Rekord osób online:
Najwiêcej userów: 1414
By³o: 24.05.2026 16:48:00
Wspó³praca z Tactic Games
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Jak wygl±da³o ¿ycie Gauntów? Powsta³ film, który Wam to poka¿e.
>> Czytaj Wiêcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazjê spotkaæ siê w Krakowie. Jak by³o?
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Ka¿dy tatua¿ niesie ze sob± jak±¶ historiê. Jakie nios± te fanowskie, zwi±zane z m³odym czarodzie...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej
Cykl wierszy po¶wiêcony Remusowi. :)
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piêtro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
ZireaelW przeci±gu wieków powsta³o mnóstwo opowiadañ, podawanych z ust do ust, zapadaj±cych w pamiêci, pozostaj±cych w sercach przez ca³e pokolenia. Prawdziwych lub zacieraj±cych fakty. Radosnych czy smutnych. Przepe³nionych zawi¶ci± i tych, w których mi³o¶æ zyskuje rzeczywist± moc. Moj± opowie¶æ przez lata skrywa³am przed ¶wiatem. W strachu i wstydzie nie mog³am wypowiedzieæ s³ów, które jak kamieñ ci±¿y³y mi na sercu bardziej z ka¿dym dniem. Teraz chyba dojrza³am do tego, ¿eby móc wyrzuciæ z siebie moj± historiê. To moja spowied¼, wyznanie wszelkich grzechów, których dopu¶ci³am siê przez lata ¿ycia.
Oto historia mojej ¶mierci.
Jako córka jednej z za³o¿ycielek Szko³y Magii i Czarodziejstwa, nie mia³am z³ego dzieciñstwa. Otaczali mnie ludzie, których bra³am za swoje wzory i którzy traktowali mnie jak cz³onka swojej rodziny. Ka¿dy z za³o¿ycieli mia³ swoj± unikatow± cechê, za któr± go podziwia³am. Wujek Godryk by³ najodwa¿niejsz± osob±, jak± dane mi by³o spotkaæ. Uwielbia³am s³uchaæ o jego bohaterskich wyczynach jeszcze sprzed czasów powstania szko³y. By³ niesamowicie dumny ze swoich zwyciêstw, które odnosi³ w walkach z innymi czarodziejami czy magicznymi bestiami.
Wujek Salazar by³ jego zupe³nym przeciwieñstwem. Skryty, ma³o charyzmatyczny, niewiele mówi³ w towarzystwie. Czasem jednak zabiera³ mnie ze sob± do lochów i pokazywa³ ka¿dy ich zakamarek. Potrafi³ w mroku i ciemno¶ci znale¼æ co¶ niedostrzegalnego dla ludzkiego oka. Co¶, co objawia siê tylko tym, którzy szukaj±. Wtedy rozmawia³ ze mn± jak inny cz³owiek. Jak cz³owiek zachwycony ¶wiatem. Jak cz³owiek zupe³nie niepodobny do osób, które uczy³y siê pod jego herbem.
Ciocia Helga natomiast by³a mi³± i troskliw± kobiet±, której u¶miech nigdy nie schodzi³ z twarzy. Zawsze pyta³a, jak siê czujê, czy niczego mi nie brakuje. To ona ³agodzi³a sprzeczki miêdzy wujkami, które zdarza³y siê bardzo czêsto. By³a dobrym duchem, czuwaj±cym nie tylko nad uczniami swojego domu, ale nad ca³ym zamkiem. Jej wra¿liwo¶æ potrafi³a nie raz skruszyæ lód w sercach innych ludzi. By³a naprawdê niesamowita.
Na koniec pozosta³a jeszcze moja matka, Rowena. Wiem, ¿e bardzo mnie kocha³a, ¿e chcia³a dla mnie jak najlepiej. By³a uosobieniem m±dro¶ci, inteligencji i rozumu. Znajdowa³a wyj¶cie z ka¿dej sytuacji i ceni³a tych, którzy w ksi±¿kach i w nauce potrafi± znale¼æ swoj± si³ê. Ka¿dy uczeñ jej domu stawa³ siê jej dum±, dzieckiem, które kocha³a jak w³asne.
Posiadanie takich osób za wzór to niesamowite szczê¶cie. Jednak z biegiem lat, kiedy by³am starsza i zaczyna³am rozumieæ wiêcej rzeczy, zauwa¿y³am, ¿e na tle tak wspania³ych osób, ja nie wyró¿niam siê niczym szczególnym. By³am inteligentna, ale nie na tyle, by móc rywalizowaæ z moj± matk±. Nie dorasta³am jej do piêt. Kiedy zda³am sobie z tego sprawê, ka¿dego kolejnego dnia czu³am siê bardziej wypchniêta na margines. Oddala³am siê od matki i innych za³o¿ycieli, nie chcia³am z nimi rozmawiaæ, nie chcia³am ich widzieæ. Jakby byli dla mnie ju¿ tylko obcymi lud¼mi. Czêsto wychodzi³am na samotne spacery, stara³am siê wyrzuciæ z siebie ten ¿al, który mnie przyt³acza³. Zaczê³am k³óciæ siê z matk± o najbardziej b³ahe rzeczy, by³am w¶ciek³a i stale zdenerwowana.
I pod wp³ywem wzbieraj±cej we mnie nienawi¶ci zdecydowa³am siê uciec. Nie mówi³am nikomu o swoich planach, nawet znajomym. Nawet Baronowi, który by³by w stanie zrobiæ dla mnie wszystko. To by³a moja decyzja, której ciê¿ar musia³am nie¶æ sama.
To by³a noc. Ksiê¿yc ¶wieci³ wysoko i wpada³ przez okno do pokoju, o¶wietlaj±c fragment ³ó¿ka, na którym spa³a. Cicho przemknê³am przez zimn± posadzkê w kierunku jej toaletki. Po prawej stronie, na specjalnie wyznaczonym miejscu, u³o¿ony by³ jej diadem. B³êkitne kryszta³ki po³yskiwa³y delikatnie w bladym ¶wietle, kiedy ¶ciskaj±c go w rêce wychodzi³am z jej komnaty. Matka mówi³a, ¿e jej diadem obdarza m±dro¶ci± ka¿dego, kto go za³o¿y. To jeszcze bardziej podsyca³o we mnie z³o¶æ. Ju¿ jest wystarczaj±co m±dra. Czy musi jeszcze szczyciæ siê posiadaniem przedmiotu, który czyni z niej najprawdopodobniej najm±drzejsz± osobê na ¶wiecie? Szczyt egoizmu. A przynajmniej tak wtedy my¶la³am. By³ czym¶, co bardzo ceni³a. Chcia³am, by cierpia³a po jego utracie. Poch³oniêta nienawi¶ci± zbiega³am po schodach wie¿y, gubi±c po drodze kolejne ³zy, których nie mia³am si³y zbieraæ. Wypadaj±c przez bramê zamku, ostatni raz obejrza³am siê na okno jej sypialni, pogr±¿one w mroku.
Zastanawia³am siê, czy nie zawróciæ. Wiedzia³am, ¿e robiê ¼le. ¯e jest moj± matk± i kocha mnie nad w³asne ¿ycie. Nie mia³am si³y ruszyæ siê z miejsca, nie mog³am zrobiæ nawet jednego kroku. W tamtym miejscu, na ziemi z ksiê¿ycem jako ¶wiadkiem, pogrzeba³am w±tpliwo¶ci i ¿ale. Odciê³am siê od ¶wiata, do którego nie pasowa³am i który jedynie potrafi³ wyniszczaæ moje wnêtrze. Chcia³am krzyczeæ, rzuciæ w jej twarz gar¶æ s³ów, których sama nawet nie potrafi³am stworzyæ.
Zacisnê³am dr¿±ce palce na diademie i deportowa³am siê. Wyl±dowa³am w lesie, by³o zimno i ciemno. Nie potrafi³am rozró¿niæ kszta³tów przez sp³ywaj±ce po policzkach ³zy. Upad³am na kolana, na przesi±kniêty wod± mech i z rozpacz± w duszy i przeciêtym sercem usnê³am pod dachem li¶ci. Chcia³am nic nie czuæ. Chcia³am, ¿eby moja dusza rozp³ynê³a siê w powietrzu, a cia³o razem z ni±. Nie wiedzia³am, co robiæ. Gdzie i¶æ i po co. Uciek³am z chêci± odebrania matce czê¶ci jej samej, choæ nie wiedzia³am dlaczego. Dlaczego chcia³am, ¿eby cierpia³a? Kocha³a mnie, jak wszyscy tam. Do tej pory ¿yli¶my razem, w zgodzie, jak szczê¶liwa rodzina. Co siê zmieni³o? Zaczê³a toczyæ mnie choroba. Choroba, na któr± nie ma fizycznego lekarstwa. T± chorob± by³a zazdro¶æ. Zazdro¶ci³am im wszystkim. Mieli cechy, którymi mogli siê poszczyciæ przed ¶wiatem. Moje istnienie ginê³o w blasku, który sob± roztaczali. Ale najbardziej by³am zazdrosna o matkê.
Jestem jej córk±. A ona równie mocno kocha³a dzieciaki, które uczy³y siê magii pod herbem jej domu. Jakby byli mi równi. Tego najbardziej nie mog³am znie¶æ. Diadem w³a¶ciwie by³ tylko przykrywk±, pretekstem do ucieczki. Chcia³am, ¿eby matka za mn± têskni³a. ¯eby mnie szuka³a i po¶wiêci³a na to ca³e swoje ¿ycie.
Od tamtej pory ukrywa³am siê w lesie. W Albanii, bardzo daleko od domu, musia³am stworzyæ sobie ¿ycie, pozbawiona dotychczasowych wygód. Nie by³o to ciê¿kie. Z diademem na g³owie rozwi±zania niewygodnych sytuacji znajdowa³am w mig. Jedn± z trudniejszych chwil tamtego ¿ycia by³o zdobywanie jedzenia. Oczywi¶cie z u¿yciem magii sprawa braku pieniêdzy nie sprawia³a problemów, jednak kiedy pojawia³am siê w pobliskim miasteczku, nie raz musia³am wej¶æ w interakcjê z obcymi lud¼mi. Pytali, sk±d jestem, gdzie mieszkam i czy diadem, który noszê, jest na sprzeda¿. Stara³am siê odpowiadaæ przy u¿yciu jak najmniejszej ilo¶ci s³ów, czasem dopuszczaj±c siê ucieczki. Jakiekolwiek zdradzenie siê czy nawi±zanie kontaktu z kimkolwiek mog³o pomóc w odnalezieniu mnie.
O ile w ogóle próbowaliby mnie szukaæ…
Noce w lesie stawa³y siê coraz zimniejsze, a samotno¶æ powoli wzbudza³a we mnie poczucie winy. Stara³am siê je t³umiæ, ale nie by³o to wcale takie proste. Budowa³am jakie¶ sza³asy z drzew, ukrywa³am siê przed lud¼mi, którzy przychodzili tam, ¿eby zebraæ drewno na opa³. Zaczê³am siê zastanawiaæ, czy tak bêdzie wygl±da³o moje ¿ycie. W otoczeniu drzew, zwierz±t i pustki, która wype³nia³a moje wnêtrze.
Nie musia³am siê d³ugo zastanawiaæ.
Pewnego dnia po powrocie ze wsi z narêczem jedzenia, wyczu³am w moim lesie czyj±¶ obecno¶æ. Nie zwyk³ych ludzi, wyczu³am magiê. Zdrêtwia³e rêce wypu¶ci³y owoce, które potoczy³y siê po ziemi na wszystkie strony. Zacisnê³am d³onie na podartej od ga³êzi sukni, nie mog±c ruszyæ siê nawet na krok. Nie mog±c wydusiæ nawet zdania.
- Nie³atwo by³o ciê znale¼æ.
G³os Barona ¶widrowa³ mi w czaszce. Wyszed³ zza drzewa, w swoim szlacheckim stroju, z jak zwykle bujnym w±sem i szarmanckim u¶miechem. W d³oniach wolno obraca³ ró¿d¿kê.
- Wiesz, ¿e nie³adnie jest tak uciekaæ i kra¶æ cudze rzeczy?
- Po co tu przyszed³e¶? - przerwa³am mu, modl±c siê w duchu, ¿eby mój g³os nie dr¿a³. U¶miech mê¿czyzny tylko siê poszerzy³.
- Twoja matka mnie przys³a³a. Chcia³a ciê jeszcze raz zobaczyæ.
- Jak to?
- Rowena umiera.
Poczu³am siê, jakby uderzy³ mnie tymi s³owami w brzuch. Jakby wtoczy³ truciznê do mojej krwi. Jakby specjalnie pastwi³ siê nade mn±.
- K³amiesz - wyduka³am ledwie, nie mog±c utrzymaæ siê na nogach. Podpar³am siê rêk± o drzewo i spu¶ci³am wzrok. Jego cichy ¶miech tylko pogorszy³ mój stan.
- Kilka dni po twojej ucieczce zachorowa³a. ¯aden medyk nie mo¿e jej pomóc. Wys³a³a mnie, ¿ebym ciê odnalaz³ i sprowadzi³ do domu. Ukochana, wróæmy razem.
To nie tak mia³o byæ. Nie chcia³am, ¿eby tak siê to skoñczy³o. Chcia³am tylko, ¿eby…
I w tamtym momencie ogarn±³ mnie gniew. Ten sam gniew, który towarzyszy³ mi przy ucieczce z zamku.
- Skoro tak bardzo chce mnie z powrotem, dlaczego sama nie przysz³a? Czemu sama mnie nie szuka³a?
U¶miech Barona zblad³. Mê¿czyzna zmarszczy³ brwi, a ró¿d¿ka zamar³a w jego palcach.
- Heleno. Wracamy do domu.
- Nigdzie nie idê. Teraz tu jest mój dom.
I wtedy zrobi³ co¶, czego zupe³nie siê nie spodziewa³am. Z twarz± wykrzywion± we w¶ciek³o¶ci rzuci³ siê w moj± stronê. Gotowa do obrony przed zaklêciem nie przewidzia³am, ¿e chowa³ pod szat± nó¿.
- Wracasz ze mn±, czy tego chcesz, czy nie! – jego krzyk rozniós³ siê po lesie, mieszaj±c siê razem z moim.
Zrobi³am kilka kroków w ty³, plecami wpadaj±c na drzewo. Do kory docisnê³a mnie si³a pchniêcia no¿em, który z ³atwo¶ci± przeszy³ mój brzuch, niemal na wylot.
Nie czu³am bólu. Nie czu³am strachu. Czu³am smutek i przede wszystkim ¿al.
¯al do matki, ¿e nie przysz³a.
¯al do Barona, który patrzy³ na mnie teraz przestraszonym spojrzeniem.
¯al do siebie, ¿e w ogóle kiedykolwiek uciek³am.
Moja my¶l szybko jeszcze polecia³a ku zakopanemu w ziemi diademowi. Nie chcia³am, ¿eby ktokolwiek go znalaz³. Sta³ siê symbolem mojego tchórzostwa, mojej pora¿ki, mojej s³abo¶ci. Sta³ siê piêtnem w sercu, którego nie sposób wymazaæ.
Pó¼niej wiele rzeczy sta³o siê w tej samej chwili. Kiedy my¶la³am, ¿e teraz czeka mnie ju¿ tylko b³oga nie¶wiadomo¶æ, widzia³am jak Baron pochyla siê nad moim cia³em, jak p³acze.
Jak wbija sobie okrwawiony nó¿ w serce.
Wisia³am kilka centymetrów nad ziemi±, a gdy unios³am rêce, prze¶witywa³y przez nie promienie s³oneczne.
Potem przez d³ugi czas nie widzia³am nic. Czu³am pustkê, ch³ód i rozpacz, chcia³am wyæ i po prostu rozp³yn±æ siê w powietrzu.
Po chwili, która by³a dla mnie wieczno¶ci±, znalaz³am siê w zamku. W wie¿y Roweny Ravenclaw. W wie¿y mojej matki. Wisia³am przy jej pustym ³ó¿ku, nie mog±c niczego dotkn±æ, niczego poczuæ.
Tak skoñczy³a siê historia mojego ¿ycia. A jednak, mimo to, ja sama nadal istniejê. Wszech¶wiat nie pozwoli³ mi umrzeæ, muszê pokutowaæ za pope³nione za ¿ycia grzechy.
(Nie)¿ycie ducha potrafi przysporzyæ wiêcej zmartwieñ ni¿ rado¶ci. Codziennie zastanawiam siê, dlaczego jeszcze b³±kam siê po ¶wiecie, w którym niczego ju¿ dla mnie nie ma. Zastanawiam siê, jak naiwna musia³am byæ, jak wiele musia³am straciæ, ¿eby zrozumieæ, ¿e mia³am wszystko. Jak stchórzy³am, kiedy mog³am wykazaæ siê odwag±.
Odwag±, któr± teraz widzê w oczach stoj±cego przede mn± ch³opca. Nowe pokolenie Godryka Gryffindora. On jeszcze ma nadziejê, ¿e w jego ¿yciu co¶ mo¿e siê zmieniæ. ¯e ma nad nim jak±kolwiek kontrolê. W szk³ach jego okularów odbijaj± siê wybuchy otaczaj±cej zamek bariery.
- Je¶li musisz o co¶ prosiæ, nigdy siê nie dowiesz. Je¶li wiesz, po prostu popro¶…
Twarz ch³opaka rozja¶nia u¶miech, rado¶æ w jego oczach na chwilê od¿ywa.
- Dziêkujê.
I znika, zostawiaj±c mnie sam± w zimnych murach wie¿y. Ca³± szko³ê przepe³nia strach. Strach przed ¶mierci±. Nie rozumiem go. Umar³am jeszcze za ¿ycia. Cia³o istnia³o, ale duszy ju¿ nie by³o. Mo¿na powiedzieæ, ¿e teraz jestem ¿ywa bardziej ni¿ by³am kiedy¶.
Wiem, ¿e on go zniszczy. Uwolni mnie od brzemienia, które stuleciami ci±¿y³o mi na sercu. Diadem ju¿ dawno powinien zostaæ odrzucony w zapomnienie.
Wyspowiada³am siê. Mo¿e teraz w koñcu bêdê mog³a sobie wybaczyæ.
Nieoryginalna dnia 19.02.2018 15:35
AdersYooo dnia 19.02.2018 15:47
Klaudia Lind dnia 22.02.2018 18:22
gordian119 dnia 23.02.2018 18:20
Czytanie Twoich opowiadañ to czysta przyjemno¶æ. Bardzo mnie zaciekawi³ pocz±tek, potem te¿ w sumie by³o bardzo dobrze... Chocia¿, tak jak to ju¿ zosta³o zauwa¿one, niektóre w±tki s± niedoci±gniête i nie ³±cz± siê w ca³o¶æ. Chyba powinna¶ trochê d³u¿ej nad tym opowiadaniem posiedzieæ i dok³adnie pokazaæ co siê sta³o z Helen± czy z baronem... | Wybitny! | 100% | [2 g³osy] | |
| Powy¿ej oczekiwañ | 0% | [0 g³osów] | |
| Zadowalaj±cy | 0% | [0 g³osów] | |
| Nêdzny | 0% | [0 g³osów] | |
| Okropny | 0% | [0 g³osów] |
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
Klaudia Lind
FanFick, mimo oczywistego bazowania na twórczo¶ci J.K., jest dla mnie równie¿ niezale¿nym tworem, który bez zastanowienia, lecz z pewno¶ci±, mogê opisaæ jako uniwersalne dzie³o.
D³ugo¶æ jest w sam raz do szkolnego podrêcznika, a prawie ka¿de s³owo nak³ania do my¶lenia.
Zireael pisze rewelacyjnie, ale, jako ¿e inni ju¿ jej styl wychwalali, ja skupiê siê na samych doznaniach, które nam ufundowa³a.
Gdy tylko dostrzeg³em nowe FF na stronie rutynowo zerkn±³em na tytu³, po czym ruszy³em w stronê SB, jednak kiedy dotar³ do mnie sens nie mog³em siê powstrzymaæ przed przeczytaniem.
Nie jest to mo¿e tekst tak dramatyczny jak fragment opisuj±cy ¶mieræ Zgredka, ale skutecznie, równomiernie i spokojnie, niczym dobry duch, przyjaciel, wysnuwa z serca gorycz - jad, którego ilo¶æ zale¿y od ilo¶ci do¶wiadczeñ ¿yciowych czytelnika.
Bardzo podoba mi siê ten zabieg. Czu³em siê niedobrze zmuszony do my¶lenia o nieczysto¶ci, plugastwie, ludzkiej zazdro¶ci, niegodziwo¶ci. O wszelkim "drobnym" z³u, które truje umys³, cia³o i duszê w³a¶nie w tej kolejno¶ci, a nie zawsze jest widoczne.
Nie czu³em smutku, ale tê ¿ó³æ, która zewsz±d wyp³ywa.
Jak zwykle przesadzam. Jednak, czy to co¶ z³ego znajdywaæ g³êbszy sens w utworze, który i tak mia³ nami potrz±sn±æ? Nie zale¿nie od tego w jakim celu.
Schodz±c nieco z tonu przesady, przejdê do g³ównej historii.
Bardzo ³atwo (a przynajmniej takie wra¿enie oddaje tekst) przysz³o ci wcieliæ siê w ducha, Zireael. (Jak by³o, to twoje osobiste doznanie twórcze.) Spowied¼ sta³a siê dziêki zastosowaniu narracji pierwszoosobowej bardziej ¿ywa. S³owa s± kierowane przez utrapion± i zmêczon± (nie)¿yciem Helenê prosto do nas, co zwiêksza dozê realizmu.
Ciekawi mnie, czy ¶wiadomie, z my¶l± o odbiorcach, wybra³a¶ w³a¶nie tak± formê, czy sk³oni³o ciê do tego samo prze¿ycie tej historii? A mo¿e co¶ innego, w³asnego?
Podoba mi siê równie¿ bezpo¶rednie przej¶cie do wydarzeñ z bitwy o Hogwart. Bardzo dobrze wspominam opisywane przez Jo wydarzenia (mam tu na my¶li, ¿e czyta³o siê z przejêciem), a to bonusowo plusuje tutaj.
A teraz najwa¿niejsze co mam do powiedzenia.
Bardzo podoba mi siê opisanie blisko¶ci z wujostwem, a zw³aszcza niszczenie stereotypu "z³ego" Salazara (tak dobrego, ¿e zatroszczy³ siê o samotnego bazyliszka), jednak¿e nic nie przebije dla mnie tego:
Akcentuj±c ucieczkê, szybko podsumujê WYBITNYM!
Pozdro, Puchon KHZP