Emily i Godryk staraj± siê odnale¼æ zaginione artefakty. Czy wszystko pójdzie jak po ma¶le? Czy mo¿e znowu wpakuj± siê w jakie¶ k³opoty?
- Jak odzyskamy mój miecz?
Emily unios³a wzrok na szalej±cy po pokoju medalion i z cichym westchnieniem od³o¿y³a ksi±¿kê. Mieli ju¿ puchar Helgi i wiedzieli, gdzie podziewa siê s³ynny miecz Gryffindora. Jednak problem polega³ na tym, ¿e magiczny artefakt przebywa³ obecnie w gabinecie dyrektora Hogwartu. Nie by³o ¿adnych szans, by go stamt±d ukra¶æ, chyba ¿e Dumbledore by im na to pozwoli³.
- Powiemy mu?
- Pewnie i tak ju¿ wie.
- To czym siê martwisz? - zdziwi³a siê dziewczyna.
- Wci±¿ nie wiemy gdzie mog± podziewaæ siê pozosta³e dwa artefakty! Rowena, ta… - z³orzeczy³ przez chwilê na kobietê. - Zapewne mowa o tym jej cudownym diademie.
- To on faktycznie istnieje?
- Jak najbardziej. Chocia¿ nie mam pojêcia, jakim cudem ma przekazaæ komu¶ ca³± jej wiedzê. Od tego móg³by mózg wyparowaæ!
- Wiem, ¿e jeste¶ ca³kiem m±dry. Mia³e¶ naprawdê du¿o czasu, by wszystko przyswoiæ… Ale Rowenie chyba chodzi³o te¿ o inteligencje.
- No tak. - Medalion lewitowa³ jeszcze przez chwilê, a¿ w koñcu opad³ na poduszkê obok dziewczyny. - Id¼ ju¿ spaæ.
- Jeszcze jeden rozdzia³…
- Tak jak ostatnio?
Emily próbowa³a zmroziæ go wzrokiem, ale uniemo¿liwi³a jej to zamykaj±ca siê klapka od naszyjnika. Godryk ewakuowa³ siê do swojej biblioteki.
***
Emily uwa¿nie obserwowa³a uczniów na zajêciach z Obrony. Mimo i¿ od pocz±tku roku min±³ dopiero tydzieñ, chcia³a dowiedzieæ siê, kto wykazuje talent w tej dziedzinie. Kilka razy by³a nawet na zajêciach u profesora Flitwicka, ale oprócz pi±tki uczniów, których wypatrzy³a ju¿ na pocz±tku, nikt jej nie zachwyci³. A szkoda, bo mia³a w planach dodatkowe zajêcia dla nich. Co dziwne, mimo i¿ wiêkszo¶æ zaklêæ mu nie wychodzi³a, Neville Longbottom mia³ w sobie potê¿n± magiê. Black wci±¿ siê zastanawia³a, jak mog³aby mu pomóc. Ale mo¿e co¶ wymy¶li.
„Emily?”
„No?”
„Zmieni³em zdanie… Nudzê siê.”
„Serio?” - Emily odwróci³a wzrok od jakiego¶ ¦lizgona i znów zaczê³a siê wpatrywaæ w podrêcznik. - „Nudzi³e¶ siê przez setki lat, chyba powiniene¶ siê ju¿ przyzwyczaiæ?”
„Wtedy to chocia¿ siê przygotowywa³em!” - Godryk brzmia³ jak obra¿one dziecko. - „A teraz jak ju¿ zacz±³em co¶ robiæ, to nagle bum! I wszystko stoi w miejscu.”
„Nie martw siê, w koñcu co¶ znajdziemy”- pociesza³a go dziewczyna, czuj±c jak medalion robi siê ch³odny. To znaczy³o, ¿e Gryffindor naprawdê siê zamartwia³.
Ale nawet ona wiedzia³a, ¿e maj± coraz mniej czasu. Te wszystkie ataki na ni± i próba odnalezienia jej ojca. ¦miercio¿ercy tak naprawdê nie szukali Toma Riddle’a. Szukali Voldemorta. Tak naprawdê to nigdy nie zastanawia³a siê nad mo¿liwo¶ci± zobaczenia ponownie ojca. Tak d³ugi czas by³a przekonana, ¿e on nie ¿yje, a tu jednak sprawy maj± siê zupe³nie inaczej.
„Godryk?”
„Hmm?”
„Jak pokonamy Voldemorta, to mój tata wróci?”
„Nie wiem jak ten kretyn siê z nim po³±czy³. Dopóki ich nie spotkamy, nie mo¿emy byæ pewni niczego.”
***
- Nie spodziewa³em siê, ¿e boginem Harry’ego bêdzie dementor.
- Obstawia³e¶ raczej Voldemorta?
Zaraz po zajêciach, gdy w klasie nie by³o ju¿ nikogo, Emily podesz³a do zaniepokojonego Lupina. Automatycznie przesz³a z nim na ty, zw³aszcza, ¿e nie mieli ¶wiadków.
- Zdziwi ciê je¶li powiem, ¿e tak?
- Nie, sama tak my¶la³am. - U¶miechnê³a siê do siebie. - Ej, a mogê zobaczyæ swojego bogina?
- Swojego…?
- Nigdy ¿adnego nie spotka³am.
Gdy Remus siê zgodzi³, dziewczyna podesz³a do szafy. Zamek klikn±³ i Emily wstrzyma³a oddech, gdy mgie³ka wyp³ynê³a na pod³ogê. Przez chwilê próbowa³a przybraæ jaki¶ kszta³t, a Black wydawa³o siê, ¿e przez chwilê widzia³a Godryka. Jednak w koñcu widmo przybra³o kszta³t i Emily nie by³a w stanie nawet drgn±æ. Tu¿ przed ni±, na pod³odze klasy, le¿a³ martwy Harry Potter.
- Och Merlinie - szepn±³ profesor stoj±cy kilka kroków dalej. Widz±c, ¿e dziewczyna nie jest w stanie nawet drgn±æ sam, zaj±³ siê boginem.
- Ja… Pójdê ju¿ do siebie - wymamrota³a Emily, wycofuj±c siê z klasy. Nie zwróci³a nawet uwagi na zaniepokojone spojrzenie Lupina, tylko jak najszybciej zabra³a swoje rzeczy.
Wcale nie mia³a zamiaru wracaæ do siebie. Ignorowa³a nawet ci±g³e pytania Godryka o swoje samopoczucie. Widok martwego brata wstrz±sn±³ ni± dog³êbnie. Najbardziej ba³a siê jego ¶mierci? A mo¿e nie chcia³a zostaæ sama? Nie, po prostu nie znios³a by faktu, ¿e go zawiod³a.
- Czuæ go od ciebie.
- Co? - odwróci³a siê zdziwiona. Na wprost niej w odleg³o¶ci kilku kroków unosi³ siê duch dziewczyny. Emily przechyli³a lekko g³owê ale nie mog³a sobie przypomnieæ, czy ju¿ wcze¶niej widzia³a j± gdzie¶.
- Gryffindora. Masz go w sobie.
- Có¿… A sk±d niby wiesz takie rzeczy?
Dziewczyna roze¶mia³a siê zimnym g³osem. Ogólnie bi³ od niej ch³ód i to nie tylko dlatego, ¿e by³a martwa. Jednak po chwili uspokoi³a siê i jej twarz wyra¿a³a delikatne zainteresowanie.
- Mo¿e nie jestem tak m±dra, jak moja matka, ale g³upia te¿ nie. Mogê z nim porozmawiaæ?
„Jak matka? W co ona sobie pogrywa… O nie!”
„Co jest?”
„Chyba wiem kim ona jest. Dobra, poka¿ mnie.”
Wci±¿ uwa¿nie obserwuj±c ducha, Emily wyjê³a medalion zza bluzki. Otworzy³a go i trzymaj±c za ³añcuszek, podsunê³a go bli¿ej dziewczyny. W sumie to bez problemu mog³aby go pu¶ciæ, by sobie wisia³, ale w ogóle nie ufa³a tej zjawie, by tak po protu zostawiæ Godryka bez opieki.
- Jestem ci winna przeprosiny.
- Niby za co?
- Wiesz, ¿e to nie by³ mój pomys³, by siê z tob± wi±zaæ?
- Wiem. Ty mia³a¶ tam kogo¶, ja wola³em nie mieæ. Ale co to ma do rzeczy?
- Moja matka tak naprawdê was lubi³a. Pewne okoliczno¶ci sprawi³y, ¿e to ciebie najbardziej znienawidzi³a. A potem znikn±³e¶. - Westchnê³a ciê¿ko. - To by³ cios dla niej, jako ¿e mia³e¶ byæ jej ziêciem.
- Nie obra¼ siê, ale w ¿yciu!
- Wiem, ¿e nigdy nie czu³e¶ tego samego. W koñcu by³am rozpieszczon± smarkul±.
- To za ma³o powiedziane.
Emily wodzi³a wzrokiem od ducha do medalionu i z powrotem. Ta dziewczyna mia³a byæ ¿on± Godryka?! Ale jakim cudem! Kto to jest, do diab³a?! I niech siê przestanie tak do niego u¶miechaæ!
- To co teraz planujesz?
- Wracam do ¿ycia.
- Och, do ¿ycia - wyszepta³a zjawa spogl±daj±c na Emily. - W zasadzie to ty chyba nigdy nie umar³e¶, prawda?
- Nie. Nie umar³em.
- Wiedzia³am. A tak nie chcieli mi uwierzyæ.
- Ale i tak nie powiem ci jak - roze¶mia³ siê Godryk. - Tak swoj± drog±, nie wiesz gdzie móg³bym znale¼æ diadem twojej matki? Jest mi potrzebny do rytua³u.
Diadem twojej matki… Twojej matki. Osz ty! To jest córka Roweny?! Ale co ona tu robi?
***
- Nie, nie wiem gdzie on móg³ to ukryæ- wymamrota³a Emily po raz setny. Godryk od kilkunastu minut próbowa³ zmusiæ j± do wytê¿enia umys³u.
- Przynajmniej mamy trop, ¿e gdzie¶ w Hogwarcie.
Dziewczyna opad³a na kanapê zastanawiaj±c siê. Oprócz Pokoju ¯yczeñ, nic jej do g³owy nie przychodzi³o. Tylko, ¿e ten pomys³ Gryffindor odrzuci³ od razu, twierdz±c, ¿e to zbyt oczywiste. Có¿, cokolwiek sobie o tym my¶la³, i tak pójdzie tam i poszuka tego diademu. U¶miechnê³a siê do siebie ju¿ widz±c minê Godryka, gdyby faktycznie jej siê uda³o.
- Z czego siê tak chichrasz?
- Z ciebie, dawno nie by³e¶ a¿ tak… tak podekscytowany.
I kiedy Godryk zacz±³ od nowa zachwycaæ siê mo¿liwo¶ci± znalezienia trzecie artefaktu, Emily z u¶miechem skierowa³a siê do swojego biurka i wyjê³a testy szóstego i siódmego rocznika. Lupin postanowi³ sprawdziæ na jakim tak naprawdê poziomie jest ka¿dy rok i niestety to jej przypad³o poprawiæ ich prace. To ta gorsza czê¶æ asystowania, na jak± siê zgodzi³a.
Pó¼niej bêdzie musia³a podej¶æ jeszcze do Snape'a. Tajne zadanie, które dosta³a od dyrektora, polega³o na wa¿eniu eliksirów dla szko³y. Niby nic, ale sprawia³o, ¿e jednak czu³a siê potrzebna. Bo zajêcia Obrony Remus móg³by sam prowadziæ. W koñcu by³ w tym dobry.
***
- Gdzie idziemy?
- Poogl±daæ trening Harry’ego.
- Ale po co? My i tak nie latamy.
Emily zapiê³a pelerynê i zabieraj±c medalion, wysz³a ze swoich kwater. Jak na wrzesieñ pogoda by³a bardzo kapry¶na i ju¿ od tygodnia pada³o. A nic nie wskazywa³o, by zanosi³o siê na poprawê.
- Ale on tak. Nie chcesz siê rozerwaæ?
- Raczej w tym stanie to nie bardzo. A za ¿ycia raczej nie u¿ywali¶my miote³ do grania…
- Bo zamiata³e¶ ni± pod³ogê? Dobra, cicho, bo jeste¶my ju¿ w¶ród ludzi.
Dziewczynie nie podoba³ siê fakt, ¿e Weasley dalej trzyma³ z jej braciszkiem. Po wielu k³ótniach, w koñcu zrezygnowa³ z odci±gania Harry’ego od niej, ale na ka¿dym spotkaniu patrzy³ na ni± spode ³ba. Nawet gdy pyta³a Hermiony, ta nie potrafi³a wyt³umaczyæ jej dlaczego ich przyjaciel tak siê zachowuje. Ale w koñcu siê dowie o co w tym wszystkim chodzi.
By³a ju¿ prawie przy wyj¶ciu z zamku, kiedy jakie¶ dwie drugoklasistki podbieg³y do niej przera¿one.
- Emily! - pisnê³a jedna. - Chod¼ szybko z nami!
- Co¶ siê sta³o? - zaniepokoi³a siê nie na ¿arty. Po wydarzeniach z poprzedniego roku wiedzia³a, ¿e w tej szkole wszystko jest mo¿liwe, a gdy dyrektor mówi ¿e jest bezpiecznie, to nie nale¿y go s³uchaæ.
- Nie chcia³y¶my i¶æ do profesora Snape’a bo móg³by nas wyrzuciæ za tak b³ahy powód - ci±gnê³a dalej ta sama dziewczynka. Dopiero wtedy Emily zerknê³a na szaty, rozpoznaj±c bez trudu herb Slytherinu. Przez chwilê poczu³a siê dumna, ¿e nawet ten dom zwraca siê do niej po imieniu, tak jak prosi³a o to wszystkich na pocz±tku. Po chwili jednak, gdy ju¿ dotar³y na siódme piêtro, a¿ j± zamurowa³o. Zerknê³a ostro¿nie na uczennice, zastanawiaj±c siê, co one niby robi³y na tym piêtrze. Zaraz te¿ rozleg³ siê krzyk Godryka.
„Nie! Tylko nie to!”
„Jak my teraz tam wejdziemy?!”
„A po co niby chcesz?”
„Mów sobie co chcesz, ale diadem jest tam!”
Emily wiedzia³a, ¿e to na tej ¶cianie znajduje siê wej¶cie do Pokoju ¯yczeñ. Teraz widaæ by³o nawet drzwi, które prawdopodobnie prowadzi³y do ¶rodka. Jednak spod nich wydostawa³ siê gêsty dym, jakby po drugiej stronie co¶ siê pali³o.
- Biegnijcie do dyrektora i powied¼cie mu, ¿e pokój Roweny siê pali. Bêdzie wiedzia³, o co chodzi.
Gdy ¦lizgonki zniknê³y, Emily zmierzwi³a sobie w³osy.
„Wchodzimy?”
„Zwariowa³a¶?”
„Ten diadem musi tam byæ!”
„Postaw mo¿e najpierw jak±¶ os³onê przy tych drzwiach. Nie wiemy, co to… a lepiej ¿eby siê nie wydosta³o.”
Pokiwa³a g³ow±, zapominaj±c, ¿e w sumie Godryk jej nie widzi i zaczê³a ustawiaæ barierê. Mia³a nadziejê, ¿e nie padnie za szybko. Nie czekaj±c a¿ kto¶ jeszcze siê pojawi, otworzy³a drzwi i natychmiast pad³a na ziemiê, gdy k³êby dymu wystrzeli³y na wolno¶æ.
- Przynajmniej wiemy, ¿e to nie Szatañska Po¿oga.
- Bo nie ma dymu?
- Dok³adnie - potwierdzi³ Gryffindor.
Wci±¿ na pod³odze, Emily zaczê³a rozgl±daæ siê po pokoju. Prawej strony jeszcze nie dosi±g³ ogieñ, wiêc po poderwaniu siê z ziemi, pobieg³a w³a¶nie w tamt± stronê. Znalaz³a siê w pe³nym gratów pokoju, który siêga³ tak daleko, ¿e nie widzia³a jego ¶cian naprzeciwko. A mo¿e to tyko by³a iluzja?
- Jaki¶ pomys³, gdzie tego szukaæ? - spyta³a i trochê zaskoczy³ j± brak odpowiedzi. - Godryk? Jeste¶ tam?
- Jestem, jestem. - Medalion rozgrza³ siê delikatnie. - Co¶ mi siê wydaje, ¿e tam w g³êbi.
- Zawsze w najgorszym miejscu.
- Gotowa? W razie czego os³oniê nas jak±¶ wod± czy czym¶…
- A czy ja ci wygl±dam na gotow±? - mruknê³a ale pos³usznie uda³a siê w kierunku, gdzie po¿ar jeszcze nie dotar³. - To jak wygl±da ten diadem?
- Nie wiem.
- No ¶wietnie. Ja te¿ nie.
Stanê³a miêdzy jakimi¶ pó³kami i przyjrza³a siê temu, co zawiera³y. Zazwyczaj by³y to jakie¶ rupiecie, jednak znalaz³a te¿ kilka ksi±¿ek. Nie by³a by sob± gdyby ich nie zmniejszy³a i nie zabra³a ze sob±. Powêdrowa³a dalej, nerwowo sprawdzaj±c czy aby ogieñ jej nie dogania. Im dalej siê zapuszcza³a tym wiêkszy ba³agan panowa³ i trudniej by³o cokolwiek znale¼æ. W koñcu jednak Godryk wyda³ radosny krzyk i zdjê³a z pó³ki niepozorny i brudny diadem.
- To na pewno to?
- Na bank! No co, mi nie wierzysz?
- Dobra, to teraz do… wyj¶cia? - spyta³a w przestrzeñ, widz±c jak pokój za ni± by³ trawiony przez ogieñ. P³omienie odciê³y jej drogê. Rozgl±dnê³a siê na boki, jednak w koñcu siêgnê³a po ró¿d¿kê i spróbowa³a zgasiæ po¿ar. Jednak co uda³o siê jej ugasiæ niewielki obszar, ten znowu siê zapala³.
- Zwyk³y ogieñ to te¿ nie jest - stwierdzi³a niezbyt optymistycznie. - Masz jaki¶ pomys³ co do innej drogi wyj¶cia, oprócz zrobienia dziury w ¶cianie i próby przebicia siê przez to co¶?
- Mam, ale chyba ci siê nie spodoba.
I pyk, przeskoczy³am z 2 rodzaju do 15. Oczywi¶cie zdajê sobie sprawê, ¿e bêdê nieco nie w temacie, jednak od razy widaæ znacz± poprawê. Przede wszystkim juz nie ma "Emili", tylko w tym rodziale znajdujê "Emily". Rozdzia³ sam w sobie jest bardziej rozbudowany. Widaæ wyra¼nie dialogi i opisy, których nie ma ani mniej, ani wiêcej jak w pierwszej czy drugiej czê¶ci.
Pojawia siê równie¿ Godyrk. Jest on duchem ukrytym w medalionie? Z racji tego, ¿e nie czyta³am poprzednich rozdzia³ów, to nie jestem pewna jak mam to wszystko interpretowaæ.
Rozdzia³ 15 jest zdecydowanie uporz±dkowany i o wiele ³atwiej siê go czyta. Czekam na kolejny rozdzia³