Rekord osób online:
Najwiêcej userów: 1414
By³o: 24.05.2026 16:48:00
Wspó³praca z Tactic Games
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Jak wygl±da³o ¿ycie Gauntów? Powsta³ film, który Wam to poka¿e.
>> Czytaj Wiêcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazjê spotkaæ siê w Krakowie. Jak by³o?
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Ka¿dy tatua¿ niesie ze sob± jak±¶ historiê. Jakie nios± te fanowskie, zwi±zane z m³odym ...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ dec...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ dec...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej noc...
>> Czytaj Wiêcej
Cykl wierszy po¶wiêcony Remusowi. :)
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej noc...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêc...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêc...
>> Czytaj Wiêcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piêtro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Aniel by³a drobn±, jasnow³os± dziewczynk± o rozbieganych, niebieskich oczach. Zawsze u¶miechniêta, radosna, pe³na energii zna³a swój dom jak w³asn± kieszeñ. Przez jedena¶cie lat zd±¿y³a w¶ciubiæ nos w ka¿d± dziurê i do ka¿dej szafy na obu piêtrach. Pozostawa³a tylko jedna zagadka: tajemnicze drzwi w korytarzu naprzeciwko lustra. Aniel wiedzia³a, ¿e co¶ tam jest. Mama czêsto podchodzi³a do tego miejsca, macha³a ró¿d¿k±, a zielona ¶ciana zaczyna³a siê wybrzuszaæ, by po chwili przybraæ kszta³t drzwi. Wiêkszo¶æ dzieci pomy¶la³aby, ¿e to tak samo fascynuj±ce, jak dziwne, ale nie An. W koñcu jej rodzicielka skoñczy³a szko³ê magii i czarodziejstwa. Nie raz znika³a w kominku, czy czyta³a gazety z ruchomymi zdjêciami. Dziewczynka nie uwa¿a³a, ¿e jest w tym co¶ nadzwyczajnego, przecie¿ widzia³a takie rzeczy codziennie, sama nawet podró¿owa³a przy u¿yciu proszku fiuu, najczê¶ciej do domu dziadków ze strony matki. Tam to siê dopiero dzia³o! W wielkim ogródku dzieci lata³y na miot³ach, gonione przez w¶ciek³e pi³ki, a do sto³u nakrywa³ skrzat o wielkich uszach i wyci±gniêtej skórze. Nie przepada³a za tymi wizytami. Kocha³a dziadków, kuzynów, lubi³a patrzeæ na w¶ciek³ego kamerdynera, kiedy nazywa³a go gnomem ogrodowym, ale rodzice zawsze kazali jej graæ w quidditcha. Tego wrêcz nienawidzi³a.
"Miot³y s± do zamiatanie, a nie latania" powtarza³a. Po jakim¶ czasie dali jej spokój, bo za ka¿dym razem, gdy czu³a, ¿e traci grunt pod nogami, wrzeszcza³a i l±dowa³a z obra¿on± min±.
- Mo¿e jednak spróbujesz? - pyta³ tata przynajmniej kilka razy przy ka¿dej wizycie u czarodziejskiej rodziny. Gdy odmawia³a, patrzy³ na ni± ze smutkiem, a potem kaza³ te¶ciom opowiadaæ co ciekawsze historie z Hogwartu. Sam by³ mugolem. Z Margaret - matk± An - poznali siê na wakacjach, gdy mieli po dwadzie¶cia lat. Na pocz±tku by³ przera¿ony, gdy dziewczyna oznajmi³a mu, kim naprawdê jest. Po kilku "cichych" dniach w zwi±zku poprosi³, ¿eby siê spotkali. Kobieta bardzo siê ucieszy³a, chcia³a mu daæ czas na przetrawienie tej informacji, a z ka¿dym kolejnym dniem milczenia, ogarnia³ j± strach, ¿e straci³a mi³o¶æ ¿ycia. Jednak w koñcu siê odezwa³! Co najwa¿niejsze, nie brzmia³, jakby planowa³ spaliæ j± na stosie. To by³ dobry znak. Tamtego dnia siê o¶wiadczy³. Zgodzi³a siê i przez godzinê byli najszczê¶liwszymi lud¼mi na ¶wiecie.
- To co teraz? - zapyta³ Ed, gdy spacerowali po Pary¿u (narzeczona zafundowa³a im ekspresow± podró¿ do miasta zakochanych). Trzyma³ j± za rêkê, czuj±c pier¶cionek pod palcami i ekscytowa³ siê jeszcze bardziej, ni¿ w momencie klêkania w kawiarni.
- Trzeba bêdzie powiedzieæ twoim rodzicom. My¶lê, ¿e mo¿e pój¶æ z nimi trochê ciê¿ej ni¿ z tob± - za¶mia³a siê.
- Ale... co ze mn±? Zostanê czarodziejem, tak? Bêdê taki jak ty?
Nie odpowiedzia³a. Patrzy³a na niego zdziwiona. Co mu przysz³o do g³owy? Chcia³ nauczyæ siê magii przez ¶lub? Wyraz na jej twarzy wystarczy³, ¿eby szczê¶liwy facet z b³yskiem w czarnych oczach, zmieni³ siê w swoj± smutn± karykaturê. Przesta³ siê u¶miechaæ, przygarbi³ nieco, nawet ciemne w³osy opad³y na czo³o, jakby i one straci³y si³y.
Uwielbia³ s³uchaæ historii o magii i obserwowaæ jej dzia³anie, ale to by³o tak samo fascynuj±ce, jak smutne. Pokazano mu, ¿e istnieje inny ¶wiat, ¿e jest wspania³y, a potem zatrza¶niêto drzwi. Czu³ siê jak dzieciak w sklepie z zabawkami: ogl±daj, ale nie dotykaj. W takich chwilach pociesza³ siê my¶l±, ¿e mo¿e kiedy¶ bêdzie mia³ magiczne dziecko, kupi mu miote³kê, nauczy graæ w quidditcha (a raczej Margaret tego nauczy), potem wy¶l± szkraba do Hogwartu...
Jednak Aniel nie by³a taka, jak± wyobra¿a³ sobie ojciec. Mimo to kocha³ j± ca³ym sercem. Jak mo¿na nie darzyæ mi³o¶ci± takiego anio³ka? O takich samych w³osach, rozmarzonym u¶miechu i ogromnej energii, jak± tryska³a jej matka? Kocha³, chocia¿ ¿a³owa³ czasem, ¿e ma³y urwis swojej nadpobudliwo¶ci nie zu¿ywa na ulubiony sport ojca. Czêsto zawozili dziewczynkê do dziadków, ¿eby przebywa³a z innymi dzieæmi czarodziejów. Ona jednak wola³a rodziców Edmund. Uwielbia³a siedzieæ obok babci i uczyæ siê szyæ. Kaleczy³a przy tym drobne r±czki, ale cieszy³o j± to jak nic innego. Mo¿e poza lekcjami je¼dziectwa, na które zabiera³ j± dziadek. Rodzice pokazali jej kiedy¶ hipogryfa, ale ¿adne zwierze nie zas³ugiwa³o na jej dzieciêc± mi³o¶æ tak bardzo jak koñ. Zwyk³y, mugolski koñ.
Pewnego sierpniowego dnia, Aniel biega³a po domu w nowych je¼dzieckich butach i kasku. Dosta³a je od dziadka i nie mog³a doczekaæ siê, a¿ w nowych rzeczach dosiêdzie ulubionego rumaka. Stanê³a przed lustrem w korytarzu i z zadowoleniem przygl±da³a siê odbiciu. Wygl±da³a profesjonalnie, jak rasowy d¿okej. Wyobrazi³a sobie wy¶cig, w którym mknie obok przeciwnika, a po zaciêtej walce zwyciê¿a. Unios³a rêce trzymaj±c w nich niewidzialny puchar i zamar³a. W lustrze zobaczy³a drzwi pokryte tapet±. Pierwszy raz, od czasu kiedy siê tam pojawi³y, by³y uchylone. Nie lubi³a ich, jakby czai³o siê tam co¶ z³ego, chocia¿ jedyne co wiedzia³a o znajduj±cym siê po drugiej stronie pomieszczeniu, to to, ¿e nie wolno jej tam wchodziæ i ¿e pracuje tam mama. Od kilku lat Marg znika³a za ¶cian± i za dnia prawie wcale nie wychodzi³a. Sobota, niedziela, ¶wiêto - dzieñ w dzieñ bra³a kubek z kaw±, macha³a ró¿d¿k± i nie by³o po niej ¶ladu.
To zaczê³o siê jako¶, kiedy An by³a chora. Czu³a siê ¶wietnie, mia³a wtedy chyba sze¶æ lat, ale mimo dobrego samopoczucia, rodzice ci±gle zabierali j± do uzdrowicieli albo innych m±drych ludzi. Je¼dzili po ca³ej Anglii odwiedzaj±c gabinety pe³ne s³oików, ksi±¿ek i przeró¿nych instrumentów. Kilkuletnia dziewczynka nie mia³a pojêcia co siê dzieje, ale rodziców wyra¼nie to niepokoi³o. Byli smutni, cisi, pocieszali j±, a ona nie wiedzia³a dlaczego. Mama czêsto p³aka³a, a tata chodzi³ jak struty, a¿ w koñcu pewnego dnia Margaret zaczê³a znikaæ za tajemniczymi drzwiami, a po przyjêciu urodzinowym, kiedy Aniel skoñczy³a jedena¶cie lat, na dobre zniknê³a. Wychodzi³a ze swojej kryjówki tylko po jedzenie, a jej domowe obowi±zki przej±³ tata. An nienawidzi³a tego. Przede wszystkim ojciec paskudnie gotowa³, ale brakowa³o jej równie¿ rodziny. Wspólnych wyjazdów, posi³ków, zabawy. Nie lubi³a tych drzwi.
Poprawi³a kask, odetchnê³a i wsunê³a siê do ¶rodka, w paszczê lwa. W ciemno¶ci poczu³a stopnie pod nogami. Schodzi³a po omacku, czuj±c ucisk w ¿o³±dku, chocia¿ powtarza³a sobie, ¿e nie mo¿e jej siê staæ nic z³ego. Tam przecie¿ pracowa³a mama, czyli by³o to miejsce bezpieczne. Po kilkunastu schodkach zauwa¿y³a ¶wiat³o przed sob±. Na dole, w¶ród zielonkawej mg³y, sta³a Marg. Przed ni±, na stoliku wala³y siê fiolki, s³oiki, naczynia i ksiêgi. Ca³e pomieszczenie zasnute by³o cuchn±cymi oparami. Jeden z kocio³ków le¿a³ przewrócony na pod³odze, wycieka³a z niego czarna ma¼. W innym rzuconym w k±t p³on±³ ogieñ.
Kobieta nie zauwa¿y³a córki. Podesz³a do szafki pod kamienn± ¶cian± i zaczê³a w niej szperaæ. Wyci±ga³a ró¿ne probówki i pude³ka, ogl±da³a, krêci³a g³ow±, po czym odk³ada³a je na miejsce.
- Prawie! - krzyknê³a w koñcu, a An, która w³a¶nie zagl±da³a do le¿±cej na stole ksiêgi, podskoczy³a. By³a pewna, ¿e zaraz spotka j± kara za zagl±danie tam, gdzie nie powinna. Jednak matka nie zwraca³a na ni± uwagi. Nadal by³a zajêta swoj± prac±. Wrzuca³a co¶ do bulgocz±cej zawarto¶ci kocio³ka, zagl±da³a do ksi±g i mamrota³a do siebie, a dziewczynka patrzy³a na ni± ze zdziwieniem i lêkiem.
- Trzy skrzyde³ka wa¿ki... trzy razy zamieszaæ, a potem... nie, nie... ale jestem blisko, wiem, ¿e jestem blisko...
An, jak to dziecko, by³a bardzo ciekawskim stworzeniem, ale nale¿a³a do niewielkiej grupy, która zdawa³a sobie sprawê, ¿e pewnych rzeczy nie powinna ogl±daæ. Wiedzia³a, ¿e matka jej nie zauwa¿y³a, dlatego powoli siê wycofa³a, po raz ostatni rzucaj±c okiem na panuj±cy wokó³ chaos, a gdy poczu³a, jak piêty dotykaj± schodów, pobieg³a na górê.
Kilka dni pó¼niej nie by³a do koñca pewna, co do prawdziwo¶ci tego zdarzenia. Równie dobrze przej¶cie przez ukryte drzwi i ujrzenie Marg w oparach dymu, mog³o byæ tylko snem. Aniel by³a zbyt zajêtym dzieckiem, ¿eby na d³u¿ej trzymaæ takie obrazy w ¶wiadomo¶ci. Chocia¿ w g³êbi jej ma³ej duszy mia³y zachowaæ siê na zawsze. Tak samo jak pewien wieczór, w którym to ca³a rodzina zasiad³a razem do kolacji.
Kiedy¶ takie posi³ki by³y normalno¶ci±, ale tamtego dnia dziewczynka czu³a siê jakby przyszed³ do niej ¶wiêty Miko³aj. Atmosfera rzeczywi¶cie przypomina³a tê ¶wi±teczn±. Jedzenie by³o smaczne, widocznie pani domu postanowi³a wspomóc mê¿a, a rodzice u¶miechniêci. Co chwilê ¶miali siê i ¿artowali, a po kolacji zaproponowali zorganizowanie wieczoru gier planszowych.
An by³a tamtego dnia taka szczê¶liwa, ¿e gdy nazajutrz dowiedzia³a siê, ¿e mama musi wyjechaæ na kilka dni, prawie siê pop³aka³a. By³a jednak twarda, w dodatku ca³e mieszkanie przepe³nione by³o pozosta³± z zesz³ego dnia atmosfery, a to tylko u³atwia³o rozstanie. Tak samo, jak zapewnienia Marg, wypowiedziane z b³yskiem w oczach.
„Teraz bêdzie tylko lepiej.”
Aniel jej uwierzy³a.
Kobieta wróci³a po tygodniu. Mia³a zaczerwienione oczy, jakby niedawno p³aka³a, a rêce dr¿a³y jej tak mocno, ¿e resztki deszczu osiad³e na marynarce, rozchlapywa³y siê po ca³ym mieszkaniu. Gdy siê rozebra³a i odwróci³a, ujrza³a jak na szczycie schodów pojawi³a siê An. Mia³a na sobie niebiesk± sukienkê idealnie pasuj±c± do koloru jej oczu, a rozpuszczone jasne w³osy upodobnia³y dziewczynkê do anio³ka.
- Co siê sta³o mamo? Dlaczego p³aczesz? - zapyta³a, kiedy dotar³a na ostatni schodek i ujrza³a, jak ³zy szczê¶cia sp³ywa³y po policzku kobiety, mijaj±c szeroki u¶miech, jakiego nie by³o na jej twarzy od lat.
- Kochanie... - Zabrak³o jej s³ów, wiêc tylko przytuli³a An. Zebra³a siê w sobie i kontynuowa³a, przygl±daj±c siê dziewczynce. - Nie chcieli¶my ci tego mówiæ, ale jeste¶ char³akiem. Dlatego nie dosta³a¶ listu z Hogwartu.
- Wiem mamo, ale...
- Ciii - uciszy³a j± matka. - Nie martw siê. Zrobi³am co¶ dla ciebie. Lekarstwo. Staniesz siê czarodziejem! Pójdziesz do szko³y! Dlatego nie by³o mnie tak d³ugo.
- Ale mamo ja nie chcê. Podoba mi siê moja szko³a!
- Ale¿ kochanie! Ta szko³a dla mugoli? Mo¿esz i¶æ do szko³y magii i czarodziejstwa! I pójdziesz! Tata siê ucieszy, marzy³ o tym! Tak! - Wsta³a, siêgnê³a do kieszeni i wyci±gnê³a z niej flakonik z ró¿ow± ciecz±. - Musimy powiedzieæ tacie.
- Edmund! Chod¼ tutaj! Szybko! - krzyknê³a Marg.
Z piêtra dobieg³y ciê¿kie kroki. Mê¿czyzna na ³eb na szyjê zbieg³ ze schodów z nadziej± w oczach. Wiedzia³, ¿e tylko jedna rzecz mog³a tak uradowaæ ¿onê.
- Uda³o mi siê! Uda³o!
Aniel sta³a przed nimi nie rozumiej±c, co siê dzieje. Nie podziela³a tej rado¶ci. Wiedzia³a, ¿e jest char³akiem. No i co z tego? Nie chcia³a i¶æ do Hogwartu. Tutaj by³o jej dobrze, a mama tyle czasu przesiedzia³a w piwnicy tylko po to, ¿eby zrobiæ z niej czarodzieja? Wymachuj±cego kijkiem i lataj±cego na miotle czarodzieja?
- Wypij to kochanie. - Podsunê³a jej pod nos fiolkê z ró¿ow± ciecz±. - To jak spe³nienie marzeñ w p³ynie!
- Ale mamo...
- Co Aniel? - wtr±ci³ siê ojciec. On te¿ by³ bliski p³aczu. - Nie chcesz byæ czarodziejem? - W jego oczach by³o tyle nadziei, tyle oczekiwania... Dziewczynka nie do koñca zdawa³a sobie sprawê z uczuæ, jakie j± otacza³y, jednak gdy tata chwyci³ jej d³oñ, poczu³a dreszcz, któremu nie umia³a odmówiæ. Wziê³a fiolkê i zawaha³a siê. Spojrza³a na rodziców. Przygl±dali siê jej z u¶miechami na twarzach. Kiedy ostatni raz byli tak szczê¶liwi? Otworzy³a usta, ¿eby co¶ powiedzieæ, ale zamiast tego wypi³a miksturê...
An wbieg³a na peron dziewiêæ i trzy czwarte, a ojciec do³±czy³ do niej po chwili. Niestety Marg nie mog³a im towarzyszyæ, by³a na konferencji po¶wiêconej jej prze³omowemu odkryciu.
Dziewczynka spojrza³a przez ramiê na barierkê. Tam, gdzie¶ za magicznym przej¶ciem, zosta³ jej dom, zosta³y konie i nowe przybory je¼dzieckie. Zostawi³a tam wszystko co kocha³a... poza ojcem, ale jego równie¿ bêdzie musia³a za chwilê po¿egnaæ.
- Tato...
- Tak kochanie, wiem, ¿e to ekscytuj±ce, ale poczekaj jeszcze chwilkê. Poci±g odje¿d¿a dopiero za piêtna¶cie minut. My¶lisz, ¿e do jakiego domu trafisz? Mama by³a w Ravenclawie, ale tobie by chyba bardziej pasowa³y ¿ó³te barwy.
- My¶lê, ¿e ka¿dy kolor jest tak samo dobry.
- Racja, racja. Jeste¶ taka bystra, ¿e mo¿e jednak pójdziesz w ¶lady Margaret...
Mówi³ dalej, a dziewczynka przesta³a go s³uchaæ i spojrza³a na czekaj±cy poci±g. Przera¿a³ j±, ale ciê¿ka stalowa lokomotywa mia³a w sobie trochê uroku. Tak samo jak ró¿d¿ka, lataj±ce miot³y, czy niecodzienne stworzenia. Jednak nadal by³o w tym co¶ dziwnego... co¶ magicznego.
Mia³a jeszcze trochê czasu na zmianê decyzji. Mog³a po prostu zostaæ na stacji, postawiæ siê i wróciæ do domu, ale co powiedz± na to jej bliscy? Tyle od niej oczekiwali, takie wi±zali z ni± nadzieje, mama tyle czasu spêdzi³a w piwnicy, ¿eby jej pomóc...
Nie.
Nie mog³a ich teraz zawie¶æ.
Wskoczy³a do poci±gu, ale oderwa³a siê od okna dopiero wtedy, gdy ojciec znikn±³ jej z pola widzenia. Potem zamknê³a siê w jednym z przedzia³ów, a Hogwart Express rozpêdzi³ siê na dobre, zabieraj±c Aniel w stronê magii.
Marcus Clinton dnia 30.12.2016 17:50
bez zaprzeczeñ dajê W!
Krnabrny dnia 03.01.2017 21:17
Katherine_Pierce dnia 15.01.2017 10:09
Ciekawi± mnie dalsze losy zarówno tego eliksiru jak i dziewczynki, która poniek±d oszuka³a przeznaczenie, którym by³o bycie Char³akiem. Lecê czytaæ dalej
Penelope dnia 09.02.2017 14:47
ju¿ nie mogê siê doczekaæ przeczytania kolejnych czê¶ci.
cudowne opowiadanie i jakie oryginalne. Jak ju¿ kto¶ wspomnia³ nie spotyka siê bohaterów, którzy nie chc± i¶æ do Hogwartu.
Alette dnia 22.02.2017 17:27
PaulaSmith dnia 11.03.2017 16:09
Nedelle dnia 08.05.2017 10:33
Ewa Potter dnia 26.06.2017 22:51
Nie no dobrze, niektórzy wol± siatkê od no¿nej to pewnie istniej± te¿ tacy, co nie lubi± quidditcha. A w³a¶ciwie, je¶li kto¶ jest do czego¶ zmuszany to nie dziwiê siê, na co¶ takiego nawet patrzeæ ciê¿ko ech...

Ale mam jedno pytanko... czy char³ak mog³ sprawiæ, ¿e miotla oderwala siê od ziemi?
ania919 dnia 29.06.2017 23:08
Tak piêknie napisany, naprawdê masz talent. Znakomicie siê go czyta, nie mam siê do czego przyczepiæ. Trochê nietypowe, ¿e kto¶ woli byæ mugolem ni¿ czarodziejem, ale podoba mi siê ta perspektywa. Jestem ciekawa co bêdzie dalej i chyba zaraz przeczytam kolejne rozdzia³y. S³ysza³am, ¿e piszesz znakomite miniaturki, ale nie wiedzia³am, ¿e a¿ tak, z czystym sercem dajê W. Pisz dalej, nie marnuj talentu
Violet-Horde dnia 29.06.2017 23:16
ulka_black_potter dnia 30.06.2017 12:10
Rue Riddle dnia 07.10.2017 21:11
| Wybitny! | 100% | [6 g³osów] | |
| Powy¿ej oczekiwañ | 0% | [0 g³osów] | |
| Zadowalaj±cy | 0% | [0 g³osów] | |
| Nêdzny | 0% | [0 g³osów] | |
| Okropny | 0% | [0 g³osów] |
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
Klaudia Lind
Jejciu! Kawa³ dobrego tekstu! pierwszy raz chyba czytam opowiadanie, gdzi eg³ówny bohater nie chce byæ czarodziejem. To dosyæ zaskakuj±ce, ale przez to genialne! Zaintrygowa³a mnie ca³a sytuacja i ju¿ nie mogê siê doczekaæ, a¿ poka¿esz, jak Aniel odnajdzie siê w Hogwarcie. Dwa razy Wybitny!