Logowanie
Facebook
Shoutbox
Współpraca
Najaktywniejsi
1)
Alette
2)
fuerte
3)
Katherine_Pierce
4)
Sam Quest
5)
Shanti Black
6)
A.
7)
monciakund
8)
ania919
9)
ulka_black_potter
10)
Klaudia Lind
Losowe zdjęcie
Zobacz temat
|
Walentynkowe opowiadanie oraz urodzinowa okładka książki
|
|
| Smierciojadek |
Dodany dnia 04.03.2015 13:19
|
![]() Pochwały: 14 Postów: 6913 Dom: GryffindorPunkty: 60618 Ranga: Harrych świąt! Data rejestracji: 22.04.07 |
WALENTYNKI I - gne To o czym Wam opowiem, miało miejsce wiele lat temu, zimą 1996 roku. Paryż stał się tamtego dnia stolicą miłości, a wszystkie kawiarnie i restauracje wypełnione były zakochanymi. Na każdym rogu można było dostrzec handlarzy kwiatów i spacerujące ze splecionymi dłońmi pary. Jak się być może domyślacie, był to dzień świętego Walentego. Choć wszyscy niewątpliwe starali się, aby ich randka w tym dniu była niepowtarzalna, to dla postronnego obserwatora wszystkie wyglądały dokładnie tak samo. Kwiaty, wino, pocałunki, maślane spojrzenia. Tego dnia każda kobieta wyglądała wyjątkowo ślicznie, każdy a mężczyzna prawił swojej damie komplementy, nie widząc nikogo poza swoją wybranką serca. Tylko jedno miejsce sprawiało wrażenie, jakby świat stanął na głowie. Na rogu ulicy Rue St. Benoit, w Café de Flore, gdzie pracowałem, siedziało dwoje młodych ludzi, którym nie dane było nacieszyć się sobą i spędzić tego czasu w romantycznej atmosferze. Mężczyzna, w którego włosach zdawały się tańczyć języki ognia, z coraz większym zdenerwowaniem patrzył w stronę swojej ukochanej. Dziewczyna była niesamowicie piękna i aż trudno mi było oderwać od niej wzrok. Dało się od niej wyczuć jakąś... magię? Może właśnie dlatego, na krześle obok Franzuski piętrzył się coraz wyższy stosik podarunków, choć tylko jeden z nich był prezentem od mężczyzny, z którym przyszła. Co chwilę jakiś obcy młodzieniec (choć zdarzyło się też kilku podstarzałych gentlemanów), opuszczał swoją partnerkę i podchodził do stolika nieznajomej piękności, by prawić jej komplementy i obdarować kwiatami lub czekoladkami. Mademoiselle wydawała się być coraz bardziej zmieszana zachowaniem amantów, a w szczególności tym, co następowało potem. Każda ze zdradzonych dam, wymierzała swojemu mężczyźnie policzek, poczym zraniona wybiegała z lokalu, wykrzykując Laisse-moi tranquille* ! Wszystko wskazywało na to, że już wkrótce kawiarnię opuszczą wszyscy moi goście i tak zapewne by się stało, gdyby rudowłosy mężczyzna nie pochwycił swojej partnerki za rękę i nie szepnął jej kilku słów, których dosłyszeć niestety nie mogłem. Pozostaje mi tylko się domyślać, co powiedział swojej pięknej damie, ale faktem jest, że chwilę później opuścili kawiarnię ubierając się w pośpiechu. Jasnowłosa piękność zabrała z krzesełka tylko jeden podarek, chowając go do kieszeni palta. Zamyślony wpatrywałem się w stół, na którym została niedopita kawa i rękawiczki, których zapomniała zabrać. Oprzytomniałem dopiero usłyszawszy dziwny trzask za oknem. Chciałem pobiec za kobietą i oddać jej zgubę, lecz gdy podszedłem do drzwi, zaśnieżona ulica była już całkiem pusta, a ślady urywały się po środku chodnika, zupełnie jakby rozpłynęli się w powietrzu. Dziwny to był dzień i jak widzicie, nie zapomniałem o nim mimo mojego podeszłego już wieku. Pewnie zastanawiacie się co się z nimi później stało, gdzie poszli i dlaczego tak nagle zniknęli. Cóż, myślę, że znaleźli jakieś odosobnione miejsce, gdzie spędzili resztę wieczoru. Czy walentynki były dla nich udane? Myślę, że tak. Ja mogę Wam tylko zdradzić, że następnego dnia, młoda panienka przyszła ponownie do mojej kawiarni, by odszukać swoje rękawiczki. Gdy je zakładała, zauważyłem, że coś błyszczy się na jej palcu. Tego dnia jej twarz była jeszcze piękniejsza. Jej uśmiech zdradził mi, że była szczęśliwa. * Laisse-moi tranquille - zostaw mnie w spokoju II - Bad wolf Fleur, założywszy swoją najpiękniejszą sukienkę, wyszła z domu. Idąc na miejscie spotkania, mogła podziwiać wiele serduszek wystawionych na witrynach paryskich sklepów. Miasto, uznawane za miejsce stworzone dla znalezienia sobie partnera, miało taki urok, że dziewczyna z uśmiechem i życzliwie odnosiła się do innych ludzi. Na umówionej ulicy pod umówionym barem panna Delacour znalazła się pięć minut wcześniej niż powinna. Nieco przykro jej się zrobiło, że przyszła pierwsza, jednak z radością wyciągała szyję, aby w nadchodzącym tłumie znaleźć swojego chłopaka. I tak się stało. Rudy mężczyzna ubrany w garnitur i szary płaszcz, szedł z bukietem róż. Małym, bo małym, ale jednak bukietem. Będąc koło blondynki, próbował ogarnąć ją wzrokiem, z najpiękniejszym uśmiechem, jaki można sobie wymarzyć. - Ślicznie wyglądasz - powiedział Bill z zachwytem wręczając Fleur owe kwiaty. I coś w tym było. Półwila założyła swoją najlepszą sukienkę. Prezentowała się w niej lepiej, niż w codziennym ubraniu, choć i w tamtym niczego jej nie brakowało. Przylegająca w klatce piersiowej, a od pasa rozkloszowana, suknia, miała bladoróżowy odcień. - Dziękuję - zaszczebiotała dziewczyna. - A zdradzisz gdzie mnie zabierasz? - Ufasz mi? - Zapytał odważnie patrząc jej w oczy. Każda inna osoba z nieśmiałości obserowałaby już swoje nogi. - Ufam. To powiedziawszy oboje się teleportowali. Stali teraz przed szaroburym barem. Wchodząc do środka, Fleur brakło tchu. Miejsce, w którym się znaleźli, było cudowne. Ściana naprzeciwko drzwi była cała ze szkła i dawała widok na morze, który radośnie biło o skały, a reszta, w kolorze białym, ozdobiona była szarymi obrazami. Brylantowa żyrandol, gdzie każdy kryształ palił się żywym ogniem, pięknie uzupełniał wystrój. Z nikąd pojawił się ciemnobrązowy stół z dwoma krzesłami, przykryty perłowobiałym obrusem. Zasiadłszy do niego, Bill i Fleur zaczęli rozmawiać, śmiać się... Widać było, że dla obojga jest to nowość i nie czują się do końca komfortowo. Nawet wstydzili się jeść! Po zakończonym posiłku ruszyli plażą wzdłuż morza. Z pewnością było cieplej niż teraz we Francji, ale i zimniej niż jest tam wiosną czy jesienią. Romantyczny nastrój utrzymywało zachądzące morze, które razem, trzymając się za ręcę, obserwowali. - 'Ciałabym tu kiedy zamieszkać - westchnęła Fleur łamaną angielszczyzną, kładąc głowę na ramieniu Billa. Marzyła już wtedy, jak każda dziewczyna, że to właśnie on będzie jej partnerem na stałe. Nie byli wtedy długo razem, jednak wyobrażenie idealnej miłości robiło swoje. - Ja... Muszę... Chciałbym czegoś spróbować - powiedział Bill nieśmiało się odwracając i patrząc w oczy Fleur. Była niezaprzeczalnie piękna. Każdy to dostrzegał i każdy też tracił pewność siebie stojąc koło niej. - Tak, Bill? - Zapytała zdziwiona dziewczyna. Młody Weasley jednak nic nie powiedział, a łapiąc ją za podbródek, złożył delikatny pocałunek na jej malinowych ustach. III - Nessa Laime [narratorem opowiadania jest Fleur] Dzwonek do drzwi rozległ się akurat wtedy, kiedy skończyłam przygotowania do długo wyczekiwanej przeze mnie randki. Jeszcze raz przejrzałam się w lustrze i poprawiłam niesforne kosmyki, wymykające się z warkocza. Z podekscytowaniem zbiegłam na dół po schodach, poprawiając swoją nieskazitelnie białą sukienkę, kupioną u Madame Malkin. W drzwiach wejściowych ujrzałam Billa rozmawiającego z moimi rodzicami, którzy powiedzieli mi tylko "Pięknie wyglądasz", po czym odeszli w głąb pomieszczenia. Założyłam płaszcz i wzięłam Weasleya pod ramię, przyglądając mu się z ciekawością. Po chwili poczułam w brzuchu nieprzyjemne ukłucie i mocniej złapałam go za rękę. Od razu rozpoznałam miejsce, w którym się znaleźliśmy - była to główna ulica Hogsmeade, na której znajdowało się mało osób, ze względu na wczesną porę. Ruszyłam z Billem w stronę herbaciarni pani Puddifot, gdzie spędziliśmy następną godzinę. Rozmawialiśmy ze sobą swobodnie i śmialiśmy się, jednak poczułam, że w dzień Walentynek oczekiwałam czegoś innego. Rudowłosy ujął moją dłoń i oznajmił, jakby czytając w moich myślach: - Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. Spojrzał na mnie tajemniczo i pociągnął w stronę drzwi. Byłam bardzo ciekawa, gdzie poprowadzi mnie tym razem, jednocześnie mając nadzieję, że nie okaże się to złym pomysłem. Po kilkunastu minutach spaceru dostrzegłam przed sobą drzewa Zakazanego Lasu i przystanęłam ze strachem. - Chyba tam nie pójdziemy! - pisnęłam, spoglądając na Billa, który zdawał się niewzruszony widokiem niewątpliwie przerażającego miejsca. Chwycił mnie mocniej za rękę, mówiąc: - Zaufaj mi. Uspokoiłam się nieco, choć nadal byłam przytłoczona jego dziwnym pomysłem. Weszliśmy w gąszcz drzew i krzaków, starając się nie podrzeć swoich ubrań. Zaczęłam zastanawiać się nad ucieczką, kiedy w oddali dostrzegłam pasmo światła. Przyspieszyłam tempo marszu, a gdy znalazłam się na miejscu, zamarłam. Znajdowała się tam polana, która kompletnie nie pasowała do mojego wyobrażenia Zakazanego Lasu. Była oświetlona promieniami słońca, przedostającymi się przez konary drzew, rosnąca tam trawa była bujna i świeża, a latające wokół ptaki nadawały łączce bajkowego klimatu. - Zawsze przychodziłem tu, kiedy miałem jakieś problemy. - odezwał się Bill, ogarniając spojrzeniem tajemnicze miejsce - Jeszcze nigdy nikomu nie powiedziałem o tym miejscu, ty jesteś pierwsza. - oznajmił, patrząc mi w oczy. Zrozumiałam, że chciał mi w ten sposób powiedzieć, że mi ufa i jestem dla niego wyjątkowa. Spojrzałam na niego z uśmiechem, po czym stanęłam na palcach i musnęłam jego wargi swoimi. Gdybym wiedziała, że to będzie tak proste, zrobiłabym to już dawno. Objęłam go za szyję i przyciągnęłam mocniej do siebie. Czułam, że na jednej randce się nie skończy. Wyróżnienie - ania potter Fleur obudziła się w swojej sypialni. Leniwie podniosła powieki, przyzwyczajając się do światła przeciskającego się przez zasłony. Gdzieś wewnątrz czuła ekscytację, przepełniającą ją energią. Odrzuciła puchatą pościel i poszukała stopami mięciutkich kapci. Nie lubiła dotyku zimnej, kamiennej podłogi z samego rana. Kiedy już wstała, skierowała się do lustra, by upewnić się, że nadal świetnie wygląda. Nie mogła pozwolić, by choćby najmniejszy szczegół zakłócił jej idealny wygląd. Uśmiechnęła się zalotnie do swojego odbicia, zastanawiając się jak przywitać spodziewanego gościa. Wzięła do ręki świeżego rogalika i usiadła na parapecie. Spomiędzy jedwabnych zasłon patrzyła na Wieżę Eiffela wznoszącą się na horyzoncie. Okoliczne budynki przyprószone były śniegiem, a niewielkimi uliczkami Paryża pospiesznie przemykali przechodnie. Kiedy skończyła jeść, zeskoczyła z parapetu i usiadła przy toaletce. Czesząc swoje idealnie proste włosy, zastanawiała się, co powinna zrobić, zanim po południu przyjdzie po nią znajomy z Hogwartu. Mogła jedynie zgadywać, co Bill zaplanował na ten wieczór. W końcu tylko raz w roku jest święto Walentego. Spojrzała na zegarek. Było około 12.00. Fleur, jak zwykle rozmarzona, zaczęła się kręcić po pokoju, szukając odpowiedniej kreacji dla siebie. jak na złość, wszystkie jej wieczorne sukienki były dziwnie za jasne. W końcu znalazła sukienkę. Jedyną w swoim rodzaju. Była błękitna, a pod słońcem robiła się jasno fioletowa. Fleur oglądała ją z zachwytem. Nawet nie wiedziała skąd ją ma. Miała za dużo sukienek. Kiedy ją włożyła, pobiegla do łazienki po kosmetyki. Umalowała się. Wyglądała prześlicznie. Była w tej chwili ciekawa dwóch rzeczy. - - Co powie Bill jak mnie zobaczy? Ciekawe co mi da?- myślała wpatrując się w okno. Nagle zobaczyła postać ubraną na czarno podchodzącą do drzwi. Wpatrywała się z uśmiechem w okno, a kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Fleur podbiegła w podskokach do nich i nie uwierzyła własnym oczom. W drzwiach stał jej znienawidzony kolega ze szkoły! W rękach trzymał duże różowe serce. Zapytal cicho: - Będziesz moją walentynką? Fleur miała ochotę powiedzieć ,, A weź się odwal" i zatrzasnąć drzwi, ale się powstrzymała. Wzięła z uśmiechem seerduszko i powiedziała: - Dziekuję.. Skąd znasz mój adres? - Kiedyś mi mówiłaś... - powiedział Dean, uśmiechnął i poszedł. Fleur zdziwiona podeszła do szafki i włożyła kolejne serduszko w stos innych walentynek. Ledwo to zrobiła, a znowu zadzwonił dzwonek do drzwi. - Fleur! Otwórz! - zawołał znajomy głos zza drzwi. To był Bill! Fleur szybko podbiegła do drzwi i odkręciła zamki. Przed nią stanął Bill w garniturze i bukiecie róż. Miał tylko widoczną jedną rękę, bo drugą chował za plecami. Fleur znała Billa i wiedziała, że za plecami ma jakiś drobny lub drogi prezencik. Usiadł przy stole. Prezent schował pod krzesłem. - Zgadnij co tam mam - powiedział Bill do siedzącej na przeciwko niego Fleur. - Mam tam dwa prezenty. jeden na K, a drugi na B. - Kurcze... - powiedziała cicho Fleur. - Nie, nie mam tam kurczaka. - zaśmiał sie Bill. - Zaczyna się i kończy na K. Fleur nie znała się na takich zgadywankach. Ale miała pewien pomysl. - To jest zwierzę? - zapytała z ekscytacją. - Tak.- odpowiedział. - Królik! - zawołała Fleur, czując, że tym razem zgadła. - Brawo! - rzekł Bill, wyciagając spod krzesła wielki zielony prezent. Fleur uśmiechnęła się do Billa i otworzyła podarunek. W pudełku była klatka, a w klatce biały królik. Fleur popatrzała z czułością na chłopaka, a potem go pocałowała. Królik miał różową obrożę,a do niej przypięte serduszko z napisem I Love You. - Zgadujesz? - zapytał chłopak,wychylając skrawek czerwonego papieru. - Ta część walentynek będzie zwyczajna, mugolska. Fleur skrzywiła się. Nie za bardzo lubiła mugoli, a tym bardziej rzeczy wymyślone przez nich, ale wiedziała, że Bill zapewni jej wspaniałe walentynki. Nagle sobie coś przypomniała. - Bilet! - zawołała. - Tak! Troszkę mugolskiego teatru nie zaszkodzi nikomu. - Bill uśmiechnął się miło. - Te-teatr? - jęknęła Fleur cicho. - Proszę? - Nie nic. - odpowiedziała szybko, po czym mruknęła. - Coś wykombinuję. Fleur nie cierpiała teatrów od kiedy miała 5 lat. Wtedy ciotka pierwszy raz zabrała ją do mugolskiego teatru na przedstawienie pod tytułem ,, Czerwony Kapturek '' . Fleur siedząc na krzesełku co chwila słyszała głośne głosy chłopaków za sobą i ich odgłosy przerażenia, kiedy Wilk zjadał babcię. Wtedy się wkurzyła i nie chcący unieruchomiła aktora grającego wilka, przy czym zwaliły się dekoracje. Chłopcy krzyknęli, wyzwali ją od kosmitki, po czym wylali na nią całe dwa kubki mugolskiej Coca - Coli. Od tej pory Fleur nienawidziła teatrów. Bill wstał, machął ręką do Fleur, po czym razem wyszli na dwór, kierując się w stronę wielkiego, niebieskiego budynku. *** Po skończonym spektaklu dziewczyna miała wykrzywioną minę. Nie dość, że nie lubiła teatrów to jeszcze na teatrz aktorzy drwili z magii. Nie doczekanie! Fleur wtedy wyjmowała różdżkę, ale Bill ją powstrzymał. Wrócili razem do domu, trzymając się za ręce. Wtedy Bill cicho gwizdnął, lecz Fleur tego nie zauważyła. Wtedy na niebie, z wielkim hukiem, pojawił się zaczarowany fajerwerek. czerwone iskierki ułożyły się w serduszko z napisem Kocham Cię Fleur. Imię Fleur było troszkę innym odcieniem czerwonego, ponieważ Bill i jego znajomy musieli troszkę poeksperymentować. Ale Fleur nie zwróciła na to uwagi. Rzuciła się w ramiona Billa. Całowali się i przytulali jeszcze kilkanaście minut, po czym odeszli w stronę domu z miłym uśmiechem na twarzy. *** Fleur usiadła na krześle przy lustrze. Wspominala miłe chwilę spędzone z Billem. Nagle przypomniała sobie o kimś. Pobiegła do kuchni i zaczęła grzebać w szafkach. Kiedy znalazła to czego szukała, przypomniało jej się, że jest czarownicą. Lecz dziewczyna tylko uśmiechnęła się i wsadziła marchwkę do klatki z królikiem. ten zaczął ją jeść i patrzył na Fleur co chwilę. Dziewczyna postawiła klatkę z Królikiem przy szafce nocnej i szepneła do niego: - Nigdy tego dnia nie zapomnę. Po czym pobiegla do łazienki szykując się do spania. Pozostali Portugas Spodziewała się, więc czegoś nietypowego - przełomowego, wręcz. Fluer wybrała się do sypialni, gdzie znajdowała się jej, pełna ubrań, szafa. Kiedy ją otworzyła z szafy wypadła sterta ubrań. Góra ubrań była tak duża, że sięgała jej aż do brzucha. Bill mówił, że normalna szafa nie pomieści tylu ubrań, ale Fluer była uparta, chciała żyć normalnie. Bez magii. Chciała jej używać tylko w sytuacjach naprawdę tego wymagających i to właśnie taka była. Fluer z trudem wyjęła różdżkę ze spodni i machnęła różdżką. Wszystkie ubrania ponownie znalazły się w zamkniętej już szafie, oprócz jednej czerwonej sukienki. To była jej ulubiona sukienka, była zwiewna, wygodna i pokazywała co trzeba, a zakrywała to co powinna. Uznała, że to ją założy na dzisiejszą randkę. Dobrała do niej czarne buty na obcasach i kolczyki od Luny, które dostała na urodziny. *** Fluer usiadła przy stoliku w restauracji, w której byli umówieni. Restauracja ta była jedną z najnowszych i najdroższych w mieście, jej wnętrze wypełniały liczne kwiaty i gustowne lampy ścienne. Ściany pokrywały licznej obrazy i malowidła, które tworzyły świetną kompozycję z pomarańczowym kolorem ścian. Jednym słowem - restauracja wyglądała bajecznie. Nagle zaczęła grać muzyka. Fluer zaczęła się rozglądać za jej źródłem, ale go nie znalazła. Za to znalazł ją Bill podchodząc do niej po cichu, zakrywając jej oczy i szepcząc do ucha: - Wesołych Walentynek, kotku. - Po czym Fluer odwróciła się uradowana i uściskała ukochanego. - Już się bałam, że nie przyjdziesz - powiedziała Fluer zwalniając swój uścisk i odsuwając się od Billa, pokazując przy tym swój urokliwy uśmiech. - Usiądźmy - zaproponował Bill wskazując najbliższy stolik. Kiedy usiedli, Bill kontynuował swoją wypowiedź. - Jesteśmy razem bardzo długo i... - Bill odwrócił swój wzrok w stronę okna, z którego roztaczał się widok na wieżę Eiffla. Widok był jeszcze piękniejszy niż z ich mieszkania, ale to nie to było w tej chwili najistotniejsze. - Co się stało? - spytała zmartwiona Fluer, kiedy podszedł do nich kelner. - Co państwo sobie życzą? - spytał. Bill spojrzał na niego, po czym odesłał wzrokiem do innego stolika. - Ja... chciałbym założyć rodzinę - wykrztusił. - Przecież jesteśmy rodziną - odpowiedziała troskliwie Fluer. Bill wstał z krzesła, podszedł do swojej żony i uklęknął przy niej. - Nie o to mi chodzi, Fluer. Ja chciałbym mieć dzieci. - Fluer uśmiechnęła się, po czym spojrzała w stronę okna. Coś rzuciło jej się w oczy. Coś nietypowego... niecodziennego. To... byłem ja? Fluer wstała pośpiesznie z krzesła i podeszła w moją stronę, próbowałem uciec, ale zaklinowałem się! Złapała mnie. Zaczęła krzyczeć, kopać mnie, a potem wyzywać od Gumochłonów. Kiedy zaczęła krzyczeć na Billa skorzystałem z okazji i uciekłem. Przepraszam Kupidynie, zawiodłem. Czy poniosę karę? Błagam, nie chcę powtarzać kursu "Amortyzacja będąc Amorkiem"! Ana_Black Gdy Fleur już wyczesała swoje włosy postanowiła zrobić sobie fryzurę. W końcu to miała być randka w Paryżu, mieście zakochanych. Musi wyglądać zjawiskowo. Kilka machnięć różdżką sprawiły, że jej srebrnoblond włosy ułożyły się w piękny kok. Na koniec spięła go lśniącą, niebieską spinką. Dla lepszego efektu zostawiła dwa kosmyki, które teraz swobodnie zwisały wzdłuż jej policzków. Na koniec pozostał makijaż. Ograniczyła się tylko do pomalowania ust szminką, lekkiego podkreślenia brwi tuszem i pomalowania powiek bladoniebieskim cieniem. Nie potrzebowała mocnego makijażu. Była przecież naturalnie piękna. Na koniec został jeszcze ubiór. Fleur włożyła błękitną sukienkę na ramiączkach, ozdobioną malutkimi szmaragdami w pasie. Następnie ubrała srebrne, dziesięciocentymetrowe szpilki. Nie były one zbyt wygodne, ale czego się nie robi, by wyglądać pięknie w Walentynki? Kobieta spojrzała na zegar. Wskazywał za pięć ósmą, a to oznaczało, że Bill za chwilę powinien się pojawić. I rzeczywiście równo z pełną godziną usłyszała pukanie do drzwi. Podekscytowana podbiegła do nich, prawie się przewracając, i wpuściła przybysza do środka. W wyglądzie najstarszego z braci Weasleyów nic się nie zmieniło, poza tym, że ubrany był w elegancki garnitur i muszkę. - Pięknie wyglądasz - powiedział na przywitanie Bill i pocałował ją delikatnie w usta. - To dla ciebie. - Wręczył jej bukiet kwiatów i pudełko czekoladek w kształcie serca. - Dzi-ekuje - odparła Fleur łamaną angielszczyzną, oblewając się przy tym rumieńcem. Położyła słodkości na stole, a kwiaty do wazonu z wodu. Bill chwycił swoją wybrankę pod ramię i razem wyszli na okryte śnieżnym puchem ulice Paryża. Fleur zachwycała się śniegiem lśniącym od słonecznych promieni. Kobieta spędziła najlepsze walentynki w swoim życiu. Na początku Bill zabrał ją do kina na mugolską komedię romantyczną. Potem popłynęli łódką wzdłuż sekwany, popijając francuskie wino i rozkoszując się widokami. Fleur trochę pochlapała sobie sukienkę, ale nie krzywiła się, bo nie chciała psuć nastroju. Spływ zwieńczyli zawieszeniem kłódki, na której Weasley wygrawerował różdżką napis "Bill i Fleur" oraz serduszko, na Moście Zakochanych. Mugole nie zdawali sobie z tego sprawy, ale to dzięki zaklęciom jeszcze się nie zawalił. Tego dnia para robiła jeszcze dużo rzeczy, m.in. była w teatrze. Ciężko byłoby spamiętać wszystko, co Bill przygotował dla ukochanej. Słońce miało się już ku zachodowi, gdy spacerowali trzymając się za rękę po Polach Elizejskich. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, on okręcił się wokół własnej osi, mocno ściskając jej rękę i deportował ich na szczyt Wieży Eifella. Widok zachodzącego słońca zaparł jej dech w piersiach. Wszędzie były poustawane malutkie świeczki migocące płomykami niczym gwiazdy na niebie. Na środku stał stolik, a na nim przygotowana wykwintna kolacja. Fleur zajadając danie z owoców morza, w duch stwierdziła, że była najszczęśliwszą kobietą na świecie. Wielu jej byłych adoratorów starało się jak mogło, by zdobyć jej uwagę, ale tylko Bill Weasley zdobył jej serce. Po kolacji nadszedł czas na deser i ponownie wino. Zanim jednak Bill nalał trunku do kieliszków, uklęknął przed zaskoczoną Fleur i wyjmując z kieszeni pudełeczko w kształcie serca, zapytał: - Wyjdziesz za mnie? - Tak - odpowiedziała Fleur ze łzami szczęścia w oczach i pozwoliła wsunąć sobie na palec pierścionek ze szmaragdem. Następnie rzuciła mu się w ramiona i para złączyła się w namiętnym pocałunku. Rose Lancaster Gdy Fleur rozczesywała swoje włosy wpatrując się w swoje nieziemskie odbicie, nagle usłyszała, że coś dobija się do jej okna. Zaniepokojona wstała i podeszła do parapetu, za oknem zobaczyła popielatą sowę, nigdy wcześniej jej nie widziała dlatego bardzo sie zdziwiła, kiedy wzięła od niej kopertę najwyraźniej od Billa. Po jej głowie w jednej chwili zaczęły kłębic się tysiące myśli. Czyżby Bill odwołał ich dzisiejsze spotkanie? Nie to nie możliwe, przecież oboje wyczekiwali go już od kilku tygodni, pozatym to nawet nie jest sowa Billa poznała by ją zawsze domaga się od adresata lisu zapłaty, a ta nic poprostu Fleur wzięła od niej list, a ta odleciała. Ostrożnie otwożyła czerwną kopertę z której wystrzeliły róznokolorowe serpentyny oszołomiona wyciągnęła list. Odrazu poznała pismo chłopaka którgo wyczekiwała. W liście napisał: "Droga Fleur, Mam nadzię, że się nie obrazisz jeżeli poproszę Cię abyś przyszła pod wieżę Eifella sama o godzinię 18:00? Przepraszam, ale nie będe mógł po ciebie przyjść ponieważ coś mi wypadło, ale przysięgam, że się nie zawiedziesz. Ps. Wydaję mi się, że mogłaś zwątpić czy aby na pewno ode mnie jest ten list przez tą nikczemną sowę. Niestety mojej białej przyjaciółce stało się coś w skrzydło i nie mogła dostarczyć Ci tego listu. Mam nadzięje, że nie masz mi za złe. Do zobaczenia o 18:00, Bill." Dziewczynie spadł kamień z serca Bill nie odwołał ich spotkania, jednak co tak ważnego mu wypadło, że nie będzie mógł po nią przyjść? Do spotkania miała jeszczę 3 godziny, po jej głowię zaczęło kłebić się jeszcze więcej pytań. Dotyczyły one jednak tego jak ma się ubrać, przecież nie widziała gdzie idą, co będą robić. Przetrząsnęła całą swoją szafę z ubraniami wieczorowymi. Miała dylemat pomiędzy miętową sukienką z długim rękawkiem do pasa prostą a od niego do kolan jak baletnica rozłożystą spódnicą, a czarną sukienką bez rękawów do kolan z lekko dłuższym tyłem. po pół godzinie zdecydowała się na tą czarną, wydawała jej się odpowiedniejsza jak na Walentynki. Miała rozpuszczonę włosy jednak niesfornę kosmyki włosów po bokach upieła w luźną kitkę która opadała na jej rozpuszczone blond włosy. Zrobiła sobie lekki miakijaż podkreślający oczy, oraz wyciągneła z szafy czarne buty na lekkim obcasie wysokości 5cm. Zamkęła drzwi za sobą i wyszła, po drodze spotykała zakochane pary, a jej coraz bardziej waliło serce. Kiedy doszła pod wieże ujrzała Billa, ten podszedł do niej i pocałował w policzek. Chwycił ją za ręke i poszli do pobliskiej kawiarni siedzieli tam i rozmawiali do godziny 23:30. Wtedy Bill wstał i zabrał ją pod wieże. O pólnocy budowla zaczęła się mienić na różne kolory, Fleur była zachwycona. Usiedli na ławcę na przeciwko i podziwiali uroki takiego Paryża. Po chwili dziewczyna poczuła, że Bill sie od niej oddala i klęka przed nią wyciągając z kieszeni garnitura czerwone pudełeczko z pierścionkiem i prosi ją o ręke. Fleur była tak szczęśliwa, że nie wiedziała co powiedzieć dlatego rzuciła mu się na szję. To były najlepsze walentynki doctychczas w życiu tych obojga. KONKURS NA OKŁADKĘ I - fullmoon ![]() II - gne ![]() III - luna99 ![]() Wyróżnienia Nedelle ![]() monciakund ![]() ![]() julietta115 ![]() Pozostali Ana_Black ![]() ania potter ![]() Booker-T ![]() Lapa15 ![]() Merida Waleczna ![]() ![]() Nie można zapłacić za coś, co nie ma ceny. Niektórzy twierdzą, że każda, absolutnie każda rzecz na świecie ma swoją cenę. To nieprawda. Są rzeczy, które ceny nie mają, są bezcenne. Najłatwiej poznać takie rzeczy po tym, że raz utracone, są utracone na zawsze. ![]() Nie wiesz, co pamiętasz, dopóki nie spróbujesz tego opowiedzieć. I nie wiesz, co tak naprawdę sądzisz na dany temat, dopóki nie zaczniesz się o to z kimś kłócić. W samotności nie jesteś nawet świadomy swoich sprzeczności. ![]() Pamiętaj. W śnie nie da się szeptać. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
|
|
|
Katherine_Pierce |
Dodany dnia 04.03.2015 13:28
|
![]() Pochwały: 29 Postów: 5926 Dom: GryffindorPunkty: 47342 Ranga: Członek Rady Strachu Data rejestracji: 31.10.14 |
Opowiadanie Gne trochę odstaje od założeń ale i tak mi się podoba i zgadzam się, że zasłużyła an pierwsze miejsce <3 Okładki, taaak, fullmoon zdecydowanie najfajniejsza, choć po co angielski tytuł? Okładka Gne jest śliczna, ale to nie jest okładka. Brak tytułu, autora... chyba było w założeniach napisane, że nie musi być, ale wtedy okładka ma jasno wskazywać, która to część, a tutaj nie mam pojęcia. Hedwiga była w każdym tomie. Reszta prac też fajne Moja chrisowa TOP5 ![]() 1. Always&Forever Chris Wood ![]() 2. Chris Hemsworth ![]() 3. Chris Evans ![]() 4. Chris Pratt ![]() 5. Chris Pine ![]() Maybe, you don't know Katherine at all. Did it ever occur to you that you have no idea who I really am? [/center]![]() Mam talenty różne, lecz nie należy do nich poezja staram się klecić słowa aby była w tym finezja. Obietnice złożyłam, więc spełnić ją należy admin co nie dotrzymuje słowa? Kto mu uwierzy? Z przeprosinami do Ciebie Kath pędze aby nie popaść w wieczna nędzę. Kiedy Mafia się z wielką pompą rozpoczęłą, nie chciałam aby osoba z miasta zginęła. Choć początkowo w mych oczach byłaś podejrzana, wymówka z brakiem czasu, zdawała się odgrzewana. Gdy zaś ufać zaczęłam w twe piękne słowa, mafia nie pozwoliła, by lekka stała się ma głowa. Rozkazali głosować wbrew mojej woli, musiałam się pilnować aby nie wyjść z roli. Swojego słowa bronić miałam zacięcie, najlepiej tak aby wśród innych miało ono wzięcie. Przepraszam najszczerzej, lecz nie cała moja jest wina, głosu bym na Ciebie nie oddała, gdyby nie mafii kpina. Grałaś zacnie, choć nie każdy to potrafił docenić, szkoda, że losów miasta nie udało nam się zmienić. Z najszerszymi przeprosinami, Tako. Cóż to tak echem pijackich krzyków rozbrzmiewa I z dupy łzy śmiechu rozlewając rzęsiste Wciąż sunie w dół siłą tyłków rozpędzone Ciemność nagłą powitać co się jej nie spodziewa To z trzech części całość misternie złożona Co czerwieni blaskiem ciekawskie oczy razi I bucha wciąż gdy w dół tak pokracznie złazi Zielonym długim poddupcem połączona A każdy człon tego przedziwnego bytu Nie przez Boga do życia powołanego Lecz przez wyobraźnie chore i łyki płynu czystego Zdaje się niczym wobec wspaniałości swego odbytu Bo piękny on niczym moszna na nieboskłonie Mądry jak żadna ze stóp co na świat zrodzona A zabawna tak, że aż strach Oto jest Kath Gne - Twoje przedtyłcze <3 Ołtarzyk uwielbienia Chrisa ![]() Autorstwa pięknej i utalentowanej Gne <3 Chris to dupa jakich wiele, Męski facet w fajnym ciele, Serial o nim Kath ogląda, Lecz na tyłek wciąż spogląda. Na nic próby oderwania Wzroku od słodkiego drania, Uśmiech jego mówi wiele Aż mam ciarki na całym ciele! By Sam Quest ![]() The wasted years, the wasted youth The pretty lies, the ugly truth And the day has come where I have died Only to find, I've come alive ~Teen idle ![]() I was angry with my friend; I told my wrath, my wrath did end. I was angry with my foe: I told it not, my wrath did grow. And I waterd it in fears, Night & morning with my tears: And I sunned it with smiles, And with soft deceitful wiles. And it grew both day and night. Till it bore an apple bright. And my foe beheld it shine, And he knew that it was mine. And into my garden stole, When the night had veild the pole; In the morning glad I see; My foe outstretched beneath the tree. Do hymnu! Katherine jak ten kwiat wykwitła na stronie, Katherine zostanie z nami po wsze czas. Skromniutka i gadatliwa, wielka jej chwała, bo serce jej ogromne niczym głowa Andrzeja. Refren: Chwała Ci nasza, Katherino! Filmowcu najlepszy, kochana userko! Znajomość TVD największą masz! Chwała Ci, nasz pierniczku! Twa sława się ciągnie za Tobą niczym smród. Lecz nie martw się tym, bo oznacza on Twój trud. Każdy go do docenia, bo robisz cuda od niechcenia. Trzymaj tak dalej, a nagrodzi Cię ktoś! Refren. Upijałaś się w Karczmie, szalałaś w Hogwarcie, lecz byłaś w stanie pokonać Parchatego Trolla. Dzielnie walczyłaś w konkursie literackim, w redakcji Proroka zasiadłaś niczym król. Refren x2 ~ Pszemek - łosiek <3 ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
|
|
|
ulka_black_potter |
Dodany dnia 04.03.2015 14:54
|
![]() Pochwały: 39 Postów: 3422 Dom: HufflepuffPunkty: 36829 Ranga: Harrych świąt! Data rejestracji: 14.05.09 |
Bardzo ładne prace plastyczne, postaraliście sie, jednak nie zgadzam się do końca z werdyktem. Mogę, nie? Tzn. okładka fullmony/a jest najładniejsza, ale np. gne już nie jest taka super;p Zwykła Hedwiga bez tego czegoś. Już u Neddle jest więcej życia. No ale nie nie oceniać. Ogólnie to znowu jest kupa, bo nigdy nie określacie jakim sposobem ma być wykonana praca. Przydałby się choć jeden konkurs w którym jasno jest określone "UŻYWAMY TYLKO KREDEK" albo "OBRAZEK Z PATYKÓW". Marudzę, a nie biorę udziału, nieładnie. Praca Łapy, conajmniej na III miejsce. Opowiadania przeczytam jak będę miała więcej czasu. ![]() Christian. ![]() Bo liczy się to, co masz w środku. ![]() Ale czasami warto założyć maskę. ![]() "ja generalnie ten tekst klasyfikuję jako 5CMCS HE NDPSG3 - S2AB" "zmiennokanoniczne" "piszę fanficka ducha, że tak to ujmę, czyli takiego, którego nie ma" "po części trudny język wynika z założeń płomień odwagi i specyfiki tekstu" by Cantaris Ula urzędniczka Zarejestruje ci chomiczka Da mu zielona kartę I marchewki starte <muza> by fuer |
|
|
|
Ana_Black |
Dodany dnia 04.03.2015 15:24
|
![]() Ostrzeżenia: 1 Pochwały: 8 Postów: 4391 Dom: GryffindorPunkty: 24016 Ranga: Niezwyciężony mag Data rejestracji: 06.02.10 |
Opowiadania są fajne, choć muszę uczepić się jednego w historii Bad wolf. Od kiedy morze zachodzi? Okładki bardzo ładne. Fullmoon w pełni zasłużyła na pierwsze miejsce. Gne jednak mnie zawiodła. Spodziewałam się czegoś rewelacyjnego po jej świątecznym rysunku, a tu klops. Jest ładnie, ale poniżej jej możliwości. No i zgadzam się, że nie bardzo jest to okładka, bo brakuje tytułu i autora, a sama nie wskazuje jednoznacznie, która to część. Choć ja podejrzewam, że to Kamień Filozoficzny. Nie zgadzam się z 3 miejscem - okładka ładna, ale niedopracowana. Gdybym nie wiedziała, to bym wzięła tą łanię za owieczkę lezącą w żłobku małego Jezusa. ![]() Loki: Dość tego! Wszyscy stoicie niżej ode mnie! Patrzysz na boga, szkaradny stworze! I nie godzę się, aby pomiatał mną... Hulk: Wielki mi bóg. ![]() ![]() Hulk ziewać ~ Łapa ![]() Uwielbiam też jak dostajesz szału i zamieniasz się w tę wielką zieloną bestię.. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Zdradzę ci moją tajemnicę. Zawsze jestem zły. ![]() ![]() Nieźle. Chcą mnie zamknąć w metalowym pudle i zanurzyć w wodzie. Nie. Jest gorzej niż myślałem. ![]() No bo czym jesteśmy? Zespołem? Nie, nie, nie. Mieszanką wybuchową niosącą chaos. *** ![]() Nie bądź jeleń, nie fikaj. ![]() Matka wie że ukradłeś jej szaty? ![]() - Jarvis, znasz przypowieść o Jonaszu? - Traktowałbym ją raczej jako metaforę. - Thor walczy na 6. - Nie zaprosił mnie? ![]() Co, stawaliście na siusiu? ![]() Niech wyskakuje z ciuchów. Przenoszę imprezę do was. ![]() Weź mnie nie strasz. Co to było, robił mi usta usta? ![]() Phil? Ale on ma na imię Agent! ![]() J.A.R.V.I.S: Dostępne 400% mocy. Iron-Man: Dzięki. ![]() Nie gniewam się, pączuszku. Masz niezły prosty. ![]() Ta wiedźma miesza ci w głowie. Jesteś od niej silniejszy, mądrzejszy. Jesteś Banner. ![]() On jest szefem. Ja tylko za wszystko płacę, wszystko buduję i dbam żebyśmy byli cool. ![]() Stark! Potrzebny jest plan ataku! Mam plan: atakować! ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() *** ![]() - Ja bym sobie odpuściła, to faceci nie z tego świata, bogowe czy coś. - Bóg jest tylko jeden! I głowę dam, że tak się nie ubiera. ![]() - No jasne. Złoty chłopiec w złotej zbroi. Co zostanie jak ją zdejmiesz? - Geniusz, miliarder, playboy, filantrop. A co? (...) A kto jest [prawdziwym bohaterem]? Ty? Jesteś wynikiem eksperymentów na ludziach. Tyle w tobie bohatera, ile zmieściło się do probówki. *** Zabijesz mnie? Ustaw się w kolejce. ![]() Kto znajdzie ten młot i okaże się go godny posiądzie moc Thora. ![]() Thor: Loki może i jest nieobliczalny, ale jest Asgardczykiem i moim bratem. Natasha: Zabił 80 ludzi w ciągu dwóch dni. Thor: Był adoptowany. - Nie będę z tobą walczył bracie. - Nie jesteśmy braćmi. ![]() Piekło rozbrzmiewa jękami jego ofiar. ![]() - O, kontratakują. - No wiesz, młodzi są. - Do stu piorunów, szanuj mowę ojczystą - Długo mi tego nie wybaczą. ![]() To bardzo, bardzo ciekawa teoria, ale ja mam prostszą. Nie jesteście godni. ![]() - A jakby wsadzić młot do windy? Uniesie ją. - Winda nie jest godna. ![]() Zobaczyłem coś we śnie. Muszę to wyjaśnić. Tutaj się nie da. ![]() - Jak tam kosmos? - Kosmos ma się dobrze. ![]() - I myślisz, że możesz mi zaufać? - Nie ufam ci. Matka ci ufała. W przeszłości. Nawet mimo naszych ciągłych sporów. Zawsze miała nadzieję, że gdzieś w tobie nadal jest iskierka mojego brata. Ta nadzieja już nie istnieje i już cię nie chroni. ![]() Mojego życia... Tato, nie nadaję się na króla. Będę bronić Asgardu i innych światów do ostatniego tchu... ale nie mogę tego robić z tronu. Mimo swego szaleństwa Loki rozumiał władzę w taki sposób, jakiego ja nigdy nie osiągnę. *** ![]() O nie, będę żył wiecznie i będę cały z plastiku. ![]() ![]() Kto okaże się godzien moc młota posiądzie. Bez jaj, stary, to sztuczka. ![]() Rekalibracja kognitywna... Zdzieliłam cię w czaszkę ![]() Mam go spowolnić? Czy wyślesz mu więcej sparingpartnerów? ![]() Lepiej wydaj rozkaz, bo zaczynam mu kibicować. ![]() Have you ever had someone take your brain and play? Pull you out and stuff something else in? Do you know what it's like to be unmade? ![]() Przerabiałem hipnozę. Nie lubię. *** Stoimy w obliczu globalnej katastrofy. ![]() Hej malutki. Słonko już zachodzi. ![]() Cicho blaszak, ja nie mam rakiety w tyłku. ![]() - Steve nie lubi takiego słownictwa. - A kopnąć cię w tą... ![]() Nie jest taki zły, tylko trochę nerwus. Drugiego takiego nie ma na całym świecie. Wszyscy lubią wygrywać, a ten mój facet robi co może by walki uniknąć, bo wie że walkę wygra. ![]() - Co ci się śniło? - Że jestem Avengersem, że jestem kimś więcej niż tylko posłuszną maszynką do zabijania. ![]() Kocha to się dzieci, ja mam u niego dług. *** ![]() ![]() *** ![]() ![]() *** ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() *** ![]() Wstąp do T.A.R.C.Z.Y, poznaj dalekie kraje, niezwykłych ludzi... i zabij ich. ![]() ![]() Ja się nie pocę. Ja błyszczę. ![]() Thor mógłby choć raz przysłać boga sprzątania po sobie. Na pewno ma jakąś magiczną miotłę. ![]() ![]() Zawsze nosisz whisky? ![]() Ten dom miał wytrzymać siłę Hulka. ![]() - Jak nas znaleźli? - Zaprosiłem ich. ![]() Nie poddam się. Odzyskam Skye i T.A.R.C.Z.Ę, ale jeep od Eddiego to za mało. ![]() Nasza kiepska opcja. Grant Ward. *** ![]() Bez ciebie nie ma T.A.R.C.Z.Y. ![]() - Służysz Coulsonowi czy T.A.R.C.Z.Y? - To to samo. ![]() Kogo jak kogo, ale Coulsona nie zlikwidujesz. ![]() Dyrektor T.A.R.C.Z.Y zawsze ma tajemnice. *** Nie wierzę w strach. Wierzę w zaufanie. ![]() ![]() ![]() ![]() *** ![]() ![]() I was able to hack S.H.I.E.L.D. from my van. You're gonna show me something new. ![]() Nie byłam w waszym durnym "S.H.I.E.L.D. Hogwarcie". ![]() ![]() *** ![]() ![]() Nie jestem dobrym człowiekiem, Skye. ![]() Long time to see. ![]() Jestem Agent Grant Ward. ![]() *** ![]() ![]() ![]() *** ![]() ![]() ![]() ![]() *** ![]() Jeśli to jeszcze aktualne, to poproszę tego drinka. ![]() - Żołnierzyk. Postać nie z tej epoki. Ale za to z tej planety. ![]() Nigdy nie chciałem tronu. Chciałem być równym tobie. ![]() - A ty co? Błyskawic się boisz? - Nie darzę miłością tego, co zwiastują. - Chcesz zabrać mi ukochaną planetę w odwecie za rzekomą zniewagę? Nie. Sprawuję nad nią opiekę. - No rzeczywiście, wspaniale się nią opiekujesz. Ludzie wyżynają się milionami, a ty palcem nie kiwniesz. Zaprowadzę tu porządek. Kto mnie powstrzyma? ![]() - Jesteś potworem. - O nie. Potwór jest wśród was. - A, Banner. To twój plan. ![]() Że urodziłem się by zostać królem. ![]() No dobrze. To może wolisz kogoś ze swoich nowych przyjaciół? Wydaje się, że jesteś do nich podobny. No i to jest o wiele lepsze! Mój strój jest taki sobie. Ale ile niesie ze sobą cnót! Jakiż to wielki zaszczyt! Czuję, że aż szaleję od sprawiedliwości. Chcesz usłyszeć mowę o prawdzie, honorze i patriotyźmie? Boże chroń Amer... Zaufaj mojemu gniewowi. Nie zrobiłem tego dla niego. Uuuu. A była już na wyciągnięcie ręki. Dzięki Tesseractowi mogliście mieć władzę, nieograniczoną moc. A wy co? Ciepło i światło dla wszystkich ludzi? Dopiero przekonacie się, co znaczy prawdziwa władza. ![]() Przynoszę wam dobrą nowinę. Czeka was wyzwolenie. *** ![]() ![]() ![]() ![]() *** ![]() Nie miałem prawa cię winić. Wiem, że chciałeś mi pomóc, chronić mnie. Od tego są przyjaciele. Możemy żyć z godnością - nie możemy z nią umrzeć. Człowiek jest najgorszym źródłem prawdy o sobie. Wszystko się zmienia. To nie znaczy, że na lepsze. Trzeba sprawić, by było lepiej. Nie można tylko gadać i mieć nadzieję, że samo się poprawi. |
|
|
|
losiek13 |
Dodany dnia 05.03.2015 02:02
|
![]() Ostrzeżenia: 2 Pochwały: 33 Postów: 2832 Dom: RavenclawPunkty: 34217 Ranga: Pan Śmierci Data rejestracji: 19.06.08 |
Pozwolę sobie skopiować (będzie jednak rozwinięcie). Praca Gne jest niewątpliwie wyjątkowa (ma momenty do porzygu *wiesz, które ;D*, ale słodkość w pozostałych i tak zwala z nóg). Od początku wiedziałem, że nikt nie wpadnie na tak oryginalny pomysł, a i z wykonaniem ciężko dorównać. Dobra robota Gne! Teraz czekam na ff o użytkownikach strony. Nie dam Ci się wymigać ;> Pozostałe dwa miejsca na podium również zasłużone, jak i wyróżnienie ("A weź się odwal!" <3). Gratulacje! Odnośnie okładek, to poziom mega wysoki! Praca fullmoon wygląda świetnie, ale wydaje mi się mało oryginalna. Dzieło Gne jest mega, aż dziw mnie bierze, że znam ją tyle czasu, a ona ciągle mnie zaskakuje swoimi talentami. Skubana... Okładka luny99 ma genialny klimat, czym to jest zrobione? :O Jakiś piasek, pastele? Podziwiam wysiłek Monci włożony w wykonanie tych obrazków. Gdyby tam było jakieś ładne tło, to bez wątpienia praca znalazłaby się na podium! julietta115, bajerancki smok! Nedelle, Twoja praca przypomina mi styl rysowania Ulki. Gdyby nie było podpisu, powiedziałbym, że to ona rysowała Puszek ani potter wygrał wszystko! Jest cudowny! ;D I pytanie, czemu Lapa nie dostała wyróżnienia? :OPozostałe prace nie powaliły, ale doceniam wysiłek. *** Praca Gne to nie okładka? No błagam! Wytnijcie z papieru cały tytuł tak fikuśną czcionką, żeby zmieścił się na tej stronie. Powodzenia życzę -.- To jeden z bardziej oryginalnych pomysłów tuż obok pracy Monciaka i luny99. Nie mam pojęcia, jaki problem stwarza brak sprecyzowanego tytułu, jeśli chodziło o stronę graficzną, serio. I nie mogę się powstrzymać: Gdybym nie wiedziała, to bym wzięła tą łanię za owieczkę lezącą w żłobku małego Jezusa. I napisała to osoba, u której na okładce Voldemort ma włosy i wygląda jak przypadkowy ksiądz w sutannie, stojący na wielkim garze... ![]() ![]() Fleur włożyła błękitną sukienkę na ramiączkach, ozdobioną malutkimi szmaragdami w pasie. Nie żebym był znawcą, ale zielone szmaragdy na niebieskiej sukience? Położyła słodkości na stole, a kwiaty do wazonu z wodu. Rozumiem, że to był płaski wazon, skoro położyła w nim kwiaty? wzdłuż sekwany Nazwa własna rzeki od małej litery?gdy spacerowali trzymając się za rękę po Polach Mieli tylko jedną rękę za którą się trzymali? To ujmujące. Wieży Eifella Nowy zabytek w Paryżu?Zanim zacznie się wytykać błędy innym, warto spojrzeć na własne. ![]() Always ![]() |
|
|
|
Ana_Black |
Dodany dnia 05.03.2015 11:53
|
![]() Ostrzeżenia: 1 Pochwały: 8 Postów: 4391 Dom: GryffindorPunkty: 24016 Ranga: Niezwyciężony mag Data rejestracji: 06.02.10 |
I napisała to osoba, u której na okładce Voldemort ma włosy i wygląda jak przypadkowy ksiądz w sutannie, stojący na wielkim garze... ![]() To jest kaptur, nie włosy. Przynajmniej miał nim być w założeniu. Wiem, Voldi wyszedł mi śmieszny. ![]() Nie żebym był znawcą, ale zielone szmaragdy na niebieskiej sukience? Niektórzy może lubią nietypowe połączenia. ![]() Rozumiem, że to był płaski wazon, skoro położyła w nim kwiaty? Teraz to już zwykłe czepialstwo. Ona położyła czekoladki, a kwiaty wsadziła do wazonu. Ok, nie dałam tu słowa "wsadziła" czy "włożyła", ale to chyba logiczne. Nazwa własna rzeki od małej litery? No dobra, akurat tu przyznaję się do błędu. Mieli tylko jedną rękę za którą się trzymali? To ujmujące. Znowu zwykłe czepialstwo. W złej liczbie napisałam, ale przecież nadal wiadomo o co chodzi. Nowy zabytek w Paryżu? Napisałam to tak jak było napisane w początku historii w newsie. Edytowane przez Ana_Black dnia 05.03.2015 12:04
![]() Loki: Dość tego! Wszyscy stoicie niżej ode mnie! Patrzysz na boga, szkaradny stworze! I nie godzę się, aby pomiatał mną... Hulk: Wielki mi bóg. ![]() ![]() Hulk ziewać ~ Łapa ![]() Uwielbiam też jak dostajesz szału i zamieniasz się w tę wielką zieloną bestię.. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Zdradzę ci moją tajemnicę. Zawsze jestem zły. ![]() ![]() Nieźle. Chcą mnie zamknąć w metalowym pudle i zanurzyć w wodzie. Nie. Jest gorzej niż myślałem. ![]() No bo czym jesteśmy? Zespołem? Nie, nie, nie. Mieszanką wybuchową niosącą chaos. *** ![]() Nie bądź jeleń, nie fikaj. ![]() Matka wie że ukradłeś jej szaty? ![]() - Jarvis, znasz przypowieść o Jonaszu? - Traktowałbym ją raczej jako metaforę. - Thor walczy na 6. - Nie zaprosił mnie? ![]() Co, stawaliście na siusiu? ![]() Niech wyskakuje z ciuchów. Przenoszę imprezę do was. ![]() Weź mnie nie strasz. Co to było, robił mi usta usta? ![]() Phil? Ale on ma na imię Agent! ![]() J.A.R.V.I.S: Dostępne 400% mocy. Iron-Man: Dzięki. ![]() Nie gniewam się, pączuszku. Masz niezły prosty. ![]() Ta wiedźma miesza ci w głowie. Jesteś od niej silniejszy, mądrzejszy. Jesteś Banner. ![]() On jest szefem. Ja tylko za wszystko płacę, wszystko buduję i dbam żebyśmy byli cool. ![]() Stark! Potrzebny jest plan ataku! Mam plan: atakować! ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() *** ![]() - Ja bym sobie odpuściła, to faceci nie z tego świata, bogowe czy coś. - Bóg jest tylko jeden! I głowę dam, że tak się nie ubiera. ![]() - No jasne. Złoty chłopiec w złotej zbroi. Co zostanie jak ją zdejmiesz? - Geniusz, miliarder, playboy, filantrop. A co? (...) A kto jest [prawdziwym bohaterem]? Ty? Jesteś wynikiem eksperymentów na ludziach. Tyle w tobie bohatera, ile zmieściło się do probówki. *** Zabijesz mnie? Ustaw się w kolejce. ![]() Kto znajdzie ten młot i okaże się go godny posiądzie moc Thora. ![]() Thor: Loki może i jest nieobliczalny, ale jest Asgardczykiem i moim bratem. Natasha: Zabił 80 ludzi w ciągu dwóch dni. Thor: Był adoptowany. - Nie będę z tobą walczył bracie. - Nie jesteśmy braćmi. ![]() Piekło rozbrzmiewa jękami jego ofiar. ![]() - O, kontratakują. - No wiesz, młodzi są. - Do stu piorunów, szanuj mowę ojczystą - Długo mi tego nie wybaczą. ![]() To bardzo, bardzo ciekawa teoria, ale ja mam prostszą. Nie jesteście godni. ![]() - A jakby wsadzić młot do windy? Uniesie ją. - Winda nie jest godna. ![]() Zobaczyłem coś we śnie. Muszę to wyjaśnić. Tutaj się nie da. ![]() - Jak tam kosmos? - Kosmos ma się dobrze. ![]() - I myślisz, że możesz mi zaufać? - Nie ufam ci. Matka ci ufała. W przeszłości. Nawet mimo naszych ciągłych sporów. Zawsze miała nadzieję, że gdzieś w tobie nadal jest iskierka mojego brata. Ta nadzieja już nie istnieje i już cię nie chroni. ![]() Mojego życia... Tato, nie nadaję się na króla. Będę bronić Asgardu i innych światów do ostatniego tchu... ale nie mogę tego robić z tronu. Mimo swego szaleństwa Loki rozumiał władzę w taki sposób, jakiego ja nigdy nie osiągnę. *** ![]() O nie, będę żył wiecznie i będę cały z plastiku. ![]() ![]() Kto okaże się godzien moc młota posiądzie. Bez jaj, stary, to sztuczka. ![]() Rekalibracja kognitywna... Zdzieliłam cię w czaszkę ![]() Mam go spowolnić? Czy wyślesz mu więcej sparingpartnerów? ![]() Lepiej wydaj rozkaz, bo zaczynam mu kibicować. ![]() Have you ever had someone take your brain and play? Pull you out and stuff something else in? Do you know what it's like to be unmade? ![]() Przerabiałem hipnozę. Nie lubię. *** Stoimy w obliczu globalnej katastrofy. ![]() Hej malutki. Słonko już zachodzi. ![]() Cicho blaszak, ja nie mam rakiety w tyłku. ![]() - Steve nie lubi takiego słownictwa. - A kopnąć cię w tą... ![]() Nie jest taki zły, tylko trochę nerwus. Drugiego takiego nie ma na całym świecie. Wszyscy lubią wygrywać, a ten mój facet robi co może by walki uniknąć, bo wie że walkę wygra. ![]() - Co ci się śniło? - Że jestem Avengersem, że jestem kimś więcej niż tylko posłuszną maszynką do zabijania. ![]() Kocha to się dzieci, ja mam u niego dług. *** ![]() ![]() *** ![]() ![]() *** ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() *** ![]() Wstąp do T.A.R.C.Z.Y, poznaj dalekie kraje, niezwykłych ludzi... i zabij ich. ![]() ![]() Ja się nie pocę. Ja błyszczę. ![]() Thor mógłby choć raz przysłać boga sprzątania po sobie. Na pewno ma jakąś magiczną miotłę. ![]() ![]() Zawsze nosisz whisky? ![]() Ten dom miał wytrzymać siłę Hulka. ![]() - Jak nas znaleźli? - Zaprosiłem ich. ![]() Nie poddam się. Odzyskam Skye i T.A.R.C.Z.Ę, ale jeep od Eddiego to za mało. ![]() Nasza kiepska opcja. Grant Ward. *** ![]() Bez ciebie nie ma T.A.R.C.Z.Y. ![]() - Służysz Coulsonowi czy T.A.R.C.Z.Y? - To to samo. ![]() Kogo jak kogo, ale Coulsona nie zlikwidujesz. ![]() Dyrektor T.A.R.C.Z.Y zawsze ma tajemnice. *** Nie wierzę w strach. Wierzę w zaufanie. ![]() ![]() ![]() ![]() *** ![]() ![]() I was able to hack S.H.I.E.L.D. from my van. You're gonna show me something new. ![]() Nie byłam w waszym durnym "S.H.I.E.L.D. Hogwarcie". ![]() ![]() *** ![]() ![]() Nie jestem dobrym człowiekiem, Skye. ![]() Long time to see. ![]() Jestem Agent Grant Ward. ![]() *** ![]() ![]() ![]() *** ![]() ![]() ![]() ![]() *** ![]() Jeśli to jeszcze aktualne, to poproszę tego drinka. ![]() - Żołnierzyk. Postać nie z tej epoki. Ale za to z tej planety. ![]() Nigdy nie chciałem tronu. Chciałem być równym tobie. ![]() - A ty co? Błyskawic się boisz? - Nie darzę miłością tego, co zwiastują. - Chcesz zabrać mi ukochaną planetę w odwecie za rzekomą zniewagę? Nie. Sprawuję nad nią opiekę. - No rzeczywiście, wspaniale się nią opiekujesz. Ludzie wyżynają się milionami, a ty palcem nie kiwniesz. Zaprowadzę tu porządek. Kto mnie powstrzyma? ![]() - Jesteś potworem. - O nie. Potwór jest wśród was. - A, Banner. To twój plan. ![]() Że urodziłem się by zostać królem. ![]() No dobrze. To może wolisz kogoś ze swoich nowych przyjaciół? Wydaje się, że jesteś do nich podobny. No i to jest o wiele lepsze! Mój strój jest taki sobie. Ale ile niesie ze sobą cnót! Jakiż to wielki zaszczyt! Czuję, że aż szaleję od sprawiedliwości. Chcesz usłyszeć mowę o prawdzie, honorze i patriotyźmie? Boże chroń Amer... Zaufaj mojemu gniewowi. Nie zrobiłem tego dla niego. Uuuu. A była już na wyciągnięcie ręki. Dzięki Tesseractowi mogliście mieć władzę, nieograniczoną moc. A wy co? Ciepło i światło dla wszystkich ludzi? Dopiero przekonacie się, co znaczy prawdziwa władza. ![]() Przynoszę wam dobrą nowinę. Czeka was wyzwolenie. *** ![]() ![]() ![]() ![]() *** ![]() Nie miałem prawa cię winić. Wiem, że chciałeś mi pomóc, chronić mnie. Od tego są przyjaciele. Możemy żyć z godnością - nie możemy z nią umrzeć. Człowiek jest najgorszym źródłem prawdy o sobie. Wszystko się zmienia. To nie znaczy, że na lepsze. Trzeba sprawić, by było lepiej. Nie można tylko gadać i mieć nadzieję, że samo się poprawi. |
|
|
|
losiek13 |
Dodany dnia 05.03.2015 23:17
|
![]() Ostrzeżenia: 2 Pochwały: 33 Postów: 2832 Dom: RavenclawPunkty: 34217 Ranga: Pan Śmierci Data rejestracji: 19.06.08 |
Teraz to już zwykłe czepialstwo. Ona położyła czekoladki, a kwiaty wsadziła do wazonu. Ok, nie dałam tu słowa "wsadziła" czy "włożyła", ale to chyba logiczne. Czepialstwem byłaby zwykła pomyłka, jak przy zachodzącym morzu. W tym przypadku to błąd składniowy, bo ze zdania wyczytać można jedynie, że kwiaty zostały położone. Znowu zwykłe czepialstwo. W złej liczbie napisałam, ale przecież nadal wiadomo o co chodzi. Ja pisaci żle po polskiemu, ale to nicz nie znaci, bo was wiadoma o czego mi potrzeba... Nope. ![]() Always ![]() |
|
|
|
Bad wolf |
Dodany dnia 06.03.2015 16:49
|
![]() Pochwały: 7 Postów: 1666 Dom: SlytherinPunkty: 12316 Ranga: Wielki Mag Data rejestracji: 20.09.13 |
Pozostałe dwa miejsca na podium również zasłużone Ooo, dziękuję ^^ Opowiadania są fajne, choć muszę uczepić się jednego w historii Bad wolf. Od kiedy morze zachodzi? Skoro napisałeś, że Łosiek się czepia, to i ja to napiszę: czepiasz się. Nie zwróciłam uwagi, bo pisałam to na ostatnią chwilę. Początkowo nie miałam zamiaru brać udziały w żadnym konkursie, więc lecąc wzrokiem po tekście, nie przyuważyłam błędu. Myślałam o morzu pisząc to ;> I nie spodziewałam się drugiego miejsca, więc cieszę się, że udało mi się je zająć DIMASH ![]() ![]() |
|
|
|
skylenika |
Dodany dnia 06.03.2015 18:49
|
![]() Postów: 16 Dom: SlytherinPunkty: 46 Ranga: Charłak Data rejestracji: 21.01.15 |
szkoda, że nie miałam czasu wziąśc udzial w konkursie :< Gdy podczas nocy pełznę jak wąż, unosząc się wśród ciemności mojego umysłu. Pamiętam ten moment rozkosznego zapomnienia w którym zatapiam się tak raz za razem. By dać ulotność mojemu istnieniu. |
|
|
|
| Podziel się z innymi: |
|
| Przejdź do forum: |


Krnabrny




Gryffindor

























































Hufflepuff






















































































































Ravenclaw


Slytherin



