Da siê polubiæ Wybran±? A mo¿e Wybraniec nie jest zbyt wa¿ny? Czy Hogwart na pewno jest najbezpieczniejszym miejscem na ¶wiecie? Kto mo¿e chodziæ do szko³y skoro prawnie ju¿ j± skoñczy³? I co do tego wszystkiego ma Godryk Gryffindor i wielki z³oty Gryf.
- Gdzie on jest?
- Harry nie denerwuj siê. Spó¼nia siê dopiero piêæ minut.
- O cztery za d³ugo. Emilii przecie¿ w tamtym roku na mnie czeka³.
- Bo mnie z tob± nie by³o - westchnê³a dziewczyna rozgl±daj±c siê po peronie. Wszyscy zd±¿yli ju¿ przej¶æ przez barierkê, tylko dwójka uczniów nadal czeka³a na kogo¶. Zniecierpliwiona Black sprawdza³a raz po raz godzinê, a¿ w koñcu westchnê³a zrezygnowana. - Dobra bracie, chyba musimy dostaæ siê sami do domu.
- ¯artujesz, prawda? Ej no powiedz, ¿e ¿artujesz.
- Wybacz Harry, ale nie. Przecie¿ nie pierwszy raz pojedziesz taksówk± - wymrucza³a Emilii, szukaj±c pieniêdzy mugoli w plecaku.
- Ale zawsze by³ ze mn± Syriusz. - Ch³opak nadal wydawa³ siê byæ nieprzekonany.
- A ze mn± nie. S³uchaj, wiem, co robiê, wiêc idziesz i nie marudzisz. - Dziewczyna z³apa³a swój wózek i znik³a za barierk±. Potter zrobi³ to samo, w koñcu nie mia³ wyj¶cia. Emilii ca³± podró¿ poci±giem by³a jakby nie obecna, a Harry nie móg³ zrozumieæ czemu. Nawet jak pojawi³ siê Malfoy to zamiast, jak to mia³a w zwyczaju, odpyskowaæ mu, dziewczyna po prostu zatrzasnê³a mu drzwi przed nosem. Bawi³a siê jakim¶ medalionem czytaj±c ksi±¿kê o Gryffindorze. Fakt, ¿e lubi czytaæ, ale jej zachowanie to ju¿ lekka przesada. A teraz jak gdyby nigdy nic znów zachowuje siê jak starsza siostra.
Podró¿ na Grimmauld Place minê³a spokojnie. Emilii z wiadomych przyczyn nie podawa³a adresu domu, do którego chcieli siê dostaæ. Trzynastka by³a niewidoczna dla mugoli i jak wiele razy Syriusz im wspomina³, pomy³ka bêdzie ich wiele kosztowaæ.
- Dziêki. - Emilii zap³aci³a taksówkarzowi i oci±gaj±c siê ruszyli w stronê domu. Kiedy samochód znikn±³ im z pola widzenia a woko³o nie by³o nikogo, ustawili siê miêdzy numerem dwunastym a czternastym. Po chwili pojawi³ siê jeszcze jeden budynek. Dom Syriusza Blacka. Jako, ¿e Emilii by³a pe³noletnia spokojnie mog³a wylewitowaæ baga¿e do przedpokoju.
- Syriusz! - krzykn±³ Harry, wchodz±c do kuchni. Zaraz jednak z niej wybieg³ i pogna³ na pierwsze piêtro. Emilii krêc±c g³ow± skierowa³a siê w stronê lodówki. Kiedy tylko j± otwar³a odruchowo zatka³a nos. Jakie¶ resztki z nie wiadomo czego, siedzia³y w tej lodówce od nie wiadomo, kiedy.
- Ja nie mogê, ale ohydztwo. - Dziewczyna trzasnê³a drzwiczkami i rozejrza³a siê po pomieszczeniu. Wygl±da³o jakby od dawna nikt w nim nie przebywa³.
- Emilii, nikogo nie ma. - Zdyszany Harry zbieg³ po schodach i opad³ na jedno z krzese³. - Sprawdzi³em wszystkie pokoje, ale tylko pe³no kurzu. Jakby nikt nie sprz±ta³, od kilku miesiêcy.
- Jest tylko jedno rozwi±zanie.
- Nie ma mowy. On mnie nie lubi.
- A mnie tak. Chyba mam co¶ z babki.
- Nie zrobisz mi tego. Przestanê siê do ciebie odzywaæ.
- Stworek!!!
- Bêdziesz co¶ chcia³a - mrukn±³ Harry i a¿ podskoczy³ na krze¶le, kiedy w pomieszczeniu z cichym trzaskiem pojawi³ siê skrzat.
- Panienka wzywa³a? - Uszy stwora zamiot³y pod³ogê, kiedy sk³oni³ siê przed dziewczyn±. - O pan Potter, mi³o widzieæ z powrotem w domu.
- Powiedz wiesz mo¿e gdzie jest Syriusz?
- Stworek nie widzia³ panicza w domu.
- No dobra, ale jak d³ugo go nie ma.
- Od dawna chodzi³ niespokojny, a potem, jaki¶ miesi±c temu znikn±³. Pani zawsze wiedzia³a, ¿e z panicza nic dobrego nie bêdzie. I siê doczeka³a.
- Tak, tak, rozumiem. - Emilii zaczê³a strzelaæ nerwowo palcami. - Nie mówi³, dok±d siê wybiera?
- Sk±d Stworek ma wiedzieæ. Panicz nigdy Stworka nie szanowa³.
- Mia³ ku temu powody - warkn±³ Harry, ale Emilii tylko skarci³a go wzrokiem.
- Czy od odej¶cia Syriusza pojawi³ siê tu kto¶? Szuka³ czego¶ po domu albo co¶? - Black spojrza³a pytaj±co na skrzata.
- Ten wilko³ak jeden, krêci³ siê tu niedawno. Stworek próbowa³ go wykurzyæ, ale stary Lunatyk ³atwo siê nie da³.
- Stworek!
- Panienka wybaczy, Stworek go nie lubi. Tylko pani stworka szanuje. I panienka.
- Dobrze ju¿. Mo¿esz wróciæ do swoich zajêæ, cokolwiek tam robi³e¶. A i Stworek nie ma tu czego¶ do jedzenia? - Dziewczyna z³apa³a siê za burcz±cy brzuch.
- Stworek poszuka. Stworek przyniesie - wymrucza³ skrzat i znik³.
- Widzisz, nie by³o tak ¼le. - Emilii zwróci³a siê do Harry’ego wygodnie siadaj±c na krze¶le.
- Nadal nie rozumiem, po co Syriusz trzyma tego skrzata. Powinien siê go pozbyæ ju¿ dawno. - M³ody Potter wci±¿ by³ obra¿ony na dziewczynê, ¿e ¶ci±gnê³a stwora.
- Przesadzasz. Stworek niekiedy jest po¿yteczny.
- Taa, jak przychodzi kogo¶ ¶ledziæ lub pod³o¿yæ mu nogê na schodach.
- Ej, ale przyznasz, ¿e pomys³ mia³ super. - ¦miech Emilii rozniós³ siê po ca³ym domu.
- Tego siniaka mia³em przez bite dwa tygodnie - warkn±³ Harry, ale po chwili te¿ siê u¶miechn±³. - A pamiêtasz urodziny Syriusza?
- Chodzi ci o te, kiedy Stworek rzuci³ tortem w wuja? - Dziewczyna przez chwilê dusi³a siê ze ¶miechu, po czym zdo³a³a wykrztusiæ.- Przez przypadek, celowa³ w tego paj±ka na ¶cianie.
- Albo jak przyklei³ mnie do ¶ciany i za nic nie chcia³ odczarowaæ. - Harry, co chwilê ociera³ oczy z ³ez tak siê ¶mia³.
- A jak przemalowa³ mój pokój na ró¿owo. Albo… - s³owa dziewczyny przerwa³ d¼wiêk otwieranych drzwi. Harry zamar³, a Emilii siêgnê³a po ró¿d¿kê. - Zostañ tu - szepnê³a do brata i powoli podnios³a siê z krzes³a. Z przedpokoju dochodzi³y przyt³umione d¼wiêki, jakby kto¶ czego¶ szuka³. Dziewczyna podesz³a tam ostro¿nie i opar³a siê o ¶cianê obok drzwi. Wziê³a g³êboki oddech i ju¿ mia³a uderzyæ, kiedy us³ysza³a dobrze znany g³os.
- Wróci³? Przecie¿ wie, ¿e to niebezpieczne.
- Remus? - Zdziwiona Emilii wyjrza³a zza drzwi. Przed ni± sta³ nie, kto inny jak obiekt jej m³odzieñczych westchnieñ, z których jeszcze chyba do koñca nie wyros³a. - Co ty tu robisz?
- W zasadzie mogê ciê spytaæ o to samo.
- Przecie¿ dzisiaj skoñczyli¶my Hogwart. W zasadzie to rano i no wiesz, wrócili¶my do domu.
- A no tak, szko³a - Lupin podrapa³ siê z zak³opotaniem po g³owie. - Chyba zapomnia³em.
- Spoko, nie ty jeden. Gdzie Syriusz?
- Wiesz, to trochê skomplikowane.
- Ale chyba nic mu nie jest? - Emilii z niepokojem zerknê³a w stronê kuchni.
- Harry jest? - Remus zauwa¿y³ zdenerwowanie dziewczyny i bezb³êdnie je odczyta³.
- Jest. Siedzi w kuchni. Powiesz nam…
- Pó¼niej. Harry nie powinien tego s³yszeæ. Jest za m³ody i w pewnym sensie dotyczy to jego - mê¿czyzna spojrza³ b³agalnie na Emilii.
- Czyli beznadzieja. Zreszt± jak zawsze - Black machnê³a zrezygnowana rêk± i zaprowadzi³a Lupina do pomieszczenia, w którym by³ Harry. Tylko, ¿e nie sam. Ch³opak patrzy³ spode ³ba na skrzata, który wyjmowa³ ró¿ne produkty z worka. - Ach Stworek w sam± porê, mamy go¶cia.
- Stworek widzi. Czy panienka ¿yczy sobie co¶ jeszcze, czy Stworek mo¿e ju¿ i¶æ?
- Id¼, id¼. Rób, co tam robi³e¶, sama co¶ ugotujê. - Skrzat sk³oni³ siê nisko i znikn±³. Dziewczyna westchnê³a ciê¿ko.
- Co? Têsknimy za Hogwartem? - spyta³ Harry z wielkim u¶miechem.
- Nienawidzê gotowaæ. Jeszcze jak sobie przypomnê, jak musia³am ³adowaæ w ciebie te wszystkie zupki to normalnie… Brrry. - Emilii spojrza³a gro¼nie na ch³opaka, który zwija³ siê ze ¶miechu na krze¶le. - Nie ja jedna tego nie lubi³am. Zniszczy³e¶ nowy p³aszcz Remusa.
- Serio? - zdziwiony Harry spojrza³ na mê¿czyznê.
- Niestety - westchn±³ Remus ciê¿ko. - Nie da³o siê go dopraæ.
- ¯artujesz? - Spyta³ Harry otwieraj±c szeroko oczy.
- Nie - westchnê³a Emilii z drugiego koñca sto³u. - Na dodatek poplami³e¶ kanapê.
- Dlatego jest w dwóch kolorach?
- No, Remus zmienia³ na szybko materac. A¿ dziw, ¿e Syriusz nic nie zauwa¿y³.
- Ju¿ nie ten wzrok, co kiedy¶ - mrukn±³ Harry i po chwili ca³a trójka zanosi³a siê ¶miechem. Ale jak to by³a nic nie trwa wiecznie. - To gdzie on teraz jest?
- Taa, Syriusz. W³a¶nie nic nie powiedzia³e¶. Gdzie nasz wuj? - Emilii spojrza³a z udawanym wyrzutem na Lupina.
- Eee, no ten tego. Jest na misji. Tak na misji z ministerstwa. Chodzi o jak±¶ grupê ¶miercio¿erców na zachodzie. Ro¿ne zamieszki, morderstwa i tego typu sprawy. Syriusz mia³ siê tym zaj±c.
- Dziwne, nic nie s³ysza³em o tym. - Harry zamy¶li³ siê na chwilê.
- Ja w sumie te¿ - powiedzia³a szybko Emilii, widz±c ponaglaj±ce spojrzenie Remusa. - Pewnie to jest ¶ci¶le tajne, albo zbyt masakrycznie by Prorok o tym pisa³.
- Mo¿e - mina Harry’ego wskazywa³a, ¿e jako¶ nie bardzo w to wierzy.
- Wiesz, mo¿e skoczysz i siê rozpakujesz? Przy okazji przewietrzysz pokój, bo pajêczyn to tu jest trochê. Zawo³am cie na obiad, dobra?
- No dobra. - Ch³opak podniós³ siê ciê¿ko z krzes³a. - Twojego nie tykaæ, co nie?
- Jak ty mnie dobrze znasz. - Emilii spojrza³a z u¶miechem na brata.
- Dobra idê, mam do¶æ mi³o¶ci w tym pokoju. - Ch³opak ze ¶miechem wypad³ z kuchni o cal mijaj±c siê z ziemniakiem.
- Utrapienie z nim, co nie? - spyta³ Remus ze ¶miechem. - A co do…
- S³uchaj, ju¿ mi przesz³o, nie wracajmy do tego. Dobra? - Emilii powiedzia³a wszystko na jednym wydechu, patrz±c siê na garnek przed sob±.
- No okej, ale mi chodzi³o o sprawê z Syriuszem.
- Aaa, Okej. Wiêc co siê dzieje?
- Dobrze wiesz, ¿e stra¿nikiem tajemnicy Potterów by³ Pettigrew, prawda?
- No tak. Wyda³ ich, Voldemortowi a potem gdzie¶ znikn±³.
- W³a¶nie, co za tym idzie Harry trafi³ do Syriusza, jako ¿e to jego ojciec chrzestny.
- No tak. Gdyby by³o inaczej, Harry trafi³by do ciotki. Tej dziwnej mugolki.
- Nawet teraz to jest mo¿liwe.
- Co?! - Nó¿ z brzdêkiem uderzy³ o stó³, kiedy Emilii podnios³a wzrok na Remusa. - O czym ty mówisz?!
- Pojawi³y siê plotki, ¿e to Syriusz by³ stra¿nikiem tajemnicy, nie Pettigrew. Do ministerstwa zaczê³y dop³ywaæ coraz to nowsze doniesienia o tym, ¿e Syriusz pracowa³ dla Voldemorta. Obecnie mamy urwanie g³owy, odno¶nie poszukiwañ Syriusza. - Mê¿czyzna wpatrywa³ siê uparcie w zszokowan± Emilii. - Rozumiesz? Syriusz jest oskar¿ony o wydanie Potterów Czarnemu Panu. Chc± odebraæ mu Harry’ego i na czas wakacji oddaæ do siostry jego matki. Ty jeste¶ ju¿ pe³noletnia, wiêc ci nic nie mog± zrobiæ, ale…
- Tu chodzi o Harry’ego - przerwa³a mu Emilii martwym g³osem. Spojrza³a na ¶cianê, a na jej twarzy pojawi³a siê w¶ciek³o¶æ. - Je¶li my¶l±, ¿e oddam Harry’ego jakiej¶ obcej babie to siê grubo myl±. By³am tak kiedy¶ i oni nie s± normaln± rodzin±! Jak ciocia Lili mog³a z ni± wytrzymaæ?! Czyli Syriusz siê ukrywa?
- Nie wiem gdzie dok³adnie, ale na pewno niedaleko.
- Czy ci z ministerstwa tu przyjd±?
- Nie znaj± dok³adnie adresu, je¶li im nie powiem.
- Nawet nie próbuj tego robiæ. - Dziewczyna spojrza³a na niego ostro, po czym zamar³a. - Nie wydasz nas prawda?
- Mo¿esz byæ spokojna, jeste¶my prawie jak rodzina. Harry dowie siê o tym prêdzej, czy pó¼niej. Sam wola³bym ¿eby to by³o pó¼niej, ale kto¶ musi mu to powiedzieæ.
- Nie martw siê pogadam z nim. Ale je¶li kto¶ po niego przyjdzie, zabijê. - Emilii z³apa³a nó¿ i wbi³a go w ziemniaka. - Ja nie ¿artujê Remus, po prostu nie dam skrzywdziæ Harry’ego, to mój brat.
- Wiem, zobaczê, co da siê dla was zrobiæ. Nawet Stworek musi byæ ostro¿ny. Nie wychod¼cie nigdzie na dwór, chyba, ¿e to konieczno¶æ. Albus powinien siê z tob± skontaktowaæ.
- Dyrektor? A po co?
- ¯eby wam pomóc. To nie jest taki z³y cz³owiek jak ci siê wydaje. - Lupin wsta³ i u¶cisn±³ krótko dziewczynê. - Muszê wraca do Ministerstwa. Wpadnê mo¿e jutro, ale nie jestem pewny mnie chyba te¿ ¶ledz±.
- Jasne.
- Wszystko w porz±dku?
- To tylko szok, ¿e wiesz, Syriusz… - Remus pokiwa³ g³ow± i opu¶ci³ kuchniê. Po chwili trzasnê³y drzwi wej¶ciowe, a Emilii wci±¿ sta³a przy stole i patrzy³a siê na przebitego ziemniaka. Najpierw Gryffindor, teraz to. - Ja nie mogê, ale bagno.
- Bêdziesz co¶ chcia³a - mrukn±³ Harry i a¿ podskoczy³ na krze¶le, kiedy w pomieszczeniu z cichym trzaskiem pojawi³ siê skrzat.
Haha, jakbym siebie s³ysza³a, te¿ zawsze tak mówiê gdy kto¶ robi co¶ nie po mojej my¶li.
By³am tak kiedy¶ i oni nie s± normaln± rodzin±!
Chyba powinno byæ 'tam'.
Jak ciocia Lili mog³a z ni± wytrzymaæ?!
Nie powinno byæ Lily?
Harry dowie siê o tym prêdzej, czy pó¼niej.
O ile kojarzê to bez przecinka, nie wiem, musia³abym sprawdziæ.
Nie martw siê pogadam z nim.
Za¶ tu po 'siê' przecinek.
Muszê wraca do Ministerstwa.
'Æ' zabrak³o.
Wpadnê mo¿e jutro, ale nie jestem pewny mnie chyba te¿ ¶ledz±.
Po 'pewny' te¿ przecinek.
Strasznie du¿o dialogów i strasznie ma³o opisów. Mimo to wbi³am siê w sytuacjê i by³am razem z Emily, Harrym, Stworkiem i Remusem w domu Syriusza. To pierwsza czê¶æ tego opowiadania jak± czytam, i przyznam, ¿e ¿a³ujê, bo strasznie mi siê spodoba³a. Czas nadrobiæ zaleg³o¶ci. ^^
Czekam na kolejn± czê¶æ.