Rekord osób online:
Najwiêcej userów: 1414
By³o: 24.05.2026 16:48:00
Wspó³praca z Tactic Games
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Jak wygl±da³o ¿ycie Gauntów? Powsta³ film, który Wam to poka¿e.
>> Czytaj Wiêcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazjê spotkaæ siê w Krakowie. Jak by³o?
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Ka¿dy tatua¿ niesie ze sob± jak±¶ historiê. Jakie nios± te fanowskie, zwi±zane z m³odym czarodzie...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej
Cykl wierszy po¶wiêcony Remusowi. :)
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piêtro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Mo¿e nie powinien tego robiæ – podró¿owanie przez ró¿ne krainy w towarzystwie osoby, która przecie¿ kilka miesiêcy wodzi³a go za nos, wygl±da³o co najmniej nierozwa¿nie. Jednak choæby Syriusz zaprzecza³ przez kilka dni i nocy, i tak nie by³by w stanie udawaæ, ¿e nie lubi³ towarzystwa Natalie. Która swoj± drog± na pewno nie mia³a tak na imiê, ale postanowi³ nie rozpraszaæ tym swojej uwagi.
Nigdy nie s±dzi³, ¿e ¶wiat móg³by byæ tak piêkny i straszny jednocze¶nie. Z ka¿dej strony otacza³y ich zjawiska równie fascynuj±ce jak niebezpieczne, a Natalie ze swoj± niecodzienn± urod± idealnie wpasowywa³a siê w ten obrazek. Z ka¿dym kolejnym dniem wydawa³o mu siê, ¿e rozumie j± trochê bardziej, ale chwilê potem dziewczyna rozmazywa³a to wra¿enie, robi±c co¶ kompletnie irracjonalnego. Dla innych pozostawa³a ch³odna, ale jego zawsze obdarza³a u¶miechem prosto z Leonoscars.
Najbardziej podoba³y mu siê zachody s³oñca w górach Shira. Promienie wtedy odbija³y siê od tafli jezior i strumyków, tworz±c na niebie grê ¶wiate³, która w po³±czeniu ze z³otem nieba dawa³a niesamowity efekt. Siedzia³ wtedy zafascynowany i zapomina³ o tym, ¿e tak naprawdê nie mia³ pojêcia, w jakim kierunku Natalie go prowadzi i czy faktycznie znajd± jak±kolwiek stronê. Ona opiera³a g³owê na jego ramieniu, czasami bawi±c siê palcami jego d³oni. Pozwala³ jej na to, bo w zasadzie wcale mu to nie przeszkadza³o. Tak jak i kilka innych rzeczy, na których wspomnienie tylko siê u¶miecha³.
Pozna³ garstkê ludzi Synjys, ale ci wydawali siê zupe³nie inni ni¿ blondynka, z któr± spêdza³ tyle czasu. Wygl±dali na nieufnych i lekko zirytowanych jego obecno¶ci±. Jakby odbiera³ im co¶, co nale¿a³o do nich. Tylko jeden mê¿czyzna wydawa³ siê przyja¼nie nastawiony i chocia¿ nie chcia³ mu zdradziæ zbyt wielu szczegó³ów, to w³a¶nie dziêki niemu dowiedzia³ siê, ¿e Natalie jest jedyn± ¿yj±c± osob±, bêd±c± w prostej linii potomkiem Nyah oraz Cashile. Po us³yszeniu tej informacji Syriusz przesta³ siê dziwiæ, ¿e dziewczyna potrafi w³adaæ mocami na tym poziomie. Na swój sposób przera¿a³a go jej obecno¶æ, ale te¿ przyci±ga³a jak magnes.
– Powiedzia³a¶, ¿e ju¿ kiedy¶ siê widzieli¶my – powiedzia³ pewnego dnia, kiedy siedzia³ niedbale rozparty na krze¶le w gospodzie niedaleko tybetañskiej ¶wi±tyni. – Jeszcze zanim przyby³em do Leonoscars.
Spojrza³a na niego z lekkim zdumieniem, ale po chwili u¶miechnê³a siê lekko i wypi³a ³yk herbaty.
– To prawda.
– Dlaczego tego nie pamiêtam? – zapyta³, marszcz±c brwi. – Strasznie by¶ siê w¶ciek³, gdyby¶ siê dowiedzia³ – rzek³a, na¶laduj±c swój niewinny ton, ale tym razem nieszczególnie jej to wysz³o.
– Rzuci³a¶ na mnie zaklêcie zapomnienia?
– Nie musia³am – odpar³a. – To jest nasza zdolno¶æ, Syriuszu. Ta, któr± æwiczymy przez lata.
Kiwn±³ g³ow± ze zrozumieniem, chocia¿ nie mia³ pojêcia, o czym mówi³a. Domy¶li³a siê chyba chaosu, który mia³ miejsce w jego g³owie, bo po chwili doda³a:
– Zdolno¶æ kreowania rzeczywisto¶ci za pomoc± umys³u. Mo¿emy j± dostosowywaæ do w³asnych wymagañ, planów i celów. W ten sposób uda³o mi siê stworzyæ Leonoscars: moja wyobra¼nia uzna³a, ¿e takie co¶ istnieje, wiêc siê pojawi³o. – Oczy Syriusza rozszerzy³y siê w zdumieniu. To, o czym ona mówi³a, wyda³o mu siê nie tylko nieprawdopodobne, ale równie¿ przera¿aj±ce. – Jednak im wiêcej finezji wymaga dana my¶l, tym wiêcej energii nas kosztuje. Ja... chyba posiadam trochê wiêksze zdolno¶ci ni¿ pozostali Synjys. Dlatego mog³am wybudowaæ ca³± wioskê, nie wzbudzaj±c podejrzeñ czarodziejów w Anglii. Jednak tak naprawdê wszystko mo¿na prze³amaæ, niektóre zmiany pozostawiaj± równie¿ ¶lady, k³óc± siê z prawami logiki. To bardzo delikatna dziedzina.
– Czyli spotkali¶my siê, a ty uzna³a¶, ¿e to nigdy nie mia³o miejsca i... tyle? – Chcia³ ukryæ z³o¶æ we w³asnym g³osie, ale nie potrafi³.
– Nie, zamiast tego postanowi³am, ¿e po prostu o tym zapomnisz. Jednak twój umys³ nie potrafi³ sobie z tym poradziæ, widzia³am to... – Teraz na jej twarzy pojawi³o siê poczucie winy. Syriusz domy¶la³ siê, o czym mówi³a, ale odrzuca³ od siebie t± niewygodn± my¶l. – Tamtego dnia wyruszy³am z kilkoma swoimi do was, ¿eby dowiedzieæ siê o planach tego Lorda Voldemorta. Ca³o¶æ zakoñczy³a siê walk±, zgin±³ twój kolega. Nie mog³am pozwoliæ, ¿eby¶ o nas wiedzia³, wiêc zapieczêtowa³am to w tobie. Jednak chyba nie do¶æ dok³adnie. By³am chyba wykoñczona, ja...
– Nic ju¿ nie mów - powiedzia³ cicho. – Po prostu nic ju¿ nie mów...
Dotknê³a jego czo³a i u¶miechnê³a siê niewyra¼nie, próbuj±c udawaæ, ¿e w jej oczach wcale nie b³yszcza³y ³zy. Nie powinna teraz p³akaæ, to nie by³ odpowiedni moment. Chcia³ jej powiedzieæ, ¿eby da³a sobie z tym spokój, ale wtedy w jego g³owie pojawi³ siê obraz, który zamaza³ wszystko.
Bieg³ przez las, próbuj±c znale¼æ Caradocka. Wiedzia³, ¿e ten musia³ walczyæ gdzie¶ tutaj, ale nie potrafi³ dok³adnie wskazaæ miejsca. By³ g³upi, ¿e nie trzyma³ go przy sobie. Teraz musia³ zap³aciæ za to wysok± cenê.
¦miercio¿ercy rzucali morderczymi urokami w ka¿d± stronê, pozbawiaj±c ¿ycia drobne, le¶ne stworzenia. Nie trafili do tej pory w ¿adnego cz³owieka. Ich przeciwnicy jakby rozp³ywali siê w powietrzu.
Gdyby by³ tu James, wszystko potoczy³oby siê inaczej. Tylko, ¿e ta my¶l nie teleportowa³a przyjaciela w miejsce wydarzeñ, wci±¿ pozostawa³ tak samo nieobecny jak wcze¶niej. Syriusz musia³ sobie radziæ bez niego. Rzuca³ urokami w zwolenników Voldemorta, staraj±c siê jednocze¶nie utrzymywaæ dystans i zbli¿aæ siê do Caradocka. Tylko czy ten faktycznie tam by³?
Jeden z zamaskowanych zaatakowa³ go od ty³u i gdyby w porê nie zareagowa³, ju¿ pad³by martwy na ziemiê. Wtedy zobaczy³ jak zielony promieñ, który mia³ pozbawiæ go ¿ycia trafia w plecy ¦miercio¿ercy. Dla niego znaczy³o to tylko tyle, ¿e walcz± teraz w pop³ochu, bez planu, histerycznie. Taki rozwój wypadków móg³ skoñczyæ siê tragicznie dla ka¿dego z nich.
Wtedy to zobaczy³. Nieruchome cia³o przyjaciela le¿a³o tu¿ pod drzewem, na jego twarzy nie mo¿na by³o dostrzec ni cienia koloru, zupe³nie jakby by³...
– O Bo¿e, nie...
Pobieg³ w jego kierunku, czuj±c, jak ogarnia go przera¿enie. Zdrêtwia³y mu palce, zabrak³o tlenu w p³ucach, oczy zasz³y mg³±... ale par³ przed siebie, nie zwracaj±c uwagi na szalej±ce w powietrzu zaklêcia, które w ka¿dej chwili mog³y go zniszczyæ.
Zapewne tak by siê sta³o, bo na jego drodze stanê³o kilku zamaskowanych, gotowych do ataku. By³o mu wszystko jedno. Wcale nie chcia³ wyj¶æ st±d ¿ywy. Nie bez Caradocka.
Kiedy ¦miercio¿ercy wycelowali swoje ró¿d¿ki, ¿eby wypu¶ciæ z nich mordercze uroki, nagle krajobraz jakby siê zmieni³, a oni upadli na ziemiê, ³api±c siê za g³owy.
Tu¿ obok niego pojawi³a siê nieznajoma mu dziewczyna, o jasnych w³osach zwi±zanych w przedziwny warkocz. Nosi³a strój, który z pewno¶ci± nie pasowa³ do europejskich czarodziejów, ale nie mia³ czasu d³u¿ej siê nad tym zastanawiaæ. Chcia³ jak najprêdzej dostaæ siê do Caradocka.
– Chod¼! – Dziewczyna poci±gnê³a go za rêkê, ale on wyrwa³ siê z jej u¶cisku.
– Nie zostawiê go tu! – krzykn±³, nie ukrywaj±c ju¿ rozpaczy we w³asnym g³osie.
– Wrócisz po niego – jêknê³a i chwyci³a go mocno za rêkaw szaty. – Teraz uciekaj ze mn±.
Pobiegli wg³±b lasu, unikaj±c morderczych zaklêæ, co skutecznie ich spowalnia³o. Mo¿e i by im siê uda³o wyrwaæ paskudnym szponom ¦miercio¿erców, gdyby wybrali inn± drogê. Ta, któr± kroczyli, zaprowadzi³a ich na sam kraniec klifu, sk±d nie by³o ju¿, dok±d siê udaæ.
Syriusz odwróci³ siê i ¶cisn±³ w d³oni ró¿d¿kê, bo je¶li przysz³o mu zgin±æ, to w³a¶nie tak – walcz±c.
Pomy¶la³ o Jamesie, którego bêdzie musia³ tu zostawiæ i zrobi³o mu siê sucho w gardle. Nagle przed jego oczami zaja¶nia³ obraz tych wszystkich rzeczy, dla których warto ¿yæ. Teraz mia³ umrzeæ, a ta dziewczyna razem z nim. Nawet jej nie potrafi³ obroniæ.
Spojrza³ na ni±, ale ona klêcza³a na ziemi i mrucza³a co¶ do siebie. Z jej czo³a sp³ywa³y kropelki potu, w k±cikach ust pojawi³a siê krew. By³a wykoñczona.
Naprzeciw niego stan±³ ¦miercio¿erca, ale nie zaatakowa³, dopóki nie do³±czyli do niego jego dwaj koledzy. Wtedy dopiero skierowali swoje ró¿d¿ki w dziewczynê. Widaæ postanowili pozbyæ siê najpierw jej. Nie móg³ im na to pozwoliæ. Zaatakowa³ pierwszy.
Rzuca³ urokami jak w¶ciek³e zwierzê, nawet nie zauwa¿y³, kiedy grunt pod jego nogami zacz±³ siê waliæ. Dopiero kiedy uderzy³ plecami o tward± powierzchniê tafli wody, dotar³o do niego, ¿e ju¿ nie walczy ze ¦miercio¿ercami, ale silnymi falami morza. Nie zdo³a³ nawet wyp³yn±æ na powierzchniê, kiedy zrobi³o mu siê s³abo z powodu zimna, które zapewni³a mu lodowata ciecz. Ko¶ci, miê¶nie, p³uca... po prostu wszystko zaczê³o go boleæ jak nigdy w ¿yciu. Nie chcia³ umieraæ w tak ¿a³osny sposób.
Uda³o mu siê wydostaæ na powierzchniê, ale wtedy zda³ sobie sprawê, ¿e nie ma z nim tajemniczej dziewczyny. Zanurkowa³, próbuj±c j± znale¼æ, ale w takim szaleñstwie fal nie mia³ na to szansy. Wci±¿ ¶ciska³ w rêce ró¿d¿kê, wiêc spróbowa³ zaklêcia przywo³ania i chocia¿ za pierwszym razem w jego rêce znalaz³a siê zdech³a ryba, zaraz potem trzyma³ w ramionach roztrzêsion± blondynkê.
Przetransportowa³ ich na pla¿ê i chyba tylko cud ich uratowa³ przed ¦miercio¿ercami, którzy z pewno¶ci± musieli ich szukaæ... bo przecie¿ by nie odpu¶cili, prawda?
Wci±¿ szumia³o mu w g³owie, kiedy obserwowa³, jak blondynka wyci±ga ze swoich d³ugich w³osów wodorosty.
– Z tej perspektywy wygl±dasz nawet uroczo – powiedzia³ bez cienia u¶miechu, a ona podskoczy³a pod wp³ywem jego g³osu. Po chwili jednak na jej policzkach pojawi³ siê rumieniec, a ona u¶miechnê³a siê do niego.
Wtedy wszystko znik³o.
D³ugo nie rozmawiali. Kilka dni zajê³o mu przetrawienie tego, czego siê dowiedzia³. Dopiero wtedy zrozumia³, co Natalie mia³a na my¶li kiedy mówi³a o braku, jak o ranie, której nie mo¿na wyleczyæ. Przypomnia³ sobie te wszystkie bezsenne noce wywo³ane ubytkiem tej jednej cz±stki jego samego. Dotar³o te¿ do niego, jak potworn± zdolno¶ci± dysponowali ludzie Synjys i zacz±³ siê zastanawiaæ, czy nie skoñczy siê to tragicznie dla zwyk³ych ludzi.
– My¶lisz, ¿e Voldemort przestanie was ¶cigaæ? – zapyta³ w koñcu, siadaj±c obok niej na ³±ce.
- Je¶li straci wszelki dostêp do informacji o nas, nie bêdzie mia³ wyboru – odrzek³a spokojnie. – Noran ju¿ nam nie zagra¿a, Tchnienie nie zapewni mu tego, czego oczekuje. Leonoscars przesta³o istnieæ, my jeste¶my tutaj.
– A James i Lina?
- Wymaza³am to z ich pamiêci. Tym razem tak, jak nale¿y.
– Nie lepiej by by³o po prostu sprawiæ, ¿eby to ON o was zapomnia³?
- To nie jest takie proste. Nie ka¿dy umys³ jest dla mnie dostêpny, na pewno nie z takiej odleg³o¶ci. – Zerwa³a kilka rosn±cych chabrów i zaczê³a ple¶æ z nich wianek. – Wiem, ¿e nie bêdê mog³a trzymaæ ciê przy sobie przez wieczno¶æ, chocia¿ to by³oby...
– Wiem. Od samego pocz±tku gdzie¶ w mojej g³owie siedzia³a my¶l, ¿e ta cala misja nie ma sensu, ¿e i tak nie jestem w stanie jej wykonaæ.
– My¶lê, ¿e siê spisa³e¶. W gruncie rzeczy wszystko te¿ dobrze siê skoñczy³o...
– Na razie. Woja trwa. Muszê wracaæ do przyjació³, do ich problemów. Nie mogê ¿yæ w ¶wiecie marzeñ.
– Jestem twoim ¶wiatem marzeñ? To by³o naprawdê...
– Denne, wiem, dziêkujê – za¶mia³ siê i obj±³ j± ramieniem. Wtuli³a siê w niego, a on przygarn±³ j± jeszcze bli¿ej, jakby boj±c siê, ¿e za chwilê zniknie i ju¿ nigdy jej nie odzyska.
– Natalie... – zacz±³. – Ta ostatnia strona, ona... nie istnieje, prawda?
Przesunê³a palcami wzd³u¿ jego klatki piersiowej, a przez jego cia³o przeszed³ przyjemny dreszcz.
– Kr±¿y³y legendy o istnieniu lekarstwa na zranion± duszê, ale czego¶, co dawno temu zosta³o po¶wiêcone, nie da siê ju¿ naprawiæ. Mo¿e wiêc Cashile tak naprawdê nigdy nie istnia³, by³ tylko czê¶ci± snów Nyah. Tylko ¿e wtedy ja te¿ musia³abym pozostaæ z³udzeniem. My¶lê, ¿e po prostu na tym ¶wiecie nie istnieje co¶ takiego, jak zakoñczenie. Ka¿da ostatnia strona, mo¿e byæ równie dobrze pierwsz± zupe³nie innej opowie¶ci.
– Czyli Voldemort szuka czego¶, co nigdy nie powsta³o. Mo¿e ta ca³a misja nie by³a wcale tak bezsensowna. W ka¿dym razie szukanie sposoby na po³±czenie duszy mo¿e zaj±æ go przez jaki¶ czas...
Podró¿owali jeszcze przez jaki¶ czas, odk³adaj±c w czasie to, co by³o nieuniknione. Zdawali sobie z tego sprawê, kiedy mijali kolejne góry, wkraczali na szlaki, przep³ywali jeziora, odwiedzali osady. Jaka¶ czê¶æ Syriusza wcale nie chcia³a wracaæ do Anglii, wola³a pozostaæ w tym miejscu ju¿ na zawsze. Ta druga dawa³a mu znaæ, ¿e przecie¿ bêdzie mia³ czas siê obijaæ... po ¶mierci.
– Mam co¶ dla ciebie – powiedzia³a pewnej nocy, kiedy le¿eli razem, wpatruj±c siê w ozdobione gwiazdami niebo. Wyci±gnê³a z torby co¶ przypominaj±cego kiepsko ociosany kamieñ na rzemyku i wrêczy³a mu. – To na pami±tkê.
– My¶lisz, ¿e jej potrzebujê...? Bez tego równie¿ nie zapomnê o tym szaleñstwie...
Nie odpowiedzia³a. Zamiast tego pog³aska³a go po policzku z delikatnym u¶miechem.
– My¶l, co chcesz, mam to gdzie¶ – burkn±³. – Ale niech ci bêdzie, wezmê ten g³az, ale nawet nie licz na to, ¿e bêdê go nosi³. Pamiêtam, co o nim mówi³a¶.
Zachichota³a g³o¶no, przypominaj±c mu te dra¿ni±ce chwile, które spêdzili razem w wiosce.
– Nie ¶mia³abym o to prosiæ.
Wyci±gn±³ kamieñ przed siebie i przyjrza³ mu siê z bliska. By³ nieco inny od tego, który uda³o mu siê odebraæ Gibbonowi, mniejszy, bardziej nierówny, z wiêksz± ilo¶ci± przedziwnych znaków.
– Sama go zrobi³a¶? – zapyta³, chocia¿ zna³ odpowied¼. Natalie kiwnê³a g³ow±, uderzaj±c podbródkiem o jego klatkê piersiow±. – Ech, zdolno¶ci rze¼biarskich to ty nie masz.
– Nie rób takiej miny – powiedzia³a, patrz±c mu prosto w oczy. – Jakby by³o ci przykro, widzê to. To przecie¿ nie jest tak, ¿e ju¿ nigdy siê nie zobaczymy. Ostatecznie prêdzej, czy pó¼niej zawsze znajdujemy osoby, na których nam zale¿y...
Pewnie mia³a racjê, jak zawsze. Jednak on i tak jej nie rozumia³. ¯yli w kompletnie ró¿nych ¶wiatach, które nie mia³y szans siê po³±czyæ, przynajmniej nie dzi¶. Tylko czy warto zaprz±taæ sobie tym g³owê? W tej chwili mogli le¿eæ obok siebie, wpatruj±c siê w przeró¿ne uk³ady gwiazd i rozpoznaj±c te najbardziej charakterystyczne.
Tyle musia³o wystarczyæ.
Ma³y ch³opczyk skrzywi³ siê, wyra¿aj±c niezadowolenie z pozycji, w której aktualnie siê znalaz³. Syriusz stara³ siê nie wyra¿aæ irytacji, kiedy Lily poprawi³a u³o¿enie jego r±k. Wiedzia³ bowiem, ¿e ona równie¿ dawa³a z siebie wszystko, ¿eby nie zabraæ swojego synka z powrotem w jej kochaj±ce ramiona.
– Oby nie wyrós³ z ciebie mami synek, Harry – powiedzia³. – To by³oby bardzo ¼le. Szkoda tylko, ¿e jeste¶ taki brzydki, jak twój ojciec.
– Mów tak dalej, d³ugo nie po¿yjesz – powiedzia³ James, u¶miechaj±c siê weso³o. Syriusz zerkn±³ na Lily, w której zielonych oczach tli³a siê ¿±dza mordu.
Nowe ¿ycie to zawsze powód do rado¶ci, nawet je¶li by³o kruche. Syn jego przyjaciela by³ tak ma³y, ¿e wydawa³o mu siê, ¿e zaraz siê rozpadnie w jego rêkach. Jakby ju¿ samo to nie przera¿a³o go dostatecznie, nad t± ma³± istotk± ci±¿y³a jaka¶ kl±twa, któr± Dumbledore niejasno t³umaczy³. Nie wiedzieli, o co mu chodzi, ale jego twarz nie zwiastowa³a niczego dobrego. Postanowili jednak nie martwiæ siê na zapas.
Harry ziewn±³ potê¿nie i otworzy³ swoje malutkie oczka, ¿eby spojrzeæ na Syriusza z wyrazem sympatii tak szczerej, ¿e a¿ go zmrozi³o. To przecie¿ niemo¿liwe, ¿eby taki maluch móg³ wyraziæ cokolwiek, na pewno nawet go nie lubi³, w koñcu nie by³ jego mam±.
– W³a¶ciwie, co to jest? – powiedzia³ James, wskazuj±c na krzywo ociosany kamieñ na szyi Syriusza.
– Pami±tka z podró¿y, ka¿dy jak±¶ ma... – odpar³ zniecierpliwiony, kiedy Lily momentalnie znalaz³a siê tu¿ przy nim, ¿eby asekurowaæ bobasa.
Harry James Potter urodzi³ siê 31 lipca 1981 roku i tego samego dnia jego ojciec wraz ze swoim najlepszym przyjacielem wypili wiêcej ognistej whiskey ni¿ przez ca³e swoje ¿ycie. James postanowi³ ka¿demu spotkanemu cz³owiekowi na ulicy zakomunikowaæ, ¿e mia³ syna, a Syriusz sta³ zawsze kilka kroków dalej i ¶mia³ siê z tego durnia. Wszyscy musieli wiedzieæ.
Musia³ wiedzieæ Remus, z którym od dawna siê nie kontaktowali. Ich przyjaciel od wielu miesiêcy przebywa³ z nieznanym nikomu miejscu, ale na wie¶æ o narodzinach Harry'ego przys³a³ list z gratulacjami. Musia³ wiedzieæ Peter, który zjawi³ siê w Dolinie Godryka ju¿ kilka dni pó¼niej. Musia³a wiedzieæ siostra Lily i jej g³upi m±¿, chocia¿ Syriusz nie mia³ zielonego pojêcia, z jakiego powodu. Patrzy³, jak ci mugole zatrzaskuj± im drzwi przed nosem i nie rozumia³, dlaczego James zaczyna siê ¶miaæ. Musia³a wiedzieæ Lina, któr± Syriusz powiadomi³ osobi¶cie. W³a¶ciwie ka¿dy cz³onek Zakonu Feniksa musia³ wiedzieæ, równie¿ Frank Longbottom, który tak¿e cieszy³ siê w³asnym synkiem.
To by³o totalnie irracjonalne, ale James zachowywa³ siê tak, jakby chcia³, ¿eby ca³y ¶wiat siê dowiedzia³ o istnieniu jego syna. Niewiele mu brakowa³o do wys³ania sowy do ministra magii i profesora Slughorna ("zawsze lubi³ Lily!"). Syriusz uwa¿a³, ¿e w takim tempie informacja o istnieniu tego dzieciaka dotrze do ca³ej populacji magicznej.
Byæ mo¿e to by³o nawet dobre rozwi±zanie. Przyj¶cie na ¶wiat ma³ego Harry'ego tak znacz±co siê ró¿ni³o od wszystkiego, co ich otacza³o.
Dzia³ania Voldemorta zyska³y na sile i nic nie wskazywa³o na poprawê sytuacji. Mimo to przez ostatnie tygodnie Syriusz wpad³ w prawdziw± obsesjê spacerowania po lesie. Nie mia³ pojêcia, z czego to wynika³o, ale nie móg³ siê powstrzymaæ, jakby mia³o tam kryæ siê co¶ cennego. K³ad³ siê najczê¶ciej na znalezionej polanie i ch³on±³ specyficzne powietrze, które wydawa³o siê dziwnie znajome.
– Na podró¿e mu siê wziê³o – prychn±³ James z niezadowoleniem, wyrywaj±c tym samym Syriusza z zamy¶lenia. – Mam nadziejê, ¿e ju¿ siê nigdzie nie wybierasz...
Przez d³u¿sz± chwilê nie odpowiedzia³, tkniêty niejasnym przeczuciem. Zacisn±³ d³oñ na kamieniu, który z kompletnie niezrozumia³ego dla niego powodu znajdowa³ siê ca³y czas przy nim, niczym jaki¶ talizman przynosz±cy szczê¶cie. Nie wierzy³ w takie czary.
Mo¿e to i s³usznie, bo przecie¿ kamieñ ten nie uchroni go przed tym, co ma nast±piæ ju¿ wkrótce. Nie powstrzyma przyjaciela, zdrajcy ani wroga. Nie odwróci miejsc, czasu ani porz±dków. Nie ze¶le prawdy, nie uspokoi sumienia, nie oczy¶ci duszy.
Jednak tego Syriusz teraz nie wiedzia³. Nie zdawa³ sobie sprawy, ¿e kiedy Rogers zabierze mu tê ostatni± rzecz, która nale¿y tylko do niego, zacznie siê ¶miaæ. Nie widzia³ przysz³o¶ci, ale to dobrze. Nikt nie powinien znaæ swojej ostatniej godziny, najwiêkszej straty ani przysz³ych nieszczê¶æ. Te obecne by³y wystarczaj±ce.
– Zostanê pod jednym warunkiem – powiedzia³ w koñcu, odsuwaj±c od siebie Lily i u¶miechaj±c siê do ch³opca, który ju¿ zd±¿y³ zasn±æ w jego ramionach. Spojrza³ na Jamesa z pewn± doz± niepewno¶ci, ale prychn±³, bo przecie¿ i tak zna³ jego odpowied¼. – Chcê byæ ojcem chrzestnym.
Wilena Romus dnia 08.04.2016 21:02
. Jestem do us³ug!
Barlom dnia 09.04.2016 22:13
)
Niech twoja pewno¶æ siebie w tej kwestii ro¶nie.
lud Natalie podró¿owa³ za pomoc± antycznych bram. Syriusz dosta³ swój specjalny klucz/amulet. A co je¿eli ten "prezent" mia³ siê okazaæ kluczem do pewnego ³uku w Ministerstwie Magii? Chcia³bym uwierzyæ w to, ¿e niesamowita magia tej dziewczyny spowodowa³a, ¿e ich losy splot³y siê nierozerwalnie po drugiej stronie tego ³uku.
Sam Quest dnia 12.04.2016 08:42

Ale nadal tak szkoda trochê, ¿e to ju¿ koniec... zawsze s± jeszcze Rycerzyki. Chocia¿ co¶
Alette dnia 12.04.2016 13:01

Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
Klaudia Lind
Po pierwsze:
To by³a dla mnie przyjemno¶æ i te¿ ¿a³uje, ¿e to ju¿ koniec, chocia¿ id±c tropem Natalie nie do koñca...
Po drugie:
Nie wierzê, ¿e ju¿ nie napiszesz ¿adnego ff, to po ptrostu niemo¿liwe i ju¿...
Po trzecie:
Skupmy siê na fabule
No i koñcówka genialna, zw³aszcza to chwyci³o mnie za serce:
To takie chwytaj±ce za serce...
Po czwarte:
Gratulujê napisania tak wspania³ej opowie¶ci i wytrwa³o¶ci ;] Jeste¶ cudown± autork±, pamiêtaj o tym