Rekord osób online:
Najwiêcej userów: 1414
By³o: 24.05.2026 16:48:00
Wspó³praca z Tactic Games
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Jak wygl±da³o ¿ycie Gauntów? Powsta³ film, który Wam to poka¿e.
>> Czytaj Wiêcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazjê spotkaæ siê w Krakowie. Jak by³o?
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Ka¿dy tatua¿ niesie ze sob± jak±¶ historiê. Jakie nios± te fanowskie, zwi±zane z m³odym czarodzie...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej
Cykl wierszy po¶wiêcony Remusowi. :)
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piêtro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Z ka¿dej strony otacza³a go mg³a. Nie widzia³ nic poza czubkami w³asnych butów. Szed³ przed siebie po betonowym chodniku, chocia¿ równie dobrze móg³ chwilê pó¼niej znale¼æ siê w najbli¿szym rowie. Ca³y czas czu³ czyj±¶ obecno¶æ, ale nie potrafi³ w ¿aden sposób zlokalizowaæ intruza. ¦ciska³ w d³oni ró¿d¿kê, stara³ siê wyostrzyæ zmys³y, chocia¿ doskonale wiedzia³, ¿e je¶li zosta³ wci±gniêty w pu³apkê, to i tak nie mia³ ¿adnych szans. Zosta³ sam. S³ysza³ li¶cie szeleszcz±ce pod stopami, ale w ¿aden sposób nie móg³ ich dojrzeæ. ¦wiat ton±³ w czerni.
Gdyby kto¶ mu powiedzia³ kilka tygodni temu, ¿e ju¿ nied³ugo znajdzie siê w miejscu, którego w zasadzie nie znosi³, by zrobiæ co¶, czego nie zdradzi nawet najlepszemu przyjacielowi... nigdy by nie uwierzy³. Jednak ¿ycie jest pe³ne niespodzianek, przekonywa³ siê o tym na ka¿dym kroku. Pytanie tylko, ile jeszcze tego ¿ycia mu zosta³o.
– Hej! – krzykn±³ kto¶ za jego plecami.
Odwróci³ siê machinalnie i zaatakowa³. Nie móg³ ryzykowaæ. Powali³ napastnika na ziemiê, zanim ten zd±¿y³ wykonaæ jakikolwiek ruch. Gdy tylko us³ysza³ d¼wiêk uderzaj±cej o kamienn± drogê g³owy, rzuci³ siê w kierunku obcego i chwyci³ go za w³osy.
– Nie ruszaj siê – warkn±³ i przycisn±³ jego twarz do ziemi.
Gdzie¶ w pobli¿u musieli czaiæ siê pozostali, wiedzia³ o tym. Stara³ siê wy³apaæ jakikolwiek d¼wiêk, który zwróci³by jego uwagê, ale oprócz cichego pohukiwania sów nie s³ychaæ by³o absolutnie nic. Odgarn±³ z czo³a mokre w³osy i za¶mia³ siê cicho.
– Nie przesadzasz trochê? – wysapa³ napastnik znajomym g³osem.
– To ty? – Automatycznie odskoczy³ na bok. Wci±¿ ¶ciska³ w rêku ró¿d¿kê, doszukuj±c siê podstêpu. Z jakiego¶ powodu czu³, ¿e to zasadzka. Przyjrza³ siê le¿±cemu pod nim mê¿czy¼nie. Jasne w³osy poskleja³y siê od b³ota i deszczu. Twarz by³a w op³akanym stanie. Po zderzeniu z twardym pod³o¿em wygl±da³a bardziej jak maska z brudu i krwi. Gdyby nie w¶ciek³o¶æ, byæ mo¿e poczu³by wyrzuty sumienia. - Co ty tutaj robisz, Kochasiu? To nie twoje zadanie.
– Mia³em ci pomóc – rzuci³ ze z³o¶ci± towarzysz, staraj±c siê wstaæ i zetrzeæ z twarzy b³oto. - Jeste¶ jak dzikie zwierzê, powinni ciê trzymaæ w klatce.
– Jeszcze tego by brakowa³o... – Rozgl±da³ siê na boki, przeklinaj±c w duchu swoje zachowanie. By³ o wiele za g³o¶no, nie powinien pope³niaæ takich ¿a³osnych b³êdów. Je¶li nawet kto¶ nie do koñca zdawa³ sobie sprawê z jego aktualnego po³o¿enia, to teraz mia³ go podanego na talerzu. Z przystawk±. – Mo¿esz wracaæ do domu, nie potrzebujê niczyjej pomocy.
– Nie ty o tym decydujesz – mê¿czyzna nazwany Kochasiem wygl±da³ na obra¿onego. Krew lecia³a mu z nosa, co najprawdopodobniej doszczêtnie zniszczy³o jego dobry humor. Próbowa³ jako¶ doprowadziæ siê do porz±dku, robi±c przy tym zdecydowanie zbyt wiele ha³asu.
– Avada Kedavra!
Obudzi³ siê. Le¿a³ na obcym ³ó¿ku, w obcym pokoju, owiniêty w obc± po¶ciel. Od razu poczu³ siê gorzej. Otar³ pot z czo³a i rozejrza³ siê po pomieszczeniu. Niewiele widzia³ w tej ciemno¶ci, ale z pewno¶ci± by³a to sypialnia nale¿±ca do kobiety. Mê¿czy¼ni, przynajmniej ci których zna³, nie przywi±zywali takiej wagi do ozdób, a w pomieszczeniu znajdowa³o siê mnóstwo nieu¿ytecznych przedmiotów jak puchaty dywanik na panelach, kolorowe ramki ze zdjêciami, wisz±ce obrazki przedstawiaj±ce malownicze krajobrazy czy rêcznie malowany wazon ze ¶wie¿ymi kwiatami. Ten wazon... ju¿ wiedzia³, gdzie jest.
Sen kompletnie wytr±ci³ go z równowagi. Sprawi³, ¿e w ¿aden sposób nie potrafi³ rozdzieliæ jawy i rzeczywisto¶ci. Wprowadzi³ u niego stan absolutnej w¶ciek³o¶ci i bezsilno¶ci... albo w¶ciek³o¶ci wynikaj±cej z bezsilno¶ci czy bezsilno¶ci w tej w¶ciek³o¶ci, niewa¿ne. Zdrêtwia³y mu wszystkie koñczyny, zasch³o w gardle, ³ama³o w ko¶ciach, bola³y zêby i miê¶nie twarzy. Takie sny zawsze niszczy³y jego spokój. Sny, które tak naprawdê nie by³y snami, tylko rzeczywisto¶ci±.
– Wstawaj, musimy ju¿ i¶æ. – Do pokoju wesz³a kobieta. D³ugie, br±zowe w³osy mia³a zwi±zane w ciasny kok, z którego nie zdo³a³ uciec ani jeden kosmyk. Przez dosyæ grub± warstwê makija¿u przebija³o siê kilka z³o¶liwych piegów i drobna rana wzd³u¿ policzka. Ubrana by³a w zdecydowanie nazbyt jaskrawy kostium i kompletnie niepasuj±ce do tego ciê¿kie buty. Wpatrywa³a siê w mê¿czyznê z charakterystyczn± dla kobiet sukcesu powag± i wy¿szo¶ci±.
– £adnie wygl±dasz, Lina – za¶mia³ siê. Przeci±gn±³ siê na ³ó¿ku i próbowa³ przegoniæ z my¶li wspomnienie snu. Odgarn±³ z czo³a domagaj±ce siê sporego przyciêcia w³osy i wyskoczy³ z ³ó¿ka. Wci±¿ nie czu³ siê najlepiej. Koñczyny niechêtnie wykonywa³y polecenia jego g³owy, co chyba nie usz³o uwadze kobiety.
– Nie czaruj mi tutaj. Powiniene¶ ju¿ dawno byæ gotowy. Przez ciebie bêdziemy musieli improwizowaæ. – Nie wygl±da³a na zadowolon±. Marszczy³a brwi, przez co wydawa³a siê o wiele starsza, ni¿ by³a naprawdê. Rêce skrzy¿owa³a na piersi i wpatrywa³a siê w niego z wyra¼nym oburzeniem.
– To chyba dobrze? – za¶mia³ siê, chocia¿ nie mo¿na by³o doszukaæ siê tam nazbyt wielkiej dawki humoru. Przez chwilê wydawa³o mu siê, ¿e Lina wybuchnie. Nie znosi³a, gdy siê zgrywa³. Uderzy³a piê¶ci± w jedn± z pó³ek i spojrza³a na niego z irytacj±. Spodziewa³ siê krzyku, ale zamiast tego Lina powiedzia³a wyj±tkowo spokojnie:
– Czekam na dole.
Po tym komunikacie wysz³a, trzaskaj±c drzwiami.
Sta³ na ¶rodku sypialni, drapi±c siê po g³owie. Obraz powoli nabiera³ ostro¶ci, a my¶li zbli¿a³y siê do rzeczywisto¶ci. Po przebudzeniu zawsze mia³ problem z powrotem do realnego ¶wiata, a z czasem by³o coraz gorzej. Po wczorajszej potyczce z Dementorami czu³ siê jeszcze bardziej paskudnie ni¿ zazwyczaj, a warto zaznaczyæ, ¿e humor mu nie dopisywa³ od jakiego¶ czasu.
Dumbledore ju¿ dawno ich ostrzega³, ¿e nie nale¿y ufaæ pogl±dom Ministerstwa Magii, je¶li chodzi o te demoniczne stwory. Wedle dyrektora Hogwartu ka¿dy Dementor bêdzie szuka³ sposobu, by nakarmiæ siê i tak lichym w obecnych czasach szczê¶ciem ludzi. Wybierze w takim uk³adzie to, co dla niego najwygodniejsze, a urzêdnicy nie mieli im nazbyt wiele do zaoferowania. Dlatego byæ mo¿e widok istot w kapturach nie powinien go szokowaæ, ale i tak wyda³ mu siê co najmniej podejrzany. W ka¿dym razie z pewno¶ci± siê tego nie spodziewa³... przygotowa³by siê... jako¶. A¿ siê wzdrygn±³ na wspomnienie ch³odu, który mu towarzyszy³, odk±d te demony zjawi³y siê w malutkiej mie¶cinie niedaleko Glasgow. Có¿... nie powinien zaprz±taæ sobie tym g³owy, mia³ przecie¿ zadanie do wykonania. Je¶li nie wyrobi siê na czas, spó¼ni siê na ¶lub... na to cholerne, przeklête, g³upie i w ogóle niepotrzebne wesele.
W jeszcze gorszym humorze zacz±³ wk³adaæ przesi±kniête zapachem deszczu ubrania. Siêgn±³ po le¿±c± na stoliku nocnym cedrow± ró¿d¿kê i w³o¿y³ j± do tylnej kieszeni spodni. Kiedy zszed³ na dó³. Lina ju¿ siedzia³a w kuchni razem ze starcem w grubym, z³otym szlafroku i ¶miesznym czerwonym berecie.
Kobieta kompletnie zignorowa³a jego przybycie, czyta³a zawziêcie Proroka Codziennego. Z kolei starszy mê¿czyzna u¶miechn±³ siê weso³o.
– Wsta³e¶ ju¿, Syriuszu? – powiedzia³ z czyst± ¿yczliwo¶ci± w g³osie. M³odzieniec nazwany Syriuszem ziewn±³ w odpowiedzi i rozejrza³ siê po pomieszczeniu.
– Hans Water zagin±³ – powiedzia³a Lina, spogl±daj±c na towarzysza znad gazety. – To ju¿ kolejny auror w tym miesi±cu. Jak tak dalej pójdzie, zostaniemy sami jak palec.
Dzia³aniom Ministerstwa Magii brakowa³o zdecydowania i wiedzia³ to ka¿dy, kto mia³ z nimi do czynienia. Szef Departamentu Przestrzegania Prawa wysy³a³ aurorów na mordercze misje, w których musieli atakowaæ wyj±tkowo liczn± grupê ¦miercio¿erców, przy czym nie mogli w ¿aden sposób zwolenników Czarnego Pana zraniæ. Podejrzenia o dzia³alno¶æ na szkodê ¶wiata czarodziejów czêsto trafia³y na osoby, które z czarn± magi± nie mia³y nic wspólnego. Syriusz Black, ze wzglêdu na swoj± dosyæ podejrzan± dzia³alno¶æ, ju¿ nie jeden raz by³ wzywany do ministerstwa. Oficjalnie mia³o to byæ zeznanie ¶wiadka, chocia¿ zachowanie aurorów zdecydowanie temu przeczy³o. M³ody ch³opak móg³ nawet i tysi±c razy mówiæ, ¿e nie ma zielonego pojêcia, co siê dzieje z jego kuzynk± Bellatrix i czy ma ona co¶ wspólnego ze ¦miercio¿ercami, a i tak traktowali go jak przestêpcê. Tylko czeka³, a¿ w koñcu go ze¶l± do Azkabanu za "utrudnianie ¶ledztwa". Nic innego na niego nie mieli.
– Wiesz, gdzie on teraz jest? – zapyta³ Syriusz, otwieraj±c okno. Wyjrza³ na podwórze, ale szczê¶liwie nie dostrzeg³ nic niepokoj±cego.
– Hans? – zapyta³a Lina, odk³adaj±c Proroka Codziennego na stó³.
– Nie, Gibbon.
Jaka¶ banda mugolskich dzieciaków rzuca³a w siebie dopiero skoszon± traw±. Rudow³osy ch³opiec z³apa³ za w³osy wyj±tkowo chud± dziewczynkê, po czym uciek³, ¶miej±c siê z³o¶liwie.
– Powinien byæ w wiosce za dwie godziny. Je¶li bêdziemy mieli szczê¶cie, z³apiemy go od razu – odpar³a z powag± w g³osie.
Dziewczynka rzuci³a siê w¶ciek³a z stronê rudzielca, wykrzykuj±c dzieciêce obelgi. Pozostali wpatrywali siê w nich z g³upawymi u¶mieszkami na twarzy.
– Szczê¶cie nie jest po naszej stronie – rzuci³ jakby od niechcenia.
Ch³opiec upad³ na ziemiê, wyra¼nie zaskoczony si³± dziewczynki. Na jego twarzy pojawi³ siê rumieniec upokorzenia. Szybko wsta³ i zacz±³ mówiæ co¶ g³o¶no do kolegów. Dziewczynka zamachnê³a siê i uderzy³a go piê¶ci± w szczêkê.
– Niepoprawny z ciebie optymista – za¶mia³ siê strzec. – Kawy?
Ch³opiec le¿a³ na ziemi, trzymaj±c rêkê przyci¶niêt± do prawego policzka. Koledzy ch³opca próbowali pomóc mu wstaæ, ale ten tylko odwraca³ siê od nich i pewnie rycza³ jak dziki. Przestraszona sytuacj± dziewczynka zaczê³a uciekaæ w stronê jednej z kamienic.
– Czemu nie – powiedzia³, zamykaj±c okno.
Droga do Leonoscars prowadzi³a przez las. Pró¿no by³o szukaæ jakiejkolwiek przyzwoitej trasy, która pozwoli³aby dostaæ siê tam za pomoc± mugolskich ¶rodków transportu jak chocia¿by samochodu. Nawet czarodzieje nie lubili zag³êbiaæ siê w tamte rejony, bowiem wioskê otacza³a magiczna aura, która skutecznie blokowa³a teleportacjê czy lot na miotle. Jedyn± alternatyw± by³ do pewnego czasu proszek fiu, jednak i tutaj mieszkañcy Leonoscars popisali siê kreatywno¶ci±, burz±c wszystkie kominki. Zez³oszczeni przedstawiciele z Departamentu Przestrzegania Prawa ju¿ nieraz za pomoc± ¶wistoklika przenosili siê do tej dziwacznej wioski i starali siê przywo³aæ jej obywateli do porz±dku. Jednak magiczni przedstawiciele owej ma³ej miejscowo¶ci za ka¿dym razem dawali miastowym wyra¼nie do zrozumienia, ¿e w pogardzie maj± rozkazy samozwañczego ministerstwa. Dugald McPhail nie mia³ najmniejszej ochoty prowadziæ kolejnej wojny, zw³aszcza ¿e jego poparcie z roku na rok niepokoj±co mala³o w spo³eczno¶ci magicznych ludzi. Dlatego przyj±³, ¿e dopóki mieszkañcy Leonoscars nie wyrz±dzaj± szkód, mog± robiæ, co im siê ¿ywnie podoba.
Z tego te¿ powodu informacje na temat tej tajemniczej mie¶ciny by³y szcz±tkowe. Ma³o który czarodziej zapuszcza³ siê w tamte rejony, ale bynajmniej nie ze strachu. Po prostu ludzie mieli na g³owie o wiele wiêksze problemy ni¿ zagubiona w lesie wioska. Kilku podró¿ników powiada³o, ¿e jest to miejsce pozbawione domów, a wszyscy ¿yj± tam w korach drzew. Jeszcze inni przysiêgali, ¿e tamtejsi obywatele ¶pi± pod ziemi±, w chronionych magi± tunelach. Pewne by³o tylko to, ¿e codziennie wyprawiali wielkie ogniska, na których ustalali swoj± politykê wobec ich wroga, którym o dziwo nie by³ wcale Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiaæ.
Dlatego w³a¶nie uzale¿niony od ruchu Syriusz Black na sam± my¶l o wyprawie do tak dziwnego miejsca czu³ wszechogarniaj±c± ekscytacjê. Co chwilê pogania³ swoj± towarzyszkê, a¿ w koñcu ta za pomoc± swojej niezawodnej ró¿d¿ki z piórem feniksa rzuci³a nim o drzewo. Bynajmniej nie zra¿ony, nawet kiedy jego rêka wyl±dowa³a w nieznanego pochodzenia odchodach, porusza³ siê z wyj±tkow± szybko¶ci±.
– Przekroczyli¶my granicê – powiedzia³a w pewnym momencie Lina, zatrzymuj±c siê przy ¶redniej wielko¶ci g³azie. Wodzi³a po nim palcami, mrucz±c nieznane nikomu formu³y, po czym wycelowa³a w niego ró¿d¿kê. Przez chwilê marszczy³a brwi, wyra¼nie skupiona. W koñcu krzyknê³a g³o¶no - Diffindo!
– Dlaczego to robi... – zacz±³ Syriusz, ale wtedy zda³ sobie sprawê, ¿e z ró¿d¿ki kobiety nie wystrzeli³ ¿aden promieñ. Wpatrywa³ siê w ni± zaskoczony.
– No to super – wymamrota³a pod nosem, po czym u¶miechnê³a siê triumfalnie, jakby w³a¶nie rozwi±za³a wyj±tkowo trudn± ³amig³ówkê.
– Chcesz mi powiedzieæ, ¿e...
– Tak – odpowiedzia³a na jego pytanie, nim zd±¿y³ je sformu³owaæ. Gdyby kto¶ go nie zna³, by³by pewny, ¿e zaraz wybuchnie p³aczem. Na jego twarzy pojawi³ siê dzieciêcy grymas rozpaczy, który najczê¶ciej zamienia siê w g³o¶ny ryk. Jednak Lina doskonale zdawa³a sobie sprawê, ¿e Syriusz nigdy sobie na to nie pozwoli.
– Naprawdê...? – wyj±ka³.
– Czy ja wygl±dam na kogo¶, kto ¿artuje? – rzuci³a zniecierpliwiona i ruszy³a przed siebie. Syriusz wci±¿ wpatrywa³ siê skrzywiony w przestrzeñ, walcz±c z rozczarowaniem. Po chwili westchn±³, schowa³ ró¿d¿kê i pobieg³ za oddalaj±c± siê kole¿ank±.
Z ka¿dej strony otacza³a ich cisza. Spokoju nie zak³óci³ ¿aden podmuch wiatru, szelest li¶ci czy nawet kroki umykaj±cego zwierzêcia. Oprócz drzew nie mo¿na by³o dostrzec absolutnie nic. Szli dobre czterdzie¶ci minut, kiedy w koñcu przed ich oczami pojawi³a siê ogromna, drewniana brama. Zabawne, bo za owymi wrotami nie by³o widaæ absolutnie nic, poza wielk± polan± z idealnie skoszonym trawnikiem.
Syriusz i Lina podeszli do bramy, zastanawiaj±c siê, jak siê przedostaæ na drug± stronê. Byli pewni, ¿e za ogromnymi drzwiami co¶ jest, tylko nie bardzo mieli pomys³, jak tam dotrzeæ. Ich moc magiczna nie dzia³a³a w tamtym miejscu, byli wiêc w znacznym stopniu ograniczeni. Black próbowa³ zapukaæ, co skoñczy³o siê na waleniu piê¶ciami, kopaniem butami, rzucaniem ga³êziami i kamieniami. Brama wci±¿ sta³a niewzruszana, a zirytowany mê¿czyzna tupa³ w¶ciekle nog±. Lina obchodzi³a dooko³a ca³± polanê, staraj±c siê znale¼æ jak±kolwiek wskazówkê. Co jaki¶ czas zerka³a na rozdra¿nionego Syriusza, u¶miechaj±c siê pod nosem.
– Dlaczego mnie wybrali do tego zadania... – wymamrota³ zmêczony w³asn± z³o¶ci± i opad³ na ziemiê.
– Te¿ siê nad tym zastanawiam – powiedzia³a Lina, podchodz±c do Blacka i wyci±gaj±c ku niemu malutki, mosiê¿ny dzwoneczek. – Brakuje ci do¶wiadczenia, cierpliwo¶ci, a przede wszystkim pokory. Po prostu amator.
– Bardzo ¶mieszne...
Penelope dnia 19.03.2014 21:36

Ciê¿ko co¶ wiêcej napisaæ, bo w sumie nic nie wiadomo, ale ca³o¶æ bardzo mi siê podoba. By³o kilka literówek w tek¶cie, ale to siê zdarza przy tak d³ugim tek¶cie.
_raven_ dnia 19.03.2014 23:16

Alette dnia 20.03.2014 10:59
fuerte dnia 20.03.2014 13:13
ulka_black_potter dnia 20.03.2014 14:39
Ana_Black dnia 20.03.2014 15:06
Czekam na nastêpn± czê¶æ.
Sixth Gun dnia 20.03.2014 17:49
Hermiona Justysia dnia 20.03.2014 18:02
losiek13 dnia 20.03.2014 23:35
), ¿e masz genialne wtr±cenia. Akurat to ptasiej kupie nie podbi³o mega serca, ale ch³opiec ci±gn±cy dziewczynkê za w³osy ju¿ tak. To jest naprawdê magiczne, ¿e takie ma³e dygresje a¿ tak wzbogacaj± ca³o¶æ.
Alette dnia 21.03.2014 08:32
Anciol dnia 24.07.2014 12:30
Mi³e rozczarowanie ;D
Seferyn Collotye dnia 27.07.2014 20:13
Mistkey250 dnia 24.10.2014 19:04
dobrosia1 dnia 25.10.2014 17:20
) szanownego pana Blacka. Wracam sobie do starych ficków i Twoje by³o pierwsze w kolejce ;D Lecê czytaæ nastêpne i dajê W
Christina dnia 21.01.2015 23:34
Katherine_Pierce dnia 26.01.2015 18:24
ale jutro siê biorê za kolejny rozdzia³ <3
fullmoon dnia 21.06.2015 11:48
Ale to mo¿e wieczorem
Sam Quest dnia 15.12.2015 19:38
blad logiczny dnia 06.01.2016 18:59
Alette dnia 05.04.2016 18:04


emkak1 dnia 13.04.2016 08:15
. Piszesz d³ugie (co jest jak najbardziej na plus) i wci±gaj±ce opisy, a ca³o¶æ czyta siê lekko i przyjemnie. Nie pozostaje mi nic innego jak i¶æ czytaæ kolejne rozdzia³y
Alette dnia 13.04.2016 11:09
Pamiêtam, ¿e jak zaczyna³am to pisaæ, to najpierw uczy³am siê opisywaæ las ;p Normalnie siedzia³am w Inernecie i szuka³am ró¿nych s³ów, bo kompletnie mi to nie sz³o. Chyba ju¿ po 2 latach nabra³am wprawy ;p
Neterin dnia 02.08.2016 18:35
Przez chwilê nie wiedzia³em o co cho i czy to by³ sen. W sumie do tej pory nie jestem pewien ;D
Nazwa jest kozacka tylko jak to siê wymawia.. No i jak to nie dzia³a tam magia? Jestem bardzo ciekawy jak Black sobie poradzi hehe
Alette dnia 11.08.2016 20:23
Blue Star dnia 03.07.2017 21:42
Alette dnia 20.08.2017 16:51
BumSzakalaka dnia 02.10.2018 18:13
Aneta02 dnia 06.10.2018 00:32

Scarllet dnia 06.10.2018 20:00
Co¶ czuje, ¿e przeczytam ca³o¶æ.
Roksolana Delakur dnia 07.10.2018 14:27
). Mega mi siê podoba twój pomys³ na seriê i mo¿liwe, ¿e je¶li znajdê trochê czasu przeczytam j± ca³±. Ale no czasu mam ma³o, niem niej jednak cudowny pomys³ na fabu³ê.
Alette dnia 07.10.2018 21:04
Tutaj wyrazi³am swoje wyobra¿enia co do tej postaci w m³odo¶ci, wiêc bêdzie du¿o o nim, jak i o jego najbli¿szych przyjacio³ach.
Aneta02 dnia 07.10.2018 23:37
Tutaj wyrazi³am swoje wyobra¿enia co do tej postaci w m³odo¶ci, wiêc bêdzie du¿o o nim, jak i o jego najbli¿szych przyjacio³ach.
Mam wielk± ochotê teraz zajrzeæ na kolejne rozdzia³y, ale jest ju¿ pó¼no, wiêc zrobiê to w najbli¿szych dniach
Krnabrny dnia 23.05.2019 20:56
Alette dnia 31.05.2019 11:20
Nawet je¶li koniec koñców nie znalaz³a¶ czasu, ¿eby przeczytaæ kolejne rozdzia³y, to i tak bardzo mi mi³o, ¿e przeczyta³a¶ ten.
| Wybitny! | 100% | [8 g³osów] | |
| Powy¿ej oczekiwañ | 0% | [0 g³osów] | |
| Zadowalaj±cy | 0% | [0 g³osów] | |
| Nêdzny | 0% | [0 g³osów] | |
| Okropny | 0% | [0 g³osów] |
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
Klaudia Lind
Wow.
Nie wiem co napisaæ, mam w g³owie mêtlik... ale taki pozytywny.
Nadal nie mam pojêcia, czy pocz±tek by³ snem czy to wydarzy³o siê naprawdê. Czu³em jakby kto¶ bawi³ siê moim umys³em, te zabawy s³owne. Majstersztyk mo¿na by powiedzieæ.
Zaciekawi³o mnie twoje FF. Nadal jednak nie wiem po co oni id± do tej wioski. Wcze¶niej by³a mowa o weselu. Hmm.
Du¿o siê zadzia³o i chyba bêdê potrzebowa³ czasu by sobie u³o¿yæ wszystkie te wydarzenia w g³owie.
A tymczasem bêdê oczekiwa³ na kolejn± czê¶æ.