Rekord osób online:
Najwiêcej userów: 1414
By³o: 24.05.2026 16:48:00
Wspó³praca z Tactic Games
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Jak wygl±da³o ¿ycie Gauntów? Powsta³ film, który Wam to poka¿e.
>> Czytaj Wiêcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazjê spotkaæ siê w Krakowie. Jak by³o?
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Ka¿dy tatua¿ niesie ze sob± jak±¶ historiê. Jakie nios± te fanowskie, zwi±zane z m³odym czarodzie...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej
Cykl wierszy po¶wiêcony Remusowi. :)
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piêtro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Na pocz±tku chcia³abym bardzo podziêkowaæ Penelope, która po raz kolejny przegl±da moje wypociny przed publikacj±, oraz Raven za Leonoscars ; )
Tê czê¶æ dedykujê Angie (powinna¶ wiedzieæ dlaczego haha)
Wpadaj±ce przez konary drzew promyki s³oñca ¶wieci³y wprost na jego twarz. Nie móg³ otworzyæ oczu, chocia¿ bardzo chcia³. Wci±¿ krêci³o mu siê w g³owie i zbiera³o siê na wymioty. Le¿a³ na wilgotnej ziemi, jednak bior±c pod uwagê, ¿e i tak by³ ca³y mokry, nie przeszkadza³o mu to w znacz±cym stopniu. Co¶ ewidentnie urz±dzi³o sobie spacer po jego brzuchu. Paj±k?
Poczu³ bolesne uk±szenie. Nieprzyjemne pieczenie rozesz³o siê po ca³ym organizmie.
– Chyba nic mu siê nie sta³o, jak my¶licie? – us³ysza³ s³odki, kobiecy g³os. Otworzy³ jedno oko.
Wpatrywa³a siê niego grupa osobliwie wygl±daj±cych ludzi. Na przedzie sta³ mê¿czyzna o gêstej, brunatnej brodzie i jasnych, niebieskich oczach. W jednej rêce trzyma³ wid³y, w drugiej kosz wype³niony nieznan± mu ro¶linno¶ci±. Nie sprawia³ wra¿enia sympatycznego: jego twarz szpeci³ sporej wielko¶ci siniec pod okien, na jego ubraniu mo¿na by³o dostrzec widoczne ¶lady krwi. Dla kontrastu zaraz za nim chowa³a siê m³oda kobieta o d³ugich ciemnoblond w³osach, zwi±zanych w lu¼ny warkocz. Mia³a ma³y, lekko zadarty nos i delikatnie ró¿owe usta, które w tamtym momencie u³o¿y³y siê w promienny u¶miech. Nieco dalej sta³a grupa wymalowanych b³otem ludzi, gdzie ka¿dy nosi³ p³aszcz wyposa¿ony w poka¼ny kaptur, który skutecznie zakrywa³ ich twarze.
– Ian! – zawo³a³ jeden z nich, wyra¼nie podenerwowany.
Kiedy spojrza³ w drug± stronê, dostrzeg³ siedz±c± na jednym z kamieni Linê, a obok niej... ch³opca...
Zaraz...
Podniós³ siê, uwa¿nie obserwuj±c zachowanie otaczaj±cej go grupy. Nikt jednak nie zareagowa³, z wyj±tkiem dziewczyny stoj±cej na przedzie, która zatrzepota³a obsesyjnie rzêsami.
– IAN! – powtórzy³ wo³anie cz³owiek, a wtedy ch³opiec wsta³ i najwolniej jak tylko móg³, podszed³ do niego. Pod wp³ywem gro¼nego spojrzenia od osoby, która najprawdopodobniej by³a jego opiekunem, wyra¼nie straci³ rezon. Ju¿ nie przypomina³ tego dzielnego i pewnego siebie wojownika. W tamtym momencie wygl±da³ po prostu jak dziecko, które najwyra¼niej co¶ przeskroba³o. Przez krótk± chwilê wbija³ spojrzenie w mê¿czyznê o gêstej brodzie, jednak ten, poch³oniêty obserwowaniem Syriusza i Liny, w ogóle nie zwraca³ na niego uwagi. Nieufno¶æ od niego bij±ca, by³a niemal namacalna.
– Co tutaj robicie?
– A gdzie jeste¶my? – zapyta³ wci±¿ zamy¶lony Syriusz. Nie potrafi³ zrozumieæ, jakim cudem znalaz³ siê na polanie, skoro by³ pewny, ¿e wpad³ do wody.
– Nie wiedz±, gdzie s±! - za¶mia³ siê jeden z mê¿czyzn. Doda³ co¶ ju¿ po cichu do osoby stoj±cej obok niego, która zarechota³a z³o¶liwie.
– Przyprowadzi³am was do Leonoscars, jak chcieli¶cie – rzuci³ ch³opiec, nazywany Ianem. Jego opiekun spojrza³ na niego ostrzegawczo, wiêc szybko cofn±³ siê kilka kroków i schowa³ za jedn± z zakapturzonych postaci.
– To jest Leonoscars? – Lina by³a wyra¼nie zszokowana. Rozgl±da³a siê na boki, próbuj±c odnale¼æ jakiekolwiek domy czy uprawiane pola. Jednak z ka¿dej strony otacza³ ich gêsty las.
– Tato, to niegrzeczne tak zachowywaæ siê wobec go¶ci – powiedzia³a dziewczyna, akcentuj±c ostatnie s³owo. Mê¿czyzna z brod± spojrza³ na ni± pytaj±co, wiêc doda³a - Stoicie nad nimi z wid³ami i ³opatami. Na pewno czuj± siê nieswojo. Zapro¶my ich do gospody.
– Natalie, przecie¿ to s± OBCY – rzek³ jej ojciec naciskaj±c na ostatnie s³owo. - Mog± byæ niebezpieczni.
– To czarodzieje tato, czym mog± nam tutaj zagroziæ? – Dziewczyna pos³a³a Syriuszowi czaruj±cy u¶miech, jednak ten w odpowiedzi skrzywi³ siê i zmarszczy³ brwi.
– Ona ma racjê, Raphael – rzek³ inny mê¿czyzna z grupy zakapturzonych postaci. – Czarodzieje nie radz± sobie bez magii, a tutaj ich ró¿d¿ki trac± moc. Nie s± dla nas ¿adnym niebezpieczeñstwem.
Pozostali pokiwali g³owami. Tylko jeden z nich jakby siê wy³ama³ i kompletnie niezainteresowany s³owami towarzyszy ¶ci±gn±³ kaptur z g³owy i spojrza³ w niebo. Ró¿ni³ siê od pozosta³ych: by³ niski i wyj±tkowo blady. Na jego twarzy mo¿na by³o dostrzec tajemnicze, czarne znaki, których Syriusz nie móg³ sobie z niczym skojarzyæ. Jednak nie wierzy³, ¿e cz³owiek wytatuowa³ je dla ozdoby. Mê¿czyzna mamrota³ co¶ do siebie, ale nikt oprócz Syriusza nie zwraca³ na to uwagi.
– Czujê siê, jakby nas s±dzili – szepnê³a cicho Lina i chwyci³a Syriusza za rêkaw kurtki. Nie odpowiedzia³. Wpatrywa³ siê w wytatuowanego mê¿czyznê, jakby jego obecno¶æ mia³a byæ dla niego wskazówk±.
– Przestañcie ju¿ – odezwa³a siê jedna z zakapturzonych osób. - Nie wiedzia³am, ¿e od dzi¶ wzbraniamy komukolwiek wstêpu do wioski.
Mê¿czyzna o gêstej brodzie, nazwany przez swoich Raphalelem, nachmurzy³ siê.
– Ale...
– Dosyæ! – Kobieta ¶ci±gnê³a kaptur z g³owy. Podobnie jak reszta mia³a d³ugie i popl±tane w³osy, jednak w przeciwieñstwie do dziewczyny stoj±cej za Raphaelem, jej twarz naznaczona by³a wieloma zmarszczkami wokó³ ust i oczu. – Nie bêdziemy tutaj staæ. Jestem g³odna, zas³u¿y³am na obiad.
– A co z naszymi go¶æmi? – zapyta³a Natalie. Wci±¿ spogl±da³a k±tem oka na przybyszów, pe³na niezdrowej ekscytacji.
– Chcieli¶my tylko dostaæ siê do Leonoscars – wtr±ci³a szybko Lina. – mamy tutaj spotkanie z... kim¶.
– TUTAJ? – Mê¿czyzna o gêstej brodzie spojrza³ na nich zdziwiony. Mia³ bardzo silny i dono¶ny g³os, pod wp³ywem którego reszta grypy jakby zmala³a. - A dlaczego akurat w Leonoscars?
– Tutaj chcia³ siê zobaczyæ, to tutaj jeste¶my – rzek³ Syriusz, staraj±c siê nie okazywaæ zdenerwowania. Nie mówi³ prawdy i obawia³ siê, ¿e ludzie w kapturach to wyczuj±. – Jak go spotkamy, to na pewno wam objawi swoje motywy. My ich nie znamy.
Mê¿czyzna wymieni³ zdziwione spojrzenie z jedn± z zakapturzonych postaci. Widaæ wci±¿ mia³ w±tpliwo¶ci i szuka³ odpowiedzi w¶ród pozosta³ych towarzyszy. Nikt jednak siê nie poruszy³, dlatego po d³ugiej chwili wzruszy³ ramionami i rzuci³:
– Osada jest za starym kasztanowcem. Je¶li ruszycie z nami, wkrótce znajdziecie siê na miejscu. Ale nie chcê tu widzieæ ¿adnego burdelu...
– Tato! – zapiszcza³a dziewczyna.
Grupa ludzi zaczê³a pod±¿aæ w kierunku lasu, a Syriuszowi i Linie nie pozosta³o nic innego, jak ruszyæ za nimi. Obydwoje byli wyj±tkowo zmêczeni, nie tylko fizycznie, ale równie¿ psychicznie. Wyprawa, która powinna trwaæ zaledwie godzinê, okaza³a siê wyj±tkowo d³uga i nu¿±ca. Nie mieli czasu na zwiedzanie, a samo dotarcie do wioski przypomina³o bardziej wycieczkê krajoznawcz± ni¿ cokolwiek innego. Przeszkoda goni³a przeszkodê, a czas ucieka³. W koñcu mieli znale¼æ Gibbona i dowiedzieæ siê, w jakim celu uda³ siê do Leonoscars. W obecnym czasie nie potrafili nawet okre¶liæ, któr± czê¶æ lasu aktualnie przemierzaj±.
– Sk±d jeste¶cie? – Nie wiadomo sk±d przed Syriuszem wyros³a drobna blondynka, która kilka minut wcze¶niej chowa³a siê za plecami mê¿czyzny zwanego Raphaelem.
– Z Londynu – rzek³a powoli Lina, obserwuj±c dziewczynê, która uwiesi³a siê na ramieniu jej towarzysza. Syriusz mia³ g³upi± minê: by³a to wybuchowa mieszanka zdziwienia, irytacji i rozbawienia. Lina pos³a³a mu z³o¶liwy u¶miech.
– Rzadko mamy tutaj go¶ci. Nikt nie lubi chodziæ po lesie. A szkoda, bo to bardzo fajne zajêcie. Mo¿na spacerowaæ i wpatrywaæ siê w niebo...
– Zaiste, bardzo ciekawe – wymamrota³ Syriusz, próbuj±c odczepiæ od siebie dziewczynê.
– ... albo zbieraæ grzyby czy zio³a. Ojciec chodzi te¿ do kopalni, ale ja to nie lubiê takich zajêæ. S± takie... ciê¿kie. Wolê jednak polowaæ. Znaczy ja nie zabijam zwierz±t, ale polujê na nich ogl±danie. Raz widzia³am stado saren i tak siê przestraszy³am, ¿e zobaczê zaraz jakiego¶ jelenia! Ma³a jestem, taki potwór móg³by zrobiæ mi krzywdê. Ale na ca³e szczê¶cie...
Westchn±³. ¯a³owa³, ¿e nie mia³ pilota, którym móg³by wy³±czyæ be³kot dziewczyny. Jej barwa g³osu by³a co najmniej irytuj±ca. Sama Natalie przyt³acza³a swoim zachowaniem, s³owami, piskiem i zapachem. Cuchnê³o od niej lasem, zio³ami i czym¶ jeszcze, czego w ¿aden sposób nie potrafi³ zidentyfikowaæ. Zmarszczy³ nos.
– No i wtedy ja mu powiedzia³am...
– W³a¶ciwie jak siê tutaj znale¼li¶my, Natalie? – Monolog dziewczyny przerwa³a Lina. – Domy¶lam siê, ¿e to jaki¶ rodzaj z³udzenia albo teleportacji.
Blondynka spojrza³a na ni± zdumiona. Najprawdopodobniej w ogóle nie rozumia³a, co kobieta do niej mówi³a.
– ¯eby dostaæ siê tutaj, skoczyli¶my z ogromnego urwiska - t³umaczy³a cierpliwie Lina. – Ale nie mam pojêcia, jak to siê sta³o. Technicznie...
– To portal – powiedzia³ ch³opiec, który najwyra¼niej uwolni³ siê od gro¼nego spojrzenia swego opiekuna. – Tu¿ nad wod±. Przenosi nas do wioski, któr± chroni magia. W inny sposób nie mo¿na siê tu dostaæ. – Zamilk³ na chwilê, jakby pogr±¿aj±c siê w zadumie. Jednak zaraz u¶miechn±³ siê z³o¶liwie i doda³: - Poza tym nie pytajcie o takie rzeczy Natalie. Ona nigdy nie opuszcza wioski.
– Opuszczam, kiedy chcê – odpowiedzia³a dziewczyna, w ogóle nie przywi±zuj±c wagi do niezbyt uprzejmego tonu ch³opca - Ale rzadko chcê. W koñcu co tam mo¿na robiæ w tym Londynie? Nic tylko gwar, ha³as, krzyki. Raz, kiedy pojecha³am tam z matk±...
Szli tak z kilkana¶cie minut, a nikt oprócz dra¿ni±cej Natalie nie przemówi³ do nich ani razu. Od czasu do czasu m³ody Ian odwraca³ siê, jakby chcia³ siê upewniæ, ¿e wci±¿ za nimi id±. Starca dalej nie by³o widaæ, jakby zapad³ siê pod ziemiê.
W koñcu ich oczom objawi³a siê wioska, chocia¿ takie okre¶lenie raczej nie oddawa³o klimatu tego miejsca. Na samym ¶rodku ogromnej polany widoczne by³o otoczone kamieniami miejsce na ognisko. Doko³a niego poustawiano pieñki, na których w tamtym momencie siedzia³o trzech mê¿czyzn ubranych w poobdzierane, zielone kombinezony. Nieco dalej mo¿na by³o dostrzec d³ugi stó³ z zadaszeniem w postaci siatki, a obok stos pouk³adanych kawa³ków drewna. Pod kilkoma niewielkimi drzewami roz³o¿ono namioty wojskowe, a na przywi±zanych do drzew sznurach suszy³o siê pranie. Wszystko wygl±da³o jak jedno wielkie obozowisko, a nie wie¶: mimo usilnych starañ Syriusz nie móg³ dostrzec ani jednego domu czy chaty. Jednak kiedy bli¿ej przyjrza³ siê namiotom, móg³ doj¶æ do wniosku, ¿e z pewno¶ci± nie by³y to mugolskie kawa³ki pozszywanego materia³u. W tym przypadku ka¿dy z namiotów unosi³ siê lekko nad ziemi±. Nie trzeba by³o byæ geniuszem, by wyczuæ magiczn± aurê wydobywaj±c± siê z tamtego miejsca. By³a jednak to aura o tyle dziwna, ¿e ze zwyk³ymi zaklêciami mia³a niewiele wspólnego.
– Sypiacie wszyscy razem? – zapyta³a dziewczynê Lina. Ta tylko zachichota³a cicho i odpar³a:
– Oczywi¶cie, ¿e nie. Tutaj ka¿dy ¶pi sam. Nikt obcy nie ma wstêpu do pokoju. Ja te¿ nie mog³abym was zaprosiæ do swojego. To niemo¿liwe. Gdyby¶cie weszli do namiotu najprawdopodobniej rozp³ynêliby¶cie siê w tej no... pró¿ni. – Ponownie zachichota³a, ale tym razem o wiele g³o¶niej. Syriusz zachodzi³ w g³owê, gdzie¿ znajduj± siê te ich "osobne pokoje", jednak ¿adne rozwi±zanie nie przysz³o mu dog ³owy. Zak³ada³, ¿e byæ mo¿e w namiotach dochodzi³o do specyficznego rodzaju teleportacji w inne miejsce. W koñcu z jednym portalem mieli ju¿ do czynienia.
Dziewczyna ci±gnê³a Syriusza w kierunku jednego z namiotów. Poczu³ lekkie rozdra¿nienie, ale i tak nie wiedzia³, gdzie mia³by siê udaæ, dlatego zda³ siê na przewodnika. Nawet je¶li tym przewodnikiem mia³a byæ kobieta o dosyæ w±tpliwej inteligencji. Lina sz³a obok niego, rozgl±daj±c siê dooko³a.
– Zapraszam – powiedzia³a do dwójki Natalie, wskazuj±c na wej¶cie.
– A co z pró¿ni±...? – zapyta³a Lina, ale dziewczyna ju¿ nie zd±¿y³a odpowiedzieæ. Sama wkroczy³a do ¶rodka namiotu i zniknê³a im z oczu.
– Skoro nie zabi³ nas skok z urwiska, to w±tpiê, by mia³o nas za³atwiæ wej¶cie do kilku pozszywanych szmat – rzek³ Syriusz do Liny. Ta wci±¿ siê waha³a, ale w koñcu kiwnê³a g³ow± i pod±¿y³a ¶ladem Natalie.
Znale¼li siê w du¿ym pomieszczeniu, które od ¶rodka przypomina³o drewnian± chatê. Mogliby przysi±c, ¿e wkroczyli do zwyk³ej gospody. Drewniane sto³y, ogromne ³awki, kilka skórzanych foteli tworzy³o specyficzny klimat londyñskiego "Dziurawego Kot³a". Brakowa³o tylko siedz±cych w k±tach goblinów. Na ¶cianach przywieszono ³by dzikich zwierz±t i to zarówno tych niemagicznych, jak w³adaj±cych niespotykanymi mocami. Niezbyt mi³e wra¿enie na Syriuszu robi³a wypchana g³owa jelenia. ¦lepia zwierzêcia niemal¿e wpatrywa³y siê w niego z wyrzutem znad baru, przy którym sta³ krótko ostrzy¿ony mê¿czyzna. Podobnie jak reszta mieszkañców Leonoscars nie wygl±da³ nazbyt czysto, chocia¿ w porównaniu do takiego Iana czy Raphaela wydawa³ siê chocia¿ w minimalnym stopniu schludny. Przemywa³ szklanki po piwie przy blaszanej misie z wod±.
W pomieszczeniu nie znajdowa³o siê zbyt wiele osób. Przy kominku siedzia³y dwie kobiety robi±ce na drutach, jedna z nich klepa³a siê po rozdêtym, ciê¿arnym brzuchu. W k±cie mo¿na by³o dostrzec zarys dwóch mê¿czyzn, pij±cych w milczeniu piwo. Przy samym barze jad³ wyj±tkowo poobijany cz³owiek. Mia³ podbite oko i spor± ilo¶æ zadrapañ na policzkach i rêkach. Wygl±da³, jakby walczy³ z rozw¶cieczonym zwierzêciem.
Natalie podbieg³a do barmana ze s³odkim u¶miechem na ustach. Uca³owa³a go w oba policzki i wskaza³a na Syriusza rêk±. Ten tylko co¶ odburkn±³ i znikn±³ za zapleczu.
– To nasza gospoda. Tutaj sobie siedzimy, jak czujemy siê samotni - powiedzia³a Natalie, odgarniaj±c z czo³a kosmyki blond w³osów. – To jest Bertram. A raczej by³, zanim znikn±³. – Ponownie zachichota³a, co Syriusz skwitowa³ uniesieniem brwi. – Teraz nikogo nie ma, bo obiady zazwyczaj jadamy samotnie. To ma nas sk³oniæ do przemy¶leñ o ¿yciu, mi³o¶ci, przysz³o¶ci, rodzinie pracy i... czego¶ jeszcze, ale zapomnia³am.
– Wszystkich obcych tak oprowadzasz, Natalie? – zapyta³a grzecznie Lina, chocia¿ w jej g³o¶nie mo¿na by³o dostrzec nutkê zgry¼liwo¶ci.
– No jasne – rzek³a z entuzjazmem dziewczyna. Niemal¿e podskoczy³a w miejscu z ekscytacji. – Tak tutaj nudno...
Wtedy z zaplecza wyszed³ barman, nios±c blaszany czajnik z wod±. Wyci±gn±³ spod lady dwa kubki, do których bez s³owa wla³ wrz±tku. Potem bez s³owa zacz±³ ponownie czy¶ciæ kufle z misy.
– Herbata dla was – zapiszcza³a Natalie.
Niewiele mo¿na by³ siê dowiedzieæ od Natalie, chocia¿ ta mówi³a bez przerwy. Wiêkszo¶æ to jednak by³ rzut s³ów bez ³adu i sk³adu i dotyczy³ codziennych, niczym siê nie wyró¿niaj±cych siê czynno¶ci takich jak zbieranie jagód w lesie latem, czy rozpoznawaniem zwierz±t po ¶ladach. Lina s³ucha³a jej cierpliwie, staraj±c siê wyci±gn±æ jakiekolwiek informacje z jej przemowy, natomiast Syriusz pi³ herbatê pogr±¿ony we w³asnych my¶lach.
Wiedzia³, ¿e jest ju¿ pó¼no i je¶li nie wyrobi± siê do wieczora, to bêd± musieli spêdziæ w wiosce noc. Pomijaj±c oczywi¶cie sam problem zwi±zany ze spaniem w lesie, on po prostu nie móg³ sobie na to pozwoliæ. Ceni³ w³asne ¿ycie, a je¶li los zatrzyma go w Leonoscars, to najpewniej je straci. Zostanie zamordowany ze szczególnym okrucieñstwem i zapewne, co najgorsze, bez pomys³u.
Powoli pub zacz±³ zape³niaæ siê lud¼mi. Nikt nie zwraca³ uwagi na Syriusza czy Linê, jakby widok obcych ludzi by³ dla nich codzienno¶ci±. Kontrastowa³o to z pocz±tkow± niechêci± miejscowych w kapturach jak i z sam± ide± ukrycia wioski w ¶rodku lasu blokuj±cego magiê. Natalie sprawia³a wra¿enie, jakby by³a w weso³ym miasteczku, a aktualnie bawi³a siê w najlepszej z karuzeli. Nieustannie wierci³a siê na krze¶le, a podniecenie niemal¿e rozsadza³o j± od ¶rodka.
Syriusz zerkn±³ w stron± baru. Mê¿czyzna z poobijan± twarz± znikn±³ w k±cie wraz z innym cz³owiekiem, który nosi³ poka¼ny, ciemnoszary kaptur. Jaka¶ grupa weso³ych kobiet podbieg³a do baru i ze ¶miechem zaczê³a zagadywaæ barmana. Zachowywa³y siê podobnie jak Natalie, z tym ¿e ich rado¶æ by³a o wiele mniej s³odka ni¿ w przypadku blondynki. Przez moment Syirusz by³ pewien, ¿e ich towarzyszka wstanie i pójdzie przywitaæ siê z kole¿ankami, bo spogl±da³a w tamtym kierunku ze zmarszczonymi brwiami. Jednak po chwili siêgnê³a po stoj±c± na stole fili¿ankê i zaczê³a s±czyæ herbatê, wpatruj±c siê uwa¿nie w Syriusza. Poczu³ siê co najmniej nieswojo.
– ¦ciemnia siê – rzuci³a Lina, patrz±c przez okno.
Jedna z dziewczyn stoj±cych przy barze rozla³a piwo na swoj± kole¿ankê. Ta tylko za¶mia³a siê weso³o i zaczê³a wycieraæ dekolt szmat± podan± przez barmana, który uwa¿nie obserwowa³ ruch jej d³oni z lekko rozchylonymi ustami. Jeden z mê¿czyzn wchodz±cych do namiotu potkn±³ siê o stoj±ce na ¶rodku wiadro, przez co wpad³ na poobijanego mê¿czyznê, który w³a¶nie w tym momencie podawa³ jakim¶ kamieñ do rêki swojego towarzysza.
Mê¿czyzna uderzy³ o ¶cianê. Jego towarzysz w ostatniej chwili zd±¿y³ uskoczyæ. Przedmiot spad³ na ziemiê i przeturla³ siê pod jedn± z szafek. Zdenerwowany towarzysz rzuci³ siê w jego kierunku i ze z³o¶ci± zacz±³ na kolanach przeszukiwaæ pod³ogê.
– Hej! – krzykn±³ Syriusz, wstaj±c. Siêgn±³ po ró¿d¿kê ukryt± w tylnej kieszeni spodni, chocia¿ wiedzia³, ¿e i tak mu siê nie przyda.
Klêcz±cy mê¿czyzna wsta³ z grafitowym kamieniem w rêku. Kaptur spad³ mu z g³owy, obna¿aj±c kwadratow± szczêkê i malutkie, czarne oczy.
Przed nimi sta³ Gibbon.
Zanim ktokolwiek zd±¿y³ choæby pisn±æ, ¦miercio¿erca rzuci³ siê w kierunku wyj¶cia z pubu. Syriusz pobieg³ za nim, rozpychaj±c ³okciami grupê stoj±cych ludzi. Jedna z chichocz±cych kobiet wpad³a na kole¿ankê i obie przewróci³y siê na ziemiê. Black jednak nie zwróci³ na nie uwagi. Przeskoczy³ przez wiadro stoj±ce na ziemi i wypad³ z namiotu.
O¶lepi³ go blask zachodz±cego s³oñca. Próbowa³ zlokalizowaæ Gibbona, ale lekko sko³owany nie dostrzega³ niczego. Chwilê pó¼niej pojawi³a siê obok niego Lina.
– Gdzie on jest? – wysapa³a.
– Tam! – krzykn±³ Syriusz i rzuci³ siê w po¶cig na uciekaj±cym mê¿czyzn±.
Nigdy nie mia³ problemów z kondycj±, jednak niekoñcz±cy siê bieg przez lasy Leonoscars by³ o wiele bardziej wyczerpuj±cy ni¿ jakakolwiek przebie¿ka po londyñskim parku. Ciê¿ko mu by³o utrzymaæ równowagê na ¶liskiej nawierzchni utworzonej z gnij±cych li¶ci. W dodatku skupiony na umykaj±cej postaci w ogóle nie zwraca³ uwagi na wystaj±ce spod ziemi korzenie drzew. Nie raz, nie dwa wyl±dowa³ na ziemi, mimo to w ogóle nie zastanawia³ siê nad ewentualnym bólem. Zanim zd±¿y³ chocia¿by pomy¶leæ, zaraz wstawa³ i bieg³ dalej. Powoli brakowa³o mu tchu, ale na ca³e szczê¶cie Gibbonowi najwyra¼niej równie¿. Lina zosta³a w tyle.
Przed nimi objawi³ siê ogromny staw o ponurym wygl±dzie, jednak ¦miercio¿erca nie zwalnia³. Kiedy Syriuszowi ju¿ siê wydawa³o, ¿e droga ucieczki dobieg³a koñca, Gibbom wskoczy³ do wody i w niej znikn±³.
Nie deliberuj±c siê nad konsekwencjami, Syriusz równie¿ rzuci³ siê do wody. Nie zd±¿y³ nawet poczuæ jej zapachu: ju¿ po chwili znalaz³ siê na ¶rodku polany. Tym razem nie by³ zadziwiony teleportacj±. W oczu rzuci³ mu siê g³az, który spotkali z Lin± na samym pocz±tku swojej wyprawy do Leonoscars, jednak nie mia³ czasu na dalsze obserwacje. Nie zastanawiaj±c siê zbyt d³ugo, rzuci³ w kierunku Gibbona urok o czerwonym promieniu. Ten b³yskawicznie go odbi³ i próbowa³ siê teleportowaæ, natomiast wtedy Syriusz powali³ go na ziemiê. Przez d³u¿sz± chwilê szarpali siê nawzajem bez u¿ycia czarów. Ró¿d¿ka jednego i drugiego le¿a³a prawie stopê od nich. Walka wydawa³a siê byæ wyrównana: Gibbon nale¿a³ zdecydowanie do osób silnych, które jednym ciosem powalaj± przeciwnika na ziemiê. Mimo to Syriusz by³ o wiele zwinniejszy od teoretycznie wiêkszego ¦miercio¿ercy, wiêc z ³atwo¶ci± unika³ jego ataków. Liczy³ na to, ¿e Gibbon w koñcu siê zmêczy, poza tym nie móg³ zrobiæ nic.
Jeden z ciosów trafi³ go prosto w nos. Poczu³ jak krew zalewa mu twarz, ale stara³ siê zignorowaæ ból. Chwyci³ ¦miecio¿ercê za skraj szaty, by ten nie zdo³a³ siê teleportowaæ, co najpewniej zamierza³ uczyniæ. W odpowiedzi Gibbon próbowa³ go kopn±æ, ale w ostatniej chwili Syriusz zmieni³ swoj± pozycjê, wiêc ogromna stopa wyl±dowa³a w bagnie. Szybkim ruchem siêgn±³ po swoj± ró¿d¿kê i wycelowa³ ni± w mê¿czyznê.
– Nie ruszaj siê, ¶mieciu – warkn±³. Gibbon zamar³. Prawdopodobnie analizowa³, jak zamiary mia³ jego przeciwnik. Nigdy wcze¶niej go nie widzia³, nie móg³ przewidzieæ, czy za chwilê niezostanie zamordowany. Sk±d niby móg³ wiedzieæ, ¿e Syriusz nie odwa¿y³y siê u¿yæ któregokolwiek z zaklêæ niewybaczalnych. – A teraz oddaj mi to, co trzymasz w rêce... Powoli!
Gibbon rzuci³ siê w kierunku swojej ró¿d¿ki. Urok, który Syriusz wyrzuci³ w jego stronê, trafi³ go, przez co ciemny kamieñ w jego rêce uton±³ w li¶ciach lasu Leonoscars. Kilka sekund, które Syriusz przeznaczy³ na obserwacjê ów przedmiotu, ¦miercio¿erca wykorzysta³ na teleportacjê. Nim Syriusz zd±¿y³ zrobiæ cokolwiek, Gibbon znikn±³.
Zakl±³ g³o¶no. Podszed³ do miejsca, w którym przed chwil± sta³ mê¿czyzna i wymaca³ kamieñ, którego Gibbon tak nieudolnie pilnowa³. Przyjrza³ mu siê. Dopiero teraz zda³ sobie sprawê, ¿e przedmiot powieszony jest na cienkim rzemyku, by³ wiêc swego rodzaju ozdob±. Na kamieniu wyryto jakie¶ dziwne, nieznane mu znaki. Nie by³y to z pewno¶ci± staro¿ytne runy, chocia¿ musia³y siê w ten czy inny sposób z nimi wi±zaæ.
– Gdzie on jest? – us³ysza³ g³os za sowimi plecami. Na polanie pojawi³a siê Lina. Trzyma³a w rêku ró¿d¿kê. By³a ca³a brudna i roztrzepana, nie prezentowa³a siê zbyt korzystnie. Oddycha³a ciê¿ko, trzymaj±c siê za bok.
– Uciek³ – rzek³ niedbale, wci±¿ przypatruj±c siê swojej zdobyczy.
– Jak to uciek³? – spanikowa³a. – Pozwoli³e¶ mu siê teleportowaæ?!
– Tak, Lina – rzuci³ zirytowany. – Stali¶my sobie na polanie, rozwiali¶my o pogodzie, kiedy on zapyta³ mnie "Syriuszu, czy móg³bym teraz pój¶æ do diab³a?", a ja do niego "Nie ma sprawy, pozwalam ci siê teleportowaæ".
– Kiepski czas do ¿artów – powiedzia³a. Rozejrza³a siê dooko³a. - Spartaczyli¶my zadanie. Mieli¶my go pods³uchaæ, ale oczywi¶cie ty musia³e¶ go ³apaæ – spojrza³a na niego z wyrzutem.
– Powiedzia³a kobieta, która zamiast zostaæ w gospodzie i otoczyæ jego towarzysza, pobieg³a za mn± - wycedzi³ przez zaci¶niête zêby. – Nie widzê sensu rozgrzebywania tego. Powiemy Zakonowi, ¿e uciek³ i koniec. Ka¿demu mo¿e wymkn±æ siê ¦miercio¿erca. Poza tym chcia³bym ci co¶...
Na polanie teleportowa³a siê trójka czarodziejów. Ka¿dy z nich ubrany by³ w identyczny strój: ciemne spodnie, sweter, czarne ciê¿kie buty i rêkawice. Jeden z nich, krótko obciêty szatyn z szarymi oczami otoczonymi przez gêste, czarne rzêsy u¶miecha³ siê z wy¿szo¶ci±. Teoretycznie by³ drobniejszy od pozosta³ych, ale bi³a od niego niesamowita magiczna aura, która parali¿owa³a nawet najodwa¿niejszych. Jego towarzysze stali jakby w jego cieniu, gotowi wykonywaæ rozkazy.
– Kurwa – wypali³ Syriusz, nim zd±¿y³ ugry¼æ siê w jêzyk.
Barlom dnia 04.04.2014 20:49

Brawo
Penelope dnia 04.04.2014 23:23
Ju¿ nie mogê siê doczekaæ nastêpnej czê¶ci, a przekomarzania Liny i Syriusza s boskie, wiêcej ich proszê 
_raven_ dnia 04.04.2014 23:37

Alette dnia 05.04.2014 07:56
monciakund dnia 05.04.2014 18:25
Widaæ, ¿e masz pomys³, nie piszesz na si³ê. Czekam na kolejne z wielga¶n± niecierpliwo¶ci±.
TenKtoregoNickuPisacNieMozna dnia 09.04.2014 22:16
Sann dnia 10.04.2014 23:51
Czekam na wiêcej, po prostu.
losiek13 dnia 22.04.2014 12:14

dobrosia1 dnia 25.10.2014 17:56
Christina dnia 23.01.2015 18:40
Katherine_Pierce dnia 29.01.2015 19:36
mam nadziejê, ¿e jeszcze siê pojawi), przed wskoczeniem do wody to te¿ nie mogli u¿ywaæ magii? Od bramy jako¶...
Sam Quest dnia 16.12.2015 13:47
Alette dnia 07.04.2016 16:10

wiadomo, ¿e w urwisku musia³ byæ haczyk, dziwnie by by³o, gdybym zabi³a bohaterów w trzeciej czê¶ci haha
Krnabrny dnia 25.05.2019 11:47
| Wybitny! | 100% | [3 g³osy] | |
| Powy¿ej oczekiwañ | 0% | [0 g³osów] | |
| Zadowalaj±cy | 0% | [0 g³osów] | |
| Nêdzny | 0% | [0 g³osów] | |
| Okropny | 0% | [0 g³osów] |
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
Klaudia Lind
¦pieszê siê niesamowicie, wiêc skomentuje jutro. Ale BOMBA!
Jestem absolutnie zachwycona. Nie wiem, co Ci siê w tej czê¶ci nie podoba³o, bo dla mnie ka¿de zdanie pasowa³o idealnie. Serio. Wiem ile czasu nad jedn± czê¶ci± siedzisz i efekt jest naprawdê niesamowity. Zazdroszczê. Piszesz jak zawodowa autorka.
Natalie jest prze¶mieszna. Wprowadzi³a do opowiadania trochê przerysowanej komedii, ale w dobrym gu¶cie. Jest taka nieco karykaturalna, ale jednak jednocze¶nie ciê¿ko jej nie lubiæ. Mam nadziejê, ¿e jeszcze siê pojawi (i to wcale nie z tego powodu o jakim pewnie pomy¶lisz).
Portale strasznie przypominaj± mi cykl powie¶ci "¦wiat Czarownic". W±tpiê, aby¶ siê na tym wzorowa³a, bo to ma³o znana w Polsce i stara seria, ale jednak normalnie jakbym siê przenios³a na moment w akcjê z tamtych ksi±¿ek. W sumie mog³aby¶ wspó³pracowaæ z ich autorem, poziom pisarski masz ju¿ odpowiednio wysoki.
Chcia³abym zakoñczyæ jakim¶ kontrastem, ale nie potrafiê znale¼æ nic z³ego w tej czê¶ci. Wiêc bêdzie to cukierowy komentarz, oh nie ;/ I bardzo dziêkujê za dedykacjê, czujê zaaaaszczyt!