13 sierpnia 1999
Pozna³am uroczego ch³opaka o imieniu Taylor. Jest wysoki, ma d³ugie blond w³osy i szaro-niebieskie oczy. Przystojny. Nieziemsko.
Nie mam pojêcia co tak naprawdê sprawi³o, ¿e pojawi³am siê na koncercie grunge’owym. Muzyka raczej mnie nie interesuje. Jednak us³ysza³am kilka d¼wiêków i wiedzia³am, ¿e po prostu nie mo¿e mnie tam zabrakn±æ. Jaka¶ dziwna si³a pcha³a mnie w tamt± stronê. I bardzo siê z tego cieszê.
Kiedy skoñczyli graæ, powoli uda³am siê w stronê domu. Po drodze wst±pi³am jednak do najbli¿szej kawiarni. Pada³am z nóg i ¿eby siê pod¼wign±æ, potrzebowa³am espresso. Gdy wysz³am, kilka ulic dalej zauwa¿y³am jaki¶ cieñ. Natychmiast wyci±gnê³am ró¿d¿kê, ale mój przeciwnik by³ szybszy - rozb³ys³o z³owrogie ¶wiat³o i upad³am na ziemiê, trac±c przytomno¶æ.
Pierwsz± rzecz±, któr± ujrza³am po przebudzeniu by³y bia³e ¶ciany. Bia³e ¶ciany i jego twarz. Zatroskane spojrzenie. Trzyma³ moj± d³oñ. Nie wiedzia³am, gdzie jestem. Dopiero pó¼niej rozpozna³am to miejsce. Szpital ¶w. Nathaniela Coopera. Zorientowa³am siê po charakterystycznych, zielonkawych fartuchach krz±taj±cych siê uzdrowicieli.
14 sierpnia 1999
Oko³o ósmej rano przyszed³ do mnie jeden z uzdrowicieli, Timothy Jenkins, i o¶wiadczy³, ¿e mogê ju¿ wyj¶æ. Powiedzia³ to bardzo spokojnie i nawet uprzejmie, bior±c pod uwagê jego spojrzenie, mówi±ce „Pakuj manatki. I zabierz swojego kochasia. Nie mam ochoty was widzieæ!”, albo co¶ w tym gu¶cie.
Pó¼niej wyszli¶my z Taylorem na spacer po pobliskim parku. Okaza³o siê, ¿e jest absolwentem Hogwartu, Krukonem. Zawsze chcia³am siê tam uczyæ, jednak otrzyma³am list z jednej z pobliskich szkó³. No có¿, trudno. Nie bêdê ¿a³owaæ czego¶, na co nie mia³am ¿adnego wp³ywu.
Rozmawiali¶my tak (wiedzieli¶my ju¿ chyba o sobie wszystko, od ulubionego koloru po rozmiar buta) a¿ do pó¼nego wieczoru, kiedy to Taylor odda³ mi moj± ró¿d¿kê, wcisn±³ do rêki kartkê papieru (z wypisanym adresem) i powiedzia³, ¿e spotkamy siê jutro o szesnastej. Przytaknê³am i wróci³am do domu.
Frank nawet nie skin±³ g³ow±. Przyj±³ to, ¿e nie wróci³am na noc, a teraz ju¿ jestem, ze stoickim spokojem. Taki obrót spraw nawet mi odpowiada, choæ czasem czujê siê jak pi±te ko³o u wozu. Bo mo¿e autentycznie nim jestem...
15 sierpnia 1999
Stawi³am siê na wyznaczonym miejscu dok³adnie o szesnastej. Taylor czeka³ na mnie z czerwon± ró¿± w rêce. Kiedy go zobaczy³am, po prostu nie mog³am siê powstrzymaæ i rzuci³am mu siê na szyjê, a on... A on mnie poca³owa³! Och, nadal nie mogê w to uwierzyæ. To zabawne, ale z w³asnym mê¿em raczej nieczêsto siê ca³ujê. Mo¿e to nawet lepiej.
17 sierpnia 1999
Minê³o zaledwie kilka miesiêcy od mojego ¶lubu z Frankiem, a najwyra¼niej przyda³aby siê nam terapia ma³¿eñska. Byæ mo¿e nie by³oby problemu, gdyby on kocha³ mnie, a ja jego. Ale tak nie jest. Mo¿e nawet nie by³oby tak ¼le, gdybym nie zdradza³a go z tym uroczym blondynem o przecudnym imieniu Taylor. Nie mam pojêcia, jak mog³am dopu¶ciæ do mojego ma³¿eñstwa z Howardem. Mo¿e po prostu nie potrafi³am w odpowiedniej chwili postawiæ siê matce? By³am na to zbyt s³aba albo my¶la³am, ¿e wszystko bêdzie dobrze?... Je¶li tak, g³êboko siê myli³am.
Dzisiaj znów spotka³am siê z Taylorem. Zabra³ mnie do teatru, gdzie ostatnio rzadko bywam, bo Frank i sztuka nie id± ze sob± w parze, niestety. Szczerze mówi±c, nawet nie zwróci³ uwagê na to, ¿e wystroi³am siê, wysz³am z domu i wróci³am pó¼n± noc±. Mo¿e to i dobrze, ale w koñcu jest moim mê¿em, wiêc móg³by siê chocia¿ czasami mn± zainteresowaæ. To znaczy, czasami zauwa¿a, ¿e istniejê. G³ównie wtedy, kiedy trzeba posprz±taæ i ugotowaæ obiad. Wtedy jestem przydatna.
Och, matko! Dlaczego mi to zrobi³a¶?...
18 sierpnia 1999
Frank to skoñczony kretyn, dupek, je³op, idiota, patafian, g³±b, debil...
Ech. Zabrak³o mi s³ów, godnych opisania mojego mê¿a.
Normalnie rêce opadaj±!
19 sierpnia 1999
Dlaczego? Dlaczego Taylor mnie zostawi³?...
On nie mo¿e tak po prostu odej¶æ, nie mo¿e! Kocham go, kocham jak nikogo innego. A on mnie najwyra¼niej nie. Inaczej ola³by trasê koncertow± i zosta³ w Seattle, albo po prostu zabra³ mnie nie sob±...
No ale nie, bo nie mo¿e, bo co¶ tam, bo trasa, bo koncerty, bo nie mia³by dla mnie czasu, bo...
Bo ma ¿onê!
Czemu on mi tego nie powiedzia³?! W sumie, ja te¿ mam mê¿a, ale od razu go o tym poinformowa³am. Czy by³am dla niego tylko kolejn± dziewczyn± do kolekcji?...
Podarowa³ mi najlepszy tydzieñ w moim ¿yciu. Mog³am wyrwaæ siê do Franka, zapomnieæ o problemach...
Pokocha³am go. Ca³ym sercem. Nie potrafiê my¶leæ o nikim innym. W moim sercu jest tylko on. Nie bêdzie nikogo pó¼niej. Nigdy.
Tylko Taylor.
20 sierpnia 1999
Spotka³am siê z Joannie. W takiej sytuacji ka¿dy potrzebuje najlepszej przyjació³ki, której mo¿e siê wyp³akaæ, wy¿aliæ, która mo¿e choæ trochê go pocieszyæ.
Tylko Jo nie do koñca potrafi mnie zrozumieæ. Jest szczê¶liwa z Daveem, nigdy nie by³a w takiej sytuacji jak ja. Ma kochaj±cego mê¿a, w dodatku niedawno dowiedzia³a siê, ¿e bêd± mieli syna. Czego tu chcieæ wiêcej od ¿ycia?...
Wystarczy³oby mi tylko trochê ciep³a, zrozumienia. Mi³o¶ci, której teraz tak bardzo mi brakuje. Joannie robi co mo¿e i jestem jej za to bardzo wdziêczna, ale i tak nie jest w stanie posk³adaæ w ca³o¶æ mojego serca, które roztrzaska³o siê na miliardy kawa³eczków.
Wraz z odej¶ciem Taylora mo¿e ¿ycie straci³o nowo zyskany sens. Teraz jestem tu jedynie dla Jo.
Jakby tego by³o ma³o, zanik³y moje zdolno¶ci magiczne. Teraz udaje mi siê jedynie transmutowaæ szpilkê w kawa³eczek sznurka, i to z ogromnym wysi³kiem. Masakra. Jak ja sobie poradzê bez mojej magii? Jak?!
Joannie powiedzia³a, ¿e to mo¿e byæ tylko przej¶ciowe. Nie s±dzê, ¿eby to by³a prawda, chocia¿ bardzo bym tego chcia³a. To raczej niemo¿liwe.
14 wrze¶nia 1999
Jestem w ci±¿y.
Nie mam pojêcia z kim.
30 stycznia 2000
By³am na badaniach kontrolnych w szpitalu. Teraz ju¿ wiem, czyje dziecko noszê. Najgorsze jest to, ¿e Frank wie, ¿e jednak nie zostanie ojcem. Bardzo siê z tego cieszê. Biedna by³aby moja córka (tak! Bêdê mieæ córkê!) gdyby mia³a takiego tatê...
Za kilka dni bierzemy rozwód. Jedyna osoba, która jest z tego niezadowolona to oczywi¶cie moja matka. Pewnie posz³o o maj±tek Franka. Jak zawsze.
Tak. Dziecko. To wszystko, co pozosta³o mi po Taylorze. Jedyny ¶lad po wielkiej mi³o¶ci. Nic wiêcej. ¯adnego marnego zdjêcia.
Córeczka.
I nieopisana pustka w sercu.
13 maja 2000
Dzisiaj przysz³a na ¶wiat tak d³ugo oczekiwana przeze mnie córeczka.
Muszê powiedzieæ, ¿e to ca³y Taylor.
Kocham Elaine i bêdê j± chroniæ.