Ju¿ druga czê¶æ fan fiction o rodzinie Wesley'ów. Rzeczywi¶cie s± to bardziej Trudne Sprawy ni¿ romanse, ale chyba nie mamy takiej kategorii.
- Ju¿ rozumiem, o co ci chodzi³o! Masz inn± kobietê! – Hermiona nie stara³a siê kontrolowaæ, z³o¶æ przejê³a kontrolê nad jej umys³em. - Ty ¶winio! Wyno¶ siê st±d jak najszybciej, parszywy gnojku! Nie chcê ciê tu widzieæ! Jak mog³am mieszkaæ tyle lat i dzieliæ ³o¿e z takim dupkiem?! Avis! - krzyknê³a, a mnóstwo ptaszków polecia³o na go³ego Weasleya. Hermiona tak je zaczarowa³a, ¿e celowa³y w najczulsze miejsce mê¿czyzny.
- Au! Auæ! - krzycza³ Ron. - Nie wyprowadzê siê... au! teraz. Daj mi jedn±... BOLI!!! Noc - wykrztusi³.
Charlotte ju¿ dawno zniknê³a. Gdy zobaczy³a wchodz±c± Hermionê, od razu uciek³a.
- Finite! - wykrzyknê³a Hermiona. – Niestety. Jak nie wyjdziesz sam, zostaniesz st±d wyrzucony.
- I ty mnie wyrzucisz. ¦mieszne! - zadrwi³.
- Nie! Ja nie! ¦ledzê ciê ju¿ d³ugo i zd±¿y³am wezwaæ odpowiedni± osobê do wywalenia ciebie - U¶miechnê³a siê jak morderczyni. - Wejd¼! - krzyknê³a przez ramiê. - Ron siê wystraszy³, lecz przez drzwi piwniczki wszed³ jego stary kolega - Harry Potter.
- Co¶ ty ch³opie narobi³... - powiedzia³ i wywali³ jego walizki na dwór. - W takiej sytuacji muszê stan±æ po stronie Hermiony - stwierdzi³ jego by³y przyjaciel.
- Chcesz siê pojedynkowaæ? - zapyta³ Weasley buñczucznie.
- Nie! Chcê, ¿eby¶ wyszed³ - Ron nie poruszy³ siê, lecz Potter mia³ ju¿ przygotowany plan. - Dobrze wiesz, ¿e wystarczy jedno moje s³owo i koñczy siê twoja kariera. Proszê ciê. Wyjd¼ z tego domu, a mo¿e zostaniesz w Ministerstwie - powiedzia³ twardo, a Ron wypad³ z domu jak burza.
Przenocowa³ u Luny Lovegood, która widocznie jeszcze nie wiedzia³a, co siê sta³o. Jak zwykle przyjê³a go z otwartymi ramionami. Jeszcze przed ¶witem próbowa³ wyj¶æ z jej domu, lecz dziewczyna zatrzyma³a go.
- List do ciebie - Wrêczy³a mu kopertê i spojrza³a na niego smutnym wzrokiem - Nie chcia³e¶ siê po¿egnaæ? Trudno. Do zobaczenia - powiedzia³a i odesz³a od Rona.
List by³ z Ministerstwa Magii. Mê¿czyzna ba³ siê najgorszego, lecz by³o to tylko wezwanie na rozwód. Mia³ przy sobie troszkê pieniêdzy, wiêc wynaj±³ sobie ma³e mieszkanie. Za sumê, jak± mia³ do zaoferowania nie móg³ zamieszkaæ w niczym porz±dnym. Jego mieszkanie, a w sumie jeden pokój, w którym znajdowa³y siê wszystkie niezbêdne rzeczy, wygl±da³ fatalnie. ¦ciany by³y przewa¿nie szare, lecz trudno by³o znale¼æ miejsce, w którym by³yby jednolite. Wszêdzie by³o co¶ rozlane.
W pokoiku sta³o jedno ³ó¿ko, a obok ma³a, prowizoryczna lodówka. W samym rogu sta³a puszka, która mia³a s³u¿yæ za toaletê. Dla Rona by³o to wiêzienie, a nie mieszkanie. Próbowa³ siê skontaktowaæ z Charlotte, lecz ta siê do niego nie odzywa³a. Jego ¿ycie wygl±da³o teraz okropnie. Jad³ chleb ze smalcem, gdy¿ nie by³o go staæ na nic lepszego. Jego ¶wietna wyp³ata zmniejszy³a siê o 70 %, które Ministerstwo dawa³o jego ¿onie. Hermiona mia³a znajomo¶ci. Wiedzia³a, co zrobiæ, ¿eby przed rozpraw± ju¿ dostawaæ alimenty. Chcia³a go pogr±¿yæ do koñca! Nie móg³ siê doczekaæ dnia rozprawy. Mia³ nadziejê, ¿e gdy przed dawnym znajomym, Shacklebottem, poka¿e swój obecny stan, ten zlituje siê nad nim i odda ca³± wyp³atê.
Jego upragniony dzieñ zbli¿a³ siê wielkimi krokami, a on przez tydzieñ prawie nic nie jad³. Jego chleb ze smalcem, zast±pi³a jedna kromka suchego chleba na dwa dni. W ten sposób zaoszczêdzi³ tyle, ¿e móg³ kupiæ sobie garnitur. Wiêkszo¶æ rzeczy, które wzi±³ z domu, zby³, aby móc wynajmowaæ mieszkanie. Jego wizytowe ubranie nie wygl±da³o tak, jak sobie zaplanowa³. Niestety, nie móg³ nic na to poradziæ.
Zamkn±³ drzwi od mieszkania (choæ w±tpi³, by jakikolwiek z³odziej po³asi³ siê na jego dobytek) i poszed³ do Ministerstwa Magii. Wszed³ do sali, gdzie mia³a siê odbyæ rozprawa. Bardzo siê zdenerwowa³, kiedy zobaczy³, ¿e obroñc± jego ¿ony jest jego by³y przyjaciel, Harry Potter.
Nagle przypomnia³ sobie co¶, co wcze¶niej ca³kowicie wylecia³o mu z g³owy. Przecie¿ nie ma obroñcy. Z reszt±, na jedno wychodzi. Kto by go broni³ za darmo, a zap³aciæ nie mo¿e.
Do sali wkroczy³ prowadz±cy rozprawê, Kingsley Shacklebott.
- Witam wszystkich tu zebranych. Ja, Minister Magii, Kingsley Shacklebott otwieram rozprawê Hermiony Weasley, przeciwko Ronaldowi Weasley’owi. Kobieta przy³apa³a go na zdradzie z niejak± Charlotte Chicken. Nie jest ona czarodziejem, dlatego nie mog³a tutaj przyj¶æ. Rozmawiali¶my wcze¶niej i wszyscy bêd± mogli zobaczyæ tê rozmowê w my¶lodsiewni. My¶lê, ¿e od tego zaczniemy nasz± rozprawê - powiedzia³ Kingsley urzêdowym tonem, po czym za pomoc± ró¿d¿ki zape³ni³ pust± butelkê, swoim wspomnieniem z rozmowy. Zawarto¶æ fiolki wyla³ do my¶lodsiewni, a nastêpnie wszyscy po kolei zanurzyli w niej g³owê, by zobaczyæ wspomnienie.
- Dzieñ dobry, Charlotte! Jestem Ministrem Magii. Muszê zadaæ ci kilka pytañ - powiedzia³ urzêdnik.
- S³ucham - odpowiedzia³a pani Chicken.
- Czy odbywa³a pani stosunek seksualny z panem Ronaldem Weasleyem? - zapyta³.
- Tak - odpowiedzia³a. - By³o fenomenalnie - Ron siê u¶miechn±³.
- My¶la³em, ¿e pójdzie trudniej. Mimo wszystko, chcê poznaæ jeszcze kilka szczegó³ów - Tu obraz zacz±³ siê rozmazywaæ i ¶wiadkowie powracali do sali.
Wszyscy zasiedli na swoje miejsca, a Kingsley poprosi³ o przemowê obroñców. Harry zacz±³. Powiedzia³, ¿e s± niezbite dowody na to, ¿e Ron spa³ z inn± kobiet±. Wspomnia³ te¿ o jakich¶ dowodach, w postaci wspomnieñ Hermiony, lecz Weasley ju¿ nie s³ucha³. Wiedzia³, co go czeka. Postanowi³ siê nie poddaæ. Chcia³ walczyæ do koñca.
- Sugerujê, aby ca³y maj±tek rodziny przejê³a panna Weasley, nied³ugo znów Granger. Dzieci, które posiada wraz z Ronaldem, równie¿ powinny zostaæ pod jej opiek±. Powinny one dostawaæ 70% wyp³aty pana Weasleya jako alimenty - zakoñczy³ przemowê Potter.
- Dobrze. Wszystko zapisane. A teraz obroñca pana Weasleya - powiedzia³ Shacklebott.
- Sam bêdê siê broni³, Ministrze - powiedzia³ zawstydzony Ron. Wsta³. - Rzeczywi¶cie, dowody na moj± zdradê s±, wiêc nie zaprzeczê, ¿e spa³em z Charlotte. Zas³ugujê na karê, ale uwa¿am, ¿e mój obecny stan bycia nie pozwoli Ministrowi wydaæ, a¿ tak wielkiej kary - powiedzia³. W swoim pokoiku trenowa³ ten tekst wiele razy, ¿eby teraz siê nie zaj±kn±æ. Podszed³ do Kingsleya i poda³ mu wspomnienie, gdzie pokaza³, jak teraz jest zmuszony ¿yæ. - Wnoszê o podzia³ maj±tku oraz 40% alimentów dla dzieci - zakoñczy³.
Widzia³ pogardê na twarzy Hermiony. Na z³o¶æ u¶miechn±³ siê do niej pieszczotliwie. Zauwa¿y³ ³zê w jej oku. U¶miechn±³ siê jeszcze szerzej. Kiedy ¶wiadkowie wraz z Ministrem obejrzeli wspomnienie Ronalda, Kingsley zabra³ g³os.
- Proszê wszystkich o wyj¶cie. Ze mn± w tym pokoju, ma zostaæ tylko komisja - rozkaza³.
Doda³am, chocia¿ przyznam siê, ¿e przez d³u¿szy czas siê waha³am. Po pierwsze proszê ciê, aby¶ nastêpnym razem pisa³ d³u¿sze czê¶ci - niektórzy tworz± ficki ¶rednio 5-6 stron w wordzie, u ciebie wygl±da mi to na ¶rednio 1,5. Dla mnie za ma³o. Za samo to powiniene¶ dostaæ mniej punktów, ale ff to robota Ang i nie chcê tutaj nikogo krzywdziæ.
B³êdów nazbyt wiele nie widzia³am, chocia¿ musisz pracowaæ dla opisami i dialogami.
Co do tre¶ci to przyznam siê, ¿e moja ocena w du¿ej mierze zale¿y od tego, jak ty do tego podchodzisz. Je¶li to ma byæ powa¿ny romans, no to ponios³e¶ klêskê. Je¶li groteska, komedia - zaliczam to do sukcesów. To ff jest tak absurdalne i niedojrza³e, ¿e czasami szczêka l±dowa³a mi na klawiaturze. Czêsto siê ¶mia³am i je¶li taki by³ cel tego opowiadania, no to fajnie.
Pamiêtaj, by wci±¿ nad sob± pracowaæ, unikaæ b³êdów i pisaæ d³u¿sze czê¶ci. Powodzenia!