Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy. Czy spotka ją jakaś niespodzianka?
Hermiona, wraz z Ginny, Natalie i Cornelią, szybko opuściły klasę eliksirów i udały się na górę, by opuścić w końcu, zimne i ponure lochy zamku. Nie miały jednak czasu na to, by odpocząć po dwugodzinnych zajęciach z profesorem Slughornem, ponieważ już za kilkanaście minut miały zaczynać lekcje z zaklęć.
Profesor Flitwick podobnie jak większość nauczycieli rozpoczął swoje zajęcia od przypomnienia im, że właśnie rozpoczynają swój ostatni rok w Hogwarcie i za kilka miesięcy przyjdzie im zdawać Owutemy, więc będzie wymagał od nich wyjątkowo dużo pracy i sumienności. Podkreślił również, że na tegorocznych zajęciach oczekuje od wszystkich, by używali zaklęć niewerbalnych, które będą jednym z głównych punktów egzaminów.
– Przez pierwszy miesiąc, chciałbym, abyście zapoznali się dokładnie z zaklęciem bąblogłowy. Kto może mi powiedzieć, na czym to zaklęcie polega? – zapytał piskliwym głosem. – Proszę, panno Granger – zwrócił się do Hermiony, widząc jej uniesioną rękę.
– Zaklęcie bąblogłowy wytwarza wokół twarzy rzucającego czar bąbel wypełniony powietrzem, dzięki czemu można oddychać w pomieszczeniach lub pod wodą, gdzie nie jest to możliwe – odpowiedziała jednych tchem Hermiona.
– Świetna odpowiedź, panno Granger, pięć punktów dla Gryffindoru. Być może niektórzy z was pamiętają, że tego zaklęcia użyło parę lat temu dwoje uczestników Turnieju Trójmagicznego, który odbył się tutaj w Hogwarcie? – przypomniał im nauczyciel zaklęć. – Mam nadzieję, że po kilku godzinach ćwiczeń, wy również będziecie w stanie rzucać tak skutecznie to zaklęcie i to rzucając je niewerbalnie.
Tak więc ćwiczyli przez całe zajęcia. Na początek próbując rzucić je werbalnie. Mimo wielu prób i pomocy ze strony profesora Flitwicka tylko Hermionie, Natalie i jednemu Krukonowi udało się rzucić czar w ten sposób, by pojawił się niewielki bąbel wokół ich twarzy, za co dostali pochwałę. Mimo to nie uchroniło ich to, przed zadaniem im pracy domowej, podobnie jak pozostałym uczniom, polegającej na ćwiczeniu zaklęcia w wolnym czasie. W końcu jednak lekcja dobiegła końca i wszyscy mogli udać się na zasłużoną przerwę i obiad do Wielkiej Sali.
– Czy wy rozumiecie, że to dopiero drugi dzień – żaliła się Cornelia, gdy już siedzieli przy stole Gryfonów w Wielkiej Sali. – … a my będziemy już zarywać nocki, żeby móc wyrobić się z tymi wszystkimi zadanym pracami?
– Można było przewidzieć, że tak będzie – stwierdziła beztrosko Ginny. – W końcu nauczyciele zachowywali się podobnie przed zdawaniem SUMów.
– Macie dzisiaj jeszcze jakieś zajęcia? – zwróciła się do reszty dziewczyn Hermiona, którą czekała dzisiaj jeszcze godzinna lekcja starożytnych run.
– Tak, mamy jeszcze opiekę nad magicznymi stworzeniami – stwierdziła Ginny, zerkając również na Natalie i Cornelię.
– Pozdrów ode mnie Hagrida – poprosiła ją Granger, zajadając się w międzyczasie klopsikami w sosie pomidorowym. – Swoją drogą, muszę go w końcu odwiedzić – dodała. Była pewna, że Hagrid bardzo ucieszyłby się z takich odwiedzin.
– Nie ma sprawy, na pewno go pozdrowię w twoim imieniu – odpowiedziała Ginny, która rozglądała się po innych stołach.
– Szukasz kogoś? – zdziwiła się Hermiona, gdy dostrzegła, co przyjaciółka robi.
– Tak, mam drobną sprawę do Luny, ale niestety nigdzie jej nie widzę – stwierdziła niezadowolona z tego faktu Weasley.
– Zauważyłyście, że Hughes nie cieszy się zbyt wielką popularnością nawet wśród nauczycieli? – spytała Natalie, która obserwowała stół nauczycielski. Miała rację, inni członkowie ciała pedagogicznego prowadzili ze sobą ożywione rozmowy, natomiast Eric Hughes siedział samotnie na krańcu stołu i obserwował z ponurą miną uczniów.
– Może to on sam stroni od rozmów z nimi? – zauważyła Hermiona, patrząc na niego. – Pewnie taki ma charakter – dodała.
– Ciężko zacząć darzyć go sympatią – stwierdziła Cornelia. – No, idziemy do chatki Hagrida.
– To co, zobaczymy się już po zajęciach? – spytała Hermiona.
– Tak, pewnie spotkamy się w salonie, do zobaczenia Hermiono – pożegnała się z nią Ginny i razem z pozostałą dwójką dziewczyn udała się na zajęcia. Hermionie nie pozostało nic innego, jak wziąć z nich przykład i samej również udać się do sali starożytnych run.
Gdy tylko tam dotarła, szybko przekonała się, że zajęcia Gryfoni będą odbywać razem z Krukonami. Już z daleka dostrzegła stojącą w kolejce przed klasą Lunę, a niedaleko za nią Lucasa Jonesa. Hermiona ucieszyła się w duchu na myśl, że mimo tego, iż reszta jej przyjaciółek z roku, nie uczęszcza na ten przedmiot, to jednak nie będzie osamotniona. Obdarzyła Lucasa szczerym uśmiechem i skierowała się do Luny Lovegood, która stała głęboko zamyślona.
– Hej, Luna – przywitała się z nią. – Nie wiedziałam, że też chodzisz na starożytne runy.
– Miło cię widzieć, Hermiono – dopowiedziała Luna swoim marzycielskim głosem. – Tak, bardzo lubię ten przedmiot.
– Wiesz, że Ginny szukała cię podczas obiadu? – spytała Granger.
– Byłam w naszym pokoju wspólnym, potrzebowałam wyciszenia, ale dziękuję ci, znajdę ją po zajęciach.
– To coś ważnego?
– Och, nie – odpowiedziała Luna. – Obiecała mi pomóc z niektórymi z moich kolegów z roku. Pochowali mi gdzieś ostatnio moje podręczniki. Jak zwykle mogę na nią liczyć, ale to nic pilnego. Pewnie zaraz same się znajdą.
– Luna, gdybyś potrzebowała mojej pomocy, to jestem, pamiętaj – powiedziała Hermiona, patrząc na nią. Zrobiło jej się żal dziewczyny, która mimo tego, że walczyła parę miesięcy temu w obronie zamku, dalej musiała się mierzyć z takimi nieprzyjemnościami ze strony rówieśników.
– Dzięki Hermiono. Masz jednak teraz sporo obowiązków, nie chcę ci zawracać głowy drobnostkami.
– To żaden problem.
– Dziękuję, to bardzo miłe – Luna obdarzyła Hermionę szczerym uśmiechem. W międzyczasie pojawiła się profesor Babbling.
– Dzień dobry, zapraszam was do sali. – Profesor Babbling otworzyła drzwi i zaprosiła uczniów gestem do środka.
– Miło mi was znowu widzieć – przywitała się z nimi, kiedy wszyscy rozgościli się w klasie i pozajmowali swoje miejsca. – Cieszę się, że wśród was jest paru Gryfonów, choć żałuję, że skoro jestem teraz waszą opiekunką, to nie mogę mieć was wszystkich pod skrzydłami. Natomiast jestem bardzo dumna, że tylu Krukonów kontynuuje nasz przedmiot – dodała, patrząc na uczniów domu Ravenclaw, których było prawie dwukrotnie więcej. Następnie profesor Babbling, ponownie jak inni nauczyciele przypomniała im, że to ostatni rok i czeka ich zdawanie Owutemów, przez co powinni spodziewać się dużo cięższej pracy niż dotychczas. – Dlatego w tym roku skupimy się głównie na runach najstarszych cywilizacji. W początkowych miesiącach zajmiemy się runami starożytnych egipskich czarodziejów, a w kolejnym okresie przejdziemy do starożytnych Rzymian, Greków oraz czarodziejów z dalekiego wschodu.
Słowa profesor Babbling szybko znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości. Mimo że mieli już do czynienia z podstawowymi runami starożytnych Egipcjan, to szybko przekonali się, że bardziej zaawansowane runy są dużo trudniejsze w tłumaczeniu. Profesor Babbling nie rzucała słów na wiatr. Czekała ich w tym roku naprawdę ciężka praca. Pod koniec zajęć, nawet Hermionie udało się przetłumaczyć opracowywany fragment raptem w połowie. Nikogo zatem nie dziwiło, że profesor Babbling zadała im jako pracę domową przetłumaczenie pozostałej części tekstu zapisanej starożytnymi runami. Większa część klasy zareagowała na to polecenie z dezaprobatą, mając w świadomości, jak wiele już pracy na nich czekało. Mimo to, ich nauczycielka nie zmieniła zdania, uważając, że tylko w ten sposób mogą się należycie przygotować do egzaminów końcowych. Po opuszczeniu klasy Hermiona pożegnała się szybko z Luną i Lucasem, po czym udała się do pokoju wspólnego Gryffindoru, wiedząc, że nie ma co odwlekać tak dużej góry prac domowych na później.
Gdy tylko minęła przejście za portretem Grubej Damy, szybko stwierdziła, że większość uczniów jest jeszcze na zajęciach lub spędza czas na błoniach oraz w Wielkiej Sali. Poza dwoma osobami cały salon Gryfonów był do jej dyspozycji, co niezmiernie ją cieszyło. Cisza i spokój to były dwie rzeczy, których teraz zdecydowanie potrzebowała. Usiadła przy wolnym stoliku znajdującym się na wprost okna wieży i nim się zorientowała, na jej kolanach wylądował Krzywołap.
– Cześć, Krzywołapku, stęskniłeś się za panią? – spytała, drapiąc go za uszami.
Ze względu na to, że dziewczyn jeszcze nie było, doszła do wniosku, że najlepiej będzie dokończyć tłumaczenie tekstu, którym jeszcze przed chwilą zajmowała się na zajęciach ze starożytnych run. Wyjęła rozpoczęty tekst tłumaczenia, a także Sylabariusz Spellmana i zabrała się do pracy.
Po kilkudziesięciu minutach do pokoju wspólnego zaczęło się schodzić coraz więcej uczniów, po jeszcze dłuższym czasie, Hermiona w końcu dostrzegła Ginny, Natalie i Cornelię.
– No, w końcu cię znalazłyśmy – rzuciła Ginny w jej stronę, siadając naprzeciwko. – Hmm… chyba nie powinnam być zaskoczona, widząc cię przed stosem książek? – dopytała, unosząc brwi. Natalie i Cornelia usiadły na wolnych miejscach na kanapie.
– Postanowiłam, że lepiej nie odkładać tego na później, zwłaszcza że jeszcze przed chwilą było tu dość mało osób – stwierdziła Hermiona, kończąc swoją pracę i odkładając pióro na bok. – Gdzie byłyście tyle czasu?
– Wiesz, po zajęciach miło było spędzić trochę czasu na błoniach. Naprawdę, Hermiono, nie przemęczaj się już od pierwszego dnia – doradziła Ginny swojej przyjaciółce.
– Dzięki za troskę, ale lubię mieć wszystko zrobione na bieżąco – stwierdziła Granger i przyjrzała się dopiero teraz uważniej siedzącej przed nią dziewczynie. – Swoją drogą, wyglądasz na bardzo zadowoloną? – spytała.
– W sumie tak… Widziałam się z profesor McGonagall, pozwoliła mi zorganizować sprawdziany do drużyny Gryfonów w przyszłym tygodniu. Dokładnie we wtorek. Mam już zarezerwowane boisko – opowiadała uradowana.
– Cieszę się, poradzisz sobie – dodała jej otuchy Hermiona. – Natalie pewnie też jest zadowolona?
– Chyba tak, aczkolwiek na pewno trochę się stresuje – uznała Ginny, zerkając w stronę Natalie. – Chciałabym, by się załapała do drużyny, ale będę fair, nie będę jej faworyzować.
– Mądra decyzja – przyznała Hermiona.
– No cóż, chyba powinnam, chociaż w pewnym stopniu wziąć z ciebie przykład i też się zabrać za jakąś pracę domową – westchnęła Ginny z niechęcią. – Kiedy zaczniemy treningi, będę miała jeszcze mniej czasu – stwierdziła i mimo ewidentnego braku chęci, wyjęła podręczniki ze swojej torby i przyłączyła się do Hermiony.
Czas mijał bardzo szybko i zbliżał się już wieczór. Gwar w salonie Gryfonów był coraz większy. Jedni jak Hermiona oraz Ginny zajmowali się odrabianiem prac domowych, podczas gdy inni uczniowie grali w szachy, eksplodującego durnia, wspominali o swoich wakacjach przyjaciołom, a niektórzy demonstrowali różne sztuczki za pomocą przedmiotów kupionych w Magicznych Dowcipach Weasleyów. Natalie wraz z Cornelią ćwiczyły wspólnie zaklęcie bąblogłowy, a ponieważ Hermionie udało się je dość skutecznie zastosować już na zajęciach, skończyła w międzyczasie wypracowanie dla profesora Clarke'a.
Gdy odłożyła wszystkie swoje rzeczy, spojrzała na zegarek i stwierdziła, że musi jak najszybciej udać się na patrol korytarzy, gdyż zbliżała się godzina, kiedy pozostali uczniowie powinni być już w swoich pokojach wspólnych i dormitoriach.
– Idziesz już? – spytała zmęczona Ginny, kończąca swój esej, kiedy spojrzała na zbierającą swoje rzeczy przyjaciółkę.
– Tak, muszę iść na patrol, zaniosę tylko rzeczy na górę – odpowiedziała Hermiona, wstając od stolika.
– W porządku, mam nadzieję, że będzie spokojnie. Zobaczymy się rano – dodała Weasley, wiedząc, że nim Hermiona wróci do dormitorium, ona sama na pewno będzie już spała głębokim snem.
– Dzięki, miłego wieczoru – pożegnała się z nią Granger, po czym poszła odnieść swoje rzeczy na górę.
Hermiona nawet nie zorientowała się, kiedy upłynęła jej pierwsza godzina dyżuru. Zapowiadała się wyjątkowo spokojna noc, bez żadnych niespodzianek. Na każdym piętrze, korytarzu czy też na Wielkich Schodach można było odczuć niczym niezmąconą ciszę. Hermionie zdarzało się tylko od czasu do czasu mijać na korytarzach niektórych nauczycieli lub któregoś z innych prefektów – oprócz niej patrol pełnili jeszcze dzisiaj Monica MacDonald z Gryffindoru oraz Kevin Davies z Hufflepuffu. Poza tym przechodząc korytarzami, można było dostrzec, że postacie na portretach porozwieszanych na murach, również pomału kładą się do snu.
– Wszystko w porządku, panno Granger? – Hermiona wzdrygnęła się mimowolnie, słysząc to pytanie. Nawet nie zauważyła ani tym bardziej nie usłyszała, kiedy za jej plecami znalazła się profesor Sprout.
– Taaak… pani profesor – odpowiedziała, kiedy już doszła do siebie. – Ja sama nie widziałam nic niepokojącego. Monica i Kevin również mi niczego nie zgłaszali. Właśnie idę jeszcze sprawdzić lochy, nim wrócę do wieży Gryffindoru.
– Dobrze, panno Granger, cieszę się, że wszystko w porządku. W takim razie życzę pani dobrej nocy – pożegnała ją profesor Sprout.
– Wzajemnie, pani profesor – odpowiedziała Hermiona i skierowała się na dół w kierunku lochów.
Dla Hermiony lochy zawsze były jedną z najmniej lubianych przez nią części zamku. Panujący dookoła chłód oraz wilgoć, a również wspomnienia tak wielu lekcji eliksirów z profesorem Snapem powodowały, że nie miała zbyt dużej ochoty na to, by iść tam dzisiejszej nocy na patrol. Jednak poczucie obowiązku, które na niej ciążyło (w końcu była prefektem naczelnym), zdecydowanie przeważyło i chcąc nie chcąc znalazła się na korytarzach ciągnących się pod Hogwartem.
Jeśli wcześniej Hermiona mogła ocenić, że w zamku panuje tej nocy wyjątkowa cisza i spokój, to było to niczym z atmosferą, jaka panowała tutaj. Przez chwilę dziewczyna miała wrażenie, że znalazła się w próżni, bo do jej uszu nie dochodził żaden dźwięk. Ten trochę niepokojący i niekomfortowy krajobraz poprawiały odrobinę nieliczne pochodnie tlące się dość rzadko na murach lochów.
Hermiona ruszyła powoli tymi chłodnymi i mało przyjemnymi korytarzami. Jej samej nieraz zdarzało się wraz z Ronem i Harrym spacerować nocami po zamku w różnych celach, więc dobrze wiedziała, że jeśli są uczniowie, którzy niezbyt przejmowali się przestrzeganiem regulaminu szkolnego, to równie dobrze można będzie spotkać ich również tutaj w lochach. Miała świadomość, że wyobraźnia i nagłe „potrzeby" uczniów tłumaczących takie eskapady nie miały granic. Sama wiele razy je stosowała.
Miała już wracać na górę, kiedy w oddali dostrzegła samotną postać przemieszczającą się powoli korytarzem. Jednak to, że się poruszała, było niczym w stosunku do pozostałego zachowania. Postać co jakiś czas sprawdzała coś na murach, to z jednej, to z drugiej strony lochu. Hermiona nagle zdała sobie sprawę, że wędrując tymi zimnymi i wilgotnymi pomieszczeniami, zbliżyła się bardzo blisko do miejsca, które wskazała jej profesor McGonagall, w którym spoczęło ciało Lorda Voldemorta. Mimowolnie poczuła niepokój, czego ten ktoś tutaj szuka? Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że być może właśnie miejsca pochówku Czarnego Pana.
Starając się nie robić żadnego hałasu, bardzo powoli zaczęła się zbliżać w kierunku tej tajemniczej postaci. Mogła już dostrzec, że nie jest to żaden uczeń, osoba wyglądała na starszą. Dyskretnie posuwała się do przodu, chowając się za filarami i załomami ścian. Gdy zbliżyła się na tyle, że mogła dostrzec wyraźnie postać przed nią, zamarła. Przed nią znajdował się nie kto inny jak profesor Eric Hughes. Hermiona poczuła mocne bicie swego serca. „Przecież to nie możliwe, tylko mi się tak wydaje" – próbowała przekonać samą siebie. Jednak Hughes w dalszym ciągu sądził, że nikt go nie obserwuje, zbliżył się do jednej ze ścian i zaczął ją delikatnie ostukiwać. Następnie wyciągnął zza pazuchy różdżkę i zaczął mruczeć pod nosem jakieś zaklęcia.
Sama obecność nauczyciela nocą na korytarzach czy w lochach nie była niczym nowym. W końcu oni również patrolowali zamek, pilnując, by uczniowie nie szwendali się nocą po Hogwarcie. Jednak to, co niepokoiło Hermionę, to zachowanie nauczyciela obrony przed czarną magią, który najwyraźniej czegoś tu szukał, a dziewczyna wiedziała, że poza miejscem pochówku Voldemorta, o którym Hughes nie miał prawa wiedzieć, nic innego się tutaj nie znajduje, poza paroma pustymi salami lub schowkami.
Hughes pokręcił głową zniecierpliwiony i udał się dalej w głąb korytarza, skręcając za pobliskim załomem. Hermiona pełna obaw, postanowiła pójść za nim. Podeszła do załomu i wychyliła delikatnie głowę. Zdążyła tylko rzucić okiem na Hughesa, gdy ktoś złapał ją nagle za ramię. Hermiona w ostatniej chwili zakryła sobie usta dłonią, gdyż ze strachu prawie krzyknęła. Odwróciła się szybko… przed nią stał profesor Clarke.
– Ale mnie pan przestraszył, profesorze – ledwo zdołała wykrztusić z siebie te słowa.
– Co pani tu robi, panno Granger? – zapytał zaskoczony profesor transmutacji.
– Och, ja tylko chciałam sprawdzić korytarze w lochach przed powrotem do wieży Gryffindoru – odpowiedziała speszona. – Nagle dostrzegłam jakąś postać na końcu korytarza, ale w końcu stwierdziłam, że to tylko profesor Hughes – dodała, nie patrząc Clarke'owi w oczy.
– W takim razie może pani spokojnie wracać do dormitorium – stwierdził Raphael Clarke, samemu wychylając się za załom korytarza i sprawdzając, czy dziewczyna mówi prawdę. – Rzeczywiście, to tylko profesor Hughes, przepraszam w takim razie, że panią przestraszyłem, po prostu zaskoczyło mnie, czemu pani aż tak się skrada.
– Nie szkodzi – wyjąkała Hermiona. – Ja też przepraszam, po prostu byłam zaskoczona widokiem kogoś w lochach i chyba trochę spanikowałam – próbowała się usprawiedliwić. Miała wielką ochotę powiedzieć Clarke'owi o dziwnym zachowaniu Hughesa, ale biorąc pod uwagę, że stojący przed nią nauczyciel nie miał pojęcia, kto jest pochowany w pobliskim murach, stwierdziła, że nie byłby to najlepszy pomysł. – Dobranoc, profesorze – dodała na koniec, po czym skierowała się z powrotem na górę, by udać się do wieży Gryffindoru.
Nawet nie zauważyła, kiedy znalazła się w dormitorium. Ponure myśli ani na moment jej nie opuszczały. Co robił Hughes? Dlaczego tak dziwnie się zachowywał? Czy czegoś szukał, a jeśli tak to czego? Hermiona mogła mieć tylko nadzieje, że nie jest to, to, o czym myśli. Zdjęła szatę, narzuciła na siebie piżamę i położyła się do łóżka. Ginny, Natalie i Cornelia już mocno spały, jednak ona sama tej nocy jeszcze długo nie zasnęła. Długo zastanawiała się nad tym, co dzisiaj zobaczyła. W końcu sen ją zmorzył i nie wiedząc nawet, kiedy zasnęła.