Przyznajê racjê adminowi. FF nadaje siê bardziej na humor ni¿ na romans. Jak z reszt± ka¿dy chickron, gdy¿ trudno z takiego parringu zrobiæ romans. Dziêki za wszystkie rady.
Ron pos³usznie wyszed³ z pomieszczenia. Zaraz po rozwodzie, mia³ zamiar skontaktowaæ siê z Charlotte i powtórzyæ, to fenomenalnie. Po godzinie zacz±³ siê niepokoiæ. Ile mo¿e trwaæ g³upia narada. Wsta³ z ³awki, na której siedzia³ i zbli¿y³ siê do drzwi. Niestety na salê rzucono zaklêcie Muffliato i mê¿czyzna nie móg³ us³yszeæ narady. Po dwóch godzinach w koñcu ich zawo³ali. Kingsley pos³a³ Ronowi spojrzenie, które wygl±da³o jak s³owo przepraszam.
- Proszê o ciszê! - krzykn±³ Shacklebott. - Narada zakoñczy³a siê. Razem z szanown± komisj±, podjêli¶my decyzjê w waszej sprawie. Jako Minister Magii og³aszam, i¿ Ronald Wesley i Hermiona Wesley dostaj± rozwód i od teraz przestaj± byæ ma³¿eñstwem. Je¶li chodzi o ich maj±tek, to zadecydowali¶my, ¿e ca³o¶æ zostaje w posiadaniu panny Granger. Dzieci, równie¿ zostaj± z matk±. - Ronowi robi³o siê coraz gorêcej. - W ramach alimentów pan Wesley bêdzie musia³ oddawaæ 60% swojej wyp³aty do panny Granger. Rozprawê uwa¿am za zakoñczon± - powiedzia³ i wyszed³ z Sali.
Wesley siê za³ama³. Zobaczy³, jak jego by³a ¿ona i by³y przyjaciel odchodz± z u¶miechem na twarzy. Wiedzia³, co to dla niego znaczy. Bêdzie musia³ do koñca ¿ycia mieszkaæ w tym okropnym miejscu. Na lepsze jedzenie mo¿e nawet go bêdzie staæ, ale nie bêd± to du¿e rarytasy.Â
Nagle siê rozpromieni³. Przecie¿ jest jeszcze jedna szansa. Szybko pobieg³ do najbli¿szego czarodziejskiego pubu.Â
- Dzieñ dobry! - krzykn±³ z daleka.Â
- To pan skrzywdzi³ panienkê Granger, prawda? - zapyta³ barman oschle. - Sio mi z mojego baru, bo pogadamy sobie inaczej!
- Naprawdê chce pan ze mn± walczyæ? Ja nie mam ochoty. Do widzenia! - powiedzia³ i wyszed³ z pubu.
Zacz±³ intensywnie my¶leæ. Gdzie móg³by skorzystaæ z kominka? Luna! Od razu teleportowa³ siê do kole¿anki, która mo¿e jeszcze nie us³ysza³a o incydencie ze zdrad±. Mia³ wielkie szczê¶cie.
- Chcesz skorzystaæ z kominka? Oczywi¶cie, tylko szybko, bo zaraz wróci mój m±¿, a on, sam wiesz, nie do koñca za tob± przepada - powiedzia³a z u¶miechem.
- Dobrze. Postaram siê za³atwiæ to jak najszybciej - odpowiedzia³.Â
Wszed³ do kominka i za pomoc± proszku Fiuu dosta³ siê prosto do mieszkania Charlotte. Sama mu kiedy¶ poda³a odpowiedni kod, który trzeba wykrzyczeæ, aby pojawiæ siê w jej kominku. Nie chcia³a siê z nim komunikowaæ, wiêc musia³ na w³asn± rêkê zobaczyæ, co siê sta³o. Wszed³ do jej ró¿owego saloniku i zacz±³ j± wo³aæ.
- Nie krzycz tak! Tu jestem - us³ysza³.Â
- Kochanie! Tak bardzo têskni³em - powiedzia³.
- Zamknij siê i s³uchaj uwa¿nie. Kiedy siê poznali¶my, by³e¶ dla mnie kim¶ cudownym. Ale teraz widzê, jakim jeste¶ potworem. Jak mog³e¶ tak traktowaæ t± dziewczynê, która ciê kocha³a?
- Przecie¿ wiedzia³a¶, ¿e mam ¿onê! - krzykn±³ zdenerwowany.Â
- Wasz minister pokaza³ mi jak j± traktowa³e¶. Mog³e¶ okazaæ jej choæ trochê uczucia. Chocia¿ poudawaæ. Sk±d mam wiedzieæ, ¿e ja te¿ ci siê nie znudzê? - £zy zaczê³y ciekn±æ po jej smakowitej panierce.
Wyrzuci³a Rona ze swojego domu. Co mia³ teraz zrobiæ? Bez domu, bez pieniêdzy, bez niczego. A co najwa¿niejsze - bez jego ukochanej Charlotte. Poszed³ do swojego mini mieszkanka i zacz±³ przeklinaæ samego siebie. Musia³ wymy¶liæ jakie¶ wyj¶cie w tej sytuacji.Â
Jego rozmy¶lania przerwa³o pukanie do drzwi. Otworzy³ je, a w drzwiach zobaczy³ swoj± star± matkê.Â
- Ron! Jak mog³e¶! - Kobieta p³aka³a. - Nie tak ciê wychowa³am! Pakuj siê, jedziesz do nas. Pomimo ¶wiñstwa, które zrobi³e¶ Mionie, nie mogê pozwoliæ, aby¶ nadal mieszka³ w takich warunkach - oznajmi³a i szlocha³a dalej.
- Najpierw ja muszê mieæ, co pakowaæ. Jedziemy - powiedzia³.Â
- JAK MO¯ESZ?! W³a¶nie mia³e¶ rozwód z mi³o¶ci± twojego, ¿ycia, kochanka ciê zostawi³a, a ty stoisz przede mn± jakby nic siê nie sta³o? Czekaj - zobaczysz ojca, to ju¿ nigdy w ¿yciu nie tkniesz ¿adnego kurczaka! Jak rozmawia³am z Kingsley’em, to my¶la³am, ¿e siê spalê ze wstydu! - wydziera³a siê Molly. Có¿, kobieta zmienn± jest.
Nora - dom z dzieciñstwa. Ron bardzo d³ugo tam nie by³. Ostatnio zaniedba³ rodzinê.
Jego stary pokój by³ pusty, wiêc nie by³o przeszkód, ¿eby siê tam wprowadziæ. Powsta³a jednak ma³a przeszkoda.
- Jak mog³a¶ go tu przyprowadziæ?! To ju¿ nie mój syn. Wola³bym, ¿eby by³ Lordem Voldemortem, ni¿ zrobi³, to co zrobi³ - krzycza³ stary Arthur Weasley. - Z matk± stawali¶my na g³owie, ¿eby ciê wychowaæ, a ty zachowujesz siê, jakby wychowali ciê Malfoyowie! Po ich dzieciaku bym siê tego spodziewa³, ale nie po moim?! - ci±gn±³, gdy¿ zdrada ³ama³a wszystkie jego prawa.
Ron nie mia³ zamiaru tego s³uchaæ. Poszed³ na górê i zostawi³ ojca z matk± samych w kuchni. W pokoju dalej wisia³y plakaty jego ulubionych dru¿yn. Oczywi¶cie, teraz ich sk³ad by³ ca³kiem inny, gdy¿ zdjêcia pochodzi³y z okresu jego dzieciñstwa.Â
Ojciec w koñcu przyzwyczai siê do obecno¶ci Rona, lecz ten póki co wola³ siê do niego nie odzywaæ. Artur uwa¿a³, ¿e jego syn pope³ni³ zbrodniê, gorsz± ni¿ milion zabójstw. Ronald cieszy³ siê, ¿e móg³ tam mieszkaæ. By³o mu wygodnie, a obiady matki by³y przepyszne.Â
Mimo i¿ mieszka³ w domu z rodzicami, czu³ siê strasznie samotny. By³ przyzwyczajony, ¿e gdy wstawa³ móg³ pok³óciæ siê z ¿on±, a potem porozmawiaæ z dzieæmi, gdy by³ z nimi na lodach. Strasznie za tym têskni³. Wiedzia³, ¿e Charlotte nie pokocha go ju¿, a potrzebowa³ kogo¶, kogo móg³by przytuliæ i poca³owaæ.
Pewnego dnia rozmy¶la³ akurat o Bitwie o Hogwart. Przypomnia³ sobie, jak kocha³ wtedy Hermionê i u¶wiadomi³ sobie, ¿e dalej j± tak kocha. Ona zawsze wspiera³a go w trudnych chwilach, a on j± bezczelnie zostawi³ dla Kurczaka. Polecia³ my¶lami trochê dalej i zobaczy³ ich ¶lub, a potem narodziny dzieci. Tak bardzo je kocha³. Teraz wiedzia³ ju¿, co ma robiæ. Powiedzia³ rodzicom, ¿e wychodzi z domu.Â
Teleportowa³ siê prosto pod swój stary-nowy dom. Zobaczy³ swoj± siostrê, wychodz±c± akurat z budynku. Ginny podesz³a do niego z ró¿d¿k±, któr± przy³o¿y³a mu do szyi.Â
- Chyba nie zamierzasz tam teraz i¶æ? - syknê³a.
- Nie twój interes - wykrztusi³.Â
- Nie pozwolê ci na to! Tylko znowu j± zranisz. Nie widzisz tego? Ron! Nie stanê ci na drodze, ale zrozum. Wyrz±dzi³e¶ jej du¿o z³ego, a teraz gdy dopiero jej stan siê unormowa³, chcesz z powrotem j± zepsuæ. Ja ju¿ idê, a ty siê porz±dnie zastanów - ostrzeg³a go i znik³a.
Ronald przemy¶la³ to, co mu powiedzia³a. Wiedzia³, ¿e gdy spotka siê z Hermion±, prawdopodobnie pogorszy jej samopoczucie. By³ mê¿czyzn± bardzo inteligentnym, dlatego od razu co¶ wymy¶li³. Zapuka³ do drzwi i otworzy³a mu Hermiona. Chwilê na siebie patrzyli.
- Czego tu chcesz? - powiedzia³a ostro.
- Chcê zobaczyæ siê z dzieæmi - oznajmi³.Â
- Wejd¼. Masz godzinê - odrzek³a i nie zaszczycaj±c go ju¿ spojrzeniem, posz³a w stronê sypialni.
Weasley wszed³ do domu. Swojego domu. Poszed³ do pokoju, gdzie akurat by³y dzieci i postanowi³ zabraæ je na lody (zapyta³ wcze¶niej Hermionê o zgodê). Tego mu brakowa³o. W koñcu móg³ z kim¶ porz±dnie porozmawiaæ i siê po¶miaæ. Kiedy wrócili do domu, jeszcze d³ugo razem siê bawili. Hermiona, widz±c u¶miechy na twarzach dzieci, zlekcewa¿y³a limit czasu.Â
Kiedy nadesz³a noc, Ron wróci³ do Nory. Matka wiedzia³a, gdzie by³. Nie wiedzia³, jak to robi³a, ale zawsze wiedzia³a, co i gdzie siê dzieje. Có¿, w koñcu to bardzo utalentowana czarownica. RonÂ
by³ padniêty, wiêc od razu poszed³ spaæ.Â
Nastêpnego dnia, od razu po pracy Weasley znowu odwiedzi³ dzieci. Robi³ tak teraz codziennie, a jego relacje z by³± ¿on± stawa³y siê coraz lepsze. Zaczyna³a od tego, ¿e zaczê³a siê z nim normalnie witaæ. By³ to dla niego wielki sukces. Jego rodzice byli z niego dumni, ¿e w koñcu wymy¶li³ co¶ porz±dnego. Nawet ojciec zacz±³ siê do niego odzywaæ.Â
Pó³ roku po tym, jak Ron pierwszy raz odwiedzi³ dzieci, Hugo poprosi³ matkê, ¿eby do³±czy³a do zabawy. Ona na pocz±tku próbowa³a siê sprzeciwiæ, lecz w koñcu podda³a siê. To bardzo polepszy³o ich relacje. W koñcu zaczêli siê zachowywaæ, jak dobrzy przyjaciele. Rozmawiali ze sob± du¿o, spotykali siê, lecz nic nie wskazywa³o na to, ¿e kiedy¶ siê kochali.Â
Ronald odnowi³ swoj± przyja¼ñ równie¿ z Harrym. Przyszed³ i przeprosi³ go. Przyzna³ siê, ¿e to kryzys wieku ¶redniego go zaatakowa³. Potter wybaczy³ mu dopiero wtedy, kiedy zobaczy³, ¿e Weasley porz±dnie traktuje swoj± ¿onê i dzieci. Mo¿e nie mia³ do niego takiego zaufania, jak przed zdrad±, ale rozmawia³ z nim, jak zawsze. Ron uwa¿a³, ¿e najlepszym lekarstwem bêdzie czas.Â
Pewnego dnia, gdy wróci³ do Nory jego matka chcia³a z nim porozmawiaæ.Â
- Ron. Nie zrozum mnie ¼le. Chcê dla ciebie dobrze. Uwa¿am, ¿e powiniene¶ poprosiæ Hermionê o drug± szansê. Wyt³umacz jej, ¿e nie musicie zaczynaæ od nowa z prêdko¶ci± ¶wiat³a. Powiedz, ¿e wszystko w swoim czasie, kiedy oboje bêdziecie na to gotowi. Zasugeruj jej, ¿e na pocz±tek zamieszka³by¶ tam. Nie spa³by¶ z ni±, tylko na kanapie. Nic by siê nie zmieni³o. Nawet by nie odczu³a zmian. W koñcu tutaj przyje¿d¿asz tylko na noc - powiedzia³a.
- Mamu¶! To wspania³y pomys³. Obiecujê, ¿e porozmawiam z Mionk±, ale nie wiem, czy to siê uda. Je¿eli chcesz, wystarczy, ¿e powiesz, a ja wyprowadzê siê st±d. Harry na pewno mnie teraz przygarnie - odrzek³.
- Mówi³am, ¿e nie oto mi chodzi. Mieszka³e¶ tu tyle lat i my¶lisz, ¿e akurat teraz by¶ mi przeszkadza³. Wrêcz przeciwnie. Chcê twojego szczê¶cia. Porozmawiaj z ni± jutro, dobrze?
- Dobrze - Ziewn±³. - Chyba pójdê ju¿ spaæ - oznajmi³ i uda³ siê do swojego pokoju.
Rano nie poszed³ do pracy. W nocy uda³ siê do Harry'ego i wszystko razem omówili. Potter zajmowa³ siê dzieæmi, gdy Miona by³a w pracy, wiêc mia³ klucz do domu. Zabra³ dzieciaki do siebie, a Ron przygotowa³ piêkn±, romantyczn± kolacjê. Nie po¿a³owa³ pieniêdzy. Wyda³ strasznie du¿o. Zamówi³ najlepszych muzyków, którzy grali romantyczn± muzykê, a dania, które sta³y na stole, zosta³y wykonane przez najlepszych kucharzy (w granicach rozs±dku, rzecz jasna).Â
Us³ysza³, ¿e drzwi siê otwieraj±. Hermiona wesz³a do domu.Â
- Wow - wykrztusi³a.Â
- Proszê ciê, usi±d¼ - powiedzia³ Ron.Â
Zjedli kolacjê, rozmawiaj±c o dzieciach, sprawach Ministerstwa Magii i o innych bzdetach, lecz gdy nadszed³ deser, Weasley wzi±³ siê w gar¶æ i zacz±³ mówiæ konkretnie.Â
- Hermiona... Ja... My... Mo¿e... - Nie móg³ wykrztusiæ z siebie ani s³owa wiêcej.Â
- Ron... Nie jestem gotowa - powiedzia³a smutno.
- Wiem. Ja te¿ nie. Ale mo¿e... Spróbowaliby¶my od czego¶ zacz±æ. Móg³bym siê tu wprowadziæ. Spa³bym na kanapie i nawet nie odczu³aby¶ ¿adnych zmian - cytowa³ s³owa swojej matki.Â
- Dobrze. Mo¿emy spróbowaæ, ale masz ostatni± szansê. Od naszego rozwodu minê³y ju¿ trzy lata. A wydaje siê, ¿e to by³o wczoraj. Czas leczy rany, prawda. A teraz zjedzmy ten pyszny deser - zasugerowa³a szczê¶liwa Hermiona. Widaæ, ¿e jej te¿ zale¿a³o na powrocie do dawnego mê¿a.
Ronald wprowadzi³ siê do Miony. Trudno by³o im wróciæ do siebie. Po roku spania na kanapie, Granger postanowi³a wpu¶ciæ Rona do swojego ³ó¿ka i wtedy wszystko wróci³o do normy. Zachowywali siê jak 16-latkowie zakochani w sobie. To wszystko równie¿ bardzo dobrze wp³ynê³o na dzieci. Mimo i¿ zachowywali siê jak para, to Hermiona nie chcia³a utrwalaæ tego zwi±zku na papierze. ¯yli d³ugo i szczê¶liwie jako Hermiona Granger i Ronald Wesley.
No có¿...
Ciê¿ko mi siê to czyta³o, oj bardzo. Kompletnie nie rozumiem tego pomys³u. Ponadto zdrobnienia typu "Mionka" dzia³aj± na mnie jak p³achta na byka. Nie jestem w stanie obiektywnie skomentowaæ samej fabu³y, bo mi siê nie podoba. Wiem, ¿e to humor, ale do mnie niestety nie przemawia.
Co do stylu pisania to jest niez³y. Jeste¶ m³ody, wiêc pisz jak najwiêcej, ¿eby siê wyrobiæ. Za kilka lat wszystko bêdzie czyta³o siê p³ynnie i obejdzie siê bez b³êdów.
Tak jak ju¿ wspomnia³am, dra¿ni± mnie nagminne, przes³odzone zdrobnienia.
Czasem gubisz siê z przecinkami.
Ogólnie chêtnie przeczytam co¶ Twojego, ale mniej kurczakowatego. ; D