W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i poznaje nowych nauczycieli.
– Dobrze, tyle tytu³em wstêpu, pora przej¶æ do tematu dzisiejszych zajêæ – kontynuowa³ Clarke, wskazuj±c na tablicê. – Transmutacja ludzka! Z tego, co wiem, na poprzednim roku zaczêli¶cie przerabiaæ ju¿ ten temat, jednak na razie skupiali¶cie siê na podstawach, takich jak choæby zmiana koloru w³asnych brwi, itp. Zgadza siê?
– Tak, panie profesorze – odpowiedzia³a chórem klasa.
– Cieszê siê – u¶miechn±³ siê profesor Clarke, po czym kontynuowa³. – W tym semestrze zajmiemy siê jednak ju¿ bardziej konkretnymi elementami transmutacji ludzkiej. Oczywi¶cie nie bêdziemy siê zajmowaæ animagi±, ale spróbujemy transmutacji czê¶ciowej ludzkiego cia³a. Pozostanie ca³kowitym animagiem, jest sporo trudniejsze, ale przekonacie siê, ¿e nawet czê¶ciowa przemiana swojego cia³a, nie nale¿y do ³atwych, a im wiêksze zmiany, tym jest to trudniejsze. Natomiast w drugim semestrze zajmiemy siê zaklêciami wyczarowuj±cymi, które nale¿± do najtrudniejszych. Jakie¶ pytania? – zapyta³, zachêcaj±c ich do udzielania siê.
– Czy trudno jest zostaæ animagiem? – zapyta³a z zainteresowaniem Natalie, podnosz±c rêkê.
– Tak, jest to umiejêtno¶æ, któr± tak naprawdê wyæwiczy³o w doskona³ym stopniu niewielu, w tym miêdzy innymi wasza nowa pani dyrektor, jak zapewne wiecie – odpowiedzia³ Clarke, rozgl±daj±c siê po sali w poszukiwaniu innych uczniów, którzy równie¿ chcieliby o co¶ zapytaæ. – A czy ka¿dy mo¿e w dowolnej chwili pozostaæ animagiem? – Tym razem rêka Hermiony wystrzeli³a w górê. Profesor Clarke zachêci³ do udzielenia odpowiedzi. – Tak panno… – tutaj popatrzy³ w listê obecno¶ci. – …Granger?
– Nie do koñca, gdy¿ ministerstwo prowadzi Rejestr Animagów ze spisem nazwisk czarodziejów, którzy posiadaj± tê umiejêtno¶æ oraz z dok³adnym wyszczególnieniem, w jakie zwierzê mog± siê zmieniæ.
– Bardzo dobrze, piêæ punktów dla Gryffindoru – powiedzia³ profesor Clarke. – Dzisiaj na pocz±tek zajmiemy siê transmutacj± waszych twarzy. Tak jak siedzicie w parach, spróbujecie transformowaæ twarz swojej kole¿anki lub kolegi, by nie przypomina³a siebie. Mo¿liwo¶ci s± dowolne od zmiany w³osów po transmutacjê profilu twarzy. Najlepsza para zarobi dwadzie¶cia punktów na koniec zajêæ – oznajmi³. – Skorzystamy z zaklêcia Metamorsis, w ten sposób…
Profesor Clarke rzuci³ zaklêcie na niespodziewaj±cego siê tego ucznia, siedz±cego tu¿ przed nim. Jego w³osy szybko siê wyd³u¿y³y i zmieni³y kolor z br±zowego na czarny.
– Dacie sobie radê? – spyta³, po czym cofn±³ swoje zaklêcie, jednym ruchem ró¿d¿ki. – Samo wypowiedzenie formu³y nie wystarczy, potrzeba du¿o silnej woli i skupieniu siê na tym, co faktycznie chcecie zmieniæ. Przekonacie siê, ¿e to du¿o trudniejsze ni¿ wydaje siê w teorii. Jeszcze jakie¶ pytania? Nie...? To dobieramy siê w pary, najlepiej tak jak siedzicie i zaczynamy. Ja bêdê kr±¿y³ po sali i pomaga³ wam w razie potrzeby. Na koniec ocenimy rezultaty.
W klasie momentalnie spokojna i cicha atmosfera, pe³na skupienia na s³uchaniu tego, co nauczyciel ma do powiedzenia, zmieni³a siê w ha³as i rozmowy pomiêdzy uczniami, którzy na gor±co komentowali zadanie, jakie przed nimi postawiono. Hermiona i Ginny równie¿ wspólnie zaczê³y dzia³aæ w swojej ³awce. Ta pierwsza znajdowa³a siê w lepszej sytuacji, gdy¿ ju¿ sama próbowa³a tak zaawansowanej transmutacji podczas jej wyprawy wraz z Harrym i Ronem w poszukiwaniu horkruksów. Musia³a wtedy transmutowaæ swojego ch³opaka, by by³ nie do poznania w celu w³amania siê do Banku Gringotta. Mimo ¿e finalne rezultaty nie do koñca spe³ni³y jej oczekiwania, to efekt by³ do¶æ zadowalaj±cy. Teraz zaczê³a od podzielenia siê swoimi do¶wiadczeniami z m³odsz± przyjació³k± i pozwoli³a jej spróbowaæ pierwszej.
– Panie Fletchley, proszê bardziej skupiæ siê na swoich zamiarach – us³ysza³y g³os profesora Clarke'a, który w³a¶nie sprawdza³ jak radzi sobie Justyn i jego kole¿anka z Hufflepuffu.
– Dobra, Ginny, zaczynaj – oznajmi³a Hermiona, obserwuj±c ich nauczyciela. Wola³a, by dostrzeg³ pierwsze efekty ich pracy, kiedy ju¿ podejdzie do ich ³awki.
Lekcja up³ywa³a bardzo szybko i s³owa profesora Clarke'a okaza³y siê prorocze. Mimo jego nieustannej chêci do pomocy ka¿demu, rezultaty w ca³ej klasie by³y do¶æ mizerne. Pod koniec lekcji ma³o komu uda³o siê wykonaæ do¶æ dobrze powierzone zadanie i w wiêkszo¶ci osoby by³y nadal ³atwe do rozpoznania. W trakcie zajêæ Raphael Clarke kilka razy przechodzi³ obok ³awki Ginny i Hermiony i wyra¿a³ swoje zadowolenie z ich pracy, co znalaz³o odzwierciedlenie na koniec, kiedy nagrodzi³ obie Gryfonki dwudziestoma punktami, g³ównie za to, jak Hermiona poradzi³a sobie z transmutacj± Ginny.
– Tak, naprawdê bardzo dobrze sobie poradzi³y¶cie, dziewczyny. Dobry pocz±tek. Panno Granger czy mia³a pani do czynienia ju¿ z tym zaklêciem? – zapyta³ z zainteresowaniem Clarke.
– Tak, raz – przyzna³a Hermiona, choæ nie chcia³a wdawaæ siê w szczegó³y, kiedy to by³o.
– Rozumiem, no có¿, widaæ by³o to dzisiaj. Jeszcze raz gratulujê – u¶miechn±³ siê do niej profesor Clarke, po czym doda³ na koniec ju¿ do ca³ej klasy. – Zaklêcie Metamorsis z pewno¶ci± pojawi siê na Owutemach, wiêc bêdziemy nad nim pracowaæ przez ca³y pierwszy semestr. Nie zra¿ajcie siê za szybko, jak na pocz±tek by³o dosyæ obiecuj±co. Chcia³bym, aby¶cie na nastêpne zajêcia przygotowali wypracowania na temat najczêstszych b³êdów pope³nianych przy rzucaniu tego zaklêcia. A na dzisiaj bardzo wam dziêkujê i do zobaczenia.
Uczniowie zaczêli szybko pakowaæ swoje rzeczy i opuszczaæ salê transmutacji. Hermiona, Ginny, Natalie i Cornelia by³y jednymi z ostatnich, które opu¶ci³y pomieszczenie. Hermiona wychodz±c z sali, zerknê³a na profesora Clarke'a i dostrzeg³a jego ciep³y u¶miech, który prawdopodobnie mia³ byæ uznaniem, w zwi±zku z tym, jak poradzi³a sobie na dzisiejszej lekcji. Kiedy znalaz³y siê na korytarzu, Hermiona wraz z Natalie po¿egna³y siê z Ginny i Corneli±, które mia³y za chwilê mieæ zajêcia z wró¿biarstwa. One same mia³y teraz wolny czas przed dwugodzinn± lekcj± z Obrony Przed Czarn± Magi±. Obie uzna³y, ¿e warto udaæ siê do biblioteki i od razu zabraæ siê za wypracowanie, zadane przez profesora Clarke'a. Hermiona dosz³a do wniosku, ¿e to mi³a odmiana, gdy kto¶ inny poza ni± równie¿ do¶æ sumiennie podchodzi do nauki, a jak wstêpnie zauwa¿y³a, taka by³a Natalie. Nim jednak dotar³y do biblioteki, na korytarzu wiod±cym do niej, spotka³y Patriciê Edwards i Xaviera Walkera, dwójkê ¦lizgonów z ich roku.
– A wiêc to jest ta ca³a Granger? – spyta³ ch³opak, nie mog±c siê powstrzymaæ. – Patricia w³a¶nie opowiada³a mi, jak z Michaelem mieli z wami ma³± utarczkê w poci±gu. Nie uczyli ciê Granger, ¿e nie wtyka siê nosa w nie swoje sprawy?
– To zrób, to samo i daj nam spokój – odwarknê³a Natalie, która zna³a ich du¿o lepiej. – Spytaj siê swojej przyjació³eczki, jaka by³a odwa¿na, gdy dowiedzia³a siê, ze Hermiona jest prefektem naczelnym?
– Serio, Patricia? Dostali¶cie cykora na widok prefekta? – Xavier spojrza³ z wyrzutem na Patriciê, która w tym momencie wpatrywa³a siê w¶ciek³a w Natalie. – Prefekt czy nie, czy to co¶ zmienia? Jeszcze raz powtarzam, na przysz³o¶æ nie mieszaj siê do tego, je¶li nie chcesz mieæ z nami k³opotów jak one – doda³, tym razem zwracaj±c siê bezpo¶rednio do Hermiony, a wskazuj±c na jej blondw³os± towarzyszkê.
– Ju¿ siê ciebie boi! – prychnê³a Swan pod nosem.
– Chod¼, Natalie, idziemy, szkoda na nich czasu – stwierdzi³a Hermiona, nawet nie zaszczycaj±c ¦lizgonów spojrzeniem. Kiedy zajê³y ju¿ jednak stolik dla siebie w bibliotece, doda³a. – Na razie widzê, ¿e potrafi± tylko straszyæ – stwierdzi³a, wyjmuj±c z torby pióro i kawa³ek pergaminu.
– Och, uwierz, jak chc±, to potrafi± byæ te¿ nieprzyjemni, choæ przewa¿nie koñczy siê tylko na s³owach – przyzna³a Natalie, równie¿ wyjmuj±c swoje rzeczy. – Ty jednak tym bardziej nie masz co siê martwiæ. Choæby nie wiem, jak siê odgra¿ali, bêd± bali siê zaczynaæ z prefektem naczelnym. Mo¿e dziêki temu i my w tym roku bêdziemy mia³y z nimi wiêkszy spokój?
– Nie mam nic przeciwko – westchnê³a Hermiona. W bibliotece jak na razie nie by³o zbyt wiele innych osób. Wiêkszo¶æ uczniów by³a na zajêciach, a pozosta³a czê¶æ nie zawraca³a sobie g³owy bibliotek± ju¿ w pierwszym dniu szko³y. – Dlaczego nie zdecydowa³a¶ siê na wró¿biarstwo? – zapyta³a nagle Granger, odrywaj±c siê na chwilê od swojego wypracowania, chc±c lepiej poznaæ swoj± now± kole¿ankê.
– Hmm, w sumie jako¶ nie bardzo mnie to ca³e wró¿biarstwo poci±ga – przyzna³a Swan, równie¿ odk³adaj±c pióro chwilowo na bok. – Wola³am wybraæ inny przedmiot, numerologia jest du¿o ciekawsza.
– Tu siê z tob± zdecydowanie zgodzê.
– A ty? Spodziewa³am siê, ¿e bêdziesz uczêszcza³a na wiêkszo¶æ dostêpnych przedmiotów? – spyta³a Natalie.
– Chodzi³am na trzecim roku na wró¿biarstwo, ale bardzo krótko. Zrezygnowa³am szybko, jak tylko dostrzeg³am jak± oszustk± jest profesor Trelawney i ¿e to ca³e wró¿biarstwo jest oparte g³ównie na zgadywaniu – odpowiedzia³a bez ogródek Hermiona, po czym opowiedzia³a jej bardziej szczegó³owo ca³± historiê, jak tak¿e to, ¿e po trzecim roku zrezygnowa³a równie¿ z mugoloznastwa, gdy¿ stwierdzi³a wtedy, ¿e wziê³a sobie za du¿o na g³owê.
Nim siê spostrzeg³y, ich czas wolny nieub³aganie zbli¿a³ siê do koñca. Skoñczy³y rozmowê, schowa³y do torebek swoje rozpoczête wypracowania, które, mimo ¿e nieskoñczone, by³y ju¿ do¶æ okaza³e i stwierdzi³y, ¿e pora udaæ siê na ich kolejne zajêcia tego dnia, czyli obronê przed czarn± magi±. Gdy tylko uda³y siê na trzecie piêtro, przed drzwiami klasy zaczê³a ustawiaæ siê ju¿ grupka uczniów, w¶ród której dostrzeg³y Ginny i Corneliê.
– Gdzie by³y¶cie, ¿e przychodzicie tak pó¼no? – zapyta³a ich Ginny.
– W bibliotece – odpowiedzia³a Hermiona, na co Cornelia spojrza³a wymownie w sufit.
– No co? – spyta³a Natalie, gdy dostrzeg³a gest przyjació³ki. – Przynajmniej bêdziemy mia³y spokój, kiedy wy dopiero bêdziecie mêczyæ siê z tym wypracowaniem dla Clarke'a. Hughes siê jeszcze nie pokaza³? – doda³a, maj±c na my¶li ich nowego nauczyciela obrony przed czarn± magi±.
– Nie, jeszcze… – Nie skoñczy³a swojej odpowiedzi Cornelia, bo w³a¶nie w tym momencie zza za³omu korytarza wy³oni³a siê sylwetka wysokiego mê¿czyzny, o krótko przystrzy¿onych, ciemnych w³osach, i równie zadbanej, do¶æ krótkiej brodzie. Szed³ powoli i dostojnie, a jego mina sprawia³a wra¿enie, ¿e wola³by byæ teraz wszêdzie indziej, tylko nie tutaj. – O wilku mowa – szeptem wyrzuci³a z siebie jeszcze te trzy s³owa dziewczyna.
Eric Hughes obrzuci³ uczniów stoj±cych przed drzwiami swojej klasy ch³odnym spojrzeniem, a nastêpnie siêgn±³ do kieszeni swojego p³aszcza w poszukiwaniu klucza. Hermiona szybko odnios³a wra¿enie, ¿e mê¿czyzna rzeczywi¶cie musia³ wiele przej¶æ jako auror, pracuj±c dla Ministerstwa Magii. Stara³ siê okazywaæ dumê i ch³ód oraz wzbudzaæ powa¿anie, a tak¿e delikatny strach. Jednocze¶nie, gdy kto¶ bardziej mu siê przyjrza³, jak Granger w tym momencie, móg³ dostrzec równie¿ ewidentne oznaki zmêczenia ¿yciem. Gdy tylko Hughes otworzy³ drzwi, szybkim gestem d³oni zaprosi³ ich do ¶rodka. Uczniowie zaczêli zajmowaæ swoje miejsca, Hermiona ponownie usiad³a z Ginny, przed sob± mia³y Corneliê i Natalie.
Szybko mo¿na by³o dostrzec, ¿e klasa jak zwykle, kiedy obejmowa³ j± nowy nauczyciel, przesz³a kolejn± przemianê. Hermionie najbardziej przypomina³a t±, gdy nauczycielem tego przedmiotu by³ podszywaj±cy siê pod Alastora Moody'ego, ¶miercio¿erca – Bartemiusz Junior Crouch. W klasie znów mo¿na by³o dostrzec wiele urz±dzeñ wykrywaj±cych Czarn± Magiê, w tym np. fa³szoskopy, ale nie brakowa³o podobnie jak za kadencji Severusa Snape'a, wielu obrazów przedstawiaj±cych walkê z ciemnymi mocami, a tak¿e skutki zaklêæ niewybaczalnych oraz innych uroków.
Eric Hughes usiad³ za swoim biurkiem, roz³o¿y³ swoje przybory na biurku, w tym ró¿d¿kê oraz zwój swoich papierów, a nastêpnie rozejrza³ siê po ca³ej sali i sprawdzi³ listê obecno¶ci, porównuj±c j± z arkuszem, który zapewne otrzyma³ od dyrektorstwa szko³y.
– Witam was na ostatnim roku nauczania obrony przed czarn± magi±. Nazywam siê Eric Hughes i to ja bêdê was w tym roku naucza³ tego przedmiotu. – O¶wiadczy³ krótko i dobitnie, jego g³os nie by³ zbyt zachêcaj±cy. – Przez ten rok, bêdê chcia³ podzieliæ siê z wami swoim do¶wiadczeniem z lat spêdzonych na stanowisku aurora, aby¶cie nie tylko zdali egzaminy, ale równie¿ wynie¶li co¶ z tych zajêæ. Zak³adam… – tu spojrza³ na nich surowo i wymagaj±co. – … ¿e skoro znale¼li¶cie siê na ostatnim roku, to wyka¿ecie siê odpowiedni± wiedz± i umiejêtno¶ciami, ni¿ zdolno¶æ rzucenia kilku prostych zaklêæ. Na swoich zajêciach wymagam skupienia, ciê¿kiej pracy i sumienno¶ci. Nie ma tu miejsca dla leni i obiboków, je¶li kto¶ z was widzi siê w takiej roli, to ju¿ teraz sobie podziêkujmy! – O¶wiadczy³ surowo, wskazuj±c na drzwi. Nikt jednak tego nie zrobi³ i wszyscy patrzyli siê w niego uwa¿nie, s³uchaj±c jak na ma³o których zajêciach.
– Dzi¶ chcia³bym siê na pocz±tek zaznajomiæ z wasz± wiedz±, jak± posiadacie tu¿ przed przyst±pieniem do zdawania Owutemu z tego przedmiotu. W tym celu… – doda³. – … przygotowa³em na dzisiaj do¶æ obszerny test, który da mi odpowied¼ na to, czego mogê siê po was spodziewaæ i jak wiele pracy jeszcze przed wami.
W sali mo¿na by³o us³yszeæ bardzo ciche, pojedyncze pomruki, gdy¿ wiêkszo¶æ by³a zbyt przestraszona perspektyw± sprawdzianu ju¿ pierwszego dnia szko³y, a ju¿ sama postaæ ich nowego nauczyciela nie zachêca³a do wyra¿ania sprzeciwu. Hermiona momentalnie wyprostowa³a siê na swoim krze¶le i zaczê³a siê zastanawiaæ, jakie pytania mog± siê za chwilê pojawiæ przed jej oczami. Eric Hughes machn±³ ró¿d¿k± na stos pergaminów le¿±cych na jego biurku, które natychmiast pod±¿y³y w stronê ka¿dego z uczniów. Nim siê obejrzeli, przed ka¿dym, z nich le¿a³a odwrócona karta z pytaniami.
– Dobrze, macie dwie godziny i ani minuty d³u¿ej, czas, start – oznajmi³ Hughes, samemu siadaj±c za biurkiem, podczas gdy grupa uczniów jak najszybciej zaczê³a zaznajamiaæ siê z pytaniami, a niektórzy ju¿ zaczêli skrobaæ piórami po pergaminach.
Hermiona spojrza³a na le¿±cy przed ni± arkusz. S³owo „test" nie do koñca oddawa³o formê sprawdzianu, jakim podda³ ich profesor Hughes. Nie brakowa³o pytañ otwartych, a wszystkich by³o piêædziesi±t. W¶ród nich mo¿na by³o znale¼æ takie jak: opisz sposób pozbycia siê bogina, wymieñ zaklêcia niewybaczalne i opisz ich skutki, na czym polegaj± zaklêcia niewerbalne i wiele innych. By³y to pytania, z których wiêkszo¶æ ju¿ nieraz pojawia³a siê przy egzaminach koñcowych lub podczas zdawania SUM–ów. Hermionie nie sprawi³y wiêkszych trudno¶ci. Mog³a siê jednak tylko domy¶laæ, ¿e sporo innych osób bêdzie mia³o jednak wiêksze trudno¶ci. W koñcu nie ka¿dy uczestniczy³ w zajêciach Gwardii Dumbledore'a czy bra³ udzia³ w poszukiwaniu horkruksów. A co mo¿e daæ wiêcej praktycznej wiedzy i umiejêtno¶ci ni¿ sytuacje, które dziej± siê w rzeczywisto¶ci, kiedy trzeba sobie z nimi poradziæ i wtedy umiejêtnie wykorzystaæ znane przez siebie uroki i przeciwzaklêcia? Hermiona by³a ju¿ przy trzydziestym trzecim pytaniu, które brzmia³o: wymieñ najbardziej znane i przydatne zaklêcia defensywne, gdy dyskretnie rozejrza³a siê po klasie, jak sobie radz± inni. Wiêkszo¶æ uczniów, w tym siedz±ca obok niej Ginny, by³a bardzo poch³oniêta prac±, jednak na twarzach niektórych osób mo¿na by³o dostrzec, ¿e maj± do¶æ spore problemy z niektórymi pytaniami. Profesor Hughes ju¿ dobre kilkadziesi±t minut temu wsta³ od swojego biurka i teraz z surow± min±, chodzi³ pomiêdzy ³awkami, obserwuj±c, jak im idzie oraz czy w ¿aden sposób nie oszukuj±.
– Pozosta³o wam jeszcze trzydzie¶ci minut – o¶wiadczy³ oschle w pewnym momencie.
Wywo³a³o to jeszcze wiêksze skupienie, zw³aszcza tych osób, które pozostawa³y daleko w tyle z pytaniami. Hermiona, która ju¿ koñczy³a swoje odpowiedzi, mia³a zamiar na spokojnie jeszcze raz je przejrzeæ. By³a wyj±tkowo spokojna o wynik, gdy¿ pytania nie sprawi³y jej wiêkszych problemów. Da³aby wiele, aby podobne o takim stopniu trudno¶ci pojawi³y siê pod koniec roku przy zdawaniu Owutemów.
Gdy czas dobieg³ koñca, profesor Hughes zarz±dzi³, by od³o¿yli swoje pióra i pozostawili pergaminy na swoich ³awkach. Jednym machniêciem ró¿d¿ki sprawi³, ¿e ka¿dy arkusz wyl±dowa³ w jego rêkach, po czym zaniós³ je na swoje biurko.
– Wyniki podam wam na kolejnych zajêciach – oznajmi³. – Mam nadziejê, ¿e bêd± zadowalaj±ce. W innym wypadku ciê¿ko mi sobie wyobraziæ, by takie osoby mia³y co szukaæ na poziomie Owutemów – zasugerowa³ surowo. – Na kolejnej lekcji zajmiemy siê ju¿ zagadnieniami, które mamy omawiaæ w tym roku. To wszystko na dzisiaj – po¿egna³ siê z nimi. Uczniowie zaczêli do¶æ pospiesznie siê pakowaæ i opuszczaæ salê.
Hermiona wraz z Ginny, Natalie i Corneli± od razu skierowa³y siê w kierunku Wielkich Schodów, by udaæ siê do Wielkiej Sali na obiad. Gdy tylko znalaz³y siê w odpowiedniej odleg³o¶ci od klasy obrony przed czarn± magi±, Cornelia nie mog±c siê powstrzymaæ, wyrazi³a swoj± opiniê o zakoñczonych przed chwil± zajêciach.
– Czy on jest powa¿ny? Sprawdzian i to ju¿ na pierwszych zajêciach? Przecie¿ jeste¶my ¶wie¿o po wakacjach – o¶wiadczy³a oburzona. – I co to za sugerowanie, ¿e mo¿emy siê nie nadawaæ na poziom Owutemów?
– Wiesz, jest nowy, pewnie chcia³ siê zapoznaæ z poziomem naszej wiedzy – zasugerowa³a delikatnie Hermiona. – Poza tym sam test nie by³ a¿ tak trudny, raczej odnosi³ siê do podstawowej wiedzy z tego przedmiotu.
– Podstawowej? – spyta³a z ironi± Rose. – Mów za siebie, ja na co dzieñ nie mam do czynienia z druzgotkami czy czerwonymi kapturkami, by pamiêtaæ, czym siê ró¿ni±.
– Dziewczyny, mamy to za sob±, tak? – spróbowa³a uci±æ t± dyskusjê Ginny. – I tak nied³ugo dowiemy siê, jak nam posz³o. Cieszmy siê, ¿e ju¿ po wszystkim i mamy ju¿ dzisiaj dzieñ wolny, chod¼my lepiej na obiad.
Na obiedzie jak to zwykle bywa, skrzaty domowe znów stanê³y na wysoko¶ci zadania. W¶ród wielu dañ, zw³aszcza kotlety jagniêce smakowa³y dzisiaj wybornie. Hermiona spojrza³a na stó³ nauczycielski i dostrzeg³a opuszczaj±cych go kilku nauczycieli, w tym profesor McGonagall. Od razu przypomnia³a sobie o spotkaniu prefektów, które mia³o siê obyæ dzisiaj po zajêciach. Dostrzeg³a równie¿ zbli¿aj±c± siê do sto³u Gryfonów profesor Babbling, która skierowa³a siê w stronê Monici McDonald i Shane'a Morgana.
– Dziewczyny, bêdê musia³a was przeprosiæ – powiedzia³a Hermiona, nie spuszczaj±c wzroku z opiekunki Gryffindoru.
– A no tak, spotkanie prefektów z nauczycielami – szybko zrozumia³a swoj± przyjació³kê Ginny, pod±¿aj±c za jej oczami i przypominaj±c sobie, ¿e Hermiona wcze¶niej im o tym wspomina³a.
– Zobaczymy siê pó¼niej – po¿egna³a siê z nimi Granger, wstaj±c, po czym skierowa³a siê w stronê profesor Babbling. – Dzieñ dobry, pani profesor.
– Dzieñ dobry, panno Granger – odpowiedzia³a profesor staro¿ytnych run. – W³a¶nie rozmawia³am z pann± McDonald i panem Morganem, spotkanie odbêdzie siê za chwilê na drugim piêtrze w nieu¿ywanej sali obok kamiennego gargulca.
– Wiem, gdzie to jest – oznajmi³a Hermiona.
– Cieszê siê, panno Granger, wiêc za chwilkê siê tam wszyscy spotkamy. Proszê siê niczym nie przejmowaæ, omówimy tylko z wami wszystkimi szybko najwa¿niejsze sprawy – doda³a jej otuchy profesor Babbling.
Tak jak siê spodziewa³a, na spotkaniu obecni byli wszyscy prefekci domów, jak i prefekci naczelni, natomiast po drugiej stronie znajdowali siê opiekunowie domów, a tak¿e nowa pani dyrektor. Prefekci zajêli wolne miejsca w nieu¿ywanych od lat ³awkach, natomiast nauczyciele stanêli na przodzie sali przed nimi. Podczas krótkiego spotkania, które trwa³o nie d³u¿ej ni¿ dwadzie¶cia minut, ma³a grupka nauczycieli, jeszcze raz przypomnia³a im o ich prawach i obowi±zkach zwi±zanych z bycia prefektem domu i szko³y. Podali im has³o do ³azienki prefektów, z której mogli teraz do woli korzystaæ. Przede wszystkim jednak przypominali im o reagowaniu na nieodpowiednie zachowania innych uczniów, mo¿liwo¶ci karania takiego zachowania punktami, jednocze¶nie zaznaczaj±c, by nie nadu¿ywali swojej pozycji. Wspomnieli równie¿, o codziennym, dwugodzinnym patrolowaniu korytarza, tu¿ po ciszy nocnej, a tak¿e pomocy nauczycielom przy sprawach zwi±zanych z funkcjonowaniem szko³y czy odbywaj±cymi siê w niej uroczysto¶ciami. To drugie zajêcie skierowane by³o g³ównie do prefektów naczelnych: Hermiony i Lucasa Jonesa. Gdy wiêkszo¶æ spraw zosta³a omówiona, profesor Mcgonagall pozwoli³a prefektom domów opu¶ciæ salê, natomiast poprosi³a Hermionê i Lucasa, by jeszcze przez chwilê zostali.
– Przepraszam was, ¿e zostawiamy was tu jeszcze przez chwilê, ale chcemy przekazaæ wam jeszcze kilka rzeczy na osobno¶ci – oznajmi³a profesor McGonagall. – Przede wszystkim od waszej dwójki wymagam, aby¶cie wspierali pozosta³ych prefektów domów, zw³aszcza ¿e oboje byli¶cie na ich miejscu, wiêc wiecie, z jakimi obowi±zkami siê to wi±¿e – poczeka³a, a¿ oboje kiwn± g³owami. – Poza tym, jak widzicie, jako prefekci naczelni w du¿ej mierze jeste¶cie tutaj po to, by wspieraæ i nadzorowaæ prace pozosta³ych prefektów, a tak¿e by¶cie pomagali nam przy podejmowaniu decyzji i organizowaniu ró¿nych uroczysto¶ci w Hogwarcie, czy to zwi±zanych z dekorowaniem szko³y na czas ¶wi±t, a tak¿e innych, czêsto nieplanowanych. Poza tym bardzo chêtnie ujrzymy wasz± inicjatywê, gdyby¶cie mieli jakie¶ ciekawe propozycje w tych sprawach czy nawet w kwestii codziennego funkcjonowania szko³y, to chêtnie was wys³uchamy – zachêca³a ich dyrektor. – Na koniec jeszcze jednak kwestia. Nie ma potrzeby, by¶cie oboje patrolowali korytarze nocami, kiedy reszta prefektów te¿ to bêdzie czyniæ. Mo¿ecie ¶mia³o siê zmieniaæ, wystarczy, ¿e jedno z was bêdzie nadzorowaæ resztê. Dacie radê sami podzieliæ siê obowi±zkami? – spyta³a, patrz±c na nich z uwag±.
– My¶lê, ¿e tak… – odpowiedzia³a Hermiona, patrz±c na Lucasa, który odwzajemni³ spojrzenie.
– Proszê siê nie martwiæ, na pewno oboje sobie poradzimy, nie bêdzie z tym problemu – u¶miechn±³ siê Krukon.
– Cieszê siê – odpowiedzia³a McGonagall. – Nie ukrywam, ¿e wybrali¶my was miêdzy innymi z tego powodu, ¿e mieli¶my nadziejê, ¿e bêdzie wam siê wspólnie do¶æ dobrze wspó³pracowaæ. – No, ale nie trzymamy was d³u¿ej, bo na pewno chcecie odpocz±æ po tym pierwszym dniu, jeste¶cie wolni.
– Do widzenia – po¿egnali siê z nauczycielami, Hermiona i Lucas.
– To jak? My¶lisz, ¿e bêdzie nam siê dobrze wspó³pracowaæ i dzieliæ obowi±zkami? – spyta³ przekornie Krukon.
– Hmm, nie wyobra¿am sobie innej mo¿liwo¶ci – odpowiedzia³a z u¶miechem Hermiona.
– To w takim razie, ja dzisiaj biorê na siebie patrolowanie korytarzy – zacz±³ Lucas, a kiedy dostrzeg³, ¿e Hermiona chcia³a siê wtr±ciæ, doda³. – I nie przyjmujê ¿adnego sprzeciwu – o¶wiadczy³, bêd±c w dobrym humorze.
– Ok, w takim razie ja biorê dy¿ur jutro – zgodzi³a siê dziewczyna, po czym po krótkiej pogawêdce ka¿de z nich uda³o siê w stronê swojego pokoju wspólnego.
Zainteresowanych dalszym ci±giem fanfika odsy³am tutaj: https://www.fanfi...o-Hogwartu.
Niestety na ten moment ruchu na hpnecie nie ma prawie wcale, wiêc wstawianie kolejnych rozdzia³ów odbywa siê tutaj z bardzo du¿ym opó¼nieniem. Jednocze¶nie fanfik jest publikowany pod powy¿szym linkiem, gdzie zamieszczanie kolejnych rozdzia³ów odbywa siê du¿o szybciej. Mimo to je¶li mo¿liwo¶ci w przysz³o¶ci pozwol±, to dalej bêdê stara³ siê kontynuowaæ fanfik zarówno tutaj jak i tam.