Wojna czarodziejów siê koñczy. I... czas uciekaæ.
Sta³a na b³oniach Hogwartu, z przera¿eniem wpatruj±c siê w martwe cia³o Harry’ego Pottera, które Hagrid z³o¿y³ na ziemi. Z oczu ciek³y jej ³zy, nie mog³a uwierzyæ, ¿e Wybraniec nie ¿yje. Rozejrza³a siê wokó³. Wielu zginê³o, wielu by³o rannych. Ale byli te¿ tacy, którzy stchórzyli, uciekli. Kim¶ takim by³ na przyk³ad Ron, który, po odwa¿nej decyzji Pottera, odszed³. Stwierdzi³, ¿e Harry zwariowa³, po czym po prostu znikn±³.
- Harry Potter… Ch³opiec, Który Prze¿y³ – do jej uszu dobieg³ g³os Lorda Voldemorta. – Nie ¿yje… Zobaczcie, jak skoñczy³ wasz Wybraniec.
Te s³owa wwierca³y siê w jej mózg, nie dopuszcza³a jednak do siebie, ¿e to siê dzieje. Gdzie¶, w g³êbi duszy, mia³a nadziejê, ¿e to nie jest prawda. Chcia³a, ¿eby Harry wsta³, ¿eby zabi³ Voldemorta.
- Dam wam czas do pó³nocy. Opatrzcie swoich rannych, zbierzcie cia³a zmar³ych. Bêdzie czas, by wyprawiæ im godny pogrzeb. Wszak nie umarli na darmo. Bronili murów tej wspania³ej szko³y – wszystko siê w niej gotowa³o, nie mog³a jednak nic zrobiæ. Prawda zaczyna³a do niej docieraæ. Nie by³o dla niej miejsca w tym ¶wiecie. W ¶wiecie czystej krwi nie ma miejsca dla mugolaków. Zaczyna³a godziæ siê z faktem, ¿e nied³ugo umrze. – Gdy minie pó³noc, to ja bêdê dyktowaæ regu³y. Wygra³em, a wy musicie siê z tym pogodziæ. Razem oczy¶cimy ¶wiat z brudnej krwi.
Nie s³ucha³a. Nie chcia³a. Mia³a sze¶æ godzin na ucieczkê. ¦miercio¿ercy odeszli za swoim panem. Hermiona spojrza³a przed siebie. Kilka stóp od niej le¿a³o skatowane cia³o Neville’a. Oto, jak potraktowano ch³opca, który zabi³ ukochanego wê¿a Czarnego Pana. Longbottom ¿y³. Nie mo¿na by³o przelaæ jego czystej krwi. Schyli³a siê nad nim, ocieraj±c ³zy rêkawem.
- Neville? – szepnê³a, wpatruj±c siê w jego twarz, wykrzywion± grymasem po ostatnim zaklêciu Cruciatus.
- T-tak? – wyj±ka³, próbuj±c siê podnie¶æ, a z jego rozciêtego policzka pop³ynê³a stru¿ka krwi.
- Jak siê czujesz? – spyta³a, rozgl±daj±c siê jednocze¶nie za kim¶, kto pomóg³by jej w przetransportowaniu Longbottoma do Wielkiej Sali, gdzie z pewno¶ci± by siê nim zajêto.
- Bywa³o lepiej – sili³ siê na u¶miech, lecz wyszed³ mu jedynie grymas.
- Oliver! Oliver, pomó¿ mi! – krzyknê³a do kolegi, który natychmiast podbieg³ i pomóg³ Neville’owi wstaæ.
Podpieraj±c bruneta z jednej strony, ruszy³a wraz z nim i Oliverem do wnêtrza zamku. Jej my¶li galopowa³y z zawrotn± prêdko¶ci±. Gdzie ma siê teraz podziaæ? Nie chcia³a umieraæ, musia³a co¶ wymy¶liæ.
- Hermiono! – od progu Wielkiej Sali wo³a³a j± Ginny.
Zostawiwszy Neville’a pod opiek± pani Pomfrey, podesz³a do rudow³osej. U¶miechnê³a siê do niej, choæ zdawa³a sobie sprawê, ¿e by³ to wymuszony gest. Martwi³a siê.
- Co teraz zrobisz? – zapyta³a Weasley, rozgl±daj±c siê z niepokojem po pomieszczeniu.
- Nie mam pojêcia – powiedzia³a Hermiona, nie zdaj±c sobie sprawy, ¿e z jej oczu ciekn± strumienie ³ez. – Ginny, ja nie mogê tu zostaæ, ja muszê uciekaæ. Zabij± mnie za samo to, ¿e zadawa³am siê z Harrym, a ja nie chcê umieraæ.
Rudow³osa przytuli³a Granger, próbuj±c wymy¶liæ jakie¶ dobre rozwi±zanie. Sta³y tak d³u¿sz± chwilê, do momentu, gdy Hermiona trochê siê uspokoi³a. W ich stronê szybkim krokiem zmierza³a profesor McGonagall. Wygl±da³a na zdenerwowan±. Nietrudno by³o zgadn±æ, dlaczego. Ona równie¿ zdawa³a sobie sprawê, z tego co nast±pi po przegraniu wojny. Z tego, co siê stanie o pó³nocy…
- Granger – powiedzia³a, zatrzymuj±c siê przy dwóch nastolatkach. – Ty w szczególno¶ci musisz uciekaæ. Nie jeste¶ tu bezpieczna. Pos³uchaj – nauczycielka zni¿y³a g³os do szeptu. – W Zakazanym Lesie jest ¶wistoklik, zwyk³y podniszczony but. Aby go aktywowaæ musisz trzy razy w niego stukn±æ ró¿d¿k± i powiedzieæ: aufugiunte meum. On zabierze ciê do bezpiecznego miejsca. A… I gdy ju¿ bêdziesz bezpieczna, znajd¼ j±.
- Kogo, pani profesor, kogo mam znale¼æ?
- Ona ci pomo¿e. Ona bêdzie wiedzia³a, co robiæ. Wszystkiego dowiesz siê w swoim czasie, Granger. Gdy ju¿ tam bêdziesz – w oczach starej profesorki zal¶ni³y ³zy.
Hermiona zdumiona tym dialogiem, natychmiast podjê³a decyzjê. Nie chcia³a umieraæ, ba³a siê ¶mierci. Zdecydowa³a uciec. Tchórzy³a. Wiedzia³a o tym dobrze, jednak tutaj i tak nie mog³aby nic zdzia³aæ, ukrywaj±c siê. Wiedzia³a, ¿e pozostali sobie poradz±, a ona, przyjació³ka Harry’ego Pottera by³a zagro¿ona bardziej, ni¿ ktokolwiek inny.
Czas mija³ szybko. Pomaga³a przenosiæ rannych, uk³adaæ cia³a zmar³ych i opatrywaæ pozosta³ych. Straci³a poczucie czasu, jednak gdy po b³oniach potoczy³ siê g³os Lorda Voldemorta, wiedzia³a, ¿e ma go ma³o. Ukradkiem sprawdzi³a, czy torebka, w której mia³a wszystkie rzeczy spakowane jeszcze na Grimmauld Place, jest na miejscu. By³a. W kieszeni spodni.
- Macie jeszcze tylko pó³ godziny, pó¼niej zaczniemy tworzyæ nowy ¶wiat!
Odczeka³a kilka chwil, po czym po¿egna³a siê z przyjació³mi i pobieg³a w stronê Zakazanego Lasu. W rêce trzyma³a ró¿d¿kê, która o¶wietla³a jej drogê. Us³ysza³a tupot czyich¶ stóp, by³a prawie pewna, ¿e kto¶ j± goni³. Dobieg³szy na skraj lasu, zgasi³a ró¿d¿kê i zag³êbi³a siê w gêstwinê. Mia³a wra¿enie, ¿e kto¶ j± obserwuje, nie odwraca³a siê jednak. Usi³owa³a przypomnieæ sobie drogê na tê polanê. Nagle pêk³a za ni± ga³±¼. Granger pu¶ci³a siê biegiem, teraz mia³a ju¿ pewno¶æ, ¿e kto¶ za ni± idzie, nie wiedzia³a tylko, dlaczego jeszcze nie rzuci³ w ni± ¿adnym zaklêciem.
W pewnym momencie potknê³a siê o korzeñ Wiedzia³a, ¿e napastnik mo¿e j± teraz zabiæ. W krzakach, obok których upad³a, zauwa¿y³a jaki¶ przedmiot. Zniszczony but. ¦wistoklik. Wyci±gnê³a ró¿d¿kê.
- Granger! Od³ó¿ to! Od³ó¿, bo ciê zabijê! – us³ysza³a g³os Dracona Malfoya, który jak siê okaza³o celowa³ w ni±. Spojrza³a na niego z nienawi¶ci±.
- Przykro mi, Malfoy – wysycza³a przez zaci¶niête zêby i szybko, zanim cokolwiek zd±¿y³ zrobiæ, stuknê³a trzy razy w przedmiot i wypowiedzia³a zaklêcie. Poczu³a szarpniêcie w okolicach pêpka, ale jednocze¶nie te¿ u¶cisk na prawej kostce. Zrozumia³a, ¿e to Malfoy z³apa³ j± za nogê.
Oboje wyl±dowali na ziemi, pomiêdzy jakimi¶ pud³ami, krzes³ami i kartonami. Odrzuci³a buta, wstaj±c i rozejrza³a siê wokó³. Co¶ by³o nie tak. Ale co?
- Wspaniale! By³o ¶wietnie! Emma, do przebrania, Tom do charakteryzacji! Teraz spróbujemy wreszcie nakrêciæ scenê w dworku Malfoyów!
Fajnie, ¿e Voldzio wygra³, lubiê taki klimat i perspektywa Hermiony mi siê podoba, jednak mam wra¿enie, ¿e to by³o pisane po ³ebkach. Sporo tam niedok³adno¶ci, szczególnie w momencie ucieczki. Scena z Nevillem brzmi trochê jak zapychacz.
¦wistoklik tak randomowo w lesie... na który Hermiona oczywi¶cie natrafia przez przypadek... w ogóle w tej jej ucieczce ma³o napiêcia i tylko Malfoy ratuje tê scenê. Bo akurat to jego wyskoczenie ca³kiem fajnie wysz³o.
A co do samej koñcówki, to nie ogarniam. Gdyby to by³a miniaturka, to bym uzna³a, ¿e ca³y ten tekst jest zrobiony tylko po to, ¿eby zaskoczyæ t± koñcówk±. Jak dla mnie to ona tam zupe³nie nie pasuje, nie jako pomys³, ale wykonanie i zastanawiam siê, co chcia³a¶ przekazaæ. To ¿e straszne wydarzenia s± dla nas rozrywk±, ¿e robi siê z nich przemys³? Czy po prostu chcia³a¶ zaskoczyæ... nie wiem, pewnie siê nie dowiem i chocia¿ doceniam pomys³, to fick mnie nie zachwyci³.
Jeszcze o Voldziu. Jest ma³o straszny, szkoda ¿e nie opisa³a¶ go jako przera¿aj±cego i trochê nie zag³êbi³a¶ siê w t± wizjê. No i skoro Hermiona mówi³a, ¿e zabij± j± chocia¿by ze wzglêdu na przyja¼ñ z Potterem, to czemu reszta tak nie panikuje? Chocia¿by Weasleyowie? Jeszcze powiem, ¿e smut³am przy scenie z Ronem. Ten Rowlingowy nigdy nie zostawi³by rodziny