Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakoñczone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artyku³y Fan Fiction

Magiczne puzzle HP

Kategoria: Inne
Autor: Smierciojadek

Wspó³praca z Tactic Games
>> Czytaj Wiêcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix u¿ytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej

The House of Gaunt

Kategoria: Recenzje filmów
Autor: Anastazja Schubert

Jak wygl±da³o ¿ycie Gauntów? Powsta³ film, który Wam to poka¿e.
>> Czytaj Wiêcej

HPnet istnieje naprawdê

Kategoria: HPnet
Autor: Anastazja Schubert

W sierpniu HPnetowicze mieli okazjê spotkaæ siê w Krakowie. Jak by³o?
>> Czytaj Wiêcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Syriusz32

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Wiêcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix u¿ytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej

Historia pod skór± z...

Kategoria: Wywiady
Autor: Anastazja Schubert

Ka¿dy tatua¿ niesie ze sob± jak±¶ historiê. Jakie nios± te fanowskie, zwi±zane z m³odym czarodzie...
>> Czytaj Wiêcej

>> Wiêcej artyku³ów! <<

[NZ]Rozdzia³ 10 cz....

Tytu³: Rozdzia³ 10 cz.2 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 10 cz....

Tytu³: Rozdzia³ 10 cz.1 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 9 cz.2...

Tytu³: Rozdzia³ 9 cz.2 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej

Remus Lupin

Tytu³: Remus Lupin
Gatunek: Poezja
Autor: Kasia Koziorowska

Cykl wierszy po¶wiêcony Remusowi. :)
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 9 cz.1...

Tytu³: Rozdzia³ 9 cz.1 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 8 cz.2...

Tytu³: Rozdzia³ 8 cz.2 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 8 cz.1...

Tytu³: Rozdzia³ 8 cz.1 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej

>> Wiêcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Go¶cie online: 42
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
£±cznie na portalu jest
48,158 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwiêcej userów: 1414
By³o: 24.05.2026 16:48:00
Napisanych artyku³ów: 1,087
Dodanych newsów: 10,564
Zdjêæ w galerii: 21,490
Tematów na forum: 3,921
Postów na forum: 319,637
Komentarzy do materia³ów: 222,019
Rozdanych pochwa³: 3,327
Wlepionych ostrze¿eñ: 4,170
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  GRYFFINDOR!

Gryffindor
Punktów: 1509
uczniów: 4220
Hufflepuff
Punktów: 335
uczniów: 3778
Ravenclaw
Punktów: 916
uczniów: 4452
Slytherin
Punktów: 115
uczniów: 4107

Ankieta
Zima przejê³a Hogwart i okolice, ¶nieg mocno sypie, ale to Ciê nie powstrzyma przed robieniem planów. Zastanawiasz siê, co ciekawego mo¿na robiæ w weekend:

Bitwa na ¶nie¿ki to jest to! Mo¿e "zupe³nym przypadkiem" oberwie od nas przechodz±cy obok Snape.
12% [9 g³osów]

Plan to brak planu. Bêdê le¿eæ w ³ó¿ku, piæ kakao i plotkowaæ ze wspó³lokatorami z dormitorium.
40% [31 g³osów]

Mój nos utknie g³êboko w ksi±¿kach. Tylko pani Pince bêdzie mnie mog³a odgoniæ od czytania.
13% [10 g³osów]

Wymknê siê cicho do Miodowego Królestwa. Najwy¿sza pora uzupe³niæ zapasy s³odko¶ci.
9% [7 g³osów]

Postraszê we Wrzeszcz±cej Chacie. Uwielbiam ogl±daæ miny przechodniów, kiedy wydaje im siê, ¿e uciekaj± od duchów i upiorów.
12% [9 g³osów]

Ka¿da pogoda jest dobra na Quidditcha. ¦nieg nie powstrzyma mnie przed regularnymi treningami.
14% [11 g³osów]

Ogó³em g³osów: 77
Musisz zalogowaæ siê, aby móc zag³osowaæ.
Rozpoczêto: 07.02.23

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
Hufflepuff[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w B³onia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w B³onia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piêtro
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
[Z] W poszukiwaniu zakoñczenia
Lord Voldemort sieje zamêt w¶ród czarodziejów, kiedy m³ody mê¿czyzna otrzymuje zadanie, którego sam nie rozumie. Zagubiony w¶ród lasów Leonoscars próbuje odpowiedzieæ na pytania, których nikt nie zada³, by skoñczyæ co¶, co siê nawet nie zaczê³o.
Autor: Prefix u¿ytkownikaAlette
Gatunek: Przygodowe
Ograniczenie wiekowe: +16
Przeczytano 76497 razy.
Rozdzia³y: [1], [2], [3], [4], [5], [6], [7], [8], [9], [10], [11], [12], [13], [14], [15], [16], [17], [18], [19], [20], [21], [22], [23], [24], [25], [26], [27], [28], [29].
W poszukiwaniu zakoñczenia 26/29
Lord Voldemort sieje zamêt w¶ród czarodziejów, kiedy m³ody mê¿czyzna otrzymuje zadanie, którego sam nie rozumie. Zagubiony w¶ród lasów Leonoscars próbuje odpowiedzieæ na pytania, których nikt nie zada³, by skoñczyæ co¶, co siê nawet nie zaczê³o.
Na pocz±tku kilka s³ów wstêpu ; )
To jest czê¶æ dwudziesta szósta,oprócz niej pojawi± siê jeszcze trzy i to bêdzie koniec. Pod wzglêdem tre¶ciowym nie mam zamiaru ju¿ nic zmieniaæ, wiêc jak los bêdzie sprzyja³, "Poszukiwanie zakoñczenia" zamknê w marcu. W koñcu ;p

Ach, no i w tek¶cie jest du¿o wulgaryzmów, za które nie przepraszam.

Mi³ego czytania ; )

***


Synjys niewiele pamiêta³ ze swojego dzieciñstwa, a to nawet i lepiej, bo najpewniej nie by³o ono szczê¶liwe. Przynajmniej tak twierdzi³a jego ciotka. Rodzice uprawiali mroczn± magiê i tym samym sprowadzili na siebie ¶mieræ, a jego zostawili ca³kiem samego po¶ród obcych ludzi. Za ka¿dym razem, gdy wraca³ wspomnieniami do wydarzeñ, które mia³y miejsce, kiedy by³ jeszcze dzieckiem, z jakiego¶ powodu czu³ parali¿uj±cy wrêcz strach. Straszliwe to uczucie, jakby kto¶ pozbawi³ go mo¿liwo¶ci oddychania i zamkn±³ w wyj±tkowo ciasnym pomieszczeniu, pozbawionym ¶wiat³a. Dlatego w³a¶nie z biegiem lat odsun±³ od siebie przesz³o¶æ, zamaza³ tkwi±ce w pamiêci twarze matki, ojca i zacz±³ robiæ dok³adnie to, czym trudnili siê wszyscy wokó³ niego. Tym samym udowadnia³ mieszkañcom wioski, ¿e nie ma z grzesznikami nic wspólnego, jest czê¶ci± spo³eczeñstwa. Mê¿czyzn±, na którym mo¿na polegaæ. Mimo to s±siedzi darzyli go niechêci±, jakby by³ naznaczony kl±tw±, móg³ sprowadziæ na nich nieszczê¶cie. Stara³ siê wiêc tym bardziej i mocniej, a chocia¿ z pewno¶ci± nie uda³o mu siê osi±gn±æ tego, czego pragn±³, to z czasem inni zaczêli traktowaæ go jak swojego. Zanim skoñczy³ siedemna¶cie lat, przyjêli go do grona zwiadowców. Z jakiego¶ powodu potrafi³ pozostaæ niezauwa¿onym w najbardziej niebezpiecznej sytuacji, a nawet w razie pojmania zachowaæ zimn± krew. Jego dzia³ania przynios³y wiosce wiele korzy¶ci, dlatego pozwolono mu wybudowaæ dom, a tak¿e po¶lubiæ córkê m³ynarza. Anjys, bo tak siê nazywa³a jego wybranka, nie nale¿a³a z pewno¶ci± do piêknych, z jakiego¶ powodu wydawa³a mu siê niegodna zaufania, ale z czasem potrafi³ j± pokochaæ na swój w³asny, pokrêcony sposób. Rzadko rozmawiali, nie potrafili znale¼æ wspólnego jêzyka, co teoretycznie powinno byæ dla nich ³atwe. Zarówno ona jak i on wybrali ¿ycie proste, nie szukali przygód, a ich marzenia ogranicza³y siê do prowadzenia przeciêtnej egzystencji i zachowania szacunku ludzi wokó³. Jedli razem posi³ki, spêdzali noce, lubili swoj± obecno¶æ. Czêsto obserwowa³, jak Anjys wykonuje prace domowe, próbowa³ zrozumieæ wolê Stwórcy, który obdarzy³ j± tak wyj±tkow± twarz±. Nie zd±¿y³ min±æ rok od ¶lubu, kiedy urodzi³ siê ich pierwszy syn. Wkrótce potem na ¶wiat przysz³y równie¿ dwie córki, niestety m³odsza zmar³a kilka dni po urodzeniu. Pochowali j± na ³±ce niedaleko ich domu i dosyæ czêsto odwiedzali. Nie mogli jednak pogr±¿yæ siê w smutku, doskonale rozumieli ¶wiat, w którym siê wychowali. A tutaj ¶mieræ by³a czym¶ naturalnym, jak wschód s³oñca albo powiew ciep³ego wiatru.

Synjys dalej wykonywa³ swoje prace, staraj±c siê po¶wiêcaæ rodzinie tyle czasu, ile przeciêtny mê¿czyzna w wiosce. Nim zd±¿y³ siê zorientowaæ, jego syn i córka zbli¿ali siê do doros³o¶ci, jednak wszystko posz³o w kierunku, którego nie planowa³. Keran zawsze sprawia³ k³opoty, by³ nazbyt g³o¶ny, k³ótliwy. Czêsto wpada³ w konflikty z lud¼mi w wiosce i, mimo pró¶b rodziców, kroczy³ swoimi w³asnymi ¶cie¿kami. Nierzadko k³óci³ siê z ojcem, nazywaj±c go zak³amanym i ¿a³osnym. Mia³ racjê, ale Synjys wtedy jeszcze tego nie wiedzia³.
Nim Mira, jego jedyna ¿yj±ca córka, skoñczy³a lat czterna¶cie, ojciec Anjys og³osi³ jej zarêczyny z jednym z mê¿czyzn w wiosce. Zapewne nie wywo³a³oby to wiêkszych emocji, gdyby wybranek nie okaza³ siê zwyk³ym durniem. ¦luby bardzo czêsto by³y przyczyn± wa¶ni miêdzy poszczególnymi rodzinami, ale zazwyczaj bra³y w nich udzia³ g³owy rodziny. Nikt nie spodziewa³ siê, ¿e w tym przypadku, najg³o¶niej krzycz±cym okaza³ nikt inny tylko Keran.
– Po moim trupie – powiedzia³, mierz±c zebranych spojrzeniem pe³nym w¶ciek³o¶ci.
– Jak sobie ¿yczysz, szczeniaku! – wrzasn±³ jego dziadek i zacz±³ ok³adaæ go drewnianym kijem. Nie by³ jednak na tyle silny, by poradziæ sobie z m³odszym mê¿czyzn±. Zanim siê zorientowa³, Keran odebra³ mu broñ i jednym ruchem prze³ama³ na pó³.
– Uspokój siê – powiedzia³ Synjys, nie podnosz±c g³osu. Rozgl±da³ siê po zebranych, staraj±c siê wyczytaæ z ich twarzy emocje. Musia³ jak najszybciej uspokoiæ syna, znale¼æ dla niego dobre usprawiedliwienie. Jednak zanim zd±¿y³ wykonaæ jakikolwiek ruch, Keran splun±³ na ziemiê, patrz±c na niego z pogard± i wycedzi³ przez zaci¶niête zêby:
– Ty tchórzu...

Nie by³ w stanie przekonaæ ani ojca, ani dziadka. Musia³ pogodziæ siê z faktem, ¿e jego ukochana siostra zostanie wydana za starca z marn± reputacj±, nik³± wiedz±, ale za to z zapêdami do agresywnych zachowañ i pijañstwa. Jedno ¶wiadczy³o na jego korzy¶æ: mia³ ziemiê. Du¿o maj±tku, który móg³ zapewniæ rodzinie Synjys ¿ycie na odpowiednim poziomie. Mira u¶miecha³a siê, kiedy matka pomaga³a jej wybraæ strój, a wieczorami k³ad³a obok brata, ¿eby us³yszeæ kolejn± niesamowit± historiê, które m³ody Keran potrafi³ stworzyæ w kilka chwil. Mia³ talent do opowiadania. Mo¿e wynika³o to z tego, ¿e jak nikt inny potrafi³ obserwowaæ. Widzia³ ob³udê otaczaj±cych go ludzi, doskonale rozpoznawa³ ich emocje, obawy, oczekiwania i wiedzia³, co chc± od niego us³yszeæ.

Mog³oby siê wydawaæ, ¿e w takich okoliczno¶ciach wszystko ucichnie. Nic bardziej mylnego. Na kilka dni przed ¶lubem dosz³o do szarpaniny miêdzy niedosz³ym panem m³odym i Keranem, przez co m³ody ch³opak pad³ na ziemiê po czterech ciosach no¿em. Wedle zeznañ ¶wiadków to w³a¶nie m³odzieniec rozpocz±³ bójkê, ale czy mo¿na by³o mieæ pewno¶æ, skoro ka¿dy sk³adaj±cy zeznanie nale¿a³ do rodziny oprawcy?

Synjys uda³ siê wkrótce do starszyzny wioski, aby ta os±dzi³a zabójców jego pierworodnego. Grono mêdrców wpatrywa³o siê w niego przenikliwie, staraj±c siê przyt³oczyæ i pozbawiæ pewno¶ci siebie. W innych okoliczno¶ciach z pewno¶ci± by im siê to uda³o, ale po ¶mierci Kerana wszystko to, o co do tej pory stara³ siê Synjys, straci³o na znaczeniu. Sta³ wiêc z ch³odn± w¶ciek³o¶ci± w oczach, zmuszaj±c starszych do dzia³ania. Jednak tylko jeden spo¶ród szesnastu wstawi³ siê za nim, reszta zgodnie odmówi³a wsparcia. Gdyby potrafi³ siê powstrzymaæ, zapewne ca³a sprawa stanê³aby w³a¶nie na tym i ka¿dy zaj±³by siê swoim ¿yciem. Jednak Synjys czu³, jak wyp³ywa z niego frustracja, do tej pory ukryta w czelu¶ciach pod¶wiadomo¶ci. W kilka chwil jego ¿ycie sta³o siê puste i pozbawione sensu, bo nawet je¶li nie potrafi³ doj¶æ do porozumienia z synem, to z pewno¶ci± dostrzega³ w nim lepsz± wersjê siebie... bardziej odwa¿n± i pewn± w³asnych dzia³añ, niest³amszon± przez ludzi w wiosce. Gdyby tylko mia³ do¶æ si³y...

– Radzê ci powstrzymaæ swoje emocje, Synjys – rzek³ trzeci mêdrzec, siêgaj±c po drewnian± laskê le¿±c± przy jego fotelu. W odpowiedzi mê¿czyzna tylko prychn±³ z pogard±.
– Je¶li nie pow¶ci±gniesz jêzyka, ka¿emy ciê wych³ostaæ – doda³ ósmy spo¶ród starszych, przeczesuj±c palcami swoj± d³ug±, siw± brodê. – Pamiêtaj o szacunku, który straci twoja rodzina, gdy do tego dojdzie.
Nie mia³ im nic wiêcej do powiedzenia. Odwróci³ siê bezczelnie i ruszy³ w kierunku wyj¶cia, pewny tego, ¿e musi wzi±æ sprawy w swoje rêce... jak przysta³o na mê¿czyznê.

Plan, który zrodzi³ siê w jego g³owie, nie posiada³ wad... przynajmniej on ich nie dostrzega³. O jego istnieniu dowiedzia³a siê tylko ¿ona i dwóch zwiadowców, którzy podobnie jak Synjys ubolewali nad ¶mierci± Kerana. Przygotowanie zajê³y mu ponad dwa tygodnie, ale nie ¿a³owa³ ¿adnej minuty. My¶l o synu tkwi³a w jego psychice niczym najgorsza z kl±tw, niszczy³a i pozwala³a na szybki rozwój magicznych umiejêtno¶ci. Wszystkie do tej pory t³umione zdolno¶ci rozbudzi³y siê, a sam Synjys rós³ w si³ê, której nigdy po sobie nie oczekiwa³.

Nie chcia³ zabiæ... szuka³ jedynie sprawiedliwo¶ci. Jednak morderstwo by³o jedyn± drog± do jej osi±gniêcia. Na cztery dni przed przesileniem uda³ siê do trzynastego mêdrca, aby uzyskaæ od niego zakazan± ksiêgê. Jednak w domostwie nie czeka³ wcale na niego starzec, lecz grupa wojowników, których zadaniem by³o powstrzymywanie zamieszek i burd. Nie zdziwi³oby go to... gdyby w¶ród nich nie sta³a jego w³asna ¿ona. Anjys opiera³a siê o ¶cianê, chc±c ukryæ przed nim swoj± zalan± ³zami twarz.
– Przepraszam – wyszlocha³a, ale on nie mia³ jej nic do powiedzenia.
Trzymali go przywi±zanego do drewnianego pala przez trzy dni, odmawiaj±c podania jedzenia i wody. Ca³y czas przebywa³ sam, nie licz±c jednych odwiedzin drugiego mêdrca, który stara³ siê go nak³oniæ do skruchy.
– Pomy¶l o córce, zas³uguje na lepsze ¿ycie ni¿ jej oferujesz – zauwa¿y³, zbli¿aj±c siê do niego na tyle, ¿eby móc spojrzeæ mu bezpo¶rednio w oczy. – Twoja ¿ona post±pi³a bardzo m±drze, przychodz±c do nas. Dziêki temu uda³o jej siê wyprosiæ u starszych u³askawienie dla ciebie. Anjys obieca³a, ¿e nie bêdziesz siê wiêcej wychyla³. Dotrzymasz s³owa, prawda?

Pokiwa³ g³ow±, na nic wiêcej nie starcza³o mu si³y. Wypu¶cili go nastêpnego dnia, kazali wracaæ do domu, ale on pad³ w po³owie drogi i le¿a³ tam a¿ do wieczora. Nikt nie kwapi³ siê pomóc cuchn±cemu cz³owiekowi w podartych szmatach zamiast ubrañ.

Odnalaz³a go Mira, przetar³a twarz wilgotn± chustk±, poda³a wodê. Siedzieli razem na brudnej ziemi przez po³owê nocy, zanim Synjys nie zebra³ w sobie do¶æ si³y, aby siê podnie¶æ i z pomoc± córki wróciæ do chaty nieopodal lasu. Anjys pomog³a mu siê umyæ i przebraæ, jednak ani razu nie spojrza³a w oczy mê¿a. Tylko mówi³a zdania, które dla niego nie mia³y ju¿ ¿adnego znaczenia. Zdradzi³a go. To by³a jego wina i doskonale o tym wiedzia³. Nie obdarzy³a go swoim zaufaniem, nie czu³a siê przy nim bezpiecznie, chcia³a chroniæ w³asne bezpieczeñstwo, honor rodziny. Zawsze ceni³a spokój, nawet je¶li ten kosztowa³ ¿ycie ich syna. Wtedy te¿ Synjys po raz pierwszy zrozumia³, jak ogromny pope³ni³ b³±d zwi±zuj±c siê z t± kobiet±. Anjys by³a jak li¶æ niesiony wiatrem... bez w³asnej woli i charakteru. Przypomina³a mu glinian± figurkê, któr± przy odrobinie umiejêtno¶ci mo¿na dowolnie ukszta³towaæ. Do tej pory wydawa³o mu siê, ¿e by³ dok³adnie taki sam. To jednak nie mia³o nic wspólnego z prawd±. Synjys okaza³ siê tchórzem i k³amc±, ale z pewno¶ci± nie potrafi³ grzecznie wykonywaæ bezsensownych rozkazów. Mo¿e mia³ to zapisane w genach, ostatecznie jego rodzice byli grzesznikami skazanymi na wieczne potêpienie.

Nie potrafi³ znale¼æ w sobie z³o¶ci, któr± móg³by nastêpnie przelaæ na swoj± ¿onê. Nie widzia³ powodu, dla którego powinien j± znienawidziæ. Nagle ta kobieta o specyficznej twarzy sta³a mu siê obojêtna, jak ziarna pisaku pod jego stopami. Nie chcia³ na ni± patrzeæ. Wszelkie uczucia, którymi j± darzy³, rozp³ynê³y siê, jakby nigdy nie istnia³y. Nie wini³ jej za to. Ona wci±¿ pozostawa³a taka sama, w przeciwieñstwie do mê¿a, który nagle poczu³ do siebie wstrêt. Ca³y ¿al skierowa³ siê ku niemu, rujnuj±c psychikê. Brakowa³o mu powietrza w tej okropnej wiosce, wspomnienia z dzieciñstwa wróci³y do niego jak ¿ywe – b³yszcz±ce oczy matki, silne ramiona ojca... i ¶miech ma³ego ch³opca, który by³ tak blisko niego. Mo¿e by³o ju¿ na to za pó¼no, ale Synjys chcia³ opu¶ciæ to przeklête miejsce raz na zawsze.

Wsta³ w ¶rodku nocy, dotkn±³ policzka swojej ¿ony, wiedz±c, ¿e nie zobaczy jej ju¿ wiêcej. Nie czu³ smutku, z jakiego¶ powodu nie potrafi³ odnale¼æ tej nici przywi±zania, która powinna ich ³±czyæ. Nie zajrza³ do pokoju Miry. Tego zrobiæ nie potrafi³. Doskonale wiedzia³, ¿e w momencie, w którym spojrza³by na buziê swojej ukochanej córki, zmieni³by zdanie i zosta³ w tym piekle na zawsze, rani±c przy okazji siebie, a tak¿e wszystkich wokó³.

Nie zd±¿y³ jednak nawet dotrzeæ do granic wioski, gdy j± zobaczy³. Sta³a przed nim, z czarnymi w³osami opadaj±cymi na szczup³e ramiona, z p³on±cymi oczami, czystym spokojem wymalowanym na twarzy. W rêkach trzyma³a rudego kota, na ramiona zarzuci³a p³aszcz chroni±cy j± przed wiatrem.
– Zabra³am ze sob± tylko dzienniki Kerana – rzek³a hardo, przytulaj±c do siebie puszystego zwierzaka. – To, co otrzyma³am do tej pory od kobiet w wiosce, zapewne nie przyda mi siê w tej podró¿y.
Pokiwa³ g³ow± ze zrozumieniem i nie zadaj±c zbêdnych pytañ skierowa³ siê w stronê lasu, a ona pod±¿y³a za nim.

Podró¿owali przez wiele lat, odwiedzaj±c ró¿ne krainy i wioski. Zabierali ze sob± ludzi podobnych do nich – wyrzutków spo³eczeñstwa, wygnañców, potêpieñców, którzy nie mogli pozostaæ w miejscu narodzin. Ju¿ wkrótce ich grupa liczy³a tyle osób, ¿e wêdrówka sta³a siê uci±¿liwa i nazbyt utrudniona. Wtedy te¿ Synjys wraz z Mir± postanowili za³o¿yæ osadê w cieniu samotnej góry Catal Loren. Nie zawadzali nikomu, ale ich dzia³alno¶æ wzbudza³a niechêæ napotykanych spo³eczno¶ci. St±d te¿ wkrótce podjêli dzia³ania maj±ce na celu ukrycie ich nowo za³o¿onej wioski przed ¶wiatem. Nikt nie potrafi³ zrozumieæ magii, któr± operowali, dlatego te¿ nie znalaz³ siê jeden odwa¿ny, bêd±cy w stanie pokonaæ chocia¿ jednego z ludzi Synjys. Z czasem ich miejsce przebywania sta³o siê równie absorbuj±c± zagadk± jak oni sami, posiadane umiejêtno¶ci badano i starano siê okre¶liæ. Wszystko na nic. Ukryci w piaskach pustyni nie dzielili siê informacjami, a zasady obowi±zuj±ce w ich spo³eczno¶ci by³y niezwykle surowe. Mimo to panowa³a tam atmosfera wzajemnego zrozumienia i akceptacji. Ka¿dy móg³ wioskê opu¶ciæ, obiecuj±c jedynie zachowanie tajemnic.

Synjys do¿y³ wieku osiemdziesiêciu siedmiu lat, po drodze doczeka³ siê siedmiu wnucz±t. Przez ca³e ¿ycie kontynuowa³ badania w³asnych rodziców, które móg³ dog³êbnie poznaæ dziêki zapiskom Kerana. Okaza³o siê bowiem, ¿e jego jedyny syn ju¿ od wczesnej m³odo¶ci interesowa³ siê zagadk± w³asnego pochodzenia i robi³ wszystko, aby zdobyæ jak najwiêksz± ilo¶æ informacji na temat ¿ycia Nyah i Cashile.

Po ¶mierci za³o¿yciela ludzie Synjys kontynuowali dzia³ania swojego mistrza, chocia¿ nikt nie by³ w stanie stwierdziæ, co to tak w³a¶ciwie znaczy³o. Niektórzy prawili, ¿e w dziennikach Kerana znajdowa³ siê sposób, który odnalaz³a Nyah, aby ocaliæ Cashile przed ¶mierci±. Z jakiego¶ powodu bowiem nikt nigdy nie s³ysza³ o pogrzebie dzieci Synjys, jakby zgon za³o¿yciela wioski by³ ostatnim w historii ich ludu. Jednak nawet je¶li w dziele ch³opaka zapisana zosta³a recepta na wieczne ¿ycie, to nie mia³o to ju¿ wiêkszego znaczenia – ostatnia bowiem ze stron dzienników zosta³a wyrwana i nikt nie zna³ miejsca jej po³o¿enia. Któ¿ to zrobi³ i dlaczego? Pozostawa³o to zagadk± nawet dla Saliema Norana.

Co dok³adnie Lord Voldemort planowa³ osi±gn±æ po zdobyciu zapisków Kerana równie¿ nie by³o jasne. Oczywi¶cie ka¿dy wiedzia³, ¿e Czarny Pan chcia³ panowaæ nad ¶wiatem bez ograniczeñ, a ¶mieræ z pewno¶ci± takowe stanowi³a. Jednak ksiêga bez kluczowej strony nie przejawia³a ¿adnej warto¶ci poza sentymentaln±. Mimo to z sobie tylko znanego powodu postanowi³ odnale¼æ miejsce bytowania ludzi Synjys i w tym celu skontaktowa³ siê z nim. Wcale nie by³o mu to na rêkê, bo Salien Noran nie szuka³ k³opotów.



***


– W ka¿dym razie spotkanie z Tym Którego Imienia Nie Wolno Wymawiaæ nie zaliczam do swoich najszczê¶liwszych godzin ¿ycia i wola³bym tego unikn±æ na przysz³o¶æ. Straszny cz³owiek... zak³adaj±c optymistycznie, ¿e to wci±¿ jest cz³owiek. Kaza³ mi siê udaæ do tej ¶miesznej miejscowo¶ci... jak ona siê tam zwie...
– Leonoscars – podpowiedzia³ mu Syriusz, marszcz±c brwi. – Nie wiedzia³e¶ o jej istnieniu?
– Bynajmniej – za¶mia³ siê Saliem. – Zdawa³em sobie sprawê, ¿e stworzono miejsce maj±ce na celu chroniæ Tchnienie, ksiêgê zawieraj±c± w sobie zapiski zmar³ego syna Synjysa, ale nigdy nie wnika³em w to, gdzie ono siê znajduje, a ju¿ na pewno nie interesowa³o mnie, jak kto¶ tam je nazwa³.
– Miejsce maj±ce na celu chroniæ Tchnienie – powtórzy³ James. – To znaczy, ¿e Leonoscars jest wiosk± ¶ci¶le zwi±zan± z tym ludem i histori± Nyah i Cashile. Jej mieszkañcy to równie¿ tylko atrapy, co¶ w rodzaju stra¿y?
– Nie mam pojêcia – rzek³ szczerze Saliem. – Byæ mo¿e ta ca³a mie¶cina istnia³a sobie ju¿ od dawna, a ludzie Synjys jedynie wykorzystali jej specyfikê, aby chroniæ w³asny skarb. Jednak nie wyklucza³bym tego, ¿e ca³e to Leonoscars sta³o siê jedynie czym¶ w rodzaju ¶wi±tyni dla dzienników Kerana.
– To jaka¶ bzdura – wycedzi³ Syriusz ze z³o¶ci±. – Skoro wioska w lesie i jej mieszkañcy istniej± tylko po to, aby wielbiæ jak±¶ tam idiotyczn± ksiêgê, to dlaczego w tak ¿a³osny sposób j± chroniono? Widzia³em to na w³asne oczy... obskurna jaskinia i jeden wariat, co to za zagro¿enie dla Voldemorta? Z twoim opowie¶ci wynika, ¿e ludzie Synjys nie byli a¿ tak durni, z pewno¶ci± postaraliby siê bardziej.
– Mo¿e tylko tobie wydaje siê, ¿e Tchnienie by³o chronione bez pomys³u... samo dostanie siê do Leonoscars graniczy z cudem. Taki dzieciak jak ty dotar³ tam tylko dlatego, ¿e od samego pocz±tku kto¶ wodzi ciê za nos. – Syriusz zmarszczy³ brwi, ¶ciskaj±c d³onie na swojej ró¿d¿ce. – Zdziwiony? Chyba nie s±dzi³e¶, ¿e znalaz³e¶ wioskê ukryt± w lesie ze wzglêdu na swój niespotykany instynkt i wybitne umiejêtno¶ci? W ka¿dym razie ludzie Czarnego Pana s± mocni... o wiele silniejsi ni¿ ludziom Synjys, mog³oby siê wydawaæ.
– By³e¶ jednym z nich, prawda? – zapyta³ powoli James. – Dlaczego ich zdradzi³e¶? Je¶li twoja opowie¶æ jest prawdziwa, ¿ycie Synjys powinno byæ rajem na Ziemi.
– Nawet je¶li fundament tego ludu le¿y w dzia³alno¶ci Nyah i Cashile, to z pewno¶ci ich dzisiejsza dzia³alno¶æ niewiele ma z ni± wspólnego. Ludzie Synjys powstali po to, aby sprzeciwiæ siê regu³om obowi±zuj±cym w ¶wiecie zak³amanych wiosek, a w konsekwencji samo stworzyli sieæ zasad maj±cych na celu strze¿enie ich sekretów. Mia³em tego do¶æ, wiêc po prostu odszed³em. Nie interesuje mnie, co siê stanie z tymi durniami. Ze wzglêdu na... zaklêcie... nie mogê wam powiedzieæ nic na temat magii Synjys, ale dla mnie oni wszyscy mog± sp³on±æ w piekle. Kiedy mojemu ¿yciu zagra¿a³a ró¿d¿ka jednego z najpodlejszych czarnoksiê¿ników po prostu przekaza³em mu tyle, ile mog³em. Rozrysowa³em mu, jak siê dostaæ do ¶wiata tych kretynów i wam te¿ mogê, bo nic mnie te sekrety nie obchodz±.
– I mimo tego, co zrobi³e¶, ludzie Synjys ciê nie odnale¼li? – zdziwi³ siê James, zerkaj±c k±tem oka na stoj±cego w k±cie Syriusza.
– Magia Synjys jest specyficzna... na tyle dziwaczna, ¿e wyczuwam j± nosem. Kiedy tylko pojawia siê w moim otoczeniu, natychmiast zmieniam miejsce po³o¿enia i tyle.
– Gdzie jest wioska Synjys? – zapyta³ Potter, poruszaj±c siê niespokojnie. – Ta prawdziwa, nie Leonoscars.
– W lesie nieopodal tej g³upiej mie¶ciny znajduje siê drewniana brama... specyficzny portal. Przy odrobinie szczê¶cia który¶ z was ju¿ mia³ z ni± do czynienia.

Syriusz przypomnia³ sobie o tajemniczym wej¶ciu, które znalaz³ wraz z Lin± podczas swojej pierwszej podró¿y do Leonoscars. Wtedy nie mieli pojêcia, jak siê przedostaæ na drug± stronê. Kiedy tylko w polu ich widzenia znalaz³ siê Ian ze swoim dziadkiem, zaraz porzucili plany rozpracowania tego miejsca. Straci³o ono na znaczeniu, kiedy tylko znale¼li siê w wiosce ukrytej w sercu lasu. Nie móg³ jednak zapomnieæ, jak razem z przyjació³k± krêcili siê dooko³a bramy, nie mog±c odnale¼æ sensu jej istnienia.
– Jak siê przedostaæ na drug± stronê? – zapyta³, starannie dobieraj±c s³owa.
– Wystarczy mieæ klucz – rzuci³ Synjys, jakby prawi³ o oczywisto¶ciach. Zapewne ju¿ siê domy¶lasz siê, co nim by³o?

Zdecydowanie siê domy¶la³...

Kamieñ obecnie mia³ w swoich rêkach Peter i najpewniej pozostawa³ w jego rêkach bezpieczny. Najrozs±dniej by³o udaæ siê do wioski tych piaskowych szaleñców i wypytaæ ich o powi±zania z Voldemortem. Jednak z jakiego¶ powodu Syriusz uzna³ to za z³y pomys³... jakby w lesie Leonoscars czeka³a ich ¶mieræ. Nie potrafi³ znale¼æ logicznego uzasadnienia, to by³o przeczucie, jaka¶ forma instynktu. Wcale nie pomaga³a mu ¶wiadomo¶æ, ¿e skoro mieszkañcy wioski ukrytej w lesie niespecjalnie wyra¿ali chêæ dzielenia siê informacjami, to tak pokrêcony lud jak Synjys najpewniej oka¿e siê równie rozmowny. Innymi s³owy ich podró¿ do tajemniczej bramy mog³a okazaæ siê mêcz±ca i bezowocna, tak samo jak niebezpieczna i bezsensowna. James by³ innego zdania. Uzna³, ¿e zdobyte informacje nale¿y wykorzystywaæ od razu, ¿eby zawsze byæ krok przed ¦miercio¿ercami. Drobne ryzyko? Co to dla nich... w koñcu zawsze jako¶ sobie z tym radzili.

Co za popaprany typ...



***


Wrzeszcz±ca chata, jedna z ich wycieczek podczas pe³ni... nie wiedzia³, dlaczego akurat teraz o tym pomy¶la³. To nie mia³o ¿adnego uzasadnienia, po prostu obraz z jego m³odo¶ci pojawi³ siê w g³owie i za nic w ¶wiecie nie chcia³ jej opu¶ciæ.

Ch³opak o rozczochranych, czarnych w³osach le¿a³ na roztrzaskanym ³ó¿ku, podrzucaj±c w d³oni ma³±, czerwon± pi³eczkê, któr± znalaz³ w Zakazanym Lesie. £±cznie by³o ich czworo, ale to James Potter zaj±³ najlepsze miejsce i nie mia³ zamiaru nikomu go oddawaæ... nawet zas³uguj±cemu na odpoczynek Remusowi, który wci±¿ stara³ siê unormowaæ swój oddech po niedawno odbytej przemianie. Syriusz siedzia³ na drewnianej szafce, chocia¿ sam fakt, ¿e ta siê nie rozpad³a pod jego ciê¿arem, by³ godny zastanowienia. Peter zaj±³ sobie wygodne miejsce na pod³odze, u¶miechaj±c siê na my¶l o ich nocnej przygodzie.
– Mato³ z ciebie – parskn±³ Syriusz w stronê najlepszego przyjaciela. – Zawsze jeste¶ w gor±cej wodzie k±pany i jak zwykle mieli¶my przez to k³opoty.
– Nie b±d¼ hipokryt±, £apo – odpar³ ch³opak, wci±¿ bardziej skupiony na swojej zdobyczy ni¿ na towarzystwie.
– To moja wina – powiedzia³ Remus Lupin, staraj±c siê ukryæ poczucie winy wymalowane na jego twarzy.
– Jak zawsze – prychn±³ Syriusz, rzucaj±c w niego poduszk±. – Przestañ robiæ za ofiarê losu, Luniaczku. Tym razem ca³a odpowiedzialno¶æ spada na Rogacza, najdurniejszego spo¶ród durniów.

James tylko za¶mia³ siê, kompletnie niezra¿ony obelgami, które kierowa³ w jego stronê Black. Nie mia³ zamiaru przepraszaæ. W koñcu nie pierwszy raz omal nie zostali z³apani przez cywila i z pewno¶ci± jeszcze wielokrotnie bêd± musieli powstrzymywaæ ich wilczego kolegê przed atakiem na cz³owieka. Dokonali wyboru, dawno temu. Ryzykowali du¿o, ¿eby zyskaæ jeszcze wiêcej. Mogli straciæ wszystko, ale przecie¿ gra by³a warta ¶wieczki. Powiedzia³ im to, a oni pokiwali z uznaniem g³owami.

Tacy byli. Huncwoci. Banda cymba³ów, która czerpa³a z ¿ycia jak najwiêcej, nie zwa¿aj±c na konsekwencje. Taki te¿ by³ on. James. G³upi idiota, który podejmowa³ decyzjê, zanim zd±¿y³ rozwa¿yæ jej skutki.

– Nie ma mowy – powiedzia³ Syriusz, chowaj±c standardowo d³onie w kieszeniach kurtki. Stali trzy kamienice za domem Norana, w jednej z malowniczych uliczek, która jednak z jakiego¶ powodu wydawa³a siê opustosza³a. Mog³o to byæ jedynie z³udzenie, ale na wszelki wypadek Black zacisn±³ palce na ukochanej ró¿d¿ce... uwielbia³ j± i nie wyobra¿a³ sobie, ¿eby mia³ kiedykolwiek siê z ni± rozstaæ. – Nie bêdziemy siê spieszyæ, to zbyt wielkie ryzyko. Nie mamy ¿adnej pewno¶ci, ¿e historia opowiedziana przez tego Norana jest prawdziwa, ten z³odziej byæ mo¿e stara³ siê jedynie wyprowadziæ nas w pole. Wokó³ lasu Leonoscars zapewne czeka na nas pu³apka..
– Gdyby chcieli nas zlikwidowaæ, zrobiliby to tutaj – zauwa¿y³ James, wbijaj±c w przyjaciela niezbyt przyjemne spojrzenie. – Co siê z tob± dzieje, strach ciê oblecia³?
Móg³by byæ szczery i przyznaæ, ¿e towarzysz±ce mu od jakiego¶ czasu uczucie mog³o byæ strachem. Do tej pory nigdy siê nie ba³, nie licz±c kilku kompletnie bezsensownych ataków paniki. Dlatego wyra¿enie w³asnych emocji stanowi³o dla niego misjê ponad mo¿liwo¶ci, wiêc jedynie warkn±³ co¶ niezrozumia³ego pod nosem.
– Mrucz sobie tak dalej, na pewno zrozumiem – doda³ James ze zniecierpliwieniem, bo z ka¿d± chwil± mieli coraz mniej czasu. Je¶li bowiem wersja Saliema by³a prawdziwa, zwolennicy Voldemorta byli zaledwie o krok od rozwi±zania zagadki Lenoscars.
– Po prostu dziwiê siê, Rogasiu – zacz±³, zupe³nie niepotrzebnie naciskaj±c na ostatnie s³owo – ku chwale czego tak ci siê spieszy. Chcesz mi co¶ udowodniæ? A mo¿e sobie?
– S³ucham? – James stan±³ jak wbity w ziemiê. S³owa przyjaciela byæ mo¿e nie wyja¶nia³y zbyt wiele, ale jego wyraz twarzy by³ co najmniej niepokoj±cy: zimne spojrzenie i nieprzyjemny grymas wyra¿a³y wiêcej ni¿ jakakolwiek wypowied¼. Mimo to James nie rozumia³ i, na lito¶æ bosk±, wcale nie chcia³ zrozumieæ.
– Ostatnio strasznie ci siê spieszy do wszystkiego, co niebezpieczne, jakby¶ choæ raz nie móg³ sobie odpu¶ciæ. Mo¿na by my¶leæ, ¿e skoro w domu zostawi³e¶ ciê¿arn± kobietê, powiniene¶ siê opanowaæ.
– Nie mieszaj w to Lily... – powiedzia³ spokojnie, staraj±c siê zachowaæ równowagê emocjonaln±. Zna³ Syriusza i doskonale wiedzia³, ¿e gdy ten wbije sobie do g³owy jak±¶ g³upotê, to nie mo¿na ju¿ go zatrzymaæ.
– Dlaczego? To twoja ¿ona, nie? Ukochana, przewspania³a, najcudowniejsza Lily Evans... a nie, przepraszam: Lily Potter, któr± teraz masz g³êboko w dupie, bo zachcia³o ci siê pojedynków na ¶mieræ i ¿ycie.
– Chcesz mi robiæ wyk³ady z bezpieczeñstwa? To ¶mieszne! – James uniós³ brwi z irytacj±. – Masz jaki¶ permanentny problem z moj± ¿on±, wiêc mo¿e raz, dla odmiany, wyra¼ siê jasno.

To by³a prawda, Syriusz zawsze krêci³ nosem na sam d¼wiêk imienia Lily. Wcze¶niej ca³a ta mi³o¶æ po prostu go bawi³a, ale kiedy zaczê³a przeradzaæ siê w co¶ powa¿niejszego, w jego g³owie uruchomi³o siê co¶ w rodzaju sygna³u alarmowego. Z ka¿dym kolejnym etapem zwi±zku, mia³ ochotê Jamesowi przywaliæ, ¿eby ten siê opamiêta³. Nigdy nie poskutkowa³o. Teraz te¿ by³ przekonany, ¿e swoim wyk³adem nic nie wskóra. Mimo to nie potrafi³ siê powstrzymaæ:
– Mo¿e dlatego, ¿e znam ciê doskonale... – wycedzi³ przez zaci¶niête zêby. – Na tyle, kurwa, dobrze, ¿e jak my¶lê o tej twojej idylli, to nie wiem, czy mam siê ¶miaæ czy p³akaæ. ¯yjesz w jakim¶ kompletnie odrealnionym ¶wiecie, nawet sobie nie zdajesz sprawy, jak to wszystko mo¿e siê skoñczyæ. To nie jest gra w eksploduj±cego durnia, gdzie jak ci siê znudzi, to pójdziesz na trening Quidditcha. – Zatrzyma³ siê na chwilê, ¿eby z³apaæ oddech. – Zap³odni³e¶ kobietê, naopowiada³e¶ jej bajek o szczê¶liwej przysz³o¶ci i co? Wydaje ci siê, ¿e bêdziesz sobie biega³ po misjach Zakonu Feniksa i unika³ ¶miertelnych zaklêæ jak t³uczków, ¿eby potem w blasku chwa³y wracaæ do domu? Marlena nie ¿yje, dzieciak Liny nie ¿yje, Caradoc nie ¿yje, Benio nie ¿yje, Gideon nie ¿yje, Fabian nie ¿yje... ale oczywi¶cie ciebie to ominie, bo tak?
– Zastanawiam siê, po co wyskakujesz z tym akurat teraz - powiedzia³ cicho James, po d³u¿szej chwili milczenia. – Poza tym, je¶li chcesz mi co¶ zarzuciæ, to mo¿e powiniene¶ zacz±æ od siebie. Pakujesz siê w ka¿d± mo¿liw± bójkê na ulicy, a teraz chowasz siê na my¶l o spotkaniu z Voldemortem. Mo¿e to do ciebie nie dotar³o, ale ja te¿ jestem cz³onkiem Zakonu Feniksa i mam dok³adnie takie same szanse prze¿ycia jak ty. Mówi±c pro¶ciej: najpierw martw siê o siebie, a dopiero potem praw mi wyk³ady o ostro¿no¶ci. – Ostatnie s³owa zawiera³y w sobie nutê kpiny, która nie usz³a uwadze Syriusza.
– Ja to co¶ zupe³nie innego – stwierdzi³, staraj±c siê, aby jego g³os brzmia³ twardo. – Nie ma nikogo, kim musia³bym siê opiekowaæ. Nawet je¶li kto¶ mnie zabije, to nie bêdzie mia³o ¿adnego znaczenia. Nie zostawiê na tym ¶wiecie ¿ony ani dziecka. Bachora, którego do jasnej cholery kto¶ bêdzie musia³ wychowaæ! Je¶li postanowisz kopn±æ w kalendarz, kto niby siê nim zajmie? Bo na mnie nie licz, pierdolê to.
– Nikt ciê nawet o to nie prosi – James za¶mia³ siê, chocia¿ niewiele mia³o to wspólnego z weso³o¶ci±. - My¶lisz, ¿e powierzy³bym swojego syna komu¶ takiemu jak ty? Cz³owiekowi, który nie ma pojêcia o znaczeniu rodziny, musia³bym chyba upa¶æ na g³owê! Ty nawet nie masz odwagi zwi±zaæ siê z kobieta, bo jeszcze nie daj Bo¿e w twoim ¿yciu liczy³by siê kto¶ wiêcej ni¿ ty sam.
– To takie g³êbokie, wsad¼ sobie w dupê swoje m±dro¶ci...
– Nie mam racji? Nawet siê po tobie nie spodziewam, ¿e zrozumiesz, ¿e w ¿yciu liczy siê co¶ wiêcej ni¿ parszywa egzystencja od jednego pojedynku do drugiego. Nigdy nie stara³e¶ siê ogarn±æ czego¶, co wykracza poza twoje ograniczone pole widzenia. Ja chcê walczyæ, ¿eby ta przeklêta wojna siê skoñczy³a, a ty? Masz w ogóle jaki¶ cel, co?!
- Masz racjê! - przerwa³ mu, ¶miej±c siê g³o¶no. - Niech Voldemort ze swoj± band± zabija jeszcze wiêcej osób, które znam. Wtedy bêdê mia³ du¿o satysfakcji, ju¿ taki ze mnie chory skurwysyn! Ca³y czas czekam, a¿ w koñcu dopadnie ciebie. Przy odrobinie szczê¶cia zakosi ca³± wasz± dwójkê... a nie, czekaj... trójkê. Ostatecznie zadowolê siê tylko...
Nie zd±¿y³ dokoñczyæ. James przywali³ mu piê¶ci± w twarz z si³±, która znacznie wykracza³a poza jego standardowe zdolno¶ci. Syriusz poczu³, jak trzeszcz± mu ko¶ci, po chwili stru¿ka krwi ¶ciek³a mu po brodzie, a on wyplu³ kawa³ek u³amanego zêba. Bola³o jak cholera, ale zas³u¿y³ sobie. Wiedzia³ o tym.
– Chcesz po sobie co¶ zostawiæ, tak? – szepn±³, ¶cieraj±c szkar³atn± ciecz z twarzy. – Jakie¶ górnolotne idee, mora³y, pierdo³y o mêstwie, odwadze, przyja¼ni i mi³o¶ci... w±tpiê, by to mia³o jakiekolwiek znaczenie dla dorastaj±cego bez ojca dzieciaka. Zak³adaj±c, ¿e w ogóle uda mu siê prze¿yæ z Voldmeortem poluj±cym na ka¿d± rodz±c± siê pó³szlamê.
– Co ciebie to obchodzi? – wymamrota³ James, odwracaj±c siê do niego plecami. Najprawdopodobniej chcia³ dodaæ co¶ jeszcze, ale zabrak³o mu s³ów, ¿eby to wyraziæ.

Mo¿e to i lepiej.

Komentarze
avatar
Prefix u¿ytkownikaWilena Romus  dnia 02.03.2016 18:33
By³a schadzka w krzakach, to teraz musia³a byæ te¿ k³ótnia ma³¿eñska. Nareszcie ich relacja nie wydaje mi siê sztuczna, a ich rozmowy zaczê³y przypominaæ prawdziwe rozmowy, chocia¿ James jaki¶ taki cichy jest, co¶ tam szepcze, mówi cicho, jako¶ mi to do niego nie pasuje, to mi trochê bardziej podchodzi pod jaki¶ czarny charakter, a nie Jamesa. Ucz³owieczy³a¶ Syriusza i nawet mnie zaciekawi³. Dalej go nie lubiê, dalej mnie wkurza, ale teraz przynajmniej sam w sobie jest interesuj±cy.
Bojê siê trochê, ¿e popêdzisz z tematem, bo zosta³y trzy rozdzia³y, a mam wra¿enie jakbym by³a dopiero w ¶rodku historii, a je¿eli nie w ¶rodku, to na pewno nie na jej koñcu. No ale zobaczymy.
I co? Co z Noranem? Nie bêdzie Norana? We¼ mi id¼ z tym mordowaniem potencja³u zanim jaki¶ bohater zd±¿y siê rozwin±æ. Pisz lepiej o Noranie, a nie o jakich¶ tam Syriuszach czy Aaronach.
Nie przepadam za d³ugimi rozdzia³ami, Twoje zawsze s± d³u¿sze ni¿ ¶rednia HPnetowa, ale teraz jeszcze mniej czu³am to ni¿ zwykle. Tak szybko mi to zlecia³o, jakby zaraz siê mia³o dziaæ jeszcze co¶, a tam nic. Dziwne, szczególnie, ¿e nie za du¿o tam siê dzieje.
Ogólnie podoba³o mi siê, szczególnie ¿e nie mam ochoty rzucaæ niczym w Syriusza (chyba za bardzo przejmujesz siê moimi radami), a ostatni fragment, mo¿e niezbyt oryginalny, ale tak fajnie opisany, ¿e chcê wiêcej. Wiec super!

Nie no, ¿artowa³am.
Przyczepiê siê.
Na samym pocz±tku chyba bra³a¶ udzia³ w jakim¶ konkursie na pisanie najwiêkszej ilo¶ci krótkich zdañ. Trochê mi to przeszkadza³o w odbiorze. Koniec czepiania siê.
avatar
Prefix u¿ytkownikaAlette  dnia 02.03.2016 18:52
James jest nieco bardziej dojrza³y ni¿ Syriusz i nie bêdzie siê dar³ na ¶rodku ulicy haha

Z tematem pewnie popêdzam, pewnie te¿ zakoñczenie wyda siê nie takie, jak oczekiwano, ale co ja mogê ;p Ju¿ napisa³am ;p

No i jest mi mi³o, ¿e ci siê podoba³o, mega :D W koñcu haha. A krótkie zdania to có¿... nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, tak wysz³o : D

Co do Syriusza, to oczywi¶cie, ¿e przejmujê siê twoimi radami, chocia¿ jego jako postaci, nie zmienia³am... albo inaczej - nie zmienia³am go pod wp³ywem komentarzy. On po prostu mia³ w³a¶nie taki byæ, mia³ trochê dojrzewaæ, nawet je¶li robi to niekoniecznie tak, jakbym chcia³a haha

Tak czy inaczej dziêki, jeste¶ niezawodna
avatar
Prefix u¿ytkownikaSam Quest  dnia 03.03.2016 02:10
Jestem, nie zapomnia³am o Tobie, tylko jako¶ ostatnio mam permanentny brak czasu :D
Ale jestem, przeczyta³am i komentuje.

Serio polubi³am Norana, ¶wietny materia³ na postaæ nie tylko epizodyczn±, jego opowie¶æ o Synjys mnie wci±gnê³a i minê³a ot tak.
Niby siê wiele nie dzia³o w tym rozdziale a czuje jakie¶ napiêcie, szczególnie k³ótnia Syriusza i Jamesa to moim zdaniem majstersztyk.

Niech Voldemort ze swoj± band± zabija jeszcze wiêcej osób, które znam. Wtedy bêdê mia³ du¿o satysfakcji, ju¿ taki ze mnie chory s****syn! Ca³y czas czekam, a¿ w koñcu dopadnie ciebie. Przy odrobinie szczê¶cia zakosi ca³± wasz± dwójkê... a nie, czekaj... trójkê. Ostatecznie zadowolê siê tylko...


Ju¿ Ci to wcze¶niej pisa³am kilka razy, ale ja uwielbiam takie wstawki, gdy na chwilê zapominam jak to siê. koñczy,a tu taki tekscik leci.
Moim zdaniem ta k³ótnia to jeden z lepszych momentów tego rozdzia³u, ba najlepsza chyba.
Czu³am napiêcie i te emocje które nimi szargaj±. Ciesze siê, ze nie ugrzeczni³a¶ ich i kilka bluzgów polecia³o.
Szkoda, ¿e to juz zmierza ku koñcowi, a¿ siê smutno robi na duszy. idê pop³akaæ w samotno¶ci ;(
avatar
Prefix u¿ytkownikaAlette  dnia 03.03.2016 12:46
Jeju, tak siê cieszê, ¿e ta ich k³ótnia siê spodoba³a. Ba³am siê, ¿e wyjdzie nienaturalnie i tak z ty³ka. Ale widaæ podo³a³am :D Na tyle, na ile mog³am.

Co do Norana, to zawsze staram siê, aby nawet te najmniej istotne postacie dla fabu³y mia³y swoj± w³asn± osobowo¶æ, plany, cele, wspomnienia. Jeszcze pojawi siê o nim wzmianka (co w sumie ju¿ wiesz hehe), ale na tym koniec.

Bluzgi musia³y byæ ;p Syriusz ju¿ u¿ywa³ tych kwiatków na pocz±tku, dziwnie by wygl±da³o, gdyby nagle przesta³.
avatar
Prefix u¿ytkownikaPenelope  dnia 06.04.2016 19:04
wiêc jak los bêdzie sprzyja³, "Poszukiwanie zakoñczenia" zamknê w marcu. W koñcu ;p


Los mo¿e i sprzyja³ tylko beta leniwa i bez czasu haha xD

Ogólnie opowie¶æ Norana genialna, lubiê takie opowie¶ci, nie chcesz napisaæ o tym miniaturki?? xD Przemy¶lsiz to co?

No i teraz to co wywo³a³o najwiêcej emocji, czyli k³ótnia Jamesa i Syriusza. Widaæ tu jak bardzo Syriusz widzi w Jamesie kogo¶ nawet bli¿szego ni¿ przyjaciel jakby byli braæmi i jak nie wyobra¿a sobie ¿ycia bez niego.

Ogólnie rozdzia³ bardzo dobry, zreszt± jak wszystko co piszesz xD
avatar
Prefix u¿ytkownikaBarlom  dnia 09.04.2016 00:04
Wow, ostra koñcówka... trochê mnie przytka³o... to by³o takie realne, trochê absurdalne ale to raczej cecha prawie ka¿dej k³ótni. Kiedy by³ ten moment retrospekcji my¶la³em ¿e ju¿ nic siê nie stanie, ¿e najciekawsze za mn±, a tu niespodzianka xD
Opowie¶æ o tym tajemniczym plemieniu z dziwn± magi± nurtuje mnie ju¿ od d³u¿szego czasu i w koñcu dosta³em kolejn± dawkê informacji :D
Na razie idê spaæ, ale jutro muszê dokoñczyæ t± historiê :D
avatar
Prefix u¿ytkownikaAlette  dnia 11.12.2016 20:06
Dobra, to teraz ja

Pene, los zawsze s³abo mi sprzyja, je¶li chodzi o pisanie haha. Szybko tracê zapa³ i najlepiej to mi sie chyba tworzy na raty.
Miniaturki bêdê sobie pisaæ o czym¶ innym, bardziej w stylu ff... tak myslê

Barlom, wiêkszo¶æ k³ótni to wina po obu stronach, chocia¿ nie zawsze. Tutaj zawiod³a komunikacja miêdzy nimi i to, ¿e teraz ciut inaczej prowadz± ¿ycie. Ju¿ nie s± tylko kolegami z Gryffindoru ; )

Dziêki wam bardzo za komentarze ziomki ; )
Dodaj komentarz
Zaloguj siê, aby móc dodaæ komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani u¿ytkownicy mog± oceniaæ zawarto¶æ strony
Zaloguj siê lub zarejestruj, ¿eby móc zag³osowaæ.

Brak ocen. Mo¿e czas dodaæ swoj±?
Logowanie
Nazwa u¿ytkownika

Has³o



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj siê

Nie mo¿esz siê zalogowaæ?
Popro¶ o nowe has³o
Facebook
Shoutbox
Musisz siê zalogowaæ aby wys³aæ wiadomo¶æ.

O choinka!
03.08.2026 15:12
Dziêki Hug

Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz!
01.08.2026 11:39
Racja, I will mourn old Hog forever, to ju¿ nie by³o to samo :v
I mimo ¿e ciê¿ko w te urodziny, to i tak wszystkiego naj naj, 17 mo¿na mieæ do 40 na spokojnie Love

O choinka!
31.07.2026 23:57
z innymi, bo brakowa³o mi pomys³ów, bo pogorszy³a siê moja sytuacja psychiczna i bo LYS zniknê³a bez s³owa

O choinka!
31.07.2026 23:57
Nie cierpiê urodzin Wrozka Nadal czujê siê na 17 lat, a ju¿ 26 na karku ;(

A co do poprzedniego Hog, bardzo têskniê. Nowy mniej mi siê podoba³, bo nie wysz³y mi poboczne, bo za ma³o pisa³am

Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz!
26.07.2026 20:12
Jako tako, nawet mi siê sb dzi¶ ¶ni³o xD

Wspó³praca
Najaktywniejsi

1) Prefix u¿ytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59643 punktów.

2) Prefix u¿ytkownikafuerte

Avatar

Posiada 58190 punktów.

3) Prefix u¿ytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 47342 punktów.

4) Prefix u¿ytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 45365 punktów.

5) Prefix u¿ytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 44242 punktów.

6) Prefix u¿ytkownikaA.

Avatar

Posiada 43682 punktów.

7) Prefix u¿ytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 43236 punktów.

8) Prefix u¿ytkownikaania919

Avatar

Posiada 39464 punktów.

9) Prefix u¿ytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36829 punktów.

10) Prefix u¿ytkownikaKlaudia Lind

Avatar

Posiada 34220 punktów.

Losowe zdjêcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2026 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.23