Logowanie
Facebook
Shoutbox
Współpraca
Najaktywniejsi
1)
Alette
2)
fuerte
3)
Katherine_Pierce
4)
Sam Quest
5)
Shanti Black
6)
A.
7)
monciakund
8)
ania919
9)
ulka_black_potter
10)
Klaudia Lind
Losowe zdjęcie
Zobacz temat
|
Opowiadanie konkursu Horkruksowego!
|
|
| Angelina Johnson |
Dodany dnia 18.04.2014 18:49
|
![]() Pochwały: 23 Postów: 8024 Dom: SlytherinPunkty: 32803 Ranga: Komentuj FF, to się uśmiechnę Data rejestracji: 13.05.07 |
Niespodziewanie korytarz rozświetla się i możesz wymruczeć Nox, bo musiałeś zapalić to różdżkę. Podrywasz się z podłogi i z zapartym tchem biegniesz dalej. Stajesz dopiero wtedy, gdy przed Tobą spływa ściana wody. A w niej pływają małe rybki, które jakimś cudem układają się w zdania. Z trudem rozczytujesz to co jest napisane. Brzmi jak opowiadanie, w którym nie ma środka. Spoglądasz na rybki, które kotłują się w lewym rogu. Gotowe na Twoje rozkazy, gotowe, żeby ułożyć zdania, które Ty zapiszesz. Nie pozwalasz im czekać długo. Za zadanie mieliście ułożyć około 7 zdań, wpasowując je w podany przez nasz początek i koniec krótkiego opowiadania. Wyglądało to następująco: "Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju. ... (3-15 zdań) - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie." Wasze koncepcje i pomysły były tak różne, że naprawdę ciężko było to ocenić. A każda praca była na swój sposób ciekawa i warta uwagi. Dlatego postanowiliśmy nie być egoistami i podzielić się z Wami tymi opowiadaniami. Jak sobie poradził każdy z uczestników konkursu? Zapraszamy do czytania! *** Anciol Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju. Szła szybko kierując się wprost do gabinetu znajdującego się na siódmym piętrze. Uczniowie grzecznie ją witali, jednak Minerva McGonagall tylko kiwała głową mijając ich w milczeniu. Wkrótce stanęła przed drzwiami do gabinetu zajmowanego przez profesora Slughorna. Gdy tylko uniosła rękę aby zapukać drzwi otworzył się przed nią na oścież. Z wnętrza buchnął smród i dym. Horacy krztusząc się i gnąc w pół wskazał ręką w stronę biblioteczki. Stał przy niej przerażony Colin Creevey, a na podłodze leżało nieruchome ciało jego młodszego brata Dennisa. Opiekunka gryffonów podbiegła i uklękła przy nieprzytomnym chłopcu. - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. Goszka Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju. Od dawna nie miała wiadomości od Harry'ego Pottera. Jego praca nie pozwalała na miłe têtê-à-tête z opiekunką z czasów szkolnych. Mężczyzna, który przeżył był teraz szanowanym obywatelem magicznego świata, szkolącym młodych aurorów. Tym bardziej Minerwę zdziwił jego list. Harry Potter zapraszał ją do swojego biura w Ministerstwie Magii, pisząc, że ma dla niej propozycję nie do odrzucenia. Profesor McGonagall nie zastanawiała się długo i już pół godziny później została wprowadzona do gabinetu jednego ze swoich byłych uczniów. Z dumą oglądała puchary w gablotach i wiszące na ścianach wyróżnienia. Tliła się w niej myśl, że pośrednio przysłużyła się do sukcesu wielkiego Harry'ego Pottera. - Pani profesor - usłyszała głos aurora i odwróciła się w jego stronę. Minerwa nie była osobą sentymentalną. Ale teraz, gdy patrzyła na dorosłego mężczyznę, którego wciąż pamiętała jako podrostka, wzruszenie chwyciło ją za gardło. - Dzień dobry, panie Potter. - Zamrugała, lustrując go spojrzeniem. - Siwiejesz. - Tak, pani profesor. Zechce pani usiąść? Minerwa McGonagall posłusznie zajęła miejsce przed mahoniowym biurkiem. - Ostatnio wspominałem stare czasy, pani profesor - zaczął Harry Potter. - Wie pani, że zawsze wybitnie panią szanowałem. Mianowała mnie pani szukającym, kupiła mi pani pierwszą miotłę, dała mi pani szlaban, obiecałem pani Dolores Umbridge, która właśnie została zwolniona z Azkabanu, że zatrudni ją pani ponownie w Hogwarcie... - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. - Resocjalizacja - odparł Harry Potter, czerwieniąc się i drapiąc po głowie. Penelope Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju. Doszła do gabinetu profesora Snape i zapukała głośno. Drzwi otworzył jej blady mistrz eliksirów z grymasem bólu na twarzy. Ledwo trzymał się na nogach, widać było, że coś mu dolega. Minerwa zszokowana takim widokiem, bez słowa weszła do pomieszczenia i zamknęła za sobą drzwi. Severus opadł na fotel, odsłaniając głęboką ranę na nodze. - Cos ty zrobił Severusie? - spytała surowo kobieta. - Przekradałem się obok Puszka - odpowiedział zmęczony nauczyciel. - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. Ana_Black Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju Od wydarzeń w Departamencie Tajemnic, w Wielkiej Sali nie mówiło się tylko o tym i plotkach mówiących, że Harry Potter jest Wybrańcem. Minerwa McGonagall szczerze podziwiała chłopca za to, że to wszystko wytrzymuje, zwłaszcza że w ministerstwie zginął jego ojciec chrzestny, Syriusz Black. Po lekcji podszedł do niej Potter. - Pani profesor? - odezwał się Chłopiec, który przeżył. - Tak, panie Potter? - zapytała, podnosząc głowę znad książek, by na niego spojrzeć. W jego oczach dostrzegła strach, ale i... Nadzieję? - Chcę się do czegoś pani przyznać - odpowiedział chłopiec. - Na Boga, Harry, coś ty zrobił? - zapytała McGonagall, zbyt dobrze go znała, żeby nie wiedzieć, że zrobił coś szalonego. - Wykradłem jeden ze Zmieniaczy Czasu, zanim reszta została zniszczona - odpowiedział Potter, wyciągając spod bluzy małą, złotą klepsydrę zawieszoną na łańcuszku. - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie dobrosia1 Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju Kiedy doszła do schodów na piętrze, zamek szczęknął jakby był otwierany wsówką. Do gabinetu wszedł szkolny nicpoń z zamiarem narozrabiania. Na biurku zauważył kopertę. Rozejrzał się i podszedł do blatu. Wyjął list i zaczął czytać. W miarę jak zagłębiał się w lekturę, otwierał coraz szerzej oczy. Niewiarygodne! McGonagall ma kochanka. Ach, dopiero będzie afera w szkole. Podał nawet swój adres w liście. A jakby tak spalić list? Jak pomyślał, tak zrobił. W tym samym momencie, do gabinetu weszła McGonagall. - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie Molly Tonks Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju Spokojnym krokiem zmierzała w kierunku Sali. Pogrążona w swoich myślach nie zauważyła ,że korytarz jest dziwnie opustoszały. W końcu dotarła do klasy ,z której właśnie wybiegł jeden z uczniów. Chłopak nie zauważył pani profesor i wpadł na nią z wielką siłą .Profesor McGonagall cofnęła się o kilka kroków i złapała ucznia z ramię i zapytała: -Dokąd ci tak śpieszno młody człowieku ? -Pani profesor dobrze ,że pani jest . Musi pani coś zrobić . Właśnie przed chwilą zamieniłem Seamus'a w małą dziewczynkę!- wydyszał chłopak - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. Alette Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju Nie zdążyła jednak nawet dotrzeć do końca korytarza, kiedy jej oczom objawiło się coś, co kompletnie wytrąciło ją z równowagi. Przez otwarte okno ujrzała fruwającego nad błoniami ogromnego gryfa... nie... to niemożliwe. Wybiegła szybko na polanę, licząc na to, że latający stwór był tylko złudzeniem. Jednak kiedy w końcu znalazła się na mokrej od deszczy trawie, pędzący gryf niemalże ją staranował. Szybkim ruchem wyciągnęła swoją różdżkę i rzuciła barierę ochronną, która osłoniła przed atakiem grupkę przerażonych pierwszoklasistów. Wtedy też dostrzegła stojących pod drzewem, doskonale jej znanych Gryfonów. - Co to ma znaczyć? - wycedziła wściekle. - Ja go... przywołałem - powiedział młodzieniec skruszonym tonem, chociaż pod maską winowajcy kryj się łobuzerski uśmiech. - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. losiek13 Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju. Ruszyła w kierunku sali transmutacji, za kilka minut miały rozpocząć się pierwsze tego dnia lekcje. Gdy dotarła na miejsce, zauważyła, że na korytarzu czekało już kilku uczniów. Otworzyła im drzwi zaklęciem i gestem zachęciła ich do wejścia. Poczekała na spóźnialskich, którzy pędzili jak zwariowani. - Uważaj, Potter! - rzuciła potępiające spojrzenie chłopcu z blizną na czole, który nieomal wpadł na profesorkę. - Przepraszam - bąknął w odpowiedzi i wpadł do sali. McGonagall weszła do środka i stanęła za katedrą, na której stała klatka z chomikami. - Dzisiaj waszym zadaniem będzie zamiana pary tych chomików, w wygodne bambosze. Wątpię jednak, by w ciągu tych pierwszych zajęć udało się to komukolwiek... - W tej chwili rozległ się potężny huk. Błysnęło światłem i oto w pierwszym rzędzie ławek siedziała różowa świnia, która wlepiała w nią swoje głupiutkie oczka. Sprawca tego nagłego zamieszania siedział tuż obok... Neville Longbottom. - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. zuza878 Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju Skierowała się w stronę gabinetu Dumbledora, żeby przekazać mu wieści przyniesione przez sowę. Gdy była już na schodach wiodących do wieży, ujrzała przez okno wielki płomień, który ogarniał coraz większą część Zakazanego Lasu. Równocześnie usłyszała za sobą zbliżające się w pośpiechu kroki i w chwilę później wpadł na nią Leville Longbottom. -Przeepraszaam pppanią... nnnie chciałeemm- zająknął się chłopiec- ssspieszę się do pppprofesora Dddumbledora, bo... stałoo ssię coś ssstrasznego...- nagle zamilkł i spojrzał za okno-OCH NIE! Profesor McGonagall popatrzyła z góry na pierwszoklasistę i zapytała, znając już odpowiedź na pytanie: -Czy to Twoja sprawka Longbottom, że właśnie pali się Zakazany Las?! -Jja nnnie chciałem... to pppprzypadkowo, bo ja... tylko ćwiczyłem zaklęcia nnna jutrzejsze zzzajęcia i zzznalazłem jjjedno, które chciałem spróbować... to znaczy...-głos chłopca milkł coraz bardziej, aż wreszcie ledwo dosłyszalnym szeptem dodał-jjja przyypadkowo wystrzeliłem hiszpańską pożogę... - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. Barlom Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju Skierowała się w kierunku cieplarni, gdyż wzywał ją jeden z nowych nauczycieli. Znała go aż za dobrze, gdyż bacznie przyglądała się jego poczynaniom przez siedem lat edukacji. Zanim wyszła na błonia, zerknęła po raz ostatni na otrzymany przed chwilą list. rPani dyrektor, o ile to możliwe, prosiłbym o pomoc przy pewnym problemie w szklarniach.r1; Kończyła czytać ostatnie słowa, kiedy wyszła zza rogu i mogła zobaczyć z oddali przeszklone budynki, a raczej takiego widoku się spodziewała. Przystanęła na chwilę, próbując uzmysłowić sobie, na co tak właściwie patrzy. W miejscu, gdzie jeszcze miesiąc temu odbywał się egzamin końcowo-roczny z zielarstwa, znajdowały się gigantyczne pnącza, których górne łodygi sięgały chmur. Nie było to jednak najgorsze, gdyż dziwna roślina oplatała właśnie ściany zamku i próbowała dostać się do środka wybijając kolejne okna. McGonnagal zlokalizowała Nevilla, który próbował walczyć z naturą i pobiegła w jego kierunku. - Możesz mi wytłumaczyć co TO jest? Młody czarodziej z radością powitał dyrektorkę szkoły. Niestety odwróciło to jego uwagę, co zostało wykorzystane przez roślinę, która zaczęła owijać się wokół jego nóg, niczym wąż dusiciel. - Pani dyrektor, bo jar30; to znaczy Luna Lovegood opowiadała mi o niespotykanych roślinach w tym o tykwobulwach, których nasiona zdobył jej ojciec. Przysłała mi wczoraj kilka nasion ir30;. zasadziłem je. - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. harry7potter Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju Przechodząc obok pustej klasy zaklęć, usłyszała ożywioną rozmowę. - Żartujesz! Dlaczego nic mi nie pwoiedzieliście, dlaczego wogole puściłeś go tam samego i jak możesz udawać jego...Harry pewnie jest w niebezpieczeństwie!- mówiła podniesionym piskliwym głosem Hermiona - Hermiono wiedzieliśmy, że będziesz próbowała nas powstrzymać- powiedział przyciszonym głosem. - Ale udawanie Harry'ego, udawanie że ty wyjechałeś do domu! Nie to nie do pomyślenia!- warknęła wzburzona. - Ależ hermiono przecież wszystko dobrze szło, nawet ty sie nie zorientowałaś. - Ron jaki ty jesteś głupi, Harry może zginąć, powinniśmy mu pomóc a nie siedzieć sobie w bezpiecznej szkole!- pisnęła zdenerwowana do granic możliwości. - Hermiono zmusił mnie abym to zrobił, nie miałem wyboru, wypiłem eliksir wielosokowy i puściłem go... - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. fuerte Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju. - Psst, mały! - W pomieszczeniu dało się usłyszeć szept dobiegający zza ram jednego z portretów. - Kici-kici! Bury kocur siedzący bez ruchu na parapecie, spojrzał w stronę portretu, który przedstawiał starego czarodzieja o długiej siwej brodzie, po czym zamiauczał cicho i wskoczył na biurko. - Mądry kot - powiedział mężczyzna, po czym wskazał na rozsuniętą szufladę biurka. - Byłbyś tak miły i mógłbyś mi podrzucić trochę tych cytrynowych dropsów z szuflady Minerwy? Kocur przyglądał się chwilę postaci z portretu, ale kiedy do jego mokrego noska dotarł, nie wiadomo skąd, zapach świeżej wołowinki, wskoczył do szuflady, nacisnął łapą na żółte opakowanie, a cukierek wyskoczył prosto do rąk Albusa Dumbledore'a uśmiechającego się zza ram obrazu. W tym samym momencie szuflada biurka zatrząsła się niebezpiecznie pod ciężarem kota, który gwałtownie wskoczył prosto na pergamin, rozdzierając go ostrymi pazurami. Hałas przygnał do pokoju profesor McGonagall, która zastała w swoim gabinecie widok drącego się wniebogłosy, zaplątanego w pergamin kocura. Bardziej od podartego pergaminu, rozwścieczył ją brak jednego cytrynowego dropsa, które tak uwielbiała. - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. Nieoryginalna Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju Syriusz Black i James Potter tylko czekali na ten moment - w jednej chwili weszli do jej gabinetu i podbiegli do biurka. -Jesteś pewien, że McGonagall coś wie? - spytał niepewnie Black. -Jasne, że "coś wie"- prychnął Potter. - przecież to nasza opiekunka domu, na pewno ma w pokoju jakieś papiery, wyjaśniające, czemu Remus jeździ tak często do tej swojej rodzinki. A my, mieszkający z nim już drugi rok mamy prawo wiedzieć! -...włamując się do jej gabinetu. Genialny plan! A na tej kartce nic ciekawego nie ma, tylko jakaś kartka z wakacji - dokończył zirytowany Łapa, odkładając list na miejsce. - Więc musi być gdzie indziej! - krzyknął niezrażony Rogacz, opróżniając po kolei wszystkie szuflady, nie do końca pewny, czego właściwie szuka. Gryfoni mieli już zamiar przeszukiwać szafę, gdy, na ich nieszczęście, do pokoju wróciła nauczycielka. - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. monciakund Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju Gdy tylko zauważyłam jej zniknięcie, od razu podbiegam do biurka. Chwytam pergamin w ręce i próbuję rozczytać bardzo niewyraźne pismo. Niestety na próżno. Widocznie tajemnice na nim spisane nie są przeznaczone dla moich oczu. Gdy już chce odłożyć pergamin, do pokoju wchodzi Profesor od transmutacji. Widać, że jest BARDZO zła. - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. Lilysne Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju Szybkim krokiem przemierzała kolejne korytarze, omijając uczniów spieszących na śniadanie. Wiedziała, że nie ma dużo czasu na przekazanie tej wiadomości Dumbledorowi. - Mordoklejki - podała hasło i szybko weszła na kręcone schody prowadzące do gabinetu dyrektora. - Albusie! Właśnie dostałam list od... - urwała w połowie zdania, widząc wszędzie porozrzucane pergaminy, książki, szaty, a do tego wyrwane drzwiczki od szafki i potłuczone szkło. Profesor McGonagall, którą mało cokolwiek wprowadzało w szok i zatrwożenie, złapała się za serce i przysiadła na wyszczerbionym krześle. - Ach, witam Cię Minerwo! Przepraszam za bałagan, ale ostatnia noc była dość zaskakująca. A do tego zapomniałem, że węże i feniksy za sobą, że tak delikatnie to ujmę wobec panującego tu nie ładu, nie przepadają. - Doprawdy? A dlaczego miałeś tutaj węża? - odparła, zatrzymując wzrok na spokojnej, opanowanej twarzy Dumbledora. - Zaprosiłem Voldemorta na... - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. fern Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju Na rogu korytarza prowadzącego do klasy transmutacji wpadła na profesora Alberta Chandlera. - Witaj Minervo, chciałbym z tobą porozmawiać, to ważne - powiedział i delikatnie ujął jej dłoń. Choć sprawiło jej to przyjemność, a serce zaczęło bić jej szybciej, strząsnęła jego dłoń ze swojej w obawie, że ktoś mógłby ich zobaczyć. Rozejrzała się szybko dookoła i dała mu znać żeby poszedł za nią. Szybkim krokiem przemierzyli korytarz i weszli do pustej klasy. McGonnagall nie wiedziała co Albert miał jej do przekazania i mimo, iż w głębi duszy cieszyła się z ich kolejnego spotkania, miała niepokojące przeczucie, że nie spodoba jej się ta wiadomość. - Minero, kochana moja, rozmawiałem wczoraj z Slughornem, nie chciałem tego, ale on ciągnął mnie za język i wypsnęło mi się... Powiedziałem mu o nas. Wiem, że uważasz go za strasznego plotkarza, że nie chciałaś żeby ktoś się dowiedział, ale... - urwał, widząc jak Minerva zaczęła gwałtownie drgać, a jej usta zwęziły się w grymasie złości, przypominając cienką bladą linię. - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. _Hermiona007_ Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju Była godzina jedensta, a dzień wyglądał jednak tak samo jak zwykle. Profesor McGonagall stała na korytarzu z profesorem Longbottomem, wokół kręcili się uczniowie pierszych i drugich klas. Nauczyciele rozmawiali o listach, które dostali rano od rodziny Potterów. Pisali oni w nich, że przybędą około godziny dziewiątej, bo chcą się z nimi spotkać w jakiejś bardzo poufnej sprawie. Profesorowie już się martwili, Potterowie raczej się nie spóźniali, szczególnie jeśli chodziło o coś ważnego. Na chwilę zapadła pomiędzy nimi cisza i do uszu bardzo już zaniepokojonej profesor McGonagall dotarły słowa jednego z młodych ślizgonów: r... i wiecie kogo zobaczyłem? Harry'ego Pottera z tą swoją żoną! Tych, co pokonali Czarnego Pana! No i rzuciłem na nich Drętwotę, ha! Wiecie, jakie mieli miny?!r1; - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. My name Laura Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju Pani Profesor właśnie zachowałam się jak prawdziwa Gryffonka! Może być pani ze mnie dumna! Zniszczyłam horkruksy Voldemorta! Tak wiem co to horkruksy dowidziałam się już o tym bardzo, bardzo dawno. No, więc Czarny Pan miał swoje 7 horkruksów, które ja zniszczyłam. To było trudne ale dałam rade zniszczyłam Czarnego Pana! Uratowałam świat przed tyranem. Zniszczyłam najpotężniejszego czarnoksiężnika na świecie! - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. psulina14 Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju Starannie zamknęła za sobą drzwi i ruszyła w stronę Wielkiej Sali. Idąc usłyszała jakiś dziwny hałas dobiegający z nieużywanej klasy, która mieściła się piętro wyżej. Czym prędzej pobiegła w tamtym kierunku. Wpadła do klasy i zobaczyła w niej Poltergeista Irytka. Gdy zobaczył profesor McGonagall zwalił na Ziemię ogromną tablice stojącą obok katedry. r11; Irytku rozkazuję Ci natychmiast przestać!- Nieposłuszny Poltergeist na te słowa zaczął rzucać w nią wszystkim co miał w zasięgu ręki. - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. *** Za wszystkie prace serdecznie dziękujemy. Jeżeli jakaś praca została pominięta, albo przemieszana, proszę pisać do do mnie (Angeliny Johnson) na PW. Prace nie były poprawiane przez administrację. Edytowane przez Angelina Johnson dnia 18.04.2014 19:02 Pamiętaj chemiku młody, komentuj ficki lub zmień się w odchody made by Mikasa, Butelka 31.07.2020r. ![]() ![]() ![]() ![]() Slytherin! Sss.. Nigdy nie pozwoliłem aby szkoła przeszkadzała mi w edukacji. Zawsze miałam szczęście. I znów będę je mieć. Krew na twoich rękach, Falka, Krew na twej sukience Płoń, płoń, Falka, za twe zbrodnie Spłoń i skonaj w męce! Trochę wstyd, ale cóż, zasłużyłam ;D ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
|
|
|
Anciol |
Dodany dnia 19.04.2014 01:06
|
![]() Pochwały: 10 Postów: 1288 Dom: RavenclawPunkty: 21527 Ranga: Niezwyciężony mag Data rejestracji: 11.08.13 |
Dobra, różowa świnia faktycznie chyba wszystko wygrywa łosiek serio powinieneś zacząć pisać profesjonalnie ;D Jeg elsker Seferyn fordi han også elsker norsk ^^ <3 Wiersz autorstwa łośka <3 Anciolu, piękny i wspaniały, kimże ja przy Tobie jestem, taki niedojrzały... Spójrz w oczy me, jak lekki wiatr, pieszczą Cię. Odpowiedz na to pytanie, czy życie razem nam dane? Oddaj mnie rentę swę*, a szepnę Ci do ucha, Kocham Cię! *rentę swę - użyte tu celowo ,,Twój artykuł został odrzucony przez administratora Sann dnia 22.01.2014 16:43. Powód odrzucenia: Nie będę tego sprawdzać. I ch*j! ;D" ![]() ![]() |
|
|
|
fern |
Dodany dnia 19.04.2014 10:37
|
![]() Pochwały: 5 Postów: 23 Dom: GryffindorPunkty: 2164 Ranga: Świetny czarodziej Data rejestracji: 30.01.13 |
Fajnie to wszystko wyszło. Naprawdę zaskakuje mnie pomysłowość innych
|
|
|
|
LiLy--Potter |
Dodany dnia 19.04.2014 14:20
|
![]() Pochwały: 3 Postów: 2 Dom: HufflepuffPunkty: 5047 Ranga: Osiedlowy szarlatan Data rejestracji: 27.08.08 |
Ależ jesteście pomysłowi! Co najlepsze bardzo podobają mi się te uzupełnienia, które nie mają związku z listem we wstępie Wszyscy napisali prawdopodobne i pasujące teksty. Prawdziwą przyjemnością było czytanie ich. Jednak najlepsza wg mnie jest praca Barlom, który stworzył ze wszystkim logiczną całość Gratulacje
|
|
|
|
Barlom |
Dodany dnia 20.04.2014 19:55
|
![]() Pochwały: 9 Postów: 1037 Dom: HufflepuffPunkty: 15578 Ranga: Żywa legenda Data rejestracji: 16.07.11 |
Kilka pomysłów jest naprawdę dobrych Pomysły Lilsyne, Fern i Molly Tonks przypadły mi najbardziej do gustu.Zadziwiająco często pojawiał się w tych opowiadaniach Neville (w tym w moim) biedny chłopak. ![]() Niektórzy mieli naprawdę ciekawe pomysły Mistrz opisów Mistrz podpadania wszystkim jeśli chcesz się na kimś zawieść pisz, a na pewno w czmś podpadnę ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
|
|
|
ulka_black_potter |
Dodany dnia 20.04.2014 21:29
|
![]() Pochwały: 39 Postów: 3422 Dom: HufflepuffPunkty: 36829 Ranga: Harrych świąt! Data rejestracji: 14.05.09 |
Ja też napisałam, ale przez mój zamulający net nie mogłam wysłać Proszę:My name Laura Założyła prostą, długą suknię. Zapięła przy szyi klamrę od swojej starej, aczkolwiek dobrze się trzymającej, czarnej szaty. Stanęła przed lustrem. Wydawało się, że każdego ranka przybywało jej nowych zmarszczek, ale nie przejmowała się tym. Nie była małostkowa. Gdy zawiązywała włosy w ciasny, idealny jak zawsze kok, wleciała przez otwarte okno sowa. Cmoknęła z niezadowolenia - poranne wiadomości nigdy nie należały do miłych. Rzucając ptakowi okruszki z wczorajszej kolacji, którą dojadała u siebie w pokoju, rozwinęła list. - Hmm... Jednak zapowiada się całkiem ciekawy dzień - pomyślała profesor McGonagall i odkładając pergamin na biurko, wyszła z pokoju. Sowa, zjadłszy wszystkie okruszki, rozejrzała się po pomieszczeniu. Z jednej z szuflad ogromnej komody, wystawał malutki skrawek materiału, w krwisto czerwonym kolorze. Ptak od razu zainteresował się tym czymś. Podleciał bliżej i dziabnął materiał, wyciągając go z szuflady. Na jego głowie wylądowały koronkowe stringi, które oplotły mu dziób... W tym samym momencie otworzyły się drzwi. - Co zrobiłeś?! - krzyknęła profesor McGonagall. W oczach miała szał, a jej jak zawsze idealny kok był wskutek zdenerwowania w totalnym nieładzie. ![]() Christian. ![]() Bo liczy się to, co masz w środku. ![]() Ale czasami warto założyć maskę. ![]() "ja generalnie ten tekst klasyfikuję jako 5CMCS HE NDPSG3 - S2AB" "zmiennokanoniczne" "piszę fanficka ducha, że tak to ujmę, czyli takiego, którego nie ma" "po części trudny język wynika z założeń płomień odwagi i specyfiki tekstu" by Cantaris Ula urzędniczka Zarejestruje ci chomiczka Da mu zielona kartę I marchewki starte <muza> by fuer |
|
|
|
| Podziel się z innymi: |
|
| Przejdź do forum: |


Krnabrny




Slytherin





















Ravenclaw
łosiek serio powinieneś zacząć pisać profesjonalnie ;D 


Gryffindor
Hufflepuff
Wszyscy napisali prawdopodobne i pasujące teksty. Prawdziwą przyjemnością było czytanie ich. Jednak najlepsza wg mnie jest praca Barlom, który stworzył ze wszystkim logiczną całość 






Proszę:


