Zawsze pamiêtana jako córka tej osoby. Niewielu ludzi zna³o jej imiê. Ten szczegó³ nie by³ wa¿ny. Dziesi±tki mê¿czyzn zabiega³o o ni± jedynie z powodu jej matki. Widzia³a to w ich zachowaniu. Zawsze kiedy „ona” znajdowa³a siê w pobli¿u, wrêcz stawali na ró¿d¿kach, by pokazaæ jacy s± wspaniali. Helena stanowi³a dla nich tylko narzêdzie do awansu spo³ecznego, zaledwie pomniejszy bonus do tego, co stanowi³o ich cel. „Powinna¶ siê cieszyæ”, mówi³y kole¿anki. Wed³ug nich miar± szczê¶cia by³a ilo¶æ zalotników. Czy chcia³a tak wiele? Jedynie odrobiny promieni ¶wiat³a, które wy³oni³yby j± z cienia, jaki rzuca³a na ni± rodzicielka. Ca³e ¿ycie chcia³a zostaæ zauwa¿ona, chcia³a zaimponowaæ matce. W³asnorêcznie wymy¶li³a kilka zaklêæ, uda³o jej siê odkryæ sekrety wzmacniania w³a¶ciwo¶ci ingrediencji, lecz to wszystko by³o ma³o. Czegokolwiek by nie zrobi³a, jej matka potrafi³a to przebiæ, a to wszystko za spraw± przeklêtego diademu.
Jej plan wydawa³ siê idealny. Nieskoñczona m±dro¶æ kusi³a Helenê ju¿ od d³u¿szego czasu. Niestety Rowena rzadko rozstawa³a siê ze swoim skarbem.
***
Choæ raz w ¿yciu cieñ, w jakim dorasta³a, okaza³ siê przydatny. Mog³a chodziæ samopas po zamku, przyci±gaj±c swoj± osob± wyj±tkowo ma³o uwagi. Jej matka by³a na dodatek bardzo przewidywalna pod wzglêdem przyzwyczajeñ. Rutyna, to s³owo które by³o niejako synonimem Roweny. Rano wstawa³a skoro ¶wit i czekaj±c w swojej komnacie na ¶niadanie przegl±da³a listy, które sowy przynosi³y ca³± noc. Po posi³ku sz³a do ³azienki, by potem resztê dnia spêdziæ w bibliotece. Jedynie posi³ek lub wa¿ne spotkanie mog³o wywabiæ j± z jej ¶wi±tyni. Tak naprawdê matka Heleny nie lubi³a oficjalnych audiencji, które uwa¿a³a za niepotrzebny skutek uboczny jej pozycji w ¶wiecie magii. Swój diadem ¶ci±ga³a tylko do snu, a do kolacji zawsze prosi³a Salazara, by ten przyrz±dzi³ jej eliksir przeciwbólowy. M±dro¶æ jednak mia³a swoj± cenê, ale to nie zaprz±ta³o w tej chwili my¶li Heleny. W rêkawie schowan± mia³a fiolkê wype³nion± jednym z silniejszych eliksirów nasennych jakie stworzy³a w³asnorêcznie. Sam Slytherin móg³by pozazdro¶ciæ takiego wywaru. Stanê³a przed obrazem z owocami i po³askota³a gruszkê. Poci±gnê³a za klamkê i wesz³a do szerokiej sali z nieco niskim sklepieniem. Wokó³ jej nóg wrêcz roi³o siê od skrzatów, które w pocie czo³a przygotowywa³y kolacjê.
- Czego sobie panienka ¿yczy?
- Moja mama dzisiaj jednak nie zje w Wielkiej Sali. Czy mog³abym wzi±æ jej posi³ek?
- Ale¿ oczywi¶cie, ale niepotrzebnie panienka siê tu fatygowa³a, sama przynios³abym pani Ravenclaw jej kolacjê. Wie¿a pó³nocna jest tak daleko. Na pewno panienka nie chce mojej pomocy? Z chêci± zaniosê ulubione przysmaki pani...
- Nie Pajdko, dzisiaj chcia³abym sama zanie¶æ mojej mamie kolacjê. Nie czuje siê najlepiej, a nie chcê by ktokolwiek poza rodzin± jej przeszkadza³.
- Skoro panienka tak uwa¿a, proszê, oto kolacja pani Roweny.
Skrzatka poda³a Helenie tacê z puddingiem, paruj±cym jeszcze pieczywem i herbat±, po czym uk³oni³a siê nisko i zniknê³a w¶ród zabieganych kolegów i kole¿anek. Dziewczyna poprawi³a sobie tacê tak, by wygodnie le¿a³a na przedramieniu i wysz³a z kuchni. Przed ni± by³a d³uga droga i wiele schodów. Na szczê¶cie przez lata w³óczenia siê po zamku pozna³a kilka przydatnych skrótów. W koñcu stanê³a przed drzwiami do sypialni Roweny. Wyci±gnê³a z rêkawa fiolkê z eliksirem. Wpatrywa³a siê chwilê w przezroczysty p³yn. Wziê³a g³êboki oddech i odkorkowa³a kciukiem naczynko, po czym ostro¿nie wla³a wywar do herbaty. Wpatrywa³a siê w jasne smu¿ki napoju nasennego, które w mgnieniu oka zniknê³y, ³±cz±c siê z ulubionym napojem Brytyjczyków. Zapuka³a, po czym wesz³a do sypialni swojej matki.
- Przynios³am ci kolacjê. Salazar da³ mi ten twój specyfik na ból g³owy, wiêc wla³am go do herbaty.
- Nie prosi³am Slytherina o eliksir. - Jej bystry wzrok zdawa³ siê przeszywaæ na wskro¶ dziewczynê.
- Oj mamo, wszyscy wiedz± ¿e po audiencjach strasznie boli ciê g³owa, a z tego, co s³ysza³am, to dzisiaj musia³a¶ siê sporo namêczyæ, by w koñcu dali ci spokój.
- Mo¿e i masz racjê. Ten Boderyk nie ma nawet za knuta szacunku do pracy innych czarodziejów. Za¿±da³ bym natychmiast uda³a siê do jego pracowni w Alpach, bym na w³asne oczy zobaczy³a wyhodowan± now± odmianê Succulens Perimatines, której p³atki maj± nies³ychane w³a¶ciwo¶ci magiczne.
- Mhmm, tak, to musia³o byæ mêcz±ce.
- Nawet nie wiesz jak. Próbowa³ mi wmówiæ, ¿e ten jego kwiat...
Helena by³a tak zajêta kontemplowaniem zawarto¶ci fili¿anki, któr± w koñcu jej matka wziê³a do rêki, ¿e nie zwraca³a uwagi na szczegó³y spotkania z Boderykiem. Dziewczyna czu³a jak jej serce przyspieszy³o, a kiedy Rowena napi³a siê w koñcu doprawionego eliksirem napoju, wstrzyma³a na chwilê oddech. Nie minê³y nawet dwie sekundy, kiedy pani Ravenclaw zaczê³a osuwaæ siê i wiotczeæ. Helena rzuci³a siê w jej stronê. Z³apa³a szybko zastawê, by ta przypadkiem nie zrobi³a ha³asu spadaj±c na kamienn± posadzkê. Od³o¿y³a naczynia na stolik i dopiero wtedy podnios³a z ziemi ¶pi±c± matkê, i u³o¿y³a j± w ³ó¿ku tak, by sprawia³a wra¿enie, ¿e zasnê³a naturalnie. Ciê¿ko dysz±c, po³o¿y³a rêce na biodrach i spojrza³a na efekt swoich dzia³añ. W jej g³owie szala³y ró¿ne odczucia. Od tryumfu, po przera¿enie. W koñcu osi±gnê³a swój cel. Musia³a jedynie uciec z zamku zanim ktokolwiek zauwa¿y znikniêcie diademu. Nawet nie ³udzi³a siê, ¿e kto¶ móg³by zauwa¿yæ jej nieobecno¶æ. Wziê³a do r±k diadem, który do tej pory le¿a³ na stoliku nocnym obok ³ó¿ka. By³ nad wyraz lekki. B³yskotka bêd±ca zmor±, któr± przeklina³a przez ca³e swoje ¿ycie, jednocze¶nie skrycie po¿±daj±c jej mistycznych w³a¶ciwo¶ci, w koñcu by³a w jej posiadaniu. Wpatrywa³a siê w filigranowe zdobienia uk³adaj±ce siê w postaæ kruka z szeroko roz³o¿onymi skrzyd³ami. Srebro i szafiry idealnie wspó³gra³y ze sob±. Wewn±trz niewielkimi literami wygrawerowana by³a sentencja
”Rozum ponad wszelk± miarê jest najwiêkszym skarbem cz³owieka”. Dopiero pohukiwanie sowy przywo³a³o Helenê do ¶wiata rzeczywistego. Dziewczyna rozejrza³a siê wokó³ siebie w pop³ochu i schowa³a pod sukniê diadem. Szybkim krokiem wysz³a z sypialni swojej matki i skierowa³a siê ku jednemu z tajnych wyj¶æ. Korytarz prowadzi³ daleko za jezioro i mia³ swoje wyj¶cie w jaskini uchodz±cej do niewielkiej kotlinki. Helena obejrza³a siê za siebie. Na drugim koñcu ch³odnej tafli wody sta³ majestatyczny zamek. Dziewczyna zastanawia³a siê, czy kiedykolwiek bêdzie dane jej tu wróciæ. Unios³a ró¿d¿kê i machnê³a ni± w stronê tunelu. Zaklêcie pomknê³o g³êboko w mrok kamiennego przej¶cia, po czym wybuch³o, zawalaj±c je. Helena po raz ostatni spojrza³a na pó³nocn± wie¿ê, gdzie spa³a jej matka, po czym obróci³a siê wokó³ w³asnej osi.
***
Wrêcz zrzuci³a diadem ze swojej skroni. £zy sp³ywa³y po jej policzkach, kiedy przeklêta b³yskotka toczy³a okrêgi po nierównej pod³odze. Nie chcia³a wierzyæ w to, co ukaza³ jej diadem. Chyba tylko potwór móg³by bez wzruszenia nosiæ to co¶. Mimo odrzucenia przez Helenê m±dro¶ci diademu zrozumia³a, ¿e wkrótce ca³y ¶wiat zacznie o niej mówiæ. Osi±gnê³a swój cel, lecz nie spodziewa³a siê takich efektów. Wszystko posz³o nie tak. Mieli zobaczyæ jej zalety, osobowo¶æ, a tymczasem ju¿ przez wieki postrzegana bêdzie jako wyrodna córka, która okry³a hañb± swoj± rodzinê.
Diadem, który przez lata by³ obiektem jej po¿±dania, nagle wydawa³ siê jej czym¶ plugawym. Nienawidzi³a tego przedmiotu bardziej ni¿ kiedykolwiek. W napadzie gniewu chcia³a zniszczyæ przedmiot, który zrujnowa³ jej ¿ycie, lecz nie by³a w stanie. Znów jej matka zatriumfowa³a, pokazuj±c swoj± wy¿szo¶æ.
Nie mog³a tak po prostu wróciæ. Swoimi czynami spali³a za sob± wszystkie mosty, które prowadzi³y do ¿ycia w cieniu. Nie chcia³a znów patrzyæ w oczy matki, która zala³aby j± morzem swojej m±dro¶ci. Zawsze mia³a racjê i to najbardziej irytowa³o Helenê. Ka¿de normalne dziecko ma chocia¿ okazjê, by w sprzeczce zatryumfowaæ nad swoim opiekunem. Ona nie mia³a tego luksusu. Ka¿dy b³±d by³ jej wytykany bez ¿adnych skrupu³ów, gdy¿ nie móg³ przej¶æ bez echa w ¶wiecie pani idealnej.
Helena za¶mia³a siê gorzko, wyobra¿aj±c sobie, co musi siê dziaæ teraz w Hogwarcie. W koñcu wyjdzie na jaw, ¿e Rowena tak naprawdê jest tylko cz³owiekiem jak ka¿dy inny. W koñcu opadnie iluzja skrzêtnie utrzymywana za pomoc± magicznej b³yskotki. Oprócz swojego cierpienia, czu³a pokrêtn± satysfakcjê z upadku jej matki.
Przez d³ugi czas wpatrywa³a siê z nienawi¶ci± w diadem. Mimo swojej rozleg³ej znajomo¶ci zaklêæ i eliksirów, nie by³a w stanie zniszczyæ b³yskotki. W koñcu zadecydowa³a, ¿e w takim razie ukryje go, by nikt nie by³ w stanie go znale¼æ, nawet jej matka.
Wêdrowa³a po ¶wiecie szukaj±c idealnego miejsca, lecz ka¿de wydawa³o siê nieodpowiednie i zbyt oczywiste. D³ugo walczy³a ze swoimi my¶lami wiedz±c, ¿e wystarczy w³o¿yæ diadem, by nieskoñczona m±dro¶æ podpowiedzia³a jej idealne miejsce na skrytkê. Wyci±gnê³a z kieszeni b³yskotkê. Z dr¿±cymi rêkoma powoli unios³a j± nad swoj± g³owê. Zacisnê³a oczy i wziê³a wdech, po czym za³o¿y³a diadem. Jej umys³ zala³y setki mo¿liwo¶ci, mog³a dotkn±æ wiedzy niedostêpnej dla kogokolwiek w inny sposób. Jednak to wszystko przyæmi³y wizje jej przysz³o¶ci, konsekwencji jej czynów. Diadem z zimn± satysfakcj± przypomina³ jej o fakcie, ¿e osi±gnê³a swój cel. ¯e jej pragnienie siê spe³ni³o, jednak w kompletnie inny sposób ni¿ sobie wyobra¿a³a. By³a naiwna, egoistyczna, przesi±kniêta zazdro¶ci±, któr± zniszczy³a wszystko to, kim mog³a byæ tak naprawdê. Helena krzycza³a z bólu, jaki diadem na ni± zsy³a³. £zy sp³ywa³y po jej policzkach. Wiedzia³a, ¿e musi siê skupiæ, nie zastanawiaæ nad tym co by³o, skoncentrowaæ na jednej my¶li, która poprowadzi j± prosto do odpowiedzi na pytanie, które sk³oni³o j± do za³o¿enia diademu. Ciê¿ko oddychaj±c zmusi³a siê do nieustannego my¶lenia o kryjówce. D³ugo walczy³a z nawracaj±cymi wizjami jej b³êdów zanim uzmys³owi³a sobie, ¿e chcia³a byæ zbyt wyrafinowana w swoich próbach znalezienia kryjówki idealnej. Diadem nakierowa³ jej my¶li na rozwi±zanie. Spe³ni³ swoj± powinno¶æ. Helena zdar³a ze swojej g³owy b³yskotkê i zorientowa³a siê, ¿e klêczy w b³ocie. Na miêkkich nogach podnios³a siê ostro¿nie i ciê¿ko dysz±c, opar³a o najbli¿sze drzewo. Jej wzrok by³ mêtny i przez d³u¿sz± chwilê nie potrafi³a go skupiæ na otaczaj±cym j± krajobrazie. D³ugo dochodzi³a do siebie po ponownym za³o¿eniu diademu. W koñcu z³apa³a pewnie znienawidzony przedmiot i wrzuci³a go w dziuplê drzewa, które chwilê temu s³u¿y³o jej za podporê. U¿y³a wszystkich swoich si³, by wcisn±æ b³yskotkê jak najg³êbiej, po czym zebra³a odrobinê suchej trawy z okolicy i wepchnê³a w dziuplê tak, by nikt nie zobaczy³ choæby b³ysku idealnie wypolerowanych szafirów. „A teraz mo¿ecie szukaæ ig³y w stogu siana” wydusi³a z siebie, po czym zataczaj±c siê lekko, wróci³a do swojej niedawnej kryjówki. Wygl±da³a jak siedem nieszczê¶æ. Upaækana w b³ocie i trawie, w poszarpanej sukni, z szaleñczym u¶miechem na twarzy.
Nie spodziewa³a siê spotkaæ nikogo w tym lesie, wiêc tym bardziej zaskoczy³ j± widok jednego z zalotników, który w³a¶nie wyszed³ z szopy s³u¿±cej dziewczynie przez ostatnie kilka tygodni jako dom. Lekko os³upia³a wpatrywa³a siê w umiê¶nionego m³odzieñca, ubranego w najdro¿sze szaty. Jego widok tak bardzo wyró¿nia³ siê na tle zdzicza³ego lasu i rozpadaj±cej siê chaty, u progu której sta³. Mê¿czyzna zrobi³ krok w jej stronê, na co dziewczyna zareagowa³a instynktownie. W jej rêku znalaz³a siê ró¿d¿ka, gotowa do odparcia ataku nieproszonego go¶cia.
- Heleno! Spokojnie, nie ma potrzeby by¶ celowa³a we mnie ró¿d¿k±.
- Przys³a³a ciê tu moja matka, tak? Szukasz jej cennego diademu? W takim razie muszê ciê rozczarowaæ, bo nikt go ju¿ nie znajdzie! - Helena obróci³a siê wokó³ w³asnej osi, chc±c jak najszybciej siê teleportowaæ gdzie¶ na drugi koniec kraju, lecz natrafi³a na wyj±tkowo gêst± przestrzeñ.
- Nie mo¿na siê st±d deportowaæ kochana, zadba³em o to, by¶ mi nie uciek³a tak ³atwo. - Oboje wpatrywali siê przez chwilê w siebie. Helena dysza³a ciê¿ko, a na jej twarzy malowa³a siê narastaj±ca furia, podczas gdy Baron sta³ wyprostowany i patrzy³ na ni± z wy¿szo¶ci±. Widaæ by³o w jego oczach, ¿e gdzie¶ w g³êbi cierpi, widz±c dziewczynê w tak op³akanym stanie.
- Tak, wys³a³a mnie tu twoja matka, ale w pewnej kwestii siê mylisz. Moim zadaniem jest odnale¼æ ciebie, a nie jej zaginiony diadem.
- Och, czyli moja matka nagle zaczê³a zwracaæ uwagê na swoj± córkê? Jakie to rozczulaj±ce, chyba siê pop³aczê. Nie mam czego szukaæ w Hogwarcie! Wiem co wy wszyscy o mnie s±dzicie!
„Drêtwota!” - Czerwony promieñ polecia³ prosto w Barona, jednak ten prawie bez wysi³ku uchyli³ siê pozwalaj±c, by zaklêcie minê³o go zaledwie o w³os.
- Heleno, opanuj siê proszê. Musisz pój¶æ ze mn± do Hogwartu, twoja matka umiera.
Te s³owa wytr±ci³y nieco Helenê z równowagi. Opu¶ci³a ró¿d¿kê i spu¶ci³a wzrok. Czy¿by jednak nie uwarzy³a tak dobrze eliksiru jak jej siê wydawa³o? U¿y³a w koñcu dodatkowych sk³adników, maj±cych zwiêkszyæ efekt dzia³ania. Czy to jej wina? Kolejny b³±d jaki pope³ni³a? Nie zauwa¿y³a kiedy Baron podszed³ do niej. Mê¿czyzna wyrwa³ z jej rêki ró¿d¿kê, z³apa³ j± w talii, prawie bez wysi³ku unosz±c nad ziemiê, po czym zarzuci³ j± na swoje ramiê.
- Puszczaj mnie! Nie zamierzam wracaæ do tego przeklêtego zamku.
- Czy ci siê to podoba, czy nie, taka jest wola twojej matki, a ja nie zamierzam rezygnowaæ z obiecanego mi o¿enku z jej córk±. Wrócisz ze mn± do Hogwartu. - Nie zdawa³ sobie nawet sprawy jak prorocze oka¿± siê wkrótce jego s³owa.
Helena wierzga³a zawziêcie nogami, próbowa³a siê wyrwaæ, lecz u¶cisk Barona by³ zbyt silny. W akcie desperacji zebra³a ca³± swoj± energiê i rzuci³a siê ku d³oni Barona, w której ten nadal trzyma³ swoj± i jej ró¿d¿kê. Rzuci³a niewerbalnie zaklêcie ¿±dl±ce. Mê¿czyzna krzykn±³ w gniewie i jednocze¶nie rozlu¼ni³ nieco u¶cisk. To wystarczy³o Helenie, by siê wyswobodziæ. Upad³a na murawê, jednak kiedy próbowa³a siê pozbieraæ, poczu³a ból w nadbrzuszu. Rozjuszony Baron kopn±³ j± z ca³ej si³y. Dziewczyna polecia³a pod pobliskie drzewo. Ró¿d¿ki wypad³y i potoczy³y siê gdzie¶ w krzaki. Zbyt daleko, by Helena zd±¿y³a je pochwyciæ i uciec jak najdalej. Mê¿czyzna z³apa³ j± za gard³o i uniós³. Szamotali siê tak chwilê. Dziewczyna czu³a jak si³y powoli j± opuszczaj±. Baron przypar³ j± do drzewa i za¶lepiony przez furiê wyci±gn±³ nó¿. Nie zastanawiaj±c siê nad konsekwencjami, wbi³ ostrze w brzuch Heleny. Dziewczyna wyda³a z siebie jêk, po czym opad³a na niego martwa. Baron dysza³ z w¶ciek³o¶ci. Odepchn±³ od siebie wiotkie cia³o i przez chwilê sta³ nad nim upajaj±c siê w dzikiej satysfakcji. Jego piêkne ubrania splamione by³y krwi±. Dopiero po chwili pierwsze trze¼we my¶li zaczê³y wracaæ do umys³u Barona, odurzonego furi±. Mê¿czyzna rzuci³ siê do martwej Heleny próbuj±c j± ratowaæ. Przypar³ rêkê do jej rany, z której powoli s±czy³a siê krew. By³a ona ju¿ dawno poza jak±kolwiek moc± magiczn±. Baron wydar³ z siebie ryk rozpaczy, po czym z³apa³ za nó¿, którym chwilê wcze¶niej pozbawi³ ¿ycia Heleny i wbi³ go w siebie, tak¿e pozbawiaj±c siê ¿ycia. W swoich ostatnich chwilach zrozumia³, co mia³a na my¶li Helena. On te¿ nie móg³ ju¿ wróciæ do Hogwartu, a przynajmniej nie za ¿ycia, a jako cieñ.
Scena z Baronem te¿ wyda³a mi siê nieco naci±gana; najpierw j± dusi, ona siê rzuca, mimo ¿e powinna opa¶æ z si³, a on mimo to wbija jej nó¿ w brzuch. Nie wiem, co¶ mi tu nie gra.
Ogólnie pomys³ dobry, ciekawy, ale czego¶ zabrak³o w wykonaniu, a szkoda.