Dzieñ po zakoñczonej bitwie o Hogwart i pokonaniu Lorda Voldemorta. Opis Hogwartu po walkach, pierwsze problemy przed którymi stan± nauczyciele oraz Harry, Ron i Hermiona.
Uwaga: Ze wzglêdu na obszerne rozdzia³y, wiêkszo¶æ z nich bêdzie dzielona najprawdopodobniej na dwie czê¶ci. W takich wypadkach proszê siê nie dziwiæ,
¿e poszczególne czê¶ci rozdzia³ów bêd± siê nietypowo koñczyæ i zaczynaæ, poniewa¿ ze wzglêdu na HPnet, muszê te rozdzia³y przymusowo dzieliæ.
Nad zamkiem zaczê³y pojawiaæ siê pierwsze promienie wschodz±cego s³oñca, wygl±daj±ce zza grzbietów otaczaj±cych budowlê gór. Blask ¶wiat³a odbija³ siê w pobliskim jeziorze,
z którego przez u³amek sekundy wy³oni³a siê wielka ka³amarnica. Nad Hogwartem ci±gle mo¿na by³o dostrzec k³êby dymu unosz±ce siê nad wie¿ami i murami, a gdzieniegdzie tli³ siê jeszcze ogieñ. Zamek wygl±da³ jak po bombardowaniu. Ma³o kto uwierzy³by w to,
¿e jeszcze wczoraj o tej porze nie by³o ¶ladu ¿adnych zniszczeñ. Jednak poprzedniej nocy Szko³a Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie stanê³a przed olbrzymim zagro¿eniem ze strony Czarnego Pana i jego zwolenników.
Dok³adnie wczorajszej nocy Lord Voldemort stan±³ na czele swych ¶miercio¿erców, a tak¿e wielu potworów, aby pokonaæ obrony zamku i zabiæ Harry'ego Pottera, niszcz±c w ten sposób ostatni± nadziejê tych, którzy ci±gle stawiali mu opór. Ch³opca, który ju¿ nie raz wychodzi³ ¿ywo ze staræ z nim samym, potomkiem samego Salazara Slytherina, najwiêkszego czarnoksiê¿nika, jakiego widzia³ ¶wiat czarodziejów. Tak siê jednak nie sta³o. Ostatecznie Harry Potter pokona³ Tego–Którego–Imienia–Nie–Wolno–Wymawiaæ, koñcz±c
w ten sposób tyraniê, strach i cierpienie, które w ostatnich latach szerzy³y siê w ¶wiecie czarodziejów. Wielu zwolenników Voldemorta, równie¿ przyp³aci³o tê walkê ¿yciem. Niestety ofiar nie brakowa³o te¿ w¶ród starszych uczniów, a tak¿e cz³onków Zakonu Feniksa
oraz innych osób, które stanê³y w obronie zamku.
Po krótkiej rado¶ci z powodu odniesionego zwyciêstwa oraz po zebraniu cia³ zmar³ych
i rannych osób, wiêkszo¶æ z osób broni±cych Hogwartu, pozosta³a w zamku, gdzie odpoczywa³a przez resztê nocy w dormitoriach. Pierwsze promienie s³oñca wpada³y
ju¿ jednak przez okno wie¿y Gryffindoru, gdzie kilka dziewcz±t spa³o w swoich ³ó¿kach
z baldachimami. Po ka¿dej z nich widaæ by³o ¶lady bitwy sprzed kilku godzin.
Hermiona Granger przebudzi³a siê i spojrza³a ze zmêczeniem w stronê okna. Nie mog³a powiedzieæ, ¿e specjalnie odpoczê³a przez tê resztê nocy. Emocje po tym, co siê wydarzy³o, nie mog³y jej opu¶ciæ, ci±gle wraca³a my¶lami do chwil, które jeszcze przed chwil± mia³y miejsce, do osób, które nie ujrz± ju¿ dzi¶ ¶wiat³a dziennego. Rozejrza³a siê po dormitorium, stwierdzaj±c, ¿e reszta dziewcz±t jeszcze ¶pi. Wsta³a po cichu, a poniewa¿ w nocy nawet nie ¶ci±ga³a ubrania, zesz³a na dó³ do pokoju wspólnego. Schodz±c po schodach, zauwa¿y³a, ¿e kto¶ wpatruje siê w okno, ogl±daj±c wschód s³oñca.
– Cze¶æ, Harry – przywita³a siê ze swoim przyjacielem, po którym od razu pozna³a,
¿e równie¿ niezbyt wypocz±³ tej nocy.
– Witaj, Hermiono – odpowiedzia³, zerkaj±c na ni± tylko przez chwilê.
– Wci±¿ nie mogê uwierzyæ, ¿e to wszystko siê skoñczy³o… – zaczê³a, pochodz±c do niego. Nie musia³a pytaæ, zna³a go od wielu lat, wiedzia³a, ¿e podobnie jak ona, odczuwa w tym momencie wiele rzeczy. – Bêdzie potrzeba bardzo du¿o czasu, nim zamek bêdzie wygl±da³ jak dawniej.
Patrz±c przez okno, mo¿na by³o dostrzec ogrom zniszczeñ. Na dziedziñcu Hermiona dostrzeg³a wo¼nego Argusa Filcha, który wraz ze swoj± kotk± Pani± Norris, ju¿ ocenia³ ilo¶æ prac, jakie trzeba bêdzie po¶wiêciæ na przywrócenie zamku do jego dawnej ¶wietno¶ci.
– Ron jeszcze ¶pi? – spyta³a. Harry odwróci³ siê do niej i popatrzy³ jej w oczy.
– Chyba chcia³, ¿eby tak to wygl±da³o, ale moim zdaniem nie zmru¿y³ nawet oka tej nocy
i wcale mu siê nie dziwiê – odpowiedzia³ zgodnie z prawd±. Za du¿o siê dzia³o tej nocy
z jednej strony euforia po zwyciêstwie, a z drugiej Ron straci³ swojego brata, jak i wiele bliskich im osób. On sam niewiele rozmawia³ z Ginny. W tych krótkich chwilach, kiedy byli razem, próbowa³ okazaæ jej wsparcie, ale wyczuwa³, ¿e dziewczyna chcia³a byæ obecnie sama, a on chcia³ to uszanowaæ. – My¶lê, ¿e oboje, Ron i Ginny, jak i wszyscy Weasleyowie potrzebuj± trochê czasu – doda³ Harry. – S±dzê z reszt±, ¿e my wszyscy na razie
nie umiemy sobie poradziæ ze strat± tak wielu osób.
– Pewnie masz racjê. Zbyt wiele siê wydarzy³o – zgodzi³a siê Hermiona. Z dormitoriów zaczê³y dochodziæ pierwsze odg³osy, budz±cych siê osób. Nie minê³o nawet kilka minut, kiedy pokój wspólny zacz±³ siê zape³niaæ lud¼mi. Po pewnym czasie pojawi³ siê równie¿ Ron i po chwili dostrzeg³ ich siedz±cych na sofie przed kominkiem. Podszed³ do nich, a Hermiona wsta³a i przytuli³a siê do niego.
– Czekali¶my na ciebie, wszystko w porz±dku? – zapyta³a, patrz±c na niego z trosk±.
– Tak, my¶lê, ¿e tak, muszê to sobie wszystko pouk³adaæ, to, ¿e Freda… – jego oczy delikatnie siê zaszkli³y, ale po chwili wzi±³ siê w gar¶æ. – Ju¿ z nami nie ma…
Nim Harry czy Hermiona zd±¿yli cokolwiek odpowiedzieæ, portret Grubej Damy uchyli³ siê,
a do pokoju wspólnego wesz³a profesor McGonagall. Ona równie¿ wygl±da³a, jakby niewiele spa³a tej nocy. Rozejrza³a siê po pokoju, spogl±daj±c na grupki uczniów, by³ych absolwentów, a tak¿e doros³ych osób, które nocowa³y dzisiaj wyj±tkowo w wie¿y Gryffindoru, po wydarzeniach poprzedniej nocy.
– Przepraszam, ¿e tak wcze¶nie, zdajê sobie sprawê, ¿e jeszcze nie wszyscy na pewno zeszli z dormitoriów, ale chcia³am was zaprosiæ do Wielkiej Sali na ¶niadanie. Skrzaty domowe obieca³y, ¿e postaraj± siê co¶ przygotowaæ, a my wcze¶nie rano razem z reszt± nauczycieli uporz±dkowali¶my Wielk± Salê na tyle, ¿e jako¶ powinni¶my siê tam w miarê pomie¶ciæ. Proszê, aby¶cie przekazali t± wiadomo¶æ innym osobom, których tu jeszcze
nie ma – poprosi³a profesor McGonagall, po czym wysz³a z wie¿y Gryffindoru.
– Nawet dzisiaj skrzaty nie maj± odpoczynku i ju¿ siê zabra³y do pracy – u¶miechn±³ siê Ron, zerkaj±c na Hermionê, ciekaw jej reakcji i chc±c zmieniæ temat. Na razie nie chcia³ rozmawiaæ o Fredzie, Lupinie, Tonks i innych poleg³ych wczoraj osobach. Jeszcze przyjdzie na to czas. Zreszt± Ginny na pewno bêdzie potrzebowaæ wsparcia, by³a najm³odsza
z ich rodzeñstwa. Tak¿e rodzice, George równie szczególnie, gdy¿ mia³ ze swoim bratem bli¼niakiem najlepszy kontakt. Musi byæ dla nich silny.
– Na pewno one same, jak i nauczyciele chc±, by wszystko jak najszybciej wróci³o
do normy, by wszyscy mogli siê jeszcze raz spotkaæ… – zaczê³a Hermiona, ale dokoñczy³
za ni± Harry.
– I podziêkowaæ przynajmniej w ten sposób za pomoc tym wszystkim osobom w obronie zamku.
Kiedy byli gotowi zeszli w trójkê do Wielkiej Sali, na korytarzach niewiele siê zmieni³o
od poprzedniej nocy. Gdy weszli jednak do Wielkiej Sali, zd±¿yli zauwa¿yæ, ¿e cztery sto³y sta³y tak jak dawniej, a cia³a rannych i zmar³ych zosta³y przeniesione. O zniszczeniach przypomina³y tylko rozbite okna, resztki cegie³ znajduj±ce siê pod ¶cianami, a tak¿e le¿±ce gdzieniegdzie rubiny i szmaragdy z klepsydr przedstawiaj±cych aktualn± zdobycz punktow± poszczególnych domów. Harry, Ron i Hermiona nie byli pierwszymi osobami, które pojawi³y siê w sali, schodzi³o siê coraz wiêcej osób, przy stole nauczycielskim siedzieli ju¿ wszyscy profesorowie. Nie minê³o wiêcej ni¿ piêtna¶cie minut, kiedy profesor McGonagall wsta³a
i zajê³a miejsce na ¶rodku, gdzie tak wiele razy przemawia³ do nich z tego miejsca profesor Dumbledore.
– My¶lê, ¿e to ju¿ wszyscy – zaczê³a profesor McGonagall, rozgl±daj±c siê po sali.
– Dziêkujê, ¿e przybyli¶cie. Wiem, ¿e pewnie wiêkszo¶æ z was my¶li ju¿ o powrocie
do domów, ale chcieliby¶my chocia¿ w ten sposób podziêkowaæ wam wszystkim za pomoc, dziêki waszej odwa¿nej postawie, niezachwianej wierze w zwyciêstwo uda³o nam siê pokonaæ Tego–Którego–Imienia–Nie–Wolno–Wymawiaæ i przywróciæ pokój w naszym magicznym ¶wiecie. Czeka nas du¿o pracy – kontynuowa³a profesor Mcgonagall
– ale postaramy siê, aby szko³a jak najszybciej wróci³a do swojej ¶wietno¶ci. Mimo podobnie du¿ych problemów w Ministerstwie Magii postarali¶my siê, aby ka¿dy, kto bêdzie zainteresowany móg³ wróciæ specjalnie przygotowanym dzisiaj poci±giem, który odjedzie
za cztery godziny z Hogsmeade. Do tego czasu Hogwart stoi dla ka¿dego z was otworem.
A tymczasem zapraszam na ¶niadanie, które skrzaty w pocie czo³a przygotowa³y dla nas wszystkich. Proszê tylko o jeszcze chwilê uwagi. – McGonagall rozejrza³a siê po sali,
a potem zerknê³a na stó³ nauczycielski, podnios³a puchar, wznios³a go i jednocze¶nie reszta nauczycieli wsta³a od sto³u. – Proszê o powstanie, uczcijmy tych, którzy nie doczekali tego dnia, a dziêki których postawie mo¿emy byæ ¶wiadkami nowych, lepszych czasów.
Wszyscy w Wielkiej Sali wstali, unie¶li swoje puchary i wypili za zdrowie poleg³ych tej nocy ludzi, którzy unie¶li swe ró¿d¿ki w obronie zamku. Nastêpnie nauczyciele wrócili do swoich miejsc, a na sto³ach pojawi³y siê przeró¿ne potrawy. Skrzaty jak zwykle stanê³y
na wysoko¶ci zadania. Gdy tak siê zajadali przeró¿nymi potrawami, do trójki przyjació³ podszed³ pan Weasley.
– Witajcie – u¶miechn±³ siê do nich. – Jak siê wszyscy trzymacie?
– Dziêkujemy panie Weasley – odpowiedzia³a Hermiona, po czym spojrza³a szczególnie
na Rona i doda³a – Musimy siê jako¶ oswoiæ z t± now± rzeczywisto¶ci±…
– Panie Weasley – wtr±ci³ siê Harry, przerywaj±c Hermionie. – A pan, pani Weasley, George, Bill, Charlie, Ginny?
– Jako¶ dajemy radê – odpowiedzia³ spokojnym tonem pan Weasley. – Molly na pewno bêdzie potrzebowaæ trochê czasu, ¿eby siê z tym pogodziæ. Wiedzieli¶my jednak, na co siê piszemy przybywaj±c tutaj – doda³ po chwili. – Ron… – zacz±³ niepewnie. – Cieszê siê synu, ¿e dobrze siê trzymasz – powiedzia³ pan Weasley i podszed³ do Rona, ¶ciskaj±c go mocno. Oboje byli poruszeni, ale starali siê ukrywaæ emocje w sobie. Kiedy siê od siebie odsunêli, Ron wygl±da³ na lekko zak³opotanego, po czym wsta³ i przeprosi³ ich, mówi±c, ¿e musi
na chwilê wyj¶æ do toalety. Harry i Hermiona spojrzeli po sobie, nie bardzo wiedz±c jak siê zachowaæ.
– Harry, Hermiono, chcia³bym was o co¶ prosiæ – zwróci³ siê do nich pan Weasley. – B±d¼cie przy nich, przy Ronie, Ginny, mo¿e próbuj± sprawiaæ wra¿enie takich, co to wol± sobie sami z t± strat± poradziæ, ale na pewno przyda im siê zw³aszcza wasze wsparcie, dobrze?
– Oczywi¶cie, panie Weasley – odpowiedzia³ mu bez chwili wahania Harry. – Mo¿e pan
na nas polegaæ.
– Dziêkujê wam obojgu – poklepa³ Hermionê po ramieniu, po czym odszed³ i siad³ ko³o swojej ¿ony i córki.
– Chyba za bardzo zostawili¶my ich samych sobie, co? – zapyta³a niepewnie Hermiona.
– No wiesz, ja Rona, a ty Ginny?
– My¶lê, ¿e masz racjê, chcieli¶my im pomóc, my¶leli¶my, ¿e tak bêdzie ³atwiej, ale chyba to nie by³ najlepszy pomys³.
Po kilku minutach Ron wróci³ do nich, ale stara³ siê nie komentowaæ tego, co siê wydarzy³o. Hermiona z³apa³a go pod sto³em za rêkê, a on odwzajemni³ u¶cisk. ¦niadanie dobiega³o koñca, kiedy zauwa¿yli, ¿e profesor McGonagall wsta³a i zmierza³a w ich kierunku. Popatrzyli po sobie niepewnie, nie wiedz±c, czego siê mog± spodziewaæ.
– Mam pro¶bê do waszej trójki – powiedzia³a do nich, do¶æ cicho, by nie zwracaæ niepotrzebnie uwagi innych osób. – Za pó³ godziny w gabinecie dyrektora mamy mieæ zebranie nauczycieli wraz z kilkoma cz³onkami Zakonu Feniksa, poniewa¿ wasza trójka bra³a g³ówny udzia³ w ostatnich wydarzeniach, bardzo bym by³a wdziêczna, gdyby¶cie równie¿ pojawili siê na tym spotkaniu, to bardzo wa¿ne, my¶lê, ¿e wiele osób dalej
ma wiele pytañ, na które tylko wy znacie odpowiedzi. Bêdziemy te¿ podejmowaæ decyzje odno¶nie dalszego funkcjonowania szko³y, bardzo ceni³abym sobie wasze zdanie na ten temat. Mogê na was liczyæ?
– Oczywi¶cie, pani profesor – odpowiedzia³a Hermiona, patrz±c na Rona i Harry'ego.
– Na pewno bêdziemy.
– Dziêkujê wam bardzo. Gargulec nie zosta³ jeszcze naprawiony, wiêc na razie
nie obowi±zuje ¿adne has³o – doda³a, po czym wróci³a do sto³u nauczycielskiego. Odprowadzili j± wzrokiem, a nastêpnie popatrzyli po sobie.
– I co wy na to? – zapyta³ Ron.
– No wiesz, szko³a jest w takim stanie, ¿e nic dziwnego, ¿e musz± teraz podj±æ ró¿ne dzia³ania i naradziæ siê co dalej – stwierdzi³a Hermiona, dla której najwyra¼niej
ta wiadomo¶æ nie zrobi³a a¿ tak wielkiego wra¿enia, choæ wygl±da³a na bardzo zamy¶lon±.
– Ale dlaczego akurat my? – Nie dawa³ za wygran± Ron.
– Hmm… pomy¶lmy? – zaczê³a z przek±sem Hermiona. – Naprawdê dziwi ciê to, ¿e chc± siê naradziæ wspólnie z Harrym? Po tym wszystkim? – Spojrza³a na niego z ubolewaniem.
– No tak, ale z Harrym, a my?
– No pewnie, bo w koñcu was tam w ogóle nie by³o i rzeczywi¶cie wasza obecno¶æ wydaje siê ca³kowit± sensacj± – odpowiedzia³ Harry, który nie móg³ siê powstrzymaæ.
– Lepiej zjedzmy to ¶niadanie szybko i chod¼my zobaczyæ, co maj± nam do powiedzenia. Choæ niestety po czê¶ci siê domy¶lam… – Hermiona spojrza³a na niego ze zrozumieniem,
a Ron ze zdziwieniem. Popatrzy³ na nich oboje, dziwi±c siê, co te¿ mu umknê³o.
– Co macie na my¶li?
– Wiesz, Ron, na razie tylko my troje wiemy dok³adnie, co siê wydarzy³o, ze wszystkimi szczegó³ami. Nie uwa¿asz, ¿e bêd± chcieli siê wszystkiego dowiedzieæ, a temat rozmów
o przysz³o¶ci szko³y wydajê siê odpowiednim pretekstem do tego, by sprowadziæ potem rozmowê na inne tory.
– Macie racjê – zgodzi³ siê z nim po chwili zastanowienia Ron. – Ale i tak powinni¶my chyba tam pój¶æ?
– Oczywi¶cie, najchêtniej zapomnia³bym o tym wszystkim, ale wiecznie tych rozmów
nie uda mi siê unikaæ – stwierdzi³ Harry, wzdychaj±c ciê¿ko. – Poza tym, mo¿e rzeczywi¶cie nie tylko o to chodzi i naprawdê chc± nas siê te¿ poradziæ w kwestii Hogwartu. Chod¼cie, zobaczymy – doda³ Harry, widz±c, ¿e nauczyciele zaczêli siê podnosiæ ze swoich miejsc.
– A ¶niadanie? – zapyta³ Ron.
– Och, Ron, proszê ciê – fuknê³a Hermiona, patrz±c na niego z politowaniem. – To chyba mo¿e zaczekaæ, prawda?
– No dobrze, ju¿ idê – Ron spojrza³ ostatni raz têsknym okiem, na dyniowe paszteciki znajduj±ce siê przed nim na stole, po czym wsta³ i uda³ siê za Harrym i Hermion±
w kierunku drzwi Wielkiej Sali.
Kiedy stanêli przed kamiennym gargulcem, stwierdzili, ¿e w tym wypadku nic siê
od wczorajszej nocy nie zmieni³o, kiedy go mijali w tym miejscu. Gargulec dalej le¿a³
na ziemi, ¶wiadcz±c o niedawnych wydarzeniach. Minêli go i skierowali siê na schody, zapukali do drzwi i weszli do ¶rodka, nie by³o jeszcze nikogo. Rozejrzeli siê po gabinecie, poprzedniej nocy byli ju¿ tutaj, kiedy Harry rozmawia³ z portretem Dumbledore'a, teraz dyrektor spa³ na fotelu w swoich ramach. Wokó³ pe³no by³o magicznych przedmiotów, które przez tyle lat gromadzili kolejni dyrektorzy Hogwartu. Harry wspomina³ to, co nie tak dawno zobaczy³ w stoj±cej obok my¶lodsiewni. Wiedzia³, ¿e za chwilê, bêdzie musia³ do niektórych z tych wspomnieñ wróciæ, ¿e same s³owa wypowiedziane do Voldemorta, na chwilê przed jego ¶mierci±, ¿e Snape nigdy nie by³ po jego stronie, innym osobom nie wystarcz±.
Jego my¶li przerwa³ odg³os otwieranych drzwi, do pokoju weszli: profesor McGonagall, profesor Flitwick, profesor Sprout, profesor Slughorn oraz Hagrid. Hagrid podszed³ do nich
i poklepa³ Harry'ego po ramieniu. Profesor McGonagall zajê³a miejsce za biurkiem, w koñcu w czasach Dumbledore'a by³a jego zastêpc±, wiêc do czasu wybrania nowego dyrektora
po Snapie, mog³a go zastêpowaæ.
– Dziêkujê wam wszystkim za przybycie – zaczê³a profesor McGonagall, ona równie¿ wygl±da³a na do¶æ zmêczon± ostatnimi wydarzeniami. – Za chwilê do³±cz± do nas na pewno Molly i Artur, Kingsley niestety musia³ udaæ siê do Ministerstwa, gdy¿ tam równie¿ jest teraz wiele spraw do za³atwienia. Ma wszystko nadzorowaæ do czasu wyboru nowego Ministra Magii.
– Sk±d mamy pewno¶æ, ¿e ministerstwo nie jest ju¿ infiltrowane przez zwolenników
Sami–Wiecie–Kogo? – zapyta³ profesor Flitwick.
– Jest to w±tpliwe – kontynuowa³a McGonagall. – Wiêkszo¶æ zwolenników
Tego–Którego–Imienia–Nie–Wolno–Wymawiaæ uda³o nam siê schwytaæ, niektórych zabiæ,
na pewno wielu dzia³a³o pod wp³ywem zaklêcia Imperius, w±tpliwe by w tej chwili kto¶ bezpo¶rednio mia³ wp³yw jeszcze na ministerstwo.
– To znaczy, ¿e nie uda³o nam siê z³apaæ wszystkich? – zapyta³ z pe³nym o¿ywieniem Harry. Us³yszeli pukanie do drzwi i za chwilê do ¶rodka weszli rodzice Rona.
– Przepraszamy wszystkich za spó¼nienie – powiedzia³ pan Weasley.
– Dopiero przybyli¶my, Arturze – odpowiedzia³a profesor McGonagall. – Wracaj±c
do twojego pytania, Potter. Niestety, co prawda nie wiemy jeszcze konkretnie, ile osób zd±¿y³o uciec i siê gdzie¶ ukryæ, grupa raczej nie jest zbyt du¿a, ale wiemy ju¿ na pewno, ¿e pewne osoby zniknê³y z miejsca walki, nim ich schwytali¶my.
– Byæ mo¿e nie ma siê czym przejmowaæ – stwierdzi³ Horacy Slughorn. – Teraz kiedy
nie ma ju¿ Sami–Wiecie–Kogo, mog± byæ niegro¼ni, nie ma ju¿ nikogo, kto by móg³ nimi pokierowaæ.
– Jest to bardzo prawdopodobne, Horacy – w³±czy³ siê do rozmowy pan Weasley.
– Niemniej powinni¶my ich odnale¼æ, s± to osoby potencjalnie niebezpieczne i nie mo¿emy w stu procentach mieæ pewno¶ci, ¿e nikomu ju¿ nie zagro¿±, choæ zgodzê siê z tob±,
¿e szanse s± na to ma³e. Mimo to nawet wykluczaj±c tê mo¿liwo¶æ i tak powinni odpowiedzieæ za swoje czyny.
– Kogo nam brakuje? – spyta³ bez skrupu³ów Harry. Widaæ by³o, ¿e nie by³ zadowolony
z tego powodu, ¿e niektórzy ze zwolenników Czarnego Pana uniknêli odpowiedzialno¶ci.
– W¶ród cia³ i w¶ród pojmanych nie znale¼li¶my miêdzy innymi braci Lestrange
oraz Antoniego Do³ohowa, Artur nie dopatrzy³ siê równie¿ Traversa, lecz nale¿y za³o¿yæ,
¿e tych osób jest na pewno wiêcej. Wielu ze zwolenników by³o jakby to rzec… do¶æ ¶wie¿ych, niedawno przy³±czonych do ¶miercio¿erców, niestety wielu z nich z nazwiska
nie znamy, mo¿emy tylko z pewno¶ci± stwierdziæ nieobecno¶æ tych, o których wiemy ju¿
od dawna – odpowiedzia³a McGonagall.
– Musimy ich jak najszybciej odnale¼æ – próbowa³ namówiæ ich do dzia³ania Harry.
– Ale, Harry, jak chcesz ich odnale¼æ? – w³±czy³a siê do rozmowy Hermiona.
– Wiem, Harry, ¿e chcia³by¶ dzia³aæ natychmiast – w³±czy³ siê do tej wymiany zdañ pan Weasley. – ale w tym momencie niewiele mo¿emy zrobiæ. Wiele pracy przed nami, ministerstwo nie funkcjonuje, to teraz priorytet, by przywróciæ tam w miarê normalny tryb pracy, by wszystko zaczê³o wracaæ do normy i to jak najszybciej. Dopiero wtedy bêdziemy mogli wzi±æ siê za to lepiej. Wy¶lemy do pracy aurorów i miejmy nadziejê, ¿e z czasem uda nam siê ich odnale¼æ.
Bardzo siê cieszê, ¿e mam mo¿liwo¶æ czytaæ nowe fanfiction i to od pierwszego rozdzia³u
Co do samej tre¶ci to dobrze siê czyta³o, ale jest sporo powtórzeñ. Trochê dziwi³o mnie, ¿e nauczyciele, w tym sama Mcgonagall mówi Sam- Wiesz- Kto zamiast Voldemort. Po tym wszystkim, co siê wydarzy³o to trochê dziwne