Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Pan Śmierci
18.04.2026 13:02
Aż mi się przypomniało ożywienie na początku covidu. Kiedy to było w ogóle xD

Sprzedawca prac domowych
16.04.2026 19:29
szkoda... spędziłam tutaj świetny czas :/

Mugol
15.04.2026 22:26
Cześć :) wracam po paru latach, a tu fandom umarł ;(

Specjalista ds. sprzedaży
12.04.2026 11:40
ja wczoraj napisałam pół posta w hogwarcie po czym stwierdziłam, że mi się nie chce i usunęłam xD

O choinka!
11.04.2026 17:22
Mnie się parę razy śniło, że Hogwart ożył

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59643 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 58190 punktów.

3) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 47342 punktów.

4) Prefix użytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 45365 punktów.

5) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 44242 punktów.

6) Prefix użytkownikaA.

Avatar

Posiada 43682 punktów.

7) Prefix użytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 43236 punktów.

8) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 39464 punktów.

9) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36829 punktów.

10) Prefix użytkownikaKlaudia Lind

Avatar

Posiada 34220 punktów.

Losowe zdjęcie
Zobacz temat
Out of range value for column 'thread_views' at row 1
Drukuj temat
Błonia i Zakazany Las
Prefix użytkownikaSharingan
Karina wracając z lekcji Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami spotkała swoją siostrę Amelię. Podeszła do niej by pogadać.
- Siemsa!- zawołała Karina.
Amelia odwróciła się w jej stronę i uśmiechnęła się zmieszana.
- Cześć...- mruknęła.
- Ostatnio ze mną nie rozmawiasz. Stało się coś?- zapytała Karina.
- Nie tylko.... nie mam czasu.... i w_ogóle jest dużo nauki.... i ma też pewne....eee... zajęcia...._- wyjąkała.
Karina uśmiechnęła się życzliwie i pożegnała się z siostrą. Pobiegła do zamku na obiad i w drodze spotkała rudych bliźniaków, którzy z czegoś się bardzo cieszyli.
- Hej, co wy tutaj robicie?- spytała podejżliwie
- Zastanawiamy się jak wysadzić korytarz._- odparli jednocześnie.
Karina uśmiechnęła się. Lubiła bliźniaków, bo byli zabawni i mieli dużo szalonych pomysłów. Ogólnie rodzina Weasley była w_porządku i to co o nich wygadują to czysta bzdura.
- A mogę wam pomóc?_- zaśmiała się.
Bliźniacy parsknęli śmiechem i kiwnęli głowami.
- Musisz...
-_...dostarczyć nam...
- ...parę łajnobomb...
- ...są w dormitorium...
- ...po łóżkiem Freda...
-_...dasz radę?_- zakończyli równocześnie.
Karina mrugnęła porozumiewawczo.
- Tylko coś zjem i postaram się dostarczyś je jak najszybciej.
Bliźniacy pożegnali się, a Karina poszła do Wielkiej Sali.
Edytowane przez Prefix użytkownikaChristina dnia 02.07.2013 22:19
Trzymam się raczej na uboczu, nikomu nie zawadzam i mam spokojny charakter. Przepadam za czekoladą i książkami (zresztą jak większość nas, nie?).
Lubię oglądać anime, czytać mangi i ogólnie poznawać Wschodnią kulturę =)

i43.tinypic.com/j0ijx0.jpg

▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬ஜ۩۞۩ஜ▬▬▬­­­▬▬▬▬▬▬▬▬­­­­­­­­­▬▬▬b35; ­
Niech żyje Gryfindor~!!!

b35;▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬ஜ۩۞۩ஜ▬▬▬­­­▬▬▬▬▬▬▬▬­­­­­­­­­▬▬▬b35;
 
Prefix użytkownikalosiek13
Akkarin wyrwał się w końcu Fuer, która ciągle zamęczała go Voldemortem, Snapem i tajemniczym listą. Miał już wszystkiego dosyć i uznał, że najlepszą metodą na oczyszczenie umysłu będzie rozmowa z Hagridem. Seferyn miał na głowie za dużo obowiązków. Ab nie miał pojęcia co się dzieje z jego przyjacielem. Ostatnio znikał gdzieś w niewyjaśnionych okolicznościach. Zdarzało mu się to nawet w środku nocy, brak jego głośnego chrapania był odczuwalny w Dormitorium.
Po podwieczorku Abhorsen udał się więc do chatki gajowego na skraju Zakazanego Lasu, gdzie odbył z nim długą i pokrzepiającą rozmowę.
- Odwiedzajcie mnie częściej! - żegnał go w drzwiach pół-olbrzym.
- Nie ma sprawy, Hagridzie! - pomachał mu Ab i ruszył w stronę zamku.
Słońce zaczęło już zachodzić nad horyzontem, rzucając ostatnie promienie słońca na szkolne błonia. - Ale zimno - pomyślał Ab, szczelniej otulając się szatą. Właśnie mijał gęstą kępę krzaków, gdy usłyszał czyjeś kroki. Dwie Ślizgonki ze starszej klasy zagrodziły mu drogę.
- To trochę późna pora na spacer - zakpił Akkarin, zatrzymując się w miejscu i zaciskając dłoń na różdżce ukrytej w kieszeni szaty. Stały przed nim Angela Johnson i Lily Mason. Wiedział, że ta pierwsza nie pała do niego szczególną sympatią, a najwyraźniej druga z nich też miała jakiś problem. - Mogłem się domyślić po meczu. tyle razy na mnie wpadła - przemknęło mu przez myśl.
- Ohh, Abhorsen, mylisz się, pora jest idealna - odparła Johnson, świdrując go spojrzeniem.
- Czyli mogę zgadywać, że nie spotykamy się przypadkiem?
- Jesteś bystrzejszy niż myślałam - dodała druga.
- Aha i jesteście przekonane o tym, że we dwie dacie sobie ze mną radę... Cóż za godna podziwu odwaga, nie wiedziałem, że tchórzliwi Ślizgoni...
Nie zdążył dokończyć zdania, czerwony promień przeszył powietrze. Przygotowany Akkarin zablokował go jednak zaklęciem Tarczy.
- Zamknij się! - krzyknęła Angela. - Nie waż się obrażać Domu naszego wspaniałego założyciela!
- Zaiste, wielce wspaniałego - odparł kpiąco Akkarin. - Chyba nie mamy o czym rozmawiać, więc może przejdziemy od razu do akcji...
- Impedimento! Drętwota! - krzyknął unosząc różdżkę. Jego zaklęcie spowalniające trafiło w Mason, jednak Johnson też była wyraźnie przygotowana na jego atak, bo zdążyła sparować zaklęcie i już mknął ku niemu jej oszałamiacz.
Czerwone groty zderzały się w powietrzy, wywołując różnobarwne wybuchy iskier. Po chwili do walki włączyła się Mason, kiedy zaklęcie spowalniające przestało działać. Akkarin musiał przyznać, obie znały się na rzeczy. Jeśli szybko czegoś nie wymyśli przegra.
- Sectumsempra! - wrzasną, stwierdzając, że w starciu z takimi przeciwniczkami nie ma co oszczędzać zaklęć większego jak na Hogwart kalibru. Mason zrobiła unik, Johnson sparowała zaklęcie i krzyknęła:
- Expulso!
Siła małego wybuchu była na tyle silna, że zrzuciła Akkarina z nóg.
- Znasz to zaklęcie?! - krzyknęła Angie, która najwyraźniej nie chciała korzystać z potknięcia Abhorsena. - Używasz Czarnej Magii?
Ab podniósł się z ziemi. Mason już celowała w niego różdżką, jednak Johnson złapała ją w ostatniej chwili za rękę.
- Nie, poczekaj!
zapodaj.net/images/edba268d6e942.png


Always


zapodaj.net/images/c4ff56e394964.jpg
 
Prefix użytkownikaCordiale
- Po kiego licha czekać?! - zdenerwowała się Mason patrząc na przyjaciółkę spode łba. - Chyba nie chcesz się bawić ofiarą, tak? Już mnie męczy to, że na meczu udawałam, że jestem zła na siebie, bo co chwila strącałam go z miotły!
- Nie, nie chcę - skomentowała Angelina Johnson. - Interesuję mnie tylko fakt skąd Krukon, który jest ucieleśnieniem dobra i mądrości zna czarną magię - przyjrzała mu się podejrzliwe. - Nie uważasz, że to wspaniałe?
- Co jest tu wspaniałego?! - westchnęła odliczając powoli sekundy. - Skończmy z nim szybko zanim ktoś nas tu zastanie i tyle!
- Oj daj spokój, nie bądź sztywna, Pani Prefekt, dajmy się ponieść emocją - na jej ustach czaił się chytry uśmieszek. Przechyliła spokojnie głowę w lewą stronę. - A więc? Skąd znasz zaklęcie Severusa Snape'a?
Widać było, że chłopak waha się na odpowiedzią. Na jego twarzy nie malował się strach tylko rozczarowanie. Może się zdziwił, że walka nadal się nie toczy? Albo dlaczego jakaś Śligonka zwróciła na to uwagę?
- Och Angie, ty to zrób - oznajmiła z satysfakcją w głosie Mason. Ostrożnie opuściła różdżkę nie chowając jej jednak za pazuchę w razie potrzeby.
- Czytam dużo książek.. - odpowiedział w końcu. Jego oczy nie zdradzały kompletnie nic.
- Hahaha! Śmieszny jesteś! Expelliarmus! - krzyknęła Mason szybko celując różdżką w Akkarina. W tym samym momencie wydarzyło się wiele rzeczy naraz." Magiczne patyki" wyrwały się z ręki i Krukona i Ślizgonki, pojawiła się nowa osoba w gronie walczących oraz Rubeus Hagrid krzyknął wywalając jakieś wiadra. Zdezorientowana czwórka nie wiedziała w jakim kierunku ma spojrzeć. Dwoje z nich natychmiast podniosło swoją własność ponownie wymierzając je ku sobie.
- Fuerte? Zjeżdżaj stąd! - krzyknęła Cordiale.
- Nu, nu, nu - wywróciła oczami powolnym krokiem podchodząc do swojego kolegi. - Dwie na jednego? To chyba nie jest fair - jej melodyczny głos był tak bardzo spokojny, że aż irytował.
- Sprawa ciebie nie dotyczy, do widzenia. - powiedziała Angelina cedząc słowa przez zaciśnięte zęby.
- Skoro wy działacie razem byłoby sprawiedliwe dać szansę młodszym. Zwykłe tchó... - nie dane jej było skończyć, ponieważ Lily się zaczerwieniła.
- Załatwmy to tak jak powinniśmy to zrobić! W trójkę, bez ciebie!
- Tak, bo tak będzie rzeczywiście najlepiej, bo tchórzofre... - zaczął Akkarin.
- Drętwota! - krzyknęła Angelina. piskliwym głosem. Zaklęcie chybiło o kilka cali obu uczniów z Racenclawu.
- W czym rzecz? - zapytał Ab koncentrując się całymi siłami aby nie rzucić jakieś klątwy.
- Nie widzisz tego, marudo? - spytała żartobliwie zielonooka Ślizgonka .
Edytowane przez Prefix użytkownikaCordiale dnia 04.07.2013 03:34
"Dobra, marudo, nie marudź już tak, bo zamarudzisz mnie na śmierć."


31.media.tumblr.com/a4680331a0e696af3a51b345db3fc2b3/tumblr_mfvcyqBCrE1ra5xmxo1_500.jpg


http://www.youtube.com/watch?v=dLhFDYQHDQY
 
Prefix użytkownikafuerte
- No nic, Ab - zaczęła Fuerte. - Musisz zrozumieć, że Ślizgoni uznają tylko nierówną walkę...
- Chyba kpisz! - warknęła Mason.
- ...i to taką, w której oni mają przewagę - dokończyła Krukonka uśmiechając się kpiąco.
Ślizgonki były coraz bardziej wściekłe. Nie spodziewały się chyba takiego obrotu sprawy.
- Ty mała, wredna szumowino, gdybyś tu nie przylazła, wszystko byłoby skończone!
Fuerte i Akkarin przewrócili oczami. Jacy ci Ślizgoni nerwowi...
- Co tu się wyrabia? - Głos Hagrida był już na tyle wyraźny, że cała czwórka musiała zrezygnować z miotania w siebie zaklęciami.
- Zjeżdżaj stąd - warknęła w jego stronę Angelina Johnson. - Zajmij się lepiej tymi swoimi sklątkami, czy innym ohydztwem. Chyba od tego jesteś, nie?
Hagrid wybałuszył na nią oczy, a Fuerte zacisnęła mocniej dłoń na swojej różdżce.
- Zamknij się - rzucił do Ślizgonki przez zaciśnięte zęby Akkarin. - Nie masz prawa...
- Och, nie mam? - zakpiła Johnson. - Doprawdy? A co on może mi zrobić?
Hagrid stał zdezorientowany między czwórką uczniów, którzy mieli zamiar, co najmniej, wydłubać sobie nawzajem oczy.
- Szlaban w Zakazanym Lesie. Jutro o 23 - zagrzmiał nagle, jak gdyby wyrywając się z transu.
Fuerte z Akkarinem zawyli z uciechy, podczas gdy dwie Ślizgonki o mało nie eksplodowały z nerwów.
- Cała czwórka - dodał po chwili gajowy Hogwartu. - Nie widziałem szystkiego, a chiba nikt tu nie jest bez winy.
Teraz to Lily Mason i Angelina Johnson zaśmiały się głośno, na widok min dwójki Krukonów.
- Świetnie, teraz w ciemności na pewno będziesz musiał się przyznać, skąd znasz czarno magiczne zaklęcia - powiedziała z satysfakcją Mason.

Kiedy Fuerte z Abem szli pięć minut później do zamku, dziewczyna była wściekła.
- Jak mogłeś mi nie powiedzieć, że znalazłeś tę cholerną książkę? - warknęła do Akkarina.
- Miałaś się dowiedzieć wszystkiego na spotkaniu - mruknął chłopak.
- Tak, na spotkaniu, na które nie możemy dotrzeć od tygodnia.
Fuerte miała serdecznie dość. Nienawidziła pakować się w kłopoty, a najbliższe dni i tygodnie zapowiadały się nieciekawie. Jeżeli którakolwiek sprawa wyjdzie na jaw, to mają przerąbane.
- Wiesz o tym, że musimy uważać - zwróciła się do Akkarina. - Zwłaszcza teraz, gdy mamy szpiegować Snape'a.
- Wiem - odparł posępnie Ab. - One nic mu nie powiedzą, nie mogą, bo wtedy i one będą miały przechlapane.
- Jestem umówiona z Potterem, wszystko póki co idzie w dobrym kierunku, ale musimy być ostrożni. Nie możemy sobie pozwolić na żadne błędy, jasne?
- Umówiona z Potterem? - Ab zmarszczył czoło.
- Peleryna niewidka, haki na Snape'a, mówi ci to coś? - zapytała Fuerte.
- Dobra, ty też niczego nie schrzań.
- Mój urok osobisty działa bez zarzutu - odparła Fuerte, kiedy stanęli przed wejściem do zamku.
- Szkoda, że nie zadziałał na Hagrida.
Krukonka posłała mu mordercze spojrzenie i weszła do środka. Nagle zatrzymała się na korytarzu i pacnęła się dłonią w czoło.
- Cholera, zapomniałam o Ulce!

zapodaj.net/images/d147bde5b4314.png


media.giphy.com/media/WS6ABEVwTwWew89CHo/giphy.gif



www.harry-potter.net.pl/images/articles/najzab2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najart2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/wladrym2020.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najnewsfuer.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/wladcarymowfuer.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/najzabawniejfuer.jpg
 
http://lastfm.pl/user/justyskag
Prefix użytkownikaCordiale
- Trzeba było załatwić wielkiego Abhorsena zanim przyszła jego dziewczyna i wtrącił się ten cały Hagrid! - krzyknęła ze zdenerwowaniem Mason głośno i szybko oddychając.
- Nie marudź, jutro w lesie będzie rewanż.
- Ach tak? I jak mu coś zrobisz gdy będzie lepiej przygotowany niż dziś z dziewczyną i tym wielkoludem u boku? - zmarszczyła czoło. - Angie daj spokój, to była ostatnia szansa, zbyt bardzo się guzdrałaś.
- No nie marudź! - skarciła ją w końcu przyjaciółka. - Jeszcze będzie szansa, najwyżej zaatakujemy w pojedynkę!
- No to rób plan gdzie po kolei przesiaduje w jakimś dniu.- Lily wywróciła oczami oraz trzęsące ręce skrzyżowała ii włożyła pod pachy.
- Masz rację, moja wina - Johnson lekkością głosu zdradziła, że mówi to tylko dla świętego spokoju.
Gdy wchodziły do zamku po drodze minęły Xerissę i Barry'ego wychodzących na dwór. Mason posłała im jeden ze szczerych uśmiechów na co oboje zareagowali tak samo.
- Jak to rozegramy? - spytała brązowooka dziewczyna zeskakując po dwa stopnie na marmurowych schodach.
- Mam pewien plan - przegryzła dolną wargę i z chytrym uśmieszkiem zaczęła go szeptać Cordiale na ucho.
Edytowane przez Prefix użytkownikaChristina dnia 18.07.2013 20:47
"Dobra, marudo, nie marudź już tak, bo zamarudzisz mnie na śmierć."


31.media.tumblr.com/a4680331a0e696af3a51b345db3fc2b3/tumblr_mfvcyqBCrE1ra5xmxo1_500.jpg


http://www.youtube.com/watch?v=dLhFDYQHDQY
 
Prefix użytkownikaTheWarsaw1920
Po przećwiczeniu zaklęcia siedzieliśmy chwilę na błoniach i rozmawialiśmy:
- Nawet dobrze ci poszło. - Powiedziała Xeri.
- Dzięki! Tobie też nieźle. - zaśmiał się Barry.
Xeri siedział i przyglądał się czemuś w trawie:
- Co jest ciekawego w tej trawie? - spytał.
- Nie wiem. - nagle posmutniała.
- Co jest? - spytał się i przyjacielsko, delikatnie szturchnął ją w ramię.
- Nic! - powiedziała.
- Masz ochotę na ciastka? - zaproponował Barry.
- No pewnie! - uroczo się uśmiechnęła.
Oboje poszli do dormitorium Slytherinu i usiedli z paterą pełną ciasteczek czekoladowych.
Siedząca obok Christi tylko się złowieszczo uśmiechnęła i wyszła z pomieszczenia.
Xeri i Barry popatrzyli tylko na siebie i uśmiechnęli się.
Dopiero teraz chłopak zobaczył jaka jego koleżanka jest śliczna.
W nocy nie mógł spać, ciągle przewracały się my myśli o jego przyjaciółce.

"Pamiętajcie o ogrodach - Czy tak trudno być poetą?
W żar epoki nie użyczy wam chłodu Żaden schron, żaden beton!" ~ Jonasz Kofta
2.bp.blogspot.com/-3SkdEZrtMp8/UPtGYX1BbcI/AAAAAAAAAaA/1aV5hCY7IKI/s1600/ozdobniki.png
"Świecie nasz - daj nam,
Daj nam wreszcie zgodę,
Spokój daj - zgubę weź,
Zabierz ją, odprowadź." ~ Marek Grechuta
2.bp.blogspot.com/-3SkdEZrtMp8/UPtGYX1BbcI/AAAAAAAAAaA/1aV5hCY7IKI/s1600/ozdobniki.png
"Tak nas Panie obdarzasz, wżdy nam zawsze mało -
Za nic mamy - co mamy, więcej by się chciało." ~ Jacek Kaczmarski
 
Prefix użytkownikaPortugas
Patryk szedł przez błonia z Barrym z malutką sówką Xeri - Mimozą. Mimoza była wielkości dwóch gruszek, cała była brązowa z białymi kropeczkami w niektórych miejscach.
- Jesteś pewien, że chcesz to zrobić? - zapytał Barry.
- Tak. - Patryk skłamał nie chciał tego robić, ale już wszystko zaplanowali i nie chciał się teraz wycofać.
- No dobrze to zaczynamy. - Barry wziął małą sówkę, a Patryk wyjął różdżkę. Wycelował w nią i machnął różdżką jednocześnie szepcząc jakieś zaklęcia. Sowa urosła, a dziób się jej wydłużył.
- Dalej, bo ktoś nas zobaczy. - Poganiał go Barry. Patryk jeszcze kilka razy machnął różdżką i sowa była nie do poznania. Miała różowy, długi dziób, niebieską główkę, i czerwony tułów.
- Nie przesadziłem za bardzo? - zapytał z niepokojem Patryk przyglądając się sowie.
- Nie, jest dobrze, a teraz ją trzymaj. - Barry wcisnął sowę Patrykowi i wyjął z kieszeni kartkę i samopiszące pióro.
- Oto twoja nowa Mimoza mam nadzieje, że ci się podoba. - pióro zanotowało na kratce, po czym upadło na ziemię. Barry podniósł kartkę i pióro z czego kartkę przywiązał do nóżki Mimozy.
- Leć do swojej pani. - powiedział Patryk, po czym sowa wzbiła się w powietrze i zniknęła im z oczu.
- Miejmy nadzieję, że Xeri zna zaklęcie Finite Incantatem - zażartował Patryk.
- Dobra teraz chodźmy zaleźć Jessica'e. - Powiedział Barry i skierowali się w stronę Hogwartu.
Edytowane przez Prefix użytkownikaChristina dnia 18.07.2013 20:48
kocham juliettę115


Przez pomyłkę zrobiłem to specjalnie.


oi62.tinypic.com/35lvi50.jpg
Ach, ta Łapka Love


i58.tinypic.com/24dr61t.png

fc03.deviantart.net/fs71/i/2013/051/6/3/clementine_from_the_walking_dead_the_game_by_dorimacus-d5luis8.jpg


Portugas - jedyny użytkownik, na którego ma oko nawet Krico Cwaniak
Wszyscy jesteśmy żyrafami, które urodziły się nad przepaścią :zyrafa:
~ Nior ^^




fc01.deviantart.net/fs70/f/2012/247/5/a/the_walking_dead_video_game___facebook_cover_by_enveedesigns-d5dm6t3.png


i.imgur.com/SYhANSm.png
 
GotujJajkaZPortem.com
Prefix użytkownikalosiek13
Fuer, Akkarin i dwie ślizgonki, które sztyletowały krukonów spojrzeniami, zostali wyprowadzeni z zamku przez woźnego Filcha. Oczywiście zmuszeni byli wysłuchać jego tyrady na temat kar, jakie powinno się stosować w Hogwarcie...
- Ile razy będę musiał jeszcze powtarzać Dumbledore'owi, że nic nie wyperswaduje wam z głów ochoty do łamania regulaminu szkolnego, tak porządnie jak kara chłosty, wieszanie za ręce pod sufitem... Ohh, ile bym dał, żeby to mnie pozwolono zająć się ukaraniem was...
- Ta, jasne... - mruknął cicho Ab, na co Fuer parsknęła śmiechem.
- Spacer po Zakazanym Lesie nocą to też nie przelewki - kontynuował woźny. - Ale ja znam lepsze metody. Kara chłosty...
Filch raczył ich tego rodzaju papką, aż do chwili kiedy znaleźli się obok chatki Hagrida.
- Zjeżdżaj, Filch. Teraz są ze mno! - warknął półolbrzym, słysząc fragment opowieści o dawnych szkolnych karach.
- Ty tu nie rządzisz, Hagrid. Ale tak, teraz są w twojej opiece. Szkoda, żeby coś im się stało w Lesie...
- Już ja tego dopilnuję... i sam zaprowadzę ich do zamku. No, czego tu jeszcze stoisz, siooo!
Woźny odwrócił się od nich i powędrował samotnie w stronę zamku, niosąc przed sobą zapaloną lampę i pomstując na Hagrida, na uczniów, na Hagrida i znowu na uczniów.
- Stare charłaczysko... No ale dobra, idziemy do Lasu.
- Eee, a właściwie to po co my tam idziemy? - zapytała Mason. Jej koleżanka przyjęła buntowniczą minę, jednak Akkarinowi coś nie podobało się w wyrazie jej twarzy.
- Ano, centaury mówią, że cholibka, coś niedobrego siedzi w Lesie. Ostatnio zaatakowało jednego z nich i bidak nie przeżył... Może i są honorne, ale każdemu trzeba współczuć.
- W takim razie dlaczego to my mamy tam pójść?! - zaperzyła się Lily.
- Ano, może po takiej przechadzce odechce ci się pojedynkowania. Muszę wiedzieć co to za cholerstwo pałęta się po terenie Hogwartu i pójdziemy to sprawdzić. Pewnie jakiś popaprany wilkołak... Centaury nie chciały mi pokazać ciała tamtego... No ale, ruszać się, nie mamy całej nocy!
Zszokowana czwórka uczniów niechętnie podążyła za gajowym, który zarzucił sobie olbrzymią kuszę na plecy i zawołał Kła, który kopał na grządce z dyniami. Weszli do lasu i przez jakiś czas podążali jedną ze ścieżek. Jak zauważył Ab, właśnie minęli polankę na której ćwiczył zaklęcie Zwodzące z Ulką. Oni szli jednak dalej, aż w końcu dotarli do rozwidlenia ścieżki.
- No, to dobra, musimy się jakoś podzielić... Fuerte i Akkarin pójdą ze mno, a wy dwie weźmiecie Kła i pójdziecie...
- Na pewno nie! Ty znasz się na tym lesie, a my możemy zabłądzić...
- Dla ciebie profesor, Mason, a nie żaden "ty" - warknął Ab.
- Spokojnie, spokojnie... - powiedział Hagrid. - Dobra, w takim razie Johnson idzie ze mną, a wasza trójka - tu wskazał na Akkarina, Fuer i Lily. - pójdzie osobno, drugą ścieżką...
- Ale ja chcę iść z...
- Dosyć! - uciszył Ślizgonkę, gajowy. - Będzie tak jak powiedziałem. Jak zobaczycie coś dziwnego dajcie znać wystrzelając iskry z różdżki, tylko zachowujcie się cicho i nie róbcie jakichś głupstw... No! Nie guzdrać się!
Hagrid ruszył w prawą stronę, a Angela podążyła za nim niechętnie, piorunując go wzrokiem. Kieł również ruszyl za nimi.
- Idziemy - rzuciła, milcząca do tej pory Fuer z wyrazem pełnej powagi na twarzy. Akkarin szedł obok niej, a Mason zupełnie nieszczęśliwa, podążała kilka kroków za nimi. Przez korony drzew dało się ujrzeć jeszcze prześwitujący blask księżyca. Była pełnia...
zapodaj.net/images/edba268d6e942.png


Always


zapodaj.net/images/c4ff56e394964.jpg
 
Prefix użytkownikaCordiale
Kompletna cisza strasznie ciążyła Ślizgonce. Westchnęła kilkukrotnie aby zwrócić na siebie uwagę. Starała się nie zwracać uwagi na to, że są to "wrogowie" lecz z niechęcią dorównała im kroku.
- I co teraz? Nie za fajnie cnie? Wasz kumpel was wrobił - zaśmiała się. Gdy nawet to nie podziałało aby się odezwali wywróciła teatralnie oczyma. - Wiecie w ogóle co mamy szukać? Gdy tylko wrócimy napiszę do ojca aby pogadał z tymi z Ministerstwa, że Hagrid jest niezrównoważony - Fuer cicho syknęła ale się nie odezwała. Lily ciągnęła dalej - Chociaż przynajmniej byłaby okazja aby kogoś...
- Nie marudź - warknął Akkarin. Zerknął na nią wilkiem morderczym wzrokiem. Mason od razu ucichła z jeszcze jednym głośnym westchnieniem. Angelina z Hagridem? Nic dobrego z tego nie wyniknie. Angie zapewne nim gardziła a dodatkowo straciła możliwość rekompensaty Krukonowi za szlaban. Lily chciała się zemścić, owszem, ale nie wtedy kiedy było ich więcej.
- A może...
- Och, zamknij się! - krzyknęła Fuerte unosząc ręce w błagalnym tonie.
Otaczająca ich ciemność była przeraźliwa. Gdzieniegdzie przez wysokie korony drzew przedzierało się blade światło księżyca rzucające poświatę niebieską na wijące się ciemne źdźbła trawy. Słyszalne straszne odgłosy docierały z każdej strony lasu. Gdzieś za nimi mocno zaszeleściły liście.
- Co to było? - zapytała spokojnie Fuer. Wszyscy się zatrzymali zerkając przez ramie.
- Ab, weź sprawdź co to.. - zajęczała szeptem i ze słyszalnym lękiem Lily. Osobiście zdziwiła się, że zwraca się do niego po imieniu. A raczej skrócie imienia, nie ważne. Chwilowo nikt się nie poruszał co jednak nie powstrzymało kolejnego szelestu.
Edytowane przez Prefix użytkownikaCordiale dnia 09.07.2013 22:55
"Dobra, marudo, nie marudź już tak, bo zamarudzisz mnie na śmierć."


31.media.tumblr.com/a4680331a0e696af3a51b345db3fc2b3/tumblr_mfvcyqBCrE1ra5xmxo1_500.jpg


http://www.youtube.com/watch?v=dLhFDYQHDQY
 
Angelina Johnson
Angelina przemierzała ciemny las, wlokąc się niemrawo za Hagridem. Była bardzo niezadowolona z podziału. Wolałaby już spędzić ten szlaban kłócąc się z Krukonami i być może dowiedzieć się czegoś ciekawszego o Akkarinie. Zamiast tego musiała słuchać jakiś dziwacznych słów gajowego i starać się nie zbliżać za bardzo do zaślinionego Kła. Pomacała różdżkę kłębiącą się w kieszeni spodni. Trochę bała się Zakazanego Lasu ale wiedziała, że Hagrid często tak wędrował sobie nocami, więc chyba wiedział co robi.
Prawda?
- Nooo i nie powinno się cholibka tak wykłócać, to nie zdrowie. Ja wiem, że Ślizgoni so nienawistni, no ale wiecie... to nie powinno tak wyglundać, co nie?
Angelina wzniosła oczy ku czarnemu niebu. Boże, co ona tu robi? Nagle usłyszała jakiś szelest zza krzaków w kierunku których zmierzali. Hagrid zagadał się zupełnie i w ogóle nie zważał uwagi na otoczenie.
- Hagrid... - odezwała się z lekkim przerażeniem.
- Jo wiem, że rodzice wywierają dużą presje, ale cholibka no tak to no nie można no...
- Hagrid.
- Nie no wiadomo, ale ta dwójka Krukonów to naprawdę spoko ziomki. Wiele mi pomogają, można z nimi pogodać, także wiesz... mogłabyś chociaż spróbować.
- Hagrid!
Zza krzaków wyskoczył czarny, kudłaty stwór, pędzący prosto na nich. Kieł zawył przeraźliwie i wskoczył w ramiona Angeliny. Dziewczyna nie zdążyła nawet wyciągnąć różdżki, gdy Hagrid zamachnął się parasolem i uderzył wilkołaka. Pociągnął Angelinę na rękę i zaczęli uciekać. Ślizgonka potykała się co rusz o gałęzie z psem na rękach, więc w końcu rzuciła go na ziemię. Gałęzie obijały się jej o twarz, we włosach miała pełno liści. Hagrid ciągał ją w jakieś chaszcze nie zwalniając kroku. Nie mogła dotrzymać mu kroku, jednak pośpieszało ją przeciągłe wycie wilkołaka. Gdy Hagrid zatrzymał się na chwilę, Angelina wyprzedziła go i przeskoczyła krzaki. Za nią wypadł przerażony Kieł.
- Angelina!
- Johnson! - wrzasnął zdziwiony Akkarin. Fuerte uważnie zmierzyła brudną, przepoconą dziewczynę wzrokiem. Uśmiechnęła się pod nosem. Ślizgonka nie prezentowała się już tak dumnie.
- Ja... ech... wilkołak za nami biegnie i...
- WILKOŁAK?! Uciekamy! - wrzasnęła Lily, chwytając Fuer za rękę. Ta prychnęła tylko, wyrywając ją. Złapała dziewczynę za ramiona i potrząsnęła.
- Uspokój się!
Wtem nadszedł Hagrid, wziął Kła w ramiona i nie tłumacząc nic stwierdził tylko:
- Musimy się stąd zbierać. I to dość szybko.


Pamiętaj chemiku młody, komentuj ficki lub zmień się w odchody
made by Mikasa, Butelka 31.07.2020r.

image.spreadshirtmedia.net/image-server/v1/mp/designs/143618396,width=178,height=178,version=1077033415/chemia-milosci.png


s5.ifotos.pl/img/batpng_aewxhsq.png


img.joemonster.org/i/2018/01/mowiace_02.jpg


img.joemonster.org/i/2014/05/slodkiezdjecia_19.jpg


Slytherin! Sss..

Nigdy nie pozwoliłem aby szkoła przeszkadzała mi w edukacji.
Zawsze miałam szczęście. I znów będę je mieć.



Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka, za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!

Trochę wstyd, ale cóż, zasłużyłam ;D
www.harry-potter.net.pl/images/articles/admlen20202.jpg

www.harry-potter.net.pl/images/articles/najadminang.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/redaktorang.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/autorartang.jpg
www.harry-potter.net.pl/images/articles/wydanieprorokaroku.jpg

www.harry-potter.net.pl/images/articles/admin_naj.jpg

www.harry-potter.net.pl/images/articles/2016awards_naj_pomocny_adm.png
www.harry-potter.net.pl/images/articles/2016awards_admin_naj.png

www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najbardziej_pomocny_administrator.png
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_administrator.png
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najlepszy_komentator.png
www.harry-potter.net.pl/awards/images/awardswinner/najmilszy_administrator.png

www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najbardziej_pomocny_administrator.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najlepszy_administrator.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najmilszy_administrator.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/autor_najlepszego_artykulu.png
www.harry-potter.net.pl/images/awards2013/najlepszy_komentator.png
 
Prefix użytkownikalosiek13
Przybycie Hagrida wcale nie złagodziło paniki Lily. Jako pierwsza rzuciła się do ucieczki, a tuż za nią Angela, która wyglądała na nieziemsko przerażoną. Po chwili Fuerte i Ab zachęceni ponaglającymi okrzykami Hagrida ruszyli się z miejsca. W biegu słyszeli jak coś tuż za nimi przedziera się przez gąszcze krzaków. Oni sami co chwilę wpadali w pajęczyny, zaczepiali się o mniejsze gałęzie rozdzierając sobie szaty. Nagle usłyszeli okrzyk gajowego:
- Mason, Johnson! Nie biegnijcie tam! Skręćcie na południe...
Ale one zdawały się go nie słyszeć. Już wpadły pędem na dużą polanę otoczoną wielkimi pniakami drzew. To co tam zobaczyły wprawiło je w ogromne osłupienie. Co najmniej kilkanaście olbrzymich pająków czaiło się po drugiej stronie polany. Fuer wydała z siebie krzyk przerażenia, natomiast Hagrid ryknął ponownie:
- Cholibka! Krzyczałem przecież, żebyśta tu nie biegły! Spokojnie, nie atakujcie ich to nic wam nie zrobią... - Hagrid zdawał się jednak nie mieć racji, bo olbrzymie włochate stwory zaczęły klekotać złowieszczo olbrzymimi szczypcami zbliżając się powoli w stronę grupki. Wzrok Akkarina bardziej przyciągało jednak to co, właśnie wyłaziło spomiędzy krzaków, którymi tu wpadli. Stwór stanął na tylnych łapach i zawył przeszywającym okrzykiem w stronę świecącego wprost na polanę księżyca.
- Hagrid, to wilkołak! - powiedział zdumiony Abhorsen, który pierwszy raz widział na oczy bestię którą dotąd oglądał jedynie na kartach książki do "Obrony Przed Czarną Magią".
- Cholibka, wiem! - odparł pół olbrzym, który kompletnie nie wiedział co ma począć. Zostali uwięzieni w pułapce, z jednej strony napierani przez olbrzymie pająki, a z drugiej podchodzeni powoli przez straszliwego stwora. - Co robić, co robić... - mamrotał gajowy. W końcu stanęli w miejscu przyparci do siebie plecami.
- Słuchajcie - powiedziała głośno Fuer. - Naszą jedyną szansą jest oślepienie tego wilkołaka albo najlepiej odrzucenie go trochę dalej, tak żebyśmy mogli wrócić do tej przerwy pomiędzy drzewami...
- Dobra, tylko powiedz mi jak to zrobić?! - zapytała Johnson, która najwidoczniej odzyskała już zimną krew.
- Na trzy, walimy oszałamiaczami w te pająki...
- Fuerte, on są...
- Hagridzie, ja chcę ujść stąd z życiem. Nie mamy czasu na sprzeczki! Akkarin zrób coś z tym wilkołakiem, chyba dasz radę?
- CO?! - warknął Ab, ale widząc spojrzenie Fuertianiakis, tylko kiwnął głową.
- Działamy, raz, dwa, TRZY!
Wszyscy zaczęli pruć oszałamiaczami w kierunku pająków, zdziwione rozbłyskami i rozpryskującymi się w koło iskrami, zatrzymały się i skuliły w miejscu. Te blaski rozwścieczyły jednak czarnego wilkołaka, ku ruszył prosto na nich, rozdziawiając swoją paszczę.
- CONFRINGO! - krzyknął Akkarin, celując w ziemię tuż obok bestii. Siła wybuchu odrzuciła ją daleko w bok, torując im drogę do wyrwy w drzewach. - Chyba jest oszołomiony! - rzucił Ab.
- Biegiem! - krzyknęła, Lily i wszyscy ruszyli z powrotem w gęstwinę, prując w tył zaklęciami na oślep. Hagrid biegł teraz na czele prowadząc ich w stronę zamku. Co chwilę oglądali się za siebie, nasłuchując kroków zbliżającego się znowu niebezpieczeństwa, jednak w tym harmidrze jaki robili, było to niemożliwe. Nagle gajowy zatrzymał się w miejscu, wciąż ściskał w ramionach brytana Kła. - To pan, panie psorze... - wychrypiał zmęczony. Cała reszta gromady wpadła na niego. Angela, która biegła na końcu, głośno zaklęła.
- Panno, Johnson! W tej sytuacji rozumiem takie słownictwo, ale żebym więcej tego nie słyszał - powiedział Albus Dumbledore.
zapodaj.net/images/edba268d6e942.png


Always


zapodaj.net/images/c4ff56e394964.jpg
 
Prefix użytkownikaCordiale
- Ja... Prze - przepraszam - wyjąkała zdziwiona dziewczyna.
- Tak lepiej - oznajmił z uśmiechem staruszek. - Co się stało? - zapytał nie okazując żadnych emocji. Lily rozejrzała się dookoła przelotnie zerkając na każdą twarz. Okazywały one zmęczenie, rozczarowanie, trochę strachu, ulgę. Wszystkie mieszało się w jeden wielki grymas irytacji.
- Nic takiego, szlaban dzieciaki odrabiają - powiedział wskazując na czwórkę uczniów brodą. Albus zerknął na Krukonów, na Ślizgonki i z błyskiem w oczach odszedł ku zamkowi.
- No pięknie - mruknęła Mason. Abhorsen jaki Fuer posłali jej spojrzenie mówiące "dałabyś w końcu spokój". Lily jedynie wywróciła oczami.
- No właśnie, trzymać coś takiego w szkole? - zapytała zszokowana Angelina Johnson.
- Wracajcie do szkoły, wracajcie do szkoły - wymamrotał gajowy i zaczął iść w stronę swojej chatki. Reszta ruszyła za nim ledwie powłócząc nogami.
- To co, jeszcze raz? - prychnęła Angie zła, że nie miała szansy na to aby się zrewanżować.
- Jak na razie starczy - odpowiedziała jej Fuerte wypuszczając głośniej powietrze z płuc. Mason w głębi ducha się z nią zgodziła. Pająki, wilkołak.. Coś jeszcze miało ich spotkać? Poza tym po co drążyć to dalej? Nie ma mocy aby to się udało, zawsze coś się musi przytrafić co przeszkodzi czwórce w rzucaniu zaklęć.
Edytowane przez Prefix użytkownikaCordiale dnia 10.07.2013 11:55
"Dobra, marudo, nie marudź już tak, bo zamarudzisz mnie na śmierć."


31.media.tumblr.com/a4680331a0e696af3a51b345db3fc2b3/tumblr_mfvcyqBCrE1ra5xmxo1_500.jpg


http://www.youtube.com/watch?v=dLhFDYQHDQY
 
Prefix użytkownikaXeri
Następnego dnia po lekcjach Xeri wyszła na Błonia by zażyć trochę świeżego powietrza. Usiadła w cieniu pod drzewem przy jeziorze. Woda była tego dnia delikatnie zmarszczona przez wiatr. Dziewczyna zapatrzyła się w sunącą leniwie po powierzchni kałamarnicę. Zawsze ją intrygowała. Niby taka wielka i niezdarna, a jednak miała w sobie grację baletnicy. Przez chwilę Ślizgonce wydawało się, że zwierze na nią spojrzało i uśmiechnęło się. Potrząsnęła głową. Coś jej się przywidziało. Nagle przypomniała sobie o Barry'm. Nie przeprosiła go jeszcze za to przykre wydarzenie na transmutacji. Musiała to zrobić jak najszybciej. Z drugiej strony on też nie jest lepszy. W końcu przyczynił się do oszpecenia Mimozy. Zanotowała sobie w głowie aby pójść z nią później do Hagrida. Łapa zaoferowała swoje towarzystwo. To świetnie. Pójdą razem. Xeri miała wątpliwości, czy Hagrid poradzi sobie z czarami, ale w końcu zwierzęta to jego specjalność. Zawsze warto spróbować. Położyła się na trawie i zaczęła oglądać chmury. Były piękne. Jedna przypominała smoka, druga Dumbledore'a. Dziewczyna uśmiechnęła się z rozmarzeniem. Następna wyglądała jak... jak serce. Przymknęła oczy. Znowu do jej myśli wdarł się Barry. Nie chciała teraz o nim myśleć. Jego wspomnienie wywoływało ból. Czy coś między nimi będzie? Po tym co sobie nawzajem zrobili? Nagle podświadomie poczuła, że ktoś jej się przygląda. Odwróciła się. Niedaleko pod drzewem siedział On i patrzał na nią intensywnie. Czemu nie podchodził? Skinął jej głową na powitanie, a ona uśmiechnęła się delikatnie. Przyciągali się wzrokiem, ale nikt nie ruszył się z miejsca by podejść do drugiego.
No chodź, przywoływała go w myślach Xeri. On, jakby czytał w jej myślach, wstał i zaczął iść w jej kierunku. Serce mocniej zabiło w jej klatce piersiowej.
- Cześć - powiedział kładąc się obok niej i kierując wzrok ku niebu.
- Cześć - odpowiedziała patrząc na jego profil. Uśmiechnął się. Był taki piękny gdy się uśmiechał. Szczególnie dla niej.
- Chciałem cię przeprosić - rzekł po chwili milczenia. - Za tą sowę, wiesz. - dodał i wreszcie na nią spojrzał. W jego oczach było widać poczucie winy.
- Ja też - szepnęła.
Wokół zrobiło się jakby trochę ciszej. Byli tylko oni, nikt więcej, sami. Chwila zrobiła się magiczna. Milczeli. Nie potrzebowali słów. Zielone oczy patrzyły w niebieskie. Barry uśmiechnął się kącikiem ust, a Xeri zarumieniła się uroczo. Poczuła, że to jest chwila kiedy wydarzy się coś wspaniałego. Chłopak przysunął się trochę do niej. Ich twarze dzieliły centymetry. Dziewczyna zmniejszyła tą odległość również odrobinkę się przysuwając. Poczuła ciepłą rękę na talii przyciągającą ją do młodzieńca. Oddychali teraz tym samym rytmem. Ich usta zbliżyły się do siebie. Zamknęli oczy.
Świat wokół nich zawirował.
Edytowane przez Prefix użytkownikaXeri dnia 12.07.2013 17:45
i60.tinypic.com/11jyots.gif

Czy chcesz, czy chcesz
pod drzewem skryć się?
Tu zawisł ten,
co troje zginęło z jego mocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
nie dziwniej więc by się stało,
gdybyśmy się spotkali
pod wisielców drzewem o północy.

Czy chcesz, czy chcesz
pod drzewem skryć się?
Choć trup ze mnie już,
uwolnię cię od przemocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
nie dziwniej więc by się stało,
gdybyśmy się spotkali
pod wisielców drzewem o północy.

Czy chcesz, czy chcesz
pod drzewem skryć się?
Tu do mnie miałaś zbiec,
żeby uniknąć przemocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
nie dziwniej więc by się stało,
gdybyśmy się spotkali
pod wisielców drzewem o północy.

Czy chcesz, czy chcesz
pod drzewem skryć się też?
W naszyjniku ze sznura
u boku mego nie czekaj pomocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
nie dziwniej więc by się stało,
gdybyśmy się spotkali
pod wisielców drzewem o północy.



24.media.tumblr.com/5e7ea95eb3a66610a04f2ef69c96a95f/tumblr_mzoa4w9n8J1qfx172o5_250.gif

40.media.tumblr.com/db4b3542ad14dcd274e696dc3a7ee172/tumblr_nhs5ru1eXc1s9t61qo1_500.jpg

38.media.tumblr.com/ceac3d6d60bf1a7f26ac63d1c11c6466/tumblr_njkptkSyOh1un5mawo1_250.gif
 
Prefix użytkownikaPortugas
Usta Xeri i Barry'ego były już pół centymetra od siebie, kiedy te wymarzoną dla Xerissy chwilę przerwał jakiś dziwny odgłos.
- Słyszałeś? - spytała wystraszona Xeri.
- Poczekaj pójdę zobaczyć co to. - powiedział Barry, ale kiedy wstał nie mógł się, ponieważ jego nogę zaczęły obrastać jakieś dziwne zarośla tym samym przywiązując go do ziemi. - Ktoś jest w tych krzakach zobacz kto to Xeri, a ja spróbuję się jakoś wyplątać z tego zielska. - Xeri wstała z miejsca i trzymała już różdżkę w gotowości kiedy nagle z krzaków wyleciało stado ptaków kierują się w stronę Xeri, ale ona była szybsza.
- Immobilus! - ptaki spowolniły swój lot, natomiast ślizgonka rzuciła jeszcze jedno zaklęcie. - Expulso! - Krzaczek wyleciał w powietrze, ale nikt z nim najwidoczniej ten ktoś uciekł do Zakazanego Lasu. Xeri poczekała, aż Barry upora się z zaroślami, które dzielnie walczyły ze swoją zdobyczą. Kiedy Barry wygrał z rośliną oboje poszli w stronę zamku dyskutując o tym kto to mógł być. Patryk wyszedł z ukrycia.
- Papużki nierozłączki, może źle zrobiłem robiąc te aferę? Zgodzisz się ze Jess? - zapytał Patryk wiedząc, że Jessica Collet śledziła go i widziała całe zajście.
- A-ale jak? Skąd? Kiedy? - [color=#0099ffu][/color]czennica Gryffindoru nie mogła uwierzyć, że Patryk wiedział o niej. Najwidoczniej go nie doceniła.
- To nie istotne skąd wiem o tym, że za mną łazisz od Wielkiej Sali dotąd. Jedna jest coś czego nie wiem. Czemu za mną chodzisz jest dziwną i niewyjaśnioną dla mnie sprawą.
- Myślałem, że... a co ci do tego? To nie twój interes.
- Właściwie to po części mój, jeśli krok w krok chodzisz za mną jak cień.
- No dobrze. Myślałam, że kombinujesz coś, ale to co odwaliłeś przed chwilą to przesada! Ona się wścieknie i założę się, że już kombinuje jak się zemścić.
- Skoro jesteś taka mądra to może... Experiallmus!
- Protego!
- Avis!
- Immobilus!
- Incarerous! - owieszcze pnącze owinęło się na nogach gryfonki, ale ta się nie poddawała i postanowiła skończyć ten pojedynek.
- Confringo! - zaklęcie było celne i mocne, puchon wyleciał w powietrze upuszczając różdżkę.
- Dobra jesteś. - powiedział Patryk podnosząc swoją różdżkę i cofając zaklęcie dzikich pnączy. - Skoro wygrałaś powiem ci po co ja tu przytargałem swoje cztery litery. Chcę się nauczyć zaklęcia patronusa.
- Patronusa? Ja już znam to zaklęcie, jeśli chcesz mogę cię nauczyć. Ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Przyznasz się Xeri i ją przeprosisz.
- A co z Barrym?
- Rób z nim co chcesz. Ja osobiście mam go gdzieś.
- Zgoda. - powiedział Patryk po czym razem poszli do zakazanego lasu ćwiczyć zaklęcie patronusa.
Edytowane przez Prefix użytkownikaChristina dnia 18.07.2013 20:52
kocham juliettę115


Przez pomyłkę zrobiłem to specjalnie.


oi62.tinypic.com/35lvi50.jpg
Ach, ta Łapka Love


i58.tinypic.com/24dr61t.png

fc03.deviantart.net/fs71/i/2013/051/6/3/clementine_from_the_walking_dead_the_game_by_dorimacus-d5luis8.jpg


Portugas - jedyny użytkownik, na którego ma oko nawet Krico Cwaniak
Wszyscy jesteśmy żyrafami, które urodziły się nad przepaścią :zyrafa:
~ Nior ^^




fc01.deviantart.net/fs70/f/2012/247/5/a/the_walking_dead_video_game___facebook_cover_by_enveedesigns-d5dm6t3.png


i.imgur.com/SYhANSm.png
 
GotujJajkaZPortem.com
Prefix użytkownikaLapa15
- Tylko uważajmy na Hagrida... - szepnęła uśmiechając się Jessy.
- No... - odpowiedział Patryk.
Oboje milczeli przez chwilę. Potem odezwał się Puchon:
- Naprawdę umiesz wyczarować Patronusa?
- Tak. Niedawno się nauczyłam... ale kosztowało mnie to trochę pracy... - odpowiedziała Psina.
Doszli do lasu. Spojrzeli na siebie, po czym weszli.
- Nigdy tu nie byłam. Fajnie tu. - powiedziała Jess.
- Wiesz... Masz trochę dlugie imię, Jessico - powiedział Patryk a Jessy zarumieniła się, nie wiedząc sama dlaczego. - Jak na Ciebie wołają?
- Na pewno chcesz wiedzieć? - zapytała Gryfonka.
- Tak - odpowiedział Puchon.
- A masz przy sobie kartkę i pióro?
- Nie... Ale powiedz... - domagał się.
- Jessy, Jess, Psina, Lapa, Łapa, Lilka... - wyliczała Jessica.
- Ok... - powiedział Patryk. - Jesteśmy!
Stanęli naprzeciw siebie. Po chwili Jess powiedziała:
- I... Mam ci to... pokazać...?
- I nauczyć - odpowiedział Patryk.
Jessy przytaknęła głową, choć nie miała bladego pojęcia jak nauczyć Szarca owego zaklęcia. Dobra, skupiła się. Przypomniała sobie dzień i chwilę, w której dostała swojego ukochanego puchacza - Mietka. Machnęła różdżką...
- Expecto Patronum!
Z jej różdżki wyskoczył duży srebrny pies. Zaczął koło niej biegać. Patryk wydał krzyk podziwu i zachwytu.
- Naucz mnie!
- Dobra. Najpierw... Pomyśl o czymś... Szczęśliwym... - powiedziała Lilka.
Porti zamyślił się. Po jakiś 5 minutach powiedział:
- Już.
- Dobra. Znasz formułkę, nie? No to machasz różdżką o tak - Psina pokazała to Patrykowi własną różdżką - i mówisz zaklęcie. Powinno coś z tego magicznego patyka wyskoczyć. To sobie potrenuj, ja pozwiedzam Las...
I poszła. Wróciła jakieś 20 minut później. Patryka dziwiło, że nie bała się samotnego zwiedzania Zakazanego Lasu.
- No, jak tam ci idzie? - zapytała Gryfonka.
- Dobrze... Była taka srebrna mgiełka... Przed chwilką... - odpowiedział Szarc.
- Dobra, to dajesz ostatni raz... - powiedziała Psinka.
Patryk skupił się z całych sił.
- Expecto Patronum!
Udało się. Z jego różdżki wyskoczyła mała, srebrna świnka morska.
- Super! Brawo Patryk! - wykrzyknęła Jess i nie panując nad sobą uściskała go. Oczywiście, zaraz go puściła.
Jessy wyczarowała swojego psa, i oba pomknęły w las. Chwilkę po tem usłyszeli szelest i głos Hagrida:
- PATRONUSY!?
Oboje uczniów spojrzeli po sobie. Ich Patronusy zapewne znikły.
- Zwiewamy! - powiedział Patryk.
Zaczęli biec. Gdy wybiegli z Lasu nie zatrzymali się, tylko pobiegli do zamku.

edit.
istnieje edycja postów, w których da się je ze sobą skleić.

Zaczął się kolejny nowy dzień. Choć było przez 7, Jessica Collet stała w drzwiach zamku, których Argus Flich zapomniał zamknąć wieczorem. Jessy zachwyciła się widokiem pustych, porannych błoni. Gryfonka szła w stronę jeziora. Gdy doszła usiadła przy jego brzegu. Zdziwiło ją, że tak dobrze wszystkim znana Wielka Kałamarnica nie wynurza swoim macek z wody.
- Ach... - westchnęła.
Od wczorajszego szlabanu czuła się tak... inaczej. Było to nieznane jej dotąd uczucie. Nie dawało jej się skupić. Ale w końcu zaczęła myśleć o pracach domowych. Gdy stwierdziła, że odrobiła raczej wszystko, chciała powspominać wczorajszy szlaban, lecz rozproszył ją cichy szelest. Szybko spojrzała w tamtą stronę. Jednak nikogo tam nie zastała, więc ponownie spojrzała na jezioro.
Edytowane przez Prefix użytkownikaChristina dnia 18.07.2013 20:46
media.giphy.com/media/R6DRohtmrCf9m/giphy.gif


***
Moje wewnętrzne oko tu cierpi

***

i66.tinypic.com/2d0kx0l.png
 
Prefix użytkownikaPortugas
- Experiallmus! - Usłyszała w oddali. Kiedy wstała zaklęcie ominęło ją o dwa centymetry od ucha.
- Impedimenta! - Zaklęcie pomknęło w stronę nieznajomego, ale on widocznie odbiło jej zaklęcie, bo czar Jessici poleciał w inną stronę kiedy na jej oko zaklęcie powinno go uderzyć ono poleciało w stronę wschodzącego słońca, czyli jej. Zrobiła szybki unik i pobiegła w stronę atakującego. Po drodze prawie trafiło ją kilka zaklęć, ale kiedy doszła na wystarczającą odległość, która pozwoliłaby jej zobaczyć osobę miotającą zaklęcia zobaczyła, jakiegoś krukona. Wyglądał dosyć znajomo, ale kiedy podeszła, żeby się mu przyjrzeć on upadał na ziemię.
- Jak myślisz czemu to robił? - Z ukrycia wyszedł dla odmiany dobrze znany jej puchon - Patryk Szarc.
- Yyy, nie wiem? - Odpowiedziała zdziwiona Jessica najwyraźniej znów nie doceniła puchona.
- Ja też, a co tu robisz?
- Tego też nie wiem... chociaż... w sumie to lepiej ci nie powiem, też mam swoje sekrety. - Odpowiedziała chamsko Łapa.
- Tylko pytam. Chcesz poćwiczyć? - Spytał Patryk wyjmując różdżkę.
- Przyda ci się, ostatnio ze mną przegrałeś, a wygrywasz tylko, kiedy atakujesz z zaskoczenie, czyli tak. Experiallmus! - Różdżka Patryka wyleciała w Patryka wyleciała w powietrze, a Jessica widząc minę Patryka powiedziała. - Widzisz? Tak to każdy może, a teraz bierz swoją różdżkę! Będziemy to robić, aż mnie pokonasz. Levikorpus!
- Pro... - Patryk był za wolny, znów gryfonce udało się go pokonać co poskutkowało zawiśnięciem w powietrzu do góry nogami. - Przepraszam nie wyspałem się.
- Taak jasne zwal wszystko na sen, bo tak jest najłatwiej jeszcze raz. Levikorpus!
- Protego! - Z różdżki puchona wypłynęła zielona tarcza, która odbiła zaklęcie Jessici trafiając ją samą.
- Tak każdy może, ale to już coś. Zobaczmy czy pamiętasz to czego cię nauczyłam. - Patryk uniósł różdżkę, skupił całą siłę woli na tym momencie w życiu kiedy dowiedział się, że jest czarodziej i powiedział.
Expecto Patronum! - Z jego różdżki wyfrunęła szara świnka morska, która podleciała do głowy Łapy po czym na niej usiadła.
- Słodziutka. - Powiedziała Łapa głaszcząc patronusa Patryka, a kiedy jej się to znudziło postawiła małą świnkę na ziemi i kazała jej iść. - No robisz postępy, a teraz chodźmy bo jeszcze ktoś na zobaczy, a ja naprawdę nie mam ochoty na kolejny szlaban. - Powiedziała Jessica klepiąc go po ramieniu po czym oboje poszli w stronę zamku.
Edytowane przez Prefix użytkownikaChristina dnia 29.01.2014 15:32
kocham juliettę115


Przez pomyłkę zrobiłem to specjalnie.


oi62.tinypic.com/35lvi50.jpg
Ach, ta Łapka Love


i58.tinypic.com/24dr61t.png

fc03.deviantart.net/fs71/i/2013/051/6/3/clementine_from_the_walking_dead_the_game_by_dorimacus-d5luis8.jpg


Portugas - jedyny użytkownik, na którego ma oko nawet Krico Cwaniak
Wszyscy jesteśmy żyrafami, które urodziły się nad przepaścią :zyrafa:
~ Nior ^^




fc01.deviantart.net/fs70/f/2012/247/5/a/the_walking_dead_video_game___facebook_cover_by_enveedesigns-d5dm6t3.png


i.imgur.com/SYhANSm.png
 
GotujJajkaZPortem.com
Prefix użytkownikaharrypotterowicz17
Wchodzi na teren Błoni. Siada przy pobliskim drzewie, rozkłada nogi i zaczyna coś mruczeć pod nosem jak by był opętany przez siły nieczyste. Po chwili wyciąga różdżkę i zaczyna ją oglądać tak jakby widział ja po raz pierwszy.
Po chwili przestaje i wykrzykuje zaklęcie :
- Confringo - to zaklęcie rzucił na mały kamyk.
img685.imageshack.us/img685/2264/sygnaw.jpg
"Dla dobrze zorganizowanego umysłu śmierć to tylko początek wielkiej przygody." # Dumbledore
 
Prefix użytkownikaXeri
Xeri wyszła z sowiarni z Mimozą w ramionach. Jej pupilka wciąż miała na sobie znamię czarów Patryka Szarca i Barry'ego. Dziewczyna przemierzała Błonia rozglądając się na Jessicą, która obiecała jej towarzyszyć w wyprawie do Hagrida.
- Hej! - usłyszała za plecami. Odwróciła się na pięcie i przewróciła oczami na widok pewnego Ślizgona, który zasłonił jej pole widzenia.
- No cześć - powiedziała do Jasia. - Dawno cię nie widziałam...
- Ach, no wiesz, miałem nawał nauki - wykręcał się. Xeri westchnęła teatralnie, ale nie drążyła tematu, bo w duchu cieszyła się, że znów z nią rozmawia. - Idziesz do Hagrida, tak? Z... z tą sową? - wskazał na Mimozę. Pokiwała głową.
- Muszę jeszcze tylko znaleźć Jessy, bo obiecała, że ze mną pójdzie.
- Widziałem Jessicę przy jeziorze jak karmiła kaczki.

Całą trójką doszli do chatki gajowego i Barry zapukał do drzwi. Hagrid otworzył, rozejrzał się i spojrzał w dół. Gdy zidentyfikował twarze uczniów, jego wzrok przyciągnął ptak, który trzymała Ślizgonka.
- Cholibka, co się stało? - zapytał, drapiąc się po głowie.
- To jest moja sowa - wyjaśniła Xer. - Padła ofiarą zaklęcia Pa... - zawahała się - pewnego ucznia... Przyszłam prosić o pomoc - dodała posyłając błagalne spojrzenie w kierunku pół-olbrzyma.
- No, nistety ja wam ni pomogę. Moim zajęciem jest opieka nad magicznymi stworzeniami i ich leczenie, ale nie odczarowywanie. - Spojrzał na grupkę przepraszającym wzrokiem. Pokiwali głowami i odeszli w stronę zamku. Xeri będzie musiała pójść do McGonagall z prośbą o odczarowanie jej sowy...

Edytowane przez Prefix użytkownikaXeri dnia 12.08.2013 16:32
i60.tinypic.com/11jyots.gif

Czy chcesz, czy chcesz
pod drzewem skryć się?
Tu zawisł ten,
co troje zginęło z jego mocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
nie dziwniej więc by się stało,
gdybyśmy się spotkali
pod wisielców drzewem o północy.

Czy chcesz, czy chcesz
pod drzewem skryć się?
Choć trup ze mnie już,
uwolnię cię od przemocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
nie dziwniej więc by się stało,
gdybyśmy się spotkali
pod wisielców drzewem o północy.

Czy chcesz, czy chcesz
pod drzewem skryć się?
Tu do mnie miałaś zbiec,
żeby uniknąć przemocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
nie dziwniej więc by się stało,
gdybyśmy się spotkali
pod wisielców drzewem o północy.

Czy chcesz, czy chcesz
pod drzewem skryć się też?
W naszyjniku ze sznura
u boku mego nie czekaj pomocy.
Dziwnie już tutaj bywało,
nie dziwniej więc by się stało,
gdybyśmy się spotkali
pod wisielców drzewem o północy.



24.media.tumblr.com/5e7ea95eb3a66610a04f2ef69c96a95f/tumblr_mzoa4w9n8J1qfx172o5_250.gif

40.media.tumblr.com/db4b3542ad14dcd274e696dc3a7ee172/tumblr_nhs5ru1eXc1s9t61qo1_500.jpg

38.media.tumblr.com/ceac3d6d60bf1a7f26ac63d1c11c6466/tumblr_njkptkSyOh1un5mawo1_250.gif
 
Prefix użytkownikaulka_black_potter
Piękna sobota czekała na hogwartczyków, którzy postanowili spędzić ten dzień na Błoniach. Słońce co rusz wychodziło zza chmur i wiał cieplutki wietrzyk.
Ulka Black Potter rozłożyła sobie koc pod najbardziej rozłożystą sosną i chłonęła te chwile spokoju, które ktoś raczył właśnie zakłócić.
- Szukam cię i szukam, a ty się na błoniach chowasz. - Ulka spojrzała za siebie i zobaczyła, że to Fuer z twarzą bladą jak śnieg (nie ściana, he he). Taki biały zwykły śnieg, nie żółty jakby ktoś miał wątpliwości.
- O, to ty, siadaj. - rzuciła Ulka i wskazała miejsce na kocu. - Jak się czujesz?
- Hmm, jakby już trochę lepiej, ale nie mów zbyt głośno.
- Oj nieźle wczoraj było, co nie? Podobno przywaliłam Flintowi. Pękam z dumy. - powiedziała z uśmiechem Puchonka.
- Haha, brawo. Ja nie miałam takiego szczęścia. - Fuer spojrzała na jezioro. - Ale co się działo nad ranem, haha.
- Słyszałam, jak jakaś Ślizgonka żali się innej, że istnieje możliwość, że zaszła w ciąże. Kumasz? Hahahahaha.
- To chyba w Hogwarcie trzeba będzie założyć żłobek. - stwierdziła rozsądnie Krukonka, z uśmiechem na ustach.
Edytowane przez Prefix użytkownikaChristina dnia 29.01.2014 15:33


i.imgur.com/AyR1kd7.png

Christian.
i.pinimg.com/originals/02/0b/07/020b0757879bbd8cc21454799bff6f55.gif

Bo liczy się to, co masz w środku.
cdn.junglecreations.com/wp/junglecms/2017/12/Christian-Bale-Resized.jpg

Ale czasami warto założyć maskę.
pa1.narvii.com/6412/37cb60531dd1e8002b7ec87c8da0ba734a67f9f3_hq.gif


"ja generalnie ten tekst klasyfikuję jako 5CMCS HE NDPSG3 - S2AB"
"zmiennokanoniczne"
"piszę fanficka ducha, że tak to ujmę, czyli takiego, którego nie ma"
"po części trudny język wynika z założeń płomień odwagi i specyfiki tekstu"

by Cantaris


Ula urzędniczka
Zarejestruje ci chomiczka
Da mu zielona kartę
I marchewki starte
<muza>

by fuer
 
Prefix użytkownikaLily050
Emma siedziała na błoniach Hogwartu z podręcznikiem do eliksirów w dłoniach. Próbowała skupić się na książce, ale jakby wszystko starało się rozproszyć jej uwagę. Świeciło słońce, słaby wietrzyk muskał jej twarz i delikatnie rozwiewał czarne włosy. Wielka kałamarnica leniwie pływała w jeziorze. Chmury powoli sunęły po niebie.
W końcu Emma nie mogła już oprzeć się pokusie. Odłożyła podręcznik na trawę i zrelaksowała się.
- Później się pouczę - mruknęła.
- Co, gadamy do siebie? - usłyszała rozbawiony głos.
Odwróciła się i ujrzała Ulkę Black Potter i Fuer wylegujące się pod rozłożystą sosną.
- Tak jakby - roześmiała się Emma. - Co tam u was?
- Dobrze, tak sobie gadamy - odpowiedziała Fuer.
- Chyba powinnam się pouczyć... Snape raczej nie daruje mi kolejnej jedynki. xD Może pójdę do biblioteki, tam chyba nie będę tak rozproszona. - stwierdziła Emma.
- To pa - pożegnała ją Ulka.
- Pa - uśmiechnęła się Emma.
Wstała, wzięła książkę i skierowała się w stronę zamku.
 

Podziel się z innymi: Delicious Facebook Google Live Tweet This Yahoo

Przejdź do forum:
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2026 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.19