Dzieñ na ulicy Pok±tnej
Alexis nie mog³a doczekaæ siê pojechania na Pok±tn±. Po urodzinach, nastêpnego dnia musia³a siedzieæ w domu razem z niezno¶n± siostr±, bo jej rodzice mieli wa¿ne sprawy w Ministerstwie Magii. Perly, jak to jej kochana siostra, ca³y czas stara³a siê jej przeszkadzaæ w czytaniu ksi±¿ek. W³±czy³a muzykê na ca³y regulator i ¶piewa³a razem z piosenkarzem. Alexis podtrzymywa³a tylko ta my¶l, ¿e jutro, czyli w niedzielê, bêdzie na ulicy Pok±tnej sama z rodzicami, bez siostry, która obra¿a j± na ka¿dym kroku.
Al wsta³a rano z wielkim u¶miechem. Gdy posz³a do kuchni aby przyszykowaæ ¶niadanie, jej rodzice siedzieli ju¿ przy stole. Perly, jak to ona, jeszcze spa³a.
- Hej! - powita³a ich z u¶miechem Alexis. Mama odwzajemni³a u¶miech.
- Dzieñ dobry, gotowa na wiele godzin chodzenia po sklepach? - Al wyci±gnê³a miskê i wla³a do niej mleko, a nastêpnie postawi³a na stó³.
- No jasne, ju¿ od wczoraj – wsypa³a p³atki do miski i wziê³a jedn± ³y¿kê do ust. - Jestem strasznie szczê¶liwa, ¿e jedziemy tam dzisiaj – tata spojrza³ na Al z pod gazety.
- Nie podgrzejesz? - spyta³.
- Tato, ja lubiê takie zimne i chrupi±ce – u¶miechnê³a siê i wziê³a kolejn± ³y¿kê.
- Kochanie, ale mo¿esz siê przeziêbiæ, a za tydzieñ wyje¿d¿asz do Hogwartu – martwi³a siê mama.
- No w³a¶nie, za tydzieñ – mama patrzy³a na ni± karc±cym wzrokiem. - Oj nic mi nie bêdzie! Po za tym to mleko wcale nie jest takie zimne i nie s³ysza³am jeszcze, by kto¶ od niego zachorowa³ – u¶miechnê³a siê szeroko.
- No dobrze. Wiêc wyruszamy o dziewi±tej? - da³a za wygran± mama, popijaj±c powoli kawê. Tata spojrza³ z nad gazety na godzinê. Zegar pokazywa³ ósm± trzydzie¶ci.
- Tak, mo¿e byæ. Muszê jeszcze tylko za³atwiæ jedn± sprawê i bêdziemy mogli jechaæ – wsta³ od sto³u i zaniós³ do kuchni brudne talerze, a nastêpnie poszed³ do swojego gabinetu.
- Kochanie, id¼ siê szykuj, a ja zmyjê po ¶niadaniu – powiedzia³a mama i wysz³a z jadalni przez drzwi kuchenne. Alexis wiêc posz³a do pokoju i zaczê³a przebieraæ swoje ciuchy.
Gdy Al by³a ju¿ gotowa zesz³a na dó³ i usiad³a na krze¶le w salonie. Po chwili us³ysza³a g³os mamy.
- Alexis, jeste¶ gotowa?! - krzyknê³a pani First z kuchni. Al posz³a do niej i zobaczy³a mamê maluj±c± paznokcie, a raczej lataj±cy pêdzelek, który je malowa³. Dziewczyna opar³a siê o framugê drzwi.
- Tak, ju¿ jestem. Mam pój¶æ po tatê? - wskaza³a rêk± górê. Matka pokrêci³a g³ow±.
- Nie trzeba. Ju¿ go wo³am. Jordan! Chod¼, ju¿ jeste¶my gotowe! - wyci±gnê³a rêce i zaczê³a nimi lekko machaæ, a za chwilê przesta³a.
- Dobrze, ju¿ wysch³y – zdziwi³o to Al, która zawsze swoje paznokcie suszy³a o wiele d³u¿ej, no ale có¿, to przecie¿ magia. - Dzi¶ jest ³adna pogoda, wiêc nie trzeba nam p³aszczów. Za³ó¿ buty i id¼ do samochodu, zaraz przyjdê do ciebie z tat±.
Al szybko za³o¿y³a buty i wysz³a na zewn±trz. Mocne s³oñce ¶wieci³o w oczy, a lekki wietrzyk dawa³ poczucie ¶wie¿o¶ci. Idealna pogoda na chodzenie po sklepach. Alexis wesz³a do samochodu i w³±czy³a sobie radio. Po kilku minutach z domu wyszli jej rodzice, a po chwili ju¿ byli w drodze na Pok±tn±.
W czasie drogi rodzice rozmawiali ze sob± o ich sprawach w pracy, a Alexis s³ucha³a muzyki z radia. Po dwudziestu minutach dotarli pod nieznany Al bar i weszli do niego. Ojciec powiedzia³ do paru mê¿czyzn "hej", a miêdzy innymi do barmana i doszli do czerwonego muru. Tata wyj±³ swoj± ró¿d¿kê i stukn±³ w parê cegie³. Alexis nie wiedzia³a w jaki sposób to ma pomóc im siê dostaæ na Pok±tn±. By³a tam osiem lat temu, gdy Perly skoñczy³a swoje jedena¶cie lat, lecz nie pamiêta³a jak tam wesz³a czy wysz³a. Pamiêta³a ten czerwony mur, lecz nie mia³a pojêcia co siê mia³o z nim staæ. Ku jej zaskoczeniu, ceg³y porozsuwa³y siê na boki i jej oczom ukaza³a siê szeroka ulica. Krz±ta³o siê po niej wielu ludzi w czarodziejskich kapeluszach i kolorowych pelerynach, g³ównie czarnych. Po obu bokach ulicy sta³y przeró¿ne sklepy czy bary. Jakie¶ dzieci patrzy³y siê przez szybê na najnowsze miot³y, a jaki¶ rozw¶cieczony mê¿czyzna gada³ z ko³atk± drzwi.
Alexis pamiêta³a to wszystko bardzo dobrze i nawet pamiêta³a gdzie jest jaki sklep. Patrzy³a siê na ulicê z du¿ymi oczami. Po chwili przemówi³a jej mama:
- No to zaczynamy zakupy – u¶miechnê³a siê do córki, a nastêpnie powiedzia³a do mê¿a:
- Jordan, id¼ mo¿e do baru, podobno mia³ byæ tam Phil Snake. Porozmawiaj z nim trochê, a my sobie poradzimy – poda³a mu parê galeonów i uca³owa³a w policzek, a po chwili ojciec znikn±³ za drzwiami baru. Mama spojrza³a na Alexis.
- No wiêc, do jakiego sklepu idziemy najpierw?
Al zastanowi³a siê przez chwilê. Pomy¶la³a, ¿e chyba chcia³aby kupiæ potrzebne ksi±¿ki do nauki i rzeczy takie jak pióro czy atrament. Powiedzia³a to mamie i uda³y siê do ksiêgarni. W sklepie mama od razu poprosi³a pani za lad± , aby da³a jej ksi±¿ki podane na li¶cie. W tym czasie Al przegl±da³a ró¿ne ciekawe ksi±¿ki i kupi³a jedn± przy okazji. Za kilka minut wysz³y z ksiêgarni, a mama Al wsadzi³a ksi±¿ki do swojej ma³ej torebki, zaczarowanej zaklêciem, aby nawet to co du¿e mog³o siê zmie¶ciæ.
- Wiedzia³am, ¿e siê przyda – powiedzia³a, zasuwaj±c torbê. - No to co, gdzie teraz?
Alexis z mam± obesz³y po kolei sklep ze zwierzêtami, gdzie kupi³a sobie ¶liczn± br±zow± sowê, sklep u pani Malkin, w którym ona zmierzy³a Al i dobra³a szatê uczniowsk± i bar, w którym zrobi³y sobie odpoczynek i wypi³y piwo kremowe. Nastêpne by³o kupowanie ró¿d¿ki. Al zostawi³a to na koniec, poniewa¿ najbardziej by³a w³a¶nie podekscytowana swoj± ró¿d¿k±, któr± kupi. Podobno ró¿d¿ka wybiera czarodzieja i bardzo by³a ciekawa, jaka to bêdzie. Czym prêdzej po wypiciu piwa kremowego posz³a z mam± do sklepu Ollivandera. Ich przyj¶cie oznajmi³y dzwoneczki nad drzwiami. Ko³o nich przesz³a jaka¶ kobieta z synem i wyszli ze sklepu. Za lad± sta³ trzydziestoletni mê¿czyzna z kozi± bródk±.
- Dzieñ dobry. Proszê, podejd¼cie! - u¶miechn±³ siê do nich mi³o. Gdy siê przybli¿y³y, zapyta³:
- Która rêka ma moc?
- Yyy prawa... - odpar³a Alexis, a mê¿czyzna zmierzy³ d³ugo¶æ rêki. Nastêpnie spyta³ siê o datê urodzenia i podskoczy³, jakby mia³ ol¶nienie. Podszed³ do pó³ki po prawej stronie i wyj±³ w±skie pude³ko. Podszed³ wolno do lady i otworzy³ je, wyjmuj±c z niego ró¿d¿kê.
- Spróbuj tê na pocz±tek – powiedzia³ i poda³ j± Al. Alexis nie wiedzia³a, co z ni± zrobiæ. Nigdy nie mia³a ¿adnej w rêkach i nie umia³a siê ni± pos³ugiwaæ. Dopiero po kilku sekundach mê¿czyzna powiedzia³ jej, ¿eby po prostu machnê³a ró¿d¿k±. TRZASK! Machnê³a, a stoj±ce naprzeciwko donice z kwiatami roztrzaska³y siê na kawa³ki. Alexis przera¿ona od³o¿y³a ró¿d¿kê na biurko.
- To raczej nie ta – skomentowa³ "kozia bródka" i schowa³ ró¿d¿kê do pude³ka. Na chwilê zrobi³ du¿e oczy i szybko pobieg³ za szafê z ró¿d¿kami. Wybieg³ zza niej z czarnym pude³kiem i wyj±³ z niego ró¿d¿kê. Poda³ j± Al, która machnê³a. Nad mê¿czyzn± pojawi³a siê têcza, a Alexis zrobi³o siê przyjemnie ciep³o. Ju¿ wiedzia³a. Wiedzia³a, ¿e ró¿d¿ka j± wybra³a.
- Doskonale! Ju¿ zapakowaæ? - u¶miechn±³ siê "kozia bródka" i zabra³ Al ró¿d¿kê z rêki, a nastêpnie po³o¿y³ do pude³ka.
- Tak, tak. Bardzo poproszê – odpowiedzia³a mama i w³o¿y³a pude³ko do torebki – I jeszcze jedno pytanie. Czy pracuje tutaj nadal pan Ollivander? - mê¿czyzna siê zasmuci³.
- Nie, na razie nie. Jest w domu, poniewa¿ choruje. Ja przej±³em interes, na razie. Mo¿e za parê miesiêcy mój ojciec bêdzie zdrowy, lecz jeszcze nic nie wiadomo – odpowiedzia³ mê¿czyzna i u¶miechn±³ siê smutno.
- A... To przeka¿ tacie pozdrowienia i ¿yczenia, aby wyzdrowia³ – powiedzia³a moja mama smutno. - No dobrze, to do widzenia proszê pana.
- Do widzenia – powiedzia³ "kozia bródka" i usiad³ za lad±.
Alexis z mam± wysz³y ze sklepu i uda³y siê do baru, gdzie mia³ byæ ojciec. Okaza³o siê, ¿e Phil niedawno wyszed³. Zjedli tam troje danie dnia i mama opowiedzia³a o tym, co kupi³y, a sowa w klatce na stoliku, jakby chcia³a co¶ jeszcze do tego powiedzieæ, pohukiwa³a co raz. Gdy mama opowiedzia³a o panu Ollivanderze wyszli z baru i udali siê przez ceglany mur do samochodu. Al wraca³a do domu z g³ow± pe³n± my¶li i wspomnieñ tego dnia. Wiedzia³a, ¿e nigdy go nie zapomni i ¿e koniecznie musi opowiedzieæ o tym wszystkim siostrze.
Podoba mi siê jak na razie sama idea tego opowiadania. Na razie wygl±da to na obyczaj, w którym powoli poznajemy ¶wiat czarodziejów wraz z g³ówn± bohaterk±, Alexis. Widaæ, ¿e wyobra¿asz sobie wszystko o czym piszesz i to jest naprawdê dobre i siê chwali ; )
Masz jednak problem ze sk³adaniem ³adnych zdañ. Piszesz dok³adnie to, co widzisz, a nie zawsze jest poprawne. Czasami siê zagmatwasz, czasami napiszesz co¶ w domy¶le (stara³am siê to poprawiaæ ) i to tak, ¿e jednak ciê¿ko siê domy¶liæ. Tworzysz te¿ stanowczo za d³ugie zdania. Mo¿esz takie tasiemce zdaniowe ci±æ bez lito¶ci! Wtedy siê ³atwiej czyta i jest czytelniej.
Ale a¿ serce mi siê raduje, ¿e tak ma³o by³o problemów z przecinkami. Przecinki chyba ka¿dego gnêbi± (nawet mnie - bez wyj±tku!), a jednak u Ciebie nie widaæ, by by³ to jaki¶ wielki problem. Brawo ;D