Logowanie
Facebook
Shoutbox
Współpraca
Najaktywniejsi
1)
Alette
2)
fuerte
3)
Katherine_Pierce
4)
Sam Quest
5)
Shanti Black
6)
A.
7)
monciakund
8)
ania919
9)
ulka_black_potter
10)
Klaudia Lind
Losowe zdjęcie
Zobacz temat
|
Slytherin
|
|
TheWarsaw1920 |
Dodany dnia 07.06.2013 00:17
|
![]() Ostrzeżenia: 1 Pochwały: 4 Postów: 134 Dom: SlytherinPunkty: 1850 Ranga: Świetny czarodziej Data rejestracji: 06.06.13 |
Jak zwykle niechętnie wstałem na śniadanie. Czułem się jak nowo narodzony; Było mi zimno, byłem wkurzony na cały świat i chciało mi się płakać. Lecz pyszne tosty ukoiły ból. Po lekcjach postanowiłem się powłóczyć jak zwykle o tej porze. Byłem na brukowanym dziedzińcu, w skrzydle szpitalnym, na 7 piętrze itd. Gdy schodziłem do lochów coś mnie tknęło, żeby spojrzeć na z siebie; zobaczyłem tam jak zwykle tego małego diabełka, ucieleśnienie złośliwości i wrednoty, można by do niego mówić "Królu Wrednych, "Panie Złośliwości" A był to... był to... BYŁ TO... ( i teraz zapewne przydało by się puścić pioruny za oknem, ale może to tylko ten na górze.) IRYTEK!!! Reasumując... - Nieeeee!!! Znowu ty?! - krzyknąłem. - GHahaharrr!! Znów się spotykamy Barry! - skrzeczał Irytek. W tym momencie stało się coś niezwykłego... -Wiesz co chciałem Cie przeprosić Barry - mówił smętnie Irytek. Myślałem dość długą chwilę i parsknąłem: - Na - Naprawdę Irytku?! - nie dowierzałem. - Tak na prawdę - powiedział z takim przekonaniem, że każdy by uwierzył. Pomyślałem chwilkę i z całą stanowczością odpowiedziałem: - Wy-Wybaczam Ci Irytku - rzekłem Duszek nie co z weselał. - Więc jak zgoda? - spytałem. - Zgoda! - Odpowiedział. Udałem się w pierwotny cel wędrówki (do lochów), ale nagle coś mignęło mi przed oczami. Kontem oka dojrzałem, że był to Irytek. Wrzasnął: - Buahaha!!!! jesteś bardziej głupszy niż na jakiego wyglądasz!!! - wrzasnął i rzucił we mnie rolką papieru toaletowego (na szczęście nie zużytego...). - Ty mały... - nie zdążyłem dokończyć kiedy spostrzegłem że mam w kieszeni pełno gumochłonów które zapaskudziły mi całą kieszeń. - Hahaha!!!! żegnaj Barry MAŁA FAJTŁAPO!!! - wrzasnął i rozmył się między ścianami. Ja jak gdyby nigdy nić wziąłem robaczki do papierowej torby i zaniosłem na następny dzień Hagridowi. A morał z tego opowiadania taki: "Nigdy nie daj się zwieść... Irytek to zawsze Irytek." Edytowane przez TheWarsaw1920 dnia 10.06.2013 00:07
|
|
|
|
Cordiale |
Dodany dnia 07.06.2013 14:01
|
![]() Pochwały: 9 Postów: 1254 Dom: SlytherinPunkty: 9381 Ranga: Dystrybutor słodyczy Weasleyów Data rejestracji: 11.04.13 |
- Hej Ang! - wyszeptała Lily gdy tylko przyjaciółka się do niej dosiadła. - Jak było na Historii Magii? - zapytała z nutką ciekawości w głosie. - Jak było? - wyszeptała zdezorientowana Ślizgonka Popatrzyła na Cordiale mrożącym wzrokiem. - Jak było?! - wykrzyczała rzucając torbę na ławkę. - Co to jest?! Szanowna pani prefekt każe chodzić na lekcje a sama nie rusza tyłka aby łaskawie na takowe przyjść! - krzyczała na pół sali Angela. - Ale pani Johnson chyba nie jest świadoma, że jest a lekcji - zaskrzeczał profesor Flitwick. - Przepraszam - powiedziała obruszona Angelina. - Co ty sobie wyobrażasz? - zwróciła się szeptem do Cordiale. - Och daj spokój, załatwiałam wejściówki na imprezę w Kiblu... - wywróciła oczami uśmiechając się zadziornie. - I jak, i jak? - zapytała widocznie udobruchana przyjaciółka. - Nic, możemy wpaść - odpowiedziała szczęśliwa Mason. "Dobra, marudo, nie marudź już tak, bo zamarudzisz mnie na śmierć." ![]() http://www.youtube.com/watch?v=dLhFDYQHDQY |
|
|
|
Christina |
Dodany dnia 07.06.2013 19:44
|
![]() Pochwały: 15 Postów: 3325 Dom: SlytherinPunkty: 25495 Ranga: Niezwyciężony Mag Data rejestracji: 27.05.07 |
Christina zerkała znad kubka gorącego kakao na Xeri. Ta nagle wstała z parapetu, na którym siedziała i wyszła pospiesznie kierując się w stronę dormitorium. Westchnęła, a smużki pary zawirowały, tworząc bajeczne wzory w powietrzu. Przeniosła wzrok na Draco, który słodko zasnął, użyczając sobie jej ud jako poduszki. Siedzieli (lub jak w przypadku Malfoya, leżeli) we trójkę na podłodze, opierając się o kanapy. Ona, Draco i Marcus. Od jakiegoś czasu bardzo zbliżyła się do nich. Stawali się dla niej jak bracia. Draco poruszył się niespokojnie i przypadkiem kopnął Flinta w łydkę. Ten zaklął cicho, gdy ołówek przeciął pergamin. Teraz na rysunku widniała długa, gruba, brzydka kreska. Christina machnęła różdżką, a niepowołany bazgroł zniknął z kartki. - Dzięki. - Nie ma za co. A tak właściwie, to co ty tam rysujesz? - zapytała wyciągając szyję. Chłopak szybko zakrył rysunek. - Nic takiego. Takie tam, dziecinny próby. Uniosła brew i zmierzyła go ironicznym spojrzeniem. - Pokaż. - Nie! - Pokaż! - Nie! - Weź jej kurwa pokaż i nie drzyjcie mi się nad uchem. Blondyn ocknął się pod wpływem wrzasków przyjaciół. Korzystając z okazji chciała poprosić go, żeby zmienił pozycję, albo chociaż wziął poduszkę, ale stalowe źrenice przykryły się ciepłą kołderką powiek i zniknęły bez śladu. - No więc... - spojrzała wyczekująco w stronę Flinta. Ten niechętnie, ale oddał jej szkicownik. Przed nią stała anielica z grafitu. Swoją drogą najpiękniejsza anielica jaką kiedykolwiek widziała, a widziała już wiele rysunków niebieskich stworzeń. Od zawsze ja fascynowały. Ogromne, pełne majestatu skrzydła górowały nad nią. Smukłe, ale mocne ciało, opięte w zmysłowy strój do walki. Długi miecz, który po prostu lśnił. Jasne włosy, które rozsypały się na wietrze, tworząc osobliwą aureolę. No i ta twarz... anielska, ale z drugiej strony, w jej oczach i uśmiechu było coś diabolicznego. Była cudowna. - No i? - dopytywał się chłopak. - To.. to .. to jest niesamowite. Przepiękne. Nie wiedziałam, że tak potrafisz. - E tam, to nic wielkiego. - odparł skromnie, chociaż widać było, że cieszy się jak małe dziecko. - Fałszywa skromność jest zła. - Jak chcesz, to mogę ci ją sprezentować, ale muszę ją wpierw dokończyć. - Nie mogę, to przecież twoje. - Mam takich setki, nie zbawi mnie jedna anieliczka. - No dobrze, będę zaszczycona. Uśmiechnęła się przymilnie. Sięgnęła po kubek i pozwoliła chłopakowi w spokoju kończyć swoje małe arcydzieło. - Dosyć tego dobrego, wstawaj. Szturchnęła Malfoya w ramię, ale ten zamruczał coś przez sen i dalej smacznie spał. Flint zachichotał cicho, nie odrywając wzroku znad szkicownika. - Nie masz zamiaru mi pomóc, prawda? - Nie. - mruknął - Dzięki, nie ma to jak pomoc przyjaciela. - skomentowała - Zawsze do usług, skarbie. - Malfoy, kurde. - Niżej, tak, niżej. Ooo tutaj dobrze. Mocno, gryź... Uniosła brwi i spojrzała na Marcusa, ten nadal miał banana na twarzy. - Oj, weź go obudź po prostu. Pacnęła go w policzek, a ten otworzył oczy. - Nie dało się delikatniej? - Och, chciałam dać ci buziaka, ale skoro wolisz ostre zabawy... - odparła wstając z podłogi. - Co? Co ty bredzisz? - zapytał Malfoy. - Nic już. Zniknęła za przejściem, podczas gdy młody arystokrata błagał kolegę o wyjaśnienia. Chłód lochów działał na nią kojąco. Wychodząc spotkała poobijanego Arnolda, a zaraz potem wkurzonego Snape, który nie raczył jej nawet odpowiedzieć. Wzruszyła ramionami i wyszła do Głównej Sali. Drzwi wejściowe odchyliły się nieznacznie i przez szparę wślizgnęli się dwaj bliźniacy Weasley. W strojach od Quiddicha. No tak, to dlatego dziewczyny tak bardzo chciały iść na błonia... podglądać taktykę. Podeszli do niej, George od razu przyciągnął ją do siebie i pocałował. Fred uraczył ją 'cześć' i szerokim uśmiechem na ustach. - Czemu włóczysz się po zamku? - zapytał George, gdy wreszcie pozwolił stanąć jej o własnych siłach. - Tak sobie. Miałam ochotę pobyć trochę sama. - Ślizgoni potrafią być okropni, nieprawdaż? - zapytał drugi z bliźniaków, wciąż nie tracąc uśmiechu. - To że jestem z twoim bratem zupełnie nie zmienia moich stosunków do Gryfonów. Nadal was nienawidzę. A Ślizgoni to moja rodzina. - Ździebko oślizgła, nie uważasz. Przewróciła oczami, ale posłała mu szczery uśmiech, żeby wiedział, że się nie gniewa. - Co macie zamiar teraz robić? - Wykąpać się... w szatni jest taka niezdrowa atmosfera, że nie chcemy spędzać tam nawet sekundy dłużej niż potrzeba. - oznajmił George. - A co się dzieje? - Potter coś sobie nie radzi z prowadzeniem drużyny. - Właściwie, to w ogóle sobie nie radzi. - Czemu mnie to nie dziwi? - westchnęła. - Także no, chyba się pożegnamy i udamy do prywatnej łazienki prefektów, do której oczywiście nie znamy hasła. - mrugnął okiem Fred i pomachał na odejście. George cmoknął blondynkę w policzek i pognał za bratem. Wtem drzwi otworzyły się raz jeszcze i stanął w nich rozwścieczony Filch. - Błoto! Błoto na mojej czystej posadzce! Nie była głupia, w jednej chwili zrezygnowała z dalszej wycieczki i cichaczem wróciła do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Flint gdzieś zniknął, a Malfoy siedział na kanapie nadąsany i nieco zażenowany. Christina przechodząc obok, przeczesała mu włosy palcami. Złapał ją za nadgarstek i przyciągnął tak mocno, że teraz wisiała na oparciu kanapy, tuż przy jego ustach. - Jeżeli komuś o tym powiesz to... - To mnie pogryziesz? Daj spokój, przecież mnie znasz... - wstała, a gdy tylko odwrócił głowę przygryzła mu płatek ucha. Chciał ją znowu złapać, ale wysmyknęła się i zgrabnym krokiem ruszyła do dormitorium. Jeszcze długo można było słyszeć jej perlisty śmiech. W dormitorium nikogo nie było, to dość oczywiste. Zajęte własnymi sprawami, zapominają nawet o spaniu. Na jej poduszce leżała kartka. Podniosła ją i uśmiechnęła do siebie. Anielica Flinta. Odwróciła pergamin i przeczytała: 'Mojej osobistej anielicy o duszy diabła, Marcus.' Uśmiech jeszcze bardziej się pogłębił. ![]() That's all they really want ![]() Some fun ![]() When the working day is done ![]() All girls - they want to have fun ![]() ![]() ![]() ![]() Nagroda za Najlepszą Miniaturkę Wojenną - Niebo pośrodku piekła Nagroda za Najlepszą Serię o Ciemnej Stronie - Krwawy Zmierzch ![]() |
|
|
|
| Angelina Johnson |
Dodany dnia 10.06.2013 23:22
|
![]() Pochwały: 23 Postów: 8024 Dom: SlytherinPunkty: 32803 Ranga: Komentuj FF, to się uśmiechnę Data rejestracji: 13.05.07 |
W Pokoju Wspólnym Slytherinu wrzało jak w ulu. Uczniowie przekrzykiwali się nawzajem, usiłując przedyskutować ich zdaniem najlepszego reprezentanta Ślizgonów. Podchodzili dość sceptycznie do Angeliny, lecz nie było w tym nic dziwnego. Kogokolwiek by nie wybrano, nie byłoby najlepiej. Gdyż każdy z nich w głębi serca chciał się sprawdzić. - O, o! Jest już! - zawołał jakiś drugoroczniak, wskazując na wchodzącą zza ściany pannę Johnson. Ludzie zaczęli tłoczyć się wokół niej, poklepywać po plecach lub wypytywać o szczegóły spotkania w komnacie z Dumbledorem. Dziewczyna przeciskała się przez nich, próbując dostać się na fotele. Z ulgą ujrzała na nich swoich przyjaciół. Usiadła obok siostry. Naraz tłum zaczął ją otaczać. - Dobrze już dobrze, opowiem Wam. Dostałam wskazówkę. Zakazany Las. Kilkoro uczniów wciągnęło ze strachem powietrze, jednak starsi Ślizgoni uśmiechnęli się z zadowoleniem. Zakazany Las był jednym z głównych miejsc picia, palenia trawki i wymykania się podczas lekcji. - Powinno Ci pójść nieźle... - powiedziała z namysłem Christina, patrząc z uwagą na siostrę. - A co Snape na to? - Jak zwykle był uroczy. Muszę ograć McGonagall, bo się będzie chwaliła, Flictwicka, bo Snape ma kompleks na jego punkcie i Sprout, bo się go czepia. Czyli wszystkich. - A nie masz czasem ogrywać ich uczniów? - zapytała ze śmiechem Xeri. - Niestety, oni są tylko dla Snape'a pionkami w tej grze - wzdychnęła - ale tak, będę musiała ich pokonać. I będzie cholernie ciężko. - Z pewnością nie zostaniesz bez pomocy - wtrącił się Blaise, przeciskając przez tłum słuchaczy. Usiadł na wezgłowiu fotela, ściskając ramię swojej dziewczyny. Jego oczy spoglądał czujnie na tłum, wypatrując niezadowolonych idiotów. - Dobra ludzie, czas na imprezę! - zarządziła Pani Prefekt różdżką puszczając czarodziejskie radio. Ślizgoni podjęli ryk w rytm dźwięków a Christina zaklęciami przywoływała kolejne piwa kremowe (dla młodszych) i ognistą whisky (dla starszych). Nikt nie pytał, skąd to ma. Wiadomo było, że chodzi z jednym z Weasley'ów, którzy potrafili nawet trzy razy dziennie wymykać się jednym z tajemnych przejść do Hogsmeade. Zawsze zaopatrywali przy tym Christinę. Angelina pijąc piątą szklankę podeszła nieco zachwianym krokiem do Tablicy Ogłoszeń. Spotkała przy niej Barrego. Uśmiechnął się do niej nieśmiało i wskazał palcem na jedną z karteczek. Pośród niezliczonych anonsów towarzyskich (w tym jednym różowym, podpisanym jako Pansy Parkinson przekreślone na Brzydki Mops), ogłoszeń poszczególnych kół naukowych i szachowych widniało najważniejsze ogłoszenie tego dnia. Wielkimi czerownymi literami napisane tam było: Drodzy Ślizgoni! Pragnę Was poinformować, że zbliża się niechybnie mecz Quidditch'a, pierwszy w tym sezonie! Już pojutrze zmierzą się tam drużyny Ravenclowu i Slytherinu. W związku z tym należy na nowo ustalić skład drużyn (o ile zostaną wniesione jakieś zmiany) i przekazać Opiekunowi Domu najpóźniej do środy. Przypominam, że należy to do obowiązków Kapitanów Drużyn. Życzę powodzenia i niech moc wielkiego Salazara będzie z Wami! z poważaniem Albus Dumbledore Angelina czytała z coraz większym zrezygnowaniem. - Może... chciałabyś mnie przyjąć do drużyny? O ile są miejsca - zagadał Barry, patrząc niepewnie na Ślizgonkę. - Mam wolne miejsce na stanowisku pałkarza. Wyglądasz na silnego chłopaka. Zastanów się czy masz na tyle mocne dłonie by utrzymać pałkę i na tyle mocną głowę, by wytrzymywać uderzenia tłuczkiem. Zgłoś się do mnie jutro z decyzją. Nagle muzyka przestała grać. Pokój Wspólny pogrążył się w milczeniu. Przed wejściem stał sam Severus Snape, który mimo później godziny (23:40) nadal ubrany był w codzienne szaty. Uśmiechnął się cynicznie, podchodząc do najbliżej stojących uczniów. - Impreza skończona. Jest już dawno po ciszy nocnej, Pani Prefekt. Mam nadzieję, że nie będę musiał więcej przypominać pani o obowiązkach prefektów. Lily spłonęła czerwienią, starając się zatuszować ilość whisky pod kanapą. Jednak Severus tym razem nie interesował się ilością alkoholu. Przywołał spojrzeniem Angelinę, wywołując ją zza wejście do Pokoju Wspólnego. Odprowadzał ją przygnębiony wzrok Ślizgonów. - Każąc Ci iść do Pokoju Wspólnego miałem na myśli odpoczynek. Myślałem, że poważnie podchodzisz do swojego zadania. Angelina oparła się o ścianę, starając się nie mrugać za bardzo oczami. Była zmęczona a nadmiar obowiązków lekko ją przytłoczył. Marzyła tylko o tym, by iść do łóżka. - Przyszedłem osobiście Cię zawiadomić, że od jutra zaczynasz zajęcia wyrównawcze z zaklęć, niebezpiecznych stworów i roślin. W moim gabinecie. Dodatkowo jutro po pierwszym spotkaniu wręczę Ci pozwolenie na korzystanie z Działu Ksiąg Zakazanych. Mam nadzieję, że będziesz tam spędzała każdy swój wolny czas. A nie będzie go za wiele. Snape przytrzymał jeszcze spojrzeniem dziewczynę, po czym zaczął kroczyć w kierunku swojego dormitorium. Na odchodne rzucił jeszcze: - Będę Cię sprawdzał, Johnson Pamiętaj chemiku młody, komentuj ficki lub zmień się w odchody made by Mikasa, Butelka 31.07.2020r. ![]() ![]() ![]() ![]() Slytherin! Sss.. Nigdy nie pozwoliłem aby szkoła przeszkadzała mi w edukacji. Zawsze miałam szczęście. I znów będę je mieć. Krew na twoich rękach, Falka, Krew na twej sukience Płoń, płoń, Falka, za twe zbrodnie Spłoń i skonaj w męce! Trochę wstyd, ale cóż, zasłużyłam ;D ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
|
|
|
Christina |
Dodany dnia 11.06.2013 00:09
|
![]() Pochwały: 15 Postów: 3325 Dom: SlytherinPunkty: 25495 Ranga: Niezwyciężony Mag Data rejestracji: 27.05.07 |
Angelina wróciła do Pokoju Wspólnego ze zwieszoną głową. Reszta Ślizgonów wpatrywała się w nią i oczekiwała wskazówki, czy Severus zamierza jeszcze wrócić. Jedni upychali nogami butelki pod fotele, inni w pośpiechu zapinali porozpinane ubrania. Marcus i Draco zgarniali coś białego ze stołu. Christina rzuciła im ukradkowe spojrzenie i uśmiechnęła się znacząco. Skrzywili się wiedząc, że zostali odkryci i... że będą musieli się podzielić. I to pewnie nie tylko z jedną z sióstr. - Coś się stało? - zapytała przejęta Xeri. Angelina machnęła tylko ręką i podeszła do stołu. Rozejrzała się nieprzytomnie i ze zdenerwowaniem nie znalazła na nim trunku. - Na Merlina, gdzie to pochowaliście? Dajcie mi Ognistej! Jakiś młody Ślizgon podał jej pękatą butelkę z bursztynowym płynem. Dziewczyna złapała ja zgrabnie i przechyliła do ust. Pociągnęła porządnego łyka i nawet się nie skrzywiła. Lata bycia w elicie Slytherinu punktowały teraz. A w dodatku zakrapiane misje u Czarnego Pana... Elita była doskonałym towarzyszem imprez. KAŻDYCH. Johnson usiadła na swoim fotelu wzrokiem szukając siostry. Ta zmaterializowała się obok niej, zaskakując wszystkich, bo nie usiadła w swoim fotelu, tylko na oparciu mebla siostry. - Co Nietoperek chciał? - Och nic. Przypomniał tylko, że mam prywatne korki. A nie, czekaj... zajęcia wyrównawcze. Czy ja potrzebuję zajęć wyrównawczych? - pociągnęła kolejny łyk, z butelki, którą cały czas trzymała w ręku. - Nie, no jasne, że nie. Christina chciała znaleźć Cordiale, ale za to zauważyła, że wszyscy Ślizgoni stoją blisko i podsłuchują. Wstała i zaczęła ich rozganiać. - No, dalej! Koniec przedstawienia. Nie słyszeliście co profesor powiedział. Do łóżek! - Od kiedy ty mówisz na Sevka profesor? - zapytał Flint mierzwiąc jej włosy i przysiadając na kanapie. Doskonale wiedział, że polecenie nie dotyczyło jego osoby. Wyciągnął spod fotela Christiny flaszkę i rozlał do kilku szklanek. Zachęcająco spoglądał po zebranych. Młodsza Johnson'ówna stała z założonymi rękoma i czekała, aż wreszcie zostaną sami. Jednak mimo gniewu na twarzy, sięgnęła po trunek i wypiła kilka drobnych łyczków. Po chwili wybuchnęła głośnym śmiechem. Wszyscy zwrócili się w jej kierunku. Potem jednak podążyli za jej wzrokiem. Pod ścianą, zgięta w pół stała Pani Prefekt i sprzątała porozrzucane butelki. - Hahah, co ty odpierniczasz? - Sprzątam. - odpowiedziała głupio, prostując się szybko. - A od czego są skrzaty? - zapytał Malfoy przegryzając chipsa. Chyba był już przez kogoś nadgryziony, ale co tam. Smakował tak samo. - Nie można im dokładać pracy. - Od tego oni są. Zostaw to. Dziewczyna szukała wsparcia u każdego, ale nie miała szans. To Ślizgoni. Upuściła z brzdękiem wszystkie butelki. Kilka z nich się rozbiło w drobny mak. - Jak Sevek znowu tu przyjdzie, to my uciekamy, a ty zostajesz. - zagroził Zabini. Cordi wzruszyła ramionami, otrzepała szatę i przysiadła obok Xeri. - Dobra, to opowiadaj. ![]() That's all they really want ![]() Some fun ![]() When the working day is done ![]() All girls - they want to have fun ![]() ![]() ![]() ![]() Nagroda za Najlepszą Miniaturkę Wojenną - Niebo pośrodku piekła Nagroda za Najlepszą Serię o Ciemnej Stronie - Krwawy Zmierzch ![]() |
|
|
|
| Angelina Johnson |
Dodany dnia 11.06.2013 14:07
|
![]() Pochwały: 23 Postów: 8024 Dom: SlytherinPunkty: 32803 Ranga: Komentuj FF, to się uśmiechnę Data rejestracji: 13.05.07 |
Po skończonej opowieści Angelina, której oczy się już zamykały, polazła do swojego dormitorium. Blaise Zabini poszedł ją odprowadzić i zapewne dodać otuchy - przynajmniej taką nadzieję miała reszta domowniczek. - Kurde, słabo z Snapem - zawyrokowała Xeri, wpieprzając paluszki na potęgę. - On zawsze taki jest jak mu na czymś zależy. W ogóle nieżyciowy człowiek. Pocieszyć - nie umie. Wesprzeć - nie umie. Zjechać - uwielbia - wyraziła swoje zdanie Christina, polewając bursztynowy płyn do pięciu szklanek. Naraz nad jej ramieniem ktoś wyciągnął rękę z kolejną. Spojrzała na jej właściciela. - Barry! - Hej, mam nadzieję, że mhm... Że mógłbym się poczęstować. Co nieco słyszałem o tym całym Turnieju i roli Nietoperza - odezwał się cicho chłopak, siadając na wolnym miejscu kanapy. Malfoy z Flintem wymienili się spojrzeniami, ale podstawili mu kubeł z lodem. Xeri lekko oblała się rumieńcem. - Przynajmniej będziesz robił za Angelinę. Nie wiem co się z nią dzieje. Nigdy się tak nie stresowała, to tytan przecież! - zawołała bełkotliwe Lily, wylewając kropelki whisky na siedzącego na przeciwko niej Marcusa. Ten uśmiechnął się słodko, objął ją w pasie i szybkim ruchem wyrwał szklankę z jej dłoni. - Ej, to mojeeee! - Dobra ludzie, trzeba będzie jej pomóc. Zakazany Las, co tam kutwa można robić... - Może poszukiwać jakiegoś skarbu. Wiecie, pokonując po drodze stwory, przeszkody. Wykorzystać swoją orientację w terenie, te sprawy - mruknął Draco, wybierając spośród żelek zielonego dinozaura. Xeri obserwowała go czujnie. Jej ulubionymi były żółte króliczki. Zawsze pilnowała, czy ktoś ich czasem nie podkrada. - Skarb mówisz... - zastanawiała się Christina, patrząc w sufit - Mogłoby być. Mogliby tam wsadzić boginy, czerwone kapturki, druzgotki, wodniki Kappa... - Słowem wszystko co występuje w Zakazanym Lesie. Przydałoby się przejść do Hagrida i z nim pogadać. Na temat zwierząt i potworów występujących tam. Tylko, że gajowy mało którego Ślizgona lubi. - Mnie lubi! - krzyknęła Xeri, uśmiechając się. Była zadowolona, że w jakiś sposób może pomóc Slytherinowi w turnieju - i tak na dniach miałam do niego iść. Nie mogę znaleźć w bibliotece żadnych interesujących informacji na temat Szpiczaka... - Dobra, cicho! - zawołał Flint, zatykając uszy - temat esejów i zadań domowych jest zakazany! - Oddawaj lepiej moją whisky! Lily chciała pochwycić szklankę, lecz w tym momencie jakimś cudem poleciała ona do góry i rozbiła się z głośnym hukiem o kamienną ścianę. Ogień zafalował, pnąc się do góry. Głowy imprezowiczów przechyliły się w stronę zejścia do dormitoriów. Stała tam Angelina. Z wyciągniętą różdżką. - W TEJ CHWILI DO SPANIA. TAK WCALE MI NIE POMAGACIE! A POJUTRZE CZEKA NAS JESZCZE MECZ QUIDDITCH'A! BEZ DYSKUSJI! Ślizgoni mamrocząc pod nosem przeróżne klątwy skierowane do Angeliny, zaczęli ociężale zbierać się do łóżek. Byli zbyt zmęczeni i zbyt upici, by dyskutować z tak głośnym rozkazem. Angelina czekała z rękami trzymanymi na biodrach, aż jej przyjaciółki zejdą niezadowolone do dormitorium numer siedemnaście. Gdy została już sama, podeszła do stołu i pociągnęła porządny łyk ze szklanki swojej siostry. Uśmiechnęła się, zadowolona. Tak, tego było jej trzeba. Udała się do łóżka. Pamiętaj chemiku młody, komentuj ficki lub zmień się w odchody made by Mikasa, Butelka 31.07.2020r. ![]() ![]() ![]() ![]() Slytherin! Sss.. Nigdy nie pozwoliłem aby szkoła przeszkadzała mi w edukacji. Zawsze miałam szczęście. I znów będę je mieć. Krew na twoich rękach, Falka, Krew na twej sukience Płoń, płoń, Falka, za twe zbrodnie Spłoń i skonaj w męce! Trochę wstyd, ale cóż, zasłużyłam ;D ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
|
|
|
TheWarsaw1920 |
Dodany dnia 11.06.2013 22:29
|
![]() Ostrzeżenia: 1 Pochwały: 4 Postów: 134 Dom: SlytherinPunkty: 1850 Ranga: Świetny czarodziej Data rejestracji: 06.06.13 |
Szukałem właśnie Angie, w sprawie przyjęcia do drużyny. Znalazłem ją Koło Wielkiej Sali: - Jesteś, szukam Cię po całej szkole! - powiedziałem zdyszany. - Co chcesz? - spytała. - Ja w sprawie przyjęcia do drużyny Quidditcha, mówiliśmy o tym ostatnio. Pamiętasz? - oznajmiłem. - Tak, chętnie cię przyjmę. - odpowiedziała. - Ok, kiedy pierwszy trening? - zapytałem. - Hmmmm... Dam ci znać, dobra? - Dobra, ale nie zapomnij! - No już, już ja taka nie jestem! - powiedziała. - Ok to ja lecę już do dormitorium. - oznajmiłem. Kiedy dotarłem wreszcie do pokoju wspólnego i usadowiłem się wreszcie na foteliku przy kominku. Jak to miałem w swoim zwyczaju obserwowałem ludzi którzy chodzili tam i z powrotem. Nagle podeszła do mnie ślizgonka : - Cześć! Ty jesteś Barry, prawda? Ja jestem Xeri. - przywitała się. - Tak! Cześć! - powiedziałem zaskoczony, że ktokolwiek zwrócił na mnie uwagę. - Słyszałam, że Angelina przyjęła cię do drużyny, na stanowisko pałkarza. To prawda? - Tak! Może usiądziesz? - Wstałem i puściłem nową koleżankę na fotel. Wziąłem krzesło spod ściany i usiadłem obok jej. - To czym się interesujesz? - zagadałem. - Lubię grać w szachy, a ty? - Lubię dręczyć pierwszorocznych, najbardziej tych z Gryffindoru. - Hmmm... fajne hobby! - zaśmiała się wesoło. Siedzieliśmy sobie i opowiadaliśmy różne historyjki i inne opowiastki do wieczora. "Pamiętajcie o ogrodach - Czy tak trudno być poetą? W żar epoki nie użyczy wam chłodu Żaden schron, żaden beton!" ~ Jonasz Kofta ![]() "Świecie nasz - daj nam, Daj nam wreszcie zgodę, Spokój daj - zgubę weź, Zabierz ją, odprowadź." ~ Marek Grechuta ![]() "Tak nas Panie obdarzasz, wżdy nam zawsze mało - Za nic mamy - co mamy, więcej by się chciało." ~ Jacek Kaczmarski |
|
|
|
Christina |
Dodany dnia 11.06.2013 23:57
|
![]() Pochwały: 15 Postów: 3325 Dom: SlytherinPunkty: 25495 Ranga: Niezwyciężony Mag Data rejestracji: 27.05.07 |
Weszła do Pokoju Wspólnego i od razu skierowała się na swój fotel. Marcus trzymał na nim nogi, ale widząc minę dziewczyny szybko je schował. - Co jest mała? - zapytał zaciekawiony - Nic takiego. Jestem po prostu zmęczona - stwierdziła sięgając po sok stojący na stole. Skrzywiła się, gdy wyczuła w nim alkohol. - Na Merlina, czy wy nie możecie nie pić. - Nie. - odparł Malfoy - Gdzie byłaś, że jesteś styrana jak skrzat domowy. - Daleko. - Zakazany? - Pff, chciałabym. Dalej. - Hogsmeade? - Haha, nie. Byłam w tych jaskiniach za wioską. - Co cię przygrzało, że tam poszłaś? - Miłość. Zanim coś powiesz, tak, było romantycznie, tak, były świecie i tak, był seks. Draco wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć "a co mnie to obchodzi". Jednak prawda była taka, że związek Christiny wcale mu się nie podobał, lecz mimo jego usilnych starań ta nie chciała go słuchać. - Dooobra, mało ważne gdzie łazisz z rudzielcem z biedoty. Zagramy w szachy? - chciał wiedzieć Flint. Dziewczyna uraczyła go wzrokiem, który nie pozostawiał złudzeń. Będzie musiał znaleźć innego przeciwnika do gry. Przejrzała torbę i wyciągnęła waniliowy błyszczyk i musnęła nim usta. - Xeri, co ty tam robisz? - zawołała do dziewczyny, który siedziała przy stoliku z Barrym. - Rozmawiam? - Ty się pytasz, czy oznajmiasz? Chodźcie do nas, a nie siedzicie jak jakieś tchórzofretki. ![]() That's all they really want ![]() Some fun ![]() When the working day is done ![]() All girls - they want to have fun ![]() ![]() ![]() ![]() Nagroda za Najlepszą Miniaturkę Wojenną - Niebo pośrodku piekła Nagroda za Najlepszą Serię o Ciemnej Stronie - Krwawy Zmierzch ![]() |
|
|
|
Cordiale |
Dodany dnia 12.06.2013 16:40
|
![]() Pochwały: 9 Postów: 1254 Dom: SlytherinPunkty: 9381 Ranga: Dystrybutor słodyczy Weasleyów Data rejestracji: 11.04.13 |
Cordiale zmęczona pobytem w bibliotece i czytaniem starych zakurzonych ksiąg, wróciła do dormitorium. - Bloody Baron! - krzyknęła bez przekonania, po czym przeszła przez dziurę w ścianie. Przy ulubionym miejscu do siedzenie elity było parę osób. Barry, którego praktycznie nie znała i Xeri właśnie się dosiadali. - Cześć moje lamusy - westchnęła Lily siadają na swoim miejscu. - Niedługo mecz, wszystko gotowe? - zapytała ziewając. - Ano gotowe - powiedziała Christi. - Mamy nową osobę w drużynie. - Taak? A kogo? - Barry'ego - wtrąciła się Xeri z szerokim uśmiechem. - Witaj w drużynie! - krzyknęła z błyskiem w oczach. - Ja jako prefekt do... - Daruj sobie tą gadkę, ciągle ją powtarzasz - powiedział z uczuciem Draco nie chcąc Ślizgonce sprawić przykrości. - Jasne... - szepnęła Mason rzucając się na oparcie fotela. Przepraszam za błędy, nie chce mi się ich poprawiać ;< Gdzie Ty masz błędy? ![]() Nie wiem, zgaduję, że są ;D Na pewno są, ja nie piszę bezbłędnie ;D Edytowane przez Cordiale dnia 14.06.2013 21:31
"Dobra, marudo, nie marudź już tak, bo zamarudzisz mnie na śmierć." ![]() http://www.youtube.com/watch?v=dLhFDYQHDQY |
|
|
|
| Angelina Johnson |
Dodany dnia 14.06.2013 18:15
|
![]() Pochwały: 23 Postów: 8024 Dom: SlytherinPunkty: 32803 Ranga: Komentuj FF, to się uśmiechnę Data rejestracji: 13.05.07 |
Po wieczornej kolacji Angelina wpadła na chwilę do Pokoju Wspólnego. Zaplanowała sobie jeszcze na dzisiaj wizytę w bibliotece, więc miała naprawdę mało czasu. A musiała przebrać bluzkę, gdyż wykłócając się z Blaisem na temat ostatniego meczu Quidditch'a, zdenerwowana rzuciła w niego dyniowym pasztecikiem. Chłopak oddał jej zupą mleczną, zalewając białą koszulę. Koniecznie musiała się przebrać. Wpadając niczym piorun natknęła się na siedzące na kanapach Christinę, Lily i Xeri. Chłopaki w kącie sali grali w Eksplodującego durnia. Swoją drogą sam fakt, że prawie już dorośli czarodzieje grywali w gry był dość zabawny. - No w końcu, kurde! Nigdy ciebie nie ma! - zawołała Xeri, odrywając się na chwilę od zapisanego do połowy pergaminu. Angelina pacnęła się w głowę. - No tak! Esej z transmutacji na jutro! Zupełnie zapomniałam... - Tak jak zapominasz o nas? - prychnęła Christina, liżąc z dumą waniliowe pióro do pisania. Oho, znaczyło to, że Weasley'owie znów byli w wiosce Hogsmeade. - Nie zapominam, Snape mi wypełnia cały dzień... Lily, daj odpisać esej, błagam! Nie mam głowy teraz do tego. - No nie wiem. Co z tego będę miała? - Lily uśmiechnęła się wrednie znad pergaminu. Różdżką przekręciła kolejną stronę podręcznika do transmutacji. - Dobra, odpuść jej. Mogę Ci pomóc go napisać, Angelino - zaoferowała się Xeri, przerywając na chwilę pisanie i patrząc gniewnie na Mason. Dziewczyna przekręciła oczami. - Nie spinaj się Xeri, przecież dam jej spisać. Tak się tylko sprzeczałam. Masz! Rzuciła w stronę Angeliny skończonym już esejem. Ślizgonka złapała i spojrzała z uwagą na przyjaciółki. Mówić im czy nie? Blaisowi powiedziała... - Mam dla was ciekawą historię, ale musicie obiecać, że to zostanie między nami... I opowiedziała przyjaciółkom o swojej wyprawie do Zakazanego Lasu, spotkaniu centaura i wiadomości dla Snape'a. Pominęła tylko przepowiednię. Nie była pewna, czy dziewczyny zaakceptowały by jej wybór odpowiedniego pytania. - I co, powiesz Nietoperzowi? - zapytała Christina z szeroko otwartymi oczami. Niecodziennie spotyka się umierającego centaura mającego jakieś konszachty z ich Opiekunem. - Nie wiem jeszcze... Wydaje mi się, że to właśnie przez niego Rebis został śmiertelnie ranny. - - Możliwe, że to była misja jego życia! - zawołała z przejęciem Xeri, skacząc po kanapie. - Powinnaś pogadać ze Snape'm - wyraziła swoje zdanie Lily. Nie podobała jej się ta cała historia. Przecież centaury nie bratają się z ludźmi. Gardzą naszym gatunkiem. Zastanowiła się, czy nie bez powodu Snape wysłał Angelinę akurat tego dnia do Zakazanego Lasu. Jednak na razie nie chciała nic na ten temat mówić. Musiała się upewnić w swoich przypuszczeniach. - Więc mam mu powiedzieć? - zapytała zrezygnowana Angelina. Nagle spojrzała na zegarek i zaklęła. Spojrzała błagalnie na Lily. - Muszę lecieć do biblioteki! Zrobisz za mnie tą transmutacje? Prrroszę! Załatwię Ci dwa samopiszące pióra na egzamin z zielarstwa! - Angelina, no! - Dzięki wielkie, buźka! I już jej nie było. Lily spojrzała z wściekłością na ścianę wejściową. - Nie wściekaj się mała, pomożemy Ci - próbowała pocieszyć ją Xeri. Ta spojrzała na nią z miną zabójcy. - Jesteście rok niżej, co wy możecie wiedzieć o przetransmutowaniu żółwia w doniczkę? Pamiętaj chemiku młody, komentuj ficki lub zmień się w odchody made by Mikasa, Butelka 31.07.2020r. ![]() ![]() ![]() ![]() Slytherin! Sss.. Nigdy nie pozwoliłem aby szkoła przeszkadzała mi w edukacji. Zawsze miałam szczęście. I znów będę je mieć. Krew na twoich rękach, Falka, Krew na twej sukience Płoń, płoń, Falka, za twe zbrodnie Spłoń i skonaj w męce! Trochę wstyd, ale cóż, zasłużyłam ;D ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
|
|
|
Xeri |
Dodany dnia 14.06.2013 20:38
|
![]() Pochwały: 9 Postów: 1380 Dom: SlytherinPunkty: 9223 Ranga: Dystrybutor słodyczy Weasleyów Data rejestracji: 26.05.13 |
Xeri pufnęła ze złością na tak niemiłe zachowanie koleżanki. Ona tu oferuje pomoc, chociaż niewielką, ale zawsze, a Lily tak jej się cudownie odwdzięcza? - Idę stąd. Możesz sobie sama pisać to zadanie. - oznajmiła wstając. - Oj, nie musisz się tak puszyć! Sorry... - Mason przewróciła oczami, ale Xeri już wyszła z pokoju wspólnego do dormitorium. Chciała wyjść wcześniej, ale szukała wygodnego pretekstu, by opuścić koleżanki. Rzuciła się na łóżko i pogrążyła w rozmyślaniach. Po głowie latał jej niemiłościwie obijając się o czaszkę temat chłopców. A konkretnie dwóch: Patryka i Barry'ego. Westchnęła. Patryk osiedlił się w jej mózgu już jakiś czas temu i jak dotąd, mimo usilnych prób, nie chciał się wynieść. Właściwie wcale go nie znała. Ot, czasem zamieniła z nim kilka słów, jednak za każdym razem motylki w jej brzuchu wirowały radośnie. Zawsze, ilekroć go zobaczyła, miała wrażenie, że on też jej się przygląda. Ale nie tak, jak patrzy na Ślizgonów większość uczniów z innych domów - jak na gumę do żucia przyklejona do buta - tylko inaczej. Z miłością, tlukło się jej w mózgu. Nie, na pewno nie tak. Nie mogla dopuścić do siebie tej strasznej myśli. Jak on mogla zakochać się w Puchonie? Ech... Ale jest jeszcze Barry... Barry to zupełnie inna historia. Taka jak należy... Mogli ze sobą rozmawiać nie wzbudząjac niczyich podejrzeń, tak po prostu w pokoju wspólnym, bez spojrzeń wymienianych ukradkiem (no, może czasem). Bez poczucia zdradzenia Slyherinu... Xeri miała silne wrażenie, że nie może tak się bawić ich uczuciami, i przy okazji swoimi, i powinna wybrać któregoś. O Salazarze, jak? Jej ponure rozmyślania przerwała Christina, wchodząc do pokoju. Edytowane przez Xeri dnia 17.06.2013 20:57
![]() Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Tu zawisł ten, co troje zginęło z jego mocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Choć trup ze mnie już, uwolnię cię od przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Tu do mnie miałaś zbiec, żeby uniknąć przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się też? W naszyjniku ze sznura u boku mego nie czekaj pomocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. ![]() ![]() ![]() |
|
|
|
Cordiale |
Dodany dnia 15.06.2013 10:44
|
![]() Pochwały: 9 Postów: 1254 Dom: SlytherinPunkty: 9381 Ranga: Dystrybutor słodyczy Weasleyów Data rejestracji: 11.04.13 |
Lily pokręciła przecząco głową oraz westchnęła na znak tego, że nie może uwierzyć jak bardzo Angelina ma ciężko. Starsza Johnson udała się w swoją stronę, a Mason złapała za pióro i zaczęła pisać ponownie esej na transmutacje. Transmutacja jest bardzo trudną sztuką magiczną wymagającą wielkiego skupienia i przestrzegania ściśle określonych reguł. Transmutacja polega na przemianie jednego przedmiotu w drugi. Dziś przybliżymy sobie zmianę żółwia w doniczkę. Pani Prefekt po zapisaniu tak krótkiego rozpoczęcia dla Ang rozłożyła się na fotelu szukając w książkach odpowiednich informacji. - Christi, ty też jesteś na mnie zła? - zapytała spoglądając na Ślizgonkę. - Hmm? - Nie, nic... - westchnęła i odrzuciła od siebie książkę od transmutacji. Idę do biblioteki, może tam coś ciekawego będzie, pomyślała wstając z fotela i przechodząc przez drzwi, poszła korytarzem kierując się w stronę pomieszczenia pełnego kolorowych powieści. "Dobra, marudo, nie marudź już tak, bo zamarudzisz mnie na śmierć." ![]() http://www.youtube.com/watch?v=dLhFDYQHDQY |
|
|
|
Christina |
Dodany dnia 16.06.2013 16:30
|
![]() Pochwały: 15 Postów: 3325 Dom: SlytherinPunkty: 25495 Ranga: Niezwyciężony Mag Data rejestracji: 27.05.07 |
Chłodne powietrze o zapachu gumy balonowej owiewało jej twarz. Palce muskały coś miękkiego. Stopa zawadzało o coś twardego. Powiew nasilił się. Otworzyła oczy. Nad sobą zobaczyła uśmiechniętą od ucha do ucha, twarz Irytka, który bezczelnie wisiał nad nią i dmuchał prosto w nos. - Iryt, spadaj. - warknęła zmieniając pozycję w fotelu. Na jej kolanach od razu zmaterializował się Odyn, który wlepiał swoje żółte ślepia w psotnego duszka. Najwyraźniej nie darzył go zbyt wielkim zaufaniem. - Nigdzie nie idę, tu mi dobrze! - oznajmił poltergeist dumnie i dmuchnął kolejny raz, rozwiewając blond włosy. - Irytku, ostrzegam cię po raz ostatni. Odejdź. - jej głos zaczynał tracić swoją zwykłą cierpliwość. - Krwawego Barona tu nie ma - wytknął język - Ma schadzkę z Szarą Damą w kuchni. - Czy myślisz, że nie dam sobie rady z irytującym duszkiem? - Nie - odparł, chociaż widać było, że nieco się przeraził. Dziewczyna wyciągnęła różdżkę, ale zanim zdążyła namyślić się, jakie zaklęcia powinna rzucić, Irytka już nie było. Został po nim tylko zapach gumy balonowej. - Odyn, schodź. Kot posłał jej pełne wyrzutów spojrzenie, ale posłusznie zszedł z kolan i wskoczył na sofę, obok Flinta. - Dzięki za pomoc. - mruknęła - Ja się tam fajnie bawiłam. - Tiaaa. Wstała z fotela i ruszyła do dormitorium numer 17. Na łóżku siedziała Xeri i wyglądała na wielce zamyśloną. Nie zauważyła nawet, że nie jest już sama. Christina musiała trzasnąć drzwiami, żeby wywołać jakąś reakcję. - O, cześć. - Hej. Co tak sama siedzisz? - zapytała sadowiąc się na swojej czarnej pościeli. - A nic. Tak sobie myślę. - odparła już trochę przytomniejszym głosem. - Mam pytanko. - Wal śmiało - rzuciła wesoło, a sama zanurkowała pod łóżko w poszukiwaniu zestawu do masażu. - Jak to się stało, że jesteś z Georgem? No wiesz, dwa różne światy. Johnson uśmiechnęła się pod nosem. No proszę, proszę. Zwinnie wyprostowała się, zarzucając przy tym zmysłowo włosami. - Kto jest tym szczęśliwcem? - zapytała prosto z mostu. - Nikt. - odpowiedziała szybko. Za szybko. - Tak tylko pytam. Jestem ciekawa. - No dobra, niech ci będzie. A więc... Cóż, zaczął się o mnie starać. Z początku, jak to Ślizgonka olewałam go, z czasem jego żarty zaczęły mnie śmieszyć. Potem wychodziłam z nimi do wioski. Od gadki do gadki, obiecałam mu korepetycje. Poszliśmy do biblioteki i puff, stało się. Oczy Xeri przybrały wielkość galeona. - Ej, nic z tych rzeczy, zbereźna dziewucho. Pocałowaliśmy się! Jednak stwierdziliśmy, że nic z tego, że tak nie można. Jesteśmy, jak sama to ujęłaś, z dwóch różnych światów. Którejś nocy myślałam, długooo. I doszłam do wniosku, że jestem Christina Johnson i nie będę się przed nikim ukrywać. Nie obchodzi mnie co inni będą myśleć, to ja ustalam zasady. I następnego dnia pocałowałam go na śniadaniu w Wielkiej Sali. Ot, cała historia. Kasztanowe włosy opadły luźno na plecy, gdy Xeri rozplątała warkocza. - Aha. Edytowane przez Christina dnia 16.06.2013 16:50
![]() That's all they really want ![]() Some fun ![]() When the working day is done ![]() All girls - they want to have fun ![]() ![]() ![]() ![]() Nagroda za Najlepszą Miniaturkę Wojenną - Niebo pośrodku piekła Nagroda za Najlepszą Serię o Ciemnej Stronie - Krwawy Zmierzch ![]() |
|
|
|
Xeri |
Dodany dnia 17.06.2013 21:09
|
![]() Pochwały: 9 Postów: 1380 Dom: SlytherinPunkty: 9223 Ranga: Dystrybutor słodyczy Weasleyów Data rejestracji: 26.05.13 |
Słuchając odpowiedzi Christiny, Xeri coraz bardziej się dziwiła. Wydukała tylko krótkie - Aha - i rozpuściła warkocz, który zaczął ją już wkurzać. Uważała, że ma całkiem ładne włosy i plecenie ich jest jako taką zbrodnią. Wstała i opuściła dormitorium starając się wyrzuć z głowy niewygodne tematy. w pokoju wspólnym od razu jej uwagę przykuło nowe ogłoszenie na tablicy. Oświadczało ono, że w najbliższy weekend odbędzie się wypad do Hogsmeade. Ucieszyła się na tę myśl, bo to oznaczało odwiedzenie domu rodzinnego, gdyż mieszkała w tej właśnie miejscowości. Już planowała buszowanie między półkami Miodowego Królestwa. Musiała także odwiedzić sklep z piórami, bo dostałą chętkę na cytrynowe. Nigdy nie brakowało jej kasy, ponieważ wystarczyło kopsnąć się do domciu, zaświecić oczkami przed babcią (albo rodzicami, to zależy czy nie byli akurat w pracy) i dostawała dodatkowe kieszonkowe. Obejrzała się do tyłu i dopiero teraz zorientowała się, ze jest sama w pomieszczeniu. Usiadła na fotelu w swój ulubiony sposób - po turecku, z kolanami na podłokietnikach, łokciami na kolanach, głową na nadgarstkach i wpatrywała się w płomień w kominku. Edytowane przez Xeri dnia 17.06.2013 21:20
![]() Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Tu zawisł ten, co troje zginęło z jego mocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Choć trup ze mnie już, uwolnię cię od przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Tu do mnie miałaś zbiec, żeby uniknąć przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się też? W naszyjniku ze sznura u boku mego nie czekaj pomocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. ![]() ![]() ![]() |
|
|
|
TheWarsaw1920 |
Dodany dnia 18.06.2013 21:42
|
![]() Ostrzeżenia: 1 Pochwały: 4 Postów: 134 Dom: SlytherinPunkty: 1850 Ranga: Świetny czarodziej Data rejestracji: 06.06.13 |
Szedłem właśnie z talerzykiem ciasteczek do pokoju wspólnego. Usadowiłem się właśnie na kanapie: - Masz się zamiar sam tak obżerać? - ktoś spytał damskim głosem, na co czekoladowe ciastko utkwiło w moim przełyku. Zakrztusiłem się i wywaliłem całe ciastka na podłogę. Popatrzyłem tylko na fotel obok na, którym siedziała Xeri: - No co?! - NIC! - warknąłem. - Ej nie dąsaj się na mnie! Odkupię ci te ciastka! - powiedziała Ja jak by nigdy nic usiadłem w fotelu ze skwaszoną miną. - No weź Barry! Nie gniewaj się! Spojrzałem na nią i nie mogłem się oprzeć jej urokowi. - No dobra już dobra! - fuknąłem. - I co?! Tak trudno było?! - Nie. Wstałem i poszedłem się zdrzemnąć. "Pamiętajcie o ogrodach - Czy tak trudno być poetą? W żar epoki nie użyczy wam chłodu Żaden schron, żaden beton!" ~ Jonasz Kofta ![]() "Świecie nasz - daj nam, Daj nam wreszcie zgodę, Spokój daj - zgubę weź, Zabierz ją, odprowadź." ~ Marek Grechuta ![]() "Tak nas Panie obdarzasz, wżdy nam zawsze mało - Za nic mamy - co mamy, więcej by się chciało." ~ Jacek Kaczmarski |
|
|
|
Lossiril |
Dodany dnia 18.06.2013 22:08
|
![]() Pochwały: 7 Postów: 1040 Dom: SlytherinPunkty: 9322 Ranga: Żywy worek treningowy Data rejestracji: 30.04.13 |
Argel dziarskim krokiem przekroczyła próg pokoju wspólnego i ruszyła w stronę miękkiej, obszernej, czarnej sofy przy kominku, gdzie na sąsiednim fotelu zastała Xeri. - Hej! - powiedziała i opadła ciężko na mebel zapadając się w miękkim obiciu. Rzuciła na stoliczek obszerne tomiszcze obite brązową skórą z wytłoczonym napisem, pod którego ciężarem stolik zachwiał się niebezpiecznie. Hałas otrzeźwił nieco Xeri, która powolnie odwróciła się w jej stronę i uśmiechnęła lekko. - Cześć. - Słuchaj, mam sprawę. - ściszyła nieco głos i pochyliła lekko w stronę koleżanki. - Czy orientujesz się może, gdzie, od kogo, czy w jaki sposób mogę dostać płyn z rogu buchorożca? Potrzebuję go jak najszybciej! - dodała pośpiesznie. - Nie jestem pewna, ale może Christina? Zapytać nie zaszkodzi. - Racja, racja... Wiesz gdzie mogę ją znaleźć? Edytowane przez Christina dnia 02.07.2013 23:27
"You could be great, you know, and Slytherin will help you on the way to greatness, no doubt about that." ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() tumblr klik 'We must take a hard road, a road unforeseen. There lies our hope, if hope it be.' 'The world is indeed full of peril, and in it there are many dark places; but still there is much that is fair, and though in all lands love is now mingled with grief, it grows perhaps the greater.' ![]() 'Deserves it! I daresay he does. Many that live deserve death. And some that die deserve life. Can you give it to them? Then do not be too eager to deal out death in judgment. For even the very wise cannot see all ends.' ![]() It is not our part here to take thought only for a season, or for a few lives of Men, or for a passing age of the world. We should seek a final end of this menace, even if we do not hope to make one. ![]() |
|
|
|
Christina |
Dodany dnia 18.06.2013 22:50
|
![]() Pochwały: 15 Postów: 3325 Dom: SlytherinPunkty: 25495 Ranga: Niezwyciężony Mag Data rejestracji: 27.05.07 |
Pocałowała go namiętnie na pożegnanie, ale jemu to nie wystarczyło. Przyciągnął ja do siebie i mocno przytulił. - Kocham cię - wyszeptał w jej włosy, pachnące kokosem. - Ja ciebie też, skarbie. Grupka przechodzących obok Ślizgonów miała skomentować obecność rudzielca w lochach, ale powstrzymała się widząc morderczy wzrok dziewczyny. Przeszli w milczeniu obok. - Dobra kochanie, ja uciekam. Kolejna porcja Omdlejek nie zrobi się sama. - pocałował ją w czółko. - Tylko nie przypal sobie brwi jak ostatnio - rzuciła na odchodnym. Weszła do Pokoju Wspólnego bardzo zadowolona z siebie. - Co ja? - zapytała słysząc swoje imię. Lossiril siedziała z Xeri i o czymś konspiracyjnie szeptały. Przysiadła się do nich i ostentacyjnie zarzuciła nogi na oparcie dając do zrozumienia kto tu rządzi. Przynajmniej do powrotu Pani Prefekt. - Słuchaj, wiesz może, gdzie znajdę płyn z rogu brzuchorożca? - W składziku Snape. - odparła jak gdyby nigdy nic. - A coś może bardziej przyziemnego? Nie chcę dać się złapać, zwłaszcza, że chodzi o coś niezbyt dozwolonego. Christina uniosła brew w niemym pytaniu. - A dlaczego twoim zdaniem to nie jest przyziemne? Idziesz, bierzesz i wychodzisz. Ja nie widzę najmniejszego problemu. Rutynowa akcja. - Jak jesteś taka mądra, to mi go przynieś. - zaśmiała się dziewczyna. - O matko, na kiedy to potrzebujesz? - Jak najszybciej. Johnson zerwała się z fotela i spojrzała na swoje towarzyszki. Jej promienny uśmiech oznaczał tylko jedno. "Która idzie ze mną?" Edytowane przez Christina dnia 18.06.2013 23:16
![]() That's all they really want ![]() Some fun ![]() When the working day is done ![]() All girls - they want to have fun ![]() ![]() ![]() ![]() Nagroda za Najlepszą Miniaturkę Wojenną - Niebo pośrodku piekła Nagroda za Najlepszą Serię o Ciemnej Stronie - Krwawy Zmierzch ![]() |
|
|
|
Xeri |
Dodany dnia 18.06.2013 23:21
|
![]() Pochwały: 9 Postów: 1380 Dom: SlytherinPunkty: 9223 Ranga: Dystrybutor słodyczy Weasleyów Data rejestracji: 26.05.13 |
Znowu jakaś niebezpieczna akcja! Xeri cieszyła się w duchu na samą myśl o eskapadzie do składzika z eliksirami. Już od kilku dni nic się nie działo i wiało nudą. Wtem przez myśl przełknął jej, niczym letni wiaterek, wyraz "konsekwencje". Zachichotała. Konsekwencje u Snape'a? Dobre żarty. Poderwała się z fotela i stanęła obok Christiny. Obie teraz wpatrywały się w Arg wyczekująco. Swoją drogą, Xeri nie znała jej zbyt dobrze. Słyszała o niej co nieco, ale były to raczej dobre rzeczy, więc nie miała oporów przed jej towarzystwem w misji. Edytowane przez Christina dnia 02.07.2013 23:28
![]() Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Tu zawisł ten, co troje zginęło z jego mocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Choć trup ze mnie już, uwolnię cię od przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Tu do mnie miałaś zbiec, żeby uniknąć przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się też? W naszyjniku ze sznura u boku mego nie czekaj pomocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. ![]() ![]() ![]() |
|
|
|
Lossiril |
Dodany dnia 20.06.2013 21:35
|
![]() Pochwały: 7 Postów: 1040 Dom: SlytherinPunkty: 9322 Ranga: Żywy worek treningowy Data rejestracji: 30.04.13 |
- Dobra, to lecimy! - Argel zatarła ręce w uciesze. - Dwie stoją na czatach, a jedna włamuję się do składzika. Zobaczycie, że nie będziecie żałować. To, co szykuję jest warte tygodniowego szlabanu! Lossiril podniosła się z sofy, chwyciła leżącą na stoliku księgę, którą przed momentem tam położyła i biegiem udała się do dormitorium. Wróciła po niespełna minucie. Dziewczyny już stały przy wyjściu z pokoju wspólnego. - Czas na zabawę - Christina uśmiechnęła się konspiracyjnie. Xeri wyglądała na podekscytowaną, ale i lekko podenerwowaną. - To która wchodzi? - Mogę ja - powiedziała Arg obojętnie. - Mam nadzieję, że uprzedzicie mnie o czasie. Jeśli coś pójdzie nie tak, to kaplica, ale jeśli się uda, to cała szkoła będzie miała powód do rozmów na następny miesiąc! - Swoją drogą, skoro już się na to godzimy, to co ty właściwie kombinujesz? - zainteresowała się Xeri. - Eliksir, co jest dość oczywiste, a resztę pozostawię dla siebie. To ostatni składnik jakiego mi potrzeba. - Dość gadania - zarządziła Christina. - Chodźmy, bo do jutra tam nie dojdziemy. "You could be great, you know, and Slytherin will help you on the way to greatness, no doubt about that." ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() tumblr klik 'We must take a hard road, a road unforeseen. There lies our hope, if hope it be.' 'The world is indeed full of peril, and in it there are many dark places; but still there is much that is fair, and though in all lands love is now mingled with grief, it grows perhaps the greater.' ![]() 'Deserves it! I daresay he does. Many that live deserve death. And some that die deserve life. Can you give it to them? Then do not be too eager to deal out death in judgment. For even the very wise cannot see all ends.' ![]() It is not our part here to take thought only for a season, or for a few lives of Men, or for a passing age of the world. We should seek a final end of this menace, even if we do not hope to make one. ![]() |
|
|
|
Xeri |
Dodany dnia 22.06.2013 17:44
|
![]() Pochwały: 9 Postów: 1380 Dom: SlytherinPunkty: 9223 Ranga: Dystrybutor słodyczy Weasleyów Data rejestracji: 26.05.13 |
Wszystkie trzy szły żwawo, by nie dać po sobie poznać, że coś ukrywają. Christina miała na ustach promienny uśmiech - lubiła, ach lubiła, ryzyko. Xeri dziwiła się czasem jak ona to robi, że niczego się nigdy nie boi. Ona sama często odczuwała ten rodzaj emocji. Zazwyczaj gdy zostawała wezwana do tablicy na lekcjach Obrony Przed Czarną Magią. Brrr. Nie znosiła tego przedmiotu, chociaż, a może właśnie dlatego, że rodzina kładła na niego nacisk. Jeżeli chcesz zostać w przyszłości uzdrowicielką musisz się pilnie uczyć, mówili. Doszły do zakrętu lochów, na najbliższym korytarzu mieścił się składzik z eliksirami Snape'a. - Ja zostanę tutaj - zaoferowała się Xeri. - Okej, to ja pójdę na drugą stronę i będę pilnowała tamtego zakrętu - oświadczyła Christina. - Nie dopuścimy, by ktoś się tędy przedostał. - zwróciła się do Argiel. - Ile potrzebujesz czasu? - Najpierw muszę otworzyć drzwi. Wiecie może, czy zwykłe alohomora wystarczy? Nie wiedziały. - Jeśli nie, to mam coś ekstra. Potem muszę znaleźć odpowiednie ingerencje i gotowe. Myślę, że jakieś pięć minut maksymalnie. Poszły w głąb korytarza. Xeri zerknęła czy nikt nie idzie i zajęła się przyglądaniem się poczynaniom Arg. Ta najpierw zapewne rzuciła alohomorę, ale drzwi się nie otworzyły. Przyniosła wzrok na pusty korytarz. Pusto. Odwróciła się, by skontrolować pracę koleżanki. Ta zniknęła z pola widzenia co znaczyło najpewniej, że włam się udał. Uśmiechnęła się i pokiwała głową z uznaniem. Nieźle. Znów zerknęła na korytarz i serce podskoczyło jej do gardła. W jej stronę szedł powiewając peleryną, nie kto inny jak... - Snape. - wyszeptała ze ściśniętym gardłem. Zbliżał się do niej niepokojąco szybko. Co robić, co robić? Podeszła parę kroków w jego kierunku z udawanym uśmiechem. Odciągnąć go od tego miejsca. - Panie profesorze! - wykrzyknęła do niego unosząc rękę, by zwrócić jego uwagę. Podbiegła do niego. - Tak? - spytał zimno. - Panie profesorze... eee. Bo... hm... w toalecie w naszym dormitorium... numer 17, wie pan... eee... - Wpatrywał się w nią z rosnącym zniecierpliwieniem. Przełknęła ślinę próbując zyskać na czasie. Z pewnością nie wyglądała przekonująco. - Panie profesorze. W naszej toalecie Irytek wysypał... eee... tfu... wywiesił plakat mugolskiej kapeli... eee... jakimś dobrym klejem przykleił, bo nie możemy sobie poradzić z odklejeniem. - Panno Silencio. Zastanawia mnie, jak pani chce zdać SUMy nie posiadając wystarczających umiejętności magicznych, by odkleić plakat. Zajmą się tym skrzaty. Proszę mi nie zawracać głowy takimi błahymi sprawami. Doprawdy, mam lepsze zajęcia niż użeranie się z jakąś kartką w łazience. - wyminął ją, chociaż próbowała zasłonić mu drogę swoim ciałem. No to klops. Edytowane przez Christina dnia 02.07.2013 23:28
![]() Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Tu zawisł ten, co troje zginęło z jego mocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Choć trup ze mnie już, uwolnię cię od przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Tu do mnie miałaś zbiec, żeby uniknąć przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się też? W naszyjniku ze sznura u boku mego nie czekaj pomocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. ![]() ![]() ![]() |
|
|
|
| Podziel się z innymi: |
|
| Przejdź do forum: |






Christina


Slytherin















































