Logowanie
Facebook
Shoutbox
Współpraca
Najaktywniejsi
1)
Alette
2)
fuerte
3)
Katherine_Pierce
4)
Sam Quest
5)
Shanti Black
6)
A.
7)
monciakund
8)
ania919
9)
ulka_black_potter
10)
Klaudia Lind
Losowe zdjęcie
Zobacz temat
|
Sale lekcyjne
|
|
Cordiale |
Dodany dnia 01.07.2013 23:53
|
![]() Pochwały: 9 Postów: 1254 Dom: SlytherinPunkty: 9381 Ranga: Dystrybutor słodyczy Weasleyów Data rejestracji: 11.04.13 |
Mierzył wzrokiem po każdym uczniu zatrzymując się ułamek sekundy dłużej na twarzy Victorii, Hectora i Broma. - Czyżby panna Sperenza wiedziała coś na ten temat? - zmierzył ją zimnym spojrzeniem. Chłód tak dawał się we znaki, że Mason i Johnson przeszył lodowaty ból i ciarki. Obie skuliły się denerwując tym, że Severus wyłapie winnych. - Mówimy, że to my? Oberwiemy mniej, bo należymy do jego domu - szepnęła Angelina prawie nie poruszając ciemnymi wargami. Z lekkim wahaniem Cordiale uniosła drżącą dłoń. - Panie profesorze... - za jąkała się cicho. Zerknęła po twarzach osób będących w sali. - To nasz wina - dokończyła Ang widząc strach Lily . - Wasza? - zapytał z niedowierzaniem. - Łatwo to mogę sprawdzić - powiedział z zadziornym uśmieszkiem wyciągając różdżkę. - To jest zabronione! - krzyknęła Victoria nie obawiając się gniewu nauczyciela. Severus zawahał się, po czym zniżył rękę. - Mamy kolejnego winnego? - zapytał chytrze profesor. - Cała. Piątka. - powiedział z akcentem złości - zostanie u mnie na przerwie. Jak na dowód sekundę później zadzwonił dzwonek. Zdezorientowani uczniowie ociągali się z pakowaniem aby choć spróbować dowiedzieć się czegoś więcej. Nic z tego - Snape zadbał o to, aby każda niepotrzebna para uszu i oczu opuściła salę lekcyjną. Edytowane przez Cordiale dnia 02.07.2013 00:07
"Dobra, marudo, nie marudź już tak, bo zamarudzisz mnie na śmierć." ![]() http://www.youtube.com/watch?v=dLhFDYQHDQY |
|
|
|
YourSmile |
Dodany dnia 01.07.2013 23:55
|
![]() Pochwały: 13 Postów: 1328 Dom: GryffindorPunkty: 29744 Ranga: Niezwyciężony mag Data rejestracji: 13.01.13 |
Cała piątka stała przed Mistrzem Eliksirów, który każdemu z nich się groźne przyglądał. Uczniowie nie wiedzieli co robić. Stali jak słupy soli i przyglądali się wściekłemu nauczycielowi. Gryfoni i Ślizgoni bardzo, ale to bardzo starali się nie uśmiechać widząc nową "fryzurkę" nauczyciela. - Żądam wyjaśnień i radzę wam, żebyście wymyślili sobie jakąś dobrą wymówkę. - odrzekł profesor Snape. Uczniowie nie wiedzieli co mają robić w końcu odezwała się Angela. - Panie profesorze, to był wypadek. - Wypadek, tak..? - zapytał nauczyciel i uniósł jedną z brwi.. - Panie profesorze, to nie ich wina. - wtrąciła się Victoria. - Już widzę, jak Ślizgoni bez winy bronią Gryfonów! - wrzasnął Mistrz Eliksirów. - Wiecie, że mam dość spory zapas veritaserum, nie wspominając o legimencji! - syknął. - Ale panie profe.. - zaczęła Vicki. - Nikt nie musi o tym wiedzieć. - dodał, a jego kąciki ust uniosły się. Edytowane przez YourSmile dnia 02.07.2013 00:25
|
|
|
|
Cordiale |
Dodany dnia 02.07.2013 00:43
|
![]() Pochwały: 9 Postów: 1254 Dom: SlytherinPunkty: 9381 Ranga: Dystrybutor słodyczy Weasleyów Data rejestracji: 11.04.13 |
Z widoczną żądzą zemsty w oczach i chytrym uśmiechem pojawiającym się co chwilę na twarzy przyglądał się uczniom zjedzonym ze strachu. Profesor odwrócił się na chwilę. Gdy ponownie raczył obdarzyć szóstoroczniaków trzymał w ręku przeźroczysty flakonik z bezbarwnym płynem. - Któż zechce się tego napić? - zapytał retorycznie zaczynając zataczać kółka z wolna. - Może panna Sperenza? Nie, to by było za łatwe... - w jego oczach pojawił się nagle błysk, w który chwilę potem ustąpił miejsca błyskawicą. - Lily Mason - rozłożył ręce tak jak w geście z nadzieją uściskania dawno niewidzianego przyjaciela. Za pomocą magii Snape ustawił Mason na krześle. Vicki chcąc ją bronić zaczęła się wyrywać jednak w ostatniej chwili złapała ją Angelina ze smutną miną. Hipogryf schylił czoło i zasłonił oczy, a Wicek z miną męczennika zacisnął dłonie w pięści. Nie wiadomo kiedy Lily zaczęła pić herbatę nafaszerowaną veritaserum - eliksirem prawdy. - Kto.Podpalił.Mi.Włosy? - zapytał wyraźnie z akcentem na pierwszą i ostatnią literką każdego wyrazu. - To.. To był Wicek - powiedziała odczuwając strach w każdym centymetrze ciała. - Czy zrobił to specjalnie? - wycedził przez zaciśnięte zęby. - T... T... Takk.. - za jąkała się. - Wszystko jasne.. Kto z nim współpracował? - Wszyscy - odpowiedziała zadziwiająco szybko i łatwo Pani Prefekt. Zdziwiona ze swojego przypływu odwagi w głębi duszy ucieszyła się, że eliksir działa w taki a nie inny sposób. - Nawet veritaserum nie było potrzebne - powiedział z chytrym uśmieszkiem kładąc ręce na biurko. Wyglądało to tak, jakby zaczął ją obejmować. - Wiedziałem, że jest z ciebie jakiś pożytek. Lily siedziała z otworzoną buzia. Wpatrywała się w czarne jak smoła oczy nauczyciela. Z trudem udało jej się wszystko ułożyć w całość. - To... Co to jest? - zapytała nieśmiało. - Woda, krystaliczna woda - uniósł kąciki ust ku górze. - Szlaban, wszyscy macie szlaban - powiedział głośniej nadal wpatrując się w brązowe oczy Lily Mason. Gdy nareszcie się oderwał od walki na wzrok wyprosił wszystkich gestem. Choć mięśnie połowie z nich odmawiały posłuszeństwa, powłóczyli bezsilnie nogami na korytarz. Na Cordiale podczas drogi nikt nawet nie spojrzał - albo byli za bardzo zszokowani albo po prostu źli tak bardzo, że nawet jednego słowa nie mogli wykrztusić. Jedni westchnęli, inni pokręcili przecząco głową na znak niedowierzania, jeszcze inni nareszcie obdarzyli Mason spojrzeniem niestety mówiącym "to twoja wina" i rozeszli się do miejsc, w które zamierzali się udać już wcześniej. Edytowane przez Cordiale dnia 04.07.2013 01:38
"Dobra, marudo, nie marudź już tak, bo zamarudzisz mnie na śmierć." ![]() http://www.youtube.com/watch?v=dLhFDYQHDQY |
|
|
|
Lapa15 |
Dodany dnia 04.07.2013 11:45
|
![]() Pochwały: 19 Postów: 2670 Dom: GryffindorPunkty: 20150 Ranga: Niezwyciężony mag Data rejestracji: 01.12.12 |
Przed klasa transmutacji znajdowali się już Gryfoni i Puchoni. Jessica Collet rozmawiała w kącie ze swoją znajomą - Riveen. - Riv, na pewno wydarzyło się coś na eliksirach klasy 6, jestem tego pewna. Zapewne szlaban, widziałaś ich miny... Tylko żeby aż tyle osób? Nie sądzę, by nawet Snape rozdał tyle szlabanów na jednej lekcji... - mówiła Collet. - Według mnie jest to jak najbardziej możliwe. - odpowiedziała jej Industira - jest to tak prawdopodobne, jak to, że ta lekcja będzie i z Puchonami i Ślizgonami - upierała się Jess. - Nie wierzysz? To spójrz za siebie - powiedziała Riveen z dziwnym wyrazem twarzy. Przez korytarz kroczyli Ślizgoni z 5 klasy. Jessica z Riv od razu podeszły do Xeri. - Xer, o co tu chodzi? Przecież wy macie eliksiry... Z Krukonami... - Snape powiedział, że mamy mieć hm... "Lekcję razem z Gryfonami i Puchonami". Jeszcze w dodatku transmutacja... Totalna masakra. - No dobra, ale gdzie są Krukoni? Przecież lekcję powinni mieć z wami... - zapytała Riv. - Podobno Flictwick zwolnił ich na trening quidditcha... - powiedziała Xerissa. - Ciekawe, co nam McGonagall każe robić... Dobra, lecę do Ślizgonów, to na razie... W tym momencie zadzwonił dzwonek oznaczający lekcję. Nie minęły 2 minuty, a już kroczyła McGonagall. - Och, Ślizgoni, już jesteście... - zaczęła. - Proszę wejść do klasy. gdy już uczniowie wszystkich trzech domów przepchnęli się do klasy, Opiekunka Gryffindoru stanęła przed tablicą. - Proszę już usiąść. Dla tego, komu nie starczy miejsca, niech siada na podłodze - oznajmiła profesor. - Szybko. - szepnęła Xeri do Gryfonek. - Bo nam zajmą. Jessica, Xeri i Riveen usiadły obok siebie tak, że Lilka miała 2 sąsiadki. - Ekhem. Wiem, że mamy łączone klasy, ale profesorowi Snape'owi coś wypadło, i jest tak, jak jest. - mówiła McGonagall. - Także dzisiaj będziemy uczyć się zaklęcia, powodującego znikanie. Będziemy ćwiczyć na ślimakach, bo są najłatwiejsze. Mówiąc to, wyciągnęła pudełko, za pewnie pełne ślimaków. chwilę potem, zademonstrowała, jak trzeba to zrobić poprawnie. - Czyli formuła zaklęcia to evanesco. Proszę, niech każdy weźmie sobie po ślimaku i zacznie ćwiczyć. Więc zgromadził się tłum wokół pudełka. Wszyscy zaczęli się przepychać. W końcu każdy miał po ślimaku, i każdy zaczął ćwiczyć. Edytowane przez Christina dnia 18.07.2013 20:58
|
|
|
|
Xeri |
Dodany dnia 04.07.2013 12:36
|
![]() Pochwały: 9 Postów: 1380 Dom: SlytherinPunkty: 9223 Ranga: Dystrybutor słodyczy Weasleyów Data rejestracji: 26.05.13 |
Xeri wzięła do ręki jednego z wielu ślimaków i wróciła do ławki w towarzystwie koleżanek. Rzuciła jeszcze przepraszające spojrzenie Christinie i Barry'emu. Myślała, że będzie siedzieć z nimi. Zachichotała na myśl, która właśnie przyszła jej do głowy. - Z czego się tak śmiejesz? - spytała Jessica uśmiechając się. - Lily nazywa nas czasami Ślimaczkami. Wiesz, zamiast Ślizgoni to Ślimaczki. Żaba jedna. - Zaśmiały się cicho. McGonagall rzuciła im ostrzegawcze spojrzenie. - Jak szło to zaklęcie? - spytała Ślizgonka. - Evanesco - rzuciła obojętnie Riveen. - Trzeba było słuchać. Xeri machnęła różdżka wymawiając słowa zaklęcia. Nic się nie stało. Typowe. Nigdy nie była zbyt dobra z transmutacji. Przyjrzała się bliżej ślimakowi. Stał się chyba trochę jaśniejszy. To już coś. Zerknęła na ślimaki Jessici i Riveen. Obie też marszczyły brwi machając różdżkami. Obok nich przeszła profesor McGonagall. Widząc wysiłki dziewcząt powiedziała: - Ślimaki to najprostsze stworzenia. Jeżeli w takim tempie będziecie rzucać zaklęcia to nie zdacie SUMa z transmutacji. Proszę bardziej się przyłożyć. Nie, nie, nie! Co to ma być? Ruch ręką powinien być delikatny i posuwisty, a nie takie szarpnięcie ja to robisz ty, panno Silencio. Wszyscy obrócili się gwałtownie, gdyż z tyłu sali dobiegł niepokojący huk. Edytowane przez Xeri dnia 04.07.2013 12:53
![]() Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Tu zawisł ten, co troje zginęło z jego mocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Choć trup ze mnie już, uwolnię cię od przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Tu do mnie miałaś zbiec, żeby uniknąć przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się też? W naszyjniku ze sznura u boku mego nie czekaj pomocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. ![]() ![]() ![]() |
|
|
|
riveen |
Dodany dnia 04.07.2013 13:10
|
![]() Pochwały: 5 Postów: 318 Dom: GryffindorPunkty: 6596 Ranga: Pomocnik Filcha Data rejestracji: 30.05.13 |
- Panie Łękawa, co tam się dzieje?!- krzyknęła McGonagall - To.. to.. przy- przy...przypadek..- jąkał się Barry - Chciałeś powiedzieć raczej, że przez brak skupienia. Ślimak przez przypadek nie wylatuje w powietrze. Powtarzam od początku lekcji: SKUPCIE SIĘ! -10 punktów dla Slytherinu. Może was to czegoś nauczy. Po klasie przeszły ciche szepty. Wszyscy dziwili się nerwowego zachowania nauczycielki. Groźnym spojrzeniem profesor dała znać, że uczniowie mają wracać do pracy. - Jakby nie patrzeć, była to zabawna scena.. - zaśmiała się pod nosem Riveen - Zainteresuj się lepiej swoim ślimakiem. - skarciła koleżankę Xeri - A od kiedy ty taka święta? Ej, a może Barry ci się podoba? _______________________________________ Był to mój setny post! ;p Edytowane przez riveen dnia 04.07.2013 15:06
![]() Niektóre stare rany nigdy się nie zabliźniają i krwawią przy najmniejszym nawet zadrapaniu. |
|
|
|
Lapa15 |
Dodany dnia 04.07.2013 13:39
|
![]() Pochwały: 19 Postów: 2670 Dom: GryffindorPunkty: 20150 Ranga: Niezwyciężony mag Data rejestracji: 01.12.12 |
- Nie. I nie waż się więcej mnie o to pytać. Teraz wszystkie trzy skupiły się na swoich ślimakach. Tylko Jessica była nerwowa. Co chwilę rozglądała się po klasie. - Aaa... To jest ten Patryk Szarc... - powiedziała w końcu. Obie koleżanki spojrzały na nią równocześnie, a ślimak Xeri chciał to wykorzystać i rozpocząć ucieczkę. - Aaa... To Xeri podoba się Barry, tobie ten "Szwarc"... - powiedziała złośliwie Riveen. - Po 1, to nie "Szwarc" tylko Szarc. Po 2, On mi się nie podoba, mało go znam, a gra w dzisiejszym meczu - odpowiedziała Jess. - A propo meczu... Nie uważasz, że przydało by się coś przetransumtować jakiemuś Puchonowi...? - zapytała ze złośliwym uśmiechem Xer. - Może coś się wykombinuje... - odpowiedziała Jessica. - Nawet mam mały plan. Xer, kibicujesz Puchonom? - Chyba nie... Jeszcze nie wiem. - powiedziała Xeri. - Nie, nawet o tym nie myśl! - dodała widząc, że Jess i Riv wymieniły spojrzenia. - Może myślimy, ale jeśli chcemy coś takiego zrobić, musimy zaczekać. Takie rzeczy robi się przed końcem, albo na koniec lekcji... - oznajmiła Riveen. - A was moje drogie nie zastanawia... - zaczęła Xerissa - dlaczego w ogóle Ślizgoni nie mają normalnej lekcji? - Czyli tłumacząc na nasz język... - próbowała powiedzieć Jessica. - To pytałaś się nas, czy nas nie ciekawi, co robi Snape? - dokończyła Riveen. - Ehe. No więc? Edytowane przez Lapa15 dnia 04.07.2013 14:02
![]() *** Moje wewnętrzne oko tu cierpi *** |
|
|
|
Portugas |
Dodany dnia 05.07.2013 11:24
|
![]() Ostrzeżenia: 2 Pochwały: 6 Postów: 1255 Dom: HufflepuffPunkty: 6535 Ranga: Pomocnik Filcha Data rejestracji: 08.03.13 |
Patryk siedział w kącie klasy ze swoim ślimakiem. Nie wiedział co robi źle, sprawienie żeby jego ślimak zniknął było trudniejsze niż myślał. Skupił swoją całą uwagę na celu, to też nie było łatwe, bo cała klasa huczała od rozmów. - Evanesco! - Ślimak zniknął. Patryk nie mógł uwierzyć, że mu się udało, a jednak dokonał tego. Puchon rozejrzał się po klasie, ujrzał profesor McGonagall sprawdzającą jak idzie pozostałym. Kiedy doszła do niego zapytała. - Gdzie jest twój ślimak? - Jest niewidzialny - Wyszeptał Patryk najciszej jak mógł, lecz profesor McGonagall i tak go usłyszała. - Niewidzialny... większości klasy nie udało się to a ty należysz do tych, którym się udało? Sprawdźmy. Finite Incantatem! - Ślimak ukazał się na kolanie Patryka, a profesor McGonagall powiedziała zdziwiona - A jednak ci się udało gratulacje. - I odeszła sprawdzając resztę klasy. Edytowane przez Portugas dnia 05.07.2013 11:38
kocham juliettę115 Przez pomyłkę zrobiłem to specjalnie. ![]() Ach, ta Łapka ![]() ![]() ![]() Portugas - jedyny użytkownik, na którego ma oko nawet Krico ![]() Wszyscy jesteśmy żyrafami, które urodziły się nad przepaścią :zyrafa: ~ Nior ^^ ![]() ![]() |
|
|
|
Lapa15 |
Dodany dnia 05.07.2013 14:00
|
![]() Pochwały: 19 Postów: 2670 Dom: GryffindorPunkty: 20150 Ranga: Niezwyciężony mag Data rejestracji: 01.12.12 |
- A uważasz, że może nas nie ciekawić? - zapytała Jessica po chwili milczenia. - Nie... to było dość głupie pytanie... - odpowiedziała lekko zmieszana Xeri. - Nas to ciekawi. Co prawda go nie lubię, ale nauczyciel eliksirów być musi... - mówiła Riv. - Tylko, ze ja nie o to pytam. Pytam o... - już zaczynała Xer. - Wiemy, o co pytałaś. Ale McGonagall zaraz tu przyjdzie. Xeri, Twój ślimak! Tak, ślimak Xerissy był już pół metra od niej. Xeri wzięła go, i zaczęła ćwiczyć. Wkoncu do całej trójki podeszła profesor. - Proszę, pokażcie, co się nauczyliście na dzisiejszej lekcji... Panno Industira, proszę, pani pierwsza. Riveen skupiła się. Wypowiedziała po prawnie zaklęcie - ślimak znikł. - No, no, brawo! 5 punktów dla Gryffindoru! Teraz panna Collet. Jess również skupiła się. Wyszeptała zaklęcie, z zamkniętymi oczami. Gdy je otworzyła, śimaka już nie było. - Kolejne 5 punktów! I wasza koleżanka... Xer również się udało, i ona również zdobyła 5 punktów dla swojego domu. 5 minut później Xeri zapytała: - To kiedy? - Za 25 minut - odpowiedziała Jess. Edytowane przez Lapa15 dnia 05.07.2013 14:20
![]() *** Moje wewnętrzne oko tu cierpi *** |
|
|
|
Xeri |
Dodany dnia 05.07.2013 18:28
|
![]() Pochwały: 9 Postów: 1380 Dom: SlytherinPunkty: 9223 Ranga: Dystrybutor słodyczy Weasleyów Data rejestracji: 26.05.13 |
Xeri była zaskoczona, że zaklęcie jej się udało. Wystarczyło się tylko odpowiednio skupić i 5 punktów dla Slytherinu wpadło. "Mam nadzieję, że tą edycję Pucharu Domów wygramy. Na razie prowadzimy, a jeżeli wszystkim Ślizgonom pójdzie dobrze to wygraną mamy w kieszeni" pomyślała. Zabrała się do ukradkowego kartkowania podręcznika w poszukiwaniu ciekawego zaklęcia, które można by wypróbować na jakimś Puchonie. Hm... Kurze nóżki? Niezłe. Ale by był ubaw. Świńskie uszy i nos? Jeszcze lepsze. Najchętniej zamieniła by kogoś w krowę, ale to magia dość skomplikowana, a znając jej umiejętności w zakresie transmutacji pewnie wyszłaby jakaś owca - mutant. Profesor po sprawdzeniu postępu wszystkich piątoklasistów siadła na krześle westchnąwszy. Rozejrzała się po klasie. Xeri szybko zamknęła podręcznik i zajęła się swoim biednym ślimaczkiem. Kiedy nauczycielka straciła czujność, dziewczyna szturchnęła Jessice łokciem. - Kogo zamieniamy? - spytała szeptem. Edytowane przez Xeri dnia 05.07.2013 18:52
![]() Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Tu zawisł ten, co troje zginęło z jego mocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Choć trup ze mnie już, uwolnię cię od przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Tu do mnie miałaś zbiec, żeby uniknąć przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się też? W naszyjniku ze sznura u boku mego nie czekaj pomocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. ![]() ![]() ![]() |
|
|
|
Lapa15 |
Dodany dnia 05.07.2013 18:52
|
![]() Pochwały: 19 Postów: 2670 Dom: GryffindorPunkty: 20150 Ranga: Niezwyciężony mag Data rejestracji: 01.12.12 |
Lapa zamyśliła się przez chwilę. - Myślałam właśnie o tym Patryku... Może by w tedy nie zagrał w meczu... - I tak zagra - warknęła Xer. - Ale ubaw będzie. - No a jak - odpowiedziała jej z uśmiechem Jess. - Podobno bardzo lubi świnki morskie. Obie dziewczyny parschnęły śmiechem, wiedząc już, w co zamienią Szarca. - Czyli wy to naprawdę chcecie zrobić? - zapytała z niepokojem Riv. - Ehe - odpowiedziała Xeri. - To się pospieszcie, za 5 minut dzwonek - oznajmiła Riveen. - To dawaj! - krzyknęła szeptem Jessica szturchając Xeri. - Już, już! Xeri przygotowała różdżkę i wyszeptała zaklęcie. Chwilę potem, rozległ się huk. Xeri trafiła, ale nie w Patryka Szarca. Oberwał Jan Łękawa. W dodatku, Xeri pomyliła zaklęcia - Barry zamiast stać się świnką morską, stał się... tchórzofretką. - Ty ciamajdo! - powiedziała zła na koleżankę Jessica, która w danej chwili, przeszła samą siebie. Szybko wycelowała różdżkę, i rzuciła zaklęcie, wymawiając formułkę dość głośno. Za chwilę w kącie Sali Lekcyjnej rozległ się kolejny huk. Wszyscy zwrócili oczy w tamtą stronę. Niestety, akurat to zaklęcie nie było specjalnością Psiny. Patryk Szarc, w ogóle nie przypominał Patryka Szarca, ani świnki morskiej. Miał futro na całym ciele, uszy takie, jak u świnki morskiej, ogon i zęby tego zwierzęcia. Wszyscy - o prócz Patryka i McGonagall - zaczęli się śmiać. - COLLET! - krzyknęła rozwścieczona profesor. - Co to ma być!? - Ja-a... Prze-epr-a-aszam... - wyjąkała Jess. - Masz szlaban! I minus 35 punktów dla Gryffindoru! Żeby zrobić coś takiego 2 uczniom! Nic chyba nie mogło bardziej rozwścieczyć Opiekunki Gryffindoru. A jednak. Gdy już Barry powrócił do normalnej postaci, odezwała się jakaś osoba: - Proszę pani... - zaczęła nieśmiało - Jessy zrobiła to jednej osobie... - Czyś byś nie umiała liczyć? To 2 osoby... - zaczęła profesor, ale owa osoba jej przerwała. - To ta Ślizgonka, zamieniła tego Ślizgona w tchórzofretkę... - Można to łatwo sprawdzić. - powiedziała zdenerwowana profesor. Wzięła różdżkę Xeri, i sprawiła, że pokazało się ostatnie zaklęcie, które było rzucone tą różdżką. - Dobrze. Slytherin traci 40 punktów, ponieważ pewna Slizgonka nie przyznała się do winy. Za to Hufflepuff zyskuje 5 punktów, za jedną Puchonkę, która pomogła odkryć, jak jest na prawdę. Oczywiście, Collet i Silencio mają szlaban. Jutro, o 19:30 widzę was obie w tej klasie! Nie martwcie się, znajdę wam jakieś ciekawe zajęcie, za tak miłe potraktowanie uczniów! W tej chwili zadzwonił dzwonek. Wszyscy pospiesznie wyszli z klasy, oprócz Patryka, który stał w koncie z kwaśną miną. - Och... Szarc, zostań tu, zaraz doprowadzę Cię do porządku... - powiedziała już spokojniej McGonagall. - Nigdzie mi się nie spieszy - pomyślał Patryk, i kiwnął głową. Profesor była tak zła, że zapomniała zadać pracy domowej. Po 5 minutach, Patryk wyszedł z klasy cały i zdrowy, i tak jak pozostali uczniowie, udał się na kolejną lekcję. KONIEC TRANSMUTACJI Edytowane przez Lapa15 dnia 05.07.2013 23:11
![]() *** Moje wewnętrzne oko tu cierpi *** |
|
|
|
YourSmile |
Dodany dnia 07.07.2013 14:49
|
![]() Pochwały: 13 Postów: 1328 Dom: GryffindorPunkty: 29744 Ranga: Niezwyciężony mag Data rejestracji: 13.01.13 |
Victorii do spotkania z profesor McGonagall zostało jeszcze pięć minut. Skończyła już wszystkie lekcje i pędziła po schodach do gabinetu nauczycielki transmutacji. Nie miała zielonego pojęcia co ja tam czeka. Minutę przed ustaloną godziną MoMo zapukała do drzwi. Po chwili otworzyła jej opiekunka Gryffindoru i uśmiechnęła się. - Wchodź, wchodź - powiedziała i wskazała ręką, aby Vicki weszła do środka. MoMo nie raz była w tym miejscu. Miała talent do wpadania w tarapaty. Została jednak mianowana prefektem. Zresztą jak z bliźniakami Weasleyami, Wicekiem i Hipogryfem nie dostać szlabanu? To było nie możliwe. Co prawda te, które dostawali od McGonagall należały do "przyjemniejszych". Nie to co u Snape'a... - Dzień dobry, pani profesor. - odrzekła MoMo i uśmiechnęła się starając się z całych sił ukryć zdenerwowanie. - Witaj Victorio. Mamy dzisiaj gościa. - Cześć Vicki! - powiedziała tajemniczy gość. - Wujek Kingsley!? - krzyknęła MoMo i w skowronkach podbiegła do mężczyzny. Kingsley był jej ojcem chrzestnym i najlepszym przyjacielem jej ojca. Razem byli w Hogwarcie i razem wybrali karierę aurorów. - Co Ty tutaj robisz..? - zapytała Victoria. - Kingsley pomoże nam w przygotowaniach. Nie ma nic o tym, że starzy Gryfoni nie mogą pomagać swojemu reprezentantowi. - rzekła nauczycielka transmutacji. - A mój tata? On też jest przecież aurorem..? - Twój ojciec ma teraz kupę roboty i wyjechał z delegacją do Francji. - odrzekł. - Proszę usiądźcie. - powiedziała pani profesor i wskazała na fotele. - Słyszałam, że trójka Gryfonów oberwała dzisiaj szlaban u profesora Snape'a. - powiedziała śmiertelnie poważnie opiekunka Gryffindoru. - Co narobiliście..? - zapytał rozbawiony Kingsley. - Nic takiego... Tylko profesor Snape miał nową fryzurę na eliksirach. - mruknęła do Kingsleya MoMo. - Trochę dymu było, ale nic się nie stało... Kingsley śmiał się ile wlezie, a profesor McGonagall starała się ukryć śmiech kaszlem. - Można powiedzieć, że ja i profesor Snape konsultujemy się jeśli chodzi o naszych podopiecznych. Zazwyczaj... opowiada o bezmyślności i głupocie Gryfonów, podejrzewam pomijając wszystko co mogliście zrobić poprawnie. Kiedy zapytałam o Twoje oceny.. To powiedział, że ogólna głupota Ciebie nie dotyczy. - odrzekła pani profesor. - Ja... udało mi się coś tam dobrze uwarzyć.. - powiedziała MoMo. - Zabierzmy się wreszcie do pracy. - odrzekł Kingsley. - No to do roboty.. *** Całe spotkanie trwało do bardzo późnej godziny. Victoria miała serdecznie dość. Co prawda była z siebie dumna... Nie wiedziała, że Kingsley jest aż taki dobry w swoim fachu. Opowiedział jej tyle rzeczy.. Zastanawiała się dlaczego jej ojciec jej tego wszystkiego nie mówił. Jako córka aurora znała się na OPCMie, ale nie aż tak szczegółowo. W tym momencie wiedziała, że nie straszny jej ten Turniej. Miała za dużo asów rękawie, a to dopiero pierwsza "lekcja". Niech sobie Ab i Angela tą swoją Czarną Magię wsadzą... - pomyślała i ruszyła przed siebie. |
|
|
|
Lapa15 |
Dodany dnia 09.07.2013 18:46
|
![]() Pochwały: 19 Postów: 2670 Dom: GryffindorPunkty: 20150 Ranga: Niezwyciężony mag Data rejestracji: 01.12.12 |
Było 20 po 19. Jessica włóczyła się po korytarzu koło transmutacji. Czekała na Xeri. W końcu usłyszała głos Ślizgonki: - Jess! Jessy stanęła jak wryta. Po paru sekundach na jej twarzy pojawił się uśmiech. - Hej Xer... Słyszałam o Twojej biednej sowie... - powiedziała na początek Psina. - Kto to zrobił...? - Na pewno Szarc. Zemścił się na mnie! A zrobił coś Tobie, Jess? - zapytała Silencio. Lapa wkurzyła się. Czyżby ten Puchon nie znał się na zabawie? Pewnie teraz zrobi coś jej... - Nie. Skoro on, to i my. Masz nasz plan z biblioteki...? - zapytała Gryfonka. - Mam. Idzie McGonagall! - ostrzegła Xeri. I rzeczywiście przez korytarz kroczyła McGonagall. - No, widzę, że jesteście. Proszę do klasy! - powiedziała profesor. Dziewczyny weszły do klasy, a za nimi Opiekunka Gryffindoru. - Dobrze. Macie to posprzątać - mówiąc to profesor wskazała na trzy wyjątkowo zaśmiecone ławki. - Jak to zrobicie, proszę mi powiedzieć. I odeszła do biurka. Wyjęła jakieś papiery (za pewnie były to prace domowe uczniów) i zaczęła coś na nich pisać piórem. Natomiast Lapa i Xer zaczęły jeszcze raz omawiać swój plan. Edytowane przez Lapa15 dnia 09.07.2013 19:15
![]() *** Moje wewnętrzne oko tu cierpi *** |
|
|
|
Xeri |
Dodany dnia 09.07.2013 19:18
|
![]() Pochwały: 9 Postów: 1380 Dom: SlytherinPunkty: 9223 Ranga: Dystrybutor słodyczy Weasleyów Data rejestracji: 26.05.13 |
- No to jaki był plan? - zastanowiła się Xeri. Po ostatnich wydarzeniach nie miała głowy do takich spraw. Jeszcze była roztrzęsiona po zobaczeniu swojej biedna sówki Mimozy tak szpetnie zmienionej przez Patryka. - No... Najpierw to posprzątamy, a potem mówimy McGonagall, że Szarc nazwał nas szlamami. Z chęcią dodam też, że przed chwilą tak skrzywdził twoją sowę, Xer. - tłumaczyła Jess wycierając szmatką zaschnięte nie-wiadomo-co. - Co za paskudztwo.. - skarżyła się Łapa. Ślizgonka zastanawiała się co też za nieogarnięte osoby musiały mieć tu lekcje, że zostawiły taki syf. Przydałaby się szczotka druciana. Jak na życzenie zauważyła w wiadrze od nauczycielki takową szczotkę. Sięgnęła po nią i zaraz lepiej szła jej praca. W końcu jedna ławka lśniła czystością i obie przeniosły się do drugiej. Po dość długiej chwili dziewczyny skończyły tę żmudną i niewdzięczną pracę i podeszły do biurka McGonagall. - Skończyłyśmy - bąknęła Xeri. Nauczycielka podniosła głowę. - To świetnie. Teraz usiądźcie. - Wykonały polecenie. Opiekunka Gryfonów machnęła różdżką i przed każdą z uczennic pojawiło się pióro i zwój pergaminu. - I napiszcie mi 500 razy Będę zawsze wykonywała polecenia nauczyciela i nawet przez myśl mi nie przejdzie nieposłuszeństwo. Aż tyle razy? Takie długie zdanie?, rozpaczała w myślach Xer. Teraz nadeszła wielka chwila. miała okłamać nauczycielkę, by wymigać się od zadania. - Proszę pani? - szepnęła nieśmiało. - Tak? - Bo... Bo ja muszę coś pani powiedzieć na nasze usprawiedliwienie... - W takim razie słucham. Xeri przełknęła ślinę. - Patryk Szarc nas sprowokował - powiedziała cicho nie patrząc w oczy nauczycielce. - W jaki sposób? - Nazwał nas szlamami. A teraz jeszcze skrzywdził moją sowę. - Czuła, że w oczach gromadzą jej się łzy na myśl o biednej Mimozie. Spuściła wzrok i czekała na reakcję McGonagall.... Edytowane przez Xeri dnia 09.07.2013 19:48
![]() Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Tu zawisł ten, co troje zginęło z jego mocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Choć trup ze mnie już, uwolnię cię od przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się? Tu do mnie miałaś zbiec, żeby uniknąć przemocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. Czy chcesz, czy chcesz pod drzewem skryć się też? W naszyjniku ze sznura u boku mego nie czekaj pomocy. Dziwnie już tutaj bywało, nie dziwniej więc by się stało, gdybyśmy się spotkali pod wisielców drzewem o północy. ![]() ![]() ![]() |
|
|
|
Lapa15 |
Dodany dnia 09.07.2013 19:51
|
![]() Pochwały: 19 Postów: 2670 Dom: GryffindorPunkty: 20150 Ranga: Niezwyciężony mag Data rejestracji: 01.12.12 |
Przez chwilę panowało milczenie. W końcu Psina postanowiła się odezwać. - Tak... To prawda pani profesor... - powiedziała cicho. - I mnie też planuje coś zrobić... Profesor nadal milczała. Co jakiś czas było słychać ciche szlochy Xeri. - No cóż... - zaczęła McGonagall. - Chyba mogę wam wierzyć... A w jakim stanie jest Twoja sowa...? - zwróciła się do Xer. - J-jeeszcze-e ma t-trochę różo-owych piór... - odpowiedziała cicho Ślizgonka. Znowu zapadło milczenie. Po jakiś 5 minutach Opiekunka Gryffindoru zapytała: - Collet, a skąd wiesz, że Szarc chce ci coś zrobić...? Jessica nabrała powietrza i powiedziała: - Ponieważ gdy byłam wczoraj w bibliotece i chciałam go przeprosić, potrącił mnie tak, że aż upadłam. Był bardzo nie miły a zwykle się lubimy. A skoro zrobił to Xeri... - zawahała się. - To zrobi to też mnie. McGonagall nie wiedziała co ma zrobić. Stała z dziwnym wyrazem twarzy. zapanowała cisza... - Piszcie dalej - powiedziała w końcu nauczycielka. - Ja się zastanowię, co z tym zrobić. I odeszła do biurka. Jessica puściła oko do Xer, która uśmiechnęła się pomimo łez. Płakała naprawdę. - A może czas zapoznać Mietka z Mimozą? - zapytała Lapa chcąc ją rozweselić. - Hehe, może... - odpowiedziała Xeri. 10 minut pożniej podeszła do nich McGonagall. - No, podjęłam decyzję. Uważam, że macie rację. Jutro porozmawiam sobie z Patrykiem Szarcem. Może liczyć na szlaban, lub karę punktową. - mówiła McGonagall. Na twarzach dziewczyn pojawiły się uśmiechy, które próbowały stłumić. - Moja droga Xeri - zwróciła się do niej po imieniu, na co Xer zrobiła pełne nie do wierzenia oczy - jeśli zechcesz, zanieś swoją sowę jutro Hagridowi, jestem pewna, że dobrze się nią zajmie. Jessico, miej się na baczności. Jeśli Szarc ci coś zrobi, w co wątpię, jeżeli ze mną porozmawia, natychmiast zgłoś się do mnie. Nie powinien się mścić na was, choć zachowałyście się po prostu okrutnie. na dzisiaj to będzie koniec... I tak jest 21:50... Idźcie... Dobranoc... - Dobranoc pani profesor! - odpowiedziały chórem koleżanki. Idąc korytarzem Jessy powiedziała: - No, udało się. Nawet lepiej, niż do było planowane... - Tak. Ale nie wrzeszczmy tak. Ostatnio przyłapałam Szarca, jak był w Wielkiej Sali w nocy... Niósł jakąś księgę... Spojrzały po sobie. Będą wiedzieć, co powiedzą jednemu z profesorów gdy Patryk zrobi coś Jessy. - Dobra... To już się żegnamy... Uważam, że dzień był udany... Pa Jess! - powiedziała Xeri. - Pa Xer... Do zobaczenia - odpowiedziała Lapa po czym każda poszła w swoją stronę. Edytowane przez Christina dnia 18.07.2013 21:01
![]() *** Moje wewnętrzne oko tu cierpi *** |
|
|
|
Sharingan |
Dodany dnia 10.07.2013 14:02
|
![]() Ostrzeżenia: 1 Pochwały: 5 Postów: 75 Dom: GryffindorPunkty: 1393 Ranga: Dorosły czarodziej Data rejestracji: 08.01.13 |
Pierwszą lekcją jaka ma się odbyć dzisiaj są zaklęcia. Karina uśmiechnęła się na samo wspomnienie ostatniej lekcji. No cóż... Ona nie musi się zbytnio starać by błyszczeć. Karina zauważyła, że Snape chyba też to zauważył bo nawet przestał na nią ciągle warczeć. Tylko szkoda , że jeszcze bardziej uwziął się na innych, a szczególnie na Neville'a. Nagle ktoś podstawił jej nogę i dziewczyna runęła plackiem na podłogę. Rozwścieczona rozejrzała się wkoło. Zobaczyła grupkę Ślizgonów chichoczących i pokazujących ja sobie. - Kto to zrobił?_- wycedziała Karina. Nikt jej nie odpowiedział. W tym momencie rozległ się dzwonek i wszyscy skierowali się do różnych klas. Karina lekko potłuczona usiadła na swoim miejscu obok Violetty. - Witajcie! Dziś nauczymy się zaklęć niewerbalnych! Kto wyjaśni co to jest? Karina szybko podniosła rękę i została wywołana. - Zaklęcia niewerbalne to zaklęcia, którą formułę wypowiada się w myślach._- wyrecytowała jednym tchem. - Bravo! Gryfindor otrzymuje pięć punktów!_- zawołał Flitwick. I zaczęli od prostych zaklęć typu "Accio". Wszyscy mieli zaróżowione twarze z wysiłku , lecz tylko niektórym pod koniec lekcji się udało. Wśród tych niewielu była Karina. Po dzwonku wszyscy wyszli z klasy kierując się do lochów na lekcję eliksirów. Edytowane przez Christina dnia 18.07.2013 21:03
Trzymam się raczej na uboczu, nikomu nie zawadzam i mam spokojny charakter. Przepadam za czekoladą i książkami (zresztą jak większość nas, nie?).
Lubię oglądać anime, czytać mangi i ogólnie poznawać Wschodnią kulturę =) ![]() ▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬ஜ۩۞۩ஜ▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬b35; Niech żyje Gryfindor~!!! b35;▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬ஜ۩۞۩ஜ▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬b35; |
|
|
|
KHZP |
Dodany dnia 11.07.2013 12:38
|
![]() Pochwały: 4 Postów: 400 Dom: HufflepuffPunkty: 4582 Ranga: Świetny czarodziej Data rejestracji: 14.06.13 |
- Czemu nikt mi nie mówi przezwiskiem -_zamyślił się KHZP -_wszyscy mnie przezywają ? - Hmyyy... Nie_wiem. O nie dziś zaklęcia, no cóż,_spróbuję dziś zabłysnąć. KHZP poszedł w kierunku sali zaklęć - Witajcie uczniowie -_orzekł profesor._-_dziś poznacie zaklęcie, uwaga, lumos . -_To znane zaklęcie światła -_świece zgasły - osoba która wyczaruje je i oświetli największą część sali, zdobędzie 10_punktów dla swojego domu. Ustawcie się. KHZP jak zawsze na końcu . -_Nareszcie ja -_pomyślał -LUMOS Cała klasa była w świetle - Hufflepuff otrzymuje 10 punktów!_-_i nareszcie otrzymałem oklaski,_nie od wszystkich, ale i tak głośne . -_Szkoda, że nie mogę pokazać im mojego Crucio_-_pomyślał, a lekcja dobiegła końca. Edytowane przez Christina dnia 18.07.2013 21:09
Pozdro, Puchon KHZP /\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\ Dawno mnie tu nie było. Trochę śmiesznie. /\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\ ![]() ![]() Ja i HPnet: od 14.06.2013 10:41 - na zawsze! ![]() Olśniewający swym uśmiechem KHZP ![]() Dziękuję! ![]() Moje arcydzieła: FF: 1. Na plaży. 2. Cukierki. 3. Wróżba z przeszłości Artystycznie: 1. Borsuk - wyszywanka. ************************************************************* NAJMROCZNIEJSZY OBSZAR MOJEGO PODPISU ![]() <p align="justify"> </p> ************************************************************* |
|
|
|
Sharingan |
Dodany dnia 11.07.2013 19:34
|
![]() Ostrzeżenia: 1 Pochwały: 5 Postów: 75 Dom: GryffindorPunkty: 1393 Ranga: Dorosły czarodziej Data rejestracji: 08.01.13 |
Karina schodząc ze schodów potknęła się i runęła jak długa na dół. - Nic ci nie jest?_- zapytała Amelia, która strasznie zbladła. - Och, to nic takiego... Po prostu się potknąłem! I tyle..._- powiedziała do siostry. Amy wywróciła oczami i ciężko westchnęła. - Ja to z tobą mam...._- nie_dokończyła, bo przerwał jej dzwonek wzywający na lekcje. Karina miała akurat transmutację, którą nawet lubiła. Był to ciekawy przedmiot i dość trudny. Tak więc lekko kuśtykając podążyła do sali. Przy drzwiach czekała Violetta, która wydała zduszony krzyk gdy ją zobaczyła. - Co ci się stało?_- wyszeptała z przejęciem Violetta. - Nic. Wywaliłam się. Wywinęłam orła. Wystarczy?_- odparła lekko zdenerwowana Karina. - Och, ale wyglądasz trochę strasznie. Masz dużo sińców i zadrapań. - Spoko nic mi nie jest. Dziewczyny przerwały rozmowę, bo do klasy weszła profesor McGonagall. Omiotła klasę srogim spojrzeniem, jej wzrok zatrzymał się na Karinie. - Medows czy mogę wiedzieć co ci się stało?_- zapytała groźnie. - Ja....ja się przewróciłam na schodach... Moja siostra może zaświadczyć, że tak było-o..._- wyjąkała Karina ze strachem. Profesor McGonagall westchnęła ciężko i zwróciła się do Violetty: - Zaprowadź go do skrzydła szpitalnego. - Dobrze._- odpowiedziała cicho Viola i obie z Kariną wyszły. Po drodze Karina ubolewała: - Och, czemu akurat teraz! Czemu! Już niedługo egzaminy i na_pewno będziemy przerabiać materiał, który będzie na nich! Co za pech! - Nie przesadzaj._- mruknęła zażenowana Violetta. Reszta rozmowy utonęła w stukocie ich kroków. Edytowane przez Christina dnia 18.07.2013 21:16
Trzymam się raczej na uboczu, nikomu nie zawadzam i mam spokojny charakter. Przepadam za czekoladą i książkami (zresztą jak większość nas, nie?).
Lubię oglądać anime, czytać mangi i ogólnie poznawać Wschodnią kulturę =) ![]() ▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬ஜ۩۞۩ஜ▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬b35; Niech żyje Gryfindor~!!! b35;▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬ஜ۩۞۩ஜ▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬b35; |
|
|
|
Portugas |
Dodany dnia 17.07.2013 18:38
|
![]() Ostrzeżenia: 2 Pochwały: 6 Postów: 1255 Dom: HufflepuffPunkty: 6535 Ranga: Pomocnik Filcha Data rejestracji: 08.03.13 |
Była godzina 19:00. Księżyc już schował się za pobliskim wzgórzem, a Patryk Szarc i Jessica Collet stali przy drzwiach do sali transmutacji. Tylko coś było nie tak, Patryk miał wybite kilka zębów co dosyć utrudniało mu mówienie, a jak mówił strasznie się przy tym ślinił. - Wiessf, dzięki. - Zagadał nieśmiało Patryk. - Za co? I czemu tak gadasz? - Za tfo, ze mne naucylaś zaklęcia Patromusa. No i Kseli mi przyłosyla rasem s Balym kiedy se im psyznalem - Wypowiedział z trudem Puchon. Jessica już miała powiedzieć, że zasłużył sobie na to, ale uprzedziła ją profesor McGonagall przepraszając ich za to, że się spóźniła po czym weszła pospiesznie do klasy machając do nich ręką, żeby podeszli do jej biurka. - Dobrze moi drodzy dziś pomożecie mi łapać nie udane eksperymenty dzisiejszych lekcji, czyli: niewidzialne ślimaki, oraz małe smoki i króliki, które znajdziecie na placyku na przeciwko klasy. - Smoki? Nie chodzi pani o prawdziwe smoki prawda? - Zapytała lekko wystraszona Łapa. - Oczywiście, że nie panno Collet! - Zaprotestowała profesor McGonagall. - Czyżby zapomniała pani, o działaniu zaklęcia Draconifors? A teraz do roboty. Edytowane przez Christina dnia 18.07.2013 21:16
kocham juliettę115 Przez pomyłkę zrobiłem to specjalnie. ![]() Ach, ta Łapka ![]() ![]() ![]() Portugas - jedyny użytkownik, na którego ma oko nawet Krico ![]() Wszyscy jesteśmy żyrafami, które urodziły się nad przepaścią :zyrafa: ~ Nior ^^ ![]() ![]() |
|
|
|
Lapa15 |
Dodany dnia 17.07.2013 19:31
|
![]() Pochwały: 19 Postów: 2670 Dom: GryffindorPunkty: 20150 Ranga: Niezwyciężony mag Data rejestracji: 01.12.12 |
Jessy stała jak spetryfikowana. W końcu zdała sobie sprawę, że musi zacząć szukać tych przeklętych ślimaków. - Finite Incantatem, Finite Incantatem... - mówiła Jessy celując co chwila w kąty klasy transmutacji. Patryk robił to samo. Jednak nie wychodziło mu to za bardzo, z powodu braku zębów. W końcu po jakieś godzinie wszystko było gotowe. Gdy oboje oznajmili Opiekunce Gryfonów, że wszystko zrobione, ta powiedziała: - Dobrze... Żeby wam się w dormitoriach nie nudziło to sobie troszkę popiszecie... - mówiąc to wskazała na ławkę i dała im pióra i pergaminy. Gdy oboje usiedli profesor kontynuowała - Napiszecie mi 250 razy takie zdanie: Nie będę robić na złość innym uczniom. No, proszę, zaczynajcie! Edytowane przez Lapa15 dnia 17.07.2013 19:52
![]() *** Moje wewnętrzne oko tu cierpi *** |
|
|
|
| Podziel się z innymi: |
|
| Przejdź do forum: |



Sharllottka
wracam po paru latach, a tu fandom umarł 




Slytherin
Gryffindor








Hufflepuff













