Logowanie
Facebook
Shoutbox
Współpraca
Najaktywniejsi
1)
Alette
2)
fuerte
3)
Katherine_Pierce
4)
Sam Quest
5)
Shanti Black
6)
A.
7)
monciakund
8)
ania919
9)
ulka_black_potter
10)
Klaudia Lind
Losowe zdjęcie
Zobacz temat
|
CKM 3 - praca Slytherinu
|
|
Sann |
Dodany dnia 09.01.2014 22:03
|
![]() Pochwały: 5 Postów: 843 Dom: RavenclawPunkty: 16701 Ranga: Żywa legenda Data rejestracji: 12.11.10 |
![]() Pobliże Aleksandrii, Uniwersytet Magii Siyo Nqoba, 16 grudnia 2013 roku. Drogi Dyrektorze, Drodzy Nauczyciele! Witajcie w Uniwersytecie Magii: Siyo Nqoba! Jesteśmy uczniami Domu Slytherin i dzięki wymianie studenckiej odwiedziliśmy jedyną w Afryce Szkołę Magii i Czarodziejstwa. Sama nazwa Siyo Nqoba, znaczy w języku zulu "Zdobędziemy!" Postanowiliśmy, jadąc tam, przede wszystkim sprawdzić o jakie zdobycie chodzi, zdobycie wiedzy, władzy, umiejętności? Bardzo zaintrygowało nas także szkolne motto Uniwersytetu, "Kto bawi się z kotem, nie może bać się pazurów." Nasza opiekunka, Angelina Johnson, wytłumaczyła nam jego pochodzenie. Szkołę założyła Kleopatra, której wizerunek był silnie związany z kotami. Była jedną z najbardziej zasłużonych i najwybitniejszych czarodziejów płci żeńskiej. Uważana była za osobę bardzo potężną oraz niebezpieczną. Nikt tak naprawdę nie mógł być pewien, czy z jej ust płynęła prawa, czy kłamstwo. Dlatego właśnie jeżeli ktoś chciał się bawić/zadawać z kotem, nie mógł się bać pazurów. Niezwykle nas to zaintrygowało. Opis miejsca: Czy jak się tam znaleźliśmy. ![]() Nasz statek zacumował w Porcie Zachodnim, na obrzeżach Aleksandrii. Już wcześniej uprzedzono nas, że temperatura w Egipcie, nawet przy wodach płynących, osiąga prawie czterdzieści stopni Celsjusza! Kazano nam się zatem ubrać w przewiewne ubrania, koniecznie o stonowanych kolorach. Wybraliśmy srebrne, w końcu nie od parady ten kolor gości w godle Slytherinu. Nim zdążyliśmy się rozejrzeć, nasza opiekunka rozmawiała już z jakimś przygarbionym staruszkiem. Szczerze mówiąc, był on w stanie co najmniej (!) opłakanym. Bezzębny, zgarbiony, jego brązowe szaty były pełne piachu. Gestykulował żwawo, tłumacząc coś Angelinie, więc początkowo myśleliśmy, że prosi ją o jałmużnę. Draco Malfoy już chciał podejść i pomóc pani Johnson pozbyć się natręta, gdy okazało się, że to nasz, o zgrozo, przewodnik! Stwierdził, że za miastem ma pokaźne stado wielbłądów, którym przewiezie nas Tam Gdzie Nasza Droga Wiedzie. Tak powiedział, szaleniec. Zaszuraliśmy nieco nogami, chcąc dać do zrozumienia, że za nic w świecie za żadnym obdartusem iść nie będziemy, jak to tak przyjmować gości z Hogwartu! Jednak opiekunka spojrzała na nas groźnym wzrokiem i bez słowa wskazała nam drogę. Chcąc, nie chcąc ruszyliśmy za staruszkiem. Potem, jak słusznie wszyscy myśleliśmy, było jeszcze gorzej. Po trzygodzinnej jeździe na wielbłądach przez piaski (które ponoć jeszcze pustyniami nie były), pustkowia i małe miasteczka, wszyscy uczniowie Slytherinu mogą z ręką na sercu stwierdzić, iż jest to najgorszy środek lokomocji, jaki kiedykolwiek wymyślono. Nie dość, że wielbłądy poruszają się niezwykle wolno, to jeszcze człowiek gibie się na nich na boki oraz obciera sobie wiadomą część ciała o ich garby. Jednak jak się okazało, nasze trudy miały być zrekompensowane. Staruszek zatrzymał się nagle przed pomniejszą piramidką, tak małą, że chyba jakieś niemowlęce książątko zostało tam niegdyś pochowane, wyjął z saszetki uczepionej do wielbłąda pochodnię i ruszył bez słowa przed siebie. Spojrzeliśmy po sobie z niedowierzeniem, myśląc, czy może nasz przewodnik nie zwariował już podwójnie, jednak Angelina znów kazała nam ruszać za nim. Podeszliśmy więc, aczkolwiek niechętnie. Staruszek mruczał coś, dotykając delikatnie opuszkami palców kamienne bloki, z których zbudowano niepozorną piramidkę. W końcu wyjął różdżkę, czym zdziwił nas niemiłosiernie (byliśmy pewni, że to charłak!) i mruknął zaklęcie. Wejście do piramidy zostało otwarte. Wiedząc już, że Angelina nam nie odpuści, wzięliśmy pochodnie od przewodnika, zapaliliśmy je i weszliśmy do środka piramidy. Gdy ściana zamknęła się za nami z hukiem, podskoczyliśmy ze zdziwienia (bo przecież nie ze strachu). Idąc zatęchłymi, ciasnymi i śmierdzącymi korytarzami, staruszek zaczął nam w końcu tłumaczyć co my tu robimy. Nie słuchaliśmy go uważnie, obserwując uważnie cienie, które tańczyły wokół nas, jednak później po wspólnej rozmowie, doszliśmy do wniosku, iż przewodnik starał się nam przekazać, że tak właśnie wyglądają zabezpieczenia antymugolskie tejże szkoły. Wśród niezliczonych piramid, których niekwestionowaną perłą jest ta w Gizie, niepozorna piramida stojąca hen hen za cywilizacją, w nudnym i ponurym otoczeniu nie przyciąga gapiów. Dodatkowo, z racji tego, że nigdy żaden archetolok (albo jakoś tak) nie był w stanie jej zbadać, mugole zgodnie stwierdzili, że ta piramida jest niedokończona, pusta i zupełnie nieatrakcyjna. Tym sposobem magiczni uczniowie z Egiptu mogli bezpiecznie pobierać naukę w przybytku Kleopatry, Uniwersytecie Magii Siyo Nqoba. Musimy zgodnie przyznać, że po wyjściu z piramidki doznaliśmy autentycznego szoku. Teren otaczały wysokie na cztery metry mury, w których wyryto pradawne inskrypcje, które prawdopodobnie miały za zadanie magicznie je wzmocnić. Do środka można się było dostać tylko od jednej strony, przez złotą, zdobioną hieroglifami bramę, która prawdopodobnie była warta więcej niż cały Hogwart wraz z kadrą nauczycielską. Pewnie większości z nas przez myśl przeszło, że można by zrobić z tego złota lepszy użytek, niż wejście na teren placówki edukacyjnej, ale co kraj to obyczaj. Bramy strzegł, o zgrozo, prawdziwy sfinks! Miał on tułów lwa oraz głowę kobiety, którą otaczała najprawdziwsza, brązowa grzywa. Jego łapy, którymi przebierał znudzony, zaopatrzone były w ostre pazury. Wiemy, czego można się spodziewać po takich stworzeniach. Zadadzą człowiekowi zagadkę, a gdy źle odpowie, to go pożrą! Takie zwierzęta powinno się przetrzymywać w klatkach, a nie nasyłać na uczniów! To niepoważne! Jednakże wówczas nikt nie chciał nas słuchać. Angelina z drwiącym uśmiechem kazała nam się ustawić ładnie i podejść do sfinksa, by po grzecznym ukłonie wysłuchać zagadki. Przyznamy szczerze, byliśmy przerażeni. Nigdy wcześniej nie obcowaliśmy tak blisko ze śmiercią. Oglądając się co rusz za opiekunką ruszyliśmy przed siebie, by wysłuchać upiornego wierszyka. Brzmiał on tak: Kim są dwie siostry: jedna rodzi drugą, a ta, rodzi pierwszą? Ze strachu nie mogliśmy wydobyć nawet jęku z gardła, a co dopiero zastanowić się. Sfinks zachęcał nas uśmiechem, wachlując się ogonem, jednak słońce, piasek i panujący upał zupełnie ostudziły nasze zdolności intelektualne. W końcu, po kilku upiornych chwilach, odezwała się jedna ze Ślizgonek. Oczywiście domyślacie się Droga Kadro, że odpowiedziała dobrze, inaczej nie bylibyśmy w stanie do Was pisać. Jednak rozwiązanie pozwolimy sobie zatrzymać dla siebie. Po minięciu sfinksa weszliśmy do ogromnego, egzotycznego ogrodu. Nie dość, że zatęchła piramida, złocista brama wśród zapisanych tajemnymi inskrypcjami murów i sfinks, to jeszcze jakiś niebezpieczny ogród na nas czyhał. Mieliśmy już serdecznie dość tej wędrówki. W ogrodzie było niezwykle duszno i wilgotno. Musieliśmy iść gęsiego, gdyż ścieżka była bardzo wąska, a każdy krok postawiony poza nią ożywiał ten przecudaczny ogród. Rosły w nim przeróżne rośliny, tak olbrzymie, tak kolorowe i tak piękne, że tylko Ci co mogli je zobaczyć, będą umieli to sobie wyobrazić. Widzieliśmy także wiele gatunków, które w Hogwarcie rosną jedynie w szklarniach, a tutaj występują na wolności. Nawet te niebezpieczne rosły swobodnie, jak gdyby nikt nie przejmował się tym, czy jakaś ludożercza paprotka, czy inna stokrotka, odgryzie komuś głowę albo rękę, chociaż nauczyciele przekonywali nas, że uczniowie tej szkoły są o wiele rozsądniejsi od nas (akurat). U kresu dróżki, która wbrew początkowym pozorom nie była taka długa, mogliśmy w końcu zobaczyć szkołę. A szkoła ta jest nie byle jaka. Już z odległości 20 metrów po oczach biło nas światło odbijające się od drogocennych kamieni zatopionych w czystym złocie, z którego wykonano masywne, dwuskrzydłowe drzwi. Po obu stronach wejścia pilnowały dwa, masywne posągi. Miały na oko jakieś 10 metrów i sięgały niemal do samego dachu. Przekazano nam, że to są właśnie podobizny założycieli, którzy strzegąc drzwi do Uniwersytetu lustrują każdego, nowego ucznia. Reszta budynku podtrzymywana była przez liczne kolumny, po których wił się błyszczący bluszcz. Sama szkoła umiejscowiona była w najprawdziwszym, najpiękniejszym jaki widzieliśmy pałacu. Jego ściany zdobiły wyryte w pobielanym kamieniu postacie ludzi i zwierząt, głównie sfinksów oraz bogów egipskich, których jak się okazało, wcale bogami nie byli. Z szeregu wysokich okien na wyższych piętrach co rusz wyskakiwały, albo chowały się ogromne balkony i tarasy, po których chodzili łysi adepci magii (tak tutaj nazywano uczniów) albo sędziwi czarodzieje. Cały pałac ruszał się w oczach i był chyba najbardziej zaczarowanym miejscem, jaki udało nam się dotąd poznać. Przeróżne okiennice skakały między oknami, kominy tańczyły na dachu, a wyryte w kamieniu postacie biegały, bawiąc się w grę przypominającą dziecinne chowanego. Wszystko to było utopione w bieli i złocie (a może w białym złocie?), cudownych roślinach i wonnych zapachach, które roztaczały się nawet przed drzwi wejściowe. Ruszyliśmy zatem przed siebie, chcąc bliżej poznać ten niesamowity Uniwersytet Magii Siyo Nqoba. Opis miejsca: Po paru dniach zwiedzania. Po spędzeniu w Siyo Nqoba kolejnych trzech dni, możemy śmiało orzec, iż jest to najdziwniejsza, a zarazem najbardziej fascynująca Szkoła Magii, jaką mogliśmy zaszczycić naszą obecnością. Doprawdy, wszystko tu jest inne niż w Hogwarcie i naprawdę ciężko nam się odnaleźć. Uczniowie są tutaj zupełnie inaczej podzieleni. Inaczej nazywają się też pokoje, w których mieszkają po sześć osób. Sądziliśmy, że cztery to tłok, ale pod tym względem w Egipcie jest gorzej. Ulokowali nas w jednym z takich "Igumbi" (w języku zulu oznacza to "pokój" ). Mogliśmy wybrać, gdzie dokładnie. "Igumbi" są rozmieszczone w Lochach (które wybraliśmy), na trzecim piętrze, szóstym i dziewiątym. Podobno uważa się tutaj, iż szczęśliwą liczbą jest liczba trzy, także tylko na takich kondygnacjach można mieszkać. Lochy także są podzielone na trzy części: płytką, średnią i głęboką. My oczywiście byliśmy w tej głębokiej, na poziomie -3. Oświetlenie jest również nieco inne. Głównym źródłem świata są jakby ogromne wazy, w których pali się ogień, z niczego. Pewna uczennica próbowała nam wmówić, że jest to tzw. dziki ogień z Grecji, jednak Ślizgoni nie są tacy głupi. Tamten był zielony, tutaj ogień ma kolor płynnego miodu. Takie wazy z ogniem stoją na wszystkich korytarzach. Pomieszczenia oświetlane są głównie zatkniętymi za stalowe trzymaki pochodniami, których ogień zapala się i zgasza czarami. Ogólnie zdążyliśmy przez te trzy dni zauważyć szczególny kult ognia. Na każdych drzwiach prowadzących do sal lekcyjnych wyryty został symbol iskry. Znając jedynie odpowiednie, podobno bardzo skomplikowane zaklęcie, można było takie drzwi otworzyć. Ogólnie bardzo zdziwiliśmy się, że zwykłe sale są aż tak zabezpieczone. Uczniowie powiedzieli nam, że w każdej z nich można znaleźć pradawne, niebezpieczne artefakty, często czarnomagiczne, nad którymi pracują tutejsi profesorowie w przerwach między zajęciami. Zrozumieliśmy wtedy, że styl nauczania podobny jest do akademickiego. Nauczyciel nauczanie traktuje jako formę relaksu w przerwie między naprawdę ważną i pracochłonną pracą. Byliśmy niezwykle ciekawi tych artefaktów, ale niestety, nie wpuszczono nas do żadnej z takich sal. Ogólnie pałac miał trzy poziomy Lochów, parter oraz dziewięć pięter. Rozkład pomieszczeń wyglądał następująco: Poziom 3: Igumbi, Korytarz Czarodziejów Zapomnianych, Pokoik Medyczny Poziom 2: sześć sal do alchemii, sale laboratoryjne dla profesorów, archiwum prac badawczych z całego świata Poziom 1: Biała Sala, sala do eliksirów, magazyn leków/mikstur/składników potrzebnych do wyprodukowania eliksirów. Parter: Ukudla, Kuchnia, Aula Krzyku, Igumbi Piętro 1: sale lekcyjne, toalety Przedstawicieli Piętro 2: sale lekcyjne, Muzeum Szkoły Piętro 3: Igumbi, Korytarz Założycieli Piętro 4: sale do użytku kół naukowych Piętro 5: Sala Zdobywców, Komnata Dyrektora, Komnata Kadry Nauczycielskiej Piętro 6: Igumbi Piętro 7: Sala Potępionych Piętro 8: ZAMKNIĘTY Piętro 9: Igumbi, wieża do badań astronomicznych (zwana AstroGwiazdą), składzik teleskopów Biały Pokój Lochy są ogromne. Dużo większe od hogwarckich. Jest w nich najchłodniej w całym pałacu, także wiele uczniów przychodzi właśnie tutaj się uczyć. Mają nawet specjalnie wydzieloną do tego strefę, nazywaną "Białym Pokojem". Znajduje się on na głębokości płytkiej, bardzo blisko zejścia niżej. Jest ogromny, większy od naszej Wielkiej Sali i cały wypełniony ogromnymi, kolorowymi poduszkami. Oni nawet nie inwestują w kanapy! Pod jedną z marmurowych (stąd nazwa Pokoju) ścian stoi cały rząd poskładanych, drewnianych podstawek na nóżkach. Każdy, kto przychodzi tutaj się pouczyć, bierze taki stoliczek, kładzie go przed poduszką i siada. Doprawdy, przedziwny zwyczaj. Korytarz Czarodziejów Zapomnianych. Znajduje się na najniższym poziomie, gdzie jest najciemniej i najchłodniej. Zamiast waz wypełnionych ogniem, świecą się jedynie nieśmiało pochodnie. Korytarz wypełniony jest wielkimi, kamiennymi blokami, mającymi kształty ludzi, albo humanoid. Szczerze powiedziawszy, ciężko stwierdzić, ponieważ kąty i żłobienia zatarły się z czasem i wszystkie pomniki straciły swój pierwotny kształt. Stoją tam, straszą i zadziwiają. Ukudla. Nazwa w języku zulu oznacza "jedzenie". Znajduje się więc w niej nic innego jak jadalnia, która ma bezpośrednie połączenie z kuchnią. Stoły ustawione są w ogromnym okręgu tak, że wszyscy uczniowie zasiadają ze wszystkimi nauczycielami i Dyrektorem do wieczerzy. Wygląda zawsze tak samo. Ze ścian spływa woda, sufit przyozdobiony jest złotą roślinnością, za krzesłami znajdują się przeróżne odmiany palm. Jest dużo większa od naszej Wielkiej Sali, ponieważ ciężko jest pomieścić tak wielki krąg. Pod jedną ze ścian ustawiony jest niezwykle długi, niski stolik, na którym zawsze znajduje się jedzenie. Posilający się muszą najpierw podejść do niego, nabrać na talerze wybrane danie i usiąść przy okręgu. Nazywa się to "szwedzkim stołem". Jak dotąd nie udało nam się odkryć, czy jedzenie szykowane jest przez skrzaty, nikt nie chciał nam o tym opowiedzieć, niestety. Aula Krzyku. Jest to pomieszczenie przeznaczone do ogłaszania uczniom nowości oraz miejsce porannych i wieczornych apelów. Każdy uczeń ma swoje podpisane miejsce, przy którym stoi i nie wolno mu usiąść. Brak ucznia jest notowany, by potem wezwać go przed oblicze wychowawcy i dać możliwość wytłumaczenia się z nieobecności. W innym wypadku taki delikwent zostanie surowo ukarany przeróżnymi szlabanami. Tutaj też rozwiązuje się na forum problemy uczniów z nauczycielami i z innymi uczniami. Apelami zawsze przewodzi Dyrektor. Korytarz Założycieli. Znajduje się na trzecim piętrze, po przeciwnej stronie korytarza od Igumbi. Jest podwójnie oświetlony, przez wazy z tajemniczym ogniem oraz pochodnie. Pod jedną ze ścian ustawione są ogromne, kamienne rzeźby, jednak w o wiele lepszym stanie niż te, z Korytarzu Czarodziejów Zapomnianych. Rzeźb jest sześć. Jedna, najbardziej monstrualna i najpiękniej wyrzeźbiona, przedstawia samą Kleopatrę. Jej włosy zdobi korona z najprawdziwszych nefrytów. Suknię ma pozłacaną najszerszym złotem. Jest pilnie strzeżona magicznie, nikt nie może przejść przez barierkę, za którą stoi. Reszta rzeźb przedstawia pozostałych Założycieli Siyo Nqoba. Jak nie zdziwiła nas podobizna Marka Antoniusza, tak byliśmy w szoku widząc cztery pozostałe. Były to rzeźby bogów egipskich. Jakim cudem bogowie mogli być jednocześnie założycielami? Przecież to były wymysły mugoli! Angelina Johnson szybko nam wytłumaczyła, że oni rzeczywiście istnieli i od praktycznie narodzin Kleopatry zostali jej przypisani jako opiekunowie i doradcy. Byli to Bastet, Horus, Izyda i Set (oraz pięciu innych, o czym mamy się przekonać niedługo. Przynajmniej według panny Johnson). Wyglądali groźnie i jako jedyni zostali zrobieni z surowego, nieprzyozdobionego niczym kamienia. Ponoć taka była ich wola. Poznaliśmy Horusa i Seta jako pierwszych, ponieważ ich podobizny stały również przed wejściem do szkoły. Podobno cała czwórka była niezwykłe tajemniczymi magami, którzy kontaktowali się jedynie z Kleopatrą. Pod ich skrzydłami uczyli się tutaj uczniowie, dzieleni na swoiste "Domy". Ale to opiszemy Wam potem. Do Sali Potępionych nie zostaliśmy wpuszczeni. Każdy, kogo próbowaliśmy wypytać o szczegóły dotyczące tego pomieszczenia przerażony machał tylko głową. Piętro ósme zostało podobno zamknięte ze względu na remonty. Podobno trzymano tam wyjątkowo niebezpiecznie zwierzę, które próbując uciec, spustoszyło całe piętro. Nie wiadomo co się z nim stało. Szkoła posiada rozległe tereny. Jeden już "zwiedziliśmy" na samym początku, był to niebezpieczny, tajemniczy ogród, zwany tutaj Igandi, czyli po prostu "Ogród". Znajduje się on naprzeciw Pałacu. Po lewej bardzo blisko jest rzeka, zwana Magicznym Nilem, albo Prawdziwym Nilem. Kiedyś, gdy czarodzieje zauważyli, że mugole przestają dbać o tą świętą rzekę, zmienili jej bieg właśnie do szkoły, tworząc jednocześnie sztuczny, Mugolski Nil. Tym sposobem uczniowie wraz z nauczycielem zielarstwa opiekują się Prawdziwym Nilem. Mogą tam również się kąpać oraz plażować na maleńkiej plaży naprzeciw rzeki. By ucząc się pływania, zapisują się na Koło Wody. Po prawej od Pałacu znajduje się piaszczysty teren z trzema oazami. Tam uczniowie mogą wychodzić, odpoczywać i skrywać się w cieniu palm. Teren ten pełni rolę podobną do hogwarckich Błoni. Pomiędzy Oazami znajdują się najprawdziwsze Katakumby. Jednak by dowiedzieć się jaką rolę one pełniły, musieliśmy czekać aż cały tydzień. Zasygnalizowano nam jednak zawczasu, że absolutnie nikt, my czy uczniowie tej szkoły, nie mają prawa, by tam wejść. Zaintrygowało to nas szalenie. Połączony z 16.12.2013 17:12: Historia powstania Siyo Nqoba "Początki czarodziejów w Afryce były niezwykłe, albowiem żyli oni wspólnie z mugolami, wysyłając swoje dzieci do ich szkół i wraz z nimi pracując. Magii uczono we własnych domach. Czarodzieje tak zwanej "brudnej krwi" mieli wówczas ogromne trudności nie tylko z zaakceptowaniem swojej inności, ale również znalezieniem po kryjomu osoby, która pomogłaby im opanować ich moc i wytłumaczyć jej działanie. Nierzadko zostawali oni niewolnikami, bądź obiektami doświadczalnymi medyków, służąc ciałem między innymi do trepanacji czaszek. Jednym z takich czarodziejów był Marek Antoniusz, który tylko dzięki niezwykłemu szczęściu nie trafił do Domu Tota (swoistego, egipskiego szpitala). Urodzony 14 stycznia 83 p.n.e. w Rzymie, bawiąc się wśród ludzi swojego dalekiego krewnego, Cezara, został zauważony przez jednego z doradców cesarza. Wkrótce potem, po kryjomu, był nauczany magii. Dowiedział się również, że wiele dzieci będących w jego sytuacji rzadko kiedy ma szansę na rozwinięcie w sobie tej mocy. Postanowił za wszelką cenę zmienić to, zakładając Szkołę Magii. Nie wiedział jednak jak się za to zabrać, potrzebował mocnego sprzymierzeńca. Gdy kocica nauczyciela wskoczyła mu na kolana i zaczęła go drapać, uzmysłowił sobie, że jego mistrz (imię nieznane) wspomniał mu kiedyś o Kleopatrze, Kocicy Nilu. Urodzona w Aleksandrii w 69 rok p.n.e, jako czarownica, dążyła do tego, by władzę nad światem mugoli przejęła osoba magiczna, najlepiej ona sama. Wychodząc za swojego brata, Ptolemeusza XIII, była przez pewien czas Królową. Jednakże w niewyjaśnionych okolicznościach, po paru latach została wygnana z pałacu. Ludzie powiadali, że oddawała się dziwnym praktykom, kąpała we krwi dziewic, a raz podobno jej spojrzenie sparaliżowało służącą. Kleopatra, nie wiedząc co począć, pełna gniewu uciekła do Cezara. To był idealny czas dla Marka Antoniusza. Postanowił przedstawić się Kocicy Nilu i spróbować namówić ją, by wspólnie założyli Szkołę Magii. Jednak stając przed Kleopatrą musiał przełknąć gorycz porażki. Kobieta zaśmiała się z jego planów i zapytała, czy jest pewien, że to właśnie z nią chce współpracować. Marek odpowiedział, że nie ma innego wyjścia. Kobieta uśmiechnęła się drwiąco i szybkim ruchem różdżki wymazała mu z twarzy usta. Antoniusz przerażony nie był w stanie nawet krzyknąć, poczuł jedynie jak łzy, jedna za drugą, spływają mu po twarzy. Kleopatra, śmiejąc się, podeszła powoli do mężczyzny i wyszeptała mu do ucha "kto bawi się z kotem, nie może bać się pazurów.", po czym cofnęła zaklęcie. Niedługo potem ogłosiła, że jest w ciąży z Cezarem. Urodziła mu Ptolemeusza XV Cezariona. Wkrótce , dzięki wprawnym zaklęciom Imperiusa, jej mąż został zabity przez służących. Kleopatra poślubiła zatem drugiego brata, Ptolemeusza XIV. W podróż poślubną udali się do Rzymu, gdzie najpierw Kocica Nilu miała zabić Cezara, któremu nie w smak była ucieczka kochanki, a potem męża, który przyłapał ją na uprawianiu magii. Objęła rządy w Egipcie w imieniu małoletniego syna, Cezariona. Niedługo potem wybuchła wojna domowa, zainicjowana przez Marka Antoniusza, który ponownie zobaczył swoją szansę, by pojednać sobie Kleopatrę. Nie podejrzewając, Kleopatra zwróciła się o pomoc zarówno do Marka, jak i do Oktawiana Augusta, bardzo niebezpiecznego i podstępnego mugola, który usilnie starał się dostać do władzy. Kobieta postanowiła go wykorzystać, tak więc przystała do Antoniusza, by wspólnie zaplanować sposób utrzymania przez nią tronu Egiptu. Spędzali ze sobą całe noce i dnie, aż w końcu Kocica Nilu pokochała brudnej krwi Marka. Byli przez długi czas razem, urodziła mu troje dzieci: bliźnięta Aleksandra Heliosa i Kleopatrę Selene oraz syna Ptolemeusza Filadelfosa. Postanowiła pomóc kochankowi założyć szkołę, widząc siebie w roli pierwszego dyrektora. Poza tym, chciała uczniów nauczać tego, co sama praktykowała. Jednak nie mogła nagle tak zniknąć z pałacowego życia Egiptu. Postanowili upozorować własne samobójstwo. Oktawian pobił wojska Antoniusza i Kleopatry w bitwie pod Akcjum w 31 roku p.n.e, wkrótce po tym wkroczył do Egiptu. Biedny, nigdy się nie dowiedział, że cała ta szopka była wielką mistyfikacją. Kleopatra wraz z Markiem poświęcili rzesze mugoli, by móc upozorować przegraną. Mugole do dzisiaj postrzegają datę 12 sierpnia 30 roku p.n.e., jako datę samobójstwa Kleopatry. Równo rok po 12 sierpnia 30 roku p.n.e. Marek Antoniusz wraz z Kleopatrą, oraz jej czterema opiekunami i doradcami założyli Uniwersytet Magii Siyo Nqoba i zaczęli nauczać pierwszych adeptów magii. Jednak szkoła ta nigdy by nie powstała dzięki pomocnikom Kleopatry, którzy w jakiś cudowny sposób stworzyli wspaniałe miejsce, niedaleko miasta narodzin Kocicy Nilu, zabezpieczyli je, sprowadzili sfinksa i wzięli czynny udział w nauczanie czarodziejów." fragment "Historii Uniwersytetu Magii Siyo Nqobi", Paulinkx Ksanawi. Opis kół zainteresowań oraz lekcji Gwar towarzyszący śniadaniu był dziś wyjątkowo głośny, Ślizgoni z Hogwartu nawzajem wymieniali swoje wrażenia z poprzednich dni. Angelina nie panując nad hałasem gości, skarciła ich spojrzeniem i nie dokończywszy śniadania wyprowadziła z Ukudla. Przed wspomnianą komnatą czekał na nas siwobrody mężczyzna z błękitnymi, pełnymi ufności i szczęścia oczami. Szybko zyskał sympatię wszystkich osób. - Witajcie dzieciaki! Nazywam się Har Amen i jestem Mistrzem Gry tutejszych kół naukowych. Przewodzę "Skarabeuszom" głównie, ale sprawuję pieczę nad każdą inną formą rozrywki, wyłączając sport oczywiście. Na dzisiejsze przedpołudnie macie zaplanowane poznanie tutejszych lekcji oraz zajęć dodatkowych, które mam zaszczyt osobiście wam przedstawić! - zaśmiał się głośno, po czym ruszył ogromnymi schodami w górę. Droga na piętra wyglądała jak prawdziwa łamigłówka. Chodziło się schodami i ruchomymi tarasami, nigdy tak naprawdę nie wiedząc gdzie nas wyrzucą. Ponoć trzeba było zaplanować swoją wycieczkę na wyższe piętra, jednak my tego nie potrafiliśmy. W końcu mężczyzna wyprowadził nas na piętro czwarte. Zatrzymawszy się przed dziwnymi drzwiami mającymi kształt klucza odwrócił się i zaczął przemowę: - W tej sali co czwartek uczniowe jako rozrywkę mogą traktować "Grę w Skarabeusze", która jest na zasadzie mugolskiej gry planszowej. Mam nadzieję, że wiecie co to - powiedział ciszej i puścił oczko do klasy. - Polega ona na tym, aby poruszając się po pomieszczeniu odnajdywać karty, które odtwarzałyby krótkie filmiki wyjaśniające miejsce schowania skarabeusza, połączonego z daną kartą. Ten, który zdobędzie najwięcej żuków - wygrywa. Przewodnik kaszlnął cicho i ciągnął opowieści: - Nie byłoby sensu chodzić po całym piętrze, przeszkadzać grającym i po kolei opowiadać o tutejszych klubach, więc lepiej abyśmy tu zostali - uśmiechnął się dobrotliwie. - Są tu różne rozrywki, takie jak mugolskie szachy czy klub gargulkowy, ale również jest klub pojedynków, łamanie zabezpieczeń (gra dla prawdziwych mózgowców!), wiedza o zagranicznych kulturach czarodziejskich, wiedza o duchach, filozofia oraz dopełniające wiedzę dodatkowe godziny przedmiotów obowiązkowych. - spojrzał na naszą grupę z widoczną nadzieją w oczach, że wiemy co to jest. Mową niewerbalną potwierdziliśmy jako taką znajomość, bądź pewne zrozumienie, przez co przewodnik ruszył schodami na górę. Doprowadził nad do dużego korytarza, po czym szeptem rozmówił się z panną Johnson. Konwersacja trwała pięć minut, po czym Har Amen ruszył dalej. Chcieliśmy iść za nim, ale Angelina nas zatrzymała. Z wielkim uśmiechem zaczęła pośpieszać, abyśmy ruszyli za nią. Tak też uczyniliśmy. Na kamiennych obiciach ścian śmigali wesoło faraonowie oraz inni ważni Egipcjanie. Dębowe drzwi otworzyły się jak wszystkie inne - bez dotyku. Ruszyliśmy przez nie stając na piętrze drugim i znaleźliśmy się w Muzem Szkoły. Była to mała, kwadratowa salka, oświetlona głównie trójkątnymi oknami, zza których rozciągał się widok na oazy. Stanęliśmy przed niewielką gablotą zawierającą powycierany pergamin. Było to Muzeum Szkoły. - No i? - zapytał jakiś niecierpliwy Ślizgon. - No i? - odpowiedziała z wyrzutem Angelina. - To Papirus Ahmesa! Jest to najważniejszy i najstarszy dokument utwierdzający wszystkich w przekonaniu, że Egipcjanie od dawien dawna potrafili posługiwać się ułamkami! Dlatego w tej szkole kładą duży nacisk na matematykę. W tej dziedzinie oraz dziedzinie geometrii w okresie starożytnym potrafili już... no nie wiem... obliczać pola powierzchni figur, stosować system dziesiętny, w którym najwyższą jednostką był jeden milion, czy nawet wymyślili nilomierze dzięki którym podczas wylewu Nilu byli w stanie obliczyć poziom wody! Widząc zachwyt Johnson, nikt więcej nie ważył się odezwać na ten temat, nie chcąc powiedzieć czegoś niemądrego. Po niedługiej chwili ruszyliśmy dalej. Sala do jakiej się udaliśmy przypominała sale szpitalną. Lossiril podbiegła do sprzętu wyrażając swój zachwyt okrzykami: "cóż za mądry naród!", "jakie to piękne!" i tym podobne. - Podstawy medycyny, kolejny przedmiot bardzo, bardzo ważny dla Siyo Nqoby. W starożytności potrafili przeprowadzać trudne nawet dziś operacje oczu czy mózgu z zastosowaniem środków znieczulających. Mumifikowano również zwłoki, dokonywano trepanacji czaszki, znano budowę i funkcje serca, a nawet całą anatomię ciała! To naprawdę wielkie wydarzenie zważywszy na czas w jakim tego dokonywano. A i tak to co wymieniłam to tylko mała część tego co dokonywali. - zakończyła rada, że każdy Ślizgon słuchał jej z uwagą. - A skoro jesteśmy już przy balsamowaniu ciał na cześć Thota, chcę abyście wiedzieli, że było to nawiązanie alchemiczne. Na papirusach egipskich znaleźć można zdanie, które wyszło z ust wcześniej wymienionego boga. Brzmiało ono: "Tego, czego oczekujesz, nie osiągniesz, jeżeli ciałom nie odbierzesz ich stanu cielesnego i jeżeli substancji bezcielesnych nie zdołasz przekształcić w ciała." Sama alchemia polegała na odkrywaniu poszczególnych właściwości różnych substancji, które, po odpowiednim połączeniu oczywiście, miałyby dać nieśmiertelność. Jak wiemy, alchemik Nicolas Flamel wraz z Albusem Dumbledorem wytworzyli owy Kamień Filozoficzny. Było to niezwykłe osiągnięcie dla europejskich czarodziejów, jednak tutaj... tutaj nikogo to nie obeszło. Oni od zarania dziejów znali przepis na nieśmiertelność i coraz bardziej go ulepszali. Obecnie alchemia traktowana jest jako badanie substancji oraz nauka ich łączenia w taki sposób, by móc wynaleźć coś zupełnie nowego, co przyczyni się do poprawy życia ludzi. Siyo Nqoba traktuje eliksiry jako przedmiot praktyczny, natomiast alchemia jest przedmiotem czysto badawczym. - Przejdźmy dalej, dobrze? - zapytała cichym głosem Narcissa z końca sali. Opiekunka grupy zgodziła się na to krótkim kiwnięciem głowy, po czym poprowadziła nas dalej. I znów przeszliśmy niezliczoną ilość schodów oraz ruchomych tarasów. Pod koniec mieliśmy wrażenie, że nasza opiekun się sama zgubiła, aż w końcu udało nam się dostać do następnej komnaty. Zdziwiliśmy się, że zaszliśmy aż tak daleko, albowiem było to piętro dziewiąte, ostatnie. A właściwie wieża pałacu. - Astronomia. - podjęła temat Angelina, zdyszanym głosem - kolejna dziedzina starożytnych Egipcjan. To dzięki ich ustaleniom podziału nocy i dnia na 12 godzin, pochodzi określenia doby na godzin 24. Dzięki ich obserwacji Nilu określono rok na długość 365 dni podzielonych na 12 miesięcy po 30 dni. W ten sposób Egipcjanom zawsze zostawało 5 dni, przez co niektóre miesiące w naszym kalendarzu mają 31 dni. Ach, naród ten również potrafił obliczyć terminy zaćmienia Słońca i Księżyca, przez co uczeni mogli szantażować faraonów zsyłając na nich ciemność - na ostatnie cztery słowa Ang wykonała w powietrzu palcami cudzysłów. Po około 10 minutach ponownie ruszyliśmy w dalszą wyprawę. Ku zdumieniu wszystkich zatrzymaliśmy się w Ukudla, gdzie melodyjny głos panny Johnson ponownie zabrzmiał wszystkim w uszach. - W pałacu jest również sala tylko i wyłącznie dla płci żeńskiej, w której dziewczęta studiują kosmetologię. Niestety nie udało mi się otrzymać zgody na wejście tam, więc skora jestem ponownie wytłumaczyć wam owe tajniki wiedzy. Otóż w mugolskim świecie dopiero od przeszło paru lat słynne są tatuaże z henny. Wyobraźnie sobie, że w Egipcie już w starożytności jej używali. Znali zastosowanie takich środków jak ohra oraz wielu preparatów na bazie mleka miodu i oliwy. Znane wówczas były bakteriobójcze i grzybobójcze działania roślin, które stosowano w celach leczniczych oraz do balsamowania ciał. Obecnie uczennice uczą się tutaj stosowania odpowiedniej sztuki makijażu i ubioru, który ma im potem pomóc w dorosłym życiu. Wszystko bazuje na tajemniczych, sekretnych zapiskach Kleopatry, która uważała, że swojemu wyglądowi zawdzięcza aż 60% sukcesu - zakończyła z nutką podziwu w głosie. - Chłopcy również mają swój własny przedmiot. Nazywa się on Warsztaty Zdobywców i uczy młodych adeptów magii historii najbardziej zasłużonych władców Egiptu, oraz już później, Ministrów Magii, znanych aurorów, czy innych ciekawych czarodziejów. Celem tego przedmiotu jest wyciągnięcie wniosku z ich dokonań, by w przyszłości każdy młody uczeń Siyo Nqoba mógł odnieść sukces. Dalszych ważnych przedmiotów nie ma co opisywać, ponieważ mamy je w Hogwarcie. Studenci szkoły muszą mieć uzupełnioną wiedzę między innymi w runach, eliksirach, zielarstwie i historii magii. Na tym dzisiaj zakończę - Angelina uśmiechnęła się zadowolona z tego, że zainteresowała swoich podopiecznych i poprowadziła ich na posiłek. Szkolne osiągnięcia oraz najbardziej zasłużony uczeń Po posiłku, gdy wychodziliśmy już z jadalni, zaczepiła nas ostrzyżona na zero, puszysta kobieta, która z ogromnym uśmiechem na ustach zapytała, czy mamy jeszcze siły zobaczyć Salę Zdobywców. Szczerze mówiąc, nie byliśmy tym pomysłem zachwyceni, ale Angelina była tak podekscytowana tą propozycją, że woleliśmy nie protestować. Udaliśmy się więc znów na górę w tym labiryncie ruchomych ścian, balkonów, schodów i pomieszczeń. Szczerze mówiąc, jak na początku podobał nam się taki ruchomy pałac, tak teraz był on po prostu męczący. W końcu dotarliśmy na piętro piąte, przed ogromne, kamienne drzwi. - Moi kochani, nazywam się Lara O'Hai i jestem nauczycielem starożytnych run. Przydzielono mi zadanie zaprowadzenia was do Komnaty Zdobywców i opowiedzenia o naszych szkolnych osiągnięciach. Nie chwaląc się zbytnio, może przejdźmy do rzeczy. Szybkim machnięciem różdżki pani Lara otworzyła Komnatę. Pomieszczenie było bogato zdobione, a każdą ścianę zajmowały ogromne, obite w szkarłat gabloty. Podeszliśmy do pierwszej z nich. Wśród niezliczonych medali i pomniejszych pucharków naszą uwagę przyciągnął olbrzymi, srebrny puchar z wyrytym wielbłądem. - Och, macie doprawdy niesamowity gust! To jeden z naszych głównych nagród kolekcji szkolnej. Puchar zdobyty podczas Mistrzostw Świata w Ujeżdżaniu Dowolnego Zwierzęcia, rok 1904. Były to ostatnie takie Mistrzostwa, po tym jak reprezentanta Waszego kraju zjadł jego smok. Cóż to było za smutne wydarzenie... ale przejdźmy dalej. Och, patrzcie, co tu mamy! Końcem różdżki pani profesor wskazała medal, na którym wyryta była nazwa "Paweł z Teb, za niezwykłe zasługi w badaniach alchemicznych" - Och, Paweł z Teb, nasz najbardziej zasłużony uczeń! - zaszczebiotała pani Lara, siadając z rozmachem na ustawiony naprzeciw gabloty, gustowny fotelik. - Z chęcią Wam o nim opowiem. Po krótkim namyśle rozsiedliśmy się na miękkim, złotym dywaniku, który wyścielał Komnatę Zdobywców. Zaczęliśmy słuchać opowieści. - Sąsiedzi zawsze uważali małżeństwo Henryka i Moniki za dziwne. Nigdy nie przyłapali młodzieńców na stosowaniu niedozwolonych czarów, jednak podejrzewali, że to na pewno zjawiska magiczne, niewidoczne dla wszystkich, czynią ich odmieńcami. Młodzi zakochani zawsze chcieli mieć dzieci, lecz mimo wczesnych starań, syna doczekali się dopiero w 228 roku. Pawłowi życie na wsi nie przeszkadzało w prowadzeniu podwójnej tożsamości - w domu mógł kształcić magiczne zdolności pod okiem czujnych rodziców, na dworze mógł odgrywać rolę dobrze wychowanego chłopca z wielką niechęcią do "inności". Od małego rodzicie, którzy kształcili się niegdyś w Siyo Nqoba, opowiadali małemu o Uniwersytecie, czym wzniecali pragnienia syna o jak najszybszym dostaniu się do szkoły. W dniu ósmych urodzin ibis, uznawany za świętego ptaka Egiptu, odnalazł dom Pawła z Teb i przyniósł mu list ogłaszający pozytywne rozpatrzenie magicznych zdolności, i datę oraz miejsce spotkania nowych uczniów. Wraz z rodzicami udał się na miejsce zbiórki, gdzie w powozie wyglądającym jak burza piaskowa odwieziono Pawła do Pałacu. Przez długi czas nie mógł uwierzyć w szczęście oraz piękno miejsca, w którym miał spędzić kolejne dziesięć lat. Mimo braku majątku i dużych umiejętności dość szybko wpasował się w klimat. W krótkim czasie zyskał sympatię wszystkich nauczycieli i większości uczniów. Jego ulubionymi przedmiotami stała się alchemia i transmutacja, w których nikt nie mógł dorównać Pawłowi. Zdobywał liczne nagrody, które do dziś wywieszone są w gablotach szkolnych. Na liście znajduje się między innymi właśnie owy medal za liczne zasługi w pomocy przy badaniach alchemicznych. Już od pierwszego roku było wiadomo, że Paweł będzie kimś wielkim. Dodatkowo jako student Horusa, miał ku temu ogromne możliwości. Dziesięć lat minęło Pawłowi bardzo szybko, zdecydowanie za szybko. Z trudem przyszło mu opuszczać drugi dom po ukończeniu szkoły. Rodzice w trakcie trzeciego roku zginęli, innej rodziny nie miał, a przynajmniej nie było mu o tym wiadomo... po prostu był w beznadziejnej sytuacji i nie miał do kogo wracać. Wysłał za pomocą ibisa zgłoszenie dotyczące nauczania alchemii w Siyo Nqoba, jednak uznano go za zbyt młodego do pełnienia tej roli w życiu szkoły. Dużo korespondował z przyjaciółmi z lat szkolnych, co zauważone zostało przez sąsiadów. Usłyszawszy pewnego popołudnia, że planują go zabić, Paweł czym prędzej uciekł z domu. Przez 90 lat błąkał się po pustyni, nie wiedząc do kogo się zwrócić o pomoc. Był zbyt dumny, by powrócić do szkoły, a praca w naszym Ministerstwie Magii była według niego zbyt ograniczająca. Czas na pustyni przeżył tylko dzięki magicznym zdolnościom, dzięki różdżce. Podczas samotności poddawał się samodoskonaleniu, wymyślaniu nowych zaklęć oraz odkrywaniu nowych właściwości substancji chemicznych. Tak wiele zrobił dla świata czarodziejów, że ówczesny dyrektor szkoły zapisał go w papirusach mugoli jako postać wiele czyniącą dla społeczności. Byli sąsiedzi, którzy nagle z uwielbieniem zaczęli o nim mówić, ujawnili magiczne zdolności niedoszłej ofiary. Mugole uznali to za moc boską dzięki czemu aż do dziś Paweł figuruje jako Święty - zakończyła profesor O'Hai, uśmiechając się szeroko. Widać było, iż była niebywale dumna z osiągnięć Pawła, jednak z naszych min nie wyczytała zafascynowania tą osobą. Dla nas był on jedynie dziwakiem (kolejnym już napotkanym w Egipcie), który sam skazał się na cały wiek życia wśród piasków pustyni. Nienormalny jakiś! - Och, wybaczy im pani, są już po prostu bardzo zmęczeni dzisiejszym dniem... - zawołała nerwowo Angelina, spoglądając na nas z gniewem. - Nie szkodzi, doprawdy, nie szkodzi. Nie chcę Wam już zabierać czasu, także zwrócę tylko uwagę, że ówczesna pani dyrektor, profesor Cairoshell, również za czasów młodości przysłużyła się szkole. Była szkolnym mistrzem podstaw medycyny, nikt nie mógł się równać z jej umiejętnościami sprawnych rąk, nawet sam profesor nauczający wówczas tego przedmiotu nie potrafił tak wprawnie balsamować zwłok. - Widząc nasze skrzywienie, dodała - Tak moi drodzy, uczymy tutaj uczniów pradawnych sztuk, by na ich podstawie mogli sami prowadzić swoje prace badawcze i zasłynąć w czymś wielkim. Od ogółu do szczegółu, nie inaczej. Ale dobrze, wracajmy już więc na parter. Ostatnią wycieczką tego dnia było udanie się do lgumbi. Połączony z 16.12.2013 19:01: Zapoznanie Kadry Nauczycielskiej .Cofniemy się jeszcze kilka dni wcześniej, ponieważ, Droga Kadro, zapomnieliśmy zupełnie opisać naszego spotkania z nauczycielami Siyo Nqoba. Serdecznie przepraszamy. Nie przedłużając już więcej: Drugiego dnia naszego pobytu, w drodze do komnaty Dyrektora na piątym piętrze, niedaleko Sali Zdobywców, towarzyszyły nam postacie wyryte jako płaskorzeźby. Skakały z kamienia na kamień, jak namalowane postacie z obrazów w Hogwarcie. Skręciwszy ostatni raz można było wyraźnie zobaczyć jak korytarz się rozszerza. Na końcu znajdowały się wielkie, drewniane drzwi, zdobione złotymi elementami, jakby grawer przedstawiał nieznane nam rośliny. Połowa grupy przystanęła z szeroko otwartymi ustami, gdy drzwi zaczęły się otwierać, a przez nie można było zauważyć dziwnego człowieka. Pośpieszani przez Angelinę, która utknęła na końcu, ruszyliśmy w jego stronę. Dyrektor szkoły był... kobietą! Nikt się tego nie spodziewał, przyzwyczaiwszy się do profesora Dumbledore'a. Miała kruczoczarne, równo przystrzyżone włosy sięgające ramion. Oliwkowa cera oraz różowawe policzki czyniły ją najpiękniejszą kobietą z całego pałacu. Jej skąpy strój przepasany na biodrach czymś podobnym do paska rzucał się w oczy z powodu dobrze znanego białego i złotego koloru. Sandały na nogach miała drewniane z małym dodatkiem skóry. Profesor Cairoshell była bardzo przyjaznym człowiekiem - przywitała nas z uśmiechem, zaproponowała poznanie rady pedagogicznej oraz bardzo nalegała abyśmy zjedli obiad wraz z jej uczniami. Propozycje te wszyscy przyjęli okrzykiem szczęścia i zgody. Zaprowadziwszy nas do sali jadalnej, Profesor Cairoshell uśmiechem zachęcała abyśmy zajęli miejsca przy okrągłym stole. Uczyniliśmy więc tak. W ciągu pięciu minut cała sala była wypełniona uczniami ubranymi podobnie do głowy szkoły. Gdy Dyrektor powstała, cisza aż biła w uszy. Kobieta w swoim przemówieniu przedstawiła nas reszcie szkoły, prosząc aby zachowywali się wobec nas życzliwie i życzyła smacznego zgromadzonym. Na obiad podano koftę baranią (mielona baranina grillowana przyprawiona miętą) i taameję (kotlety z mielonej fasoli z dodatkiem przypraw). Cała grupa rzuciła się na smacznie wyglądające dania. Po skończonym posiłku dyrektor zaprowadziła nas do pokoju nauczycielskiego. Liście palmowe usadowione w typowo egipskich dzbanach zdobiły wejście do sali od wewnątrz. - Ach witamy gości! - krzyknął ciemnoskóry grubszy mężczyzna. Bez ujawniania imienia od razu przeszedł do opowiadania swojej roli w szkole. Dowiedzieliśmy się, że naucza tutejszych studentów matematyki. Zdradził, że krążące pogłoski stawiają Pitagorasa w świetle magicznej istoty, czarodzieja, dlatego też przedmiot jest jednym z ważniejszy. Napotykając wreszcie karcący wzrok pracodawczyni, umilkł, oblewając się szkarłatnym rumieńcem. - W sali nie wszyscy nauczyciele są obecni, ale zaraz wyjaśnię pokrótce dlaczego tak jest - uśmiechnęła się życzliwie, podchodząc do surowo wyglądającej, niskiej kobiety z krótko obciętymi włosami i bardzo wysuszoną skórą. Objęła ją ramieniem i otworzyła usta, aby ponownie przemówić: - Profesor Anippe naucza alchemii, dzięki czemu szkoła jest bardzo szanowaną placówką przez wielu rodziców. Profesor Javi - wskazała na wysokiego, ciemnowłosego mężczyzne - na stanowisku nauczyciela historii magii wykłada o wielu zdarzeniach w naszym świecie. Eliksiry z uczniami przyrządza profesor Kamuzu, a transmutacji naucza profesor Mry - wskazała delikatną dłonią na siwowłosego mężczyznę o skórze oliwkowej, jaką sama miała. - Nieobecna zaś profesor Chavi, naucza podstaw medycyny. Imię jej tłumacząc na wasz język oznacza "życie", bardzo dobrze się więc złożyło, że poczuła ona zbliżenie do medycyny - pani dyrektor zaśmiała się tutaj melodyjne. - Zapomnianą już w Europie i innych zakątkach świata magię gwiazd i harmonię kosmiczną zdradza uczniom karłowaty profesor Khons, a na stanowisku nauczyciela kosmetologii wyłącznie dla płci żeńskiej od dwudziestu lat siedzi profesor Jendayi. Może już ją widzieliście, często przechadza się przy wejściu do pałacu, zawsze na różowo ubrana, pulchna kobieta - ze szczerą radością w oczach przeszła na koniec sali pokazując nam, że wśród nas siedzi jeszcze jeden, na czarno ubrany, tajemniczy człowiek. Cała nasza grupa podskoczyła wystraszona, jako, ze nie zdawała sobie sprawy z jego obecności. - Profesor Hondo naucza tutejszych chłopców przedmiotu zwanego Warsztatami Zdobywców. Młodzi mężczyźni uczą się jak być pewniejszym siebie i walczyć o swoją przyszłość wszystkimi środkami, oraz które z nich są etyczne i dają lepsze efekty. Pozostali nauczyciele prowadzą teraz lekcje, bądź siedzą w swoich laboratoriach i oddają się swoim własnym pracom badawczym. Nasza placówka ma za zadanie nie tylko nauczać młodych adeptów magii, ale także dawać możliwości rozwoju naszej kadrze, by byli coraz lepsi i coraz doskonalsi w swoich dziedzinach. Myślę, że na tym zakończymy to spotkanie. Profesor Cairoshell nagle, bez jakiegokolwiek słowa wyszła z gabinetu, a my rozglądając się po raz ostatni, opuściliśmy go zaraz za nią. Połączony z 16.12.2013 19:01: Społeczność uczniowska Po tygodniu udało nam się co nieco dowiedzieć o panujących tu podziałach uczniów. Przybywają oni do tej szkoły już w wieku ośmiu lat, czyli aż trzy lata wcześniej od nas! Dopiero będąc na piątym roku zostają podzieleni na Domy, zwane tutaj Ubudala, czyli po prostu "czas życia". Inicjacja odbywa się we wspomnianych wcześniej Katakumbach, o których w końcu raczono nas poinformować. W noc po przybyciu do Uniwersytetu, uczniowie piątego roku są prowadzeni przez Dyrektora, wraz z nauczycielami alchemii, podstaw medycyny, transmutacji oraz astronomii, na tereny oaz i piasków, do podziemnych grobowców. Tam, w niezliczonej ilości korytarzyków, każdy uczeń wybiera swoją drogę i podąża nią, aż zostanie zupełnie sam. Wówczas musi zdjąć ubranie, zgasić pochodnię, z którą dotąd przemierzał Katakumby, i iść aż napotka koniec korytarza. Potem nikt tak naprawdę nie wie, co się dzieje. Nad ranem wymęczeni uczniowie wracają, ubrani byle jak (a czasami w ogóle), niosąc na ustach tylko jednego słowo - imię jednego z Ubudala. Mogą to być: - Bastet, do której trafiają uczniowie, którzy są bardzo towarzyscy, rozrywkowi, których życie jest szybkie i pełne niespodzianek. Próba ich temperowania jest bezcelowa. Za największą wartość życia uważają miłość i rodzinę. - Horus, do którego trafiają uczniowie, którzy dążą do władzy poprzez wiedzę. Są niezwykle ambitni i skuteczni, ale ciężko ich czymś zainteresować, gdyż wolą nauczać się tego, co sami wybiorą i w sposób, w który sami ustalą. Odstają od otoczenia, skupieni na własnych planach. - Izyda, do której trafiają uczniowie dobrzy, ale nie radzący sobie z pędem życia. Tacy, dla których spokój i cisza jest najlepszym, co może istnieć. Są to ludzie bardzo przyjacielscy, aczkolwiek nie lubią niczego co jest głośne, kolorowe. Niezwykle ciepli i pomocni, są najlepszymi przyjaciółmi, jednak łatwo ich zranić, gdyż bywają wśród nich osoby naiwne. - Set, do którego trafiają uczniowie trudni do sklasyfikowania, niestali niczym burza piaskowa i jak ona niezwykle niebezpieczni. Szkoła stara się takim uczniom pokazać drogę, którą powinni iść, jednak tak naprawdę nie wiadomo, co Seci myślą, czują i planują. Wśród nich jest największy odsetek skrytobójców. Kierują się głównie instynktem. Niegdyś takich Opiekunów było aż dziewięciu, jednak kolejni Dyrektorzy kasowali po kolei każdego z nich. Dekrety, uzasadniające taką decyzję były niejasne i tak naprawdę często niedorzeczne. Podobno Ci pradawni czarodzieje posiedli wiedzę nieśmiertelności i korzystają z niej po dziś dzień, zamieszkując Katakumby. Każdy z nich, który postanowi zakończyć już swój żywot i zaprzestać korzystania z Kamienia Filozoficznego, kasowany jest jako Ubudala. Jednak nie wiadomo, czy to nie jedynie legendy... Ogólnie do Siyo Nqoba trafiają uczniowie ze wszystkich państw Afryki. Biedni, czy bogaci, czystej czy brudnej krwi, nie ma to tutaj znaczenia (a szkoda!). Każdy taki uczeń ma mieć za zadanie tylko jedno - dążyć do samodoskonalenia, wzbogacenia się w wiedzę bądź pieniądze, bycie władcą mądrości bądź ludzi. Muszą mieć oni silne dążenie do bycia Kimś, a wówczas placówka da im najlepsze możliwości do rozwoju. Przynajmniej tak tutaj mówią. Szkolny regulamin Specjalnie, by móc Wam, Droga Kadro, go wypisać, postanowiliśmy odwiedzić Szkolny Zbiór Zapisów. To taki dokument, w którym wszelkie prawa i obowiązki są wypisywane, zarówno te pradawne, jak i obecne. Przedstawimy Wam tylko niektóre z nich, ponieważ Zbiór zawarty jest na aż 116 stronach papirusu! 1. Uczeń ma obowiązek: 1.1. uczestniczenia na zajęciach lekcyjnych, 1.2. systematycznego uzupełniania braków wiedzy w danych dziedzinach nauki, 1.3. darzenia szacunkiem dyrektora, nauczycieli, gości szkoły oraz innych uczniów, 1.4. przystąpienia do wszystkich egzaminów, zaliczeń, 1.5. przestrzegania niniejszego regulaminu, 1.6. brania udziału w chociaż jednym kole zainteresowań, 1.7. napisaniu przynajmniej dwóch prac badawczych w przeciągu swojej całej edukacji, z dwóch różnych przedmiotów. 2. Uczeń ma prawo: 2.1. opuszczenia godzin lekcyjnych wraz z orzeczeniem szkolnej higienistki, rodziców, nauczycieli, 2.2. złożenia rezygnacji z nauki w szkole, 2.3. w czasie wolnym korzystania z terenów przypałacowych z wyłączeniem Katakumb, 2.4. rozwiązania swoich problemów na Sali Krzyków, bądź bezpośrednio u wychowawcy, 2.5. korzystania z możliwości osobistych zajęć wyrównawczych z wybranym nauczycielem. 3. Uczeń ma zakaz: 3.1. przeszkadzania na lekcjach, 3.2. opuszczania lekcji bez orzeczenia higienistki, rodziców, nauczycieli, 3.3. organizowania buntów wobec nauczycieli, dyrektora, 3.4. naruszania przestrzeni osobistej innych, 3.5. wchodzenia do sal bez opieki nauczycielskiej. 3.6. wchodzenia na teren Katakumb, 3.7. przebywania na terenach przypałacowych po godzinie dwudziestej trzeciej. 4. Nauczyciel ma prawo: 4.1. złożenia rezygnację z nauczania w szkole, 4.2. stosowania odpowiednich metod nauczania, 4.3. użycia odpowiednich pomocy naukowych, 4.4. korzystania ze wszystkich zbiorów znajdujących się w szkolnej bibliotece, 4.5. otrzymania specjalnie wyznaczonych godzin wykorzystanych na badania badawcze, 4.6. pisaniu własnych prac badawczych, 4.7. samokształcenia się w innych dziecinach nauki, niż tą, jaką naucza, 4.8. korzystaniu za terenów przypałacowych z wyłączeniem Katakumb. 5. Nauczyciel ma obowiązek: 5.1. nauczania swojego przedmiotu, 5.2. uczęszczania w radach pedagogicznych, 5.3. przerobienia całego przewidzianego na dany rok materiału, 5.4. udostępniania dyrektorowi szkoły notatek z lekcji, 5.5. przestrzegania niniejszego regulaminu. 6. Nauczyciel ma zakaz: 6.1. opuszczania godzin lekcyjnych bez zgody dyrektora, 6.2. używania zbyt podniesionego głosu, 6.3. używania przemocy wobec uczniów, innych nauczycieli, dyrektora, 6.4. stosowania praktycznej czarnej magii, 6.5. wchodzenie na teren Katakumb. Połączony z 16.12.2013 19:02: Sporty i inne ciekawostki Kolejny dzień się rozpoczął i już z rana zabrano nas na piaski otaczające szkołę. Powiedziano nam, że czas zapoznać się z egipskim sportem. Gdy doszliśmy na miejsce, ze zdumieniem wszyscy spostrzegli, iż nie ma zwykłego dla Hogwaru boiska do quidditcha, a szary teren z niemałą ilością małych kamieni i pojedenczych skał. Widząc nasze zdziwienie, nauczyciel prowadzący sport w Siyo Nqoba, profesor Plorun, który nas tu przyprowadził, opowiedział nam o swoim sporcie. - Na tej arenie - wskazał piaszczyste pole - wybrani uczniowie walczą z Apophisem, strasznym i wiecznie rozeźlonym demonem, będącym symbolem ciemności i zła. Ma on postać ogromnego węża i przypisywano go do krainy potępionych w krainie Ozyrysa. Mimo jego leczniczych właściwości jest on uważany za wyjątkowo groźne stworzenie -profesor odchrząknął i zaczął dalszą przemowę. - Do rzeczy. Nauczyciele czuwający nad walkami zachowują wszystkie środki ostrożności, aby nic się nikomu nie stało. Oczywiście pewne obrażenia są, ale na szczęście nie są one długotrwałe dzięki opiece pana Kamuzu, który pełni rolę medyka - pan Plorun zaśmiał się melodyjnie, lecz widząc nasze miny natychmiast spoważniał i odwrócił się tyłem do zwiedzających. - Niestety, przyjechaliście w czasie przerwy między jednym meczem, a drugim. Obecnie wygrywają Seci, jednak Izydorzy depczą im po piętach. Jeśli będzie zainteresowani wynikiem, w czerwcu będę mógł przesłać Wam wiadomość o tym, kto w tym roku zwyciężył nad demonem. Nie udało nam się również zobaczyć samego Apophisa (nie płakaliśmy jednak z tego powodu), ponieważ na czas przerwy między meczami jest on przewożony na Saharę, "by się wybiegał". Doprawdy, ta szkoła coraz bardziej nas zadziwia. Z opowieści profesora Ploruna, gdy prowadził nas z powrotem do pałacu, dowiedzieliśmy się co nieco o innych formach zabaw uczniów, wyłączając już koła zainteresowań, które poznaliśmy przecież wcześniej. Uczniowie piątego roku tydzień po wyjściu z Katakumb i przydziale do jednego z Ubudala, mają swój własny Bal Wybrańców, na którym mogą bawić się do białego rana i zacieśniać przyjaźnie z uczniami swojego Domu. Bal ten organizowany jest w Ukudla. Jak uczniowie docierają do Siyo Nqoba? Był to dzień naszego powrotu. Już od szóstej rano Angelina budziła nas swoim piskliwym głosikiem, wywalała nasze torby podróżne i ubrania z szafek. Początkowo mieliśmy plan po prostu to olać, w końcu i tak ktoś by nam to posprzątał. Byliśmy przecież gośćmi. Ale po kwadransie takich wrzasków każdy już był wybudzony i zaczął odczuwać migrenę, toteż postanowiliśmy jednak wstać z łóżek. Po godzinie byliśmy już gotowi uczestniczyć w oficjalnym, pożegnalnym śniadaniu. Oczywiście spóźniliśmy się na nie, ale przecież musieli na nas czekać, także nic nie straciliśmy. Menu tego dnia bardzo nas zdziwiło. Przy "szwedzkim stole" królowały dania tak dobrze znane nam z Hogwartu: dyniowe paszteciki, piwo kremowe oraz na deser kociołkowe pieguski. Aż łezka w oku się zakręciła. Gdy już nasze walizki stały przy drzwiach wyjściowych, a nas ustawiono w przedszkolne pary (swoją drogą, to już naprawdę był chyba szczyt pomysłów Angeliny), Dyrektor zapytała z uśmiechem naszą opiekunkę, czy udało nam się zrealizować wszystkie zdanie, jakie nam, Droga Kadro, powierzyliście. I oczywiście wyszło na to, że nie udało się. Szlag by to trafił, za przeproszeniem, rzecz jasna. Zapomnieliśmy poznać sposób, w jaki docierają tu co roku pierwszego września uczniowie. Angelina zaczęła się robić czerwona na twarzy (w końcu to ona miała tego przypilnować!), i baliśmy się, że zaraz wybuchnie płaczem, i zawstydzi tym nas wszystkich. To by dopiero była porażka! Za kogo oni by nas mieli? Całe szczęście przełknęła tą gorycz i z hardą miną postanowiła napisać do Was, Szanowna Kadro, sowę. Poprosiła w niej o możliwość zostania na jeszcze jedną dobę w Siyo Nqoba. Oczywiście wcześniej zapytała się profesor Cairoshell, czy możemy nadużyć tej gościnności. Tym sposobem zostaliśmy tu na jeszcze jeden dzień, by móc spełnić wszystkie Wasze wymagania. A to, czego się dowiedzieliśmy na temat sposobu przywozu i odwożenia uczniów, opisaliśmy. Już po raz ostatni. Kazano nam się ubrać, wyjątkowo, w typowe stroje ucznia Uniwersytetu. Były to przewiewne, niezwykle delikatne szaty koloru piasków, ledwie wyczuwalne przez skórę. Czuliśmy się pod nimi zupełnie nadzy. Niezbyt fajne uczucie, naprawdę. Przed drzwiami wyjściowymi czekał na nas dobrze nam znany z wybrzeży Aleksandrii (i wielbłądów) staruszek. Do dzisiaj nie wiemy, jak on się nazywał. Rozmawiał tylko z Angeliną i to głównie na podstawie gwałtownej gestykulacji. Wyprowadził nas przed złotawą bramę. Przy minięciu sfinksa, ciarki przeszły nam po plecach. Przechodząc znanymi nam już korytarzami małej piramidki, znów widzieliśmy tańczące cienie na ścianach, widoczne w ogniu pochodni staruszka. W końcu wyszliśmy na znane nam piaski, otaczające obszar magicznej piramidy. Staruszek przystanął tu, walnął swoją laską w podłoże i nagle... ach nagle pojawiły się przepiękne karoce. W słońcu skrzyły się naprawdę ślicznie. Okazało się, że takie karoce wyposażone są magicznie w wicher piaskowy, i jadąc karawaną, tworzą sztuczną burzę piaskową. Dzięki temu w krótkim czasie można się znaleźć pod samą szkołą! Wydawało się to genialnym rozwiązaniem, idealnym dla pustynnej szkoły w Egipcie, jednak jak taki piasek trafi komuś w oczy, to lepiej bólu nie opisywać. Przynajmniej tak powiedziała nam Angelina, przekazując niezrozumiałe przynajmniej dla nas, skrzeki staruszka. Odkrywanie nowych zwyczajów innych magicznych ludzi ze świata jest cudownym doświadczeniem, które gorąco polecamy każdemu członkowi Kadry. Pożegnanie Po całych trzech tygodniach spędzenia w Uniwersytecie Magii Siyo Nqoba, możemy z całą pewnością stwierdzić, że nie rozumiemy afrykańskich, czy może dokładnie mówiąc, egipskich zwyczajów. Ruchomy pałac, tajemnicze Katakumby w których dochodzi do dziwnych praktyk mających na celu wyłonienie odpowiedniego Opiekuna Domu, sfinks strzegący wejście na teren szkoły, dziki ogród i inne dziwy to tylko początek góry lodowej. Z ręką na sercu raczymy napisać, Droga Kadro, że z prawdziwą przyjemnością wracamy do starego, dobrego, tak mało skomplikowanego Hogwartu. I naprawdę jesteśmy wdzięczni, że w naszej szkole nie naucza się alchemii, czy matematyki, bo wydaję się, że te przedmioty są doprawdy trudne. Chcemy się jedynie pochwalić, korzystając z okazji, że udało nam się odkryć, co w praktyce oznacza nazwa tej szkoły. Siyo Nqoba - Zdobędziemy. Czarodzieje Afryki marzą głównie o zdobyciu własnego celu, czyli tak naprawdę określeniu kim w życiu chcą być, by do tego dążyć. Wszystkimi środkami. Potrafią być bezwzględni i egoistyczni w tej drodze, ale jak widać, odnoszą dzięki temu spore sukcesy. Zauważyliśmy także, że motto szkoły (a tak naprawdę motto Kleopatry, głównej założycielki szkoły), "Kto bawi się z kotem, nie może bać się pazurów", dotyczy nie tylko Kocicy Nilu, ale tak naprawdę każdego ucznia i każdego pracownika Uniwersytetu. Dowiedzieliśmy się także, czemu szkoła jest tak bardzo oddana dialektowi zulu. Okazuje się, że prawdopodobnie Opiekunowie Kleopatry, którzy są strażnikami tutejszych Ubudali, posługiwali się głównie tym językiem i na ich cześć postanowiono to uhonorować. Pożegnawszy się ze wszystkimi, wielbłądami dotarliśmy do nabrzeża Aleksandrii i z uśmiechami na twarzach wsiedliśmy na statek. Koniec przygód, czas na Hogwart! Uczniowie Domu Slytherin. załączniki: 1. Pałac Siyo Nqoba w burzy piaskowej ![]() 2. Jeden z niewyraźnych płaskorzeźb przedstawiający jakąś kobietę, która chyba nie była zadowolona z naszej obecności... ![]() 3. Krwawa Stokrotka, jeden z okazów w Igandi (Ogrodzie), rosnący tuż przy ścieżce! ![]() 4. Herb Uniwersytetu. Proszę zwrócić uwagę, że Kocica Nilu jest zawarta na samym środku. W górnym lewym rogu znajduje się podobizna Seta, obok niego jest Horus w postaci sokoła. Niżej znajduje się krowa, zwierzę kojarzone z Izydą. Zauważcie gwiazdę wiszącą nad nią - to Syriusz, symbol jej magii. Obok Izydy siedzi, pod postacią skarabeusza, Bastet. Kojarzono ją niegdyś również z kotem, czego Kleopatra nie mogła wybaczyć, dlatego właśnie w postaci żuka umieściła Bastet na herbie. Marka Antoniusza zabrakło, nikt tak naprawdę nie wie dlaczego. British English & The Lord of the Rings - moje dwie największe miłości <3 "All that is gold does not glitter, Not all those who wander are lost; The old that is strong does not wither, Deep roots are not reached by the frost. From the ashes fire shall be woken, A light from the shadows shall spring; Renewed shall be blade that was broken, The crownless again shall be king." ~ J.R.R. Tolkien "All we have to decide is what to do with the time that is given to us..." ![]() "Tłumaczenia są jak kobiety: te wierne nie są piękne, a te piękne nie są wierne." "Moja Mistrzyni Tłumaczeń" ~ Łoś :* "Moja Guru angielskiego" ~ Sef :* ![]() ![]() "Kasia została rozjechana walcem na drodze, czy jej rodzinie przysługuje roszczenie o naprawienie szkody?" - czyli jak wytłumaczyć laikowi, co to są kazusy. ~ Alette :* Do Heleny "Przebiegasz palcami po stronach, Co niosą oświaty kaganek. Spoczynek Ci obcy jest nocą, Twój wieczór to dla innych ranek. Boleśnie odrywasz głowę, Znad ksiąg w pozłacanych ramach. I wiesz, że jest jedna odpowiedz, Na wszystko co masz dziś w planach. I chociaż chcesz się zatrzymać, Nie możesz, gdy już go posiadasz, I chociaż stroisz nim głowę, Na nic nie odpowiadasz. Czy możesz być lepsza od innych? Jak dorównać ideałowi? Dlaczego nikt nie dostrzega, Tego rodzaju niedoli? Jak masz się czuć dumna, Gdy czujesz się gorsza lub inna. Jak dusza Twa dużo słabsza, Ma zostać ciągle niewinna? Czy można Ci wybaczyć Że kochasz to co nie Twoje? Choć masz ogromną urodę Nie nią chcesz czynić podboje. Słabość do przedmiotów, Tak dobrze wszystkim jest znana. Lecz ciągle nosi piętno, Dla wielu jest zakazana. Porzuć więc swoje marzenia, Gdy jeszcze nie jest za późno. Kochaj to co masz od losu, Nikt nie dał Ci nic na próżno." ~ Anciol z dedykacją dla mnie <3 ![]() |
|
|
|
Padida |
Dodany dnia 09.01.2014 22:46
|
![]() Pochwały: 3 Postów: 412 Dom: GryffindorPunkty: 7287 Ranga: Żywy worek treningowy Data rejestracji: 13.07.13 |
Przeczytałam niektóre punkty, bo mama każe iść spać. Fajny pomysł, fajnie zrobione c: I... czy tylko mi brzydko się kojarzy punkt 3.4.? I fajny pomysł z tym przydzielaniem ; )Więcej napisze jutro, bo dziś już padam. ![]() hej |
|
|
|
Anciol |
Dodany dnia 10.01.2014 14:56
|
![]() Pochwały: 10 Postów: 1288 Dom: RavenclawPunkty: 21527 Ranga: Niezwyciężony mag Data rejestracji: 11.08.13 |
Strasznie długie. Ogrom pracy na pewno w to włożyliście, ale przepraszam mnie zanudziło Ni jak przez to przebrnąć. Ale to może być wina formy graficznej na jaką postawiliście. Pomysł przedstawienia tego jako opowiadania ciekawy. Jeg elsker Seferyn fordi han også elsker norsk ^^ <3 Wiersz autorstwa łośka <3 Anciolu, piękny i wspaniały, kimże ja przy Tobie jestem, taki niedojrzały... Spójrz w oczy me, jak lekki wiatr, pieszczą Cię. Odpowiedz na to pytanie, czy życie razem nam dane? Oddaj mnie rentę swę*, a szepnę Ci do ucha, Kocham Cię! *rentę swę - użyte tu celowo ,,Twój artykuł został odrzucony przez administratora Sann dnia 22.01.2014 16:43. Powód odrzucenia: Nie będę tego sprawdzać. I ch*j! ;D" ![]() ![]() |
|
|
|
Ana_Black |
Dodany dnia 10.01.2014 22:21
|
![]() Ostrzeżenia: 1 Pochwały: 8 Postów: 4391 Dom: GryffindorPunkty: 24016 Ranga: Niezwyciężony mag Data rejestracji: 06.02.10 |
Uff, wreszcie przeczytałam. Forma opowiadania ciekawa, ale strasznie długie i momentami mnie nudziło. Za dużo tych punktów regulaminu, zwłaszcza że niektóre są zarówno dla uczniów i nauczycieli. Łatwiej by było takie punkty uogólnić. ![]() Loki: Dość tego! Wszyscy stoicie niżej ode mnie! Patrzysz na boga, szkaradny stworze! I nie godzę się, aby pomiatał mną... Hulk: Wielki mi bóg. ![]() ![]() Hulk ziewać ~ Łapa ![]() Uwielbiam też jak dostajesz szału i zamieniasz się w tę wielką zieloną bestię.. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Zdradzę ci moją tajemnicę. Zawsze jestem zły. ![]() ![]() Nieźle. Chcą mnie zamknąć w metalowym pudle i zanurzyć w wodzie. Nie. Jest gorzej niż myślałem. ![]() No bo czym jesteśmy? Zespołem? Nie, nie, nie. Mieszanką wybuchową niosącą chaos. *** ![]() Nie bądź jeleń, nie fikaj. ![]() Matka wie że ukradłeś jej szaty? ![]() - Jarvis, znasz przypowieść o Jonaszu? - Traktowałbym ją raczej jako metaforę. - Thor walczy na 6. - Nie zaprosił mnie? ![]() Co, stawaliście na siusiu? ![]() Niech wyskakuje z ciuchów. Przenoszę imprezę do was. ![]() Weź mnie nie strasz. Co to było, robił mi usta usta? ![]() Phil? Ale on ma na imię Agent! ![]() J.A.R.V.I.S: Dostępne 400% mocy. Iron-Man: Dzięki. ![]() Nie gniewam się, pączuszku. Masz niezły prosty. ![]() Ta wiedźma miesza ci w głowie. Jesteś od niej silniejszy, mądrzejszy. Jesteś Banner. ![]() On jest szefem. Ja tylko za wszystko płacę, wszystko buduję i dbam żebyśmy byli cool. ![]() Stark! Potrzebny jest plan ataku! Mam plan: atakować! ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() *** ![]() - Ja bym sobie odpuściła, to faceci nie z tego świata, bogowe czy coś. - Bóg jest tylko jeden! I głowę dam, że tak się nie ubiera. ![]() - No jasne. Złoty chłopiec w złotej zbroi. Co zostanie jak ją zdejmiesz? - Geniusz, miliarder, playboy, filantrop. A co? (...) A kto jest [prawdziwym bohaterem]? Ty? Jesteś wynikiem eksperymentów na ludziach. Tyle w tobie bohatera, ile zmieściło się do probówki. *** Zabijesz mnie? Ustaw się w kolejce. ![]() Kto znajdzie ten młot i okaże się go godny posiądzie moc Thora. ![]() Thor: Loki może i jest nieobliczalny, ale jest Asgardczykiem i moim bratem. Natasha: Zabił 80 ludzi w ciągu dwóch dni. Thor: Był adoptowany. - Nie będę z tobą walczył bracie. - Nie jesteśmy braćmi. ![]() Piekło rozbrzmiewa jękami jego ofiar. ![]() - O, kontratakują. - No wiesz, młodzi są. - Do stu piorunów, szanuj mowę ojczystą - Długo mi tego nie wybaczą. ![]() To bardzo, bardzo ciekawa teoria, ale ja mam prostszą. Nie jesteście godni. ![]() - A jakby wsadzić młot do windy? Uniesie ją. - Winda nie jest godna. ![]() Zobaczyłem coś we śnie. Muszę to wyjaśnić. Tutaj się nie da. ![]() - Jak tam kosmos? - Kosmos ma się dobrze. ![]() - I myślisz, że możesz mi zaufać? - Nie ufam ci. Matka ci ufała. W przeszłości. Nawet mimo naszych ciągłych sporów. Zawsze miała nadzieję, że gdzieś w tobie nadal jest iskierka mojego brata. Ta nadzieja już nie istnieje i już cię nie chroni. ![]() Mojego życia... Tato, nie nadaję się na króla. Będę bronić Asgardu i innych światów do ostatniego tchu... ale nie mogę tego robić z tronu. Mimo swego szaleństwa Loki rozumiał władzę w taki sposób, jakiego ja nigdy nie osiągnę. *** ![]() O nie, będę żył wiecznie i będę cały z plastiku. ![]() ![]() Kto okaże się godzien moc młota posiądzie. Bez jaj, stary, to sztuczka. ![]() Rekalibracja kognitywna... Zdzieliłam cię w czaszkę ![]() Mam go spowolnić? Czy wyślesz mu więcej sparingpartnerów? ![]() Lepiej wydaj rozkaz, bo zaczynam mu kibicować. ![]() Have you ever had someone take your brain and play? Pull you out and stuff something else in? Do you know what it's like to be unmade? ![]() Przerabiałem hipnozę. Nie lubię. *** Stoimy w obliczu globalnej katastrofy. ![]() Hej malutki. Słonko już zachodzi. ![]() Cicho blaszak, ja nie mam rakiety w tyłku. ![]() - Steve nie lubi takiego słownictwa. - A kopnąć cię w tą... ![]() Nie jest taki zły, tylko trochę nerwus. Drugiego takiego nie ma na całym świecie. Wszyscy lubią wygrywać, a ten mój facet robi co może by walki uniknąć, bo wie że walkę wygra. ![]() - Co ci się śniło? - Że jestem Avengersem, że jestem kimś więcej niż tylko posłuszną maszynką do zabijania. ![]() Kocha to się dzieci, ja mam u niego dług. *** ![]() ![]() *** ![]() ![]() *** ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() *** ![]() Wstąp do T.A.R.C.Z.Y, poznaj dalekie kraje, niezwykłych ludzi... i zabij ich. ![]() ![]() Ja się nie pocę. Ja błyszczę. ![]() Thor mógłby choć raz przysłać boga sprzątania po sobie. Na pewno ma jakąś magiczną miotłę. ![]() ![]() Zawsze nosisz whisky? ![]() Ten dom miał wytrzymać siłę Hulka. ![]() - Jak nas znaleźli? - Zaprosiłem ich. ![]() Nie poddam się. Odzyskam Skye i T.A.R.C.Z.Ę, ale jeep od Eddiego to za mało. ![]() Nasza kiepska opcja. Grant Ward. *** ![]() Bez ciebie nie ma T.A.R.C.Z.Y. ![]() - Służysz Coulsonowi czy T.A.R.C.Z.Y? - To to samo. ![]() Kogo jak kogo, ale Coulsona nie zlikwidujesz. ![]() Dyrektor T.A.R.C.Z.Y zawsze ma tajemnice. *** Nie wierzę w strach. Wierzę w zaufanie. ![]() ![]() ![]() ![]() *** ![]() ![]() I was able to hack S.H.I.E.L.D. from my van. You're gonna show me something new. ![]() Nie byłam w waszym durnym "S.H.I.E.L.D. Hogwarcie". ![]() ![]() *** ![]() ![]() Nie jestem dobrym człowiekiem, Skye. ![]() Long time to see. ![]() Jestem Agent Grant Ward. ![]() *** ![]() ![]() ![]() *** ![]() ![]() ![]() ![]() *** ![]() Jeśli to jeszcze aktualne, to poproszę tego drinka. ![]() - Żołnierzyk. Postać nie z tej epoki. Ale za to z tej planety. ![]() Nigdy nie chciałem tronu. Chciałem być równym tobie. ![]() - A ty co? Błyskawic się boisz? - Nie darzę miłością tego, co zwiastują. - Chcesz zabrać mi ukochaną planetę w odwecie za rzekomą zniewagę? Nie. Sprawuję nad nią opiekę. - No rzeczywiście, wspaniale się nią opiekujesz. Ludzie wyżynają się milionami, a ty palcem nie kiwniesz. Zaprowadzę tu porządek. Kto mnie powstrzyma? ![]() - Jesteś potworem. - O nie. Potwór jest wśród was. - A, Banner. To twój plan. ![]() Że urodziłem się by zostać królem. ![]() No dobrze. To może wolisz kogoś ze swoich nowych przyjaciół? Wydaje się, że jesteś do nich podobny. No i to jest o wiele lepsze! Mój strój jest taki sobie. Ale ile niesie ze sobą cnót! Jakiż to wielki zaszczyt! Czuję, że aż szaleję od sprawiedliwości. Chcesz usłyszeć mowę o prawdzie, honorze i patriotyźmie? Boże chroń Amer... Zaufaj mojemu gniewowi. Nie zrobiłem tego dla niego. Uuuu. A była już na wyciągnięcie ręki. Dzięki Tesseractowi mogliście mieć władzę, nieograniczoną moc. A wy co? Ciepło i światło dla wszystkich ludzi? Dopiero przekonacie się, co znaczy prawdziwa władza. ![]() Przynoszę wam dobrą nowinę. Czeka was wyzwolenie. *** ![]() ![]() ![]() ![]() *** ![]() Nie miałem prawa cię winić. Wiem, że chciałeś mi pomóc, chronić mnie. Od tego są przyjaciele. Możemy żyć z godnością - nie możemy z nią umrzeć. Człowiek jest najgorszym źródłem prawdy o sobie. Wszystko się zmienia. To nie znaczy, że na lepsze. Trzeba sprawić, by było lepiej. Nie można tylko gadać i mieć nadzieję, że samo się poprawi. |
|
|
|
losiek13 |
Dodany dnia 11.01.2014 18:20
|
![]() Ostrzeżenia: 2 Pochwały: 33 Postów: 2832 Dom: RavenclawPunkty: 34217 Ranga: Pan Śmierci Data rejestracji: 19.06.08 |
Marek Antoniusz i Kleopatra? - mogliście wymyślić coś oryginalniejszego... O Pawle z Teb nie przeczytałem, przyznaję się bez bicia, ale przeraził mnie to ogromny blok tekstu i zrezygnowałem po wstępie... Zaprowadziwszy nas do sali jadalnej, Profesor Cairoshell uśmiechem zachęcała abyśmy zajęli miejsca przy okrągłym stole. Uczyniliśmy więc tak. W ciągu pięciu minut cała sala była wypełniona uczniami ubranymi podobnie do głowy szkoły. Gdy Dyrektor powstała, cisza aż biła w uszy. Kobieta w swoim przemówieniu przedstawiła nas reszcie szkoły, prosząc aby zachowywali się wobec nas życzliwie i życzyła smacznego zgromadzonym. Na obiad podano koftę baranią (mielona baranina grillowana przyprawiona miętą) i taameję (kotlety z mielonej fasoli z dodatkiem przypraw). Cała grupa rzuciła się na smacznie wyglądające dania. Po skończonym posiłku dyrektor zaprowadziła nas do pokoju nauczycielskiego. Liście palmowe usadowione w typowo egipskich dzbanach zdobiły wejście do sali od wewnątrz. Po co te zapychacze? O_O- Ach witamy gości! - krzyknął ciemnoskóry grubszy mężczyzna. Bez ujawniania imienia od razu przeszedł do opowiadania swojej roli w szkole. Dowiedzieliśmy się, że naucza tutejszych studentów matematyki. Zdradził, że krążące pogłoski stawiają Pitagorasa w świetle magicznej istoty, czarodzieja, dlatego też przedmiot jest jednym z ważniejszy. Napotykając wreszcie karcący wzrok pracodawczyni, umilkł, oblewając się szkarłatnym rumieńcem. 5. Nauczyciel ma obowiązek: To naprawdę jest bardzo istotne? 5.1. nauczania swojego przedmiotu, 5.2. uczęszczania w radach pedagogicznych, 5.3. przerobienia całego przewidzianego na dany rok materiału, 5.4. udostępniania dyrektorowi szkoły notatek z lekcji, 5.5. przestrzegania niniejszego regulaminu. 6. Nauczyciel ma zakaz: 6.1. opuszczania godzin lekcyjnych bez zgody dyrektora, 6.2. używania zbyt podniesionego głosu, 6.3. używania przemocy wobec uczniów, innych nauczycieli, dyrektora, Do mnie taka forma nie przemówiła. Ten opis z waszej perspektywy niepotrzebnie rozwlókł pracę. Te wszystkie komentarze "uff, jak gorąco", "oburzeni przewodnikiem Ślizgoni", "jak nam się to nie podoba" - strasznie mnie odrzucały. Chcę mieć własne spojrzenie na wszystko, a nie obraz podrzucony przez kogoś. Jak dla mnie ogromny minus. Do tego dwa z czterech rysunków, wyglądają jak dodane z przypadku... Mając wgląd na wszystkie prace, wydaje mi się, że na wygraną - co najśmieszniejsze - zasłużył Hufflepuff, który wylądował na ostatnim miejscu, cóż za ironia losu ;< ![]() Always ![]() |
|
|
|
| Podziel się z innymi: |
|
| Przejdź do forum: |


spędziłam tu trochę czasu i wspominam bardzo dobrze, tęsknię 






Ravenclaw










Gryffindor
Ni jak przez to przebrnąć. Ale to może być wina formy graficznej na jaką postawiliście. Pomysł przedstawienia tego jako opowiadania ciekawy. 






















































































































