd8cc21454799bff6f55.gif

Bo liczy się to, co masz w środku.
cdn.junglecreations.com/wp/junglecms/2017/12/Christian-Bale-Resized.jpg

Ale czasami warto założyć maskę.
pa1.narvii.com/6412/37cb60531dd1e8002b7ec87c8da0ba734a67f9f3_hq.gif


"ja generalnie ten tekst klasyfikuję jako 5CMCS HE NDPSG3 - S2AB"
"zmiennokanoniczne"
"piszę fanficka ducha, że tak to ujmę, czyli takiego, którego nie ma"
"po części trudny język wynika z założeń płomień odwagi i specyfiki tekstu"

by Cantaris


Ula urzędniczka
Zarejestruje ci chomiczka
Da mu zielona kartę
I marchewki starte
<muza>

by fuer
 
Prefix użytkownikalosiek13
O, nie! Teraz to mi nie jest już do śmiechu ;<
zapodaj.net/images/edba268d6e942.png


Always


zapodaj.net/images/c4ff56e394964.jpg
 
Prefix użytkownikaulka_black_potter
Sorry, lubisz Bellatriks? Nie martw się, Lord kazał jej tylko przejechać się każdą linią metra w Londynie, co by z mugolami mogła sie zasymilować :) Nie jest tak źle.


i.imgur.com/AyR1kd7.png

Christian.
i.pinimg.com/originals/02/0b/07/020b0757879bbd8cc21454799bff6f55.gif

Bo liczy się to, co masz w środku.
cdn.junglecreations.com/wp/junglecms/2017/12/Christian-Bale-Resized.jpg

Ale czasami warto założyć maskę.
pa1.narvii.com/6412/37cb60531dd1e8002b7ec87c8da0ba734a67f9f3_hq.gif


"ja generalnie ten tekst klasyfikuję jako 5CMCS HE NDPSG3 - S2AB"
"zmiennokanoniczne"
"piszę fanficka ducha, że tak to ujmę, czyli takiego, którego nie ma"
"po części trudny język wynika z założeń płomień odwagi i specyfiki tekstu"

by Cantaris


Ula urzędniczka
Zarejestruje ci chomiczka
Da mu zielona kartę
I marchewki starte
<muza>

by fuer
 
Prefix użytkownikaLilysne
rok później...
Dzięki ulka :) Miło usłyszeć dobre słowo, no raczej je przeczytać;p Wiem, że trochę romantyczne, ale w końcu był to Dzień Kobiet a w tym dniu jest nawet romantycznie. A niech Voldek też ma hmmm słabość do pięknych kobiet ;p
 

Podziel się z innymi: Delicious Facebook Google Live Tweet This Yahoo

Przejdź do forum:
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2026 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.21