Po piêciu latach od ¶mierci Voldemorta i czterech latach od skoñczenia szko³y, Hermiona wraca do Hogwartu w roli nauczycielki
Kiedy Hermiona wesz³a do klasy eliksirów, poczu³a siê znów jak nastolatka. Mia³a wra¿enie, ¿e nie powinno jej tu byæ, ¿e za chwilê pojawi siê Snape, by zapytaæ j± czego tu szuka, a ona nie bêdzie mia³a ¿adnego racjonalnego wyt³umaczenia. Powoli podesz³a do ³awki, któr± przed laty zajmowa³a z Harrym i Ronem, i usiad³a na swoim dawnym miejscu. Rozejrza³a siê po ciemnym pomieszczeniu, staraj±c siê przypomnieæ sobie, gdzie siedzieli pozostali uczniowie. Z u¶miechem spojrza³a na miejsce, w którym Snape z pasj± krytykowa³ Neville'a. A jednak mu siê uda³o. Nie by³ mistrzem eliksirów, za to teraz ¶wietnie radzi sobie jako nastêpca Sprout - pomy¶la³a z satysfakcj±. Wsta³a i podesz³a do szafki, w której Harry znalaz³ podrêcznik Ksiêcia Pó³krwi, dziêki któremu w oczach Slughorna uchodzi za ogromny, ale zmarnowany talent. Wed³ug zapewnieñ Harry'ego, ksi±¿ka sp³onê³a w ogniu Szatañskiej Po¿ogi. Razem z Crabbe'em... Hermiona odwróci³a siê w stronê ³awki, w której Crabbe siedzia³ obok Malfoya, jakby spodziewa³a siê go tam teraz zobaczyæ. Kolejny raz zawiod³a siê na Hogwarcie: spodziewa³a siê, ¿e tutaj odpocznie, nabierze si³, optymistycznego nastawienia. Tymczasem wszêdzie wokó³ widzia³a ¶lady osób, które na zawsze odesz³y. Niektóre by³y jej bliskie, inne - wrêcz przeciwnie, ale ka¿de ¿ycie zakoñczone podczas bitwy o Hogwart wydawa³o jej siê bezcenne. Jedyn± osob±, która powinna wtedy umrzeæ, by³ Voldemort - sam wybra³ taki koniec, wype³niaj±c pierwsz± czê¶æ przepowiedni. Ale ca³a reszta? Fred, Tonks, Lupin, Colin... Nawet bezmy¶lny Crabbe - oni wszyscy byli tylko ofiarami g³upoty innych.
Hermiona westchnê³a smutno, stanê³a za biurkiem i omiot³a wzrokiem salê z perspektywy nauczyciela. Jak to by³o? Jeste¶cie tutaj, ¿eby siê nauczyæ subtelnej, a jednocze¶nie ¶cis³ej sztuki przyrz±dzania eliksirów. Nie ma tutaj g³upiego wymachiwania ró¿d¿kami, wiêc byæ mo¿e wielu z was uwa¿a, ¿e to w ogóle nie jest magia. Nie oczekujê od was, ¿e naprawdê docenicie piêkno kipi±cego kot³a i unosz±cej siê z niego roziskrzonej pary, delikatn± moc p³ynów, które pe³zn± poprzez ¿y³y cz³owieka, aby oczarowaæ umys³ i usidliæ zmys³y... * Hermiona u¶miechnê³a siê na my¶l o swojej pierwszej lekcji eliksirów. Tak, wtedy byæ mo¿e nie docenia³a si³y tego rodzaju magii. Ale ju¿ wie, ¿e ona mo¿e ratowaæ ¿ycie na równi z zaklêciami obronnymi i uzdrawiaj±cymi. I tego musi nauczyæ swoich podopiecznych. Z t± my¶l± wymaszerowa³a z klasy i ruszy³a wzd³u¿ korytarza, by opu¶ciæ ponure lochy.
Kiedy przechodzi³a obok drzwi prowadz±cych do gabinetu Snape'a, skrytych w cieniu, k±tem oka zauwa¿y³a jaki¶ ruch. Odwróci³a g³owê w tamt± stronê i zwolni³a, odpowiedzia³ jej d¼wiêk zamykanych drzwi. Cudowne s±siedztwo... - pomy¶la³a, staraj±c siê jednak my¶leæ pozytywnie o najbli¿szej przysz³o¶ci. Tak, Severusie, opowiem im, jak Felix pomóg³ mi ocaliæ ¿ycie pewnego cz³owieka i guzik mnie obchodzi, co ty o tym my¶lisz.
***
- Hermiona! Kiedy przylecia³a¶? - Z zamy¶lenia wyrwa³ j± znajomy g³os Neville'a.
- Teleportowa³am siê rano. Musia³am odwiedziæ McGonagall, a chcia³am to zrobiæ jak najwcze¶niej, zanim ca³kiem zaanga¿uje siê w przygotowania do uczty powitalnej - odpowiedzia³a Hermiona, wstaj±c, by przywitaæ siê z przyjacielem.
Znajdowali siê w Wielkiej Sali. Hermiona zg³odnia³a, wiêc przysz³a zje¶æ lunch. Nie mia³a odwagi zaj±æ miejsca za sto³em nauczycielskim, wiêc przycupnê³a przy koñcu sto³u Gryfonów. Neville nie omieszka³ tego nieco z³o¶liwie skomentowaæ. Hermionê rozbawi³a ta jego pewno¶æ siebie, pamiêta³a jeszcze, jak stresowa³ siê now± prac± trzy lata temu. Wtedy pewnie te¿ czu³ siê lepiej po tej uczniowskiej stronie. Ostatnia namiastka przesz³o¶ci, za kilka godzin oboje wstan±, kiedy McGonagall bêdzie przedstawiaæ ich nowym uczniom. Wtedy ju¿ nie bêd± mieli mo¿liwo¶ci, by zaj±æ miejsca przy stole Gryffindoru, wmieszaæ siê w t³um. Przez jej cia³o przebieg³ dreszcz.
- Nie martw siê, bêd± ciê uwielbiaæ. - Neville u¶miechn±³ siê pokrzepiaj±co, bezb³êdnie odgaduj±c powód jej nerwów. - Dosta³a¶ salê w lochach?
Hermiona przytaknê³a, kiwaj±c g³ow±.
- Od dawna dziwiê siê, ¿e nie oddali jej Snape'owi, przecie¿ to chyba ¿aden problem przenie¶æ sk³adniki eliksirów i wszystkie te sprzêty wy¿ej, a lochy oddaæ nietoperzowi na wy³±czno¶æ?
- Neville! - Hermiona zrobi³a oburzon± minê, chocia¿ co do jednego przyzna³a mu racjê - te¿ dziwi³a siê, ¿e Severus nie walczy³ o swoj± star± klasê, mia³by do niej bli¿ej ze swojego gabinetu.
- Daj spokój, wszyscy mówi± o nim nietoperz, a on o tym wie. - Neville pu¶ci³ oczko kole¿ance.
- No, ale nam nie wypada... Ok, niewa¿ne. Fajnie ciê widzieæ. - Przytuli³a przyjaciela.
- Ciebie te¿, nic siê nie zmieni³a¶ przez teee... - Neville przerwa³, jakby musia³ w my¶lach policzyæ czas, jaki min±³ od kiedy ostatnio siê widzieli: - No, z czterdzie¶ci godzin. - Oboje parsknêli ¶miechem.
Lunch zjedli razem, ca³y czas rozmawiaj±c o tym nowym Hogwarcie, nauczycielach, uczniach i zmianach, które nast±pi³y po ponownym otwarciu szko³y. Hermiona chcia³a poznaæ jak najwiêcej szczegó³ów, które pozwoli³yby jej ³atwiej wej¶æ w nowe obowi±zki i odnale¼æ siê w gronie pedagogicznym. Neville cierpliwie wyja¶nia³, t³umaczy³ i opowiada³ wszystko, co wydawa³o mu siê istotne, ciesz±c siê, ¿e ma u swego boku kolejn± blisk± osobê.
Po posi³ku Hermiona postanowi³a po¶wiêciæ chwilê na odwiedzenie Izby Pamiêci, która najbardziej zmieni³a siê, od kiedy pierwszy raz trafi³a do Hogwartu. Wiedzia³a, co tam zastanie, a jednak ba³a siê odwiedzenia tego pomieszczenia. Chcia³a tam zajrzeæ póki jeszcze do zamku nie dotarli uczniowie - nikt nie przeszkodzi jej w cichym kontemplowaniu przesz³o¶ci. Posz³a do Izby Pamiêci z Neville'm. Poza pucharami, dyplomami, zdjêciami zwyciêskich dru¿yn Quidditcha - pami±tkami z chwil chwa³y, znajdowa³y siê tu przyt³aczaj±ce dowody okrucieñstwa i strat, jakie dotknê³y Hogwart i jego obroñców. Zdjêcia cz³onków Zakonu Feniksa i Gwardii Dumbledore'a - z jeszcze ¿ywymi i u¶miechniêtymi Tonks, Lupinem i Fredem. K±cik po¶wiêcony bezsensownej ¶mierci Cedricka - pierwszej ofiary odradzaj±cego siê Voldemorta. Zdjêcia zamku - niemal zrównanego z ziemi±. Ale najbardziej dotknê³a j± ogromna tablica z nazwiskami ofiar, które zginê³y w obu bitwach o Hogwart. Byli w¶ród nich jej przyjaciele, ale by³y te¿ zupe³nie obce osoby. Ma³y Colin Creevey - wcale nie powinno go tu byæ w tamtym czasie, dosta³ wyra¼ne polecenie opuszczenia zamku. Hermiona odnajdowa³a kolejne znajome nazwiska, wspominaj±c przez chwilê ka¿d± z tych osób, kiedy dobieg³ do niej d¼wiêk otwieranych drzwi. Oboje odwrócili siê od tablicy i zobaczyli Cho, wchodz±c± do pomieszczenia z czerwon± ró¿± w d³oniach. Zatrzyma³a siê na chwilê, zaskoczona zastanym widokiem, ale po chwili wahania podesz³a do nich i mocno u¶ciska³a Hermionê. Po³o¿y³a ró¿ê przy zdjêciu Cedricka, po czym do³±czy³a do stoj±cych w pewnym oddaleniu Hermiony i Neville'a. Stali d³u¿sz± chwilê, patrz±c na u¶miechaj±cego siê Cedricka, z dum± prezentuj±cego odznakê prefekta.
- Chod¼my - powiedzia³ cicho Neville, obejmuj±c ramionami obie dziewczyny, które z trudem powstrzymywa³y ³zy. Cicho zamkn±³ drzwi i ca³a trójka uda³a siê na b³onia, by porozmawiaæ w cieniu drzewa rosn±cego nad jeziorem.
Cho opowiedzia³a o swojej ponad rocznej podró¿y do Chin - rodzinnego kraju jej ojca. Po powrocie, nie mog±c poradziæ sobie z wydarzeniami minionych lat, próbowa³a wmieszaæ siê w t³um i toczyæ mugolskie ¿ycie na pó³nocy Wielkiej Brytanii. Zatrudni³a siê w agencji reklamowej jako t³umaczka jêzyka chiñskiego, w pracy pozna³a swojego przysz³ego mê¿a. Jednak po jakim¶ czasie zapragnê³a powrotu do ¶wiata czarodziejów. Z obawami wyzna³a ch³opakowi prawdê o swojej mocy.
- By³ w szoku, ale szybko siê otrz±sn±³. Zapyta³ tylko, czemu w ogóle sprz±tam, gotujê i pracujê, skoro to wszystko mo¿na za³atwiæ machniêciem ró¿d¿ki - opowiada³a z u¶miechem. - Dwa lata temu uda³o mi siê wróciæ do Hogwartu, a rok temu wziê³am ¶lub z Jacobem. Jest trochê z³y, ¿e pracujê tak daleko od niego, ale docenia magiczne ¶rodki transportu, które pozwalaj± mi w miarê czêsto wpadaæ do domu. ¯a³ujemy tylko, ¿e on nie mo¿e mnie odwiedziæ w Hogwarcie, ale mugole zwyczajnie nie widz± zamku, a wszystkie zabezpieczenia uniemo¿liwiaj± dostanie siê do jego wnêtrza innymi ¶rodkami transportu. A ty, Hermiono, mia³a¶ braæ ¶lub z Ronem Weasleyem, tak? Neville mówi³ w czerwcu, ¿e macie ustalon± datê ¶lubu.
- Taaak, prawie wszystko by³o gotowe, ale miesi±c przed ¶lubem odwo³ali¶my go... To by³a nasza wspólna decyzja. Chyba nie jeste¶my sobie pisani, a za bardzo cenimy nasz± przyja¼ñ, ¿eby ryzykowaæ jej zakoñczenie, gdyby¶my zaczêli rzucaæ w siebie ³ajnobombami - wyja¶ni³a ze ¶miechem. - Wiesz, bez mi³o¶ci ciê¿ko akceptowaæ pewne wady, a wspólne zamieszkanie wymaga kompromisów, na które chyba nie jeste¶my gotowi. Mam nadziejê, ¿e u³o¿y sobie ¿ycie, bo wygl±da³ na przygnêbionego podczas naszego ostatniego spotkania.
- Ty te¿ nie wygl±dasz najrado¶niej na ¶wiecie - wtr±ci³ Neville.
- Sam wiesz, ¿e z tym miejscem wi±¿e siê wiele nieprzyjemnych wspomnieñ. Dzisiaj po prostu wziê³y górê. Ale mam nadziejê, ¿e nied³ugo te dobre je wypr± - powiedzia³a Hermiona z przekonaniem.
- Jasne, ¿e wypr±. Trzy razy do roku odwiedzam Izbê Pamiêci - w³a¶nie pierwszego wrze¶nia, 2 maja podczas obchodów rocznicy II Bitwy i 24 czerwca, w rocznicê ¶mierci Cedricka. To s± takie dni nostalgii i smutnych wspomnieñ. Ale nie mo¿na tak ca³y czas. To Hogwart! Tu wszystko siê zaczê³o - nauka magii, poznali¶my fantastycznych ludzi i ¶wietnie siê bawili¶my przez wiêkszo¶æ czasu, trzeba o tym pamiêtaæ. Nadal mo¿emy siê ¶wietnie bawiæ, teraz wolno nam wiêcej ni¿ dziesiêæ lat temu. - Cho powiedzia³a to z takim entuzjazmem, ¿e na twarzach Hermiony i Neville'a pojawi³y siê u¶miechy. - Tylko s±siedztwa ci nie zazdroszczê, Hermiono.
- Zawsze mog³o byæ gorzej, mogli¶my dodatkowo mieszkaæ na tym samym piêtrze. A tak jest szansa, ¿e bêdziemy mieæ lekcje w tym samym czasie - ja w lochach, on na trzecim piêtrze, wiêc o spotkania mo¿e byæ trudno.
- On mnie nadal przera¿a... Jako¶ tak... - Wzdrygnê³a siê Cho.
- Jak sobie przypomnê, co siê dzia³o na lekcjach eliksirów, te¿ siê zaczynam baæ. - U¶miechn±³ siê Neville. - Podejrzewam, ¿e gdyby Snape pojawi³ siê w cieplarni, to nie by³bym w stanie poprowadziæ lekcji.
Hermiona zamy¶li³a siê. To prawda - jako nauczyciel nie by³ sprawiedliwy. Przyjemno¶æ sprawia³o mu poni¿anie uczniów. Ale... No w³a¶nie, by³o jedno ale...
- W ka¿dym razie, dobrze, ¿e uda³o mu siê wróciæ do zdrowia. I ¿e wyja¶ni³o siê, po której stronie dzia³a³. Straszne by by³o, gdyby umar³ sam, znienawidzony przez wszystkich, nie mog±c siê obroniæ przed oskar¿eniami. Nawet McGonagall nie wiedzia³a, jaka jest jego rola w tym wszystkim. - Cho przywo³ywa³a obrazy z przesz³o¶ci, o których Hermiona nie mia³a ochoty rozmawiaæ.
- Chod¼my ju¿, nied³ugo przyjedzie Express Hogwart, trzeba siê przygotowaæ do uczty - powiedzia³a, wstaj±c i koñcz±c rozmowê. Trójka przyjació³ zaczê³a wspinaæ siê po schodach, by dotrzeæ do swoich gabinetów.
- A co u Harry'ego? - Cho zapyta³a o to do¶æ nerwowym tonem, który zaskoczy³ Hermionê.
- Eeee... w porz±dku. Pracuje w biurze aurorów. Oczywi¶cie nie chcia³o mu siê wracaæ na siódmy rok nauki, wiêc nie zda³ owutemów. Ron zreszt± te¿. Ale kiedy Kingsley zapowiedzia³, ¿e o posadê aurora mo¿e staraæ siê ka¿dy, kto bra³ udzia³ w bitwie o Hogwart, od razu polecieli z wywalonymi jêzykami. Na szczê¶cie musieli zdaæ egzaminy, a wcze¶niej rzetelnie siê do nich przygotowaæ, bo martwi³abym siê o nasze bezpieczeñstwo z takimi leserami jak oni. - Hermiona zrobi³a minê, któr± tak czêsto ogl±dali Harry i Ron, kiedy próbowa³a ich przekonaæ do odrabiania zadañ domowych i z politowaniem pokrêci³a g³ow±. - Kingsley zreszt± przyzna³, ¿e Harry jest szykowany na szefa Biura Aurorów, musi tylko nabraæ trochê do¶wiadczenia. I nadal jest z Ginny Weasley, za rok planuj± siê pobraæ - spojrza³a z obaw± na Cho, na szczê¶cie dostrzeg³a na jej twarzy u¶miech, wygl±daj±cy na szczery.
- Pozdrów go, jak bêdziesz z nim rozmawiaæ. Do zobaczenia na uczcie - powiedzia³a Cho i odesz³a korytarzem na pierwszym piêtrze w stronê swojego gabinetu. Pozosta³a dwójka ruszy³a schodami na drugie piêtro.
* Cytat z Harry Potter i Kamieñ Filozoficzny.
Tak na bie¿±co bêdê wypisywaæ wszelkie zgrzyty, wiêc z góry przepraszam za takie rozpoczêcie mojego komentarza - nie umiem ich teraz pisaæ normalnie.
Tutaj w pewien sposób siê powtórzy³a¶ i musisz tego unikaæ (MOIM ZDANIEM). Chodzi mi o to, ¿e ju¿ wcze¶niej by³o
W sumie nie wiem do koñca, dlaczego mi to nie pasuje. Nie mam na to ¿adnego rozs±dnego wyja¶nienia. Mo¿e dla mnie to po prostu zbyt podobne przemy¶lenia?
Nie do koñca pasuje mi to jak wyskoczy³a¶ z Cho - tak jakby nie nale¿a³o siê czytelnikowi wyja¶nienie. Mog³a¶ napisaæ trochê o tym sk±d ona si e tam wziê³a, jak wygl±da, ile czasu siê nie widzia³y, jakimi uczuciami darzy j± Hermiona.
Moim zdaniem powinna¶ tez trochê inaczej pisaæ dialogi.
Muszê przeczytaæ ponad piêæ zdañ, zanim dowiem siê, ¿e mówi Cho. Problemu nie ma, jak rozmówców jest dwóch - jako¶ na logikê sama dochodzê do tego, kto co mówi. Ale kiedy ju¿ mam do czynienia z trójeczk±, to nie jestem w stanie zgadywaæ. A ja te g³osy s³yszê w g³owie i pierwotnie us³ysza³am Neville'a. Dlatego ja bym zrobi³a tak:
"- Jasne, ¿e wypr± - Cho powiedzia³a to z takim entuzjazmem, ¿e na twarzach Hermiony i Neville'a pojawi³y siê u¶miechy. -Trzy razy do roku odwiedzam Izbê Pamiêci - w³a¶nie pierwszego wrze¶nia, 2 maja podczas obchodów rocznicy II Bitwy i 24 czerwca, w rocznicê ¶mierci Cedricka. To s± takie dni nostalgii i smutnych wspomnieñ. Ale nie mo¿na tak ca³y czas. To Hogwart! Tu wszystko siê zaczê³o - nauka magii, poznali¶my fantastycznych ludzi i ¶wietnie siê bawili¶my przez wiêkszo¶æ czasu, trzeba o tym pamiêtaæ. Nadal mo¿emy siê ¶wietnie bawiæ, teraz wolno nam wiêcej ni¿ dziesiêæ lat temu.
Ogólnie te¿ pracuj nad dialogami, bo te niektóre ich kwestie s± za d³ugie. A w ¿yciu zazwyczaj nie pozwalamy mówiæ innej osobie a¿ tyle ahhaha
Ale to oczywi¶cie tylko moje odczucia ;p
Teraz ju¿ w podsumowaniu - bardzo podoba mi siê to, jak tworzysz opisy - nie ma jaki¶ zbêdnych okre¶lników, nic siê nie d³u¿y, a jednak ³atwo siê wczuæ. Ta nostalgia towarzysz±ca Hermionie naprawdê do mnie trafi³a. Z reszt± ona mi siê wydaje trochê inna ni¿ w ksi±¿ce, ale to plus, bo ja jej nigdy nie lubi³am specjalnie. Podoba mi siê równie¿ twój Neville. Cho na razie ani mnie grzeje ani ziêbi - nie wiem, na ile jest wa¿n± postaci±.
Tak czy inaczej - czekam na kolejne.