Witam wszystkich w pierwszym rozdziale mojego ff. Jest ono z perspektywy wymy¶lonej przeze mnie postaci. W opowiadaniu wystêpuj± postacie moje postacie jak i te Rowlingowskie. Akcja toczy siê w czasie 3 czê¶ci HP, czyli tej, która obowi±zuje na stronie.
1 wrze¶nia 1993 roku.
Drogi pamiêtniku...?
Bo¿e nie, co ja pisze, czujê siê jak jaka¶ chora nastolatka, któr± nie jestem. Jestem do cholery ch³opakiem i to nawet zdrowym psychicznie, poniek±d. Tak, jestem ch³opakiem. Tak, piszê pamiêtnik.
Mniejsza o to. W³a¶nie siedzê w poci±gu. Ale nie byle jakim poci±gu, bowiem siedzê w³a¶nie w magicznym poci±gu Hogwart Expres, który zmierza w kierunku szko³y, która te¿ nie jest zwyk³± szko³±. Jadê do Hogwartu, szko³y dla czarodziejów i czarownic. To ju¿ mój pi±ty rok.
W tym w³a¶nie momencie siedzê w przedziale, sam i piszê do pamiêtnika, poniewa¿ nie mam do kogo nawet otworzyæ ust. Bo tak siê sk³ada pamiêtniczku, ¿e mojego jedynego przyjaciela zostawi³em w Londynie, gdy¿ jest on mugolem, nie czarodziejem tak jak ja. My¶li, ¿e jadê do jakiej¶ nowoczesnej szko³y z internatem, co w sumie jest po czê¶ci prawd±. Têsknie za Lukiem.
Z pisania wyrwa³ mnie d¼wiêk otwieraj±cych siê drzwi od przedzia³u, spojrza³em w ich stronê i zobaczy³em jak jaki¶ ch³opak wchodzi i siada na fotelu na przeciw mnie. Zdziwi³o mnie to trochê, zawsze wchodzê do pustego przedzia³u i nikt nawet nie my¶li o tym, ¿eby do niego wej¶æ, poniewa¿ wszyscy wol± znale¼æ swoich przyjació³ i siedzieæ z nimi. Pierwszoroczniaki te¿ nie wchodz± do mojego przedzia³u, bo chyba krêpuj± siê siedzieæ same z starszym, obcym uczniem.
Pozna³em ch³opaka od razu. By³ to Daniel Willson, br±zowow³osy ch³opak z równie br±zowymi oczami, którego nie raz widzia³em w dormitorium i w Wielkiej Sali przy stole. Tak jak ja by³ Gryfonem, ale zamienili¶my ze sob± w sumie jakie¶ piêæ zdañ. W sumie tak jak z wieloma osobami w Hogwarcie.
- Przepraszam, ale w innych przedzia³ach nie by³o miejsca, chyba zbytnio nie przeszkadzam?- U¶miechn±³ siê uroczo, a moja sowa w klatce zahuka³a na widok jego kota.
- Nie, jest okay - odpowiedzia³em i spojrza³em na pamiêtnik. Przy nim chyba nie bêdê tego pisa³.
Po co w ogóle pisze w tym pamiêtniku? Chyba tylko dlatego, ¿e jestem samotny. Ale to przecie¿ obciach. Straszny obciach. Ale nikt nie musi wiedzieæ.
- Y... Jak tam wakacje? - zapyta³, przerywaj±c ciszê pomiêdzy nami.
¦wietnie, wiesz? U¶wiadomi³em sobie, ¿e chyba wolê ch³opaków, a na koniec pok³óci³em siê z moim najlepszym przyjacielem o to, ¿e znowu wyje¿d¿am do "tej g³upiej szko³y" i zostawiam go na ca³y rok. Nie moja wina, muszê siê uczyæ w Hogwarcie.
- Nie¼le.
- Tylko "nie¼le"? Nie opowiesz nic wiêcej? - zapyta³ ch³opak. Ugh, jak ja nie lubiê takich ludzi.
- Wakacje jak wakacje. - Wzruszy³em ramionami i skierowa³em g³owê w stronê okna. W³a¶nie przeje¿d¿ali¶my obok jakiego¶ jeziora. - A jak twoje?
- Moja za to bardzo fajnie, rodzice byli dumni z moich wysokich SUMów, wiêc zabrali mnie na tydzieñ do Grecji. Moja babcia tam mieszka.
- To ¶wietnie.
Merlinie, czemu jestem taki wredny dla niego. Pyta siê tylko jak tam wakacje, stara siê byæ mi³y. Nicolas, u¶miechnij siê, powied¼ co¶ mi³ego.
- £adn± masz... szatê.
Naprawdê? Szatê? Co ja gadam. Zarumieni³em siê a¿ z mojej g³upoty.
- Dz-dziêki. Wzajemnie.
No i zwali³e¶ sprawê, zwali³e¶ wszystko po ca³o¶ci.
***
- GRIFFINDOR! - krzyknê³a Tiara Przydzia³u, a do naszego sto³u podbieg³ kolejny pierwszoroczniak weso³o witany przez starsze roczniki.
Oczywi¶cie jednym z najhuczniej witaj±cych by³ Percy Weasley, nasz prefekt. Jeszcze kilku pierwszaków i Drops pozwoli nam je¶æ. Rozejrza³em siê po drugiej stronie sto³u, jakie¶ 3 siedzenia ode mnie siedzia³ Daniel rozmawiaj±c ze swoim wspó³lokatorem Jamesem. U¶miecha³ siê, ¿artowa³, zachowywa³ siê ogólnie jak wszyscy przy naszym stolê. Chyba tylko ja z nikim nie rozmawia³em. Nie raz s³ysza³em, ¿e nadawa³bym siê bardziej do Slytherinu. Powinienem to wzi±æ za obelgê, ale chyba maj± racjê.
- Dobrze - zacz±³ Dumbledore - wszyscy pierwszoroczni s± ju¿ przydzieleni do swoich Domów, wiêc mo¿emy zacz±æ ucztê. ¯yczê wam wszystkim roku pe³nego osi±gniêæ magicznych - powiedzia³ i wszyscy niemal od razu rzucili siê na jedzenie. Ja te¿ na³o¿y³em sobie trochê kurczaka i ziemniaków. Wszystko popi³em oczywi¶cie sokiem dyniowym. Nie mog³em siê powstrzymaæ od zjedzenia sporego deseru, wiêc po godzinie by³em ju¿ wype³niony po brzegi, tak jak i reszta uczniów. A¿ dziwne, ¿e w tym Hogwarcie nie przyty³em.
Kiedy uczta siê skoñczy³a, wszyscy rozeszli siê do swoich dormitoriów.
- Hej, chod¼cie wszyscy!- zawo³a³ Percy, a ca³y Gryffindor zacz±³ go s³uchaæ. - Z powodu tego, ¿e w tym roku mamy ca³kiem sporo pierwszorocznych, trzeba bêdzie pozamieniaæ kilka pokoi...
Nie!, pomy¶la³em tylko. Jestem sam w pokoju, tak jako¶ siê trafi³o, ¿e nie by³o nikogo do pary albo do czwórki, wiêc ja postanowi³em byæ tym odwa¿nym i siê po¶wiêciæ, by mieszkaæ samemu. Mia³em wtedy spokój, mam nadziejê, ¿e to siê nie zmieni.
- ... a Nicolas idzie do dwójki razem z Danielem - powiedzia³ rudy, a moje ¿ycie leg³o w gruzach. Dobrze, ¿e to na niego pad³o. Daniel nie jest a¿ taki z³y.
W tym momencie podszed³ do mnie z u¶miechem.
- I co, wspó³lokatorze?
- Jako¶ to prze¿yje - odpowiedzia³em, a on tylko siê za¶mia³.
***
Trafi³ siê nam naprawdê ca³kiem niez³y pokój. Mieli¶my w³asny kominek, nawet wannê i prysznic do wyboru w ³azience. Po³o¿y³em kufer na ³ó¿ku i zacz±³em wyjmowaæ wszystkie potrzebne rzeczy. Mieszkanie z Danielem mia³o jeszcze jeden warunek. Ka¿dy czarodziej móg³ mieæ zwierz±tko, ja mia³em swoj± sowê , on mia³ kota, a koty za bardzo nie przepadaj± za sowami.
Jednak¿e ten by³ taki uroczy, czarny z zielonymi oczami i malutki, ¿e a¿ tak mocno siê nie z³o¶ci³em. A mój wspó³lokator w³a¶nie bawi³ siê z nim na ³ó¿ku. On te¿ wygl±da³ teraz tak uroczo, ¿e u¶miechn±³em siê sam do siebie i kontynuowa³em rozpakowywanie siê.
- Jak siê nazywa? - zapyta³em, w³a¶nie wyci±gaj±c z kufra kocio³.
- Ale kto?- spojrza³ na mnie ze zdziwieniem.
- No kot. - Za¶mia³em siê.
- A... Vincent.
- £adnie.
- Vincent dziêkuje, a twoja sowa? - Kot zacz±³ szturchaæ ³apk± jego rêk±, domagaj±c siê, ¿eby wróci³ do zabawy z nim.
- Bianca. - Kiedy us³ysza³a swoje imiê, zatrzepota³a skrzyd³ami i zahuka³a.
***
- Naprawdê pierwsz± lekcj± w tym roku musz± byæ eliksiry ze Slytherinem? Czemu los musia³ mnie tak pokaraæ?- jêcza³ Daniel po drodze do lochów.
- Przecie¿ nie tylko ty musisz na t± lekcje chodziæ. Los pokara³ ca³y piaty rocznik Griffindoru. - Za¶mia³em siê, choæ wcale nie by³o mi do ¶miechu.
Z nauczycielem eliksirów Snape'em , tak samo jak z uczniami Slytherinu, nie da³o siê wytrzymaæ. Weszli¶my do klasy, zajêli¶my jakie¶ wolne miejsce jak najdalej tych wê¿y i zaczêli¶my s³uchaæ nauczyciela.
- Dzisiaj nauczymy siê jak sporz±dzaæ Eliksir Zamra¿aj±cy. Po wypiciu go ka¿da komórka naszego cia³a zostaje zamro¿ona. W zale¿no¶ci od mocy wywaru i jego ilo¶ci zale¿y jak d³ugo bêdziemy zamro¿eni. Mo¿e to trwaæ przez kilka godzin, dni, a nawet lat. Oczywi¶cie istnieje zaklêcie, które nas odmra¿a i musi byæ one wypowiedziane przez innego czarodzieja...
S³ucha³em co mówi nietoperz, próbuj±c siê w miarê skupiæ, ale ¶rednio mi to dzisiaj jako¶ wychodzi³o, mo¿e to dlatego, ¿e to pierwsza lekcja w tym roku, a mo¿e dlatego, ¿e Daniel tak piêknie wygl±da s³uchaj±c tego palanta... Co?! Nie, dobra Nicolas, skup siê.
- Do stworzenia wywaru potrzebny bêdzie w±s trolla górskiego, piêæ kwiatów mniszka lekarskiego... - zapisa³em wszystkie sk³adniki.
- Lacarnum Inflamate! - Podpali³em zaklêciem wêgle i postawi³em kocio³ek z wod±, aby zaczê³a wrzeæ, potem wrzuci³em wszystkie potrzebne rzeczy i zacz±³em mieszaæ. Ten eliksir trzeba gotowaæ bardzo krótko, ¿eby...
- ¦wietnie Danielu, 5 punktów dla Gryffindoru - powiedzia³ Snape.
Ale kiedy on to zrobi³? Jak?
- Yyy... Nicolas?- powiedzia³ cicho br±zowow³osy, kiedy nauczyciel ju¿ odszed³. - Chyba ci siê co¶ przypala.
- Co?! - Spojrza³em na kocio³. - O cholera.
3 wrze¶nia 1993 roku.
Drogi Pamiêtniczku,
Bardzo przepraszam Ciê za to, co zrobi³ ci Vincent, ale jako¶ da³o siê naprawiæ t± ok³adkê. Przepraszam te¿ za to, ¿e nie pisa³em przez te dwa dni. Wiesz co? Jednak mam ju¿ dwóch przyjació³, przepraszam trzech, zapomnia³em o tobie. Chyba bêdzie to najfajniejszy rok w Hogwarcie jak dotychczas.
Ju¿ lecê muszê nakarmiæ Biancê i pomóc Danielowi w zielarstwie (przynajmniej w tym jestem od niego lepszy). A! I nadal uwa¿am, ¿e jeste¶ obciachowy, nie ³ud¼ siê.
Ogólnie do¶æ ciê¿ko mi siê czyta³o. Za ma³o opisów, za du¿o dialogów.
No i jako¶ nie kumam o co chodzi z tymi pokojami? przecie¿ nie by³y one do pary czy co¶, jeden rocznik mia³ jedn± sypialniê dla ch³opaków i jedn± dla dziewczyn, i chyba sypialnie wygl±da³y podobnie, lub tak samo. Oczywi¶cie, na rzecz swojego ff masz prawo to zmieniæ, ale trochê to razi :/
Od kiedy Snape daje punkty gryfonom?
A i tak ¶rednio mi siê podoba to, ¿e tak szybko nazwa³ nowych kumpli przyjació³mi. Takich relacji nie tworzy siê w jeden dzieñ.
Czekam na drug± czê¶æ, bo mimo wszytko jestem ciekawa co wymy¶lisz.