Po 5 latach od ¶mierci Voldemorta i 4 latach od skoñczenia szko³y, Hermiona wraca do Hogwartu w roli nauczycielki
Br±zowow³osa dziewczyna siedzia³a na ³ó¿ku w niewielkim, schludnie urz±dzonym pokoju i, podpieraj±c brodê o splecione d³onie, wpatrywa³a siê w bia³± sukniê, wisz±c± na drzwiach szafy. W kalendarzu wisz±cym obok, na czerwono zakre¶lona by³a data – przedostatni dzieñ sierpnia. Dziewczyna westchnê³a, wysz³a z pokoju i zbieg³a po schodach do salonu. W fotelu siedzia³a kobieta w ¶rednim wieku. Kobieta podnios³a wzrok znad gazety i z napiêciem wpatrywa³a siê w córkê.
– Hermiono, jeste¶ pewna, ¿e tego chcesz? – zapyta³a z trosk±.
– Tak. Rozmawia³am z Ronem, wspólnie doszli¶my do wniosku, ¿e to siê nie mo¿e udaæ.
– Nie za szybko dali¶cie sobie z tym spokój?
– Mamo, 6 lat byli¶my razem i mieli¶my sporo czasu by siê poznaæ i stwierdziæ, ¿e wolimy ¿yæ osobno. Za bardzo ceniê tê przyja¼ñ, by z niej rezygnowaæ.
– No dobrze, ze ¶lubem mo¿ecie siê wstrzymaæ, od pocz±tku s±dzi³am, ¿e jeste¶cie zbyt m³odzi, ale mo¿e to nie powód, ¿eby ca³kiem rezygnowaæ z Rona? I z tego wszystkiego – pracy, mieszkania tutaj z nami? Albo mo¿e mog³aby¶ co¶ wynaj±æ w Londynie, mieszka³aby¶ blisko pracy i przyjació³… –Kobieta wsta³a i z trosk± po³o¿y³a rêkê na ramieniu córki.
– Praca w Ministerstwie jest fajna, ale chcê od tego odpocz±æ. A Hogwart… Wiesz, jak bardzo chcia³am tam wróciæ. Jestem umówiona z profesor McGonagall o trzeciej. Mamo, to nie koniec ¶wiata. Wiem, ¿e siê martwisz, ale zupe³nie niepotrzebnie. Bêdê was odwiedzaæ. – Hermiona u¶miechnê³a siê pokrzepiaj±co. – I to czê¶ciej ni¿ wtedy, kiedy siê tam uczy³am. Wtedy wam nie przeszkadza³o, ¿e jestem tak daleko.
– Jeste¶ pewna, ¿e dasz sobie radê? Tyle ciê z Ronem ³±czy³o, nie by³oby dobrze, gdyby¶ podjê³a jak±¶ pochopn± decyzjê…
– Nadal du¿o mnie z nim ³±czy. Jest moim przyjacielem, jednym z najlepszych, to siê nie zmieni. To, ¿e siê rozstali¶my, nie oznacza, ¿e nie bêdziemy siê przyja¼niæ. Naprawdê. Dam sobie z tym radê. To nasza wspólna decyzja, a powrót do szko³y jest teraz najlepsz± rzecz±, jak± mogê zrobiæ. Ok, mamu¶, lecê, nie wypada siê spó¼niæ. Wpadnê jeszcze po drodze do Hagrida. – Hermiona cmoknê³a mamê w policzek i podesz³a do kominka. Ró¿d¿k± rozpali³a ogieñ, rzuci³a do niego gar¶æ fioletowego proszku z pojemnika stoj±cego na gzymsie i wkroczy³a w p³omienie ze s³owami „Chata Hagrida na skraju Zakazanego Lasu, Hogwart” na ustach.
Po chwili sta³a ju¿ przed paleniskiem w chatce gajowego Hogwartu. Pierwszy na jej obecno¶æ zareagowa³ Kie³, który skoczy³ na ni± z rado¶ci i tradycyjnie ob¶lini³ jej ubranie. Dopiero po chwili do gospodarza, siedz±cego przy stole, dotar³o, co widzi.
– Hermiona?! To naprawdê ty?!
– Przepraszam, ¿e tak bez zapowiedzi… – dopiero teraz Hermiona zda³a sobie sprawê, jaki nietakt pope³ni³a, wyskakuj±c nagle z czyjego¶ kominka.
– Ale¿ to wspania³a niespodzianka! – wykrzykn±³ olbrzym, ¶ciskaj±c dziewczynê tak, ¿e poczu³a jak jej ko¶ci niebezpiecznie skrzypi±. – Siadaj, napijemy siê herbatki, wszystko mi opowiesz. By³ tu Harry z Ginny na pocz±tku wakacji, mówili o ¶lubie twoim i Rona, ale min±³ ju¿ miesi±c, pewnie masz nowe wie¶ci. No siadaj, siadaj.
Hermiona zerknê³a na zegarek. Mia³a jeszcze nieco ponad godzinê na wyja¶nienie, ¿e ¿adnego ¶lubu nie bêdzie, wiêc usiad³a, czuj±c dziwn± ulgê i rado¶æ z powrotu w to miejsce.
Przed trzeci± Hagrid odprowadza³ Hermionê przez B³onia do zamku. Nie dociera³y do nich ¿adne d¼wiêki poza szumem drzew z Zakazanego Lasu. Hermiona pomy¶la³a, ¿e bardzo dziwna, wrêcz z³owieszcza jest ta cisza wokó³ nich. Ale od Bitwy o Hogwart i upadku Voldemorta minê³o ju¿ ponad 5 lat, 4 – od momentu, kiedy by³a tu ostatni raz. Po wydarzeniach z tamtego czasu nie ma ju¿ ¶ladu, zamek zosta³ odbudowany. Wygl±da dok³adnie tak, jak wtedy, kiedy przyby³a tu pierwszy raz. Jedyn± ró¿nicê stanowi³ bia³y nagrobek, w którym odbija³o siê ¶wiat³o padaj±ce z sierpniowego s³oñca. Hermiona szybko odwróci³a od niego g³owê, nie chc±c rozklejaæ siê na chwilê przed swoj± rozmow± kwalifikacyjn±. Wesz³a po schodach i zatrzyma³a siê w progu. Zaczerpnê³a powietrza i rozejrza³a siê po Sali Wej¶ciowej. Tu te¿ wszystko wygl±da³o tak jak przed laty. ¯adnych zmian. Jakby bitwy nie by³o, jakby zamek nie by³ ¶wiadkiem i ofiar± wojny czarodziejów.
– Psor McGonagall jest w swoim gabinecie – z zamy¶lenia wyrwa³ j± g³os Hagrida. – Poradzisz sobie?
– Tak, dziêkujê – odpar³a Hermiona, ¶cieraj±c ³zê, która sp³ywa³a jej po policzku. – Tak tu… dziwnie.
– Ano – westchn±³ Hagrid. – Jak dzieciaki przyjad±, bêdzie normalnie. Co roku s± takie same, nie pamiêta tak o tym wszystkim, jak one przyje¿d¿aj±. No wiadomo, ¿e ³za siê w oku krêci, jak siê my¶li o Fredzie, tym ma³ym Creevey’u i tych wszystkich… ale jak dzieciaki przyjad±, bêdzie lepij, zobaczysz. – Gajowy u¶miechn±³ siê pokrzepiaj±co, niezdarnie klepi±c Hermionê po ramieniu. B³ysk w jego oczach zdradzi³ jednak, ¿e sam potrzebuje pocieszenia. Odwróci³ siê szybko i poszed³ w stronê schodów, prowadz±cych do gabinetu wo¼nego, mrucz±c co¶ o potrzebie zobaczenia siê z Filchem. Hermiona po d³u¿szej chwili ruszy³a w przed siebie, omijaj±c wej¶cie do Wielkiej Sali. Po jakim¶ czasie stanê³a przed gargulcami strzeg±cymi wej¶cia do gabinetu dyrektora. Wtedy zda³a sobie sprawê, ¿e nie zna has³a. Zaczê³a zastanawiaæ siê, czy lepiej wróciæ po Hagrida, czy poszukaæ Filcha, kiedy gargulce odsunê³y siê z ³oskotem. Tu¿ za nimi Hermiona ujrza³a twarz swojej dawnej profesorki transmutacji – trochê starsz± i bardziej zmêczon± ni¿ parê lat temu, ale pogodn±.
– Granger, dobrze, ¿e jeste¶ – powiedzia³a na powitanie i wskaza³a dziewczynie rêk±, ¿e ma wej¶æ na górê, do gabinetu. Hermiona pos³usznie wesz³a do okr±g³ego pomieszczenia i zajê³a krzes³o naprzeciwko biurka. Nie mia³a odwagi, by rozejrzeæ siê po gabinecie, ale siedzia³a na wprost portretu Albusa Dumbledore’a, wiêc jej wzrok pad³ na obraz, którego jej zdaniem nie powinno tam byæ. Od kiedy pozna³a prawdê na temat jego ¶mierci, przesta³a o ni± obwiniaæ Snape’a, ale nadal ciê¿ko jej by³o pogodziæ siê z faktami. Wielki Dumbledore, który w mniemaniu uczniów by³ kim¶ wyj±tkowym i nie¶miertelnym, odszed³ i zosta³ po nim tylko bia³y nagrobek i ten obraz, w który teraz siê wpatrywa³a. Twarz dyrektora na obrazie by³a pogodna, a w oku by³ ten sam figlarny b³ysk, który wielokrotnie widzia³a na ¿ywo.
– Co siê sta³o, ¿e zmieni³a¶ zdanie? – zapyta³a sucho McGonagall, siadaj±c po przeciwnej stronie biurka. Hermiona wzdrygnê³a siê na d¼wiêk g³osu dyrektorki. Spodziewa³a siê chyba nieco cieplejszego powitania. Z odpowiedzi na swój list wywnioskowa³a, ¿e jest tu mile widziana i oczekiwana, tymczasem ton, jakim pani profesor w³a¶nie siê do niej zwróci³a, sprawi³, ¿e poczu³a siê raczej jak intruz. Hermiona zaczerwieni³a siê i zaj±knê³a, jakby co¶ przeskroba³a i nie wiedzia³a, jak wyznaæ zawstydzaj±c± prawdê.
– My-my¶lê, ¿e tu czu³abym siê lepiej ni¿ w Ministerstwie Magii… A pani profesor kiedy¶ mówi³a, ¿e chêtnie widzia³aby mnie w roli nauczycielki transmutacji… – zaczê³a, pomijaj±c temat swojego odwo³anego ¶lubu i chêci oderwania siê od obecnego ¿ycia.
– Tak, to prawda. Ale obawiam siê, ¿e moja oferta sprzed 4 lat jest nieaktualna. – Minerva spojrza³a na Hermionê, na której twarzy malowa³ siê prawdziwy zawód. – Wtedy jeszcze prowadzi³am zajêcia z transmutacji, ale 2 lata temu musia³am definitywnie zrezygnowaæ z nauczania. Nie dawa³am ju¿ rady ³±czyæ obowi±zków dyrektora z nauczycielskimi, a nie mogli¶my czekaæ, nie wiedz±c, czy zdecydujesz siê do nas do³±czyæ. Przyjê³am do pracy Cho Chang.
– Cho? – Hermiona by³a w szoku. Od bitwy nie widzia³a Cho, nie mia³a te¿ od niej ¿adnych wie¶ci. S³ysza³a kiedy¶, ¿e wyjecha³a z Wielkiej Brytanii, ale nie zna³a ¿adnych szczegó³ów.
– Tak, pamiêtasz j±? Tu¿ po szkole wyjecha³a za granicê, ale wróci³a do nas 2 lata temu. Rok temu wziê³a ¶lub z mugolem, mieszkaj± w Liverpoolu.
– Tak, oczywi¶cie, ¿e pamiêtam. Nie mia³am pojêcia co u niej, cieszê siê, ¿e u³o¿y³a sobie ¿ycie. No có¿, w takim razie dziêkujê za czas, jaki mi pani po¶wiêci³a – powiedzia³a Hermiona, wstaj±c. – Jednak zostaje mi Ministerstwo – doda³a z u¶miechem, staraj±c siê ukryæ rozczarowanie.
– Ju¿ wychodzisz? Nie przysz³a¶ tu czasem w sprawie pracy?
– Tak, ale sama pani powiedzia³a, ¿e Cho… ¯e nie ma dla mnie tutaj miejsca.
– Nie, nie, moja droga. Powiedzia³am, ¿e moja oferta sprzed 4 lat jest nieaktualna. Miejsca jest tu pod dostatkiem, przecie¿ to taki wielki zamek – odpar³a dyrektorka z figlarnym u¶miechem. – Je¶li jeste¶ zainteresowana, to w³a¶nie zwalnia siê etat nauczyciela eliksirów. Nie uda³o mi siê przekonaæ profesora Slughorna, ¿eby zosta³ kolejny rok. Powiedzia³, ¿e ju¿ nie ma nie tylko si³, ale i serca do edukacji, bo talenty takie jak Evans, Snape i Potter zdarzaj± siê raz na 20 lat, a do kolejnego ucznia tego pokroju zwyczajnie nie do¿yje.
Hermiona usiad³a, zbita z tropu. Nauczyciel eliksirów? Nie o takiej przysz³o¶ci dla siebie my¶la³a, ale czemu by nie spróbowaæ?
– Dobra, biorê – odpowiedzia³a, czuj±c jak napiêcie z niej schodzi. Wraca do Hogwartu!
– Doskonale. Pan Longbottom bêdzie zapewne wniebowziêty, maj±c w¶ród wspó³pracowników kolejn± kole¿ankê ze szko³y. Do zobaczenia we wrze¶niu, panno Granger. – Minerva McGonagall poda³a by³ej uczennicy rêkê na po¿egnanie.
Hm. Na razie pocz±tek wydaje mi siê byæ do¶æ suchy. Chcia³abym, by¶ bardziej skupi³a siê na emocjach, bo nie wierzê, ¿e podczas rozmowy z Matk±, Hermiona by³a taka wyluzowana. Zerwanie z Ronem i to przed planowanym ¶lubem z pewno¶ci± by³o dla niej ciê¿kie, a tutaj tego nie widaæ. Nic nie napisa³a¶ te¿ o tym, jak zareagowali na to Harry i Ginny, i czy nadal Hermiona przyja¼ni siê z nimi.
Usadzenie bohaterki w roli nauczycielki eliksirów mo¿e byæ bardzo ciekawym posuniêciem. Szczerze mówi±c, moim zdaniem Granger mog³abym nauczaæ wszystkiego, poza wró¿biarstwem i w³a¶nie eliksirami. Zupe³nie mi tam nie pasuje, co mnie cieszy, bo dziêki temu Twój fan fick robi siê ciekawszy.
Trochê siê jednak pogubi³am w humorkach McGonagall. Wita j± mi³o, potem mówi sucho, a na koñcu znowu jest mi³a. Rozumiem, o co chodzi³o, ale zabieg jednak nie do koñca udany (je¶li chodzi o autentyczno¶æ).
Jednak wy³±czaj±c te zgrzyty, podoba mi siê Twój pomys³ i z pewno¶ci± zachêcasz do oczekiwana na kolejn± czê¶æ. Jestem bardzo ciekawa spotkania z Nevillem, poniewa¿ bardzo rzadko siê on pojawia w Waszych fickach, a szkoda ;D