Opowiadanie napisane jako realizacja zadania z HPnetowej Butelki z okazji urodzin Harry\'ego z 2018 roku.
Ze wzglêdu na fakt, ¿e jest to realizacja wyzwania z butelki pomys³ by³ realizowany wzglêdnie na szybko. Mimo to, jestem zadowolony i zdecydowa³em siê niczego nie zmieniaæ. Miniaturkê pragnê zadedykowaæ nieocenionej Lilyatte, która za pomoc± znanych sobie czarów pomog³a mi wygraæ w pojedynku z przecinkami oraz s³u¿y³a nieocenion± pomoc± w eliminowaniu b³êdów.
Egzamin z zaklêæ dobieg³ koñca, co uczniowie Hogwartu przyjêli z widoczn± rado¶ci±. Stres, który towarzyszy³ im w tak wa¿nej chwili powoli schodzi³, wszechobecne nerwy ustêpowa³y. Teraz tylko b³ogie wylegiwanie siê na s³onecznych b³oniach pod ochronnymi koronami drzew, gry w eksploduj±cego durnia, s³odycze i wyg³upy. Ostatnie chwile w zamku s³u¿y³y wszystkim, chyba tylko Hermiona ci±gle siê umartwia³a. Nie mog³a prze¿yæ, ¿e prawdopodobnie pomyli³a runê historyczn± z run± histeryczn±. Ron, którego zdaniem to ona histeryzowa³a nie móg³ tego znie¶æ, ale co mia³ zrobiæ? Dopiero siê pogodzili po ostatniej k³ótni, nie chcia³ wszczynaæ nowej. Na dodatek Harry zamiast byæ tu z nimi znowu odrabia³ szlaban u Snape'a. Jak widzê pan Potter celowo próbuje zwróciæ na siebie uwagê. On tylko przewróci³ cholerny kocio³ek i to niechc±cy! A teraz nawet nie ma z kim pogadaæ i musi s³uchaæ tej litanii skarg Hermiony. Urojonych, bo zawsze na koniec okazywa³o siê, ¿e napisa³a dobrze. Mimo to Ron robi³ dobr± minê do z³ej gry, co innego mu pozosta³o? Mo¿e spotkaj± gdzie¶ Ginny albo bli¼niaków, chocia¿ by³oby pewnie trochê fajniej.
No nie, jeszcze jedna? Zbli¿aj±c siê w okolice jeziora, znad którego nadci±ga³ przyjemny wiatr daj±cy och³odê, zauwa¿yli Sam Quest. Jednak nie by³a to Sam jak± znali albo raczej wydawa³o im siê, ¿e znaj±. Zwykle dziewczyna emanowa³a rado¶ci±, która udziela³a siê wszystkim naoko³o. To by³a jedna z tych pozytywnych, zakrêconych osób, których energia wydziela³a siê do otoczenia. Jednak nie tym razem! To by³ jaki¶ pokrêcony dzieñ. Hermiona to nic nowego, zawsze po testach by³a taka spiêta. W zasadzie nic dziwnego, ¿e zrezygnowa³a z wró¿biarstwa, ona mia³a wrodzony dar czarnowidztwa potestowego utrzymuj±cego siê ¶rednio od trzech do siedmiu tygodni! Tylko dlaczego Sam tak siê przejmuje tym wszystkim, ma ca³± twarz skrzywion±, no i jeszcze te ³zy? Nigdy oceny siê dla niej nie liczy³y...Znaczy by³a kumata i dawa³a radê, zawsze jako¶ wychodzi³a, ale... Mo¿e matka obieca³a jej co¶ fajnego za oceny i nie wysz³o? Ron kiedy¶ tak mia³, ju¿ widzia³ te ruchome figurki zawodników Armat Chudleya w jego pokoju, a tu bach! Od tamtej pory znacznie bardziej nienawidzi³ Snape'a, cz³owiek samozuo! Dodatkowo to glêdzenie w domu... Na szczê¶cie Hermiona ju¿ podchodzi³a by j± obj±æ, Ron raczej s³abo zna³ siê na dziewczynach. Niby czyta³ kilka podrêczników podrywu, ale dla niego to by³y stworzenia z innej planety, z tego no... Plutonu wojskowego. Na szczê¶cie mia³ Hermionê, mo¿e i jej ta sytuacja dobrze zrobi? Lubi³a byæ oparciem. Ju¿ prawie wyci±ga³a swoj± pomocn± r±czkê, kiedy ³adna sowa p³omykówka zaczê³a nad nimi kr±¿yæ i zrzuci³a na g³owê Hermiony (nie, wcale nie odchody, chocia¿ to by³oby efektowne, prawda?) list w grubej kopercie. Hermiona tylko westchnê³a, fuknê³a na sowê i rozerwa³a przesy³kê ze z³o¶ci±. Te ptaki to w ogóle nie maj± wyczucia! Po lekturze zawarto¶ci trochê siê speszy³a i podesz³a do Rona.
- S³uchaj, pomó¿ jej , widzisz w jakim jest stanie - mruknê³a Hermiona do Rona. Nie by³a pewna czy to odpowiednia osoba do tej misji, ale musia³a zaraz wracaæ do zamku, a nikogo odpowiedniejszego nie by³o.
- Jasne, zaraz j± pocieszê, to na pewno nic powa¿nego.
- Durniu, jak nic powa¿nego?! Tu chodzi o mi³o¶æ. - Ron ju¿ chcia³ siê odezwaæ, ale co¶ w twarzy Hermiony mówi³o mu, ¿eby lepiej tego nie robi³. Szczerze mówi±c dziewczyna mog³a mieæ racjê, w koñcu zna³a siê na tych dziewczyñskich sprawach. Aaa tam, Harry te¿ by nie ogarn±³ o co biega, co nie znaczy, ¿e Ron jest jakim¶ palantem.
- A ty? - zapyta³ z nadziej±. Przecie dziewczyna lepiej siê do takich rzeczy nadaje, no!
- Ja obieca³am Sprout, ¿e pomogê jej zasadziæ nowe grz±dki w cieplarni, ju¿ jestem spó¼niona! - powiedzia³a i pobieg³a jak ³ania w kierunku Hogwartu. Ronald sta³ w rozkroku z min± zbitego mopsa, nie wiedz±c co robiæ. Rozum mówi³: uciekaj, polegniesz, nie podo³asz. Zostañ i pomó¿ tej bia³og³owie mówi³o serce. W koñcu dzielny potomek Artura przysiad³ na rozgrzanej od upa³u trawie, podkuli³ kolana i rozwa¿a³. Cze¶æ, co siê sta³o? Nie nie pasuje. Mo¿e jako¶ pomóc? Tak, a ona ci odpowie - Zamknij siê idioto! Sam, co z tob±? Powiedziane zbola³ym g³osem? Nie no, dlaczego ojciec go takich rzeczy nie uczy³? Przecie¿ to bêdzie totalna katastrofa, zaraz wypali z jakim¶ - Co ciê gryzie Sam?, a ona walnie go w plaskacza w t± piegowat±, przystojn± twarz. Nie zd±¿y³ siê dobrze namy¶leæ, a¿ tu nagle...
- Ja my¶la³am, ¿e mu naprawdê na mnie zale¿y...¦ledzi³ mnie, chodzi³ krok w krok i wk³ada³ nos np. miêdzy ceg³y zamku, ¿ebym nie widzia³a. To by³o takie urocze, on jest taki wra¿liwy, wstydzi³ siê, a wtedy on...Nie widzia³a¶ gdzie¶ mojej ró¿d¿ki? Zrobi³a mi siê dziura w spodniach i zgubi³em, no nie mogê znale¼æ! Pamiêtaj nigdy nie nos ró¿d¿ki w tylnej kieszeni portek. Jeszcze ten zniewalaj±cy u¶miech, tyle robi³am sobie nadziei, gdy za mn± chodzi³! A on zwyczajnie ró¿d¿ki szuka³. Taki ch³opak nigdy na mnie nie spojrzy, a on tak mnie krêci od pierwszej klasy, normalnie jak smoki Hagrida...I ten jego wzrok... Co ze mn± jest nie tak? Dlaczego, dlaczego, dlaczego musia³am siê tak beznadziejnie zadurzyæ w Adersie?
Ronald wycofa³ siê cichutko na paluszkach, Sam chyba nawet go nie zauwa¿y³a. Gadanie do siebie jest trochê dziwne, ale dziewczyny ogólnie s± dziwne. A on mia³ w³a¶nie przeb³ysk geniuszu, nie ma na co czekaæ. Wbieg³ do zamku i zacz±³ szukaæ - wszêdzie, miêdzy ³ó¿kami w skrzydle szpitalnym, rega³ami w bibliotece, w Wielkiej Sali...Nawet Filch, ten z³odziej zdemaskowany przez detektywa Kocio³ka siê czepia³. Na szczê¶cie powiedzia³ mu, ¿e szuka zaginionej karmy Krzywo³apa. Wo¼ny od jakiego¶ czasu pragn±³ rozbudziæ uczucie miêdzy Krzywo³apem, a Pani± Norris wiêc oby³o siê bez szlabanu. A tylko by spróbowa³ wlepiæ, zreszt± nawet gdyby nie pan ¶ledczy wiadomo, ¿e Filch kradnie...W koñcu ostatnio za ko³nierz nie wylewa³, to by³a tajemnica Poliszynela. A np. w mugolskiej kulturze ka¿dy pijak to z³odziej, Ron wiedzia³ od Deana. Zniechêcony ch³opak rzuci³ wszystko i polaz³ do kuchni, tam natychmiast otoczy³y go ma³e, us³uszne skrzaty.
- Co tam panie Weasley? Mo¿e bananka panie Weasley? Mandarynkê panie Weasley? Serniczka panie Weasley?
- Dajcie piwa kremowego!
Natychmiast skrzaty siê rozbieg³y, a po chwili mia³ masê wyci±gniêtych r±k trzymaj±cych butelki. Zabra³ kilka, kiedy nagle jeden z d³ugouszych powiedzia³.
- Pan Yoo te¿ tu by³, bra³ kremowe na imprezê Ravenclawu. Zostawi³ ró¿d¿kê, mieli¶my mu potem oddaæ, ale mo¿e bêdziecie siê widzieæ paniczu? Lubi panicz panicza Yoo?
- Jasne - Ron siê wykrzywi³, czasem trzeba k³amaæ dla wy¿szego dobra.
Po chwili wyszed³ z ró¿d¿k± Adersa. Znalaz³ ch³opaka na b³oniach, by³ chudy, spocony, zdenerwowany i brzydki. Znaczy Aders. Ron by³ rudy jak zwykle. Wyszli przed zamek, Ron polewa³ piwo kremowe. Bez procentów, ale piwo to piwo.
- No nie, nigdy ju¿ nie znajdê, zostanê mugolem, kur³a Ron! - ¿ali³ siê Aders, który nie radzi³ sobie z t± sytuacj±.
- Spokojnie, a dziewczyny? Krêcisz je jak nikt - powiedzia³ Ron, któremu takie ³garstwo ledwie przesz³o przez usta.
- Ale bez ró¿d¿ki? Która by mnie chcia³a bez ró¿d¿ki? - powtarza³ siê Aders, to by³ prawdziwy nudziarz. Nudny jak wyk³ady Binnsa albo i bardziej, co za ch³op. Gdyby nie to, ¿e Ronowi by³o ¿al Sam... Swoj± drog±: co ona w nim widzia³a?
- No jak? Taka Sam Quest! Jestem pewien, ¿e dos³ownie oszala³a na twoim punkcie.
- Tak my¶lisz? Niby Sam nie taka z³a, ale muszê to przemy¶leæ. W koñcu nie mogê siê spotykaæ z byle kim.
- No tak stary, tak, ale ja bym siê nie zastanawia³ za d³ugo. Ostatnio Gordian mówi³, ¿e to super laska, a wiesz jak one za nim lataj±. Jak Kie³ za ko¶ci±!
- Gordian? No co ty powiesz? -
- Sorry, ale muszê lecieæ.
Ronald pobieg³ tak szybko, jakby mia³ motorek w tylnej czê¶ci uk³adu pokarmowego. Dwa razy siê przewróci³, ale czego siê nie robi dla przyjació³. Sam by³a w tym miejscu co wcze¶niej, nadal zalewa³a siê ³zami, nied³ugo zapewne zape³ni³aby jezioro...
- Sam, masz! - krzykn±³ rado¶nie podaj±c jej ró¿d¿kê Adersa.
- Co to? - zapyta³a zdumiona dziewczyna, która na moment nawet zapomnia³a, ¿e jest zrozpaczona.
- Ró¿d¿ka Adersa. Dasz mu i ciê pokocha! Zobaczysz, bêdzie piêknie!
- Och, Ron, dziêkujê - odpar³a i rzuci³a mu siê na szyjê. Zaczê³a grzebaæ w zawieszonej na ramiê torbie i wyjê³a z niej du¿o przedmiotów, których nazw Ron nie zna³ i które wygl±da³y dziwnie. Chyba do makija¿u. Ron sobie polaz³, a Sam zaczê³a majstrowaæ przy swojej twarzy, aby dobrze wygl±daæ dla ukochanego. Szybko go znalaz³a, pi³ sobie piwo kremowe. Sam uwa¿a³a, ¿e picie piwa kremowego jest takie...mrrrau...Normalnie on jest taki...mrrrauuu
- Znalaz³am twoj± ró¿d¿kê - powiedzia³a Sam wyjmuj±c j± zza pazuchy.
- Super - odpar³ Aders i rzuci³ siê jej w ramiona - Mo¿e wyjdziemy gdzie¶ razem? Co powiesz na randkê u pani Puddifot? - zaproponowa³, wci±¿ pamiêtaj±c co mówi³ rudy. Nawet Gordianowi siê podoba, no no.
- Och super, od dawna mi siê podobasz.
5 lat pó¼niej
Szanowny Panie Weasley,
Z rado¶ci± zapraszamy do radosnego uczczenia wraz z nami najwspanialszego dnia w naszym ¿yciu. 25 lipca 2023 nasze serca i rodziny po³±cz± siê na wieczno¶æ przed obliczem magii i Mistrza Ceremonii.
Nieziemsko Zakochani,
SamQuest wkrótce Yoo
oraz
AdersYoo
No có¿, ja nie jestem zwolenniczk± opowiadañ dotycz±cych strony i u¿ytkowników, ale to nie jest najgorsze. Masz ciekawy styl i ³adnie budujesz zdania, co zawsze jest na plus.
No i dziêkujê za wspomnienie o mnie, chocia¿ je¶li mam byæ szczera teraz i tak widzê, ¿e kilka przecinków mi umknê³o.